Ambasada Korei, ząb złamany na bułce i pierwszy mandat w życiu [TYGODNIK]

Gdybym miała podsumować ten tydzień, na jednym tchu wymieniłabym – wróciłam z Poznania prosto na seminarium doktorskie, pracowałam, byłam na spotkaniu w Ambasadzie Korei, w showroomie Barbie, kuchni Homemade, ulubionym hotelu w Warszawie. Tchu mi zabrakło, więc jadę drugim zdaniem – dostałam pierwszy mandat w życiu, złamałam ząb na bułce, byłam na spotkaniu polskiej marki kosmetycznej, u fryzjera, robiłam rzęsy 1:1 i drugi zabieg depilacji laserowej. Do tego zaliczyłam grilla, spotkałam się z Martą, jeszcze jedną Martą, Marią, Dorotą i Aleksandrą. Plus typowe aktywności tygodnia, których już nie dam rady wymienić :).
Krótko mówiąc – gdyby nie snapchat , musiałabym w tygodniku o tym wszystkim pisać, a za bardzo się nie da. Od kiedy nagrywam snapy, namawiacie mnie na vlogi albo youtube. W tym momencie nie ogarniam nawet bloga tak jakbym chciała! Ale coś w tym jest. Szybciej jest mi skomentować coś na szybko na snapie, niż pisać o tym status. Zasięgi na fejsie są straszne, duża ilość zdjęć na instagramie irytuje… minusem snapa jest oczywiście konieczność śledzenia kolejnego medium, ale szczerze?
Od kiedy ostatecznie przekonałam się do snapa, nie spędzam wcale więcej czasu w internecie. Po prostu mniej jestem na instagramie czy fejsie ;-).
Ok, po kolei – bo powinnam teraz robić prezentację o moim problemie badawczym na sesję doktorantów. Jakoś wyżej na liście priorytetów mam bloga. Dlaczego? O tym za moment!
W poniedziałek prosto z Poznania  wracałam z walizką na uczelnię. Nie chcę już komentować przygody z pociągiem, bo było na fejsie 😀

Koszmar :). Jakoś się na uczelnię (z pomocą TAXI) dokulałam z wielkim opóźnieniem a potem z momentu “chyba-chcę-rzucić-ten-doktorat” znowu się mega zajarałam tematem (tak, to mało naukowe słownictwo, ale hej – jesteśmy na prywatnym blogu ;)). Ogólnie mam wątpliwości związane głównie z moim czasem – robię tyyyyyyyyyyyle rzeczy że nie jestem w stanie poświęcić odpowiedniej uwagi uczelni. Całe szczęście że w tym semestrze nie prowadziłam zajęć konwersatoryjnych ;-).
Potem typowa praca, praca, praca – w międzyczasie fryzjer i rzęsy 1:1. Jak to ogarnęłam? Och, słuchałam podcastów będąc na rzęsach i prawdę mówiąc – cała ta akcja kosztowała mnie kawałek snu – musiałam nadgonić pracę w nocy :).
Serce mi stanęło gdy znalazłam w bułce połowę swojego zęba…

Ale ponownie – Wasze historie dodały mi otuchy, że nie ja jedna jestem taką agentką.

Ledwo w poniedziałek wróciłam do domu, we wtorek i środę nadrobiłam kilka zaległości, a w czwartek rano ruszyłam do Warszawy!
Spotkałam się z Dorotą:

Jej historię przeczytacie tutaj, a potem ruszyłam na bardzo fajne spotkanie ;). Możliwość próbowania jedzeniaaa (kocham jeść) i zobaczenia świata Barbie…cóż, dwa marzenia z dzieciństwa ;-). Ale o tym na instagramie  tu i tu  – powielać nie będę.

A potem jeszcze spotkałam się z Martą z urodaiwlosy, którą poznałam dopiero w czwartek! ;). Spałyśmy razem [to źle brzmi] w tym samym hotelu (wiadomo że Sound Garden) i następnego dnia miałyśmy przygodę o kryptonimie Ambasada Korei.
Ale najpierw w całej Warszawie szukałyśmy dobrego miejsca by zjeść…a potem wypić piwo. Nie wyszło tak jak planowałyśmy ;-).

Kryptonim Korea? Na polski rynek wchodzą kosmetyki koreańskie, więc z Korei przylecieli ważni partnerzy biznesowi dla naszego kraju. Było ciekawie ;-).

Poza wystąpieniem jakieś kobiety [dr czy tam dr po habilitacji] z uczelni, która robiła Koreańczykom wykład o tym… czym jest kosmetyk.
Hmmm, zakładam że główni gracze na koreańskim rynku beauty nie wiedzą 😀 LOL ;-).
Ale reszta na plus. Na zdjęciu autorka znanej w Polsce książki “Sekrety urody Koreanek”. Przeurocza.

Co zrobić gdy zaskoczy Cię deszcz? Wpaść w grupę Azjatów i uśmiechnąć się gdy ktoś wyciąga ajfona by cyknąć sobie z tobą selfie. Nie ogarniam tej sytuacji, ale co miałam zrobić? 😀

Miałam też przejąć instagram Sound Garden Hotel ale wyszło mi słabo przez splot pierdyliarda wydarzeń i nadmiar wrażeń w tym tygodniu. Gdy pożegnałam Martę, zaliczyłam jeszcze szybką depilację laserową , spotkałam się z drugą Martą i muszę w tym miejscu coś powiedzieć – niektórzy się dziwią, że spotykam się normalnie także z czytelnikami albo osobami, które prowadzą mało popularne blogi. Dziwi mnie, że to dziwi! A potem myślę, że rzeczywiście jest trochę coś takiego, że olewa się mniejszych twórców i w sumie to jest trochę przykre :(.

Mniejsza o to! Dostałam też mandat! Cała, pełna emocji historia tutaj, chociaż moja mina na snapie pewnie była jeszcze bardziej ciekawa ;-).

W sobotę czekało mnie niesamowite spotkanie z pewną polską marką kosmetyczną. Ale o tym więcej innym razem ;-).

Na blogu pisałam o:

Poznań – gdzie spać, gdzie zjeść, co zobaczyć

przypomniałam też swój starszy tekst:
A co wyszperałam w innych zakątkach sieci?
zdjęcie autorstwa Marty :).
Ok, dzisiaj przez cały tekst przewinęło się tyle linków, że pewnie każdy jeden będzie miał mało odsłon (jest u mnie taka prawidłowość, że im więcej treści tym mniej czytacie ;-)), ale chciałam powiedzieć, że…
ostatnio to ja potrzebowałam Waszej motywacji.
Chciałabym pisać na blogu więcej, ale…
co ja będę mówić, piosenka oddaje więcej niż milion słów:

I don’t want to miss a Thing.

Czuję się fizycznie duuużo lepiej. Praktycznie mało odczuwam swoją chorobę. Po tym jak świetnie oddychało mi się we Włoszech [dużo lepszy klimat dla moich oskrzeli] nabrałam wielkiego apetytu na życie. Jeszcze mocniej cisnę z imbirem i innymi sposobami na zdrowie. Chcę chłonąć życie i… znowu piosenka –
I want it all

Bez owijania w bawełnę – mam wrażenie, że napisałam już wszystko co najważniejsze jeśli chodzi o rozwój osobisty. Zasady, które naprawdę robią różnicę – nic więcej nie wymyślę. Po prostu – jestem bardzo szczęśliwa w miejscu w którym jestem a kiedy jestem zła, to tylko chwilowo – z niemocy, wkurzenia albo z powodu mandatu. Tak generalnie to jestem bardzo szczęśliwa.

Ale mój blog pomaga innym. Bardzo.
Nie mówię tu nawet o tym, że afiliacje i inne reklamy oprócz kosztów blogowania, pomagają mi…pomagać innym. [pisałam o tym tutaj i tutaj]. Ale mój blog działa też na inne sfery życia – mój tekst o anemii pojawił się na profilu Wiem co jem.
Gdy przeczytałam komentarze osób potwierdzających że kiedyś trafiły na mój post… poczułam się niesamowicie szczęśliwa :).

_______

Powiem tak – ambitna tematyka jest spoko. Tyle, że to znowu leci w stereotypy – że moje życie składa się tylko z niej. A przecież oprócz problemów ekonomicznych i gospodarczych, mojego rozwoju naukowego interesuje mnie też to jak pomalować paznokcie by czuć się fajnie, przepis na dobre ciasteczka i inne takie “mało ambitne”.

Chciałabym pisać więcej także o takich rzeczach, jednocześnie nie rezygnując z rozwoju.

Dlatego też w momencie gdy miałam kryzys blogowy, to te snapy mi pomogły!

Zapraszam na krótki snap-mix moich snapów i tych, które mi wysyłacie.
DZIĘKUJĘ! :*

I wiecie co jest najciekawsze? Że mało kogo ściągnął tu rozwój (pamiętam oburzenie czytelników gdy wprowadzałam rozwojowe czwartki :DD). Większość osób piszących mi wiadomości trafiła tu “przypadkiem”. Czytając coś o włosach, albo jakiejś książce czy szukając przepisu na rosół. A potem została, poklikała w ten rozwój i zaczęła coś zmieniać. I to jest chyba dobry trop dla mnie – moją misją jest zarazić rozwojem i samodoskonaleniem tych, którzy jeszcze nie wiedzą że chcą zmian w swoim życiu [a zatem nie szukają takich treści]. Tych, którzy w pierwszym odruchu pomyślą “co ona wygaduje?”, ale potem za jakiś czas pomyślą “a co mi tam!” i spróbują.

I to jest wtedy wielki sukces.
Ostatnio czytając Wasze snapy ciągle ryczałam ze wzruszenia – właśnie po to zrobiłam sobie rzęsy 😀

Dziękuję za niesamowitego kopa do działania!!! Jesteście najlepsi!

A teraz czeka mnie jeszcze jeden egzamin-zaliczenie projektu i sesja doktorantów. Będzie ciężko, zatem zabieram się za działanie. Chciałam tylko napisać jeszcze takie jedno wielkie DZIĘKUJĘ!

I nawet nie wiecie jak się cieszę, że przekonałam się do snapchata! Mam kontakt z tą częścią osób, która chce pisać bardziej prywatnie. Wy poznajecie mnie (i te moje przydługie pogadanki…;-)), ja poznaję Was… niesamowite uczucie.

Zapraszam na snapa : aniamaluje 
 I jeszcze raz takie wielkie, przeogromne DZIĘKUJĘ!

Po sesji doktorantów trochę odpocznę, znowu zabiorę się do Warszawy, ogarnę ostatnie zaliczenie na studia (z metodologii ilościowej mam pięć, jupi!) i rzucę wszystkie inne aktywności zarobkowe i zawodowe robiąc sobie urlop by skupić się na sobie i blogu.

Taki jest plan.

Wpis nie ma ładu i składu, ale co tam ;-).

Buziaki!

Psst! Tak wiem, to kolejny tekst, którego nie ma jak skomentować – ale możesz mi napisać w jaki sposób udało Ci się za pierwszym razem trafić na “Aniamaluje” 😉

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Previous
O ładnych dziewczynach uważanych za głupie
Ambasada Korei, ząb złamany na bułce i pierwszy mandat w życiu [TYGODNIK]