Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Moja historia : Agnieszka (Lifemanagerka)

Od kiedy poznałam Agnieszkę, gdzieś z tyłu głowy kołatała mi myśl, aby poprosić Ją o opisanie historii pewnej ważne i trudnej zmiany. Czasami miałam wrażenie, że teksty, które ukazują się tutaj pod hasłem moja historia nie są zbyt…przyziemne.
Wiecie, wielki problem, wielka zmiana…a gdyby tak od innej strony? Poza wyścigiem szczurów i tym całym pędem? Odsyłam do opowieści o trudnej zmianie na lepsze. Oddaję głos Agnieszce.

Moja historia… Zastanawiam się, w którym momencie tak naprawdę się ona zaczyna. W którym momencie pojawiły się pierwsze oznaki wypalenia zawodowego i kiedy zakiełkowała we mnie myśl, że czas coś zmienić. Ale właściwie osadzenie tego gdzieś w czasie nie jest ważne, najważniejsze jest to, że ten moment nastąpił – moja do tej pory lubiana przeze mnie praca w agencji marketingowej zaczęła mnie uwierać i przynosić więcej frustracji niż satysfakcji. W sierpniu ubiegłego roku podjęłam ostateczną decyzję i zrezygnowałam z etatu na rzecz freelance’u. Zazwyczaj słyszymy, że ktoś odszedł z pracy aby rozkręcać swoją firmę, pracować na własny rachunek i w efekcie zarabiać więcej. Mój cel był inny. Podjęłam świadomą decyzję, że chcę ograniczyć czas poświęcany pracy, brać wyłącznie zlecenia odpowiadające moim zainteresowaniom i specjalizacji, nawet gdyby wiązało się to ze zmniejszonymi dochodami. Mogłam sobie na to pozwolić, w końcu wcześniej intensywnie na to pracowałam. Tak naprawdę dopiero jesienią uwolniłam się od prowadzonych wcześniej projektów i dopiero wtedy przyszedł czas, kiedy poczułam wolność. Cieszyłam się, że kiedy inni walczą z podwykonawcami i klientami, ja spaceruję i podziwiam zmieniające się kolory drzew. Dawało mi to dużo przyjemności, ale szybko pojawiła się „rysa na szkle”. A konkretnie „zespół abstynencyjny” – z bardzo aktywnej zawodowo osoby nagle stałam się początkującym freelancerem (czyli freelancerem bez wielu zleceń ;)) i przestałam sobie z tym radzić. Tak wiele czasu na myślenie i wałkowanie problemów (których nie brakowało)… A na dodatek totalny spadek motywacji, która dla mnie zawsze szła w parze z pracą i sukcesami. Bez pracy nie ma sukcesów, a bez sukcesów nie ma motywacji. Przyszedł czas kiedy wstawałam z łóżka tylko dlatego, że musiałam rano wyjść z psem. W zasadzie otarłam się wtedy o depresję, ale w porę zareagowałam i zwróciłam się po pomoc do psychologa. Tak naprawdę dopiero z nadejściem wiosny zaczęłam wychodzić na prostą. Odzyskałam motywację do działania, zaczęłam szukać nowych zleceń, zaktywizowałam się na różnych płaszczyznach. Na efekty nie trzeba było długo czekać – w odpowiedzi na moje oferty otrzymałam m.in. propozycję stałej pracy w znanej agencji marketingowej. Cóż to był za dylemat! Zrezygnowałam z etatu, wpadłam w niezły dół a tu proszę, szansa aby znowu wrócić do gry, ale przy jednoczesnej rezygnacji z dotychczasowych planów i marzeń. Już byłam na to zdecydowana (wierząc, że właśnie takich wyzwań potrzebuję), już praktycznie podjęłam decyzję o przyjęciu tej pracy, kiedy uświadomiłam sobie, że strasznie mnie to unieszczęśliwia. Na myśl o codziennych wyprawach na drugi koniec Wisły i o co najmniej 8 godzinach za biurkiem chciało mi się płakać. Miałam być wolnym, niezależnym i szczęśliwym człowiekiem, a zapowiadała się niezła harówka na etacie + popołudniami (nie chciałam rezygnować z dotychczasowych zleceń). Wiedziałam też, że na tej decyzji ucierpi również moje największe hobby jakim jest mój blog. Na szczęście nie było jeszcze za późno na wycofanie się z tej niezbyt dobrej decyzji. Dziś wiem, że dobrze zrobiłam. Za wcześnie chciałam zrezygnować z moich marzeń! Praca na etacie, szczególnie w kolejnej agencji marketingowej nie jest tym, co chcę w życiu robić. Już wiem jak to smakuje i nie chcę znowu przez to przechodzić. Teraz kiedy z dystansu patrzę na tę branżę, widzę wszystkie jej niedoskonałości. Zawalanie nocy lub weekendów z powodu 1587 poprawki na ulotce, której i tak nikt poza mną i klientem nie przeczyta, kłóci się z moją definicją równowagi życiowej. Jest mnóstwo osób, które pokochają taką pracę, ale ja już nie potrafię… Jak więc teraz wygląda moje życie? Tak jak to zaplanowałam. Sama zarządzam swoim czasem i ustalam priorytety. Zmieniła się dla mnie wartość pieniądza. Trzymam się prostej zasady – od zarobków ważniejszy jest dla mnie mój komfort psychiczny. Nie przyjmuję zleceń, które mogłyby powodować u mnie frustrację – mogę zarobić mniej, ale od ślęczenia całymi dniami nad znienawidzonym projektem wolę na przykład długie spacery z psem. Nikt mi za nie nie płaci, ale co z tego? Są wartości ważne i ważniejsze. Freelance ma oczywiście także swoje ciemne strony, np. to, że czasami nie da się uniknąć pracy wieczorami i w weekendy, ale jeśli tak się czasami dzieje to jest to efekt mojej świadomej decyzji przekładającej się na konkretny zysk. Tego samego nie można powiedzieć o sytuacji, kiedy wyrabiam agencyjne nadgodziny, do których zmusza mnie klient. Po więcej „blasków i cieni” freelance’u zapraszam na mojego bloga, a tutaj czas na krótkie podsumowanie… Jaki w ogóle jest morał tej historii i dlaczego się nią dzielę? Aby pokazać, że realizacja marzeń i planów czasami idzie jak po grudzie. Może nam się nic nie udawać, możemy napotykać pokusy aby zrezygnować z tej obranej drogi, ale… Moim zdaniem nie warto się poddawać. Nie można być szczęśliwym robiąc coś wbrew sobie. Jeśli czegoś bardzo pragniemy – czy to w życiu zawodowym czy prywatnym – trzeba do tego dążyć nawet wtedy, kiedy momentami wydaje się to bez sensu. Trzymam kciuki za wszystkich podążających za marzeniami!

___________


A ja odsyłam na blog oraz instagram autorki 😉


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉

Uściski, Ania

37
Dodaj komentarz

avatar
24 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
aniamalujeAnna SadkadeaaItysiaKasia Innooka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Takiej historii mi tu brakowało. Nieprzeciętnej kobiety walczącej o pozytywne życie, niekoniecznie kogoś z patologicznej rodziny, skrajnej biedy czy z wielkimi problemami. To przemawia do mnie bardziej, chociaż poprzednie opowieści też lubię 🙂

megirosa
Gość

Cieszę się, że również i takie historię się tu pojawiają, każdy trafia na inne warunki i trzeba maksymalnie wykorzystać to co się ma, nie ma mniejszych i gorszych zwycięstw 🙂 Poza tym sytuacja autorki jest mi bliska, bo ja również cenię sobie swój własny czas i komfort bardziej niż pieniądze i kiedyś w dalszej przyszłości planuję przykrócić pracę na etacie. Doświadczenia autorki są tu cenne, bo ukazują negatywne strony, o których raczej rzadziej się mówi.

pidzamowa
Gość

a ja dziś zaczęłam pracę w czymś w stylu wielkiej korporacji, na razie przechodzę szkolenie i robię wielkie oczy na widok cotygodniowych podsumowań efektywności każdego pracownika wywieszonych na ścianie, na widok boksów i elektronicznie wysyłanych próśb o to by wstać na chwilę od stanowiska… ja, której marzy się wolny zawód pisarki wchodzę w coś takiego? nie wiem czemu, ale poczułam ochotę sprawdzić jak to jest pracować w takiej firmie i jeszcze się mnie ta ochota trzyma, choć większość ludzi których znam uciekła stamtąd po miesiącu. to chyba właśnie ta przekorna część mojej natury sprawia, że jednego dnia latam paralotnią, a… Czytaj więcej »

Seldirima
Gość

Trzeba mieć naprawdę mocną psychikę, żeby wytrzymać w korpo np. ponad rok. Owszem, zarobki są dobre, ale poczucie własnej wartości podobno leci mocno w dół, jest ciągła presja ze strony supervisorów, traktowanie pracownika jak niewolnika, śmiecia, mimo że w większości są to ludzie po studiach, z fakultetami (nie mówię, że ktoś po maturze czy zawodówce zasługuje na takie traktowanie, ale tu samoocena spada maksymalnie, mimo że teoretycznie jest się "kimś". Gnoją cię np. ludzie gorzej wykształceni, zajmujący dane stanowisko dzięki znajomościom). Ja nawet nie byłam w korpo, ale w sklepie na pewnym poziomie i nie wytrzymałabym tam roku – efektywność… Czytaj więcej »

Monika | RefreshYourDaily
Gość

Zawsze wydawało mi się, że Lifemanagerka ma na imię Agnieszka 🙂

SzczęścioManiaczka
Gość

Bo ma 😛 Ani musiało się coś pomylić 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, mi też się tak zdarzało z tymi imionami 😀 Do takiego Radka z akademika ciągle mówiłam Rafał 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja mam jeszcze bardziej ekstremalnie – zawsze mylą mi się Renaty z Grażynami!

lifemanagerka
Gość

Ania nie przejmuj się, przynajmniej się uśmiałam w środę o poranku jak to zobaczyłam 😀 zastanawiałam się skąd to wzięło, ale faktycznie często tak jest, że dwa imiona się tak ze sobą mylą. A sąsiad moich rodziców dla odmiany mówi do mnie pani Aniu i już nawet nie zwracam na to uwagi 😉

Ambasada Urody
Gość

Cieszy mnie to, że są ludzie na ziemi podobni do mnie… Miałam podobną sytuację, a gdy rezygnowałam z etatu cała rodzina i wszyscy znajomi patrzyli na mnie jak na dziwadło 😉 Moja praca dla wielu mogła wydawać się tą wymarzoną, ale nie dla mnie… Teraz zarabiam tyle samo, ale spełniam się w tym co robię. Mam czas dla siebie

Agnieszka Rumińska
Gość

Historia brzmi bardzo znajomo:-) jestem w połowie drogi do realizacji swoich marzeń. Kiedy zrezygnowałam z pełnoetatowej pracy w uznanej w całej Polsce instytucji kultury aby móc rozwijać swoje umiejętności śpiewu solowego zagranicą też wszyscy patrzyli na mnie jak na odludka:) jeszcze nie osiągnęłam tego, o czym marzę, ale jestem na dobrej drodze – i to jest na ten moment najważniejsze:-)

Artinowy Świat
Gość

Trzeba dążyć do marzeń! Dobrze, że Tobie się udało, ja jestem w trakcie ;D

gorzkakokoszka
Gość

Jaka pozytywna historia 🙂 I co za autoświadomość autorki 🙂 Poproszę link do jej bloga 🙂

gorzkakokoszka
Gość

Sory, jest link do bloga 🙂 Tak się zaczytałam, że nie zauważyłam linka 🙂

tlusta_papuzka
Gość

'Teksty nie są zbyt przyziemne' tzn. są zbyt górnolotne?… 😉

Dziękuję za historię bardzo optymistyczną; na blog autorki też zajrzę – a nuż widelec znajdę coś dla siebie.

Martynosia
Gość

Wszystko fajnie i moze faktycznie pieniadze to nie wszytko, ale trzeba miec pieniadze, aby wlozyc cos do barnka czy zaplacic za mieszkanie. Mozna sobie pozwolic na takie zycie pod warunkiem, ze jest sie pewnym, ze zlecenia sie pojawia, lub majac dobrze zarabiajacego partnera, ktory dom utrzyma, a my mozemy sobie robic co chcemy 😉 Fajnie, tez bym tak chciala, jak pewnie kazdy, niestety rzeczywistosc jest inna, zreszta wole miec pewnosc, ze co miesiac dostane wyplate i bede mogla sobie na to i owo pozwolic, a nie liczyc i sprawdzac ktore rachunki zaplace w tym miesiacu, a ktore moga poczekac do… Czytaj więcej »

lifemanagerka
Gość

Ani nie byłam pewna ze zlecenia się pojawią, ani nie mam bogatego partnera, w zasadzie sytuacja jest dokładnie odwrotna. Wspominam o tym w historii – wcześniej dużo pracowałam, nazbierałam oszczędności na ten początkowy czas i tylko dzięki temu płacilam wszystkie rachunki na czas ;). Do takiej decyzji trzeba się po prostu przygotować.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Również nie rozumiem słów, że rzeczywistość jest inna. Jestem grafikiem i na freelance przechodzilam 2 lata – dopiero po tym czasie bezboleśnie zajęłam się tylko zleceniami i zdecydowanie mam co włożyć do garnka, na rachunki tez starcza 🙂 co to za teksty z tą rzeczywistością? Moje życie nie było lukrowe. Wybrałam beznadziejne studia(socjologia) poszlam na kurs grafiki z Urzędu pracy jako bezrobotna,tylko dla stypendium szkoleniowego i tak cudem zaczepilam się w pierwszej firmie. Determinacja i chęć a da się wszystko 🙂

Karola S.
Gość

Jak dla mnie to też powinnaś opisać szerzej swoją historię 🙂 Podoba mi się to i to bardzo, szczególnie, że sama jestem na etapie powolnego żegnania się z etatem (póki co to etap zwiększonej harówki, żeby uzbierać trochę oszczędności na start). Także tym bardziej podziwiam i zazdroszczę 🙂 To naprawdę super, że zamiast narzekać na wspomnianą "rzeczywistość" zaczęłaś ją sama kreować! Życzę sobie i innym takiej odwagi 🙂

Karolina W
Gość

Bardzo motywująca historia. Często zdarza mi się myśleć, że jeżeli coś mi nie wychodzi, nie układa się to nie warto o to walczyć, bo i tak nic z tego nie będzie. Ta historia pokazuje, że jednak warto trzymać się tego o czym się marzy i dążyć do spełnienia, nawet jeśli początkowo jest trudno i wszystko nam się wali. Postaram się wbić sobie to do głowy 😉

tlusta_papuzka
Gość

Jeszcze dołożę b. ciekawy link (i nawet trochę w temacie):
http://www.ted.com/talks/julian_treasure_how_to_speak_so_that_people_want_to_listen

Stylowo i Zdrowo
Gość

Na twoim blogu mnóstwo motywacji. Dzięki

Weronika | mavelo.pl
Gość

Od dobrych 2 lat chcę zostawić etat na rzecz własnej działalności… I cały czas się boję… Co to będzie, czy jest świat poza etatem? ;)) I fajnie czytać, że jest. Bardzo motywująca historia 🙂

Wreddu
Gość

Długo podchodzilam do tego tekstu i w zasadzie sama nie wiem dlaczego 🙂 ale w końcu podeszlam i jak zawsze się nie zawiodlam 🙂 bardzo lubię te historie z życia wzięte. Dla mnie, jako dla osoby, której życie zawodowe ogranicza się do wakacyjnej pracy w ogrodnictwie, gdzie pracują rodzice to takie rzeczy są trochę jak z jakiejś bajki.
Człowiek wie, że może tak być, ale nigdy się z tym nie spotkał, a dzięki takim wpisom można spojrzeć na świat z innej strony i to w ka.zdej dziedzinie życia 🙂

Kangarooo
Gość

Świetna historia! Sama marzę o tym, żeby nie musieć chodzić do pracy do żadnej korporacji. Tylko tak się zastanawiam, że musi Ci naprawdę świetnie iść z tymi zleceniami. W sensie, że musisz dostawać wiele zleceń dopasowanych do Twoich potrzeb, skoro nie masz problemów z utrzymaniem się. Gratulacje! Mam nadzieję, że będziesz mogła przez całe życie cieszyć się upragnioną swobodą:) pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie!

Copywriter(ka)
Gość

Takie jest życie, raz na wozie, raz pod wozem. W takiej sytuacji sama też się znalazłam. Praca na etacie czyt. praca w szkole = niż demograficzny. Założyłam własną działalność, pracuję jako freelancer i sama jestem dla siebie sterem, żeglarzem, okrętem. Zawsze o tym marzyłam. Minusem jest zdobywanie zleceń, ale od czego ma się głowę, przecież nie od parady. Pozdrawiam wszystkie zdecydowane i uparte kobiety 🙂 A opisana powyżej historia tchnie optymizmem i o to chodzi.

Kasia
Gość

Agnieszka zmusza do refleksji nad swoim życiem. Będę wracać do tego tekstu zawsze, gdy zboczę z drogi prowadzącej do realizacji moich marzeń.

Kasia Innooka
Gość

Sama jestem na etapie rozmyślania o własnej firmie i chyba coraz bardziej do tego dojrzewam. Teraz zapisuję się jeszcze na studia podyplomowe i stała posada będzie dla mnie na tą chwilę wygodniejsza, ale jak je ukończę idę na swoje… mam nadzieję 🙂

Itysia
Gość

O własnej działalności myślałam od początku. Takich motywacji nam trzeba! Super czytać o kimś, kto już przeszedł drogę, po której się właśnie idzie 🙂 Moja jeszcze trochę czasu zajmie 🙂

deaa
Gość

Myślę, że to bardzo ważne, że miałam swój kurs, którego się trzymałaś-swoje marzenie. To połowa sukcesu. Ważne jest także, że napisałaś o samopoczuciu psychicznym. Wielu ludziom się wydaje, ze przejście "na swoje" jest takie proste…a to nie zawsze tak wygląda. Czasami dzieję się z nami coś, czego się kompletnie nie spodziewamy. Wtedy wizyta u psychologa jest bardzo dobra opcją. A jeśli kogoś z Was dręczę takie zmory jak brak motywacji czy wypalenie zawodowe (bo to jest najbardziej w tym temacie) to zachęcam do skontaktowania się z psychologiem, Magdaleną Widłak-www.psychetee.pl (choć zajmuję się bardzo szerokim spektrum pomocy, nie tylko związanym z… Czytaj więcej »

Anna Sadka
Gość
Anna Sadka

Jestem właśnie w takim samym momencie życia: wypalenie zawodowe + rezygnacja z pracy + zupełnie nie mam ochoty wracać na etat + zwątpienie czy obrałam dobrą drogę. Ciekawe, że trafiłam na ten wpis zupełnie nie poszukując informacji na ten temat 🙂 Wczytywałam się właśnie w newsletter Doroty Goldmann i trafiłam tutaj – na ten konkretny wpis. Jakaś magia chyba 🙂 Przy okazji, pozdrawiam Cię Aniu 🙂

aniamaluje
Gość

Też czyytała wczoraj newsletter Doroty:)Trzymaj się!

Previous
SIĘ DZIAŁO (7) Paryż, Poznań i jagody
Moja historia : Agnieszka (Lifemanagerka)