Wynajęłam tak śliczne i fajnie urządzone mieszkanie na Airbnb, że nie mam ochoty się z niego ruszać. Meble wyglądają jak przytargane ze śmietnika, na podłodze linoleum,w łazience i kuchni zamiast płytek jest naklejony na jakąś tekturową płytę, wydrukowany wzór kafelków. Ale wszystko jest zrobione z takim gustem i smakiem, że mam ochotę tu zamieszkać i nigdy nie wracać. 
Wiem, że Airbnb w niektórych miastach jest hejtowane, ale nie uważam, że to Airbnb jest winne. Ludzie potrzebują spać jeżdżąc w inne miasta. W hotelach ceny czasami są absurdalne, podnajmowanie w tej sposób pokoju czy mieszkania po babci jest dla mnie zupełnie ok. 
W Warszawie brakuje mieszkań, owszem. W całej Polsce brakuje, więc developerzy windują ceny. Może więc państwo powinno zacząć budować więcej tanich mieszkań na wynajem? Jakoś do tej pory rządom niezbyt wyszło spełnianie tych obietnic wyborczych.  A rynek można regulować też w taki sposób, że się powołuje państwową spółkę, która buduje mieszkania w niższej cenie niż inne. Jeśli taki wynajem kosztowałby 1000 zł za miesiąc za kawalerkę, to ludziom przestałoby się uśmiechać płacić 2000🤷🏻‍♀️
Zmienił się styl życia Polaków, z wielopokoleniowych domów w których mieszkali dziadkowie i wnuki, każdy chce mieć własne i ok, spoko, totalnie rozumiem. 
Ale nie rozumiem czemu miałabym nie zapłacić w Odesie za wynajem przemiłemu małżeństwu z dzieckiem, które włożyło całe serce w zaprojektowanie i urządzenie tego mieszkania, a wynająć hotel i wrzucić hajs do kieszeni jakiegoś oligarchy.

Biegnę zjeść śniadanie!
#Odessa #Odesa #hammock #hamak #wykusz #morze #morzeczarne #loft #interior #interiordesign #loftdesign #chill #podróże #podróżemałeiduże #wakacje

Wynajęłam tak śliczne i fajnie...

Lecę w niedzielę do Odessy!☺️ @katya_protsyk i kilka osób daje mi znać, że powinno się pisać Odesy, przez jedno „s”. Ma pewnie rację, ale doświadczenie mnie nauczyło, że Ukraina to bardzo skomplikowany kraj. We Lwowie lepiej było mówić po ukraińsku, w Kijowie po rosyjsku🤔
Jaka będzie Odesa? Nie wiem, ale prognoza pogody na ten moment jest łaskawa, a ja bym chciała w tym roku jeszcze na chwilę wskoczyć do morza. W Morzu Czarnym jeszcze tyłka nie moczyłam! Nic mi nie popsuje humoru, nawet genialne (brawo Aniu👏🏻) zabookowanie lotów tak, by podróż przypadała w najgorsze dni okresu, ale przynajmniej będę jeść #śledzie😍Jeśli nie próbowaliście śledzi na Ukrainie, to polecam bo są przepyszne. Tak samo jak suszone ryby.
Pokładam w tym wyjeździe wielkie nadzieje, bo ostatnio pracuję dużo za dużo i potrzebuję odpoczynku.
Jednocześnie z góry przepraszam, że nie jestem w stanie wykorzystać każdej rekomendacji😢 porobiłam screeny wszystkiego, ale mam też polecenia od znajomych, a lecę z kolegą, który ma na miejscu przyjaciół, więc też chętnie poznam Odesę z tej bardziej lokalnej niż turystycznej strony. 
Ups, sorry za bełkot, piszę jednocześnie dwa teksty, landing page i readaguję mailing dla innego klienta, by w miarę możliwości nie zabierać pracy na Ukrainę ;)🤪 tak jakby ktoś znowu miał ochotę napisać „zazdroszczę ci Aniu pracy z domu, masz tyle wolnego”. LOL, nope. 
Kamil też jako fryzjer przyjmuje często od rana do 21:00 😱

Czy ktoś był w Odeskiej Operze i jest w stanie powiedzieć, czy warto czy jednak odpuścić? 
Uściski, wracam do pracy🤓
#Odessa #Odesa #Ukraina #podróże #podróżemałeiduże #travelbloggers #travelblogger #foodie #girlswhotravel #girlswithgluten #jedzonko #wakacje #aniamaluje

Lecę w niedzielę do Odessy!☺️...

„Chcesz znać sekret mojej pięknej skóry? Mam 21 lat!” - tak brzmiał mem, który niedawno widziałam. Wiele mówi o tych wszystkich reklamach w których nastolatki reklamują kremy obiecujące młodo wyglądającą skórę. Yay, nie wierzę, że opowiadam mem! Tak samo jak w to, że jestem panią pod trzydziestkę🙈
Ostatnio miałam okazję sprawdzić inny sposób na oczyszczanie  skóry (która przyznam, ma ze mną naprawdę ciężko, - nie oszczędzam jej, a w zamian nie serwuję 10 kroków pielęgnacji...) Czy Luna mini 3 od Foreo podbiła moje serce? Na blogu zobaczycie zdjęcia przed i po z mojego 14-dniowego testu. Sama jestem w szoku :O

#activebeauty #LUNAmini3 #FOREO #FOREOpolska #oczyszczanietwarzy #pielęgnacjatwarzy #uroda #blogerka #skincareroutine #skinpositivity #cera #dbanieosiebie #selfcare #aniamaluje #szczerze_pisząc #test #beautyblog #beautybloger #skincareroutine 
Materiał we współpracy z @foreo_pl

„Chcesz znać sekret mojej pięknej...

Czemu nie podróżuję w sezonie?🤔
Sporo osób o to pytało, a to fajny temat.
Nie lubię tłumów. Zabierają mi frajdę i energię. W sezonie jest więcej komerchy, jest drożej i dla mnie gorzej.
Ale nie będę tą Januszycą🤪, która mówi, że tylko po sezonie, a szczupak to król wód tak jak lew to król dżungli.

Aktualnie Odessa to 28-29 stopni. Dla mnie bajka☀️. Lecę w niedzielę, będą 24😓To jest ryzyko które podjęłam i się przeliczyłam.

Jesienią jest mniej godzin słonecznych. I tak jak spokojnie plażowałam na Malcie we wrześniu i w listopadzie na Cyprze, tak w oby tych miejscach dzień był krótki i trzeba było sensownie planować czas. Dla mnie to cudownie, bo moje wyjazdu to nie wakacje, tylko tzw. workation (pracacje? Workacje?). W skrócie? Za dnia zwiedzam, plażuję, spaceruję, wieczorami zamiast na imprezę, naparzam pracę. 
Nie narzekam.

Wiosną i jesienią można za to korzystać z uroków miejsc, które w szczycie sezonu są za gorące. Południowe Włochy jesienią i wiosną są cudowne.

Krócej czekasz na jedzenie w knajpkach, bo kolejki nie są tak ogromne.

Ale za to bywa mniej kursów autobusów czy pociągów, jeśli jeździsz komunikacją.

Dlatego nie będę mówić, że po sezonie jest lepiej niż w sezonie, bo nie jest. Jest inaczej. Dla każdego „lepiej” znaczy co innego. Dla mnie fajniej, ale to rzecz preferencji.

Daj znać jakie miejsce polecasz albo chcesz odwiedzić jesienią ;) #tb #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #tunezja ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #sukienka #lumpeks #thrifted #kapelusz #hat #lato #tunsia #girlswhotravel #travelgirl #travelblogger #aniamaluje #wtorek #wrzesien #jesień #budgettravel

Czemu nie podróżuję w sezonie?🤔...

Za każdym razem gdy pokazuję pianę w wannie i kolejną książkę, ktoś mi pisze, że Taco w piątki leży w wannie. A czy w niedziele piecze ciasta? Bo ja prawie zawsze!
Uwielbiam piec, chociaż połowa wypieków mi nie wychodzi. Moim wałkiem wciąż jest butelka po winie, piekarnik jest dość wiekowy, robot kuchenny buczy jak kosiarka skrzyżowana z młotem wyburzeniowym, ale i tak kocham to robić.
Lubię czasami pstryknąć sobie jakiś autoportret, by uwiecznić pojebaną stylówkę w której wyrzucam śmieci albo że robiłam ciasto w sukience, jakbym nie miała fartucha🤭
#niedziela #aniamaluje #polkadots #sukienka reszta hashtagów dla beki 
#lavieparisienne #frenchfashion #monstera #szczerze_pisząc #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #ootdsubmit #darlingdaily #kropki

Za każdym razem gdy pokazuję...

Ręka w górę, kto kiedykolwiek wstydził się za swoich rodziców i chciał zapaść się pod ziemię, gdy coś odwalili! 
Sporo mówi się o tym, że dzieci znanych rodziców mają łatwiej i wygodniej, bo po znajomosci robią kariery. Ten medal ma też drugą stronę, bo niektórzy z nich całe życie walczą by być sobą, nie dzieckiem znanego rodzica i muszą udowadniać wszystkim, że mają talent czy warsztat.

A co z dziećmi beznadziejnych rodziców? Ludzi złych, niegodziwych, albo niezaradnych? Kultura każe nam bezwarunkowo szanować rodziców i opiekować się nimi na starość.

Jakiś czas temu w związku aferą pedofilską na profilu córki tego „człowieka” wybiło szambo. Ludzie pisali „nie wstyd ci za ojca?!” „wypowiesz się o tatusiu?!”. Nie odpowiadamy za grzechy swoich rodziców. Nie rozumiem czegoś takiego. Rozumiem gniew, wściekłość i wkurzenie, ale kanalizujmy je we właściwym miejscu. Na blogu o tym, że można wstydzić się za rodziców.
I nie robi to z nas wyrodnych dzieci.
Gotowi poczytać? Trudny temat, link do bloga w bio💪🏻 #Tajlandia #tb #throwbackthursday #podróże #podróżemałeiduże #thailand #asia #travelgirl #maxiskirt #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #podroze #wat #discoverunder50k #blogerka #blogger #blogpodrozniczy #bangkok 2016

Ręka w górę, kto kiedykolwiek...

Aż ciężko uwierzyć, że to koniec sierpnia! Miesiąc był całkiem produktywny (chociaż ja mam poczucie, że nic nie zrobiłam), udało mi się skończyć 3 seriale, przeczytać kilka książek, urwać trochę czasu na relaks w parku, pamiętać o spędzaniu czasu z innymi. Zupełnie nie tknęłam rzeczy priorytetowych, ale mam tak z sierpniem po prostu w całości. To nie jest dla mnie czas na roladę śląską z kluskami albo ciężkie kotlety. Tu sobie zjem kalafiora, tam stos kanapek z ogórkiem i mnóstwem pieprzu i czuję się najedzona. W chłodniejsze miesiące to co innego. 
Więc może to był życiowo właśnie taki czas na drobne rzeczy.
Mam kryzysik pracy zdalnej, więc chciałam tak sobie na głos docenić, że mogłam sobie poustawiać tak pracę, by spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu ♥️
#lato #wakacje #wrzesień #sukienka #kropki #aniamaluje #wakacje #szczerze_pisząc #summervibes #polkadots #blogerka

Aż ciężko uwierzyć, że to...

Zainspirowana stories najlepszej @janina.daily na temat tego, że ludzie pytają ją czy ma raka bo tak schudła, chciałam przypomnieć kilka ważnych rzeczy:
👎🏻zadawanie takich pytań nie jest wcale troską, tylko wścibstwem
👎🏻jeśli się o kogoś troszczysz, to troszczysz się też o jego uczucia
👎🏻jeśli ktoś ma nadwagę przez chorobę, to nie ma żadnego obowiązku tłumaczyć ci co to za choroba, bo naprawdę nie twój interes czy bierze leki sterydowe, ma problemy hormonalne czy coś innego 👎🏻jeśli nie znasz odpowiedzi na nurtujące cię pytanie, to widocznie nie jesteś z tym kimś na tyle blisko, by ją znać
👎🏻zadawanie pytań o to kiedy dziecko jest bardzo nieempatyczne 
Kiedy zaczęłam działać w sieci, ustaliłam sobie swoje granice prywatności. Rzeczy, którymi się po prostu nie dzielę. Sama jestem przygotowana na komentarze i przez całe życie dotknął mnie tylko jeden. Że wymyśliłam sobie problemy z oskrzelami, żeby zyskać „fanów”. Najpierw zrobiło mi się cholernie przykro; a potem zrobiło mi się przykro, że istnieją ludzie z takim systemem wartości, bo w moim taka myśl nie miałaby nigdy szansy nawet powstać😮

Do czego zmierzam? Do tego, żeby nie zasłaniać się tekstem „jesteś osobą publiczną, MAM PRAWO wiedzieć!!!1” bo publiczny to jest kibel, a takie teksty brzmią jak „jak chodzisz w krótkiej spódniczce, to co się dziwisz, że ktoś cię klepnął w tyłek”

I wiecie co? Ja sama czasami jestem ciekawa. Bo to ludzka rzecz. Ale moja ciekawość nie uprawnia mnie do tego, by zaglądać komuś do łóżka albo w dokumentację medyczną 👍🏻 Więcej empatii ludzie! Jak się o kogoś troszczysz, to zaproponuj mu wsparcie, pomoc, rozmowę ;). #langkawi #malezja #malaysia #asia #azja #wakacje #podróże #podrozemaleiduze #podróżemałeiduże #szczerze_pisząc #aniamaluje #empatia #plaża #throwbackthursday #girlswhotravel #discoverunder50k #czwartek

Zainspirowana stories najlepszej @janina.daily na...

Od wczoraj dostaję od was  wiadomości odnośnie makijażu i „schludnego wyglądu”.
Może też jesteś jedną z tych dziewczyn, które do pracy muszą być pomalowane, chociaż nie zawsze masz ochotę?💄
Dlaczego kobieta zatrudniona na tym stanowisku w tym samym sklepie zobowiązana jest do makijażu, a mężczyzna nie?🤷🏻‍♀️
Ale też w drugą stronę - dlaczego mężczyzna z makijażem powoduje agresję u niektórych?🙁 Rozumiem, że wymagane są czyste paznokcie albo żeby ktoś nie śmierdział, nosił fartuch albo służbowy uniform, ale nie podoba mi się takie myślenie, że kobieta schludna, to kobieta pomalowana.
Tak, znam badania! Wiem, że kelnerki malujące usta na czerwono dostają większe napiwki i sama maluję usta gdy mam na to ochotę albo taki kaprys. Ale też chodzę cały dzień w koczku zrobionym na chwilę, by włosy mi nie wpadały do buzi jak myję zęby, jeśli na to mam OCHOTĘ. A w Azji zdarzyło mi się wyjść na obiad w pidżamie. Sporo osób tak robi w Tajlandii. 
W Malezji w Kuala Lumpur czułam się super swobodnie, chociaż wiele kobiet chodziło w burkach i zasłaniało włosy. Jeśli to był ich wybór i ich przekonania - spoko! Jeśli nie - jest mi przykro.
Chciałabym, aby każdy mógł decydować o swoim ciele i czuć się w nim dobrze.
Rozumiem pewne normy kulturowe - czarną odzież na pogrzeb czy unikanie bieli na weselach, ale to są sytuacje, w których z własnej woli chcemy uczestniczyć. 
Z czystej ciekawości - dla kogo się ubierasz? 
Ja różnie. Raczej dla siebie, ale zdarza mi się  wybrać obszerniejszy sweter jak wiem, że będę wśród ludzi bardziej „zacofanych” i moje chodzenie bez stanika wzbudzi niepotrzebną sensację (swoją drogą - niektórzy mężczyźni maja większe cycki od kobiet i im nikt nie każe nosić stanika👙). Czasami nie zakładam rajstop tylko spodnie, jeśli będę bawić się z psem albo kotem, bo szkoda je podrzeć. Zazwyczaj jednak ubieram się tak, bym sama ze sobą czuła się dobrze. Ale jestem na super uprzywilejowanej pozycji, bo pracuję z domu, a moi znajomi przywykli że „Ania już taka jest” i akceptują moje wyboru.
Dajcie znać! 
Psst! 
#kualalumpur #malezja #malaysia #klcc #streetfood #streetfoodlover #girlswithgluten #aniazajada #mojcieciało #ciałopozytywne #ciałopozytywność #jedzonko

Od wczoraj dostaję od was...

Na blogu wisi post z książkowymi poleceniami. Jest tam 5 książek, które czyta się dobrze (chciałam napisać przyjemnie, ale żona Trynkiewicza to nie jest przyjemny temat) i są tak skonstruowane, że można spokojnie czytać na raty w komunikacji miejskiej.
To jest tematyka, której na blogu chcę więcej.
Z kolei na  youtube śmiga kolejny film o tematyce szkolnej. Namawiacie mnie na też na filmy o innej tematyce... sama nie wiem. Tematy szkolne to wąska i przyjemna nisza, inni odbiorcy (mało kto z IG przesuwa palcem w górę, mniej niż 10% osób, które wchodzą na bloga). Kiedyś chciałam tworzyć treści poczytne, dzisiaj po prostu przydatne.
W ogóle to mam często takie poczucie, że wyrosłam z bloga i tej całej internetowej zabawy.
Ale potem mam taki dzień, że aż mnie nosi by podzielić się książką, artykułem, albo napisać o czymś tekst. I wtedy się cieszę, że dzięki internetowi trafia to do bardzo wielu ludzi.
Z czystej ciekawości - czytacie jeszcze w ogóle blogi?
Mam wrażenie, że rok 2019 to rok podcastów (słucham i lubię) a blogi to taki przeżytek dla starych ludzi ;) #książka #książki #czytamzlegimi #onthebed #knitblanket #chunkyblanket #kapelusz #wakacje #lato #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc

Na blogu wisi post z...

Co ja w ogóle jem? Czy jem tylko “niezdrowo”?

Pytania o moją dietę stale powracają jak bumerang. Dostaję maile z pytaniami jakim cudem czuję się lepiej, skoro na instagramie ciągle pokazuję niezdrowe jedzenie, co ja w ogóle jem i inne takie. Pomyślałam, że strategia spowiadania się z grzechów za pośrednictwem insta jest kulawa – kreuje fałszywy obraz.

Zacznijmy od tego, że jem  dużo. Typowo między 4 a 5000 kcal dziennie, chociaż pewnie zdarza się, że zeżrę z 8 tys. Zużywam bardzo dużo energii na zwykłe procesy życiowe, a to co zalecają lekarze jest przeciwieństwem zaleceń dla zdrowego człowieka – dla mnie rogaliki maślane, białe pieczywo, polewanie ziemniaków tłuszczem czy dodawanie majonezu do kanapki jest wręcz wskazane. Creepy? Opisałam to szczegółowo w tekście : jaka dieta jest najlepsza dla wszystkich? . Jeśli nasunęło Ci się DASH albo środziemnomorska, to mogę się uśmiechnąć, bo gdybym była zdrowa, tak pewnie bym jadła ;-).
Tę część historii stali czytelnicy pewnie znają. Tylko, cholerka – umknęło mi gdzieś napisanie o drugiej stronie medalu. Istnieje coś takiego, jak niedożywienie jakościowe – możesz mieć 200 kg nadwagi i taki brzuch, że na lotnisku biorą cię za przemytnika  i jednocześnie być niedożywionym. Bo brakuje Ci witamin i żelaza, krzemu czy czego tam jeszcze.
Dlatego oprócz tego, że moim priorytetem jest kalorycznie, staram się jeść dużo obiektywnie zdrowych produktów, by dostarczać sobie kompletu niezbędnych substancji. Jasne, nie idę na całkowity skrót i nie zjadam dziesięciu snickersów popitych pepsi – staram się jeść mało pokarmów śluzotwórczych. Stąd podstawą mojego menu są sycące zupy (klik) [klik to takie rozwinięcie, w tym przypadku lista przepisów i moich ulubionych zup ;)], zdrowotny rosół (klik), rozgrzewające makarony z sosem, naładowane imbirem, grzybami azjatyckimi, kaszą jaglaną, cebulą czy kapsaicyną, sycące omlety i tak dalej.
Nie piję słodkich gazowanych napojów, ale ich nie demonizuję – zazwyczaj mdleję po pobraniu krwi i po kilku takich akcjach kazano mi przychodzić z sokiem porzeczkowym albo pomarańczowym, żebym szybko po badaniu uzupełniła cukier – dzisiaj każą mi przyjść z colą lub pepsi, bo sok nie dawał rady ;-). Zatem tak, nawet te napoje mają jakiś sens. 
Mam też czasami tak, że po prostu muszę zjeść B-smarta z I-twistem, maślanego rogalika czy batona. Nie jest to codzienna norma i nie sądzę, aby w chwilach dominacji instynktu nad rozumem obiektywnie niezdrowe pokarmy stanowiły więcej niż 20% mojej diety. Zazwyczaj na pewno nie przekracza to 10%, ale wiem, że te 10% i tak jest konieczne – gdy mam fazę pod tytułem “muszę”, jestem jak kobieta w ciąży i będę nieszczęśliwa aż nie nie pochłonę tej pizzy.
Jem także bardzo dużo obiektywnie zdrowych rzeczy. Z tym, że mój pasztet jaglany wygląda jak ostateczny produkt układu pokarmowego i raczej nie robię mu zdjęć na instagram. Jajecznicy nie muszę ozdabiać, by mieć na nią ochotę (co również czyni ją nieatrakcyjną i niefotogeniczną) a smoothie (zobacz też : Jak zrobić smoothie)  na bananie nie ma pięknie nasyconego koloru i wstawienie jego zdjęcia byłoby raczej antyreklamą tego fantastycznego wynalazku ;-).
Bardzo sycący sos na bazie kurczaka, cebuli, imbiru i chilli z grzybami mun i pędami bambusa, bez obaw mogę wsunąć z białym makaronem, bo imbir (klik), kapsaicyna i kwercetyna są przeciwzapalne i wychodzę wciąż na plus pod kątem samopoczucia.
To wszystko sprawia, że uchodzę za osobę, która świeci złym przykładem. Zatem przedstawiam moje zdrowe produkty z ostatnich 24h :
Smoothie na bazie horchaty, mleka kokosowego, malin, jeżyn i borówek.
Dzienna porcja owoców : opakowanie jeżyn i borówek, figa, dwa jabłka, 3 nektarynki, garść malin, ponieważ jest solidna promocja na wszystkie owoce (klik),  a w biedronce na figi (klik)
Aktualnie ulubione “suplementy”. Kto potrafi zidentyfikować wszystkie? 😉
Jajko sadzone, na bazie rzecz jasna jaj od szczęśliwej, wiejskiej kury (lepszy stosunek omega 3 i 6). Tak, foremkę niechcący położyłam odwrotnie, stąd się nie udało ;-).
Oprócz tego był obiad złożony z puree z koperkiem, kotletów mielono-jaglanych z masą majeranku i zasmażane buraczki, oraz do zjadania w ciągu dnia zupa warzywna z kaszą jaglaną, imbirem i ekstraktem z ostrych papryczek.
Piłam dzisiaj wodę z imbirem, wodę z cytryną i zieloną herbatę z ananasem.
Grzeszek? Owszem, bardzo słodkie muffinki, które – tak, wreszcie mi wyrosły. W końcu zdecydowaliśmy się wymienić kuchenkę na taką z piekarnikiem elektrycznym 😉
Jeśli chcecie przepis – dajcie znać 😉
Zamierzam między tekstami zamieszczać też takie drobniejsze, na wzór tego o imbirze, czyli co jem albo aktualnie suplementuję i dlaczego. W jakim celu przechyliłam słowo aktualnie? Bo jem coś do znudzenia, np. mam tydzień fazy na rosół, a potem na coś innego. Ostatnio jadłam ciągle banany, wcześniej – wszelkie orzechy. Obecnie ciągle jem kanapki z wędzoną piersią kurczaka, masłem i majonezem, wcześniej przez tydzień jadłam je wyłącznie z pesto i pomidorkami koktajlowymi. Moja aktualna “chcica” ujawnia się najpóźniej w sklepie. Zazwyczaj “menu” czyli jakąś bazę planuję  raz w tygodniu przeglądając aktualne gazetki – nie cierpię zakupów i kupuję tam, gdzie blisko, zazwyczaj zahaczając o dwa dyskonty. Częsta rotacja produktów skłania mnie do testowania nowości, np. z kuchni greckiej, hiszpańskiej czy azjatyckiej, czasami dodaję sobie “apetytu” jakąś foremką czy innym fikuśnym kuchennym gadżetem – całkiem jak matki układające niejadkom stworki na talerzach.
Dlaczego tak ważna jest dla mnie baza? Gdy mam podstawowe produkty i przekąski, mniejsza jest szansa na to, że będą mnie kusić inne rzeczy. Tym sposobem w tym tygodniu w ramach codziennych zakupów kupuję co chwilę jakieś świeże owoce (bo promocja), gotowy do walki z “coś bym zjadła, ale nie wiem co” czeka łosoś (też w promocji), a w garnku jest aromatyczna zupa warzywna.
PS. jeśli uważacie to nienormalne, podsyłam artykuł o pływaku, który zjadał nawet 12 tysięcy kcal dziennie (tak, pizzę i tak dalej), a był umięśniony, szczupły i zdobywał złote medale na Olimpiadzie – (klik). Zużywał więcej energii – ot cała filozofia. On na pływanie, ja na oddychanie, codzienny ruch fizyczny, 6 km szybkiego spaceru (zazwyczaj na obcasach) i … kaszel ;-).
Dobra, to komu udało się odgadnąć, co tam jest na zdjęciu w tych pojemniczkach? Oczywiście oprócz cytryny ;-)).
Tymczasem idę zrobić sobie kanapek z kurczakiem i majonezem :). Pa!

Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jakie buty na jesień? Moje ulubione + przegląd sklepów :)
Co ja w ogóle jem? Czy jem tylko “niezdrowo”?