Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Wódka w obuwniczym, gołąbki i ból..wiadomo czego [TYGODNIK]

Napisanie tego tygodnika jest dla mnie bardzo trudne, bo nie ma mnie tam gdzie byłam w zeszłym tygodniu. A może dlatego, że boli mnie głowa? Nie wiem sama.
Po kolei. Poprzedni odcinek moich przygód zakończył się w Katowicach, które są pięknym miastem. Wymeldowałam się i ruszyłam w kierunku autobusu na lotnisko – przystanek jest w podziemiach galerii katowickiej, więc miałam rzut beretem. Ostatnio brałam jechałam UBEREM i jeśli jedziecie większą ekipą – cenowo wychodzi podobnie. Kurs na lotnisko to 27 PLN autobusem i ok. 70 PLN Uberem (a z kodem uberaniamalujeue macie rabat 45 PLN). Anyway – na lotnisko dotarłam cała, zdrowa i o czasie.
A potem był już Neapol i błyskawiczna zmiana klimatu. Tym razem mój autobus nie odjechał przed czasem i pojechałam prosto do urokliwego Salerno. Eeeech, południe Włoch jest tak piękne, że chyba stanie się moimi “Bieszczadami” i w chwilach “a może być rzucić tak wszystko i pojechać w Bieszczady” będę sprawdzała tanie loty. 
O moich włoskich przygodach może innym razem, bo serce mi pęknie gdy rzucę okiem na zdjęcia raz jeszcze…
Bikini: CUBUS
Warto było schodzić w dół z tego mostu i łamać zakaz wstępu :D. A wiem co to życie na krawędzi bo piję czasami herbatę z alzheimerem cytryną [suchar]. 
Historię który za tym stoi macie w dwóch odcinkach na moim insta (jeden, dwa)
Zastanawiam się ostatnio czy są przypadkowe spotkania, przypadkowo zasłyszane informacje, przypadkowo przeczytane książki. Myślę, że to my tworzymy te przypadki. Gdy odbierałam nagrodę za książkę roku (yep, I did it!) wszystko szło nie po mojej myśli. Gala była w niedzielę wieczorem a ja w poniedziałek rano miałam ustne zaliczenie antropologii kulturowej… a może współczesnych doktryn pedagogicznych? Pamiętam wykładowcę, nie pamiętam o który z dwóch przedmiotów chodziło. Do tego sto innych komplikacji i cały świat przeciwko mnie. Gdy wysiadłam w Kato wpadłam w kałużę, urwał mi się pasek od torebki… Ale to w Katowicach poznałam Dagmarę i Anię. Pomyśleć że to był kwiecień 2014 a dzisiaj jest ledwie lipiec 2016 a ja byłam u Ani we Włoszech. A jeszcze nie tak dawno rozmawiałyśmy o glutenie, zdrowiu i grajku który wystawia paragony. Czytelniku – jeśli lubisz mojego bloga, koniecznie wbij na bloga Ani – jest spora szansa że go pokochasz!
[twardo przełykam ślinę…] Macie kolejne zdjęcie, a ja na nie patrzę bo załamię się szarą pogodą 😀
O tym co i jak było we Włoszech popełniłam już mały tekst – bo jednak dostałam tam sporo lekcji od życia. Jeśli lubicie uczyć się ze swoich doświadczeń – łapcie też moje włoskie lekcje.
Dobra, bez owijania w bawełnę, bo mam prywatny ból własnej dupy. Myślę o Ani i o tym jaki rewelacyjny jest jej blog. Myślę o tym, że wiele jest takich osób, które mają fajne blogi. I wkurza mnie, że nie są popularne. Ostatnio ktoś powiedział o mnie “nie rozumiem jej fenomenu”. Sedno! Ja sama go nie rozumiem. To znaczy wiem jak to robię i co sprawiło że dzisiaj czyta mnie “trochę” większa, bo dwustutysięczna (jak to się do cholery pisze?!) garstka osób, ale nie rozumiem dlaczego mnie czytają. Hej – ile takich perełek czeka na odkrycie? Myślę intensywnie nad tym, by podać innym swoją dłoń i sprawić że staną się trochę więksi [to źle brzmi, to źle brzmi! :D]
No, wiecie co mam na myśli. W każdym razie nie ma nic za darmo. Nie chcę hajsu, ale jeśli chcesz efektów, musisz włożyć w to zaangażowanie. Wiem że ja z tych co to nic nie musisz, wszystko możesz, ale wiesz – jeśli chcesz to musisz. Jeśli chcesz. A jak nie, to nie.
Stąd pytanie – czy ktoś z tu czytających mnie…chciałby stać się trochę bardziej duży?  Dajcie znać. Nie wiem czy ruszać z tym.
Ok, lecimy dalej z tematem tygodnia.
To jest sklep z obuwiem. Sprzedają w nim wódkę. Pod ladą, na ladzie, jawnie i bez problemu. Mówiłam już że kocham włoski luz? 
I jest mi niewypowiedzianie przykro z powodu dzisiejszej tragedii. Tak, że nie mam słów :(. 
Mój wewnętrzny Freddie zaśpiewał właśnie wers  ♪ ♫ ♬But life still goes on  ♪ ♫ ♬ i pozwolił mi się pozbierać.
Włoskie historie innym razem… z piątku na sobotę wylądowałam w Warszawie. Jak mogłam nie wiedzieć, że jest szczyt NATO? I że przez jakiegoś Obamę miasto stoi na głowie? Och jak ja lubię swoje ciche zadupie za brak takich akcji, demonstracji, pochodów, obchodów, maratonów i innych cudów na kiju. Na szczęście w hotelu myślą za mnie i zadzwonili powiedzieć gdzie czeka na mnie taksówka. Z całego serca polecam Sound Garden Hotel. Darmowy transfer z lotniska, dobre śniadania no i mam dla Was spoko zniżkę (klik).
To miejsce działa na mnie tak, że o drugiej w nocy pisałam dla Was tekst a i tak się wyspałam 😀
Ale do tamtego tekstu już wrzucałam linka, więc zapodam czymś innym z tego tygodnia – pisałam też jak chronię włosy przed słońcem i dzisiaj z całą pewnością mogę powiedzieć – żyją i nie ucierpiały na włoskim słońcu. W przeciwieństwie do skóry na moich plecach, która opuszcza właśnie pokład bez kapitana. Dzięki skóro!
Wspominałam kiedyś, że nie jadłam w Warszawie nigdy nic super dobrego na tyle, by chcieć do tej Warszawy dla jedzenia wracać? Niektórzy się obrazili (#team-mentalne-gimnazjum) inni polecali swoje ukochane miejsca bym na stolicą spojrzała ich oczyma.
Spotkałam się z Anią i pokazała mi przepyszne miejsce Shipudei Berek – pizza izrealska i wybór meze z pitą (dokładają do woli!)… pycha!
Najedzona i szczęśliwa wróciłam do domu gdzie…
no dobra, zwolnię z tym jedzeniem i zmienię na moment temat. Mam wielki głód życia. Odważyłam się napisać tekst o tym, że kupuję sobie właśnie namiastkę swojego marzenia o wolności. Bo w istocie tego pragnę. Decydowania o każdej jednej minucie swojego życia.
Stąd mam teraz egzystencjalne rozkminki i mnóstwo sprzecznych myśli w tym samym momencie. Anyway…
Wróciłam do domu, gdzie czekały na mnie gołąbki. Mamine!
Mam głód życia. Podróżowania. Pysznego jedzenia. Czytania książek. Och jak ja za tym tęskniłam! Mam przeczucie że te trzy miesiące wolności wyleczą mnie z asekuracyjnego podchodzenia do życia i biznesu – boleśnie uświadamiam sobie, że styl życia jaki chcę wieść wymaga kasy, a żeby mieć kasę, trzeba przestać robić przysługi po znajomości ;). I może mając różne źródła dochodów skupić się na tych najsilniejszych zamiast rozmieniać się na drobne.
Gdyby nie ograniczał mnie w tym momencie budżet, już klepnęłabym bilet na Maltę (polecacie mi ją w komentarzach i na snapie) oraz na jesień do Rzymu. I na Sycylię. I jeszcze gdzieś. Najpierw muszę ochłonąć i zastanowić się co dalej.
I tak oto skończył się mój tydzień. Pośród zieleni Solca Kujawskiego. Wiecie, że zawsze uparcie piszę drugi człon nazwy mojego miasta z małej litery? Wiem jak jest poprawnie ale ciągle piszę źle.
Ok, to może linki tygodnia?
Wyjdę na strasznego dzieciaka. Takiego dziecinnego max. Nie mogę się doczekać aż bez żadnych sztuczek i obchodzenia systemu będę mogła pobrać smartfona PokemonGo i łapać pokemony. Serio bym się pobawiła! I wreszcie miałabym argument że gry mogą motywować dzieci do wychodzenia z domów. Czad!
Na jednym z moich ulubionych profili na fejsie jest krok po kroku opisane jak dostać pracę jako Stewardessa
Mozzarella z mleka bawolego w Polsce – kto nie próbował niech koniecznie kupi! Przed Włochami nie doceniałam mozzarelli. Wolałam inne sery ale teraz… oj, poleciałabym tam na samą pizzę i dla tego cudnego sera.
Pisałam Wam też ostatnio, że chciałabym odświeżyć sobie swoją “karierę konkursomaniaczki”, bo sprawiało mi to kiedyś wielką frajdę – Allani.pl poprosiło mnie o wspomnienie o ich konkursie – wystarczy stworzyć w ich kreatorze stylizacji zestaw z torebką Wittchen. Zestaw powinien być inspirowany bohaterem filmu…  i wtedy  można torebkę wygrać.
Set poniżej robiłam minutę (instrukcja jak to zrobić)
7c36086f593682e7fa289f597e222146490e9397

Konkurs nie potrwa długo, ale byłabym przeszczęśliwa gdyby wygrał ktoś, kto czyta mojego bloga. Link znajdziecie tutaj. Właśnie wybieram zwycięzców  poprzedniego konkursu (muszę się z tym przespać) ale postanowiłam częstotliwość konkursów dopasować do Waszego zaangażowania, także liczę na Was 😀 Nagrodę zgarnąć jest bardzo łatwo :).Tylko uwaga – zabawa w takie stylizacje wciąga, dlatego ja idę raczej wciągnąć rosół a potem poczytać do końca książkę Lema… ;)).

Na koniec fajny blog podróżniczy

Jazda autobusem po wybrzeżu Amalfi… oj, doświadczyłam tego, bywa “zabawnie”

i coś szokującego. Brrr!



Mam cię!



Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Kup sobie namiastkę swojego marzenia już dzisiaj, czyli moje wakacyjne plany
Wódka w obuwniczym, gołąbki i ból..wiadomo czego [TYGODNIK]