Historia motywacyjna – od patologii do sukcesu

Historia motywacyjna kobiety sukcesu

Lubicie historie motywacyjne, prawda? Dzisiaj mam dla Was kolejną. Tym razem bohaterką jest Dorota. Nie chcę wchodzić jej w paradę swoim wstępem, więc napiszę tylko trzy zdania na zakończenie, pod tekstem.


Kiedy Ania zgłosiła się do mnie z propozycją napisania tekstu mogącego być inspiracją dla innych, zgodziłam się bez wahania. Choć wcale nie uważam, żebym cokolwiek w życiu osiągnęła zdaję sobie sprawę, że niektórzy twierdzą wprost przeciwnie. Tekst dedykuję wszystkim tym, którzy wiecznie się nad sobą użalają i wciąż szukają wymówek, by czegoś w swoim życiu nie zrobić.

Ale do meritum.Pochodzę z biednej, patologicznej rodziny. Mój ojciec był alkoholikiem. Rozróżniam alkoholików pozytywnych – takich, którzy po upiciu się stają się zabawni i skorzy do żartów oraz tych, którzy stają się agresywni. Mój ojciec należał do tej drugiej grupy. Jako dziecko byłam więc bita i żyłam w ciągłym strachu. Do czasu, kiedy w 1997 roku ojciec zmarł na raka płuc. Miałam wówczas 11 lat. W zasadzie można powiedzieć, że nie miałam normalnego dzieciństwa, w związku z czym dość szybko wydoroślałam.Wychowałam się na wsi, którą zwykłam nazywać dziurą. Znajduje się w niej jedna główna ulica i 70 domów a jedynymi atrakcjami są w niej: kościół oraz mały sklep spożywczy. Liczba mieszkańców wynosi około 350, z czego większość stanowią ludzie starsi. Do najbliższego miasta – Opola – jest 34 km, do którego raz (!) dziennie kursuje autobus. Kiedy za czasów liceum jeździłam po szkole na lekcje śpiewu do miasteczka nieopodal, do domu wracałam pieszo kilka kilometrów.W związku z trudną sytuacją od dziecka marzyłam o lepszym życiu. O tym, by coś w życiu osiągnąć. Nienawidziłam mojej wioski, odkąd pamiętam. Zupełnie nie pasowałam do mentalności tamtejszych ludzi. Nie mających ambicji, chęci wybicia się czy spełnienia wielkich, najbardziej nawet nierealnych marzeń. Ludzi, którzy ciągnęli mnie w dół. Wiedziałam, że jeśli nie zmienię tego otoczenia, prędzej czy później stanę się taka sama, zgodnie z powiedzeniem kto z kim przestaje, takim się staje . Dlatego przy najbliższej nadarzającej się okazji postanowiłam stamtąd uciec. Przez wiele lat odskocznią od mojego miejsca zamieszkania była nauka. Jako że wydawała mi się ona najlepszym sposobem na wybicie się, całe dnie spędzałam nad książkami robiąc wszystko,  by otrzymywać jak najlepsze stopnie. Byłam przekonana, że świadectwo z czerwonym paskiem będzie dla mnie przepustką do lepszego świata. Umożliwiło mi ono dostanie się do najlepszego liceum w województwie opolskim. To tam po raz pierwszy zetknęłam się z ludźmi, którzy – podobnie jak ja – mieli ambicję i motywację ku temu, by zrobić coś ze swoim życiem. Z czasem Opole przestało mi jednak wystarczać. Chciałam zamieszkać tam, gdzie były największe możliwości rozwoju (poszłam nawet na casting do Top Model ) i gdzie wydawało mi się, że odsetek ludzi ambitnych, wśród których będę się mogła rozwinąć, będzie największy z możliwych. Dlatego postanowiłam wyjechać na studia do Warszawy. Choć nikogo tam nie znałam, wyjazd przyszedł mi z łatwością. Od początku czułam się tam jak w domu. I tak pozostało do dziś.


W liceum długo myślałam o studiach prawniczych. Tak długo, że kiedy zdecydowałam się na psychologię, było już za późno, żebym przygotowała się do egzaminu na Uniwersytet Warszawski. Znalazłam więc najlepszą uczelnią prywatną kształcącą na tym kierunku – SWPS (Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej).Rok studiów dziennych na tej uczelni wynosił wówczas około 8.000 zł. Pierwszy rok opłaciłam z pieniędzy zarobionych przez 2 miesiące pracy w Holandii. Zarobiłam tam 10.000 zł – wystarczająco dużo, żeby opłacić studia za rok z góry (tak było najtaniej). Praca ta była jednak tak uwsteczniająca, że zdecydowałam, że za żadne pieniądze już tam nigdy nie wrócę (dajcie znać, jeśli chcecie, żebym opisała Wam, jak to wszystko wyglądało). Niedługo po przyjeździe do Warszawy i rozpoczęciu studiów zaczęłam szukać pracy. Studiowałam dziennie i choć miałam dużo czasu zdawałam sobie sprawę z tego, że do “normalnej” pracy nikt mnie nie przyjmie. Dlatego zdecydowałam, że zostanę kelnerką. Doświadczenia w tym zakresie nie miałam żadnego, ale chęci do pracy bardzo dużo. Poza tym potrzebowałam pieniędzy.W pierwszej restauracji zarabiałam kilkaset złotych miesięcznie, ale w drugiej i trzeciej już 4000 zł miesięcznie. Pozwoliło mi to nie tylko opłacić kolejne lata studiów, ale umożliwiło również utrzymywanie się w Warszawie. Praca kelnerki  była jednak uwsteczniająca, w związku z czym zatrudniłam się w perfumerii Douglas. Mimo że nie miałam żadnego doświadczenia w tego typu pracy, przyjęto mnie do niej razu. Szybko stałam się jednym z najlepszych sprzedawców. Kiedy zajęłam się opieką jednej z marek, jej sprzedaż wzrosła tak bardzo, że filia, w której pracowałam, została najlepszą w Polsce (ze wszystkich 100) pod względem liczby sprzedanych produktów, a ja zostałam najlepszym sprzedawcą w Polsce. To właśnie w tamtym czasie kupiłam swoją pierwszą torebkę Dolce&Gabbana, przecenioną z 5000zł na 2500zł, spełniając tym samym jedno z moich małych marzeń. Miałam wówczas 22 lata.Choć praca w perfumerii Douglas była ciekawa, po 3 latach postanowiłam się zwolnić. Zaczęłam dostrzegać, że ambicje większości ludzi kończą się na kupnie domu na kredyt, dobrej posadzie w korporacji i kilkunastu dniach urlopu w ciągu roku – czyli czymś, co każdy (przy odrobinie pracowitości i samozaparcia) jest w stanie osiągnąć. Porzuciłam więc dziecięce marzenia o wielkiej karierze w korporacji na rzecz zrobienia czegoś własnego. I wtedy, wspólnie z moim wspólnikiem, założyłam swoją pierwszą w życiu Sp. z o.o. Nasz projekt nie wypalił, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Jestem bowiem optymistką i takie porażki odbieram bardziej w kategoriach cennego doświadczenia niż klęski. Poza tym zawsze miałam świadomość tego, że zanim coś mi się uda, kilka razy się potknę.I wtedy postanowiłam założyć bloga o nazwie Olfaktoria . Od początku podchodziłam do niego poważnie, traktując go w kategoriach biznesu, mając na uwadze fakt, że blog to jedynie początek większego planu, rozpisanego na co najmniej kilka najbliższych lat. Od czasu powstania bloga zrealizowałam wiele celów z nim związanych, np. :– zaczęłam prowadzić warsztaty zapachowe dla biznesmenów– udzielać wywiadów w radio– pisać artykuły dla czasopism  (Malemen, Fashion Magazine, Forbes itp.)I wcale nie uważam, żeby to wszystko było jakimś wielkim osiągnięciem. Największe sukcesy dopiero przede mną. Jestem wobec siebie bardzo wymagająca – zawsze wymyślę coś, co należy jeszcze zrobić i poprawić. Moja lista TO DO zawiera mnóstwo innych, bardziej skomplikowanych planów. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Wszystko, co mam i co osiągnęłam, mam dzięki swojej pracy i determinacji. Przeszkody traktuję jak wyzwania. Im większe, tym lepsze – tym większa satysfakcja z ich pokonania. Dlatego nigdy nie uwierzę w to, że czegoś nie da się zrobić. Skoro udało się mnie, uda się każdemu.

Z tego samego powodu nie znoszę leni i nieudaczników życiowych, wiecznie użalających się nad swoim losem. Jesteś z biednej rodziny? Z małej wsi? Masz ojca sadystę? Matkę alkoholiczkę? Chorego brata? I co z tego?! Na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że z każdej, nawet najgorszej sytuacji życiowej można wyjść zwycięsko.Każdy jest kowalem własnego losu – masz dokładnie takie życie, na jakie sobie zapracujesz. Wiara w przeznaczenie jest dla ludzi słabych i leniwych – usprawiedliwia niepowodzenia i pozwala czuć się lepiej. Ale nie przyczynia się do polepszenia życia. Należy wierzyć przede wszystkim w siebie. I trzeba chcieć. Od tego wszystko się zaczyna.________________






To, jak odbierzesz tę historię, zależy od filtrów jakie masz w głowie. Jestem zdania, że to, w jakim miejscu się obecnie znajdujemy, jest wypadkową naszych poprzednich wyborów. Mam nadzieję, że ta historia Cię zmotywuje. Dlaczego poprosiłam Dorotę o napisanie tekstu? Bo uderzyło mnie coś szczególnego w tekście o pracy kelnerki (zachęcam do klikania w podlinkowane frazy). Dorota pisała czego ją ta praca nauczyła (filtr człowieka sukcesu) zamiast narzekać “o jak mi było ciężko”. Człowiek sukcesu charakteryzuje się tym, że wyciąga wnioski i lekcje z każdego doświadczenia życiowego. Tego Ci życzę.

Inne historie motywacyjne :
Poprzednie dwa teksty na blogu:

Możecie też głosować na moją książkę, co sprawi mi wielką radość 😉

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

PS. Zachęcam do głosowania na moją książkę, to jeden klik 😉 tytuł “Jak stać się szczęśliwym człowiekiem”, pierwsza na liście 🙂
Uściski, Ania

Podziel się

84
Dodaj komentarz

avatar
42 Comment threads
42 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyAniamalujeVashtiSeldirimahttp://polishgirlintheworld.wordpress.com/ Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ma J.
Gość

Niezwykle motywujący wpis. Podziwiam bardzo jego autorkę, zwłaszcza że jej blog jest mi dobrze znany.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

wreszcie ktoś, kto też uważa, że DA się. Pewnie, że się DA! Sama też jestem przykładem i chyba wysmaruję Ci maila 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

bardzo dobry tekst! Mam chorą matkę którą się opiekuję,bo rodzeństwo się nie kwapi, ale przy dobrej organizacji życia i czasu w niczym mi to nie przeszkadza, nawet osiągnęłam więcej jak mój "kochany" braciszek. Zasłanianie się takimi powodami jest po prostu tanie, łatwe i proste, ale jak pisze Dorota – nic nie zmienia! Gratuluję autorce samozaparcia i świadomości potrzeby parcia do przodu.

Zuzanna K
Gość

Genialna historia, potwierdzająca, że jeżeli czegoś naprawdę pragniesz to to osiągniesz. 😉
musicismybestfiend.blogspot.com

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Znam dobrze bloga Doroty, po pierwszych kilku zdaniach wiedziałam że to ona, Aniu, obie jesteście do siebie podobne, obie wierzycie że się da – nie tyle wierzycie co robicie coś w tym kierunku, dziewczyny, oby więcej takich fajnych babek jak Wy!

Kamila Frączak
Gość

ctrl + P, ok i wklejenie do kalendarza

dzięki!
właśnie robiłam wszystko, żeby nie uczyć się do czwartkowej obrony – w tej chwili czuję się bardzo zmotywowana i biorę się solidnie do roboty!

wonka080
Gość

Inspirująca historia!
Zaciekawiłaś mnie tą Holandią. Co tam się działo?

wonka080
Gość

Poczytałam dokładniej posty u niej na blogu i w notce o pracy kelnerki jest kropka w kropkę ten fragment o pracy m.in. w Holandii i ktoś w komentarzu pytał z miesiąc temu o tę pracę i odpisała, że pomyśli nad osobną notką 😉

Olfaktoria
Gość

Wpis na temat pracy w Holandii pojawi się niebawem na blogu.

Monika Damtier
Gość

Wow niesamowite! Swietny przyklad, fajnie jezeli otworzy komus oczy 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja nie wiem… Wszystko ładnie, pięknie ale albo jest tu mnóstwo skrótów myślowych albo nie wiem, za mało danych przez co wydaje mi się to zbyt nieprawdopodobne. Po pierwsze osoba pochodząca z biednej, patologicznej rodziny przeprowadza się ot tak do Warszawy? Za co? Gdzie? Prywatne studia, ok, kasa zarobiona w Holandii ale to poszło od razu na opłaty, a zarabianie 4tys jako kelnerka?! I to jak mniemam przy niepełnym wymiarze godzin (studia) trochę to mi się wydaje nieprawdopodobne. Nie zrozum mnie źle, dziewczyna ewidentnie pracowita, z samozaparciem, to jak najbardziej jest możliwe, ciekawa jestem po prostu szczegółów, bo w tej… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

klasyczny przykład osoby z biednym filtrem o którym pisałaś. od razu "wie", że coś się nie zgadza, bo nie może uwierzyć, ze się da.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie chodzi tu o żadne filtry, raczej o realistyczne podejście, historia w tej formie jest okrojona o istotne fakty, które znajdują się pod linkami, w które owszem nie wchodziłam, bo kojarzą mi się z reklamą i było to głupie z mojej strony, przyznaję, aczkolwiek wystarczyło zaznaczyć fakt, że są rozwinięciem historii. Nie jestem osobą za jaką mnie od razu uznałaś, ciekawe jakie Ty masz filtry. W moim komentarzu jasno napisałam o co mi chodzi.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Do anonima, który uznał mnie za 'klasyczny przykład', cholernie irytuje mnie coś takiego, a w internecie jest nagminne.

Agata Sz.
Gość

Napiszę krótko. Czepiasz się szczegółów. W tym wpisie chodzi o przesłanie, że można. Niektórzy dochodzą "po trupach" do celu, inny przypłacają własną "krwawicą", innym jest dane. Najważniejsze, że uczciwą drogą, a szczegóły…"who cares?".

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dotarłam tu z fanpage Doroty, cieszę się, że zaprosiłaś ją do tego projektu, dowiedziałam się ciekawych rzeczy i jeszcze bardziej cenię Dorotę.

Kasia Gdańsk
Gość

Świetna i motywująca historia! Pozdrawiam bardzo Dorotę!

karo940417
Gość

Hoho czuję się zmotywowana. Uwielbiam czytać takie teksty, bo to zawsze daje mi kopa i zastrzyk energii. Dzisiaj ten tekst akurat trafił w dobry czas, bo od kilku dni moje myśli kręciły się wokół " nie dasz rady na tym kierunku, na tej uczelni, po co się męczyć". Przeszło mi, dam radę ze wszystkim 😉

Pauline
Gość

Mimo, że początek tej historii nie jest zbyt pozytywny, to świetnie się czytało. Lubię ludzi, którzy wiedzą, że tylko ciężką pracą i samozaparciem można osiągnąć sukces 🙂

megirosa
Gość

Szczerze mówiąc po przeczytaniu tego tekstu i bardzo pobieżnym zapoznaniu się z blogiem autorki muszę stwierdzić, że mam całkiem odmienny światopogląd i wartości 🙂 Jednak niezależnie od tego fakt, że autorka potrafiła ciężko na wszystko zapracować jest niepodważalny i zasługuje na szacunek.

ona
Gość

Już sama nie wiem czy na bloga Doroty trafiłam od Ciebie czy Kominka ;). Czytałam te historie, na blogu Doroty, ale nie wiedziałam, że jej historia ma smutny początek. To tylko pokazuje, że wszyscy jesteśmy równi, i tylko od nas samych zależy jak daleko zajdziemy i kim będziemy. A narzekają zwykle ci, co dobrze, żyją, ale zawsze znajdą sobie jakieś ,,ale".

Doris
Gość
Doris

Zgadzam się z główną tezą- wystarczy chcieć. Ale trzeba mieć do tego dobrą psychikę i predyspozycje- ja nad sobą pracuję każdego dnia, a nadal nie umiem (nie lubię- alergia na głupotę i hipokryzję) pracować z ludźmi (standardowe prace dorywcze jak kelnerka/ sprzedawczyni odpadają). Mimo pracy i starań- dostaję mikrozawału, kiedy musze użyć telefonu. I chciałabym się zmienić. Ale to nadal nie jest proste (choc już odbieram rozmowy od znajomych czy staram się nie mówić w drugim zdaniu "idź gdzie indziej").
Ale bohaterkę podziwiam, to cudowne, że komuś się udaje i idzie Ona przez życie z taką pewnością siebie i optymizmem.

Agulek
Gość

Hej Doris, miałam tak samo jak Ty, ale poszłam drogą przeciwną: pracuje jako sprzedawca w sklepie obuwniczym, plus zajmuje się telefonami do klientów. Kontakt bezpośredni z klientami nie gryzie, a przy okazji można poznać mnóstwo fajnych ludzi 🙂 A historia, jest świetnym przykładem, że się Da.

Seldirima
Gość

Pracowałam przez 9 miesięcy w sklepie i nawet lubiłam kontakt z klientem. Ale jednak nie do końca się do tego nadaję. Nie da się zmienić o 180 stopni 😉

Natalia Slawek
Gość

Cieszę się, że są tacy ludzie jak Dorota!
Inspiruje do zmian!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Powieje banałem, ale: ta historia jest jak głęboki, fajny, niewymuszony wdech- naprawdę daje kopa :). Zaczęłam czytać z zaciekawieniem, skończyłam z uśmiechem na ustach. Miło wiedzieć, że komuś się chce i w końcu się udaje. Taka tabliczka dla wszystkich pesymistów :).

mitek
Gość

ha! fantastyczna historia… podziwiam, zwłaszcza decyzji o tym, żeby się zwolnić!

Dy
Gość

Ckliwa histroyjka z wieloma "bełkotami" i upiększeniami jak dla mnie.

Olfaktoria
Gość

Proponuję, żebyś opowiedziała własną historyjkę. Z pewnością będzie o wiele ciekawsza.

Szara Wiewiórka
Gość

O nie, ckliwa to ostatnie słowo, którego bym tu użyła. Upiększeń też nie ma. Właśnie podoba mi się szczerość i prostota, która z niej bije.

aGwer
Gość

Czyli kolejny raz zdanie: Wystarczy chcieć się sprawdza 🙂

Szara Wiewiórka
Gość

Bardzo podziwiam autorkę tego tekstu. Naprawdę bardzo. Ale, nie chcę żebyś zrozumiała mnie źle, ja nie chciałabym takiego życia. Powiem wręcz, że ta historia mnie trochę zdołowała. Bo każdy jest inny. Dorota pisze o plusach pracy z ludźmi, a ja marzę o pracy w samotności, chciałabym być tłumaczem i pracować przez internet. Przebywanie w tłoku, codziennie nowi ludzie- takie warunki odbijają się zawsze na moim zdrowiu i choć z tym walczę, takie środowisko nigdy nie będzie dla mnie naturalne. A autorka w jednym z podlinkowanych postów pisze, że jej zdaniem każda młoda osoba powinna doświadczyć pracy kelnera. I ja się… Czytaj więcej »

Doris
Gość
Doris

Już myślałam, że tylko ja tak mam <3 pozdrawiam serdecznie!
możemy pracować razem. ale osobno. i po cichu ;p

Anonimowy
Gość
Anonimowy

witaj w klubie;D Ja pracowałam jako kelnerka, daje to rozeznanie w ludzkich postawach. fakt. trzeba mieć do tego cholernie dużą pewność siebie i poczucie własnej wartości oraz giętki język bo można naprawdę często dostać od kogoś opieprz za nic, albo tak tylko, bo głupia kelnereczka to dobry worek treningowy. Nie każdy się nadaje. I proszę mi tu nie chrzanić o przekraczaniu własnych granic bo są ptaki które mają skrzydła do latania a inne po prostu znoszą jajka. historia motywacyjna suuper, jasne że wszystko czego pragniemy jest możliwe (bo każdy marzy zgodnie ze swoimi predyspozycjami) ale zadęcie autorki tak wyczuwalne w… Czytaj więcej »

Puszyslawa Kot
Gość

A ja powiem coś idealnie pasującego do tekstu i Twojego bloga. Podczytuję, raz na czas, blog Olafaktoria. W ogóle byłam w szoku, gdy dowiedziałam się, że autorka nie ma na imię Ola. Ale to nie o tym. Z jakiegoś powodu odniosłam wrażenie, że Dorota jest zarozumiała. Pewnie bogata blogerka z dobrego domu. Może jakiś tekst, sposób pisania, nie wiem. Nie w negatywnym znaczeniu tego słowa, ot – tak. Ja zawsze śmieję się, gdy ktoś na żywo mówi mi, że myślał, że jestem zołzą. A potem była akcja z Instagramem i listem od prawnika. Uśmiechnęłam się pod nosem i pomyślałam, że… Czytaj więcej »

Puszyslawa Kot
Gość

Niee, to nie to. To, że ktoś jeździ moim wymarzonym samochodem powoduje u mnie jedynie chęć wzięcia się do roboty. Jako przykład toku myślenia. Tych narzekających usilnie próbuję nawrócić, bo pełno ich w moim otoczeniu, a jeżeli mi się nie udaje, kończę dyskusję, szanuję swój święty spokój. Jednakże potwornie rażą mnie ludzie, którzy mają coś i z tym się obnoszą, robią wszystko, żeby wmówić innym, że są lepsi. "Ej heloł, ona nie ma oryginalnej Chanel bo jej nie stać, a moja mama ubiera się u Evy Minge" "a ja ubieram się w łazience", scalony z dwóch, ale autentyk. Tego nie… Czytaj więcej »

Toyad Mordovnick
Gość

Nazwa bloga to Olfaktoria, nie OLAfaktoria… 🙂 To odniesienie do jego tematyki, czyli doznań olfaktorycznych – związanych ze zmysłem powonienia.

Puszyslawa Kot
Gość

Teraz jestem w jeszcze większym szoku. Dobrze, że to napisałaś, dzięki! Inaczej w życiu bym nie zauważyła. Ech.

paranoJa
Gość

niektóre fragmenty są żywcem wyjęte z wpisów Doroty. 😉 w ogóle to śmieszne, że czytam jej bloga, bo z perfumami mi tak po drodze, jak z ptasznikami, ale uwielbiam jej wpisy lajfstajlowe, to że wydaje się megaciepłą osobą, a poza tym jest piękna, a ja uwielbiam patrzeć na piękne kobiety. co do wpisu, wydaje mi się, że ludzie z patologii, jak sama określa swoją sytuację życiową Dorota, wybijają się częściej niż ci… średniawi. w sensie – normalna rodzina, od 10. do 10., ewentualnie wakacje raz do roku. bo ci ludzie wychodzą z założenia, że w sumie nie jest tak źle… Czytaj więcej »

Seldirima
Gość

Mnie historia zdołowała 😉 Może też dlatego, że dzisiaj byłam na szkoleniu dla osób bezrobotnych, którego treść była ewidentnie skierowana do osób w wieku licealnym lub zaraz po liceum. Ze szkolenia wyniosłam dołek, że co ja tu w ogóle robię, skoro mam/miałam takie, a nie inne warunki. Oh wait, dowiedziałam się też, że mam wyniki jednego skilla podobne do grupy osób zaraz po wyjściu z więzienia. Genialne 🙂Historia Doroty w mojej ocenie pasuje do kogoś młodego, który może jeszcze coś dowolnie kształtować. Jak masz 20 lat, możesz próbować, zmieniać, ryzykować. Jak dobijasz do 30-stki, to łapiesz szansę i się jej… Czytaj więcej »

Seldirima
Gość

Na pewno mieli już jakieś podstawy i zabezpieczenie, żeby coś zmieniać 😀 Albo z drugiej strony – nic do stracenia. Ja też zmieniam, a zaczęłam późno, ale na tyle późno, że wiedziałam, że muszę brać najlepszą szansę i ją rozwijać, bo jak tego nie zrobię, to będę nikim. Mam bardzo sprecyzowane plany i np. muszę pogodzić się z tym, że jeśli w ogóle znajdę pracę w firmie w moim zawodzie, to będę musiała pracować np. 3 lata za minimalną pensję, zanim pójdę dalej. I że duże zarobki będą możliwe, jeśli będę ciężko harować albo wyjadę za granicę (czasem taką mam… Czytaj więcej »

JASPISOWA
Gość

Dorocie gratuluję kariery i pasji. Po przeczytaniu tekstu na Twoim blogu zajrzałam na stronę Doroty i przeczytałam m.in. 50 faktów o niej. Trochę zasmucił mnie fakt, że napisałam np. że w jej słowniku nie istnieje słowo "przyjaciel". Nie znam jej, ale sprawia wrażenie osoby momentami zbyt mocno skupionej na sobie i mało otwartej na innych, a dokładniej na głębsze relacje. Podziwiam to, że odnosi sukcesy i spełnia swoje plany oraz marzenia, ale życzę jej jeszcze w bonusie dużo wewnętrznego ciepła. Niekoniecznie związanego z ekskluzywnymi perfumami, ale z zapachem domowego ciasta, czy świeżo skoszonej trawy. Tak normalnie, bez zadęcia.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Według mnie sprawia wrażenie osoby bardzo skupionej na sobie. Odniosłam też wrażenie że traktuje innych gorzej bo ci co chcą mieć dom na kredyt są źli a praca kelnerki jest "uwsteczniająca". Kurczę no można być kelnerką mieć kochającą rodzinę i być w 100% szczęśliwym. A czytając ten tekst co chwila stawało mi przed oczami słowo KASA a takie podejście wydaje mi się trochę puste 🙁

Seldirima
Gość

Zawsze masz szansę, że poznasz przystojnego wampira %D (patrz —> "Czysta krew" :D)
Akurat w tej powieści/serialu główna bohaterka bardzo lubiła swoją pracę i nie aspirowała wyżej, co bulwersowało wiele osób 😉

JASPISOWA
Gość

PS. Motywująco polecam ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=HBY6_4sfhFQ
Wprawdzie to film reklamowy, ale bardzo przyjemnie się go ogląda.
Hawk!

ważki
Gość

Widzę, że sporo osób odbiera Dorotę negatywnie… Wyczytują z jej tekstów "zadęcie", "zarozumialstwo"… Nie dziwię się, sama tak czasem mam, ale zupełnie nie przywiązuję do tego wagi (i innym też radzę), bo przecież nie znamy Doroty. To tylko teksty,które można rożnie odczytać, ale po co doszukiwać się w nim czegoś więcej niż to, co najistotniejsze – że się da? Nie da się jej odmówić, że coś w życiu osiągnęła, że jej historia jest motywująca, ani że ma świetnego bloga. Spytajcie ją o radę – myślę, że jej udzieli (mnie udzieliła). Czy jest zarozumiała? To pewnie są w stanie ocenić tylko… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, pytanie niezwiązane z tematem, ale nie chcę zaśmiecać twojej skrzynki e-mailowej, więc napiszę tutaj. Od ok. miesiąca jem codziennie papryczkę chilli (połowę), dodaję ją tam, gdzie tylko mogę, jem też często imbir. Od tego czasu na mojej twarzy jest wysyp pryszczy, mam ich pełno zwłaszcza po bokach twarzy, na czole. Pryszcze pojawiają się też w innych dziwnych miejscach, na pupie, udach. Nigdy z takim czymś nie miałam problemu, mam raczej skórę suchą i atopową. Próbowałam w Internecie znaleźć związek kapsaicyny z trądzikiem, ale nic na ten temat nie ma. Jak myślisz, czy mogę ten wysyp wiązać z detoksykacją organizmu?… Czytaj więcej »

Szi
Gość

Wielkie 5 dla tej pani!:) Też planuję studiować na SWPS-ie, z tym, że we Wrocławiu. Wiele razy słyszałam, że jest to nierealny plan, że jestem słabym uczniem, że nie dam rady się dostać, opłacić czesne itd… No cóż, póki co dzięki zawziętości w przeciągu niecałego roku większość znających mnie ludzi zmieniła zdanie o 180 stopni. Jak się czegoś naprawdę chce to szuka się sposobu ( zawsze jakiś się znajdzie!), jak nie- wymówki. A na bloga autorki tekstu zaraz zaglądne, zapowiada się ciekawie!:)

Cosiowa
Gość

Świetna historia. Część początkowego tekstu brzmiała dla mnie, jakbym czytała o sobie. Też uciekałam w naukę i mam nadzieję w tej nauce zostać. Choć nie osiągam jeszcze sukcesów na taką miarę (jeszcze!), to mam swoje małe – po prostu spełniam to, co zawsze chciałam robić. Zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy uważają to za "normalkę", ale dla mnie to coś wielkiego. Choćby Dorota pewnie rozumie, jak studia potrafią być ważne dla człowieka (samo pójście na nie), choć niektórzy uważają, że to nic wielkiego. Dla mnie moje "zwyczajne" sukcesy są wielkie i oby rosły w miarę czasu 🙂 A Dorocie… Czytaj więcej »

http://polishgirlintheworld.wordpress.com/
Gość

swietna historia. przewaznie tak jest jak uparcie dozymy do celu to go osiagniemy (oby nie po trupach)

Vashti
Gość

Blog Doroty jest mi dość dobrze znany, ale przez jakiś czas nie wiedziałam, co o tym tekście myśleć. Pierwsze co pomyślałam, to że historia odrobinę podobna do mojej. Ja też chciałam się wyrwać z domu, też wyjechałam do innego miasta na studia. Też byłam zdana tylko na siebie, i zaczęłam pracę jako kelnerka. Wyjechałam pod koniec sezonu kiedy napiwki były naprawdę duże a co za tym idzie zarobki były dla mnie zupełnie wystarczające. Niestety zostałam zmuszona przeprowadzić się z dnia na dzień , nie mając gdzie się podziać musiałam szybko znaleźć mieszkanie (miałam na to jeden wieczór), udało się. Jednak… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

''Z tego samego powodu nie znoszę leni i nieudaczników życiowych, wiecznie użalających się nad swoim losem.'' To pokazuje niestety wyniosłość autorki, która nie szanuje innych ludzi, nie mających tak mocnego charakteru. Niestety przeżycia rodzinne wpływają na każdego w inny sposób, mają różną specyfikę- tak jak nasza psychika. Wielu spotykam ludzi takich, jak bohaterka historii- wydostały się ze swojego osobistego ''bagna'' i uważają już, że mogą wszystko i są lepsi od innych, a tymi ''nieudacznikami'' życiowymi pomiatają. Taka trochę ''sodówa''. Gdyby wszyscy byli tacy ''wspaniali'', nie byłoby niższej klasy społecznej, i kto pracowałby na to, żeby ta wyższa klasa społeczna miała… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Odkryłam ten blog niedawno i muszę przyznać, że już zdążyłam się od niego uzależnić;) A co do tekstu – świetny, uwielbiam czytać takie historię. Sama też nie miałam w życiu lekko, a kończę studia medyczne. Pozdrawiam

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dzień dobryDroga Aniu Mnie ta historia akurat nie motywuje tylko wkurza – pewnie mam jakieś filtry 🙂 – pracownik roku itd – kojarzy mi sie z historią Birkuta z "Człowieka z marmuru" (300% normy),Dorota jawi mi się jako osoba trochę bezwzględna… podobnie jak dla anonima za dużo tu dla mnie ogólników i takiego "hop do przodu" – jakoś nie wzbudza to mojej sympatii. Nie bierze Autorka pod uwagę czegoś tak istotnego jak uwarunkowania psychofizyczne.Poza tym jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, mam znajomych – dzieci alkoholików, ale w domu zadbanych przez np dożo starsze rodzeństwo – i chwalą się ,jak… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie wiem czy to kwestia filtrów ale dla mnie ta historia jest dołująca -_-. Zbyt wiele rzeczy poszło Dorocie "łatwo i szybko" przy wysokim nakładzie pracy, tak jakby sama w siebie wpisała swoją życiową siłę. Z jednej strony podziwiam siłę i determinacje, z drugiej wydaje mi się to niesamowicie odllległe niczym biografia Jordana albo Steva Jobcksona. Nie zawsze można być tytanem.
Dominika

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dzień dobryMam takie wrażenie, że ludzie po prostu nieraz boją się przyznać, że takie historie ich tak naprawdę to dołują , bo wiedzą , ze odbiór POWINIEN być jak najbardziej pozytywny i na TAK , bo to takie nie"trendy" i nie "cool" przyznać się do słabości,albo do innego niż powszechnie akceptowany poglądu. W rezultacie odcinamy się od swoich prawdziwych uczuć, rządzi nami tylko intelekt i strach przed krytyką i odrzuceniem, a stłumione, wyparte odczucia i emocje muszą gdzieś znaleźć ujście i przekształcają się często w symptomy chorobowe. Dlatego wzruszył mnie wpis Dominiki, bo być może odważyła się na wyartykułowanie swoich… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cześć Aniu
Wczoraj napisałam krótki komentarz do wpisu Dominiki – i nie wiem czy nie ukazał się bo nie doszedł,
czy też może uznaliście go -Ty lub Twój współmoderujący Kolega – z jakichś względów za niewłaściwy?
Pozdrowienia:)
Dorotka

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ale suuper:):)
Ja wyjeżdżałam dzisiaj wprawdzie znacznie bliżej, ale wziąwszy pod uwagę że rok temu mój stan zdrowia ledwie pozwalał na krótkie wyjście z domu, dla mnie i taka podroż to taki mój prywatny Mount Everest
Pozdrawiam serdecznie
Dorotka.