Wódka w obuwniczym, gołąbki i ból..wiadomo czego [TYGODNIK]

Napisanie tego tygodnika jest dla mnie bardzo trudne, bo nie ma mnie tam gdzie byłam w zeszłym tygodniu. A może dlatego, że boli mnie głowa? Nie wiem sama.
Po kolei. Poprzedni odcinek moich przygód zakończył się w Katowicach, które są pięknym miastem. Wymeldowałam się i ruszyłam w kierunku autobusu na lotnisko – przystanek jest w podziemiach galerii katowickiej, więc miałam rzut beretem. Ostatnio brałam jechałam UBEREM i jeśli jedziecie większą ekipą – cenowo wychodzi podobnie. Kurs na lotnisko to 27 PLN autobusem i ok. 70 PLN Uberem (a z kodem uberaniamalujeue macie rabat 45 PLN). Anyway – na lotnisko dotarłam cała, zdrowa i o czasie.
A potem był już Neapol i błyskawiczna zmiana klimatu. Tym razem mój autobus nie odjechał przed czasem i pojechałam prosto do urokliwego Salerno. Eeeech, południe Włoch jest tak piękne, że chyba stanie się moimi “Bieszczadami” i w chwilach “a może być rzucić tak wszystko i pojechać w Bieszczady” będę sprawdzała tanie loty. 
O moich włoskich przygodach może innym razem, bo serce mi pęknie gdy rzucę okiem na zdjęcia raz jeszcze…
Bikini: CUBUS
Warto było schodzić w dół z tego mostu i łamać zakaz wstępu :D. A wiem co to życie na krawędzi bo piję czasami herbatę z alzheimerem cytryną [suchar]. 
Historię który za tym stoi macie w dwóch odcinkach na moim insta (jeden, dwa)
Zastanawiam się ostatnio czy są przypadkowe spotkania, przypadkowo zasłyszane informacje, przypadkowo przeczytane książki. Myślę, że to my tworzymy te przypadki. Gdy odbierałam nagrodę za książkę roku (yep, I did it!) wszystko szło nie po mojej myśli. Gala była w niedzielę wieczorem a ja w poniedziałek rano miałam ustne zaliczenie antropologii kulturowej… a może współczesnych doktryn pedagogicznych? Pamiętam wykładowcę, nie pamiętam o który z dwóch przedmiotów chodziło. Do tego sto innych komplikacji i cały świat przeciwko mnie. Gdy wysiadłam w Kato wpadłam w kałużę, urwał mi się pasek od torebki… Ale to w Katowicach poznałam Dagmarę i Anię. Pomyśleć że to był kwiecień 2014 a dzisiaj jest ledwie lipiec 2016 a ja byłam u Ani we Włoszech. A jeszcze nie tak dawno rozmawiałyśmy o glutenie, zdrowiu i grajku który wystawia paragony. Czytelniku – jeśli lubisz mojego bloga, koniecznie wbij na bloga Ani – jest spora szansa że go pokochasz!
[twardo przełykam ślinę…] Macie kolejne zdjęcie, a ja na nie patrzę bo załamię się szarą pogodą 😀
O tym co i jak było we Włoszech popełniłam już mały tekst – bo jednak dostałam tam sporo lekcji od życia. Jeśli lubicie uczyć się ze swoich doświadczeń – łapcie też moje włoskie lekcje.
Dobra, bez owijania w bawełnę, bo mam prywatny ból własnej dupy. Myślę o Ani i o tym jaki rewelacyjny jest jej blog. Myślę o tym, że wiele jest takich osób, które mają fajne blogi. I wkurza mnie, że nie są popularne. Ostatnio ktoś powiedział o mnie “nie rozumiem jej fenomenu”. Sedno! Ja sama go nie rozumiem. To znaczy wiem jak to robię i co sprawiło że dzisiaj czyta mnie “trochę” większa, bo dwustutysięczna (jak to się do cholery pisze?!) garstka osób, ale nie rozumiem dlaczego mnie czytają. Hej – ile takich perełek czeka na odkrycie? Myślę intensywnie nad tym, by podać innym swoją dłoń i sprawić że staną się trochę więksi [to źle brzmi, to źle brzmi! :D]
No, wiecie co mam na myśli. W każdym razie nie ma nic za darmo. Nie chcę hajsu, ale jeśli chcesz efektów, musisz włożyć w to zaangażowanie. Wiem że ja z tych co to nic nie musisz, wszystko możesz, ale wiesz – jeśli chcesz to musisz. Jeśli chcesz. A jak nie, to nie.
Stąd pytanie – czy ktoś z tu czytających mnie…chciałby stać się trochę bardziej duży?  Dajcie znać. Nie wiem czy ruszać z tym.
Ok, lecimy dalej z tematem tygodnia.
To jest sklep z obuwiem. Sprzedają w nim wódkę. Pod ladą, na ladzie, jawnie i bez problemu. Mówiłam już że kocham włoski luz? 
I jest mi niewypowiedzianie przykro z powodu dzisiejszej tragedii. Tak, że nie mam słów :(. 
Mój wewnętrzny Freddie zaśpiewał właśnie wers  ♪ ♫ ♬But life still goes on  ♪ ♫ ♬ i pozwolił mi się pozbierać.
Włoskie historie innym razem… z piątku na sobotę wylądowałam w Warszawie. Jak mogłam nie wiedzieć, że jest szczyt NATO? I że przez jakiegoś Obamę miasto stoi na głowie? Och jak ja lubię swoje ciche zadupie za brak takich akcji, demonstracji, pochodów, obchodów, maratonów i innych cudów na kiju. Na szczęście w hotelu myślą za mnie i zadzwonili powiedzieć gdzie czeka na mnie taksówka. Z całego serca polecam Sound Garden Hotel. Darmowy transfer z lotniska, dobre śniadania no i mam dla Was spoko zniżkę (klik).
To miejsce działa na mnie tak, że o drugiej w nocy pisałam dla Was tekst a i tak się wyspałam 😀
Ale do tamtego tekstu już wrzucałam linka, więc zapodam czymś innym z tego tygodnia – pisałam też jak chronię włosy przed słońcem i dzisiaj z całą pewnością mogę powiedzieć – żyją i nie ucierpiały na włoskim słońcu. W przeciwieństwie do skóry na moich plecach, która opuszcza właśnie pokład bez kapitana. Dzięki skóro!
Wspominałam kiedyś, że nie jadłam w Warszawie nigdy nic super dobrego na tyle, by chcieć do tej Warszawy dla jedzenia wracać? Niektórzy się obrazili (#team-mentalne-gimnazjum) inni polecali swoje ukochane miejsca bym na stolicą spojrzała ich oczyma.
Spotkałam się z Anią i pokazała mi przepyszne miejsce Shipudei Berek – pizza izrealska i wybór meze z pitą (dokładają do woli!)… pycha!
Najedzona i szczęśliwa wróciłam do domu gdzie…
no dobra, zwolnię z tym jedzeniem i zmienię na moment temat. Mam wielki głód życia. Odważyłam się napisać tekst o tym, że kupuję sobie właśnie namiastkę swojego marzenia o wolności. Bo w istocie tego pragnę. Decydowania o każdej jednej minucie swojego życia.
Stąd mam teraz egzystencjalne rozkminki i mnóstwo sprzecznych myśli w tym samym momencie. Anyway…
Wróciłam do domu, gdzie czekały na mnie gołąbki. Mamine!
Mam głód życia. Podróżowania. Pysznego jedzenia. Czytania książek. Och jak ja za tym tęskniłam! Mam przeczucie że te trzy miesiące wolności wyleczą mnie z asekuracyjnego podchodzenia do życia i biznesu – boleśnie uświadamiam sobie, że styl życia jaki chcę wieść wymaga kasy, a żeby mieć kasę, trzeba przestać robić przysługi po znajomości ;). I może mając różne źródła dochodów skupić się na tych najsilniejszych zamiast rozmieniać się na drobne.
Gdyby nie ograniczał mnie w tym momencie budżet, już klepnęłabym bilet na Maltę (polecacie mi ją w komentarzach i na snapie) oraz na jesień do Rzymu. I na Sycylię. I jeszcze gdzieś. Najpierw muszę ochłonąć i zastanowić się co dalej.
I tak oto skończył się mój tydzień. Pośród zieleni Solca Kujawskiego. Wiecie, że zawsze uparcie piszę drugi człon nazwy mojego miasta z małej litery? Wiem jak jest poprawnie ale ciągle piszę źle.
Ok, to może linki tygodnia?
Wyjdę na strasznego dzieciaka. Takiego dziecinnego max. Nie mogę się doczekać aż bez żadnych sztuczek i obchodzenia systemu będę mogła pobrać smartfona PokemonGo i łapać pokemony. Serio bym się pobawiła! I wreszcie miałabym argument że gry mogą motywować dzieci do wychodzenia z domów. Czad!
Na jednym z moich ulubionych profili na fejsie jest krok po kroku opisane jak dostać pracę jako Stewardessa
Mozzarella z mleka bawolego w Polsce – kto nie próbował niech koniecznie kupi! Przed Włochami nie doceniałam mozzarelli. Wolałam inne sery ale teraz… oj, poleciałabym tam na samą pizzę i dla tego cudnego sera.
Pisałam Wam też ostatnio, że chciałabym odświeżyć sobie swoją “karierę konkursomaniaczki”, bo sprawiało mi to kiedyś wielką frajdę – Allani.pl poprosiło mnie o wspomnienie o ich konkursie – wystarczy stworzyć w ich kreatorze stylizacji zestaw z torebką Wittchen. Zestaw powinien być inspirowany bohaterem filmu…  i wtedy  można torebkę wygrać.
Set poniżej robiłam minutę (instrukcja jak to zrobić)
7c36086f593682e7fa289f597e222146490e9397

Konkurs nie potrwa długo, ale byłabym przeszczęśliwa gdyby wygrał ktoś, kto czyta mojego bloga. Link znajdziecie tutaj. Właśnie wybieram zwycięzców  poprzedniego konkursu (muszę się z tym przespać) ale postanowiłam częstotliwość konkursów dopasować do Waszego zaangażowania, także liczę na Was 😀 Nagrodę zgarnąć jest bardzo łatwo :).Tylko uwaga – zabawa w takie stylizacje wciąga, dlatego ja idę raczej wciągnąć rosół a potem poczytać do końca książkę Lema… ;)).

Na koniec fajny blog podróżniczy

Jazda autobusem po wybrzeżu Amalfi… oj, doświadczyłam tego, bywa “zabawnie”

i coś szokującego. Brrr!



Mam cię!



Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Previous
Kup sobie namiastkę swojego marzenia już dzisiaj, czyli moje wakacyjne plany
Wódka w obuwniczym, gołąbki i ból..wiadomo czego [TYGODNIK]