Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga - łatwiej tak powiedzieć niż zastanowić się, dlaczego ktoś taki jest i jak mu pomóc, prawda?
👉🏻 duszą mnie golfy, wysokie stójki, szaliki - jest mi w nich fizycznie niedobrze
👉🏻 zdjęcie stanika to największa ulga na świecie - dopiero od roku przestałam się zmuszać do noszenia
👉🏻 nieustannie obijam się o futryny, drzwi, stoły i szafy
👉🏻 zdarza mi się spaść z krzesła. Tak po prostu
👉🏻 na samą myśl o karuzeli mam ochotę zwymiotować 👉🏻 nienawidzę gdy ktoś mnie dotyka bez pozwolenia
👉🏻 chodzę bez skarpet, bo nie rozumiem sensu skarpet. Skarpety są dla mnie jak obcierający but dla innych 👉🏻 to samo z biżuterią - nie noszę pętli na szyi, więc nie noszę pierścionków
👉🏻 mogę jeść pyszne ciasto albo wyśmienitego kotleta, ale jak natrafię na jakąś grudkę albo „żyłę” - mam fizycznie odruch wymiotny. Nie jestem księżniczką, moje ciało to odrzuca 👉🏻 mogę nie polubić człowieka tylko dlatego, że odbieram uścisk jego ręki jako nieprzyjemny. Istnieją dla mnie ludzie, których nazywam w swojej głowie „obślizgłymi”

Jeśli masz tak jak ja i czujesz się z tego powodu dziwnie - nie obniżaj poczucia swojej własnej wartości z tego powodu. Może tak jak ja - masz po prostu zaburzenia integracji sensorycznej. Twój mózg trochę inaczej odbiera bodźce. Ja mam nadwrażliwość dotykową, są osoby wybitnie nadwrażliwe na światło albo hałas. 
Za to lubią mnie wszystkie pieski i kotki, bo nigdy nie próbuję egoistycznie głaskać ich dla swojej przyjemności na siłę. 
Nie jest też prawdą, że nie lubię dotyku. Lubię. Po prostu nie każdy i nie od każdego.

Obejrzyjcie stories, a ja solidaryzuję się z każdym, któremu rodzice kupili w ramach niespodzianki bilet do wesołego miasteczka (skończyło wie wymiotowaniem), wciskali w golfy, skarpetki, zabraniali chodzić boso albo robili dramę, że ubierasz się dziwnie albo koszulka jest dawno do wyrzucenia.
Dla kogoś z nadwrażliwością dotykową to jak wycie przez megafon wprost do ucha kogoś, komu chce się spać.

Przypinam relacje o zaburzeniach integracji sensorycznej (SI) i polecam poczytać po angielsku pod hasłem „sensory procesing disorder” (SPD). #aniamaluje #szczerze_pisząc #spd #si #dziecko #kot #kotek

Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga -...

Na blogu 5 seriali które polecam. Okrutnie żałuję, że odpaliłam trzeci sezon #lacasadepapel 😭 Drugi sezon kończył kompletną historię a trzeci zostawił mnie z zaciekawieniem, co stanie się dalej. Efekt Zeigarnik, powód, dla którego zawsze czekam aż wyjdą wszystkie tomy książki by nie zaprzątać umysłu niedomkniętą sprawą... do dziś nie wybaczyłam Murakamiemu zakończenia roku 1Q84 i scenarzystom LOST nierozwiązanych zagadek :( ciekawi jakie seriale polecam? Sru na bloga 💥 #aniamaluje #seriale #nogi #sushi #pycha #netflix #serial #domzpapieru

Na blogu 5 seriali które...

Uczę się opierdalanka bez moralniaka. #Hamaczek to najlepsza rzecz ♥️
Pięknie, słonecznie, nie za gorąco. Czasami fajnie uciec na chwilę z Warszawy.
Przymierzam się do montażu hamaka w mieszkaniu. Ktoś ma? Jakieś wskazówki? Marzy mi się na jesienne wieczory. Albo czasami do spania.
Jak byłam dzieciaczkiem, to dziadek bujał mnie w hamaku całymi dniami. Uwielbiałam tak zasypiać, miedzy dwiema średnio okazałymi wiśniami. 
#szczerze_pisząc #piątek #piąteczek #weekend #relaks #hammock #hamak #lato #summervibes #sukienka #sierpień

Uczę się opierdalanka bez moralniaka....

Jak sobie pomyślę w jakim nastroju byłam ze 3 miesiące temu, to aż nie mogę uwierzyć. Dużo zmian!
💥Np.uczę się odpoczywać bez poczucia winy. Co prawda nie mam pojęcia jak ludzie połykają sezon serialu w jeden dzień, ale hello, ja jestem dziewczyną, która unikała seriali w ogóle,bo konsumują za dużo czasu. To jest dla mnie ogromny postęp! Obejrzenie 3 odcinków jednego dnia to dla mnie wciąż wydarzenie :)
💥Szanuję bardziej swój czas i przestrzeń. Wciąż w mojej naturze leży troszczenie się o innych, ale nie mam wyrzutów sumienia gdy komuś odmawiam przysługi. A jeśli ktoś próbuje we mnie je wywołać, to tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie muszę.
💥Przestałam nadmiernie przepraszać za bałagan, staram się trochę ogarnąć z wierzchu, ale jak ktoś do mnie wbija to raczej mnie zna i wie czego się spodziewać. Herbatę dostanie w czystym kubku, ale na podłodze zastanie plamę ze smoothie które blendowałam 5 dni temu. Bardziej lubię nie sprzątać niż mieć posprzątane. Kobieta na którą nigdy nie powiem „babcia” prasowała nawet majtki i skarpetki, więc  ten cały dom ułożony w kosteczkę kojarzy mi się okrutnie źle.
💥Wydaję pieniądze na swoje przyjemności. Np. roślinki. Wiem, że begonia nie jest mi niezbędna ani potrzebna, nie jest to książka ani nic ważnego, ale sprawia mi frajdę
💥częściej piekę ciasta, połowa nie wychodzi😅 ale lubię to robić 💥wyciszam ludzi piszących upierdliwe wiadomości w stylu „czym zastąpić pomidory w pomidorowej”, bo szkoda mi czasu.
💥prawie w ogóle nie jem sklepowych słodyczy i mięsa, ale jak mi się zachce to wsuwam bez wyrzutów sumienia. Ostatnio robiłam schabowe. Rzadko kiedy robię, bo nie lubię hałasować (mój eks sąsiad z rodzinnych stron to wielbiciel nieustannych remontów, #najgorzej) a ja nie chcę nawalać tłuczkiem, ale że za ścianą remont, to bez różnicy że postukam mocno. 💥 Nie wyrzucam sobie, że moje dwa ebooki wciąż w toku i więcej o nich myślę niż je piszę
Myślę, że więcej osób z późnego kapitalizmu i wychowanych w duchu „nudzisz się? Zaraz znajdę ci zajęcie” zmaga się z tym poczuciem, że trzeba być produktywnym aby być wartościowym. 
Nie trzeba
#szczerze_pisząc #aniamaluje #crazyplantlady #urbanjungle #zamioculcas #redlips

Jak sobie pomyślę w jakim...

W byciu dorosłą najfajniejsze jest robienie tych wszystkich rzeczy, których nie było wolno za dzieciaka. Kruszenie w łóżku, spanko w niedzielę do oporu (bez Ania wstawaj, bo jedziemy na zakupy/do kościoła/do babci). Chodzenie boso po domu. Jedzenie nachosów z dipem serowym w wannie, chociaż „w łazience się nie je”. W ogóle długie leżenie w wannie. Jedzenie czasami obiadu na śniadanie, a czasami niejedzenie obiadu wcale, bo się np. nie ma ochoty.

#Niedziela #śniadanie #breakfast #breakfastinbed 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

W byciu dorosłą najfajniejsze jest...

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż czyściłam buty na mokro i wciąż są mokre 🤣 to czuję się ładnie. I mam takie małe spostrzeżenie, że rzadko kiedy jesteśmy zadowoleni ze swoich ciał i narzekamy a to na nogi, a to na cycki, cerę, włosy, a zawsze jest ktoś, dla kogo to na co narzekamy jest w głowie w szufladce „goalz”. Ja całe życie narzekałam na nogi, koleżanka na swoje kręcone włosy. I obie się zawsze dziwiłyśmy na każde „ile ja bym dała za takie...”.
Co w sobie lubisz najbardziej?♥️
Wymień jedną rzecz, ale tym razem tylko odnośnie ciała🥰

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #party #małaczarna #littleblackdress #sukienka

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż...

My latest #secondhand jewel💎
Na zdjęciu #sukienka - zdobycz z lumpeksu w Łodzi, a ja mam codzienne pytanie - nie kryję, na potrzeby filmu na youtube.
Mówienie do nauczyciela w liceum „profesorze”. Za, przeciw, anegdoty, opinie, luźne przemyślenia.
Scenariusz tego co jutro nagram już mam, ale może zapomniałam o jakimś aspekcie? Leave you thoughts!🤗
#thrifted #lumpeks 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #piwonie #peonies #różowaśroda

My latest #secondhand jewel💎 Na...

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała się na odwagę by zagadać do chłopaka, który zawsze jeździł tym samym autobusem co ona. Nigdy nie było dobrego momentu, zawsze było - jutro, następnym razem.
No i pewnego dnia przestał jeździć. Tak zupełnie, bez ostrzeżenia. Myślała, że może się rozchorował, albo odwołali mu zajęcia, ale minął tydzień, potem drugi a on nadal nie wsiadał  i tyle go widziała. Nie znała nawet imienia by go jakoś odszukać.
Nie zliczę ile rzeczy ja przegapiłam, bo „zrobię to jutro”. Od zebrania się by iść na pocztę i odebrać list polecony, przed upływem terminu, aż po gorsze rzeczy. 
Za każdym razem gdy organizuję jakiś konkurs, dostaję kilka zgłoszeń po terminie. Dlaczego? Bo też odkładacie wszystko na jutro, zamiast działać TU i TERAZ! 
A jak nie teraz, to kiedy?
Podoba mi się ta filozofia życiowa i dlatego wszędzie noszę ze sobą swojego małego Canona Zoemini S, który drukuje zdjęcia od razu. Teraz, już.
I właśnie teraz możecie wygrać jeden z dwóch takich ślicznych aparatów natychmiastowych, konkurs na profilu @CanonPolska trwa do końca lipca.
If not now, when?
Lub w polskiej wersji - jutro będzie...
Podpowiedź mam na sobie 🧥😜
#LiveAndCreate #ZachowajChwile #CanonZoemini 
___________________________________________________
#konkurs #blogerka #szpilki #rozwojosobisty  #cytaty  #inspiracje #cytatdnia #quote #quoteoftheday  #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily 
Post we współpracy z marką Canon

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała...

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję chwili zupełnie dla siebie. Kiedyś miałam z tym straszny problem, myślałam, że zawsze potrzebuję POWODU. Wiecie, czegoś takiego, co będzie godną wymówką gdy ktoś będzie chciał do mnie wpaść albo gdzieś mnie wyciągnąć. Miałam poczucie, że odmowa z niewystarczająco godnego powodu to coś niemiłego. Na szczęście mi przeszło. Wprowadzenie zasady, że #niedziela jest dniem dla mnie i o mnie  było jedną z fajniejszych rzeczy, na jakie kiedykolwiek wpadłam.
W moim życiu jest dużo różnych ludzi i to jest super, ale też trochę potrzebuję takiego dystansu i krótkiego odpoczynku od wszystkich. Takiego uczucia jak powrót z wyjazdu, gdy wchodzisz do mieszkania i nagle uświadamiasz sobie jak dobrze jest usiąść na własnym kibelku i jak dobrze jest spać we własnym łóżku. Bez tych wyjazdów jakoś to tak nie cieszy.
#crazyplantlady #szczerze_pisząc #wakacje #gwadelupa #karaiby #podróże #podróżemałeiduże #guadeloupe #asertywność #meday #sunday #sundayz #sundayfundays #collar #kolnierzyk #sukienka #roślinki #dżungla #aniamaluje

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję...

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska - 2x #mango🥭 po złotówce - 2 zł, 4 #banany 🍌2 zł, #szpinak 🥬 (pęczek?)- 1,40 zł, 2 x #papryka z koszyka 3 zł/kg  i #ogórek 🥒- razem 2,50 z. Razem 7,90 zł. Ale byłam wybredna. Marysia z @makemyplace potrafi za 10 zł kupić mnóstwo dobroci. Zasada? Na zupę nadadzą się bardzo dojrzałe pomidory, a jeśli awokado po złotówce będzie tak dojrzałe, że nada się tylko 3/4, to wciąż jest nieprzyzwoicie tanie awokado, które by się zmarnowało. Polak marnuje statystycznie 235 kg jedzenia rocznie😢
Jak można prosto ograniczyć marnowanie jedzenia?
👉🏻 planuj posiłki, zrób sobie raz w tyg. dzień gotowania z resztek. Zupa? Zapiekanka makaronowa, a może omlet? 👉🏻 kupuj tylko tyle ile zjesz, a jak nie dasz rady - podziel się z sąsiadką albo zanieś do jadłodzielni
👉🏻 korzystanie z jadłodzielni to żaden wstyd! Jeśli czegoś potrzebujesz - weź, to jedzenie normalnie by się zmarnowało
👉🏻kupuj samotne banany, bo ludzie wolą jak jest kiść i się marnują 🍌
👉🏻 z lekko suchego chleba wychodzą super zapiekanki albo grzanki, a suche bułki można wysuszyć na bułkę tartą
👉🏻 istnieją na fejsie grupy dot. freeganizmu (sama jestem na warszawskiej) gdzie ludzie ogłaszają, gdy mają do rozdania np. jedzenie z wesela. Warto korzystać w obie strony🤗
Gdy mówiłam o wolnostojących lodówkach w ramach jadłodzielni, kilka osób pisało, że w czasach studenckich bardzo by się to przydało, ale trochę wstyd...
Otóż jadłodzielnie są często wolnostojące, samoobsługowe i 24/7 👉🏻brać to żaden wstyd, wstyd to jedzenie marnować.
Jeśli jesteś studentem albo masz mało hajsu, polecam zakupy na Hali Mirowskiej (albo targu) przed zamknięciem można zgarnąć obtłuczone jabłka czy pomidory za darmola. Albo uśmiech.
Dzisiaj widziałam skrzynkę darmowych mocno dojrzałych bananów, w sam raz na chlebek bananowy.
Owoce na smoothie nie muszą być super jędrne, pieczone warzywa albo zupa też nie wymagają najświeższych.
🥰możecie pisać  w komentarzach swoje sposoby na to, by nie marnować jedzenia ;)
#kupujeniemarnuje #kupuję #warzywa #owoce #lesswaste #zerowastepolska #zerowaste #groceries #grocery #healthyfood #freeganism #veggies #omnomnom #pycha #jedzonko

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska...

Moja historia : Agnieszka (Lifemanagerka)

Od kiedy poznałam Agnieszkę, gdzieś z tyłu głowy kołatała mi myśl, aby poprosić Ją o opisanie historii pewnej ważne i trudnej zmiany. Czasami miałam wrażenie, że teksty, które ukazują się tutaj pod hasłem moja historia nie są zbyt…przyziemne.
Wiecie, wielki problem, wielka zmiana…a gdyby tak od innej strony? Poza wyścigiem szczurów i tym całym pędem? Odsyłam do opowieści o trudnej zmianie na lepsze. Oddaję głos Agnieszce.

Moja historia… Zastanawiam się, w którym momencie tak naprawdę się ona zaczyna. W którym momencie pojawiły się pierwsze oznaki wypalenia zawodowego i kiedy zakiełkowała we mnie myśl, że czas coś zmienić. Ale właściwie osadzenie tego gdzieś w czasie nie jest ważne, najważniejsze jest to, że ten moment nastąpił – moja do tej pory lubiana przeze mnie praca w agencji marketingowej zaczęła mnie uwierać i przynosić więcej frustracji niż satysfakcji. W sierpniu ubiegłego roku podjęłam ostateczną decyzję i zrezygnowałam z etatu na rzecz freelance’u. Zazwyczaj słyszymy, że ktoś odszedł z pracy aby rozkręcać swoją firmę, pracować na własny rachunek i w efekcie zarabiać więcej. Mój cel był inny. Podjęłam świadomą decyzję, że chcę ograniczyć czas poświęcany pracy, brać wyłącznie zlecenia odpowiadające moim zainteresowaniom i specjalizacji, nawet gdyby wiązało się to ze zmniejszonymi dochodami. Mogłam sobie na to pozwolić, w końcu wcześniej intensywnie na to pracowałam. Tak naprawdę dopiero jesienią uwolniłam się od prowadzonych wcześniej projektów i dopiero wtedy przyszedł czas, kiedy poczułam wolność. Cieszyłam się, że kiedy inni walczą z podwykonawcami i klientami, ja spaceruję i podziwiam zmieniające się kolory drzew. Dawało mi to dużo przyjemności, ale szybko pojawiła się „rysa na szkle”. A konkretnie „zespół abstynencyjny” – z bardzo aktywnej zawodowo osoby nagle stałam się początkującym freelancerem (czyli freelancerem bez wielu zleceń ;)) i przestałam sobie z tym radzić. Tak wiele czasu na myślenie i wałkowanie problemów (których nie brakowało)… A na dodatek totalny spadek motywacji, która dla mnie zawsze szła w parze z pracą i sukcesami. Bez pracy nie ma sukcesów, a bez sukcesów nie ma motywacji. Przyszedł czas kiedy wstawałam z łóżka tylko dlatego, że musiałam rano wyjść z psem. W zasadzie otarłam się wtedy o depresję, ale w porę zareagowałam i zwróciłam się po pomoc do psychologa. Tak naprawdę dopiero z nadejściem wiosny zaczęłam wychodzić na prostą. Odzyskałam motywację do działania, zaczęłam szukać nowych zleceń, zaktywizowałam się na różnych płaszczyznach. Na efekty nie trzeba było długo czekać – w odpowiedzi na moje oferty otrzymałam m.in. propozycję stałej pracy w znanej agencji marketingowej. Cóż to był za dylemat! Zrezygnowałam z etatu, wpadłam w niezły dół a tu proszę, szansa aby znowu wrócić do gry, ale przy jednoczesnej rezygnacji z dotychczasowych planów i marzeń. Już byłam na to zdecydowana (wierząc, że właśnie takich wyzwań potrzebuję), już praktycznie podjęłam decyzję o przyjęciu tej pracy, kiedy uświadomiłam sobie, że strasznie mnie to unieszczęśliwia. Na myśl o codziennych wyprawach na drugi koniec Wisły i o co najmniej 8 godzinach za biurkiem chciało mi się płakać. Miałam być wolnym, niezależnym i szczęśliwym człowiekiem, a zapowiadała się niezła harówka na etacie + popołudniami (nie chciałam rezygnować z dotychczasowych zleceń). Wiedziałam też, że na tej decyzji ucierpi również moje największe hobby jakim jest mój blog. Na szczęście nie było jeszcze za późno na wycofanie się z tej niezbyt dobrej decyzji. Dziś wiem, że dobrze zrobiłam. Za wcześnie chciałam zrezygnować z moich marzeń! Praca na etacie, szczególnie w kolejnej agencji marketingowej nie jest tym, co chcę w życiu robić. Już wiem jak to smakuje i nie chcę znowu przez to przechodzić. Teraz kiedy z dystansu patrzę na tę branżę, widzę wszystkie jej niedoskonałości. Zawalanie nocy lub weekendów z powodu 1587 poprawki na ulotce, której i tak nikt poza mną i klientem nie przeczyta, kłóci się z moją definicją równowagi życiowej. Jest mnóstwo osób, które pokochają taką pracę, ale ja już nie potrafię… Jak więc teraz wygląda moje życie? Tak jak to zaplanowałam. Sama zarządzam swoim czasem i ustalam priorytety. Zmieniła się dla mnie wartość pieniądza. Trzymam się prostej zasady – od zarobków ważniejszy jest dla mnie mój komfort psychiczny. Nie przyjmuję zleceń, które mogłyby powodować u mnie frustrację – mogę zarobić mniej, ale od ślęczenia całymi dniami nad znienawidzonym projektem wolę na przykład długie spacery z psem. Nikt mi za nie nie płaci, ale co z tego? Są wartości ważne i ważniejsze. Freelance ma oczywiście także swoje ciemne strony, np. to, że czasami nie da się uniknąć pracy wieczorami i w weekendy, ale jeśli tak się czasami dzieje to jest to efekt mojej świadomej decyzji przekładającej się na konkretny zysk. Tego samego nie można powiedzieć o sytuacji, kiedy wyrabiam agencyjne nadgodziny, do których zmusza mnie klient. Po więcej „blasków i cieni” freelance’u zapraszam na mojego bloga, a tutaj czas na krótkie podsumowanie… Jaki w ogóle jest morał tej historii i dlaczego się nią dzielę? Aby pokazać, że realizacja marzeń i planów czasami idzie jak po grudzie. Może nam się nic nie udawać, możemy napotykać pokusy aby zrezygnować z tej obranej drogi, ale… Moim zdaniem nie warto się poddawać. Nie można być szczęśliwym robiąc coś wbrew sobie. Jeśli czegoś bardzo pragniemy – czy to w życiu zawodowym czy prywatnym – trzeba do tego dążyć nawet wtedy, kiedy momentami wydaje się to bez sensu. Trzymam kciuki za wszystkich podążających za marzeniami!

___________


A ja odsyłam na blog oraz instagram autorki 😉


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉

Uściski, Ania

37
Dodaj komentarz

avatar
24 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
aniamalujeAnna SadkadeaaItysiaKasia Innooka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Takiej historii mi tu brakowało. Nieprzeciętnej kobiety walczącej o pozytywne życie, niekoniecznie kogoś z patologicznej rodziny, skrajnej biedy czy z wielkimi problemami. To przemawia do mnie bardziej, chociaż poprzednie opowieści też lubię 🙂

megirosa
Gość

Cieszę się, że również i takie historię się tu pojawiają, każdy trafia na inne warunki i trzeba maksymalnie wykorzystać to co się ma, nie ma mniejszych i gorszych zwycięstw 🙂 Poza tym sytuacja autorki jest mi bliska, bo ja również cenię sobie swój własny czas i komfort bardziej niż pieniądze i kiedyś w dalszej przyszłości planuję przykrócić pracę na etacie. Doświadczenia autorki są tu cenne, bo ukazują negatywne strony, o których raczej rzadziej się mówi.

pidzamowa
Gość

a ja dziś zaczęłam pracę w czymś w stylu wielkiej korporacji, na razie przechodzę szkolenie i robię wielkie oczy na widok cotygodniowych podsumowań efektywności każdego pracownika wywieszonych na ścianie, na widok boksów i elektronicznie wysyłanych próśb o to by wstać na chwilę od stanowiska… ja, której marzy się wolny zawód pisarki wchodzę w coś takiego? nie wiem czemu, ale poczułam ochotę sprawdzić jak to jest pracować w takiej firmie i jeszcze się mnie ta ochota trzyma, choć większość ludzi których znam uciekła stamtąd po miesiącu. to chyba właśnie ta przekorna część mojej natury sprawia, że jednego dnia latam paralotnią, a… Czytaj więcej »

Seldirima
Gość

Trzeba mieć naprawdę mocną psychikę, żeby wytrzymać w korpo np. ponad rok. Owszem, zarobki są dobre, ale poczucie własnej wartości podobno leci mocno w dół, jest ciągła presja ze strony supervisorów, traktowanie pracownika jak niewolnika, śmiecia, mimo że w większości są to ludzie po studiach, z fakultetami (nie mówię, że ktoś po maturze czy zawodówce zasługuje na takie traktowanie, ale tu samoocena spada maksymalnie, mimo że teoretycznie jest się "kimś". Gnoją cię np. ludzie gorzej wykształceni, zajmujący dane stanowisko dzięki znajomościom). Ja nawet nie byłam w korpo, ale w sklepie na pewnym poziomie i nie wytrzymałabym tam roku – efektywność… Czytaj więcej »

Monika | RefreshYourDaily
Gość

Zawsze wydawało mi się, że Lifemanagerka ma na imię Agnieszka 🙂

SzczęścioManiaczka
Gość

Bo ma 😛 Ani musiało się coś pomylić 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, mi też się tak zdarzało z tymi imionami 😀 Do takiego Radka z akademika ciągle mówiłam Rafał 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja mam jeszcze bardziej ekstremalnie – zawsze mylą mi się Renaty z Grażynami!

lifemanagerka
Gość

Ania nie przejmuj się, przynajmniej się uśmiałam w środę o poranku jak to zobaczyłam 😀 zastanawiałam się skąd to wzięło, ale faktycznie często tak jest, że dwa imiona się tak ze sobą mylą. A sąsiad moich rodziców dla odmiany mówi do mnie pani Aniu i już nawet nie zwracam na to uwagi 😉

Ambasada Urody
Gość

Cieszy mnie to, że są ludzie na ziemi podobni do mnie… Miałam podobną sytuację, a gdy rezygnowałam z etatu cała rodzina i wszyscy znajomi patrzyli na mnie jak na dziwadło 😉 Moja praca dla wielu mogła wydawać się tą wymarzoną, ale nie dla mnie… Teraz zarabiam tyle samo, ale spełniam się w tym co robię. Mam czas dla siebie

Agnieszka Rumińska
Gość

Historia brzmi bardzo znajomo:-) jestem w połowie drogi do realizacji swoich marzeń. Kiedy zrezygnowałam z pełnoetatowej pracy w uznanej w całej Polsce instytucji kultury aby móc rozwijać swoje umiejętności śpiewu solowego zagranicą też wszyscy patrzyli na mnie jak na odludka:) jeszcze nie osiągnęłam tego, o czym marzę, ale jestem na dobrej drodze – i to jest na ten moment najważniejsze:-)

Artinowy Świat
Gość

Trzeba dążyć do marzeń! Dobrze, że Tobie się udało, ja jestem w trakcie ;D

gorzkakokoszka
Gość

Jaka pozytywna historia 🙂 I co za autoświadomość autorki 🙂 Poproszę link do jej bloga 🙂

gorzkakokoszka
Gość

Sory, jest link do bloga 🙂 Tak się zaczytałam, że nie zauważyłam linka 🙂

tlusta_papuzka
Gość

'Teksty nie są zbyt przyziemne' tzn. są zbyt górnolotne?… 😉

Dziękuję za historię bardzo optymistyczną; na blog autorki też zajrzę – a nuż widelec znajdę coś dla siebie.

Martynosia
Gość

Wszystko fajnie i moze faktycznie pieniadze to nie wszytko, ale trzeba miec pieniadze, aby wlozyc cos do barnka czy zaplacic za mieszkanie. Mozna sobie pozwolic na takie zycie pod warunkiem, ze jest sie pewnym, ze zlecenia sie pojawia, lub majac dobrze zarabiajacego partnera, ktory dom utrzyma, a my mozemy sobie robic co chcemy 😉 Fajnie, tez bym tak chciala, jak pewnie kazdy, niestety rzeczywistosc jest inna, zreszta wole miec pewnosc, ze co miesiac dostane wyplate i bede mogla sobie na to i owo pozwolic, a nie liczyc i sprawdzac ktore rachunki zaplace w tym miesiacu, a ktore moga poczekac do… Czytaj więcej »

lifemanagerka
Gość

Ani nie byłam pewna ze zlecenia się pojawią, ani nie mam bogatego partnera, w zasadzie sytuacja jest dokładnie odwrotna. Wspominam o tym w historii – wcześniej dużo pracowałam, nazbierałam oszczędności na ten początkowy czas i tylko dzięki temu płacilam wszystkie rachunki na czas ;). Do takiej decyzji trzeba się po prostu przygotować.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Również nie rozumiem słów, że rzeczywistość jest inna. Jestem grafikiem i na freelance przechodzilam 2 lata – dopiero po tym czasie bezboleśnie zajęłam się tylko zleceniami i zdecydowanie mam co włożyć do garnka, na rachunki tez starcza 🙂 co to za teksty z tą rzeczywistością? Moje życie nie było lukrowe. Wybrałam beznadziejne studia(socjologia) poszlam na kurs grafiki z Urzędu pracy jako bezrobotna,tylko dla stypendium szkoleniowego i tak cudem zaczepilam się w pierwszej firmie. Determinacja i chęć a da się wszystko 🙂

Karola S.
Gość

Jak dla mnie to też powinnaś opisać szerzej swoją historię 🙂 Podoba mi się to i to bardzo, szczególnie, że sama jestem na etapie powolnego żegnania się z etatem (póki co to etap zwiększonej harówki, żeby uzbierać trochę oszczędności na start). Także tym bardziej podziwiam i zazdroszczę 🙂 To naprawdę super, że zamiast narzekać na wspomnianą "rzeczywistość" zaczęłaś ją sama kreować! Życzę sobie i innym takiej odwagi 🙂

Karolina W
Gość

Bardzo motywująca historia. Często zdarza mi się myśleć, że jeżeli coś mi nie wychodzi, nie układa się to nie warto o to walczyć, bo i tak nic z tego nie będzie. Ta historia pokazuje, że jednak warto trzymać się tego o czym się marzy i dążyć do spełnienia, nawet jeśli początkowo jest trudno i wszystko nam się wali. Postaram się wbić sobie to do głowy 😉

tlusta_papuzka
Gość

Jeszcze dołożę b. ciekawy link (i nawet trochę w temacie):
http://www.ted.com/talks/julian_treasure_how_to_speak_so_that_people_want_to_listen

Stylowo i Zdrowo
Gość

Na twoim blogu mnóstwo motywacji. Dzięki

Weronika | mavelo.pl
Gość

Od dobrych 2 lat chcę zostawić etat na rzecz własnej działalności… I cały czas się boję… Co to będzie, czy jest świat poza etatem? ;)) I fajnie czytać, że jest. Bardzo motywująca historia 🙂

Wreddu
Gość

Długo podchodzilam do tego tekstu i w zasadzie sama nie wiem dlaczego 🙂 ale w końcu podeszlam i jak zawsze się nie zawiodlam 🙂 bardzo lubię te historie z życia wzięte. Dla mnie, jako dla osoby, której życie zawodowe ogranicza się do wakacyjnej pracy w ogrodnictwie, gdzie pracują rodzice to takie rzeczy są trochę jak z jakiejś bajki.
Człowiek wie, że może tak być, ale nigdy się z tym nie spotkał, a dzięki takim wpisom można spojrzeć na świat z innej strony i to w ka.zdej dziedzinie życia 🙂

Kangarooo
Gość

Świetna historia! Sama marzę o tym, żeby nie musieć chodzić do pracy do żadnej korporacji. Tylko tak się zastanawiam, że musi Ci naprawdę świetnie iść z tymi zleceniami. W sensie, że musisz dostawać wiele zleceń dopasowanych do Twoich potrzeb, skoro nie masz problemów z utrzymaniem się. Gratulacje! Mam nadzieję, że będziesz mogła przez całe życie cieszyć się upragnioną swobodą:) pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie!

Copywriter(ka)
Gość

Takie jest życie, raz na wozie, raz pod wozem. W takiej sytuacji sama też się znalazłam. Praca na etacie czyt. praca w szkole = niż demograficzny. Założyłam własną działalność, pracuję jako freelancer i sama jestem dla siebie sterem, żeglarzem, okrętem. Zawsze o tym marzyłam. Minusem jest zdobywanie zleceń, ale od czego ma się głowę, przecież nie od parady. Pozdrawiam wszystkie zdecydowane i uparte kobiety 🙂 A opisana powyżej historia tchnie optymizmem i o to chodzi.

Kasia
Gość

Agnieszka zmusza do refleksji nad swoim życiem. Będę wracać do tego tekstu zawsze, gdy zboczę z drogi prowadzącej do realizacji moich marzeń.

Kasia Innooka
Gość

Sama jestem na etapie rozmyślania o własnej firmie i chyba coraz bardziej do tego dojrzewam. Teraz zapisuję się jeszcze na studia podyplomowe i stała posada będzie dla mnie na tą chwilę wygodniejsza, ale jak je ukończę idę na swoje… mam nadzieję 🙂

Itysia
Gość

O własnej działalności myślałam od początku. Takich motywacji nam trzeba! Super czytać o kimś, kto już przeszedł drogę, po której się właśnie idzie 🙂 Moja jeszcze trochę czasu zajmie 🙂

deaa
Gość

Myślę, że to bardzo ważne, że miałam swój kurs, którego się trzymałaś-swoje marzenie. To połowa sukcesu. Ważne jest także, że napisałaś o samopoczuciu psychicznym. Wielu ludziom się wydaje, ze przejście "na swoje" jest takie proste…a to nie zawsze tak wygląda. Czasami dzieję się z nami coś, czego się kompletnie nie spodziewamy. Wtedy wizyta u psychologa jest bardzo dobra opcją. A jeśli kogoś z Was dręczę takie zmory jak brak motywacji czy wypalenie zawodowe (bo to jest najbardziej w tym temacie) to zachęcam do skontaktowania się z psychologiem, Magdaleną Widłak-www.psychetee.pl (choć zajmuję się bardzo szerokim spektrum pomocy, nie tylko związanym z… Czytaj więcej »

Anna Sadka
Gość
Anna Sadka

Jestem właśnie w takim samym momencie życia: wypalenie zawodowe + rezygnacja z pracy + zupełnie nie mam ochoty wracać na etat + zwątpienie czy obrałam dobrą drogę. Ciekawe, że trafiłam na ten wpis zupełnie nie poszukując informacji na ten temat 🙂 Wczytywałam się właśnie w newsletter Doroty Goldmann i trafiłam tutaj – na ten konkretny wpis. Jakaś magia chyba 🙂 Przy okazji, pozdrawiam Cię Aniu 🙂

aniamaluje
Gość

Też czyytała wczoraj newsletter Doroty:)Trzymaj się!

Previous
SIĘ DZIAŁO (7) Paryż, Poznań i jagody
Moja historia : Agnieszka (Lifemanagerka)