Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Czy bicie dzieci jest dobrą metodą wychowawczą? A klaps?

Bicie dzieci i klaps to trudny temat.

To ten typ dyskusji, na którą większość dyskutantów przychodzi z wyrobionym zdaniem. Ściska je mocno i nie puści, nie przyjmie do głowy żadnego argumentu, bo “swoje wie”. To jak rozmowa o aborcji, jak dyskusja ortodoksyjnego Katolika z ateistą albo zwolennika PIS-u ze zwolennikiem PO.
A mimo to, chciałabym napisać kilka słów na ten temat. Bo warto. Nawet, jeśli ocali to tylko jedno małe istnienie.

Dyskusja na facebooku była bardzo gorąca. 

Chciałabym jasno zaznaczyć, że jestem przeciwna biciu dzieci. Oraz przeciwna wychowaniu bezstresowemu.  Tak wiem, łatwo mi mówić, bo nie mam własnych. Zgadza się, ale pracuję z nimi każdego dnia. Zarówno ze spokojnymi jak i bardzo agresywnymi. 

 

Pamiętam jak w podstawówce wychowawczyni z klas 1-3 zapytała nas o to, jakie kary stosują nasi rodzice. Jeden z chłopców wypowiedział się, że jego tata moczy w wiadrze pas, żeby bardziej bolało. Dziwnym zbiegiem okoliczności to właśnie ten chłopiec gryzł (!) inne dzieci i miał poważne problemy ze swoim zachowaniem. Wychowawczyni nie zareagowała w żaden sposób, zresztą – sama tłukła uczniów po głowie piórnikiem czy książkami.

Za to ja zapamiętałam ten pas do końca życia. 

 

Przemoc wobec dzieci jest dla mnie najobrzydliwszą z form przemocy. Dziecko jest często bezbronne, zdezorientowane…

 

Na wstępie tego przykładu zaznaczam, że nie porównuję dzieci do piesków i kotków. Porównanie ma na celu ukazanie zachowania dorosłych.

 

Gdy kotka lub suka ma młode, i chcą one zrobić coś głupiego albo niebezpiecznego, to chwyta je za specjalne miejsce na karku,które nie jest unerwione i przenosi w inne miejsce. 


Nie zadaje młodemu bólu, uspokaja je i wycisza negatywne zachowanie.

 

Gdy obserwuję jak inni traktują zwierzęta, jestem niemal pewna jak traktują/będą traktować swoje dzieci. 

 

Sytuacja 1)
Kiedy piesek lub kotek coś przeskrobie, właściciel zadaje mu ból, np. strzelając miotłą w żebra.
Taki piesek, w zależności od stopnia bólu i wcześniejszych doświadczeń, może :

a) stać się agresywny

b) chodzić z podkulonym ogonem, opuszczoną głową i bać się

 

Jeśli właściciel wcześniej okazywał pieskowi miłość, to piesek jest zdezorientowany. Bo z jednej strony ktoś, kto się o niego troszczy dając mu jeść i pić, zapewniając schronienie i czasem pogłaszcze a nawet podrapie za uszkiem, nagle zadaje mu ból. Piesek nie rozumie, że to dla jego dobra. Swoim pieskim rozumkiem łapie tylko to, że ludzie są dziwni, raz tulą, raz biją. Pewnego dnia piesek widząc kobietę z kijem do nordic walking skojarzył to z nieprzyjemnym doświadczeniem (kij na żebrach) i ugryzł boleśnie w nogę.

 

wniosek : wychowanie przez przemoc nie jest rozwiązaniem.

 

Sytuacja 2) 

Pewna pani ma pieska, którego bardzo kocha. Chce dla niego dobrze, więc kupuje mu najlepsze karmy, spędza z nim czas. Jednak piesek nie odróżnia zabawy od wyrządzania szkód (przecież jest tylko pieskiem!) i czasami pogryzie jej piękne nowe buty, innym razem zniszczy meble. Właścicielka pieska nie robi z tym nic, bo nie chce pieska zestresować. Pewnego dnia piesek zniszczył jej bardzo cenną rzecz.

 

Wniosek : wychowanie bezstresowe nie jest rozwiązaniem.

 

 

Dla mnie człowiek, który tłucze małe dziecko “bo płacze” to bestia nie człowiek. Dla dużego człowieka “to tylko klaps”, “tylko potrząsnąłem” Dla dziecka często nieodwracalne urazy.

A jeśli nie ma obrażeń fizycznych, to jest poranione psychicznie. Nie umie jeszcze analizować, ale nie rozumie, dlaczego czasami mama przychodzi i przytula do piersi, a czasami chwyta, krzyczy i potrząsa.

 

Często słyszę argument “jak widzę takie rozwrzeszczane dziecko w sklepie, to sama mam ochotę podejść i przyrżnąć w dupę”.

Hej człowieku! Przeciw komu kierujesz swój gniew? Małemu dziecku? A może raczej to winny jest dorosły, osoba świadoma swoich czynów i konsekwencji? To, że dziecko “sobie pozwala” to wina rodzica, który nie postawił mu jasno granic.

Jeśli trzylatek rzuca się na podłogę w markecie i krzyczy aby wymusić zabawkę, a mama 2 x nie ulegnie, ale innego dnia raz straci cierpliwość i wrzuci zabawkę do wózka, to nie ma co się dziecku dziwić, że spróbuje tego numeru jeszcze raz. 

 

Postaw się na jego miejscu – masz tylko 3 lata. Nie potrafisz sam zawiązać butów, zrobić sobie herbaty, wytrzeć pupy – ale potrafisz sprawić, że decydujesz o tym, co zrobić dorosły! Czujesz się potężny, silny, jesteś panem sytuacji.

Ale…nie czujesz się bezpiecznie. To od rodzica oczekujesz, że zadba o Twoje bezpieczeństwo…

 

Jestem zwolenniczką :

stawiania wyraźnych granic

metody ograniczonego wyboru

konsekwencji

cierpliwości

 

Granice i konsekwencje

Porządkują świat dziecka i czynią go bezpiecznym. Ważne jest, aby czyny rodzica były spójne ze słowami (w przeciwnym razie dziecko dojdzie do wnioski, że może kontynuuować niekorzystne zachowanie, jeśli tylko wysłucha “kazania). Jeśli mówisz – “nie bawimy się gwizdkiem w domu, jeśli nie przestaniesz gwizdać, to Ci go zabiorę”, to zabierz. Jeśli tego nie zrobisz, to dziecko będzie gwizdać głośniej i na złość.

Zamiast kary, lepiej uczyć naturalnej konsekwencji danego czynu – bałaganienie -> sprzątnięcie, zniszczenie zabawki kolegi -> odkupienie jej. 

Ograniczony wybór:

Dzieciaki bawią się piłką w domu. Mówisz “Możecie się bawić piłką na podwórku albo wcale. Co wybieracie?’  Krótko, treściwie. Dziecko ma poczucie, że może dokonać wyboru, Ty ustalasz zasady.

To w wielkim, telegraficznym skrócie. Problem jest bardziej złożony, polecam serdecznie książkę “Kiedy pozwolić? Kiedy zabronić?” 

 

“Nie raz dostałam w dupę i jakoś nic mi nie jest” ” Nie róbmy drugiej Szwecji!” 

Na pewno nic Ci nie jest? Z moich obserwacji wynika, że większość znanych mi osób rzucających pierwszym argumentem często ma problemy z :

– brakiem pewności siebie

– niską samooceną

– histerią

– budowaniem stabilnych relacji z drugim człowiekiem

– odwagą do posiadania własnego zdania

Odpowiedz sobie SZCZERZE w duchu, czy te problemy Cię nie dotyczą. Szczerze.

Jeśli odpowiedź brzmi “NIE” to gratulacje, jesteś wyjątkiem. Ale nikt nie powiedział, że Twoje dziecko też będzie.

Co do Szwecji – zgadzam się. Nie jestem za wychowaniem bezstresowym. Dziecko potrzebuje jasnych granic, bo to buduje jego bezpieczeństwo. Odbieranie dzieci za jednego klapsa też jest moim zdaniem głupotą – lepiej wysłać rodziców na trening umiejętności wychowawczych, szkolenie, zaoferować im pomoc w przyswojeniu sobie metod. Bycie rodzicem nie jest łatwe. 

Dlaczego wolę konsekwencje od kar?  Bo kary uczą, ale nie tego, co chcemy. Przykładem są więzienia,z których więźniowie wychodzą z nową, praktyczną wiedzą – następnym razem muszę nie zostawić śladów/ lepiej uciekać itp.

Inny przykład, głośny ostatnio z synem Super Niani. Super Nianiu – “gratulacje”!

Człowiek jest prostą istotą.

 Lubi dążyć do doznawania przyjemności i unika tego, co nieprzyjemne.

 

Jeśli Twoją kobietę często “boli głowa”…przeczytaj powyższe zdanie jeszcze raz i wyciągnij wnioski :)). Jeśli byłoby jej przyjemnie, to czy “bolałaby ją głowa” ? ;-))))

Chodzi mi tylko oto, że jak rodzic da dziecku “wpierdol” za przyniesioną jedynkę, to z dużym prawdopodobieństwem dziecko następnym razem o tej jedynce nie powie. Zacznie ukrywać swoje przewinienia, aby nie dostać kary.

Jeśli nie zacznie ukrywać, to motywacja tej osoby będzie zewnętrzna, a więc też niefajnie. Polecam przeczytać/obejrzeć “Mechaniczną pomarańczę”.

Praca z dziećmi jest trudna. Wymaga konsekwencji i cierpliwości. 

Także jasnych komunikatów. “jesteś niegrzeczny” to nie jest jasny komunikat. Bo co to dla dziecka znaczy? Co znaczy “Bądź grzeczny?” – Usiądź prosto? Bądź cicho? Nie bij kolegi? Powiedz wprost, czego oczekujesz.

Często jest tak, że “zapomniał wół, jak cielęciem był“. To naturalne, że dziecko testuje granice. Naturalne, że przechodzi etap histerii.  Czasami zadaje rodzicowi ból.

Podam trzy przykłady – 


Ania, mała “szczypawica”
.

Kiedy nie dostawała czego chciała, zaczynała boleśnie szczypać swoją mamę. Mamę bolało, co utwierdziło Anię w przekonaniu, że szczypanie jest skutecznym zachowaniem. Mnie też Ania kilka razy postanowiła uszczypnąć.

Spróbuj teraz mocno uszczypnąć się w przedramię. I przetestuj dwa sposoby:

a) zrób jak większość ludzi, czyli spróbuj “wyrwać” rękę ze swojego uszczypnięcia. Boli bardziej, prawda?

b) naprzyj ręką w kierunku dłoni szczypiącej. Nie boli, prawda? 

Jeśli dziecko zobaczy, że jego technika jest nieskuteczna, przestanie ją stosować. Zauważ, że nie zadajesz w ten sposób dziecku bólu, zupełnie jak kotka przenosząca swoje młode. Wygaszasz negatywne zachowanie.

 


Gryzienie –

Kuba gryzie mocno, kiedy coś nie idzie po jego myśli. Gryzie mamę, tatę, babcię i siostrę.

Na gryzienie działa ta sama metoda, co na szczypanie – ale naprzeć trzeba mocniej. Siła się rozproszy, a gryzący odczuje nieprzyjemny dyskomfort. Sprawdź na sobie 🙂


Dominik, chłopiec z autyzmem.

Kiedy coś jest nie tak, jakby chciał, rzuca się na podłogę i wali w nią głową, bardzo mocno. Czasami okłada pięściami mamę, czasami siebie. Jeśli nie zareaguję, to zrobi sobie krzywdę, co kilka razy mu się udało. Albo komuś innemu…

Moja ulubiona metoda na takie przypadki to ręcznik lub koc. Owijasz dziecko w kokon i mocno przytulasz aż się uspokoi. Wymaga to opanowania sztuki owijania tak, by nie wystawały kończyny, ale warto poćwiczyć. Bardzo skuteczne!

Bicie nie jest metodą – przemoc rodzi przemoc.

A jeśli dziecko Cię szczypie, a Ty wymierzasz mu klapsa to…jesteś nielogiczny w swoich czynach. Pokazujesz, że problemy rozwiązuje się używając przewagi fizycznej. Dziecko się tego uczy i dlatego szczypie :).

Tekst dedykuję Dominikowi, chłopcu, który nauczył mnie więcej niż 5 lat studiów. Praca z dzieckiem autystycznym, które wielu rzeczy nie rozumie, nauczyła mnie cierpliwości, wyrozumiałości i konsekwencji. Oraz sprawnego stosowania koca :)). 

Polecam przeczytać :

Kiedy pozwolić? Kiedy zabronić?

Korczak : wszystko lub cokolwiek

Maria Montessori – wszystko, lub cokolwiek

Steinback “Myszy i ludzie”

Burgess ” Mechaniczna Pomarańcza”

Toksyczni rodzice

A jeśli jesteście z Bydgoszczy, to na praktykach uczestniczyłam kilka razy w niesamowitych warsztatach dla rodziców. Prowadziły je pani Kinga Czajewska i pani Dominika Bem z poradni psychologiczno-pedagogicznej numer 1 w Bydgoszczy. W praktyce można nauczyć się stawiania granic, ustalania konsekwencji. Nie wiem czy takie warsztaty są jeszcze prowadzone, ale warto śledzić stronę poradni, A może zadzwonić i zapytać o radę?

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin


Uściski, Ania

109
Dodaj komentarz

avatar
52 Comment threads
57 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
OlaaniamalujeAnty FejsbukDorotaKlaudia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Celnie, trafnie i rzeczowo. Jak zawsze.
Dziękuję, moja córa właśnie ma etap szczypawicy 🙂 Cierpliwość i konsekwencja są zdecydowanie najtrudniejsze, mam nadzieję, że nigdy nie puszczą mi nerwy. Czasami jest ciężko, ale to byłaby moja porażka.
To pierwszy tekst tego typu, gdzie pokazano rozsądne alternatywy dla bicia czy klapsa i nie czuję się oceniania. Nie jestem z Bydgoszczy, ale poszukam chociaż książki 🙂 Dziękuję

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Problem jest czesto taki, ze to rodzice nie nadaja sie na rodzicow. Niektorzy ludzie powinni byc na sile kastrowani lub nie decydowac sie na dzieci. Niektorzy maja je tylko po to, by dopelnily one obrazek "idealnej" rodzinki, niektorzy maja je "przez przypadek" lub, np. W UK, dla korzysci finansowych (zapomoga panstwowa). Co z ta niesprawiedliwoscia uczynic?

The State of Mine

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Człowiek jest prostą istotą.
Lubi dążyć do doznawania przyjemności i unika tego, co nieprzyjemne.

Jeśli Twoją kobietę często "boli głowa"…przeczytaj powyższe zdanie jeszcze raz i wyciągnij wnioski :)). Jeśli byłoby jej przyjemnie, to czy "bolałaby ją głowa" ? ;-))))"

Ania mistrz! Tak wielu facetów myśli, że seks to tylko ruch do przodu i do tyłu 🙁 Że kiedy oni już się rozpalili, to kobieta też 🙁 Na szczęście mój obecny narzeczony był otwarty na naukę i nie mam ochoty na bóle głowy 🙂
Jak już będziemy mieć dzieci to wrócę do tego tekstu 🙂

Farizah (Kobieta z Filiżanką kawy...)
Gość

Mam swoje zdanie, które jest nie do przyjęcia przez 50 % społeczeństwa. Ale za dzieciaka wolałam przemoc fizyczną niż psychiczną.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Czytałam Twój komentarz na facebooku i nie tylko Twój. Zgodziłabym się, gdyby nie było lepszej alternatywy, a jest np. w postaci granic i konsekwencji. Strzał w dupsko jest szybszy i wygodniejszy, ale ma gorsze konsekwencje. Mam nadzieję, że dziecko kiedyś nie strzeli w twarz tobie i nie napluje, jak mój brat mojej mamie, jako podziękowanie za te klapsy.
Wykrzyczał jej, że całe życie nie mógł się doczekać, aż będzie taki silny, że jej odda.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

O matko :O anonimie jestem w szoku po przeczytaniu ostatniego zdania Twojej wypowiedzi. Ale zgadzam sie poprzedniczka ze wolalam za mlodu przemoc fizyczna niz psychiczna. I Ania ma racje. Jak dostalam za "zle oceny" w ginnazjum kary to pozniej nie przyznawalam sie do zlych ocen. A pozniej przychodzilo zebranie i dostawalam po twarzy oraz przy okazji wymieszali mnie z blotem. Nawet przed studiami mialam jazde bo nie dostalam sie za pierwszym naborem 🙂 kocham moich rodzicow bo wiele tez dla mnie zrobili ale nie chcialabym tak dziecka wychowac.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja swoich kochalam i nie MAM (teraz) za zle tacie za lanie od czasu do czasu. W tamtym okresie bolalo (nie, nie bylam bita po twarzy i nie mialam siniakow), ale czulam dla niego respekt. I wiedzialam, ze nas kocha. Mama nigdy reki na nas nie podniosla, byla ostoja spokoju i milosci.
Oddalabym wiele, by wciaz moc z nimi byc w Swieta… i na codzień.

Cathleena
Gość

Powiem coś na swoim przykładzie. Rodzice nie bili mnie, jednak ich rodzice stosowali na nich kary cielesne. Gdy byłam mała, czasem zostawiano mnie pod opieką babci. Gdy coś przeskrobałam, moja kochana babcia zmieniała się w moich oczach nie do poznania – krzyczała jak to "da mi w dupę", a ja uciekałam. Co wtedy czułam? Nienawiść do niej. Naprawdę. Mimo, że była dla mnie przez większość czasu moją kochaną babcią. Ale w takich sytuacjach ja byłam przestarszona, zaszokowana, i – co było dla mnie kolejną nową rzeczą – czułam agresję i miałam ochotę jej "oddać" (mimo, że nigdy nie miałam odwagi… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Pisanie na ten temat jest bardzo trudne. To ten typ dyskusji, na którą większość dyskutantów przychodzi z wyrobionym zdaniem. Ściska je mocno i nie puści, nie przyjmie do głowy żadnego argumentu, bo "swoje wie". To jak rozmowa o aborcji, jak dyskusja ortodoksyjnego Katolika z ateistą albo zwolennika PIS-u ze zwolennikiem PO." A jednak Ci się udało.Po raz pierwszy w życiu. Zawsze mówię, że nie raz dostałam w tyłek i nic się nie stało. A teraz siedzę i ryczę. Łzy ciekną mi na klawiaturę, przez ten fragment:""Nie raz dostałam w dupę i jakoś nic mi nie jest" " Nie róbmy drugiej… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mimo ze jestem u siebie w domu co 2 miesiace i tak sie kloce z mama i czesto jej to mowie bo dosyc duzo razy od niej zerwalam. Z tego co mi mowila ja moja babcia potrafila bic kablem od zelazka… Szkoda, ze takie praktyki przeniosla na mnie. Na szczescie moja siostra nie jest bita ale naoogladala sie scen w domu i dlatego siedzi cicho bo boi sie ze sama bedzie w takiej sytuacji jak ja

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Dotyczy mnie każdy myślnik. Często histeryzuję, prowokuję sytuacje żeby chłopak mnie UKARAŁ. Nigdy tego nie zrobił, ale czasem krzyczę NO DALEJ,UDERZ MNIE!"- ja mu tego nigdy nie powiedziałam ale zawsze czekam aż mnie uderzy i gdy to nie następuje jestem rozczarowana? to brzmi źle, ale jeśli przez wiele lat tak to wyglądało to czemu się dziwić

Polowanie na zdrowie
Gość

Ja znam więcej osób co traktują swoje zwierzęta bezstresowo, można by rzec, że są ''fanatykami'' zwierzęcymi, w takim właśnie sensie, posiadania zwierząt, rozpieszczania ich strasznie, kupowania im mega drogich rzeczy, dziesiątek zabawek, naście suplementów każdego dnia, stawianie psa/kota wyżej niż ludzi, w tym nawet znam jeden przypadek gdzie osoba ta stawia je wyżej, niż rodzinę (która nie jest jakaś zwyrodniała czy nawet zła dla tej osoby, wręcz zawsze była mocno rozpieszczana). Co do wychowywania dzieci. Cóż. Ja również nie mam dzieci i mieć nie będę. Wiem natomiast, że popadanie w skrajności, obojętnie co by to nie był za temat, będzie… Czytaj więcej »

Szczypta Magii
Gość

Fantastyczny tekst. Sama jestem zwolenniczką konsekwencji, nie siły fizycznej. Tak jak napisałaś – przemoc rodzi przemoc. Sama pracuję w przedszkolu i miałam sytuację, w której na stołówce przedszkolnej trzech chłopców strasznie rozrabiało. A miały być zajęcia dodatkowe – szachy. Powiedziałam konsekwentnie, że jeżeli się nie uspokoją to na nie nie pójdą. Oczywiście wszyscy trzej pewni, że i tak pójdą na te szachy dalej robili swoje. i jakież było ich zdziwienie, gdy na te szachy nie poszli. jeden z chłopców nawet się odgrażał ( w wieku 6 lat), że się poskarży mamie. Moja odpowiedź była prosta: idź i pochwal się mamie,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bardzo mądry post. Widać, że jesteś profesjonalistką. Mam podobne zdanie do Ciebie. Agresja to nie sposób na wychowanie, a tylko znak bezradności rodzica. Rodzice powinni być tego świadomi, bo nie każdy to wie – prawdopodobnie sami byli wychowywani na, nawet sporadycznych, klapsach. Powinni uczyć się jak radzić sobie w przytoczonych przez Ciebie sytuacjach. Może pomogłyby jakieś obowiązkowe uświadamiająco-uczące szkolenia, warsztaty dla rodziców w przedszkolach i szkołach?

Polowanie na zdrowie
Gość

Swoją drogą to pewnie po tym tekście/w trakcie jego czytania wiele osób ugryzie się pierwszy raz o wielu wielu lat. Np. ja. Przynajmniej w rękę, bo w język czasem się zdarza :-D.

ja, Kosmeonautka
Gość

A może mnie ktoś oświecić o co chodzi z tą Super Nianią? Bo nie wiem nawet pod jakim kątem to wygooglać…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pudelek 😀 W końcu wyszło na jaw to, co zawsze tuszowała bo jest wpływowa – jej syn jest agresywnym, tłustym wieprzem, próbował zgwałcić koleżankę. Ukruszył jej ząb, narobił siniaków.
Wcześniej pobił człowieka, ale Niania zatuszowała sprawę.

ja, Kosmeonautka
Gość

Aha, czyli "Super Nianiu – gratulacje!" to ironia? Bo tyle (że syn to agresor) to udało mi się znaleźć, ale poza hejtem nie znalazłam żadnej jej wypowiedzi czy komentarza i myślałam, że Ania poważnie gratuluje jej jakiejś dojrzałej postawy czy czegoś.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

No kontekst na to wskazuje 🙂 Dla mnie oczywista ironia 😛

megirosa
Gość

Pudelek to chyba nie jest jakieś bardzo wiarygodne źródło informacji? Próbowałam to wygoglać ale właśnie wyskoczyły mi same plotkarskie portale więc nawet tam nie zaglądałam, a na większe poszukiwania szkoda mi czasu 🙂

LenaR
Gość

Dobrze, że są tacy ludzie jak Ty 🙂 Aż mi się ciepło na serduszku zrobiło po przeczytaniu tego tekstu. Zdecydowanie to postawa, którą chcę stosować w przyszłości na moich dzieciach – chciałabym żeby znały granice, ale czuły się jednocześnie kochane, nie ranione.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Rodzice nigdy na mnie ręki nie podnieśli, ale też byli konsekwentni, granice były wyznaczone i czułam się dość pewnie, bo wiedziałam co mogę a co nie. Z kolei w szkole było inaczej: przemocy fizycznej po raz pierwszy doświadczyłam na.. lekcji religii. Ksiądz po prostu twierdził, że przyłożenie dziecku z 2 klasy podstawówki (przygotowywał nas do przyjęcia komunii :') kijem po ręku lub tyłku za to, że przyniosło książeczki było jak najbardziej okej. Za brak zadania domowego też dostawaliśmy, ilość uderzeń stosowna do przewinienia.. ja oczywiście po pierwszych dwóch, trzech lekcjach o całej sprawie poinformowałam mamę, która się pofatygowała do szkoły… Czytaj więcej »

Marta Syczewska
Gość

Matko kochana…:( Jestem w szoku!! A wszyscy mi się dziwią że pomimo tego, że jestem wierząca, to nie chcę mieć do czynienia z klerem..
Jestem tak zła po tym co napisałaś, że… gdybym była na Twoim miejscu to bym narobiła mu mega wiochy, nawet teraz. Gdyby w ogóle kiedyś była taka sytuacja, że w przyszłości ktoś by tak potraktował moją Julkę, to by doszło do szarpaniny… Zrobiłabym typkowi tak samo, jak on by zrobił jej…

Sandra
Gość

Masz absolutną rację. Kiedyś z ciekawości zapytałam mamy, czemu w napadzie złości wyrzuciła wszystkie moje zabawki na środek pokoju i kazała sprzątać – tata stanął w mojej obronie, w efekcie czego sama musiała wszystko sprzątnąć. Na początku wpadła w niemałą konsternację, po długim zamyśle odpowiedziała, że to samo robiła moja babcia o.O

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mam takie samo zdanie na temat karania dzieci. Konsekwencja, wyznaczanie granic i jasne komunikaty są niezwykle istotne i mam nadzieję, że kiedy (i jeżeli w ogóle) przyjdzie mi kiedyś mieć dzieci, to będę w stanie stosować się do tych trzech punktów 🙂 i mam nadzieję, że jako wół nie zapomnę, jak to było być cielęciem 😉 teraz przypomina mi się, że kiedy miałam cztery lata, to byłam z mamą w kościele. Jak zwykle mi się nudziło. Nie pamiętam, co tam w tym kościele robiłam ale jak wyszłam z niego z mamą, to ta mi powiedziała, że byłam niegrzeczna i że… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A i zapomniałam podziękować za polecenie książki. Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, żeby przeczytać coś na ten temat, ale jeszcze nie zabrałam się za poszukiwania jakiegoś tytułu. A tu proszę 🙂 wręcz sam do mnie przyszedł 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Napiszę anonimowo, choć jestem tutaj stałą bywalczynią. Nie byłam bita, ale raz dostałam skakanką i ślady po niej na udach pamiętam dobrze, albo klęczenie z rękami do góry, dopóki się z bratem nie uspokoimy – pamiętam do dziś… I presję żeby mieć dobre oceny.. Teraz jestem zdecydowanie za wychowaniem bez bicia. Dziecko musi znać granice, ale nie może być bite. Mam problem z pewnością siebie – jeśli chodzi o relacje z moim facetem. W pracy – ok, potrafię powiedzieć "nie", ale prywatnie jestem czasem wykorzystywana …
Dziękuję za ten post :*

Ola
Gość
Ola

Takie teksty są bardzo potrzebne, a i to co napisałaś jest bardzo prawdziwe. Osobiście dostałam (podobno, bo nie pamiętam, miałam może z dwa lata) klapsa tylko raz, od babci. Rozbierałam ją w kościele aż nie wytrzymała i ze mną wyszła. Pasem czy nawet kapciem grożono mi wielokrotnie, ale na szczęście nikt nigdy mnie nie uderzył. Moja babcia, która była tylko jednym z wielu dzieci swoich rodziców, bardzo często wspomina teraz (kiedy praktycznie jest niespełna rozumu, bo choroba pożera jej mózg) jak matka biła ją i wszystkie inne dzieci batem. I myślę, że babcia ma o to żal do całego świata,… Czytaj więcej »

Niedopowiedziane
Gość

Masz rację,nigdy nie jest tak,że to się nie odbija. Wszystko się zgadza,Aniu. A te ataki histerii w szczególności w momencie trzymania moich rąk złączonych albo podnoszenia na mnie ręki.
Wycofuję się szybko z głębszych relacji,mam problem z ich nawiązaniem,a gdy już tak się stanie to je psuję. Na złość sobie albo drugiej osobie,nie wiem.

Tak samo nie uwierzę nigdy,że dzieci alkoholików nie będą miały problemów w życiu. Pewnie,nie muszą być patologią,ale na przykładzie mamy widzę,że jest problem ze stawianiem granic,itp.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To nie dziecko jest glupie, a zachowanie. "Nie chce tego"…zachowania, a nie dziecka 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Podmieniłabym dziecko na "rodzic" i pasuje 🙂

Relatywnie Obiektywna
Gość

W końcu ktoś napisał to, co od dawna mnie męczyło, ale nie byłam gotowa ubrać tego w słowa. Dziękuję Ci za to. Dziękuję, że są takie osoby, które rozsądnie podchodzą do tematu. Swoją drogą fajnie ujęłaś cześć praktyczną 🙂 Może ludzie zaczną to wykorzystywać i przestaną traktować klapsy jako doskonały środek wychowawczy

Różowa Klara
Gość

Zacznę od końca a właściwie od mniej ważnych wątków, bo z punktu pedagoga zaciekawiły mnie warsztaty prowadzone w Poradni Pscyhologiczno-Pedagogicznej może znajdę jakieś materiały w sieci. Co do Zawadzkiej jej karne jeżyki i inne cuda nie przypadły mi do gustu (choć niektóre metody były interesujące i godne uwagi), ale znów aż tak bardzo bym po niej nie jechała i nie wydawała osądów na jej temat. Nie zamierzam usprawiedliwiać takich osób jak jej syn, bo dla mnie to zwykły …, ale z tego co wyczytałam to agresja pojawiała się w jego przypadku pod wpływem alkoholu (jasne nie mieszkam z nimi, więc… Czytaj więcej »

Różowa Klara
Gość

Dlaczego nie ma opcji edytuj 😐 Pierwotne założenia bezstresowego wychowania były alternatywą dla wychowania systemowego tego okresu* i w założeniach Pestalozziego też można odnaleźć założenia wychowania bezstresowego

Różowa Klara
Gość

Moim zdaniem mimo wszystko trzeba uświadamiać ludzi, bo to wciąż poszerzanie stereotypów 😉

Madou
Gość

Aniu, widziałaś może francuski film "Polisse"? Opowiada o oddziale policji zajmującym się nieletnimi, bardzo polecam. To tak przy okazji. Mam nadzieję, że jak kiedyś będę matką to będę stosować się do Twoich rad (a jeszcze kilka lat temu myślałam, że klaps to przecież nic złego!) i że będą dla mnie naturalne. Pozdrawiam i również przy okazji życzę spokojnego i rodzinnego czasu Świąt, abyś odrobinę wolnego czasu mogła wykorzystać na relaks i odpoczynek 🙂

Mudi
Gość

Ja znowu zauważyłam że rodzice totalnie nie rozumieją że KAŻDE ich zachowanie wpływa bardzo na dziecko. W końcu to w dzieciństwie najbardziej kształtuje się charakter. Rodzice nie zdają sobie z tego sprawy i krzywdzą swoje dzieci, możliwe że nieświadomie. Przykładowo ostatnio jechałam pociągiem z małą dziewczynką i jej mamą. W pociągu było bardzo dużo ludzi, zatłoczone korytarze itd. Dziewczynce zachciało sie siusiu, wiec mówi mamie grzecznie "mamo chce mi się siusiu" i co na to mama? Autentycznie zaczęła się na dziewczynkę wydzierać, że ma wstrzymywać, że nie będzie z nią teraz po całym pociągu latała bo jej chce się siku,… Czytaj więcej »

Aga
Gość

Przypomniał mi się przykład, kiedy to małe dziecko moczy się w nocy w swoim łóżku, po czym dostaje klapsy od rodzica z tego powodu… To się zdarza bardzo często niestety.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, jak zwykle wszystko pieknie podsumowane. Ja ze swej strony polece jeszcze tylko bloga "wychowac dziecko" Barbary Dziobek. Czesto organizuje kursy, rowniez internetowe, ale przede wszystkim mnostwo cieplych artykulow.
Monia

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja również negatywnie podchodzę do obu aspektów: bicia i wychowania bezstresowego, ale nie wiedziałam, jak ma wyglądać kompromis. Dzięki Tobie, Aniu, wreszcie wiem 🙂 I zgadzam się, że bicie pozostawia liczne ślady w psychice, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie są one widoczne. Na początku pomyślałam, że też jakoś normalnie funkcjonuję. A potem… pomyślałam o moim ojcu. O tym, jak teraz wyglądają moje relacje z nim. Że się go boję nadal (mam prawie 19 lat) i w ogóle się nie dogadujemy. I to przez niego mam poczucie niskiej wartości, brak pewności siebie i bardzo często brak odwagi do własnego… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mnie tylko jedno przeszkadza. Zupełna nieadekwatność zwrotu "wychowanie bezstresowe" do zakładanej postawy. Chyba każdy rodzic chciałby zaoszczędzić dziecku niepotrzebnych stresów, podejrzewam, że nawet ci którzy stosują przemoc w jakiś sposób argumentują ją oszczedzeniem stresów może w przyszłości, może w przewidywanych sytuacjach, może.. Chcę tylko powiedzieć, że same te pojęcia są przeciwstawne. Jeśli wychowanie to nie zupełnie bezstresowe a jeśli bezstresowe to nie wychowanie. Jeśli o mnie chodzi to preferuję "niewychowanie" z motywacją oszczędzenia choć części stresów, które szykuje życie. Innymi słowy podążanie za dzieckiem i traktowanie go jak człowieka, który ma prawo dyskutowac i być wysłuchanym i mieć swoje zdanie… Czytaj więcej »

BEATA REDZIMSKA
Gość

Wychowanie przez przemoc to nie wychowanie, to zly przyklad. Wychowywac chyba najlepiej dobrym przykladem. I w tym (byciu dobrym przykladem dla swoich dzieci) tkwi odpowiedzialnosc rodzicow. Fajny tekst Aniu. pozdrawiam Beata

Barbara
Gość

Po chwili namysłu – włożę kij w mrowisko. Studiuję socjologię, co pewnie wpłynęło na to, że sam koncept złe-dobre postrzegam jako wytwór kulturowy, moralność także. Nie rodzimy się z nią, a nabywamy i uczymy w drodze socjalizacji. Pojawia się tutaj problem – jak wytłumaczyć dziecku, że coś jest złe bez ukarania go? Jeśli karać, to jakie kary są odpowiednie, żeby dziecko wyraźnie zrozumiało, że nie należy czegoś robić? Wydaje mi się, że dopiero po latach, kiedy dorośniemy i przyswoimy w 100% pewne normy, rozumiemy, że coś jest złe. Przykładem może być chociażby obgadanie kogoś za plecami czy sprawienie, że dana… Czytaj więcej »

Barbara
Gość

I znowu muszę dorzucić polecaną przez Ciebie lekturę do stosu związanych ze studiami książek, ale jak mus, to mus – zaglądnę podczas Świąt i wówczas się odezwę 🙂 .

Karolina W
Gość

Trafione w sedno! Podpisuję się pod Twoim tekstem obydwoma rękami i zgadzam się z Tobą w stu procentach 🙂

Ania Abakercja
Gość

a tak w ogóle to wychowanie bezstresowe w tym potocznym znaczeniu, to dopiero naraża dzieci na stres, kiedy tylko pójdą to przedszkola, szkoły, rówieśników.

ZbytPersonalneZebySieZalogowac:p
Gość

Ja właśnie byłam bita, szarpana, popychana, ograniczana i nie polecam. Przed rodzicami ukrywałam naprawdę dużo, spędzałam czas w domu najmniej jak mogłam, w końcu wyprowadziłam się najszybciej jak mogłam, najdalej jak mogłam i nadal mam sporo problemów psychicznych podobnie jak moja siostra, a do domu bardzo nie lubię wracać. Nie było tak, jak pokazywane było w różnych akcjach w tv (jakieś zakrwawione posiniaczone dzieci itp), poza tym częściej były to po prostu klapsy i krzyki, ale po tych może kilku/nastu razach uraz został. Z drugiej strony moi rodzice też mają problemy psychiczne (nerwica i depresja). Przez długi czas uważałam, że… Czytaj więcej »

Edyta wojas
Gość

Tak samo nie lubiłam spędzać w domu czasu. Znajomi nie rozumieli, dlaczego po szkole nie idę do domu tylko wolę marznąć na przystanku. Ciągłe zakazy i zarzuty wobec mojej osoby wykonczyły mnie. Bardzo dużo przed ojcem ukrywałam, w sumie nadal ukrywam. Najgorsze było to, że nastawiał mnie wiecznie na moją siostrę, tak jakby nie mógł znieść, że jest między nami dobrze. Nie potrafię budować zdrowych relacji z innymi. Izoluję się od ludzi, często urywając z nimi kontakt.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja się zawsze pokładałam w sklepach, na chodniku przed kioskiem itd… i zawsze skutkowało.

Świnka
Gość

Nie mam dzieci, ale tekst pochłonęłam jednym tchem. Widać, że znasz się na rzeczy. W pełni popieram Twój pogląd. Ja zostałam wychowana właśnie w taki sposób i wiem, że to jedyny skuteczny, bo (chyba) jestem normalna! 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jako nauczyciel przedszkolny zgadzam się jak najbardziej że przemoc to nie rozwiązanie baa stwierdzam po niektórych dzieciach gdzie przyswowiowy pasek idzie w ruch że to tylko wzmaga problemy.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Znam osoby, które potrafią mówić o swoim 12-letnim dziecku "gnój". Potrafią też dać mu w tyłek i straszyć go, że to zrobią. Jak zrobi coś źle, krzyczą, zamiast wytłumaczyć spokojnie i poprosić o poprawienie tego, co zrobił, czy coś… I nigdy bym w to nie uwierzyła, bo to nie są źli ludzie!!! Jestem przerażona. Jestem pewna, że on kiedyś im odda. Ne rozumiem jak można tak traktować własne dziecko. Mam ochotę im powiedzieć, że jeśli go tak nie znoszą to dlaczego go nie oddadzą. Może to by dało im do myślenia, że te sposoby są złe.

Juliet
Gość

Uwarzam, że przemoc w żadnym przypadku nie jest dobra… Warto ze sobą rozmawiać, a nie podnosić na siebie nawzajem rękę…
Świetny i inspirujący blog, piszesz posty, które bardzo fajnie się czyta 🙂

http://mademoisellejuliet.blogspot.com/

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jeżeli chodzi o bicie czy klasy to jestem zdecydowanie przeciwna, zresztą jestem przeciwna jakimkolwiek karą. U mojego dziecka stosuje naturalna konsekwencje która sprawdza się rewelacyjnie. Co do sprawy syna super niani to jestem w ciężkim szoku! Nie jest ona dla mnie wielkim autorytetem jeśli chodzi o wychowanie aczkolwiek posiadam jej książkę, czytalam i oglądałam kilka wywiadów, gdzie wielokrotnie powtarzała o tym ze w wychowaniu synów nie stosowała żadnych kar! Te wszystkie chwile wyciszenia i karne jezyki z programu były stosowane wtedy kiedy było to naprawdę konieczne, a nie dla wszystkich dzieci. Dużo mówiła o szacunku, o tym ze nie da… Czytaj więcej »

Aga
Gość

Z jednej strony się zgadzam, ale z drugiej nie do końca. Jestem przeciwna tak przemocy fizycznej, jak i psychicznej. Jestem przeciwna również rozkazom, zakazom i groźbom. Jeśli mówi się dziecku, że jak nie przestanie się bawić gwizdkiem, to się ten gwizek mu zabierze, to dziecko będzie miało później większą ochotę zrobić to raz jeszcze. To tak jak ze wszystkim – zakazany owoc smakuje lepiej. Poza tym, owe dziecko nie wie, dlaczego rodzic się denerwuje; dlaczego zabiera mu gwizdek; dlaczego nie może bawić się tym, co mu się podoba; dlaczego nie może robić tego, co sprawia mu frajdę, itp. Według mnie… Czytaj więcej »

Seldirima
Gość

Ale jak dziecko wybierze, że ma jednak gdzieś twoje uczucia (bo ich opis jest dla niego zbyt abstrakcyjny – jego dobra zabawa jest realna, a twój ból głowy i brak skupienia, to totalna abstrakcja) i dalej sobie będzie gwizdać? To pozwolisz mu na to i będziesz cierpieć czy jednak zabierzesz mu gwizdek? Ja jestem ciekawa, jak sobie radzą ludzie przeciwni bezstresowemu wychowaniu/biciu/etc. w sytuacjach podbramkowych. Byłam kilka lat temu świadkiem takiej sytuacji i myślę, że to jest częste w wielu domach. Oto rodzic spieszy się do pracy i przed wyjściem chce ubrać dzieci. Drugie dziecko w sposób fizyczny uniemożliwia mu… Czytaj więcej »

Seldirima
Gość

Ja bym doraźnie odpuściła. Dałam jako przykład różne warianty tej sytuacji. W realu to była sytuacja, kiedy dzieci zostawały pod moją opieką, dlatego osobiście nie rozumiem upierania się przy ubieraniu przez rodzica. Ale ja nie jestem rodzicem i jak to piszą "to nie moja broszka". Wiem też, że podobne sytuacje zdarzają się z wariantem przedszkolnym, który wg mnie jednak jest bardziej problematyczny. Pewnie gdybym była rodzicem, to dziecko posłałabym w piżamie %D Ale łatwo mówić z pozycji bezdzietnego. Nurtuje mnie zachowanie równowagi pomiędzy uczeniem dziecka na jego własnych błędach, a obowiązkiem zapewnienia dziecku jak najlepszych warunków, zdrowia, bezpieczeństwa, etc. Np.… Czytaj więcej »

Aga
Gość

@Seldirima, jeśli dziecko będzie miało moje uczucia gdzieś, to będę wiedziała, że jego zaufanie do mnie nie instnieje lub jest na bardzo niskim poziomie i na tym skupię moją uwagę. I nie, nie zabiorę gwizdka. Jest sposób, z którego korzystam i nigdy mnie nie zawiódł. Nigdy nie czułam, że jestem w sytuacji bez wyjścia i nigdy nie byłam zmuszona do użycia siły czy to fizycznej, czy psychicznej :). A co do tego, żeby dziecko jadło i ubierało się kiedy chce… Mam to samo podejście. Sama czasami cały dzień siedzę w piżamie i się lenię, jak mam czas, więc czemu dziecko… Czytaj więcej »

Aga
Gość

Ooo, fajnie :-).
Też mi się nie wydaje… Tego typu ludzie mają bardzo solidnie ukształtowane zdanie i raczej nie są chętni do wysłuchiwania innego, gdy nie jest takie samo, jak ich. Nie raz słyszałam tekst w stylu: "żaden klaps dziecku nie zaszkodzi, trzeba je uczyć życia, bo nigdy nie jest kolorowo!"

Dorota
Gość

A mnie zastanawia jak zaprezentować dziecku naturalna konsekwencje nieuczenia się? Jeśli nie chce odrabiac lekcji. Albo konsekwencje zbyt długiego grania na komputerze (problemy ze wzrokiem i postawa). Chciałabym pomóc mojemu mlodszemu bratu i mojej mamie, która nie zawsze radzi sobie z dobrym wychowaniem. Jestem świadoma jakie błędy popełniła wobec mnie, ale jednocześnie trudno jest mi z nią o tym rozmawiać. Jak zasugerować, ze można inaczej?

Kat
Gość

Osobiście nigdy nie stosowano w stosunku do mnie żadnej przemocy fizycznej, rodzice kochali mnie, wspierali, nie narzucali niczego i nie nakładali presji, nawet o oceny w szkole (może dlatego, że z przynoszeniem wysokich nie miałam problemów). Miałam z nimi kontakt godny pozazdroszczenia, mogłam przyjść zawsze, porozmawiać o wszystkim i nigdy nie rozumiałam, że inne dzieci mogą bać się rodziców czy coś. Natomiast doskonale pamiętam pojawiające się od czasu do czasu napady szału, krzyki i "obrażanie" się na mnie, bo coś zrobiłam źle. Ale chociaż występuje u mnie niemal pełen serwis objawów, które napisałaś ("niska samoocena, brak pewności siebie" itd), to… Czytaj więcej »

eZiko
Gość

Cięzko kogoś oceniać jak wychowuje swoje dziecko. Jestem przeciwna biciu i maltretowaniu. Ale bez stresu nie ma życia, więc dziecko musi znać pewne zasady jakie panują w domu i po za nim.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

moi rodzice są święcie przekonani, że są dobrymi rodzicami. wmawiają mi kłamstwo, wyolbrzymianie i problemy psychiczne, gdy im zarzucam że mnie maltretowali, o ile katowali nie byłoby lepszym słowem. teraz czują się pokrzywdzeni, bo nie chcę ich widzieć. upierają się, że chcę im specjalnie zrobić przykrość i nic się takiego nie działo, a jak się działo to to moja wina lub oni po prostu tego nie widzieli. najgorzej jest z otoczeniem, któremu od 4 roku życia mówiłam co się dzieje w domu, a spotkałam się z murem. w końcu pochodzę z bogatej inteligenckiej rodziny, kto takiej naskoczy, najlepiej powiedzieć małemu… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jako mała dziewczynka dostawałam klapsy czasami nawet lanie pasem jestem mamą dwóch córek czasami dostaną klapsa za złe zachowanie ale nigdy pasem

poczujsielepiej
Gość

Świetny tekst. Ileż rozmów odbyłam na ten temat. Niestety potoczna wiedza i pogląd "wyrosłem na człowieka" są często nie do zwalczenia.

Ania, co myślisz o metodzie Montessori przy zespole Aspergera?

poczujsielepiej
Gość

Pewnie mnóstwo zależy od nauczyciela. Z jednej strony możliwość skupienia się na swoich zainteresowaniach jest bardzo ważna u Aspergerów, a z drugiej strony na pewno trzeba uważać, żeby nie wzmacniać fiksacji. Ale z kolei tradycyjny system jest nieprzyjazny dla wszystkich dzieci, a co dopiero dla tych ze specjalnymi potrzebami…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jako mała dziewczynka dostawałam klapsy czasami nawet lanie pasem lecz dzisiaj mam dwie córki czasami dostaną klapsa za złe zachowanie

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mam 14 lat i prawie codziennie dostaje klapsy czy pasem lanie

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja codziennie dostaje lanie pasem

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cześć Aniu. Kilka razy dostałam z pasa,z kabla i byłam tym straszona. Nigdy nie byłam niegrzecznym dzieckiem,nastolatkiem, zawsze byłam poukładana i nie miałam głupich pomysłów. Tak naprawdę nie wiem za co byłam karana. Do tego w moim domu doszedł problem alkoholizmu mojego taty. Ta kombinacja wywarła na mnie ogromny wpływ. Wiesz i widzę u siebie pewne odchylenia. Nigdy z rodziną nie byliśmy na terapii,a to wszystko się odkłada ,nawarstwia i wybucha.Bicie dzieci jest złe. Krzyczenie na dzieci jest jest złe. Dla mnie jest to ogromny błąd. Widzę tyle złych zachowań rodziców. Co ciekawe, ja w sobie odkryłam to ,że dzieci… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Natrafiłam na ten tekst przypadkowo buszując dzisiaj po sieci. Jestem absolutną przeciwniczką kar w postaci przemocy werbalnej i fizycznej, i nóż w kieszeni otwiera mi się za każdym razem kiedy słyszę, że 'klaps to nie bicie' i że 'spójrzcie na skutki bezstresowego wychowania', jakby to niedookreślone pojęcie było jakimś uniwerslanym przeciwieństwem stosowania przemocy w wychowaniu. W dyskusjach, które w miarę często zdarza mi się prowadzić dwa razy natomiast zdażyło trafić mi się na trudne argumenty. Historia nr 1: ojczym jedzie z 4-letnią pasierbicą samochodem, droga szybkiego ruchu, a dziewczynka zamiast grzecznie siedzieć w foteliku rozpina sie z pasów i generalnie… Czytaj więcej »

Klaudia
Gość
Klaudia

Kilka lat temu w trakcie zjazdu rodzinnego rozmowa zeszła na 3-letnie wtedy dziecko mojej kuzynki, które jest bardzo żywiołowe, tzw. “żywe srebro”. Kuzynka mówiła, że musi mieć zawsze oczy dookoła głowy, bo mały lubi wspinać się na meble, albo… nasypać rodzicom mąki do butów, tego typu sprawy. Wtedy moja ciocia zaczęła wspominać, że gdy byłam mała, to byłam niezwykle spokojnym dzieckiem i kiedy rodzice zostawiali mnie pod jej opieką, wystarczyło, że dała mi książkę, kredki i czyste kartki i potrafiłam zająć się sama sobą na wiele godzin. Moja babcia zaś skomentowała, że byłam tak spokojnym dzieckiem, że gdy poszłam do… Czytaj więcej »

Dorota
Gość

Mądry tekst. Warto go ponawiać, bo jeszcze dużo osób nie rozumie że używanie przemocy nie jest rozwiązaniem, ale słabością.

Anty Fejsbuk
Gość
Anty Fejsbuk

Porównywanie wychowywania ludzkiego do zwierzęcego to miecz obosieczny. U zwierząt nierzadkie jest dzieciobójstwo (lwy, bociany, łyski, czaple). Raczej nie chcemy iść tą drogą. Życie to niestety nie są ani warsztaty akademiskie, ani kozetka u psychoanalityka. My, dorośli, również nie zawsze czujemy się bezpiecznie, a i bywa, że dostajemy po mordzie. To “prawdziwe życie” musi odbić się na dzieciach przez osmozę. I nawet jeśli obejdzie się bez klapsa, to na ogół przyjdzie to do dziecka jeszcze gorszą drogą – przemocy psychicznej. Z powyższym można się nie zgodzić. OK. Wejdźmy zatem do laboratorium życia, w którym wychowanie potomstwa to jedyny problem. Niestety,… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

Przeczrałeś tekst Piotrze?

Previous
Na którym levelu jesteś?
Czy bicie dzieci jest dobrą metodą wychowawczą? A klaps?