Nienawiść zabij w sobie – rozwojownik

Kto z nas nie ma żalu? Do Boga, do niesprawiedliwego świata, do siebie samego? Żal jest wielką i śmiercionośną trucizną dla naszych serc. Odpowiedzialny za ludobójstwo, etiopski dyktator Mengystu, na jedną ze swoich pierwszych ofiar wybrał mężczyznę, który odmówił mu stypendium w Stanach.                                                                                            

Wciąż chował w sercu urazę. Straszne.

Jedną z ważniejszych lekcji jakie dało mi życie, było zaakceptowanie tego, czego nie mogę zmienić i zmienienie tego, co zmienić chcę i mogę. Przeszłość należy do rzeczy, których zmienić się już nie da. Piszę ten wstęp dlatego, że wielu z moich czytelników odczuwa wciąż ten okropny żal. Bo ktoś miał łatwiej, bo ktoś miał więcej. Bo tata dużo krzyczał a mama była nieobecna, albo wiecznie pijana. Wszyscy mamy jakieś trudne przeżycia, ale nie możemy traktować ich jako wymówki przed wysiłkami w życiu obecnym. Bo to bez sensu.

Jeśli masz żal do rodziców (o cokolwiek) przeczytaj ten tekst:

MOTYWACYJNY PONIEDZIAŁEK: JAK PORADZIĆ SOBIE Z ŻALEM DO RODZICÓW

A ja przejdę dalej.
Jest taka fajna bajka Ezopa, ładnie potem ujęta przez La Fontaine’a:

~ Lis i winogrona ~

Lis pewien, łgarz i filut, wychudły, zgłodniały,
Zobaczył winogrona rosnące wysoko.
Owoc, przejrzystą okryty powłoką,
Zdał się lisowi dojrzały.

Więc rad z uczty, wytężył swoją chudą postać,
Skoczył, sięgnął, lecz nie mógł do jagód się dostać.
Wprędce przeto zaniechał daremnych podskoków
I rzekł: „Kwaśne, zielone, dobre dla żarłoków”.



To jedna z moich ulubionych bajek Ezopa. Świetnie pokazuje pewną zależność. Chcę coś mieć i staram się to zdobyć, ale mi się nie udaje – wymyślam więc sobie wymówkę, że było to beznadziejne.
Nie wyciągam wniosków ze swojego działania, nie próbuję go skorygować, zmienić – wybieram szybką drogę wymówki.
Mówię, że bogaci są bogaci, bo kradną, oszukują a ogóle to są winni temu, że w Afryce właśnie jakieś dziecko umarło na AIDS.
Mówię, że conversy to beznadziejne trampki jak każde inne i dobre dla snobów.
Ale gdyby ktoś dał mi czarodziejską różdżkę spełniającą wszystkie życzenia, to chętnie byłbym bogaty i nosiłbym conversy zamiast zwykłych trampek.
Podwójne standardy? Nie, resentyment.

Jak napiszę, że pojęcie resentymentu wyodrębnił Nietzsche, to zaczniecie mieć brzydkie skojarzenia. Zapewne przez autorów podręczników dla gimnazjów i szkół średnich, którzy nie przeczytali niczego Nietzschego :).  Tymczasem koncepcja nadczłowieka to chyba najbardziej optymistyczna i wzmacniająca koncepcja jaką znam – koncepcja człowieka, który będzie mostem, po którym przejdą kolejni. Po to, by nie popełniać już jego błędów i stawać się lepszymi…
Na szczęście o resentymencie pisał też inny wielki filozof – Max Scheler. Trochę popolemizował z panem Nietzsche i pięknie rozwinął jego koncepcję. 
Piszę o tym dlatego, że pewnie sam paskudnie sabotujesz swoje życie resentymentem. A to niedobrze, bo okłamując siebie, robisz sobie niedźwiedzią przysługę.
Ten cały resentyment ma bowiem swój rozwój. Zaczyna się od zwykłej zazdrości. Ktoś ma coś, czego ja akurat nie mam. I nie, nie mówię tu pozytywnej zazdrości, która jest motorem do jakiegoś działania, ale o przeżywaniu tego w taki sposób, jakby to nas tej rzeczy (cechy, przymiotu) pozbawiono.
 Potem jest (niesłuszne!) poczucie bezsilności. Ono rodzi już gorsze emocje – niechęć, rezygnację, rozgoryczenie, agresję. Poniżamy tego, który ma (a my nie mamy). Dziewczyna z ładną torebką na pewno jest dupodajką a bogaty człowiek jest zły, zły i jeszcze raz zły.  Dalej jest równie ciekawie – uogólnienie staje się mocniejsze i to już nie konkretny bogaty sąsiad Kazio jest zły, tylko bogactwo w ogóle. Co tam złe – doróbmy do tego filozofię* – bogactwo jest obleśne, puste, wieśniackie, obciachowe i… dajmy na to – grzeszne. A co!
*Pewien bezdomny ma na to powiedzenie “nie dorabiaj piździe uszu”. Pardon maj frencz, cytowałam :).

_______
Tutaj jesteśmy już na takim etapie zakłamania i poczucia wewnętrznego konfliktu (przypomnę – na początku chcieliśmy być bogaci i w głębi serca nadal byśmy chcieli),  że odczuwamy agresję mimo woli. Sama sobie wypływa z serduszka. Żal, zawiść, gorycz, agresja. Pięknie… Gorliwy wyznawca religii zapomina o całym miłosierdziu w jakie wierzył i zaczyna odczuwać nienawiść do innowierców. Pogubił się.
Niektórzy ewoluują w tym współczujący – och ci biedni bogaci, jak oni mogą żyć z takim nadmiarem? Zaślepieni żądzą pieniądza cierpią w swej niewiedzy. 
Czepiłam się tego bogactwa, bo według badań to jedna z częściej wymienianych rzeczy, jaką ludzie chcą mieć :).
Tutaj sprawa jest już smutna, bo zakłamanie staje się immanentne. Okłamaliśmy samych siebie tak mocno, że teraz kłamiemy już ciągle. Żyjemy w wielkim zakłamaniu, bo w głębi serduszka bardzo chcemy mieć ten przymiot, którego nie mamy. Zaczyna się od zwykłej zazdrości.
Dlaczego to jest złe? Bo to jeden wielki sabotaż. Mówiąc sobie, że coś czego nie możesz teraz mieć jest złe, wysyłasz sobie komendę – zrobić wszystko, bo nie stać się tym złym. Jeśli więc chcesz być np. sławny, bogaty, wykształcony, piękny – a jednocześnie zaczynasz bawić się w resentyment i uznajesz to za głupie, próżne, puste i złe – nie osiągniesz tego.
Gdy byłam w liceum i raczej nie miałam za dużo własnej kasy, zawsze mówiłam sobie, że conversy to zwykłe trampki w zawyżonej cenie. Heheszki z tych, co za takie coś tyle płacą, czasem nawet jakieś drwiny.
Dziwnym trafem, gdy już miałam własne pieniądze…kupiłam conversy. Jasne, zniszczyłam je dość szybko, jak większość trampek. Nie mogę jednak powiedzieć, że były słabej jakości – były wykonane porządniej, wytrzymały dłużej.
Pewnie nie kupiłabym ich drugi raz, ale była to fajna lekcja pokory. 
Nie, nie wmawiam Ci, że jesteś zazdrosny i zawistny. Zachęcam do zastanowienia się, czy resentyment jest czasami obecny w twoim życiu.
Pewien Ryszard, człowiek tzw. głupio-mądry, który zna odpowiedzi na wszystkie hasła w krzyżówkach, ale inteligencji mu brakuje, bardzo chciał pracować umysłowo. Uczył się pilnie (widocznie jednak niewłaściwie) ale coś mu nie poszło i został pracownikiem fizycznym. Przez całe swoje życie szydził z wszystkich pracujących umysłowo, nazywając ich w najlżejszym wariancie – bezmyślnymi gryzipiórkami. Miał dorobioną do tego całą filozofię ich nieużyteczności, rzekomego obiboctwa, nieproporcjonalnych do wysiłku zarobków i tak dalej. Ryszard jest głęboko nieszczęśliwym człowiekiem i u podstaw tej nieszczęśliwości, leży niespełniona ambicja. Ciekawe, czy gdyby został dyktatorem jak Mengystu, skróciłby kogoś o głowę. Może egzaminatora, który sprawdzał jego egzamin?
Na szczęście pan Scheler ma rozwiązanie na to, by resentyment nas nie wciągnął i nie wyssał optymizmu i zdrowego podejścia do świata niczym Dementor – to akceptacja.
Za każdym razem gdy chcesz coś osiągnąć masz dwie opcje :
– albo zmieniasz swoje wysiłki, modyfikujesz sposób postępowania i działasz skuteczniej 
– albo akceptujesz swoje słabości bez umniejszania znaczenia tego, co chcesz osiągnąć. Słowem – odpuszczasz.
Oba te rozwiązania są ok. Drugie także! Nie zamyka Ci furtki do działania w przyszłości – dzisiaj nie mogę sobie pozwolić na kolejne studia i zmianę zawodu, ale mogę to zrobić za 10 lat, jak ustabilizuję się finansowo.
Ryszard miał 3 szanse (o których wiem), by w ciągu dnia wskoczyć na wymarzone stanowisko “gryzipiórka”. Był dobrym wykonawcą poleceń i chętnie widzieliby go wtedy w biurze. Ale było już za późno – on systematycznie obrażał “urzędasów” i “biurwy”, szydził z nich, drwił z ich wątłych figur, “martwił się” o bolące kręgosłupy. Zainwestował w to dużo emocji i nie widział już opcji powrotu.
Umrze jako zgorzkniały facet. Dziś jest w wieku podeszłym. 
Nie chcę być stał się takim Ryszardem.
Ćwiczenie tego tygodnia jest trudne, bo wymaga pewnej refleksji. Chcę, aby za każdym razem kiedy odczujesz u siebie zalążki resentymentu, zapalił sobie w głowie czerwoną lampkę i na chwilę się zatrzymał.
– Pierogi mamusi lepsze od carpaccio z mlecznej jagnięciny? A może Ci, którzy jedzą carpaccio to debile, którzy nie znają się na smaku, nie mają na co pieniędzy wydawać i haha-haha? 
Stop. Nie próbowałeś – nie wydajesz sądu.
Zawsze chciałeś zdobyć wykształcenie, ale rodzice po osiemnastych urodzinach wystawili cię za drzwi i powiedzieli radź se synuś sam? Nie wyzywaj od wykształciuchów, co gówno wiedzą o życiu –  zwiększ wysiłku do realizacji swojego głęboko ukrytego celu, albo zaakcepetuj chwilowe przeszkody i wróć do tego innym razem.
Jak pisałam – 
Jedną z ważniejszych lekcji jakie dało mi życie, było zaakceptowanie tego, czego nie mogę zmienić i zmienienie tego, co zmienić chcę i mogę. 
Więc akceptuję i zmieniam, zachęcam też Ciebie.

I przy okazji – gorąco polecam książkę Maxa Schelera “Resentyment a moralności” – malutka, cieniutka, powinna być w każdej większej bibliotece.
PS. trochę prywaty :
1)
Na sobie dziś miałam:
Różową ramoneskę (klik), top w kwiatki (klik) jeansy z wysokim stanem – śmieszne z tyłu – (klik) i jasne botki – pantoflek24.

2) Dzisiaj zaczyna się wielka promocja na kosmetyki (klik!)
3) Ponieważ nie umiem odpoczywać, a zbliża mi się sesja, zaliczenia i jestem gotowa niechcący zatracić się w spirali obowiązków – po raz pierwszy skorzystałam z zaproszenia na event organizowany przez jeden z hoteli i spędzę weekend na małym resecie. A to może oznaczać przerwy w nadawaniu na blogu. Za to powinnam być aktywna na instagramie 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o