Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

– Masz juz chłopaka?
– Kiedy ci się w końcu oświadczy?
– Kiedy ślub?
– Kiedy dziecko? Staracie się?
- Kiedy drugie?

Są pytania, których się po prostu nie zadaje🤫... w tym momencie słyszę głośny śmiech wszystkich moich znajomych, którym zadałam najbardziej niedyskretne pytania na świecie, ale proszę Was, przypomnijcie sobie - zanim ustaliliśmy, że jesteśmy ok z tym levelem szczerości, zapytałam „czy mogę ci zadać BARDZO osobiste pytanie?”.
No, to wyjaśnione🙈🤣
Osobiście bliskie jest mi zdanie - „nikt nie jest w stanie zranić cię, bez twojej zgody”. Jak zapytasz singielki z wyboru o to, kiedy w końcu sobie kogoś znajdzie, to jej nie dotknie, w odróżnieniu od dziewczyny, która rozpaczliwie szuka od  lat „tego jedynego”.
Nigdy nie wiemy, co przeżywa kobieta, którą pytasz „to jak, kiedy planujecie dziecko?”. Mogła niedawno poronić albo starać się bezskutecznie od kilku lat i sprawisz jej tym niepotrzebną przykrość. 
NAWET JA😂 wiem, że pewnych pytań nie zadaje się ludziom, z którymi nie jesteśmy bardzo blisko. I chciałabym, abyście zapamiętali. Ale też warto nauczyć się trochę asertywności! Nie mam problemu z rozmawianiem szczerze o pieniądzach, wyborach, traumach z dzieciństwa  z ludźmi, z którymi jestem bliżej, ale też nie mam problemu z powiedzeniem „wybacz, nie odpowiem ci na to pytanie”, „podpisałam srogie NDA, nie mogę powiedzieć”, „to moja osobista sprawa”.
Moja czytelniczka z kolei na pytanie „kiedy w końcu dziecko, wszystkie twoje koleżanki już mają” zapytała starej ciotki „kiedy w końcu twój pogrzeb? wszystkie twojego koleżanki już po”.
No tak też można, ale po co🤪
Trzymajcie się!

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #aniamaluje #szczerze_pisząc #święta

– Masz juz chłopaka? –...

Historia pewnego psa


Jako dziecko byłam bardzo chorowita. Kiedy do wyboru miałam jedynie aktywności które można wykonywać na leżąco, oglądałam filmy na kasetach VHS, niemieckie stacje z “bajkami” i czytałam książki. Jeśli ciężko Ci wyobrazić sobie te czasy, odsyłam do tekstu o dzieciństwie w latach 90-tych… i wtedy właśnie, gdzieś na leżąco, zrodziło się moje dziecięce marzenie – PIES. 
Miałam 5 lat, kiedy zaczęła się ta obsesja. Po drodze do przedszkola zawsze mijałam pana na rowerze, za którym biegł dzielnie piękny, dumny jak paw pies o przemiłym spojrzeniu.Ku rozpaczy mojej mamy, zawsze zaczepiałam tego pana i pytałam – mogę pogłaskać? Dlaczego ku rozpaczy? Ów pan czasami pedałował po pijaku i nie raz się z tym rowerem gdzieś wywrócił… Ale pan był na tyle sympatyczny, że pozwalał pogłaskać. To był mój rytuał w te dni, kiedy chodziłam do przedszkola (miałam takie cykle – 2 tygodnie chodziłam do przedszkola, dwa kolejne leżałam w łóżku z termometrem pod pachą i lekami w zawiesinie lub w szpitalach, przychodniach itp). 
W końcu ten pan odcinek na którym zawsze go spotykałam zaczął przemierzać pieszo, prowadząc rower. A ja głaskałam i zawsze wypytywałam o różne szczegóły. Co piesek je, czy mogę mu coś przynieść, jak się go czesze, jak się wabi… To był piękny owczarek szkocki collie, długowłosy, rudy. Niestety nie pamiętam teraz jego płci… Moi rodzice chyba zorientowali się, że to nie jest głupia fascynacja, bo wkrótce dostałam książkę Lassie. Nauczyłam się czytać jeszcze przed czwartym rokiem życia, więc pochłonęłam szybko, oczywiście rycząc, ale nie pamiętam już na jakim fragmencie, bo słabo kojarzę teraz fabułę. Później była jakaś ekranizacja, wreszcie seriali o Lassie który nadawała jakaś stacja. W każdym odcinku pies ratował chłopca który był jego właścicielem. Przepadłam. “Lassie” stała się moją obsesją.
kadr z najnowszej ekranizacji
Potem były książki o tresurze psów. Dużo książek. Wiecie, czasu przed Internetem. Z tym, że nikt nie sądził, że ja tak na poważnie. Wszyscy wiedzieli, że podobają mi się te psy, ale nie na tyle, aby zaraz jednego kupować. Pies to jednak duży obowiązek.
Pewnego dnia rodzice dla żartów “przemaglowali” mnie z wiedzy o tych psach – co jedzą, jak nauczyć je załatwiać swoje potrzeby poza domem, jak często wychodzić na spacer, jak i czym czesać… chyba dobrze wypadłam w tym spontanicznym teście, bo wkrótce my dream come true. Nie wiedziałam, że decyzja jest już podjęta, kiedy rozmawiałam o wszystkim z dziadkiem. Zapytałam go, co trzeba zrobić, aby pies się pojawił. Na zasadzie – czy trzeba być grzecznym, czy może poprosić Mikołaja? Było lato. Dziadek był mądry, więc powiedział, żebym poprosiła spadającą gwiazdkę.
Wszystko uknuł z rodzicami. A ja każdego wieczora wpatrywałam się w niebo w poszukiwaniu spadającej gwiazdki. Układałam sobie w głowie co jej powiem. Nie pamiętam już tego tekstu, ale był trenowany wiele, wiele razy. Dlaczego napisałam, że dziadek był mądry? Bo wiedział, że każdego roku o tej samej porze jest kilka nocy spadających gwiazd. A ten czas się właśnie zbliżał. I któregoś dnia moja gwiazdka się pojawiła. Poprosiłam ją na głos o psa którego będę kochać, czesać, karmić, wyprowadzać na spacery i jeszcze raz kochać.
Spełniła moją prośbę.
Następnego dnia (!) rodziców od rana nie było w domu, był tylko dziadek. Nie wiedziałam o co chodzi, dziadek powiedział tylko, że pojechali załatwić jakąś ważną sprawę.
Po kilku długich godzinach oczekiwań, przed domem pojawiła się taksówka. A z niej wysiedli rodzice. Mama trzymała wielki wiklinowy koszyk. A w koszyku była ona – moja piękna suczka.
Pies od razu (!) poczuł się jak u siebie. Mamy dość duży teren do biegania, więc miał raj.
Moja suczka wabiła się Zia (zi-ja, tam nie ma żadnego “ź” jest osobno “z” i osobno “i”) – na cześć inkaskiej księżniczki z bajki “Tajemnicze Złote Miasta”.
Tak więc Zi-ja zagościła u nas dobre. Nie wrzucę Wam teraz jej zdjęć, bo lata jej świetności przypadały na czasy przed aparatami cyfrowymi 🙂
Znowu kadr z filmu “Lassie” 🙂 
Te psy są bardzo wiernie, przyjazne i opiekuńcze. Idealni towarzysze zabaw dla dzieci. Tresura “Zi-ji” była szybka i bardzo owocna – “ruda” (tak na nią często mówiłam) skakała przez hula-hoop, aportowała, siadała, podawała łapę, włączała mi światło, zabijała pająki … w locie przecinała zębami osy na pół. Kiedy bardzo mnie bolało gdzieś w płucach (a wierzcie mi, to potworny ból) wychodziłam w nocy z łóżka i kładłam się skulona w kłębek z psem na jej legowisku. Jakoś tak… obecność Zi-ji była najlepszym lekiem przeciwbólowym. No i nie musiałam za każdym razem “iść z moim bólem” do mamy czy taty. Nie będę udawać, że posiadanie rasowego psa to sam lukier. Były trudne momenty jak wtedy, kiedy mój piękny długowłosy pies, podczas spaceru po lesie wytarzał się w gnijących rybich głowach i wnętrznościach, które jakiś “patriota” tam wyrzucił. Mimo potrójnej kąpieli, maksymalnie szczęśliwy pies śmierdział jeszcze ze dwa tygodnie. Zi-ja jako pies pasterski miała fioła na punkcie opiekowania się mną i pilnowania mnie. Zabijała każdą osę jaka pojawiła się w zasięgu mojego wzroku, pierwsza testowała każdy mój posiłek 😉 Wspaniały pies. Zawsze siadała koło dziadka, przytulała się do niego łbem i cichaczem wyciągała mu z kieszeni spodni papierosy, po czym niszczyła całą paczkę. Uwielbiałam ją za to. Dziadek też nie potrafił się gniewać. Gdy miałam osiem lat, zdarzył się “wypadek”. Niestety, niechcący go sprowokowałam. Pies “pana z rowerem” już wtedy nie żył, ale mężczyzna sprawił sobie jeszcze dwa tej samej rasy. Oba czarne – Sonię, miłą, wierną i przyjazną suczkę oraz Atosa – dumnego, wielkiego samca o bardzo radosnym i trochę dzikim usposobieniu. Chociaż suki zazwyczaj się nie lubią, Zija tolerowała Sonię. Atos był młodszy i pełny energii. Często swojemu właścicielowi uciekał na krótkie spacery. Wracając ze szkoły kiedyś go pogłaskałam i zaprowadziłam pod blok w którym mieszkał. Musiałam pachnieć moją Ziją… Atos musiał podążyć później moimi śladami, bo po jakimś czasie wyglądam przez okno, a tu Atos kryję Ziję… Nie planowaliśmy żadnych szczeniąt i ruda miała mieć na dniach sterylkę. W sumie, to nikt nie wiedział, że już ma cieczkę. I tak na świecie pojawiło się osiem uroczych szczeniąt. Jako pośredni winowajca, zobowiązałam się do opieki nad nimi. Oczywiście rodzice mi pomagali, ale czułam się w obowiązku do noszenia im jedzenia, sprzątania rzadkich szczenięcych kupek i masowania brzuszków. Gdy przyszedł czas na to, aby rozstać się ze szczeniętami, nie było najmniejszego problemu. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że pies który krył Ziję był tej samej rasy. Chętnych do posiadania “Lassie” było więcej jak szczeniąt. Pamiętam, że w ogłoszeniu podaliśmy jakąś kwotę za szczeniaka, ale to był pic na wodę – kiedy “nabywca” wyciągał z portfela kasę, mówiliśmy, że to taki “filtr”. Wiecie, inaczej traktuje się “darmowe” zwierzęta. Z tymi szczeniętami, to też była skomplikowana sprawa, bo nalegałam na ostry “casting”. Nowy właściciel szczeniaka musiał przyjechać osobiście, musiała go zaakceptować Zija i musiał się wydawać dobrym człowiekiem. Wielu chętnych odprawialiśmy z kwitkiem. Byli oburzeni, ale to nieistotne. Szczenięta mogły iść tylko w najlepsze ręce. Nie pamiętam już płci spornego szczeniaka, więc wymyślę, że była to suczka. Otóż był już umówiony na “casting” jeden pan, który bardzo chciał takiego pieska. Dzień wcześniej przyjechało małżeństwo z dzieckiem. Tak się telefonicznie zapowiedzieli. Chcieli szczeniaka innej płci niż ów mężczyzna. Jednak dziecko tych państwa miało Zespół Downa. Chłopiec był starszy ode mnie… Zaraz po przekroczeniu bramy, mała suczka pobiegła wprost w ramiona chłopca. Nie wypuścił jej już do końca. Zawsze kiedy ktoś mnie pyta, czy wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, przypominam sobie tę sytuację. I pies i chłopiec z miejsca się pokochali. Byłam nawet trochę zazdrosna, bo szczeniak nie lubił być na kolanach, a z kolan chłopca nie schodził. Oczywiście – dostali tego psa. Tego nie da się opisać słowami, mi ciekną łzy na wspomnienie tego spotkania. Facet który chciał psa był wściekły, ale ostatecznie stwierdził, że pies tej drugiej płci też może być. Nie dostał go. To nie był raczej dobry człowiek. Zija na niego szczekała. 
Zija szczekała na kilka sposobów. Ten był ostrzegawczy. Jak byłam starsza, to szybko zorientowałam się, że jest wspaniałym “testerem” znajomych, chłopaków itp. – jeśli kogoś nie polubiła, szybko okazywało się, że miała rację. Więc później świadomie wykorzystywałam psa jako taki radar. Zijka nigdy się nie pomyliła. Dlaczego to wszystko opisuję? Zija odeszła ze starości w wieku 14 lat. To bardzo dużo jak na sukę tej rasy, ale było to dla mnie ciężkie przeżycie. 
Chciałam wykorzystać ten tekst jako okazję do przekazania, że nie zgadzam się ze słowami, że nikt nie ma prawa kupować psów rasowych, dopóki chociaż jeden pies jest w schronisku. To tak nie działa. Czasami ludzie decydują się na rasowego zwierzaka z konkretnego powodu. Np. zależy im na konkretnych cechach charakteru. Jeśli ktoś ma małe dziecko, nie zaryzykuje psa po przejściach. Wybór owczarka szkockiego collie był jak najbardziej świadomy – potrzebowałam dużego, ciepłego, rodzinnego psa o opiekuńczych cechach, w dodatku takiego, który zmotywuje mnie do częstych i długich spacerów po lesie, co było ważne dla moich oskrzeli. Psy ze schronisk nie są w niczym gorsze, ani w niczym lepsze. Sama bardzo często opiekuję się bezdomnymi lub zaniedbanymi zwierzętami. Przychodzą do mnie dwa małe rude kundelki. Żaden nie daje się złapać ani pogłaskać, nie mówiąc o wytropieniu miejsca z którego przychodzą. Suka albo ciągle ma szczenięta, albo nigdy nie wróciła do normalnych rozmiarów po poprzednich ciążach. Zawsze daję im jakieś smakołyki, chociaż najbardziej lubią indyczą szyję, na której gotuję swój ulubiony zdrowotny rosół. Muszę położyć kawałek mięsa bezpośrednio na betonie, kucnąć, mrugnąć do psa i po cichu się wycofać na odległość pięciu metrów. Wtedy piesek podchodzi, chwyta mięso, patrzy na mnie, mruga i szybko ucieka. Prawdopodobnie te pieski były kiedyś pobite, stąd ich nieufność. Innym odkarmionym, odpchlonym i wyleczonym zwierzakiem był kot Felek, o którym kiedyś pisałam. A tych zwierząt jest naprawdę dużo, dużo więcej. Piwnica i komórka na drewno zawsze są dla nich otwarte. Mogą się zimą ogrzać, zawsze dostaną coś do jedzenia, jak trzeba – niosę do weterynarza i na własny koszt leczę. 
_________ Moja koleżanka mieszka w bloku i w garażu który ma ze 100 metrów od mieszkania okociła jej się obca kotka. Więc koleżanka ociepliła garaż, zrobiła kotce miękkie posłanie, nosiła jej wodę i jedzenie. Kotka była dzika, więc często wychodziła na polowanie. Niestety, pewnego dnia, po powrocie z pracy koleżanka zobaczyła ja rozjechaną przez samochód i wyrzuconą na chodnik. Wzięła urlop z pracy, zawiozła kotki do weterynarza, dowiedziała się, jak ma się nimi opiekować. Była to już końcówka okresu karmienia, ale kocięta dostawały jeść z butelki i wymagały opieki. Urlop się skończył, zaszczepione i odchowane zwierzaki z bólem serca zawiozła do schroniska (właściciele mieszkania nie pozwalają na zwierzęta). Po trzech dniach wróciła do schroniska z koleżanką, która chciała adoptować dwa z pięciu kociąt. Niestety, kocięta zostały uśpione. Powód – podawano pokrętne, w końcu wydukano, że były chore, co było bzdurą… I mówię to z pełną świadomością, bo kociaki były przebadane przez dwóch weterynarzy (poza tym ze schroniska, o ile jakiś był) a nazwy tajemniczej choroby nikt nie podał. 
Wierzę, że są w Polsce dobre schroniska. Jednak wiele osób bardziej poruszają historie brzydkich, zaropiałych kotów z podpalonymi ogonami niż bitych dzieci. Na tak silnych emocjach łatwo można grać, tworząc slogany namawiające do swoistej segregacji “rasowej”. Dobra jest tylko adopcja, kupowanie jest złe… A ja uważam, że pies, bez względu na to, czy ze schroniska czy z prawdziwej hodowli, kocha tak samo. Jestem przeciwko tym wszystkim okropnym “hodowlom” które produkują masowo zwierzęta, bez dbania o różnorodność genetyczną oraz dawania suce/kotce czasu na regenerację i odpoczynek. I mówię to z pełną świadomością tego, że sama przez jeden “sezon” niechcący hodowlę stworzyłam. 
Moja suczka miała rodowód i kosztowała obecną średnią krajową. Wszystkie inne zwierzęta jakie przewinęły się tymczasowo przez mój dom, były bezdomne. Nie uważam, że kupowanie rasowych zwierząt jest złe, tak, jak próbuje nam to wmówić PETA i inne organizacje. “Zło” leży po innej stronie. Po stronie ludzi którzy tę bezdomność powodują. I to na tym polu należy działać. Nieuchronne kary. Nie gadanie, że kupowanie jest złe. W tej kwestii polecam tekst Doroty z bloga Olfaktoria – Czy przygarnianie zwierząt ze schronisk jest dobre?
Moja wymarzona suczka, która całe dzieciństwo pomagała mi zapomnieć o bólu w oskrzelach, która zabijała dla głupiutkiej sześciolatki każdą osę i która miała niezwykle miłe spojrzenie była kupiona. Czy to czyni ją gorszą? Albo mnie złą z tego powodu, że chciałam psa konkretnej rasy? Serio? Karmienie, czesanie, tulenie i kochanie psa rasowego jest złe? Gratuluję krótkowzroczności każdemu, kto takie teksty promuje. 
Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :
lub polubisz na fejsie 😉 
PS. Zachęcam do głosowania na moją książkę, to jeden klik 😉 tytuł “Jak stać się szczęśliwym człowiekiem”, pierwsza na liście 🙂

Uściski, Ania

90
Dodaj komentarz

avatar
44 Comment threads
46 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Małgorzata ChudyAniamalujeWisia02AnonimowyOla O. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Piękna historia psa. Musiałaś go bardzo kochać. Ja mam psa ze schroniska i dwa rasowe koty brytyjczyki. Również bardzo denerwuje mnie nagłaśnianie tekstów, że wolno tylko przygarniać,a kupować nie. Rasowy kot ma takie samo prawo do macierzyństwa jak "burek". I także zgadzam się z tym, że na emocjach związanych ze zwierzakami bardzo łatwo grać. Jak powiedziałaś, nie każdy człowiek ma tyle czasu, aby na nowo układać zwierzaka. Mój adoptowany kundelek (w połowie chow-chow) omal nie rzucił się na synka znajomych. Codziennie poznaję jakąś nową cechę jego charakteru. To piękne, ze są ludzie którzy chcą i mogą adoptować, ale stawianie kupującyhc… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

trochę Ci się rozjechał tekst 🙂
Absolutnie się z Tobą zgadzam. To nie kupowanie zwierząt jest złe. Złe jest ich wyrzucanie, bicie, nie leczenie.
Piękna historia, też miałam wspaniałego psa. Masz wspaniałych rodziców!

Picola
Gość

Miałam bernardyna, kupionego, rasowego… chcieliśmy dużego zwierzaka, o spokojnym usposobieniu, który wytrzyma niskie temperatury na polu, bo z alergią połowy domowników trzymanie psa w domu okazało się niemożliwe. A zwierzę to wspaniały przyjaciel i po wyprowadzce z mieszkania do domu prywatnego to marzenie mogło być w końcu spełnione. Był wspaniałym towarzyszem… Drugi pies którego mamy również jest "kupiony"… Rasowy piesek, bo… okazało się, że jednak możliwe jest trzymanie psa w domu, tylko pies nie może mieć sierści. To najmilsze stworzenie jakie widziałam i najlepszy antydepresant dla babci…Teraz znów się wyprowadziłam i szukamy jakiegoś miłego psa ze schroniska. Myślę, że segregacja… Czytaj więcej »

Szara Wiewiórka
Gość

O, a ja mam przygotowaną historię mojego psa i miałam ją w najbliższym czasie opublikować 🙂 Trochę inna i z innym przekazem, a może bez przekazu, ale nawet tytuł planowałam podobny 😀Zgadzam się z Tobą. Marzy mi się świat, w którym każdy zwierzak ma dom, ale czy adoptowanie zwierząt tylko ze schronisk coś by tu zmieniło? Oczywiście, że nie.A tak poza tym, to przyznam Ci szczerze, że wolałam ten blog przed ostatnią reformą: wcześniej wchodziłam co jakiś czas tutaj, żeby sprawdzić, czy pojawił się nowy post, a teraz się tego oduczyłam ze względu na to, że nie wszystkie posty są… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cóż, niestety w bydgoskim schronisku nie dzieje się tak, jak to na pierwszy rzut oka wygląda. Bardziej doświadczeni wolontariusze wiedzą co tam się dzieje, a już o dyrektorce nie wspominając…

Oleandrra
Gość

Wzruszyła mnie historia Ziji. To musiał być cudowny pies. Zawsze lubiłam słuchać i czytać opowieści o wyjątkowych psach. Np. pies dziadka mojego chłopaka był tak mądry, że ten idąc z nim na ryby zarzucał wędkę i zaczynał np. spać, albo czytać gazetę, bo pies cały czas bacznie wpatrywał się w wodę i kiedy pan miał branie, Punia wstawała i szczekała, merdając ogonem.Pies mojej babci, Febus, wyczuł obecność jej zmarłego ojca, który niedługo po tym jak pies spoglądał na szafę i warczał, przekręcił klucz w tej szafie i otworzył drzwiczki. Psie historie to po prostu coś, co uwielbiam… Co do kupowania,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

my mieliśmy kiedyś wspaniałego kundelka, był najmądrzejszy na świecie, odprowadzał mnie do szkoły, mamę do pracy i zawsze wracał do domu. Siedzieliśmy sobie często na schodach wpatrując się w okolicę. Nie tolerował moich patologicznych sąsiadów i niestety oni go zabili 🙁

Artinowy Świat
Gość

Bardzo prawdziwe. Uwielbiam psy. Mam jednego, rasowego, co prawda bez rodowodu ale to nie ważne. Moi rodzice pewnie w innej sytuacji zabraliby psa ze schroniska, ale byłoby to zbyt ryzykowne w tamtych czasach. Byłam mała, trochę nieśmiała ale mimo tego miałam sporo znajomych. Mieszkałam w bardzo nieciekawej dzielnicy. Niedawno wyszłam ze szpitala. Mój tata stwierdził, że pies powinien być duży, obronny. Ale po moim mieszkaniu zawsze przewijały się tłumy dzieci. No i jak tu obronnego psa do tylu dzieci. Wreszcie zdecydowali się kupić boksera. To był strzał w dziesiątkę. Ja bardziej otworzyłam się na świat. Pies bardzo ale to bardzo… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

bardzo piękna i wzruszająca historia 😀 całkowicie sie z Tobą zgadzam, ponieważ każdy pies kocha tak samo i nie ważne skąd pochodzi… sama mam suczkę znalezioną na pewnym zatłoczonym targowisku, która skradła moje serce od pierwszego wejrzenia. zdaje sobie sprawę że ma ona wady i często robi to czego robić nie powinna ale i tak kocham ją najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez niej <3

Anonimowy
Gość
Anonimowy

w naszym pieknym miescie turek kiedys zorganizowamo akcje, w kazdym numerze "echo turku" wystawiano zdjecia psiakow ze schroniska. Wszystkie zwierzaki z gazety byby przygarniane, zawsze sie ktos znalazl. Pewnego razu pani z gazety nie zostala wpusCzona do schroniska przez dyrektora. Powod? "Bo niedlugo wszystkie psy zostana adoptowane i jak sie schronisko utrzyma? My mamy placone od psa".
uslyszalam od kogos, ze tak wlasnie bylo i w echo turku faktycznie seria z pieskami ze schroniska juz sie nie pojawila. Schroniska w polsce to jeden wielki interes, niestety. Na szczescie nie wszedzie tak jest…

Anonimowy
Gość
Anonimowy
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie mam psa i nigdy nie miałam.
Właściwie to nawet nie specjalnie je lubię. Chciałabym mieć jakiegoś, ale z powodów zdrowotnych mogę pozwolić sobie tylko na takie ,,rasowe" z tym, że i tak mogą to być tylko niektóre rasy.
Podobają mi się bardzo owczarki szkockie collie i z tego co piszesz to naprawdę wspaniałe psy! 🙂

Czarnowłosa
Gość

Piękne opowiadanie. Ja jak widzę zdjęcia Lessie to zaraz ryczę jak wściekła. Miałam psa tej rasy. Był wspaniały, wierny, opiekuńczy, najwspanialszy na świecie. Nagle zachorował, wydałam kupę kasy na jego leczenie, ale nie udało się go uratować. Musieliśmy go uśpić. To było parę lat temu, ale tego psa nigdy nie zapomnę. Psy mam od dziecka, bywały różne kundelki, pudelki, ten owczarek szkocki. Teraz mam yoreczki. Wszystkie kochałam i kocham te co mam. A pies z miłości potrafi oddać całe swe psie serduszko i nie ważne czy jest rasowy czy nie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Piękna historia..Ja miałam mieszankę chihuahua z pinczerem miniaturowym. Kupiłam ją na pchlim targu za 50złNazwałam ją Fibi. Była kochana. Wsystko umiała, była wytresowana, potulna, szczekała na obcych. Taka malutka niunia <3 Niestety zaszła z w ciążę. Z moim drugim psem, o tej samej rasie, ale nie było to rodzeństwo 😉 8 szczeniąt sprzedałam za symboliczną sumę ( jestem zdania, że jak komuś zależy na psie to może wydac na niego troszkę kasy, a za darmo to każdy może przyjąć.. nawet zły człoiek). W domu pojawiło się dziecko, pies mmusiał iść na dwór (ale do domu też przychodziła). Raz gdy maleństwo… Czytaj więcej »

Vashti
Gość

Bardzo wzruszyła mnie historia Ziji bo sama miałam kiedyś ukochanego psa, właściwie suczkę. Była Dalmatyńczykiem i najmądrzejszym zwierzakiem jakiego poznałam. I w naszym wypadku była to miłość od pierwszego wejrzenia. Niestety moja młodsza siostra zaczęła bardzo chorować a lekarz stwierdził, że to uczulenie wywołane przez tego konkretnego psa. Mama nie chciała tego zrobić, siostra brała jakieś leki ale za bardzo nie pomagało i w końcu mama się ugięła. Dla mnie to była a tragedia, bo Kora (tak miała na imię) była moją przyjaciółką. Nasza babcia stwierdziła, że weźmie ją do siebie, ale któregoś razu w trakcie spaceru Kora jakimś cudem… Czytaj więcej »

Słonecznik
Gość

Bardzo wzruszająca ta opowieść o Ziji, ale jednocześnie całkiem radosna 🙂
Zgadzam się z Tobą w 100% – nie ważne skąd zwierzak, ważne, żeby go kochać i się nim opiekować 😉

paranoJa
Gość

Pisałam to już u Olfaktorii, ale nie zaszkodzi oddać głosu za. To znaczy przeciw. Przeciw propagandzie głupoty. Sama mam kota, który jest przygarnięty. I dokładnie ta sama ja chciałabym mieć w przyszłości rasowego psa, kosztującego średnią krajową. Bo mi się podobają. I nikomu nic do tego. Mam znajomą, która bez przerwy udostępnia na fejsbukach schroniskowe prośby i adopcję. Myślę, że jeśli ktoś rzeczywiście chce adoptować poradzi sobie bez takiej spamiarskiej pomocy. Ale co ja tam wiem… 😉

Gapa
Gość

Udostępnianie na facebooku zdjęć czy albumów zwierząt, które szukają domu, naprawdę przynosi efekty. Ty możesz bez problemu pozbyć się tego spamu ukrywając posty wspomnianej koleżanki, natomiast znajomy znajomego – jedna osoba spośród setek – może się po prostu zakochać i przygarnąć zwierzaka z drugiego końca Polski, chociaż nic takiego nie planował.

paranoJa
Gość

tak też zrobiłam, ale nie wydaje mi się, żeby odpowiedzialny człowiek, który nie planował posiadania zwierzęcia nagle jakieś wziął, bo jest ładne.

Ewelina
Gość

Jestem podobnego zdania – nie ważne czy pies jest ze schroniska czy kupiony z hodowli, ważne żeby go kochać i opiekować się nim. Sama dostałam szczeniaka jak miałam 9 lat, kundelek, ale mój najukochańszy, był u nas 12 lat. A co najśmieszniejsze ja wcale nie chciałam psa, jak byłam w przedszkolu i wracałam wieczorem z rodzicami do domu na klatce siedzieli panowie nie pierwszej świeżości z owczarkiem niemieckim, który w przypływie chęci do zabawy skoczył na mnie, a ja zostałam na kilka lat ze strachem przed psami. Kiedy szłam sama do szkoły na widok psa większego niż jamnik przechodziłam na… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Ja miałam takie pośrednie zdanie, ale właściwie to przekonałaś mnie. Oby tylko rasowe hodowle miały większy nadzór itd., bo obecnie często spotykane są pseudohodowle. Głównym problemem jest jednak niesterylizowanie zwierząt, wyrzucanie itd. po prostu głupota i/lub nieświadomość ludzi.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Duzym problemem jest brak kasy na sterylizacje…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, popłakałam się. Miałam w dzieciństwie psa rasowego, dobrze ułożonego, niebezpiecznego bo w tym kierunku był szkolony, ale był stworzeniem przy którym czułam się chyba najbezpieczniej na świecie. Pamiętam jak mój tata się z nim " bawił" co tak naprawdę było tresurą i treningiem, a Drab wyskoczył za wysoko, dodał za dużo siły do wyszarpnięcia tacie patyka i… wbił mu cały rząd śnieżnobiałych zębów w nadgarstek. Nie zapomnę jak się wtedy przestraszył tego co zrobił przez zupełny przypadek. Skomlał jak szczenię, wpadł w panikę. Bo zrobił krzywdę swojemu panu. Swojemu towarzyszowi, bo zawsze miałam wrażenie że traktuje nas jak swoje… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

uważam, że masz rację – kupowanie rasowego psa nie jest żadną zbrodnią. niestety uważam, że w naszym kraju to pojęcie się strasznie wypaczyło. większość osób uważa, że jak już mieć psa to koniecznie rasowego – wystarczy popatrzeć na ulicę! tyle, że mały ułamek tych psów ma rodowód, bo po co komu papierek, bo po co wydawać tyle pieniędzy…. a to z kolei napędza chory biznes pseudohodowli, które rozmnażają psy bez jakiejkolwiek wiedzy, często bez zapewnienia jakichkolwiek warunków. i ja uważam, że jeśli komuś żal pieniędzy na rodowodowego psa to kupienie "rasowego" z fabryki zwierząt jest ogromnym złem, na prawdę lepiej… Czytaj więcej »

Klaudia
Gość

aż mi się łezka zakręciła w oku, jak przeczytałam ten tekst. tak się składa, że niecałe 2 miesiące temu odeszła od nas nasza suczka, która była z nami 13 lat. nie była chora, była po prostu stara i zniedołężniała i któregoś dnia w końcu musiała odejść. ciągle się nie przyzwyczailiśmy do tego, że jej nie ma… ten pies był ze mną przez całe dzieciństwo, a po jej śmierci naprawdę poczułam, że to dzieciństwo odeszło. to był kochany i mądry pies, ciągle mam wrażenie, że ona ciągle jest w domu… po tym, jak odeszła, stanął przed nami temat wzięcia nowego psa.… Czytaj więcej »

Klaudia
Gość

dodam jeszcze… piękny wiersz, jaki ostatnio znalazłam. "PSIA DUSZA To tylko pies, tak mówisz, tylko pies…A ja ci powiemŻe pies to czasem więcej jest niż człowiekOn nie ma duszy, mówisz…Popatrz jeszcze razPsia dusza większa jest od psaMy mamy dusze kieszonkoweMaleńka dusza, wielki człowiekPsia dusza się nie mieści w psieI kiedy się uśmiechasz do niejOna się huśta na ogonieA kiedy się pożegnać trzebaI psu czas iść do psiego niebaTo niedaleko pies wyruszaPrzecież przy tobie jest psie nieboZ tobą zostaje jego dusza… /Barbara Borzymowska/"

Lekko Chaotyczna
Gość

Dla mnie odejście mojego psa też było ciężkim przeżyciem, zresztą po Fidze cała rodzina miała żałobę do tego stopnia, że niestety ale na kolejnego zwierzaka już się pewnie nie zdecydujemy.
Ja do tej pory zaczepiam panów psami 😉

Marta
Gość

Przypomniałaś mi mojego pierwszego psa 🙂 Był owczarkiem szkockim i nazywał się Atos! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Można wiedzieć w jakiej miejscowości znajduje się Twój rodzinny dom?

Magda
Gość
Magda

Chciałam jeszcze napisać, że o ile uważam za w porządku i wręcz wskazane, opiekowanie się zwierzętami, które mogą chodzić sobie luzem po domu i są udomowione, to nie podoba mi się trzymanie w domu zwierząt, które muszą siedzieć w klatkach, terrariach, akwariach itp…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu tez mialam owczarka collie jak bylam mala, suczka wabila sie lady.
Byla ta inteligentna i kochana, potrafila obserwowac ruch uliczny i siadala przy przejsciu dla pieszych…. Prze prze madra rasa.
Jej historia tez jest szalona, lady byla psem rasowym z rodowodem, ktorej wlasciciel nie dopilnowal, wiec ona sie puscila i przyniosla nierasowy miot.
Wlasciciel postanowil ja wiec zastrzelic, bo po co mu juz ten nierasowy pies . Moi rodzice uratowali ja przed rozstrzelaniem i takim sposobem trafila do mojej rodziny, gdzie szczesliwie przezyla 14, zmarla na raka co bylo tragicznym dla mnie przezyciem i trudno bylo mi sie po tym otrzasnac…..

Magda Kijek
Gość

Moja koleżanka miała "lessie", którego zwabiła do domu tic-tacami. Piesek błąkał się od kilku dni i w końcu postanowiła go zabrać do domu. Po wielkiej batalii z rodzicami pies został i był największym przyjacielem właścicielki 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja mam wrazenie ze one lubia uciekac jesli ich sie nie dopilnuje …. 😉

Remedy
Gość

Piękny tekst Aniu. I cieszę się, że doświadczyłaś prawdziwej przyjaźni między człowiekiem, a zwierzęciem, bo to na prawdę cudowne uczucie o którym się nie zapomina 🙂 Co do tego czy lepiej (albo raczej co jest lepsze i bardziej 'miłościwe') przygarnąć psa ze schroniska czy z hodowli to mam podobne zdanie do Twojego. Wiele osób wręcz krzyczy żeby nie kupować zwierzaków w sklepach zoologicznych i po części rozumiem to, ale czasem biorąc właśnie zwierzaka z takiego sklepu można mu uratować życie. Spora część zwierzaków w sklepach jak podrośnie i przestanie być tak 'pociągająca' dla klientów (nie okłamujmy się większość z nas… Czytaj więcej »

Szi
Gość
Szi

Według mnie jednak jest różnica, ponieważ kiedy ze schroniska zostaje zabrany pies, na jego miejsce trafi tam pies który już żyje i jest potrzebujący. W wypadku kupowania psa z pseudohodowli "hodowca" dostaje w kieszeń nagrodę za to co robi. Akcja- reakcja. Mając zyski, pseudohodowle dalej będą działały. O wiele rozsądniejsza jest walka ze zlikwidowaniem takich praktyk, zgłaszanie do TOZ-u, dokumentowanie tego- po udanej interwencji psy trafiają na leczenie, do schronisk lub domów tymczasowych, co jest o wiele lepszą formą pomocy:) Mimo to nie oceniam Cię, Remedy, bo łatwo komentować sprawę na blogu a na pewno widząc takie praktyki osobiście serducho… Czytaj więcej »

Remedy
Gość

Szi rozumiem Cię i sama z wielką radością zobaczyłabym jak pseudohodowle przestają istnieć. Jednak z drugiej strony jak widzi się w takiej hodowli/sklepie jakiegoś zwierzaka i wiesz że albo ktoś go kupi albo najprawdopodobniej zginie lub zostanie wyrzucony jak śmieć to spora część osób 'mięknie' i nie chce do tego dopuścić i kupuje zwierzaka. Kurczę to takie błędne koło troszkę jest.. Kupujesz zwierzaka w sklepie/hodowli – czasem masz wyrzuty sumienia, że nie adoptowałeś np ze schroniska, adoptujesz zwierzaka – to myślisz czasem o tych zwierzakach mieszkających często w okropnych warunkach w sklepach. Nie mniej jednak zgłaszanie pseudohodowli czy sklepów zoologicznych… Czytaj więcej »

Szi
Gość
Szi

W pełni się z Tobą zgadzam. Czasami ludzie decydują się na psa określonej rasy z powodu cech dla niej typowych. Tak było w przypadku mojej siostry. Po pojawieniu się w domu Venoma, chyba obie nie wyobrażamy sobie już życia z psem innej rasy niż dog, pomijając wszystkie kundelki- przybłędy, którym KTOŚ musi pomóc a tym Ktosiem możemy być równie dobrze i my:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Gratuluję wspaniałej historii. Doświadczyłam czegoś podobnego kiedy byłam dzieckiem. W 1 klasie podstawówki do naszego domu trafił szczeniak pudla ( ukochana rasa mojej mamy i był to już 4 psiak tej rasy w jej życiu ). Przeżył ze mną 17 lat. Dorastałam z nim, bawiłam się, rzadko rozstawałam. Czasami wypadało Pączusia ( tak miał na imię, ach ta kreatywność 7 latki ;D ) zostawić w domu by nie przeszkadzał znajomym , jednak pomimo przekupstwa rodziców nigdy się to im nie udało i psiak wszędzie z nami podróżował. Tylko on wiedział ile razy miałam złamane nastoletnie serce i ile razy się… Czytaj więcej »

rocktechnika
Gość

Aniu, piękna, bardzo wzruszająca historia! Przyjaźń z psem to coś nie do zastąpienia, a Zija była też Twoją terapeutką 🙂 Ja moją małą psinkę przyniosłam od kuzynek, które jej nie chciały. Do dziś pamiętam – 5. grudnia 1997 roku zdobyłam przyjaciółkę na 14 pięknych lat. Zawsze płaczę, gdy o niej myślę, ale jednocześnie wspominam wszystko, co razem przeszłyśmy i gdzie razem byłyśmy (znasz drugiego psa, który jechał wyciągiem na Śnieżkę? :)) i są to najpiękniejsze wspomnienia! 🙂 Nie oceniam ludzi przez pryzmat tego, skąd mają psa. Niektórzy "uznają" tylko daną rasę (moja Tusia była najcudowniejszym kundelkiem :)) bądź z pewnych… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

A ja swojego pierwszego pieska (w zasadzie suczkę którą nazwałam Sonia) znalazłam z rodzicami pod płotem kiedy przyjechałam na działkę. Sonia była wychudzona i miała małe szczeniaki-niestety dwoje z czworga nie żyło. Pozostał pies i suczka. Początkowo tata pytał czy ktoś nie chce przygarnąć psów ale chętnych nie było. Nakarmiliśmy suczkę ale z decyzją rodzice się jeszcze wstrzymywali. W nocy (suczka nocowała wtedy jeszcze na zewnątrz) ktoś ukradł szczeniaka (oczywiście psa bo na wsi gdzie mam działkę nikt nie chce "suki"). To przeważyło w zupełności o natychmiastowym zabraniu Soni z ostatnim pieskiem. I tak zaczęła się obustrona miłość.Sonia była mądra,kochaną… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

Aniu nie zniechęcaj się:) W pewnym momencie na pewno zyskasz ich zaufanie i będziesz mogła pomóc. Trzymam kciuki żeby się udało!

Psie Wędrówki
Gość

Nie spotkałam się nigdy z określeniem że kupowanie psa z hodowli jest złe, nie wiem skąd masz takie wnioski, ale jak znasz jakąkolwiek kampanię to chętnie się z nią zapoznam. Wiem, że potępiane są pseudo-hodowle – a kupując z takiego źródła psa nigdy nie masz pewności że masz zdrowy okaz (wielokrotnie spotkałam się z krzyżowaniem matek z synami itp).To co napisałaś o świadomości decyzji jest jak najbardziej trafne, każda rasa to określony temperament i cechy, niestety pobudki ludzi często okazują się zdecydowanie płytsze, psy są kupowane dla ich urody, bo jest moda – co potem widać w schronach 🙁 zarówno… Czytaj więcej »

Marianna Greenleaf
Gość

Ja mam labradorkę z rodowodem, to był świadomy wybór – chcieliśmy rodzinnego, łagodnego psa, i nasza suczka jest idealna 🙂 Za to koty to same przybłędy 😀
Jeśli miałabym opisać historię najważniejszego zwierzaka w moim zyciu, to byłaby to historia kotki Anubis – czarnej znajdy bez jednego zęba i z krzywym ogonem. Towarzyszyła mi przez większość dzieciństwa, mam dziesiątki zdjęć z nią w roli głównej w albumie. Kocham wszystkie moje zwierzęta (hoduję też szczury) ale Anubis była naprawdę wyjątkowa. Miała iście "ludzki" charakter, bardzo przewrotny i wyrazisty, nigdy jej nie zapomnę 🙂

fruitella83
Gość

ja z Wami nie gadam :(bo się od tych historii zamoczyłam klawiaturę 🙁 przypomniał mi się mój pies z dzieciństwa Cezar-mieszaniec owczarka niem i kaukaza- kochany pies 😉 niestety odszedł za tęczowy most gdy miał 11 lat i wtedy mama powiedziała że nigdy więcej nie będzie miała psa bo odejście Cezara to była normalnie żałoba 🙁 obecnie ma 3 koty ;P a ja mam labradora miałam go nazwać Cezar-ale jakoś nie doszło do tego-po prostu Cezar był jeden 😉 wg mnie czy ze schronu czy z hodowli czy znaleźny-nieważne 😉 ważne to to że się decyduje zapewnić psiakowi dobre życie… Czytaj więcej »

2PlanetFromSun
Gość

Przeczytałam ten post raz (jak się ukazał) i teraz drugi raz. Jestem psiarą. Jeśli tylko miałabym warunki miałabym ich więcej. Obecnie mam jednego rasy "cundell barry" ;). Psiaka wzięłam z domu tymczasowego(w którym czekał aż znajdzie się stary właściciel lub nowy), z którego miał trafić do schroniska. Jest najcudowniejszy na świecie.Mogłabym również napisać podobną historię o psie (suczce) z dzieciństwa, który był pełnoprawnym członkiem rodziny. Jak miałam 6 lat tata przyniósł go w torbie z pracy. Przeżyła z nami ponad 18 lat. Przez ten czas była świadkiem mojego dorastania, była włochatą poduszką w którą wsiąkały łzy gdy było mi źle.… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

i popłakałam się przez Ciebie!… Moja suczka też jest gwiazdką z nieba (rodzice nie chcieli się zgodzić na psa tym bardziej suczkę), aż tu nagle po powrocie ze szkoły (6 podstawówki) – "w zoologicznym są szczeniaki, niestety ale suczki, chcesz?" – w ten oto sposób nabyłam psa – i tak, kupiłam go, za aż 50zł z mojej własnej kieszeni jedenastolatki – zapłaciłam za kundelka, co w sumie mnie samą dzisiaj dziwi, a innych by pewnie zbulwersowało, ale dla mnie to wtedy było logiczne – w sklepie zoologicznym kupuje się zwierzęta.Dziś moja sunia ma lat 14 (stąd pewnie te moje łzy)… Czytaj więcej »

Ola O.
Gość

Przewspaniała historia! Od kiedy widziałam Lessie marzyłam o takim psie, akurat w tamtych czasach moja ciocia miała no i naprawdę marzenie jeszcze przybrało na sile. Koniec końców skończyłam z beaglem, bardzo cudne stworzenie. Nudy z nim nie ma 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja swojego kota i psa mam od osób które znam, wiem w jakich warunkach się urodziły, mogłam je odwiedzać jak jeszcze były karmione przez matkę. Znam ich matki i wiedziałam czego się spodziewać, moja kotka ma identyczny charakter jak kocica która ją urodziła. Psa chcieliśmy wychować od szczeniaka, jakbym wzięła ze schroniska nie miałabym do końca pewności jakich byłby gabarytów (mam kundelka) a nie mogłam sobie pozwolić na to aby był duży.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja mam suczkę kundelka, taka mala ale kochana. Potrafi zabić szczura na podwórku. Ale gdy ktoś jest z. Domowników smutny to przytula, chce się bawić, tak pociesza 🙂 bardzo pomocna na dworze, kur Pilnuje nawet 🙂 niektórzy dziwią się ze śpi ze mną w łóżku, ale jest zadbana, umyta wiec nie widzę nic złego. Kochana jest. Kiedyś miałam kundelka który uratował mi prawie życie gdy miałam może ze 3 latka, ze śmieci za domem nałykałam się tabletek wyrzuconych po czym Zemdlałam . Znalazł mnie ten pies i szczekał aż ktoś przyszedł. Gdyby nie on to byłoby za późno. Świetny… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja mam psiaka ze schroniska, pojechaliśmy z rodzicami się rozejrzeć (mama chciała rasowego shih-tzu, co mi nie przypadło do gustu, zwłaszcza, że siostra chciała go nazwać Leo :<) i wtedy na kartce, która wisiała na klatce mama przeczytała: 7 tygodni, samiec, znaleziony w lesie. Wspomnę, że był wtedy był luty. Piesek był malutki, brudny i miał trochę jakby zeza, ale miłość jest ślepa 🙂 No i cóż, o 18 byliśmy w schronisku, o 19 rodzice w zoologicznym kupowali jedzonko, łóżeczko, zabawki (oczywiście wkrótce potem łóżeczko zostało zapomniane i zamienione na to rodziców, jednak dopiero po pierwszej kąpieli). Niedawno wpadł nam… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Super historia, naszym podopiecznym był również owczarek szkocki (taki mix), Pluto. Trafił do schroniska, spędził tam prawie rok, na szczęście został adoptowany, wiemy, że ma dobrze widujemy pięknego zadbanego Plutka na spacerach z pewną dziewczynką 🙂 W schroniskach dużo jest "rasowych" psów, które najczęściej są "nieudanym prezentem" lub ofiarą pseudo hodowli. U nas był już owczarek szkocki, sznaucer, jamnik, bernardyn, husky (sunia w typie husky, starsza i strasznie przyjazna- Pika nadal przebywa w schronisku), a psów w typie owczarków niemieckich jest od groma! W schronisku na swój dom czeka również suczka o imieniu Kari, na początku myśleliśmy, że brak sierści… Czytaj więcej »

Wisia02
Gość

Masz przewspaniala rodzine, pieska tez mialas wspanialego :). Ja cale dziecinstwo meczylam rodzicowo psa, marzylam o tym zeby pies byl w domu (jeju to bylo nie do pomyslenia kiedys), mielismy wtedy pseudo owczarka niemieckiego, niestety na lancuchu (cierpialam z tego powodu, odkad zaczelma sie psami bardziej interesowac, staralam sie o niego dbac i jak najczesciej wyprowadzac, niestety mial cos z bioderkami). Musial zostac uspiony, o ile sie nie myle we sierpniu 2009? Byl strasznie kochany, ale to nie bylo to co teraz. Dlugo patrzylismy po hodowlach, zeby kupic psa do domu i w maju 2010 (?) wybor padl na polskiego… Czytaj więcej »

Małgorzata Chudy
Gość
Małgorzata Chudy

Skąd bierzesz zwierzaka (ze schroniska czy z hodowli) to twoja sprawa. Nikt nie powinien się wtrącać, ponieważ to ty będziesz zajmować się tym zwierzakiem. Jak bierzesz ze schroniska to trzeba być przygotowanym również emocjonalnie na różne sprawy. U mnie w domu była taka sytuacja, jak byłam dzieckiem, że wzięliśmy małego kotka ze schroniska. Niestety okazało się, że kotek miał białaczkę i mimo leczenia zmarł, ale to nie wyklucza też tego, że inny kot mógłby żyć długie lata. Tak się po prostu trafiło. Jest też pełno zwierząt, które maja problemy psychiczne i one zdecydowanie nie są dla każdego. Niektóre zwierzęta w… Czytaj więcej »

Małgorzata Chudy
Gość
Małgorzata Chudy

Odpowiadając na twoje pytanie dlaczego bardziej się mówi o zwierzakach ze schroniskach niż o dzieciach z domu dziecka to wydaje mi się, że niektóre tematy są po prostu “łatwiejsze”. Dobrze się gada na jakiś chodliwy temat, który nie powoduje u nas żadnych zobowiązań, ani nie wymaga żadnej wiedzy, myślenia. Takie tematy są najbardziej modne. Można pokazać, że ma się własne zdanie, wyładować frustracje jak ktoś ma odmienne poglądy i raczej nie powoduje to dla nas żadnych skutków . No i ta chęć narzucenia komuś własnej wizji. Wielu ludzi którzy tak trąbią o tych zwierzętach nie ma ani jednego, obojętnie skąd,… Czytaj więcej »

Previous
Jak nauczyć się mówić “NIE” ?
Historia pewnego psa