Instagram has returned invalid data.

Czy poszedłbyś na przegląd samochodu do kosmetyczki? KONKURS

 Zakładam, że gdy boli cię ząb to nie idziesz na leczenie kanałowe do szwagra, który zna się na wszystkim (chyba że jest przy okazji stomatologiem), a przeglądu samochodu nie robi ci weterynarz. Dlaczego więc czasami powierzamy swoje życie, zdrowie i osobiste problemy osobom całkowicie niekompetentnym?

Nie wiem. Sama mam ogromny problem z akceptacją autorytetów. Lata leczenia i brak jednoznacznej diagnozy skutecznie mnie zniechęciły, bo równania metodą prób i błędów to mogłam sobie rozwiązywać w gimnazjum jak nie nauczyłam się na matmę. Od wykształconych specjalistów nie oczekiwałam cudów, ale przynajmniej nie trzech sprzecznych ze sobą diagnoz i pomysłów na moją chorobę w ciągu miesiąca. Świadoma mechanizmów rządzących wiarą w ekspertów zawsze z tyłu głowy słyszę:
Kiedy wszyscy wokół ciebie równiuteńko idą,przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i kiedy bronisz prawdy mając ją za jedynie prawdziwą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;

To też nie jest dobra cecha, bo jednak nie da się być kompetentnym we wszystkim i po to są eksperci by korzystać z ich wiedzy.
Do refleksji na temat tego, kim jest ekspert, skłoniło mnie wrześniowe spotkanie Klubu Przyjaciółek Soraya, a dokładnie – wizyta w laboratorium marki. O tym, co się działo, dowiecie się za chwilę, ale teraz chciałabym podzielić się z Wami kilkoma refleksjami. 
Dużo się mówi o tym, by blogerzy byli ekspertami. Wspaniale, znam kilka świetnych blogów na określone tematy jak dietetyka czy włosy, ale z całym szacunkiem – od czego ekspertem mam niby być? Od lajfstajlu? Ja tutaj wszystko co opisuję, opisuję jedynie z perspektywy Ani, która coś przeżyła, czegoś doświadczyła, coś przetestowała. U mnie nie znajdziesz fachowej instrukcji dotyczącej manicure hybrydowego, ale moje subiektywne odczucia i wrażenia. Nie będzie historii Lwowa i pomysłu na wycieczkę rodem z przewodnika – znajdziesz za to opis tego, co ja widziałam i co mnie zachwyciło, a także spis błędów które popełniłam.
Miesiąc temu byłam na spotkaniu Klubu Przyjaciółek Soraya. To nasze drugie spotkanie, w czerwcu napisałam Wam relację z pierwszego. Możecie ją znaleźć zaglądając do tekstu: Kosmetyk- przyjaciel czy wróg kobiety?. I tak jak motywem pierwszego spotkania była marka Soraya jako przyjaciółka, tak tym razem jako ekspert.

Po czym zatem poznaję eksperta, któremu ufam? Och, to bardzo proste! 
Po pierwsze – nigdy nie kupuję suplementów diety ani kuracji ze stron opierających się na prostym schemacie – uśmiechnięta twarz eksperta (koniecznie w kitlu) i kilka zdań rekomendacji, a potem zdjęcia uśmiechniętych klientów z opinią. Zazwyczaj po przeciągnięciu zdjęcia eksperta w google grafikę okazuje się że jest aktorem albo modelem. A Kasia lat 35 z Wołomina, której tabletki pozwoliły zrzucić 20 kg w miesiąc jest też Amandą z Chicago i Swietłaną z Mińska. 
Po drugie – to musi być ktoś, kto potrafi wytłumaczyć albo opowiedzieć o tym co i dlaczego robi nawet dziecku. No, dajmy na to – osobie z podstawowym wykształceniem. 
Miałam kiedyś nauczycielkę matematyki, która przerabiała z nami przykłady a, b, c i d, a trudne e, f, g zadawała do domu. Nigdy nie potrafiła nic wytłumaczyć . Była jak rzemieślnik wykonujący krok po kroku instrukcję, ale kompletnie nie wiedzący co zrobić gdy coś pójdzie nie tak jak ta instrukcja mówi.
Takich ekspertów radzę się wystrzegać :).

Nie wiem czy mogę o tym napisać, ale zaryzykuję. Na pierwszym spotkaniu panie z marketingu opowiadały o ich kategorycznym koledze z działu nauki i badań, który nie pozwala zamieścić żadnej informacji o działaniu kremu bez rzetelnych badań i testów. Nie żeby ktoś chciał tak robić, tylko czasami jakieś uproszczenie jest łatwiejsze w odbiorze. 
Podczas wrześniowego spotkania, pan Łukasz Pyzioł – Dyrektor Działu Nauki, Badań i Rozwoju SORAYA tłumaczył nam wszystko tak prosto i przystępnie jak dzieciom:). Od czasu do czasu prowadzi też zajęcia dla dzieci i to widać – ktoś pewny swojej wiedzy potrafi przekazać ją każdemu. Jak widzicie na zdjęciu wyżej – wrzucałam Wam fragmenty na snapchat więc kto śledzi, ten wie 🙂 Nie patrzcie tylko na moje mięśnie, bo wolę uchodzić za wiotką kruchą istotkę 😛

Spotkanie było dla mnie bardzo ciekawe, bo po raz pierwszy mogłam zobaczyć od środka jak powstaje krem… i jakie to skomplikowane. Jak wiecie – nie godzę się na nazywaniu dziewczyn po kosmetologii “pustakami”, bo uważam że to trudne kwestie i kategoryzowanie wiedzy na lepszą i gorszą jest słabe (zobacz też: co ty sobą reprezentujesz pusta kobieto?), ale po tym spotkaniu moje punkty szacunku poszły jeszcze bardziej w górę. 
Razem z dziewczynami – Siouxie, Kulką, Kasią i Żurnalistką uczestniczyłyśmy w całym procesie powstawania kremu 🙂 
Na kremach znam się jak na historii sztuki. Tak jak obraz jest dla mnie ładny lub brzydki i wywołuje we mnie jakieś emocje, tak krem ma po prostu działać. Nigdy nie interesował mnie cały proces jaki za tym stoi, a jest to dużo bardziej skomplikowane niż myślałam. Wszystko odmierzone z aptekarską dokładnością, temperatura ustalona z dokładnością po przecinku. A jak w połowie produkcji przyjdzie ci do głowy, że fajnie byłoby jakby ten krem był jednak różowy a nie biały, to już za późno bo nie można sobie tak mieszać wszystkiego kiedy się chce. Więc to nie jest tak, że wszystko fru do jednej kadzi i po chwili mamy krem. To trudniejsza zabawa. A stworzenie dobrego jakościowo kremu w przystępnej cenie? Wyższa kombinatoryka. Tym bardziej cieszę się, że taka jest misja marki Soraya :). Wąchałyśmy, dotykałyśmy, oglądałyśmy i słuchałyśmy o dwóch seriach wypuszczonych przez markę. Magia Olejków to kosmetyki dla osób, które lubią działanie olejków ale niekoniecznie uczucie tłustości jaka im towarzyszy. 
Moim hitem są kremy do rąk z tej serii. Jako blogerka co jakiś czas otrzymuję niezobowiązujące przesyłki od różnych producentów. Z kremów do rąk zawsze bardzo się cieszę, bo moja mama ma bardzo suchą skórę dłoni. Oba kremy (do skóry suchej i podrażnionej oraz do przesuszonej) sprawdzają się rewelacyjnie i w tej półce cenowej są póki co  najlepsze jakie kiedykolwiek miałam (8 zł!). 
Jeszcze bardziej ucieszyłam się jednak z serii intensywna Naprawa kierowanej do kobiet dojrzałych.
W świecie pełnym pogardy dla starości pojawiły się kremy 40, 50, 60 i 70+. Jeśli napiszę Wam w tym momencie o sercach alg Wakame, hialurosferach i kolegenosferach, to istnieje duża szansa, że zrozumiecie z tego tyle co ja na matmie w liceum. Napisze więc, że nad kremami pracowali eksperci i cieszę się, że nie muszę wszystkiego wiedzieć, bo mogę im zaufać. Na tyle, by dać po kremie mamie i babci. Tak, TEJ babci :).
Od siebie dodam, że sama stosuję lekki krem przeciwzmarszczkowy pod oczy i na powieki z tej serii. Nie dlatego, że jestem taka stara, tylko dlatego, że zawsze koszmarnie mrużę oczy 😀
Prawda jest taka, że przeciętna babcia ma jednak ważniejsze wydatki niż krem. Trochę też pewnie myśli, że w tym wieku to już za późno. Jak mnie znacie – nie mogę sobie odpuścić okazji do “przemycenia” jakiejś rozwojowej informacji. 😉 Pozytywna relacja ze swoim ciałem jest bardzo, bardzo ważna. Osoby starsze albo źle znoszące jesień czy podatne na depresję często mają problem z dotykaniem swojego ciała. Tymczasem wmasowanie czy wklepanie kremu to idealna okazja do okazania sobie troski i szacunku i podtrzymanie/zbudowanie/odbudowanie pozytywnej relacji ze swoim ciałem.  Gładząc się i coś w siebie wmasowując, troszczymy się jak matka o niemowlę i czujemy się zaopiekowani.
Zerknijcie na ważny artykuł dotyczący psychodermatologii : Psychodermatology: A Guide to Understanding Common Psychocutaneous Disorders
Dając babci krem robisz więcej dobrego niż ci się wydaje :).
Mam też dla Was konkurs – do wygrania się cztery zestawy kremów z serii Intensywna Naprawa (krem na dzień i na noc, maska na noc, krem pod oczy i na powieki).
Jeden zestaw 40+, 50+, 60+ i 70+.
Wystarczy w komentarzu opisać swoją nieudaną przygodę z powierzeniem swojego losu komuś, kto nie był kompetentny w danej dziedzinie :). Dla przykładu, moja babcia za radą swojego szwagra postanowiła oszczędzić na kleju do tapet i przykleić je na klej z mąki i wody. Tapety pięknie się przykleiły, a za dwa dni prawie wszystkie po prostu…spadły :). Jestem pewna, że każdy ma jakąś przygodę na swoi koncie.
Regulamin w pierwszym komentarzu, a ja mam dzisiaj urodziny, więc sprawicie mi największą radość biorąc po prostu udział ;-).
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

UWAGA, zwycięzcy to:

Various storms,

Madix

Magda P

Hanna Szpinka

wybór był szalenie trudny, dlatego niebawem kolejne konkursy.

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Biały laptop do 2000 zł – jak sprawuje się mój Acer Aspire v13
Czy poszedłbyś na przegląd samochodu do kosmetyczki? KONKURS