Jak częściej czuć się człowiekiem sukcesu? Prosta metoda

Znacie takich ludzi? Gdy wrzucisz na swojego prywatnego faceboka screen z endomondo po przebiegnięciu pierwszych w życiu 10 kilometrów, napiszą, że nie ma się czym chwalić, bo oni szybciej, dalej, lepiej, a w ogóle to takie bieganie to nie bieganie. Każdy twój osobisty sukces spróbują zanegować, wykpić, zbagatelizować.

Ja znam ich całą masę.

Mam koleżankę Justynę, która długo cierpiała na poważne migreny. Pisząc – poważne migreny, mam na myśli aurę, potworny ból, dwa dni dochodzenia do siebie. Zawsze bolały ją te złośliwe docinki, że to jakiś ból głowy, a ona histeryzuje. Że jest symulantką, leniem, a w ogóle to jej rozmówczyni rodziła dziecko i to jest dopiero ból, a nie jakaś tam migrena.
Domyślacie się już, jakiego typu człowieka mam na myśli?
Osobę, która swoje poczucie własnej wartości buduje jedynie przez porównanie z innymi. Musi poczuć się LEPSZA od ciebie, najlepiej przy okazji robiąc wszystko, byś poczuł się GORSZY. Zazwyczaj wyrasta się z tego wraz z trądzikiem młodzieńczym, niestety u niektórych takie zachowanie występuje do końca życia.
Myślę, że migrena jest dobrym przykładem – ktoś, kto jej nie przeżył, nigdy nie zrozumie na czym polega. Natknęłam się kiedyś na bardzo fajny eksperyment mający na celu pokazanie komuś, jak wygląda migrena (poza bodźcami bólowymi) :

Zrobił to Excedrin Migrastop, w żaden sposób z nimi nie współpracuję, po prostu pomysł na kampanię jest na tyle genialny, że muszę się podzielić. Mężczyna bagatelizował migreny Julii, bo ich nie rozumiał. Założono mu symulator i przekonał się na własnej skórze. Polecam obejrzeć. W zasadzie to chciałam tutaj pokazać fragment programu Kossakowski : Inicjacja, gdzie prowadzący zostaje podłączony do urządzenia symulującego bóle porodowe, ale niestety nie znalazłam wersji, którą mogłabym udostępnić legalnie ;-). Wracając do migreny – w tekście : jak pozbyć się migreny opisałam historię Justyny – winowajcą była… kawa.

Ja z moimi oskrzelami nie jestem w stanie przebiec nawet pięciu kilometrów. Po prostu nie. Przejść? jasne! Przejechać rowerem? Żaden problem. Przebiec? Nie ma opcji. Moja reakcja na screen z endomondo kolegi? Szacunek. Reakcja człowieka-dementora ? Wkleił zdjęcie kobiety z Afryki, która niesie na głowie wielką butlę z wodą. Podpis – kobiety w Afryce codziennie pokonują dystans maratonu, aby mieć wodę do picia.
Czyja interpretacja  była słuszna? Widzicie i moja, i dementora – każdy odniósł zdarzenie do czegoś innego. Sęk w tym, że celowe działanie mające na celu obniżenie czyjegoś samopoczucia jest zwyczajnie słabe. Niektórzy mylą wolność słowa z przyzwoleniem na buractwo.

Jestem pewna, że też spotkałeś się kiedyś z podobnym zachowaniem. Przeżywasz swój sukces, albo cierpisz z jakiegoś powodu (np. umarł Ci ukochany piesek) a zjawia się dementor który dobija Cię bardziej opowiadając Ci o tym, że to tylko pies, a każdego dnia z głodu umiera ileś dzieci.
Ok, to jest fakt, bardzo smutny, ale niezwiązany z czyjąś osobistą żałobą.

Zmierzam do tego, że każdy z nas ma swoją osobistą historię. Dla mnie przebiegnięcie 5 kilometrów byłoby sukcesem na miarę wygranej Olimpiady, chociaż obiektywnie to żaden sukces. Dla kogoś innego śmierć ukochanego pieska jest w tym momencie bardzo smutnym wydarzeniem, które ma prawo przeżyć na swój sposób.  Zapewne kiedyś ktoś próbował zbagatelizować twój sukces, albo twoje cierpienie, próbując skontrastować to z czymś większego kalibru. Jasne, ma do tego prawo (jak wspomniałam, bycie burakiem nie jest nielegalne ;-)), ale to krótkotrwała i smutna strategia – zawsze znajdzie się ktoś, kto przeżył coś gorszego niż dementor, albo odniósł większy sukces od niego i kiedyś utrze mu nosa…

Często piszecie mi oo tym problemie – czytelniczka dostała się za pierwszym razem na studia na medycynę (znaczy się – na lekarski) – wielki osobisty sukces, zwieńczenie ciężkiej pracy, powód do świętowania. Gdy zaktualizowała sobie wydarzenie na fejsie, znajomi z gimnazjum zaczęli pisać, że dzisiaj każdy idzie na studia, że też mi coś, że na pewno po semestrze obleje. Było ich (buraków, dementorów) tylko dwóch, ale dziewczyna przestała się swoim sukcesem cieszyć…

Ostatnio napisała do mnie maila, że pierwszy rok pomyślnie zaliczony ;-).

Jak radzić sobie z takim zachowaniem?
Oto mój sposób ;-). Po pierwsze – tylko Ty znasz dobrze siebie. Nawet twoja mama ani partner nie znają tak dobrze twoich słabości, ograniczeń, myśli i wątpliwości jak ty sam. Ty najlepiej znasz swoją osobistą historię i doskonale wiesz, co jest twoim osobistym sukcesem. 
Przestań odnosić swoje życiowe dokonania do innych osób – miały inny start w życiu, inne ograniczenia, może wpłynęły na nie czynniki, o których nawet nie masz pojęcia. Pomyśl o sobie. Zacznij myśleć o pokonywaniu siebie jako o Twoim osobistym sukcesie. Pierwsze przebiegnięte 10 km, pierwszy wypad autostopem do sąsiedniego miasta (nawet jak pojawi się dementor – ja-podróżuję-stopem-przez-cały-świat,-żadne-mi-osiągnięcie-pfffff).

W ramach rozwojownika weź teraz kartkę i zapisz na niej 7 swoich osobistych sukcesów. Osobistym sukcesem może być nawet coś, czego nikt inny nie uznałby za sukces, np. przewrócenie omleta na druga stronę, bez rozerwania go (ja zawsze rozrywam!). Zapisz te siedem osobistych sukcesów teraz, możesz to zrobić nawet w komentarzu. Wykonanie akcji sprawia, że sposób myślenia lepiej Ci się zakotwiczy w głowie ;-).

Gdy ktoś kiedykolwiek spróbuje sprawić Ci przykrość działając jak dementor, powiedz po prostu dla mnie jest to mój osobisty sukces, ciężko na to pracowałem. Albo – to moja osobista tragedia i mam prawo przeżyć ją tak, jak potrzebuję. Nie musisz wdawać się w dyskusje. Odnoś swoje sukcesy i porażki do siebie, nie całego świata. Gdybyś za każdym razem musiał myśleć w kategoriach sukcesów innych osób, nigdy nie mógłbyś się z niczego cieszyć… a to byłaby wielka strata ;-).

PS. polecam tekst:

DLACZEGO PORÓWNYWANIE SIĘ JEST BEZ SENSU, CZYLI JABŁKO I OGÓREK

Dajcie znać jakie są Wasze osobiste sukcesy, albo podzielcie się anegdotką, jeśli ktoś kiedyś zanegował je w śmieszny sposób ;-). A może sami lubicie wyskakiwać z bólami porodowymi, gdy koleżankę boli głowa? Lubie sprawiać innym przykrość?

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Podziel się

autor