Instagram has returned invalid data.

Do 15 zł – tanie kosmetyki, które polecam

 W czwartek lecę do Tunezji, a ponieważ mam sporo pracy – siedzę dzisiaj nad listą rzeczy które muszę spakować, by zdążyć wszystko wyprać i nie stawać przed koniecznością dokupienia kremu z filtrem na miejscu.
Nie jestem laską, która bawi się trzema kolorami cieni i cuduje z makijażem. Nie jestem nawet dziewczyną, która potrafi się malować. Bardzo ironiczne jak na autorkę bloga “Ania maluje”.
Mój makijaż to 5 minut (jeśli chce mi się malować!) a gdybym nagrywała film z cyklu “my morning routine” to 25 minut zajęłoby mówienie “jeszczeeeee 5 minut” i mocniejsze przytulanie się do poduszki. Mam więc świadomość, że te wpis przyda się wąskiej grupie osób, ale nawet sama dla siebie chcę mieć wszystko w jednym miejscu. Albowiem robiąc listę rzeczy do spakowania zauważyłam, że wśród moich sprawdzonych kosmetyków jest sporo tanich perełek. 
Od razu uprzedzam – lubię siebie taką jak na zdjęciu po lewej – trochę opaloną, z naturalnymi włosami, grubymi naturalnymi brwiami, brak iem podkładu i rzęsami objętościowymi. Natura, natura i jebs, nagle rzęsy. Jestem na tyle świadoma siebie, że wiem po co i dlaczego chcę tak wyglądać.
Strasznie nie lubię widzieć w lustrze czegokolwiek, co przypomina mnie ze zdjęcia po prawej i najmroczniejszego zdrowotnie okresu w moim życiu.
Jego konsekwencją jest sucha i wrażliwa skóra, słabe włosy, krótkie rzęsy i kruche paznokcie (a także kości i zęby). 
Dlatego chociaż opalanie jest niezdrowe – nie lubię być blada a chociaż wiele osób twierdzi, że moje brwi są za grube – ja je takie lubię. Skupiam się bardziej na tym, by mieć zdrową skórę, ale zdarza mi się spędzić pół godziny na oglądaniu jak piękne kolorowe makijaże potrafią wyczarować niektóre dziewczyny. Na nich wyglądają super!
Wiecie co jest zabawne? Że jako blogerka swego czasu dostawałam mnóstwo paczek PR z kosmetykami, a większość tego co polecam kupiłam za własny hajs 😀 Jedną z rzeczy dostałam w paczce PR (w której był jeszcze pierdylion innych kosmetyków, których nie polecam), jednej firmy zwiedziłam fabrykę.

Tanie (do 15 zł) kosmetyki, które polecam:

1.Korektor catrice  (ok. 12 zł). Znam lepsze, które są droższe, ale ten jest naprawę super, ma świetny stosunek ceny do jakości i jeśli nie mam akurat jakiegoś “darowanego”, to kupuję zawsze ten. W 2016 doczekał się nawet wpisu na blogu, co kosmetykom się tutaj  rzadko zdarza. Pogromca potężnych cieni pod oczami.
2. Lano-maść, czyli w sumie lanolina. Ok. 10 zł w aptece. 
Odkryłam ją dzięki blogowi kosmetyczna hedonistka i jest to cudo. Teoretycznie na pękające brodawki karmiących matek, ale u mnie na ekstremalnie przesuszone usta. Lanolina jest składnikiem pochodzenia zwierzęcego (golenie owiec) i pewnie nie każdemu to pasuje, ale gdy uaktywnia się moja choroba – w 30 minut z nawilżonej skóry mogę mieć suchą i popękane boleśnie usta. Nie pachnie jak piękne pomadki, nie smakuje, ale cudownie działa. Jedyny kosmetyk, który dorównał lanolinie to pomarańczowe masełko do ust z fridge. Jest droższe, ale za to cudownie pachnie i używa się go z przyjemnością. Jeśli masz mały budżet a priorytetem jest skuteczność – lano maść to coś dla ciebie.
Trzymam go w lodówce, to jest produkt o najlepszym jak dotąc stosunku ceny do jakości. Dużo siedzę przed komputerem, to naprawdę koi moje oczy. Używam także na powieki.
4. Jedwab do stóp w sprayu  – ok. 7 zł (Rossmann, apteki). Bardzo nowe odkrycie, ale miłość od pierwszego użycia. Najwygodniejsze buty potrafią mnie znienacka obetrzeć, jeśli piłam alkohol, mam okres lub z innego powodu zgromadziłam w ciele więcej wody i stopy minimalnie napuchły. To jest cudowna profilaktyka otarć, psikasz stopę i pokrywa ją taka miła otoczka. Zapobiega też nadmiernemu poceniu się stopy. Nie wiem czy zadziała u każdego, u mnie działa świetnie i w podróż też zabiorę.
5. Cerkogel 30% – żel kertolityczny do skóry głowy. Moja skóra sypie się płatami, co wygląda jak łupież, a to jest zbawiciel. Kosztuje zazwyczaj ok. 12-13 zł w aptece. Wiem, że jest teraz wersja z wyższym stężeniem, ale mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała jej użyć 🙂
6. Żel aloesowy – od 10 zł – to cudeńko też doczekało się wpisu – jak stosować żel aloesowy – 9 sposobów, więc nie będę powtarzać, ale naprawdę go kocham.
7. Kredki do oczu essence – powiem tak – odcien 02 hot choclate to jest druga kredka jaką zużyłam do końca w całym moim życiu. Pierwszą jest Pupa Hot tropics w odcieniu 03, czyli bardzo stara limitowanka, której już nie produkują😏 Jasne, kredki marki PUPA czy włoskie Wycon są cudownej jakości (wycon nie chce dać się zmyć, jest mega trwały) ale zwykły, codzienny brąz – z essence jest idealny. Ta kredka kosztuje 7 zł i jeśli podkreślam jakąś oko – na 90% będzie to właśnie ta kredka.
Uwaga, mam na myśli te automatyczne kredki “long lasting eye pencil”.
Może i dla wielu must have to czarna kredka, ale dla mnie jest za ciężka, ten brąz jest super.
8. Konturówki do ust pierre rene lip matic – ok 12 zł. Od razu mówię – mam naprawdę kapryśne usta, mało która szminka się na nich trzyma, więc często używam kredki w kolorze zbliżonym do mojego naturalnego. Te sprawdziły się na Karaibach. Zdarza im się łamać, po złamaniu drapią, ale działanie i trwałość – cudo.
9. my secret rozświetlacz face illuminator -ok 15 zł. – Mam starą wersję opakowania, opakowanie jest tandetne i szybko się rysuje, ale rozświetlacz jest super. Jak mam ochotę mocniej się pomalować, to stosuję czasami też jako cień na powieki. Na zdjęciu  on i konturówki z punktu wyżej. Miniaturka bronzera niestety znacznie powyżej budżetu (nie znam taniego, który sprawdza się dobrze).



10. oliwka babydream dla mam – 13 zł. Teoretycznie jest to kosmetyk na rozstępy ciążowe, ale ja kocham używać go do wanny i wmasowywania w ciało. Tania, dobra, ładnie pachnie, ogólnodostępna. Lubię czasami jakieś fancy olejki, ale w kategorii: stosunek cena do jakości – od niemal początku tego bloga bezkonkurencyjna.  We wpisie z 2016 roku zobaczycie jej stare opakowanie. Ta miłość wciąż trwa 🙂
Odkrycie z 2012 roku. Zmieniła opakowanie i formułę, starcza mi na rok, ale bez niej moje brwi wyglądały jak po chemioterapii:
(2012 rok)
Nie czuję się już tak źle jak wtedy, ale lubię podkreślać brwi. jak tego nie robię, to gdzieś tam w środku za bardzo skupiam się na swoich płucach, a nie chcę tak robić. Może i obiektywnie grube mi nie pasują, ale subiektywnie – po prostu dają mi psychiczne poczucie bezpieczeństwa, które czasami znika gdy odpływ w wannie zatka mi gruba garść włosów.
Kto mocno kiedyś chorował, na pewno zrozumie jakie to uczucie paniki w którym wcale nie chodzi o włosy.
Z perspektywy czasu bardzo się cieszę, że kiedyś musiałam oglądać pięć razy każdą złotówkę. Dzięki temu znam dużo tanich perełek. Jak twój studencki budżet na kosmetyki wynosi 20 zł, to przygotowujesz się do kupna kremu pod oczy jak do pisania magisterki i robisz srogi research😅
Z drugiej strony cieszę się, że dostawałam później paczki PR z kosmetykami będącymi poza moim zasięgiem cenowym. Często moim wnioskiem było, że są irracjonalnie drogie i zostaję przy tańszych, ale też wiele razy okazywało się inaczej i muszę to szczerze oddać. Dzisiaj mogę spokojnie dopłacić za to, by oprócz działania skład był bardziej etyczny, opakowanie bardziej eko albo po prostu wesprzeć małego polskiego producenta, który nie ma takiej skali by oferować niższe ceny.
Wymienione w tym wpisie kosmetyki są tanie i dobre, ale często mają brzydkie i niesolidne opakowania, albo jak w przypadku lano-maści – są po prostu fuj. Za to działają zgodnie z obietnicą producenta 🙂
Btw. ja ktoś szuka polecanego miejsca na rzęsy w Warszawie, ja jestem wierna Mayeye, Julia jest super i sprawia, że nie widzę w lustrze zmęczonej, chorej twarzy, bo moje dawne rzęsy nigdy nie odrosły mimo odżywek 😉
__________________
Mam problem z ładowaniem komentarzy, chciałam podziękować Serpentiss za polecenie sposobu na zmycie rudej henny, będę eksperymentować po powrocie z Tunezji 🙂
Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Dlaczego nie warto wierzyć w sprawiedliwy świat, czyli o wpadaniu w poczucie winy słów kilka
Do 15 zł – tanie kosmetyki, które polecam