Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Kup sobie namiastkę swojego marzenia już dzisiaj, czyli moje wakacyjne plany

Moja koleżanka całe życie marzyła o domu z ogródkiem. Gdy już stała się jego szczęśliwą posiadaczką… szybko zrozumiała że to nie dla niej. Że dom to skarbonka bez dna (3 x bardziej niż mieszkanie), że ciągle coś trzeba naprawiać, konserwować albo odśnieżać przed domem nawet jak jesteś poza Polską – bo dostaniesz mandat. Gdyby przed przed sprzedaniem mieszkania po babci i wpakowaniu się w kredyt wynajęła jakiś dom na trzy miesiące, być może nie władowałaby się w coś, co ją unieszczęśliwia.
Jestem osobą, która zawsze chce to, czego mieć nie może. A przynajmniej nie w tym momencie.
Mam w lodówce ciasto, w garnku pyszną zupę a w słoikach domowe dżemy? Będę miała ochotę na śledzie.
A gdy mam lodówce śledzie, to chcę ciasto. 
Chciałam mieć kiedyś rolki. Bo koleżanka miała. Och, jak ja ich pragnęłam! Gdy uzbierałam na nie kasę… założyłam trzy razy i z nich wyrosłam. Brawo.
A mogłam od kogoś pożyczyć na tydzień i wiedziałabym że to nie to. 
Uczenie się na błędach jest okej, ale moją lekcją wyniesioną z tych błędów jest postawa – zafunduj sobie namiastkę swojego marzenia zanim się okaże, że nie jest twoim marzeniem.

Zanim w moim domu pojawił się pies, codziennie wstawałam rano by przed doczłapaniem do przedszkola pogłaskać suczkę poczciwego pijaczka, który swoją Lassie wyprowadzał. Nie było zmiłuj [w tym momencie chylę czoła za anielską cierpliwość mojej mamy].  Przy okazji zasypywałam go miliardem pytań o to co piesek je, jak często trzeba go czesać i chodzić z nim do weterynarza. A potem opiekowałam się psem przez tydzień, gdy jego właściciele byli na wakacjach.
Jeśli będę miała dziecko i to dziecko zachce pieska… obowiązkowo wyślę ja na miesięczny wolontariat do schroniska. Żeby sprawdziło, czy naprawdę pragnie, czy tylko chce.
Od zawsze chciałam mieć emeryturę na którą sobie sama zapracuję. Sorry, nie wierzę w państwo. Chciałabym mieć emeryturę przed czterdziestką. Przychód pasywny z własnych produktów albo wynajmu mieszkań czy lokali [z oddelegowaniem wszystkich zadań poza odbieraniem przelewów innym ludziom]. Ale jednocześnie bardzo lubię pracować. Wręcz przeginam z tym, bo tak bardzo tego pragnęłam, że dreptałam sobie ścieżkę wiodącą przez osty i pokrzywy oraz zakazy wstępu by dzisiaj robić to, co robić kocham. Tak, mam na myśli tak niskie wynagrodzenie, że nikt by się na to nie zgodził, ale byłam w liceum i uczyłam się w ten sposób. I wkurza mnie niemożebnie gdy ktoś mi mówi, że zazdrości i by się ze mną zamienił. Teraz, jakoś kilka lat temu nikt się do tego nie garnął. Zapraszam, trudne drogi wciąż istnieją, trzeba tylko pragnąć. Wtedy nic cię nie zniechęci. Ale ludzie chcą tylko celu, tylko pucharu, tylko efektu. Drogi się boją. Czekają na windę, która nigdy nie przyjedzie.
Chciałabym żyć z tego, że jestem sobą. Ale nie tak jak dzisiaj, że muszę brać zlecenia i coś robić, tylko tak że nie muszę bo mam za co żyć, ale ewentualnie chcę. Nie wstydzę się tego pragnienia. Głęboko je przemyślałam.
W zeszłym roku przeginałam z pracą. I coś we mnie pękło, gdy zapragnęłam poleżeć w Grecji na plaży i nie robić NIC. Zupełnie nic, nawet wybierać knajp. Zdecydowałam się na leniwe All Inclusive bez żadnych wycieczek fakultatywnych. Bez żadnego myślenia. Z wyłączeniem mózgu, który się trochę przegrzał. Zaskoczyła mnie potrzeba tej bezczynności.
A potem pomyślałam, że przecież marzę o tym, by nic nie musieć. Ewentualnie chcieć.
Z braku lepszego pomysłu jak zafundować sobie namiastkę mojego docelowego stylu życia, pracowałam przez ostatni rok bardzo dużo. Kto śledzi snapa ten pewnie wie. Robiłam to wypracować sobie nadwyżki i nie musieć pracować przez najbliższe trzy miesiące.
Tak, od 4 lipca NIC NIE MUSZĘ. Będę musiała dopiero na początku października.
Po co mi to?
Bo chcę wiedzieć, czy naprawdę tego chcę. Bo może jednak nie. Skąd mam wiedzieć?
Ostatni czas był intensywny. To dobrze, lubię jak jest intensywnie. Nie chcę przegapić swojego życia.


Don’t wanna close my eyes
I don’t wanna fall asleep
(…)
And I don’t wanna miss a thing


Ale tak między nami – czułam się jak przegrzana maszyna. Prawie zarżnęłam silnik.

Jestem tym czasem trochę podekscytowana, a trochę przerażona. Bo teraz kiedy go mam… musiałam się zastanowić czego tak naprawdę od niego chcę. Nie chcę go zmarnować, kosztował mnie naprawdę wiele. Może nawet zbyt wiele.

Już nie mogę mieć wymówek, że nie starcza mi czasu. Trzy miesiące to naprawdę spoko okres. Mogę wszystko. Nie wiem co chcę bardziej.
I want it all and I want it now

To co zaśpiewał Freddie, mógł zaśpiewać tylko facet bardzo świadomy zbliżającej się śmierci. Och jak ja go rozumiem! To all i to now.

I’m a man with a one track mind
So much to do in one life time

A teraz mam czas i…
Zastanawiam się, co robiłabym gdybym miała całe 24h doby dla siebie. Nie chciałabym zgodzić się na życie, w którym będę miała dla siebie dwa lata emerytury przed śmiercią i spędzę je w kolejkach do lekarza. Jeśli mi się nie powiedzie – okej, przegrałam. Ale moje życie jest zbyt cenne bym pozwoliła na to bez walki. Moje życie jest moje. Jak mi się nie powiedzie – okej, choroba nauczyła mnie zaciskania zębów. Zbierałam maliny, imałam się mało płatnych zajęć – przeżyję. Ale świadoma, że nie poddałam się bez walki i że próbowałam. Że wykorzystałam swój potencjał. Cały. 

To różnica.

Oto czego tak naprawdę pragnę.

Nie musieć niczego. 


Niczego, kompletnie niczego. Robić coś dlatego, że chcę. Nie dlatego, że ktoś ode mnie tego oczekuje albo wymaga. Być panią swojego życia.

Chodzić boso. Po trawie, po kamieniach. Masować receptory, być bliżej natury. Opalać się, ładować swoje baterie słoneczne. Każdego dnia zachwycać się przyrodą. Ale nie tak jak japońscy turyści że pstryk-pstryk ale nawet nie podniosą oczek znad wizjera. I nie tak jak turyści niemieccy, że tylko z przewodnikiem. Chcę błądzić, chcę kluczyć, chcę doświadczać. Chcę iść do lasu na poziomki, chcę zrywać maliny z własnego ogródka i we wrześniu skoczyć na jeżyny na wieś.

Chcę zacząć swoją prywatną akcję zdrowie. Zimny prysznic z rana, gorące kąpiele gdy mi się zachce. Z olejkami aromatycznymi i solą magnezową. Szczotkować ciało na sucho . Nakładać na włosy i ciało tyle mikstur ile tylko mi się zachce, bo nie muszę już wysuszyć włosów przed wyjściem o tej i o tej.
Chcę ssać olej każdego ranka, pić smoothie i koktajle, jeść same dobre rzeczy i nie jadać w pośpiechu. Latem nie potrzebuję tyle energii co zimą i mogę jeść lżej.
Chcę wyprowadzać się na spacer każdego dnia. Mieć czas dla wszystkich, z którymi chcę się spotykać i nie spotykać się z tymi, z którymi muszę, ale tak naprawdę nie chcę. Teraz nic nie muszę.

Chcę śpiewać swoje ulubione piosenki i czasami nic nie robić, tylko się do siebie śmiać pod nosem.

Chcę popracować nad swoja matmą. Kiedyś myślałam, że jestem z niej dobra. A potem okazało się że piątka w moim gimnazjum warta była tak naprawdę tyle, co dwa z plusem, może trzy minus poza nim. Bolało.
Potem matematykę polubiłam, ale jeszcze się nie przyjaźnimy. Przyjaciela trzeba dobrze rozumieć. Bez zastanowienia, bez słów, w lot.
Na razie lubię z nim spędzać czas – podobała mi się książka Twierdzenie Papugi, z przyjemnością przeczytałam napisaną przez matematyka Flatlandię. Chciałabym pociągnąć tę relację na wyższy poziom.

Bardziej poznać Kabałę. Bo mnie zaintrygowała i chcę przynajmniej wysłuchać Szczebli drabiny. To tylko 12 lekcji.  Potem zadecyduję co dalej.

Chcę czytać! Ale nie książki naukowe. Nie chcę mieć żadnych ograniczeń z tym co czytam. Chcę czytać różne rzeczy, pozwolić sobie na odkrycie nowych. Nie chcę szukać głębi na siłę. Chcę bez wstydu czytać także mało ambitne książki. Wszystko mogę, nic nie muszę.
Na razie czytam książkę którą dostałam od jednej Ani, potem biorę się za Kongres futurologiczny Lema. A potem nie wiem. Może moja ukochana literatura rosyjska XIX  wieku i początku XX, może Saga o Czarnoksiężniku, może coś innego.

Chcę mieć wyrąbane na wygląd mojego ciała.
Dwa zdjęcia wyżej widzicie mój miękki brzuch. Taki mam rodzaj metabolizmu. Lubię sobie dobrze pojeść i nie dla mnie diety srety i wyliczone makro. Moje ciało jest przyjemnie miękkie a pod pewnym kontrolowanym poziomem tłuszczyku, który jest mi niezbędny – mam mięśnie. Ba, mam cellulit i mięśnie. Estrogenowy typ sylwetki :).  Czyli jak napnę udo – nie dasz rady mnie uszczypnąć. Ale nie chcę mieć takiej sylwetki bez napinki.

To zdjęcie mnie bawi, bo lubię wyglądać na delikatną dziewczynę. Chcę być wyćwiczona i sprawna, ale nie chcę wyglądać na kogoś, kto regularnie i mocno ćwiczy.

Chcę robić bez wysiłku szpagat. Bo kiedyś robiłam. Bo lubię być rozciągnięta i elastyczna. If you know what I mean. 
Bo mogę. Bo mam taki kaprys.  Bo chcę.

Chcę zrobić remont w moim pokoju. Chociażby dlatego, że zagospodarowanie małej przestrzeni to wyzwanie, a muszę się sprawdzić zanim uzbieram solidny wkład własny na kawalerkę. Bo może jednak wolę zbierać na działkę.
Ten wydatek jest irracjonalny, bo kasa mogłaby iść na ten nieszczęsny wkład. Ale wiem, że remonty uczą i tego potrzebuję.

Chcę pojechać na konferencję See Blogers, bo będzie tam wiele osób które znam i to dobra okazja by się spotkać. Chcę odwiedzić Lwów, wschodnią ścianę naszego kraju (Lublin!) i bardzo chętnie Rzym lub jakiś tydzień spędzić w ciepełku, o ile upoluję okazję. No i to we wrześniu, jak będzie taniej. Jednak moja namiastka od docelowego stylu życia różni się ograniczonym budżetem :)).

Chcę bez żalu pozbyć się nadmiaru przedmiotów – przeczytanych książek, ubrań których nie noszę.

Chcę nadrobić dobre filmy i ostatni sezon Gry o Tron, bo jakoś za dużo pracowałam i nie pykło z czasem. Chcę przypomnieć sobie o tym jak to jest brać udział w konkursach i się w to pobawić jak za gimnazjalnych lat. Przerobić jakiś kurs – rysowania, może ładnego pisania, może robienia kursów. Częściej i bardziej spontanicznie blogować. Uczyć się dla zabawy jakiegoś języka. Może włoskiego, może hiszpańskiego, może innego. Może pomłócić bez celu  w jakąś gierkę. Może obejrzeć jakieś anime. 


A może olać ten wstępny zarys planu i robić inne rzeczy, które przyjdą mi do głowy? Nie chcę zmarnować tego czasu! :).

Chyba pierwszy raz w moim dorosłym życiu mam tak długie wolne. Co ja mówię – jakie chyba – w istocie tak jest! Pracuję od liceum. Zamierzam robić to co chcę i się tego nie wstydzę.

Czuję, że mogę wszystko. Jestem rozkosznie wolna i szalenie ciekawa moich przemyśleń po. Czy będę zdolna wrócić do normalnego trybu, czy podejmę jakąś szaloną decyzję? Czy nie dostanę szału z poczucia, że nie robię nic? Czy czas dla siebie jest niczym?


Milion pytań, żadnych odpowiedzi. Jednak wielka ciekawość.

Ta namiastka docelowego stylu życia jest mi jednak potrzebna. I zachęcam każdego, by spróbował zanim w coś wejdzie na całego. Wypożyczył drogą torebkę zanim ją kupi. Opiekował się psem znajomych zanim będzie miał swojego. Pojeździł rowerem miejskim zanim kupi własny i urządził sobie ogródek na balkonie, zanim powoła do życia ten prawdziwy.

Jestem ciekawa – gdybyś miał trzy miesiące z odłożoną kasą – co byś robił w tym czasie? Wiem jaką cenę za nie poniosłam i nie zamierzam ich zmarnować.
Buziaki!
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
7 cennych lekcji, których udzielili mi Włosi
Kup sobie namiastkę swojego marzenia już dzisiaj, czyli moje wakacyjne plany