Dla kogoś być może kolejna instagramerka z dupą na wierzchu, dla mnie zdjęcie na pamiątkę zachwytu nad cudownym wodospadem💧Z ekscytacji drżała mi cały czas łydka! Natura potrafi być majestatyczna!🌱
Sama wyspa ma różne oblicza. Na razie doświadczyłam #Bali dla lekko aroganckich młodych ludzi z lepszego (finansowo) świata, bujających się po instagramowych knajpkach. Bali komercyjnego i turystycznego, Bali pełnego przepięknej, dzikiej przyrody, Bali cudownych miejscowych ludzi i Bali mistycznego. Z pewnością perspektyw jest dużo więcej! Staram się patrzeć na świat pod różnymi kątami i zadawać wiele (czasami może ciut zbyt wścibskich) pytań. Ile ja się podczas takich podróży uczę, to o jeju!

A odnośnie pupy w bikini, to nie wrzucając takiego zdjęcia sama bym przyznała, że kobieta w bikini popełnia jakiś grzech, w odróżnieniu od mężczyzn z gołymi klatami. Nie postrzegam tak świata!😉 Pięknego piątku🌸
Fot: @czula.kaminska (mały spoiler tego, co jutro na stories)
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #wodospad #waterfall #bali #travelgirl #travelblogger #aniamaluje #szczerze_pisząc

Dla kogoś być może kolejna...

Nie wszystkie zdjęcia muszą być wymuskane ;) 🌸Moja pogadanka na temat „chłopak by mnie nie puścił” wywołała spore zamieszanie! Opisujecie swoje toksyczne relacje z partnerami, którzy „zabraniali” wam przeróżnych rzeczy. Czasami toksyczne byłyście Wy, w ciągłym strachu, że partner zdradzi. Dzisiaj jesteście w innych relacjach i wiecie, że to nie powinno tak działać i wyglądać. I wspaniale! Lepiej przejrzeć na oczy późno, niż wcale!
Szkoda życia na kogoś, kto podcina Ci skrzydła. Jeśli masz coś, przed czym chcesz ostrzec inne dziewczyny - dawaj śmiało! Czasami zaczyna się od „nie podoba mi się jak chodzisz w sukienkach”
Pozdrowienia z #Bali! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #balibowlsandsmoothies #relacje

Nie wszystkie zdjęcia muszą być...

Wyprawa solo jak dotąd:
👉🏻Ani jednego dnia nie spędziłam zupełnie sama! Poznałam mnóstwo ludzi, z innymi polubiłam się bardziej, bo miałam okazję lepiej ich poznać. 👉🏻Popełniłam sporo błędów organizacyjnych. Np. teraz jestem na #Bali i już czuję, że bez skutera będzie ciężko (mam problem z błędnikiem, nie będę ryzykować), ale jestem dobrej myśli.
👉🏻Do tej pory nie udało mi się popracować! Spędziłam na pracy może godzinę, no chyba, że liczyć składanie relacji na insta, to wtedy pracowałam ze 3h dziennie. Byłaby to jednak najmniej płatna praca świata, bo nic nie zarobiłam🤣🙈
👉🏻Jestem zupełnie nieprzygotowana na #Wietnam! Poranki i wieczory są podobno chłodne (16 stopni). Z polskiej perspektywy to się wyda śmieszne, ale ja mam tu 35 stopni i takie właśnie ubrania.
👉🏻Możliwe więc, że zamiast 2 tygodni w Wietnamie zmyję się szybciej na jakąś wyspę w Tajlandii (Ko Chang albo Ko Samui) albo na Koh Rong w Kambodży :) Ogólnie mordka mi się śmieje cały czas, jest fajnie, jest dobrze!
Teraz pora się trochę opalić.
Mam nadzieję, że podobają Wam się moje przygody na stories! Wielu rzeczy i ludzi też nie pokazuję, ale może wykorzystam te historie w jakiś luźniejszy dzień. Dzisiaj np. chciałabym nagrać krótką pogadankę 😁

Uściski z Bali!

Wyprawa solo jak dotąd: 👉🏻Ani...

Wciąż nie mogę uwierzyć, że smakował mi wege boczek🤯
To były bardzo intensywne dni w Bangkoku, pora na kolejną przygodę - co powinnam zrobić na Bali?
Jakieś rekomendacje? Nie mogę prowadzić skutera, mój błędnik nie ogarnia, więc pewnie będzie ciężko, ale nastawiam się pozytywnie do całej przygody😊
Poleżałabym ze dwa dni na plaży z jakąś książką, bo z nadmiaru wrażeń i emocji moja czaszka dymi😁.
Zastanawiam się też, którego dnia dopadnie mnie kryzys tej podróży, ale czas pokaże!
Podrzućcie swoje rekomendacje a ja powalczę z walizką i idę spać 😘
#Bangkok #vege #foodie #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Wciąż nie mogę uwierzyć, że...

Jestem wkurzona. Że musimy udawać, że mamy mężów i nosić fejkowe obrączki, aby pozbyć się niechcianych adoratorów. Że samo „nie” nie wystarcza i żaden argument nie ma takiej mocy, jak bycie „przypisaną” do jakiegoś faceta. Jakbyśmy same się nie liczyły jako jednostki ludzkie.
Chciałabym mieć poczucie, że mogę robić swobodnie wszystko to, co mężczyźni.
Moim kolegom nikt nie radzi, by dla bezpieczeństwa wracali po ciemku w towarzystwie kobiety.
Nie zwraca uwagi, że przebijają im przez t-shirt sutki. Nie szukają w podróży hosteli z pokojami tylko dla mężczyzn, podczas gdy „female dormitory” to nie jest pomysł, który wziął się z powietrza, a realnej potrzeby.
Ja nie chcę pieprzonych przywilejów. Chcę mieć poczucie, że jesteśmy takimi samymi jednostkami ludzkimi. Ale jak się naczytałam o Waszych fejkowych obrączkach i pierścionkach, to zrobiło mi się naprawdę przykro łamane na jestem wkurzona.

Kobieto, co robisz dla swojego bezpieczeństwa i spokoju, czego nie robią mężczyźni? Wyjdźmy z priv, napisz tutaj!
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #kobieta #wkurw

Jestem wkurzona. Że musimy udawać,...

Śmiesznie tu stoję, ale mam nadzieję, że widzicie - jestem w Azji na maksa szczęśliwa, wszystko mnie cieszy! W tym klimacie oddycha mi się wspaniale (nawet w Bangkoku!) każda drobna rzecz jest przygodą! Mnóstwo nowych bodźców, smaków, tekstur, zapachów. Tym razem zamiast wygodnego mieszkania z dostępem do basenu i siłowni wybrałam hostel i zbieram inne przeżycia. Poznaję ludzi z taką samą zajawką na doświadczanie podróży jak ja. Wymieniam setki uśmiechów dziennie, próbuję mówić „dziękuję” po tajsku, unikać jednorazowego plastiku, zachwycać się myjącym pupę kibelkiem i cieszyć z masażu, po którym chodzę lekkim krokiem. Tak lekkim, że zrobiłam ich dzisiaj 25 tysięcy😊. Kocham #Bangkok, kocham tę część Azji, uwielbiam wieczorem składać dla Was relację z tego wszystkiego, co mnie spotyka. Moim marzeniem jest zachęcić innych do tego samego! Chcę rozwiać Twoje obawy i uprzedzenia, pokazać, że to jest proste i da się na własną rękę bez stresu!
#podróże #podróżemałeiduże #travelgirl #femalesolotraveler #solotravel #bangkok #wakacje #aniamaluje #blogerka #blogerkapodróżnicza #pieszopomieście

Śmiesznie tu stoję, ale mam...

Kiedyś miałam problem ze znalezieniem towarzystwa do podróżowania - ja pracuję skąd chcę, innych ogranicza urlop. Szybciutko się to zmieniło i teraz nie mam najmniejszego problemu z ogarnięciem towarzystwa. I co zabawne - gdy jest w zasięgu ręki, mam ogromną potrzebę podróży solo. To zupełnie inny vibe, inne przygody, inny rodzaj doświadczenia!
Kiedyś bardzo chciałam wydać książkę z wydawnictwem. Dzisiaj co miesiąc jakieś  mi to proponuje. Wolę sama. I bardzo często gdy podobał mi się jakiś chłopak i okazało się, że z wzajemnością - automatycznie traciłam nim zainteresowanie🙈. To okropny sposób życia, wiecznie chcę tego, czego nie mam, a gdy mam, to już nie chcę😏. Staram się z tym walczyć, ale tez obserwować bacznie z czego wynikają te moje pragnienia.
Wow, dzisiaj zaczyna się moja podróż. Spędzę w niej 35 dni, planuję odwiedzić 3 kraje, w których jeszcze nie byłam i do jednego wrócić. Jak wyjdzie? Czas pokaże. Jedno jest pewne - ja zawsze sobie poradzę i zawsze znajdę sposób by mieć to, czego chcę. Tutaj np. chciałam zjeść śniadanie z widokiem na morze, ale nie było sensownej knajpy więc... przytargałam z @aleksandranajda stół i krzesła z mieszkania. 
Najbliższe 24h spędzę pewnie offline, bo mam cholernie długą przesiadkę, którą zamierzam przeznaczyć na zwiedzanie... sami zgadnijcie jakiego miasta 😉 mam czas aby wykombinować w jaki sposób chcę zamieszczać relacje i jednocześnie zachować bezpieczeństwo nie oznaczając się w czasie rzeczywistym😊 
Trzymajcie za mnie kciuki! #podróże #girlswhotravel #solotravel #solofemaletraveler #aniamaluje #karaiby #podróżemałeiduże

Kiedyś miałam problem ze znalezieniem...

Piszecie, że:
👉 N-ele z km widzą pomalowane rzęsy lub paznokcie, ale śladów po samookaleczeniach już nie. Lub pada "zakryj to".
👉 Uczniom ze szkół plastycznych jakoś dziwnie strój nie odbiera inteligencji. Czymś się różnią?
👉 Zasady utrwalają kulturę gwałtu. To dziewczynki mają "nie rozpraszać chłopców". A może oni powinni się skupiać? Ślinią się też na widok n-elek, co to zmienia?
👉 Wzmacniamy przekaz ALBO mądra, ALBO pomalowana. To złe!
👉 Obrywacie za naturalną oprawę oczu. Bo n-elka "nie wierzy". Nie pada PRZEPRASZAM.
👉"to kwestia szacunku". Dla mnie szacunek, to bycie przygotowanym do lekcji, mówienie "dzień dobry" i "przepraszam". Nauka to 46h tygodniowo, dorośli pracują 40h. Kiedy wyrażać się ubiorem? Rudym powiecie, że mogą być rudzi po pracy?
👉 Jeśli obrażają cię  różowe włosy, to przemyśl swoje wartości.
👉 Przypięłam w relacjach opinię prawną. Zasady są niezgodne z prawem.
👉 i seksistowskie wobec każdej płci. 👉 Są głosy o bardzo przesadnym stroju w szkole. Rozumiem. ale zakaz ani groźba nic nie zmienią. Może warto porozmawiać?

Bolą wiadomości o samookaleczeniach. Popłakałam się. Te same n-elki siłą zmywają komuś makijaż płynem do naczyń, ale siniaków bitego ucznia nie widzą. Dręczonym radzą: "spróbuj się więcej uśmiechać".
👉 Strój dodaje  pewności siebie. Bez względu, czy to kolczyk w nosie, czy t-shirt z napisem "I'm lesbian". Dostajecie uwagi za odzież i akcesoria z tęczą.  Psychologia i socjologia mówią o potrzebie ekspresji, przynależności, manifestowania swoich przekonań, ale te spory wciąż wygrywa "KIEDYŚ TO BYŁO, KRÓTKO SIĘ TRZYMAŁO" i "JA SWOJE WIEM". Co wiesz? Że oceniasz ludzi po wyglądzie? Gratulacje!

Na szczęście mamy wielu cudownych n-eli. Dla nich ważne jest przygotowanie do lekcji i nie oceniają za wygląd. Dziękuję za Wasz za otwarty umysł.Jesteście wspaniali!

PS. Mam AZS, stres nasila objawy. Z emocji znowu mam czerwony skalp, skóra się sypie. Represje i karność ze strony nauczycieli zaostrzają objawy np. łuszczycy i trądziku, o czym piszecie. Dobro uczniów to atmosfera szacunku, zaufania i życzliwości. Nie ciągłego stresu i strachu. #aniamaluje #protest #szkoła #szacunek

Piszecie, że: 👉 N-ele z...

„opowiada takie rzeczy, to niech nie dziwi się, że traktują ją przedmiotowo” Nie wiem po co szykuję się do podróży do Azji - przeżyłam podróż w czasie😱Jestem w szoku, że moje stories wywołały takie reakcje i część z Was uważa, że skoro autorka nagrała film z poradami jak zrobić partnerowi dobrze, to daje innym prawo by ją obrażać. Jakie prawo?! Czy kobieta nie może lubić seksu i swojej seksualności? Poczytałam z rana kilka wiadomości w duchu „no sorry taka prawda!” „Opowiada to się nie dziwi!”, że przecieram oczy. Obejrzałam ten filmik i wiecie co? Można go streścić do „rób to z radochą, a nie jak za karę”. To wywołuje takie oburzenie?! Laski! Gdyby facet nagrał film w którym radzi pieścić partnerki z radością a nie tylko by w dwie minuty „odbębnić grę wstępną”, to byście pisały „wreszcie ktoś to powiedział” „taka prawda” „rację ma”.
Zachowanie typowe dla studenta I roku filozofii, który rozstrzyga dawno rozstrzygnięte spory. Nie wiem czy wiecie- doszliśmy już dawno do wniosku, że: 1) sukienka nie gwałci - krótka, obcisła, strój nie ma nic do rzeczy. 2)Nawet jeśli dziewczyna jest striptizerką, to nie można dotykać jej bez jej zgody 3) Prostytutkę też można zgwałcić
Tymczasem u nas wszystkie spory wciąż wygrywa „ja swoje wiem”😱.
Pamiętam jak w 2016 wrzuciłam post z zachętą do posiadania „masażera osobistego”. To był mały, dyskretny, ładny gadżet. Post miał jakieś chore zasięgi, bo mnóstwo osób go sobie wysłało z komentarzem, że ta Aniamaluje to wstydu nie ma, całkiem odpłynęła, takie rzeczy publicznie. Kilka osób się pomyliło i zamiast obgadać mnie do koleżanki, wysłało to do mnie.
Pomyślałam wtedy - wow, czuję się jak podróżnik w czasie, jakbym przybyła z przyszłości, może kiedyś to nie będzie tabu. 
Mamy 2020 a ja liczę, że na takie komentarze będziemy kiedyś patrzeć jak na wystawianie kobietom mandatów za bycie na plaży w bikini, bo to nieobyczajne. 
#aniamaluje #szczerze_pisząc 
#lavieparisienne #frenchfashion #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #lookdujour #parisianlifestyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

„opowiada takie rzeczy, to niech...

Kupiłam loty! Może powinnam wstrzymać się z ogłaszaniem tego światu, poprzednio napaliłam się na lot przez Chiny, znalazłam w Google zdjęcie każdego jednego przystanku (na Mur Chiński potrzebowałam chyba 3 przesiadek!) i chciałam zrobić to na dziko, ale pojawił się wirus i tyle z moich planów. 
Lecę do Bangkoku, z Bangkoku na Bali, dalej nie mam żadnych lotów, ale będzie grany Wietnam.
Ciągle pytacie, czy się nie boję sama. Boję, ale nie w tym sensie o który zazwyczaj pytacie. Boję się, że wszystko zepsuła komercha.
O siebie się nie boję, opalałam się topless na plaży dilerów, nic głupszego już nie mogę zrobić, serio😁. Poza tym w takiej podróży nie będę sama, mam łatwość poznawania ludzi, przyciągania przygód i wielkich przypałów!

#podróże #podróżemałeiduże #plaża #girlswhotravel #aniamaluje #szczerze_pisząc #solofemaletraveler #solofemaletravel #beachlife #azja #wakacje

Kupiłam loty! Może powinnam wstrzymać...

Moja historia : Agnieszka (Lifemanagerka)

Od kiedy poznałam Agnieszkę, gdzieś z tyłu głowy kołatała mi myśl, aby poprosić Ją o opisanie historii pewnej ważne i trudnej zmiany. Czasami miałam wrażenie, że teksty, które ukazują się tutaj pod hasłem moja historia nie są zbyt…przyziemne.
Wiecie, wielki problem, wielka zmiana…a gdyby tak od innej strony? Poza wyścigiem szczurów i tym całym pędem? Odsyłam do opowieści o trudnej zmianie na lepsze. Oddaję głos Agnieszce.

Moja historia… Zastanawiam się, w którym momencie tak naprawdę się ona zaczyna. W którym momencie pojawiły się pierwsze oznaki wypalenia zawodowego i kiedy zakiełkowała we mnie myśl, że czas coś zmienić. Ale właściwie osadzenie tego gdzieś w czasie nie jest ważne, najważniejsze jest to, że ten moment nastąpił – moja do tej pory lubiana przeze mnie praca w agencji marketingowej zaczęła mnie uwierać i przynosić więcej frustracji niż satysfakcji. W sierpniu ubiegłego roku podjęłam ostateczną decyzję i zrezygnowałam z etatu na rzecz freelance’u. Zazwyczaj słyszymy, że ktoś odszedł z pracy aby rozkręcać swoją firmę, pracować na własny rachunek i w efekcie zarabiać więcej. Mój cel był inny. Podjęłam świadomą decyzję, że chcę ograniczyć czas poświęcany pracy, brać wyłącznie zlecenia odpowiadające moim zainteresowaniom i specjalizacji, nawet gdyby wiązało się to ze zmniejszonymi dochodami. Mogłam sobie na to pozwolić, w końcu wcześniej intensywnie na to pracowałam. Tak naprawdę dopiero jesienią uwolniłam się od prowadzonych wcześniej projektów i dopiero wtedy przyszedł czas, kiedy poczułam wolność. Cieszyłam się, że kiedy inni walczą z podwykonawcami i klientami, ja spaceruję i podziwiam zmieniające się kolory drzew. Dawało mi to dużo przyjemności, ale szybko pojawiła się „rysa na szkle”. A konkretnie „zespół abstynencyjny” – z bardzo aktywnej zawodowo osoby nagle stałam się początkującym freelancerem (czyli freelancerem bez wielu zleceń ;)) i przestałam sobie z tym radzić. Tak wiele czasu na myślenie i wałkowanie problemów (których nie brakowało)… A na dodatek totalny spadek motywacji, która dla mnie zawsze szła w parze z pracą i sukcesami. Bez pracy nie ma sukcesów, a bez sukcesów nie ma motywacji. Przyszedł czas kiedy wstawałam z łóżka tylko dlatego, że musiałam rano wyjść z psem. W zasadzie otarłam się wtedy o depresję, ale w porę zareagowałam i zwróciłam się po pomoc do psychologa. Tak naprawdę dopiero z nadejściem wiosny zaczęłam wychodzić na prostą. Odzyskałam motywację do działania, zaczęłam szukać nowych zleceń, zaktywizowałam się na różnych płaszczyznach. Na efekty nie trzeba było długo czekać – w odpowiedzi na moje oferty otrzymałam m.in. propozycję stałej pracy w znanej agencji marketingowej. Cóż to był za dylemat! Zrezygnowałam z etatu, wpadłam w niezły dół a tu proszę, szansa aby znowu wrócić do gry, ale przy jednoczesnej rezygnacji z dotychczasowych planów i marzeń. Już byłam na to zdecydowana (wierząc, że właśnie takich wyzwań potrzebuję), już praktycznie podjęłam decyzję o przyjęciu tej pracy, kiedy uświadomiłam sobie, że strasznie mnie to unieszczęśliwia. Na myśl o codziennych wyprawach na drugi koniec Wisły i o co najmniej 8 godzinach za biurkiem chciało mi się płakać. Miałam być wolnym, niezależnym i szczęśliwym człowiekiem, a zapowiadała się niezła harówka na etacie + popołudniami (nie chciałam rezygnować z dotychczasowych zleceń). Wiedziałam też, że na tej decyzji ucierpi również moje największe hobby jakim jest mój blog. Na szczęście nie było jeszcze za późno na wycofanie się z tej niezbyt dobrej decyzji. Dziś wiem, że dobrze zrobiłam. Za wcześnie chciałam zrezygnować z moich marzeń! Praca na etacie, szczególnie w kolejnej agencji marketingowej nie jest tym, co chcę w życiu robić. Już wiem jak to smakuje i nie chcę znowu przez to przechodzić. Teraz kiedy z dystansu patrzę na tę branżę, widzę wszystkie jej niedoskonałości. Zawalanie nocy lub weekendów z powodu 1587 poprawki na ulotce, której i tak nikt poza mną i klientem nie przeczyta, kłóci się z moją definicją równowagi życiowej. Jest mnóstwo osób, które pokochają taką pracę, ale ja już nie potrafię… Jak więc teraz wygląda moje życie? Tak jak to zaplanowałam. Sama zarządzam swoim czasem i ustalam priorytety. Zmieniła się dla mnie wartość pieniądza. Trzymam się prostej zasady – od zarobków ważniejszy jest dla mnie mój komfort psychiczny. Nie przyjmuję zleceń, które mogłyby powodować u mnie frustrację – mogę zarobić mniej, ale od ślęczenia całymi dniami nad znienawidzonym projektem wolę na przykład długie spacery z psem. Nikt mi za nie nie płaci, ale co z tego? Są wartości ważne i ważniejsze. Freelance ma oczywiście także swoje ciemne strony, np. to, że czasami nie da się uniknąć pracy wieczorami i w weekendy, ale jeśli tak się czasami dzieje to jest to efekt mojej świadomej decyzji przekładającej się na konkretny zysk. Tego samego nie można powiedzieć o sytuacji, kiedy wyrabiam agencyjne nadgodziny, do których zmusza mnie klient. Po więcej „blasków i cieni” freelance’u zapraszam na mojego bloga, a tutaj czas na krótkie podsumowanie… Jaki w ogóle jest morał tej historii i dlaczego się nią dzielę? Aby pokazać, że realizacja marzeń i planów czasami idzie jak po grudzie. Może nam się nic nie udawać, możemy napotykać pokusy aby zrezygnować z tej obranej drogi, ale… Moim zdaniem nie warto się poddawać. Nie można być szczęśliwym robiąc coś wbrew sobie. Jeśli czegoś bardzo pragniemy – czy to w życiu zawodowym czy prywatnym – trzeba do tego dążyć nawet wtedy, kiedy momentami wydaje się to bez sensu. Trzymam kciuki za wszystkich podążających za marzeniami!

___________


A ja odsyłam na blog oraz instagram autorki 😉


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉

Uściski, Ania

37
Dodaj komentarz

avatar
24 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
aniamalujeAnna SadkadeaaItysiaKasia Innooka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Takiej historii mi tu brakowało. Nieprzeciętnej kobiety walczącej o pozytywne życie, niekoniecznie kogoś z patologicznej rodziny, skrajnej biedy czy z wielkimi problemami. To przemawia do mnie bardziej, chociaż poprzednie opowieści też lubię 🙂

megirosa
Gość

Cieszę się, że również i takie historię się tu pojawiają, każdy trafia na inne warunki i trzeba maksymalnie wykorzystać to co się ma, nie ma mniejszych i gorszych zwycięstw 🙂 Poza tym sytuacja autorki jest mi bliska, bo ja również cenię sobie swój własny czas i komfort bardziej niż pieniądze i kiedyś w dalszej przyszłości planuję przykrócić pracę na etacie. Doświadczenia autorki są tu cenne, bo ukazują negatywne strony, o których raczej rzadziej się mówi.

pidzamowa
Gość

a ja dziś zaczęłam pracę w czymś w stylu wielkiej korporacji, na razie przechodzę szkolenie i robię wielkie oczy na widok cotygodniowych podsumowań efektywności każdego pracownika wywieszonych na ścianie, na widok boksów i elektronicznie wysyłanych próśb o to by wstać na chwilę od stanowiska… ja, której marzy się wolny zawód pisarki wchodzę w coś takiego? nie wiem czemu, ale poczułam ochotę sprawdzić jak to jest pracować w takiej firmie i jeszcze się mnie ta ochota trzyma, choć większość ludzi których znam uciekła stamtąd po miesiącu. to chyba właśnie ta przekorna część mojej natury sprawia, że jednego dnia latam paralotnią, a… Czytaj więcej »

Seldirima
Gość

Trzeba mieć naprawdę mocną psychikę, żeby wytrzymać w korpo np. ponad rok. Owszem, zarobki są dobre, ale poczucie własnej wartości podobno leci mocno w dół, jest ciągła presja ze strony supervisorów, traktowanie pracownika jak niewolnika, śmiecia, mimo że w większości są to ludzie po studiach, z fakultetami (nie mówię, że ktoś po maturze czy zawodówce zasługuje na takie traktowanie, ale tu samoocena spada maksymalnie, mimo że teoretycznie jest się "kimś". Gnoją cię np. ludzie gorzej wykształceni, zajmujący dane stanowisko dzięki znajomościom). Ja nawet nie byłam w korpo, ale w sklepie na pewnym poziomie i nie wytrzymałabym tam roku – efektywność… Czytaj więcej »

Monika | RefreshYourDaily
Gość

Zawsze wydawało mi się, że Lifemanagerka ma na imię Agnieszka 🙂

SzczęścioManiaczka
Gość

Bo ma 😛 Ani musiało się coś pomylić 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, mi też się tak zdarzało z tymi imionami 😀 Do takiego Radka z akademika ciągle mówiłam Rafał 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja mam jeszcze bardziej ekstremalnie – zawsze mylą mi się Renaty z Grażynami!

lifemanagerka
Gość

Ania nie przejmuj się, przynajmniej się uśmiałam w środę o poranku jak to zobaczyłam 😀 zastanawiałam się skąd to wzięło, ale faktycznie często tak jest, że dwa imiona się tak ze sobą mylą. A sąsiad moich rodziców dla odmiany mówi do mnie pani Aniu i już nawet nie zwracam na to uwagi 😉

Ambasada Urody
Gość

Cieszy mnie to, że są ludzie na ziemi podobni do mnie… Miałam podobną sytuację, a gdy rezygnowałam z etatu cała rodzina i wszyscy znajomi patrzyli na mnie jak na dziwadło 😉 Moja praca dla wielu mogła wydawać się tą wymarzoną, ale nie dla mnie… Teraz zarabiam tyle samo, ale spełniam się w tym co robię. Mam czas dla siebie

Agnieszka Rumińska
Gość

Historia brzmi bardzo znajomo:-) jestem w połowie drogi do realizacji swoich marzeń. Kiedy zrezygnowałam z pełnoetatowej pracy w uznanej w całej Polsce instytucji kultury aby móc rozwijać swoje umiejętności śpiewu solowego zagranicą też wszyscy patrzyli na mnie jak na odludka:) jeszcze nie osiągnęłam tego, o czym marzę, ale jestem na dobrej drodze – i to jest na ten moment najważniejsze:-)

Artinowy Świat
Gość

Trzeba dążyć do marzeń! Dobrze, że Tobie się udało, ja jestem w trakcie ;D

gorzkakokoszka
Gość

Jaka pozytywna historia 🙂 I co za autoświadomość autorki 🙂 Poproszę link do jej bloga 🙂

gorzkakokoszka
Gość

Sory, jest link do bloga 🙂 Tak się zaczytałam, że nie zauważyłam linka 🙂

tlusta_papuzka
Gość

'Teksty nie są zbyt przyziemne' tzn. są zbyt górnolotne?… 😉

Dziękuję za historię bardzo optymistyczną; na blog autorki też zajrzę – a nuż widelec znajdę coś dla siebie.

Martynosia
Gość

Wszystko fajnie i moze faktycznie pieniadze to nie wszytko, ale trzeba miec pieniadze, aby wlozyc cos do barnka czy zaplacic za mieszkanie. Mozna sobie pozwolic na takie zycie pod warunkiem, ze jest sie pewnym, ze zlecenia sie pojawia, lub majac dobrze zarabiajacego partnera, ktory dom utrzyma, a my mozemy sobie robic co chcemy 😉 Fajnie, tez bym tak chciala, jak pewnie kazdy, niestety rzeczywistosc jest inna, zreszta wole miec pewnosc, ze co miesiac dostane wyplate i bede mogla sobie na to i owo pozwolic, a nie liczyc i sprawdzac ktore rachunki zaplace w tym miesiacu, a ktore moga poczekac do… Czytaj więcej »

lifemanagerka
Gość

Ani nie byłam pewna ze zlecenia się pojawią, ani nie mam bogatego partnera, w zasadzie sytuacja jest dokładnie odwrotna. Wspominam o tym w historii – wcześniej dużo pracowałam, nazbierałam oszczędności na ten początkowy czas i tylko dzięki temu płacilam wszystkie rachunki na czas ;). Do takiej decyzji trzeba się po prostu przygotować.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Również nie rozumiem słów, że rzeczywistość jest inna. Jestem grafikiem i na freelance przechodzilam 2 lata – dopiero po tym czasie bezboleśnie zajęłam się tylko zleceniami i zdecydowanie mam co włożyć do garnka, na rachunki tez starcza 🙂 co to za teksty z tą rzeczywistością? Moje życie nie było lukrowe. Wybrałam beznadziejne studia(socjologia) poszlam na kurs grafiki z Urzędu pracy jako bezrobotna,tylko dla stypendium szkoleniowego i tak cudem zaczepilam się w pierwszej firmie. Determinacja i chęć a da się wszystko 🙂

Karola S.
Gość

Jak dla mnie to też powinnaś opisać szerzej swoją historię 🙂 Podoba mi się to i to bardzo, szczególnie, że sama jestem na etapie powolnego żegnania się z etatem (póki co to etap zwiększonej harówki, żeby uzbierać trochę oszczędności na start). Także tym bardziej podziwiam i zazdroszczę 🙂 To naprawdę super, że zamiast narzekać na wspomnianą "rzeczywistość" zaczęłaś ją sama kreować! Życzę sobie i innym takiej odwagi 🙂

Karolina W
Gość

Bardzo motywująca historia. Często zdarza mi się myśleć, że jeżeli coś mi nie wychodzi, nie układa się to nie warto o to walczyć, bo i tak nic z tego nie będzie. Ta historia pokazuje, że jednak warto trzymać się tego o czym się marzy i dążyć do spełnienia, nawet jeśli początkowo jest trudno i wszystko nam się wali. Postaram się wbić sobie to do głowy 😉

tlusta_papuzka
Gość

Jeszcze dołożę b. ciekawy link (i nawet trochę w temacie):
http://www.ted.com/talks/julian_treasure_how_to_speak_so_that_people_want_to_listen

Stylowo i Zdrowo
Gość

Na twoim blogu mnóstwo motywacji. Dzięki

Weronika | mavelo.pl
Gość

Od dobrych 2 lat chcę zostawić etat na rzecz własnej działalności… I cały czas się boję… Co to będzie, czy jest świat poza etatem? ;)) I fajnie czytać, że jest. Bardzo motywująca historia 🙂

Wreddu
Gość

Długo podchodzilam do tego tekstu i w zasadzie sama nie wiem dlaczego 🙂 ale w końcu podeszlam i jak zawsze się nie zawiodlam 🙂 bardzo lubię te historie z życia wzięte. Dla mnie, jako dla osoby, której życie zawodowe ogranicza się do wakacyjnej pracy w ogrodnictwie, gdzie pracują rodzice to takie rzeczy są trochę jak z jakiejś bajki.
Człowiek wie, że może tak być, ale nigdy się z tym nie spotkał, a dzięki takim wpisom można spojrzeć na świat z innej strony i to w ka.zdej dziedzinie życia 🙂

Kangarooo
Gość

Świetna historia! Sama marzę o tym, żeby nie musieć chodzić do pracy do żadnej korporacji. Tylko tak się zastanawiam, że musi Ci naprawdę świetnie iść z tymi zleceniami. W sensie, że musisz dostawać wiele zleceń dopasowanych do Twoich potrzeb, skoro nie masz problemów z utrzymaniem się. Gratulacje! Mam nadzieję, że będziesz mogła przez całe życie cieszyć się upragnioną swobodą:) pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie!

Copywriter(ka)
Gość

Takie jest życie, raz na wozie, raz pod wozem. W takiej sytuacji sama też się znalazłam. Praca na etacie czyt. praca w szkole = niż demograficzny. Założyłam własną działalność, pracuję jako freelancer i sama jestem dla siebie sterem, żeglarzem, okrętem. Zawsze o tym marzyłam. Minusem jest zdobywanie zleceń, ale od czego ma się głowę, przecież nie od parady. Pozdrawiam wszystkie zdecydowane i uparte kobiety 🙂 A opisana powyżej historia tchnie optymizmem i o to chodzi.

Kasia
Gość

Agnieszka zmusza do refleksji nad swoim życiem. Będę wracać do tego tekstu zawsze, gdy zboczę z drogi prowadzącej do realizacji moich marzeń.

Kasia Innooka
Gość

Sama jestem na etapie rozmyślania o własnej firmie i chyba coraz bardziej do tego dojrzewam. Teraz zapisuję się jeszcze na studia podyplomowe i stała posada będzie dla mnie na tą chwilę wygodniejsza, ale jak je ukończę idę na swoje… mam nadzieję 🙂

Itysia
Gość

O własnej działalności myślałam od początku. Takich motywacji nam trzeba! Super czytać o kimś, kto już przeszedł drogę, po której się właśnie idzie 🙂 Moja jeszcze trochę czasu zajmie 🙂

deaa
Gość

Myślę, że to bardzo ważne, że miałam swój kurs, którego się trzymałaś-swoje marzenie. To połowa sukcesu. Ważne jest także, że napisałaś o samopoczuciu psychicznym. Wielu ludziom się wydaje, ze przejście "na swoje" jest takie proste…a to nie zawsze tak wygląda. Czasami dzieję się z nami coś, czego się kompletnie nie spodziewamy. Wtedy wizyta u psychologa jest bardzo dobra opcją. A jeśli kogoś z Was dręczę takie zmory jak brak motywacji czy wypalenie zawodowe (bo to jest najbardziej w tym temacie) to zachęcam do skontaktowania się z psychologiem, Magdaleną Widłak-www.psychetee.pl (choć zajmuję się bardzo szerokim spektrum pomocy, nie tylko związanym z… Czytaj więcej »

Anna Sadka
Gość
Anna Sadka

Jestem właśnie w takim samym momencie życia: wypalenie zawodowe + rezygnacja z pracy + zupełnie nie mam ochoty wracać na etat + zwątpienie czy obrałam dobrą drogę. Ciekawe, że trafiłam na ten wpis zupełnie nie poszukując informacji na ten temat 🙂 Wczytywałam się właśnie w newsletter Doroty Goldmann i trafiłam tutaj – na ten konkretny wpis. Jakaś magia chyba 🙂 Przy okazji, pozdrawiam Cię Aniu 🙂

aniamaluje
Gość

Też czyytała wczoraj newsletter Doroty:)Trzymaj się!

Previous
SIĘ DZIAŁO (7) Paryż, Poznań i jagody
Moja historia : Agnieszka (Lifemanagerka)