Kiedyś stresowałam się, że to co polecam nie spodoba się komuś, kto skorzystał z mojej rekomendacji. Dzisiaj mam z tym luz. 
Nie podobał mi się Paryż, podobał Lwów. Wiecie dlaczego, wiecie co lubię - to jest ok, że czasem mamy różny gust, upodobania, zachwycają nas różne rzeczy.
Ktoś zwiedzając ruiny będące symbolem walki kultur i cywilizacji wzruszy ramionami i powie „kamienie jak kamienie”, albo zrobi sobie popielniczkę z zabytkowej kolumny.
Kogoś zachwyci przyroda, ktoś inny powie, że drzewa jak drzewa.
Jeden cieszy się na deszcz, bo rosną mu warzywa, drugi płacze, bo chciał się opalać.
Od kiedy myślę o tym w ten sposób, to zrzuciłam z siebie całą presję odpowiedzialności. Całkiem fajnie!
Jestem ciekawa, czy jest jakieś miejsce, które cię totalnie zachwyca, a inni tego zachwytu nie podzielają ;) #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #lato #tunsia #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #pranie #sukienka #100dnibezspodni #afryka #tunis

Kiedyś stresowałam się, że to...

Long time no selfie!

Jaki jest sens wstawiać nieaktualne selfie, bo zmieniło się kolor włosów? Chyba żaden, ale mam taki problem, że rzadko umiem cieszyć się obecną chwilą. Moje myśli albo dotyczą czegoś, co było, albo (to częściej!) tego, co nadchodzi. Jakiś deadline, projekt, kolejna podróż. Nieustannie jestem głową w miejscach innych, niż jestem ciałem. Kiedyś bardzo pomagało mi na to bieganie - miałam swój ustalony czas na gonitwę myśli. Chyba pora do tego wrócić! #tuiteraz #szczerze_pisząc #aniamaluje #podróże 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #podróżemałeiduże #kropki #sukienka #selfiaczek #tunisia

Long time no selfie! Jaki...

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się chwilą i nie reagującej na obiektyw jak na lufę karabinu. Monastyr 2019, koloryzowane.
##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #Tunisia #wakacje #monastir #monastyr #lato #kropki #sukienka #100dnibezspodni #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się...

Lecąc do Tunezji miałam jeden plan - uporządkować swoje myśli i całkowicie odpocząć. Bardzo lubię oddzielić się od grupy i pozachwycać się albo pomyśleć. Na tym wyjeździe to bez sensu. Ekipa jest tak fajna, że bardzo przyjemnie jest po prostu ludzi słuchać. Każdy ma do opowiedzenia coś, co w jakiś sposób mnie wzbogaca. Uwielbiam poszerzać swoją bańkę filtrującą i podróże są do tego idealną okazją, ale z tego wyjazdu wracam też z dużą listą książek do przeczytania. #Tunisia #wakcje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #blogerkapodróżnicza #lato #afryka 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Lecąc do Tunezji miałam jeden...

Wrzucam dwa, bo nie wiem które lepsze. Oczywiście kolory domalowałam sobie sama (realne znajdziecie u @ewaszabatin ) ale chyba najbardziej w podróży lubię właśnie przystanąć, wystawić mordkę do słońca, zachwycić się widokiem. Fajnie!
#osiolek #osioł #donkey #tunezja #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Wrzucam dwa, bo nie wiem...

Bardzo podoba mi się ta fotka! Idealnie oddaje klimat Hammametu. Niebieskie drzwi, białe ściany i dużo koteczków. 
#hammamet #podróże #podróżemałeiduże #kotki #koty #catstagram #tunisian_girl #wakacje #tunisia #blogerka #blogerkapodróżnicza #kotełki 
#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays 
Fot: @super_kristyne

Bardzo podoba mi się ta...

Pamiętacie jak śmiałam się z instagramerki, która na każdym zdjęciu dokleja te same chmurki? Karma wrocila 😅
W Odessie wyświetliło mi się pod hashtagiem „Odessa” zdjęcie z neonem „too late to die young”. Pomyślałam, że zajebiste z okazji nadchodzących urodzin, bo nie zdążyłam do klubu 27 i w sumie jest mi bliżej do pani pod trzydziestkę niż dwudziestolatki 😱 jakież było moje rozczarowanie, gdy po długim spacerze zastaliśmy pożegnalną popijawę pracowników, bo koniec sezonu i neonu włączyć się nie da😅 Nie mieli już prądu! Próbowałam neon włączyć sama w programie graficznym, ale nie umiem🙈 przesuń w bok by zobaczyć zdjęcie przed a potem zostaw mi urodzinowe serduszko ♥️🙈 Jedyne o czym w tym momencie marzę to zdrzemnąć się w samolocie. Kierunek #Tunezja!
28 lat, Thorze, kiedy to się stało😱😱😱
#urodziny #28lat #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #discoverunder50k

Pamiętacie jak śmiałam się z...

#podróże to jedna z największych radości mojego życia, ale jednoczenie też powód przez który NIE OGARNIAM.
Wschód słońca nad morzem w Odessie to piękny widok, ale spacer po jesiennym Żoliborzu również zapiera dech w piersiach. No chyba, że to był smog😉
W każdym razie - zrobiłam sobie wczoraj dłuższy spacer, bo nie chciało mi się czekać na tramwaj, a potem to już nie chciało mi się wracać, bo było tak kolorowo i pięknie. Gdyby nie ta decyzja, nie doświadczyłabym piękna jesieni w tym roku. Ledwo rozpakowałam walizkę po Budapeszcie, a tonę w praniu bo zaraz Tunezja. Tu praca, tam trzeba podskoczyć na pocztę, wizyta u lekarza i czas ucieka. Podejrzewam, że po powrocie złotych liści już nie będzie.
Chwile. Piękne chwile, to one się liczą najbardziej. Staram się je doceniać i chwytać.
Nawet dosłownie, bo podnoszę liście i kasztany🙃
Wiem, że nie każdy lubi jesień (ja tylko złotą i słoneczną część) ale wymień w komentarzu ulubioną rzecz związaną z jesienią.
Jesieniaro, do boju :)💪🏻
#jesień #jesieniara #hamak #hammock #odessa #odesa #morning #poranek #herbata #relaks #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #blogger #robe #ukraine #ukraina #aniamaluje #jesień #październik #helloautumn

#podróże to jedna z największych...

Planowałam wylegiwać się w termach i objadać, tymczasem termy okazały się najsłabszym punktem wyjazdu a #Budapeszt jest idealnym miastem na niespieszne jesienne spacery przerywane zachwycaniem się widoczkami. I zbieraniem kasztanów ;). A widoczki są przeróżne i przepiękne! Od panoramy miasta z licznych wzniesień, przez modry Dunaj (cokolwiek ten kolor oznacza😅) po zapierającą dech w piersiach architekturę.
Kuchnia nie do końca moja, znalezienie „placka po węgiersku” to jak szukanie spaghetti bolognese w Bolonii albo dobrych pierogów w Warszawie :D ale za to cała reszta jest absolutnie magiczna.
O właśnie. Magiczny. Taki jest Budapeszt.
Wpadłam na krótko, ale pewnie wrócę!

Fot: @agnieszkazysk 
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #budgettraveler #budgettravel #travelblogger #girlswhotravel #maxidress #aniapodróżuje #budapest #hungary #budapestgram #węgry #zamek #castle #100dnibezspodni #sukienka

Planowałam wylegiwać się w termach...

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie? Dla ułatwienia - wyobraź sobie, że masz dorastającą córkę. Co powinna przeczytać? Moje pokolenie miało bravo, do którego czytelnicy pisali listy, a potem ekspert odpowiadał - "nie Tomku, to normalne, że ciekawiło cię jak smakuje twoja sperma, nie zwariowałeś i nie pochorujesz się od tego". Pamiętam jak moja wychowawczyni próbowała przekonać na zebraniu rodziców, by nie pozwalali nam czytać takich  gazet. A czy były złe? Przynamniej wypowiadali się tam eksperci po psychologii albo specjalności z ginekologii czy seksuologii. Dzisiaj teoretycznie dostęp do wiedzy jest większy, ale kto tworzy te informacje? Na ile są wiarygodne? Nie muszę wam tego tłumaczyć, jestem copywriterką, napisałam sporo tekstów o maszynach rolniczych, na których znam się jak na historii Mongolii w XIX wieku.
Chociaż te teksty mają jakąś korektę merytoryczną!

Sto razy bardziej wolałabym, aby moja nieistniejąca córka przeczytała merytoryczną książkę o swoim ciele, niż trafiła na stronę, na której szukając informacji o włosach na ciele sprzeda jej krem do wybielania odbytu albo inną niebezpieczną rzecz.

Merytoryczna, zabawna, konkretna - taka jest książka "Obrzydliwa anatomia" Mary Altman. 
Opinia powstała przy współpracy z wydawnictwem kobiecym, ale swojej nieistniejącej córce polecam naprawdę!
Jaka jest najgłupsza rzecz związana z ciałem, w jaką wierzyłaś dorastając?

#obrzydliwaanatomia #maraaltman #cialopozytyw #wystarczajacodobra #aniamaluje #czytam #szczerze_pisząc #bookstagrampl #bookstagram #ksiazki #terazczytam #współpraca #blogerka

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie?...

Kup sobie namiastkę swojego marzenia już dzisiaj, czyli moje wakacyjne plany

Moja koleżanka całe życie marzyła o domu z ogródkiem. Gdy już stała się jego szczęśliwą posiadaczką… szybko zrozumiała że to nie dla niej. Że dom to skarbonka bez dna (3 x bardziej niż mieszkanie), że ciągle coś trzeba naprawiać, konserwować albo odśnieżać przed domem nawet jak jesteś poza Polską – bo dostaniesz mandat. Gdyby przed przed sprzedaniem mieszkania po babci i wpakowaniu się w kredyt wynajęła jakiś dom na trzy miesiące, być może nie władowałaby się w coś, co ją unieszczęśliwia.
Jestem osobą, która zawsze chce to, czego mieć nie może. A przynajmniej nie w tym momencie.
Mam w lodówce ciasto, w garnku pyszną zupę a w słoikach domowe dżemy? Będę miała ochotę na śledzie.
A gdy mam lodówce śledzie, to chcę ciasto. 
Chciałam mieć kiedyś rolki. Bo koleżanka miała. Och, jak ja ich pragnęłam! Gdy uzbierałam na nie kasę… założyłam trzy razy i z nich wyrosłam. Brawo.
A mogłam od kogoś pożyczyć na tydzień i wiedziałabym że to nie to. 
Uczenie się na błędach jest okej, ale moją lekcją wyniesioną z tych błędów jest postawa – zafunduj sobie namiastkę swojego marzenia zanim się okaże, że nie jest twoim marzeniem.

Zanim w moim domu pojawił się pies, codziennie wstawałam rano by przed doczłapaniem do przedszkola pogłaskać suczkę poczciwego pijaczka, który swoją Lassie wyprowadzał. Nie było zmiłuj [w tym momencie chylę czoła za anielską cierpliwość mojej mamy].  Przy okazji zasypywałam go miliardem pytań o to co piesek je, jak często trzeba go czesać i chodzić z nim do weterynarza. A potem opiekowałam się psem przez tydzień, gdy jego właściciele byli na wakacjach.
Jeśli będę miała dziecko i to dziecko zachce pieska… obowiązkowo wyślę ja na miesięczny wolontariat do schroniska. Żeby sprawdziło, czy naprawdę pragnie, czy tylko chce.
Od zawsze chciałam mieć emeryturę na którą sobie sama zapracuję. Sorry, nie wierzę w państwo. Chciałabym mieć emeryturę przed czterdziestką. Przychód pasywny z własnych produktów albo wynajmu mieszkań czy lokali [z oddelegowaniem wszystkich zadań poza odbieraniem przelewów innym ludziom]. Ale jednocześnie bardzo lubię pracować. Wręcz przeginam z tym, bo tak bardzo tego pragnęłam, że dreptałam sobie ścieżkę wiodącą przez osty i pokrzywy oraz zakazy wstępu by dzisiaj robić to, co robić kocham. Tak, mam na myśli tak niskie wynagrodzenie, że nikt by się na to nie zgodził, ale byłam w liceum i uczyłam się w ten sposób. I wkurza mnie niemożebnie gdy ktoś mi mówi, że zazdrości i by się ze mną zamienił. Teraz, jakoś kilka lat temu nikt się do tego nie garnął. Zapraszam, trudne drogi wciąż istnieją, trzeba tylko pragnąć. Wtedy nic cię nie zniechęci. Ale ludzie chcą tylko celu, tylko pucharu, tylko efektu. Drogi się boją. Czekają na windę, która nigdy nie przyjedzie.
Chciałabym żyć z tego, że jestem sobą. Ale nie tak jak dzisiaj, że muszę brać zlecenia i coś robić, tylko tak że nie muszę bo mam za co żyć, ale ewentualnie chcę. Nie wstydzę się tego pragnienia. Głęboko je przemyślałam.
W zeszłym roku przeginałam z pracą. I coś we mnie pękło, gdy zapragnęłam poleżeć w Grecji na plaży i nie robić NIC. Zupełnie nic, nawet wybierać knajp. Zdecydowałam się na leniwe All Inclusive bez żadnych wycieczek fakultatywnych. Bez żadnego myślenia. Z wyłączeniem mózgu, który się trochę przegrzał. Zaskoczyła mnie potrzeba tej bezczynności.
A potem pomyślałam, że przecież marzę o tym, by nic nie musieć. Ewentualnie chcieć.
Z braku lepszego pomysłu jak zafundować sobie namiastkę mojego docelowego stylu życia, pracowałam przez ostatni rok bardzo dużo. Kto śledzi snapa ten pewnie wie. Robiłam to wypracować sobie nadwyżki i nie musieć pracować przez najbliższe trzy miesiące.
Tak, od 4 lipca NIC NIE MUSZĘ. Będę musiała dopiero na początku października.
Po co mi to?
Bo chcę wiedzieć, czy naprawdę tego chcę. Bo może jednak nie. Skąd mam wiedzieć?
Ostatni czas był intensywny. To dobrze, lubię jak jest intensywnie. Nie chcę przegapić swojego życia.


Don’t wanna close my eyes
I don’t wanna fall asleep
(…)
And I don’t wanna miss a thing


Ale tak między nami – czułam się jak przegrzana maszyna. Prawie zarżnęłam silnik.

Jestem tym czasem trochę podekscytowana, a trochę przerażona. Bo teraz kiedy go mam… musiałam się zastanowić czego tak naprawdę od niego chcę. Nie chcę go zmarnować, kosztował mnie naprawdę wiele. Może nawet zbyt wiele.

Już nie mogę mieć wymówek, że nie starcza mi czasu. Trzy miesiące to naprawdę spoko okres. Mogę wszystko. Nie wiem co chcę bardziej.
I want it all and I want it now

To co zaśpiewał Freddie, mógł zaśpiewać tylko facet bardzo świadomy zbliżającej się śmierci. Och jak ja go rozumiem! To all i to now.

I’m a man with a one track mind
So much to do in one life time

A teraz mam czas i…
Zastanawiam się, co robiłabym gdybym miała całe 24h doby dla siebie. Nie chciałabym zgodzić się na życie, w którym będę miała dla siebie dwa lata emerytury przed śmiercią i spędzę je w kolejkach do lekarza. Jeśli mi się nie powiedzie – okej, przegrałam. Ale moje życie jest zbyt cenne bym pozwoliła na to bez walki. Moje życie jest moje. Jak mi się nie powiedzie – okej, choroba nauczyła mnie zaciskania zębów. Zbierałam maliny, imałam się mało płatnych zajęć – przeżyję. Ale świadoma, że nie poddałam się bez walki i że próbowałam. Że wykorzystałam swój potencjał. Cały. 

To różnica.

Oto czego tak naprawdę pragnę.

Nie musieć niczego. 


Niczego, kompletnie niczego. Robić coś dlatego, że chcę. Nie dlatego, że ktoś ode mnie tego oczekuje albo wymaga. Być panią swojego życia.

Chodzić boso. Po trawie, po kamieniach. Masować receptory, być bliżej natury. Opalać się, ładować swoje baterie słoneczne. Każdego dnia zachwycać się przyrodą. Ale nie tak jak japońscy turyści że pstryk-pstryk ale nawet nie podniosą oczek znad wizjera. I nie tak jak turyści niemieccy, że tylko z przewodnikiem. Chcę błądzić, chcę kluczyć, chcę doświadczać. Chcę iść do lasu na poziomki, chcę zrywać maliny z własnego ogródka i we wrześniu skoczyć na jeżyny na wieś.

Chcę zacząć swoją prywatną akcję zdrowie. Zimny prysznic z rana, gorące kąpiele gdy mi się zachce. Z olejkami aromatycznymi i solą magnezową. Szczotkować ciało na sucho . Nakładać na włosy i ciało tyle mikstur ile tylko mi się zachce, bo nie muszę już wysuszyć włosów przed wyjściem o tej i o tej.
Chcę ssać olej każdego ranka, pić smoothie i koktajle, jeść same dobre rzeczy i nie jadać w pośpiechu. Latem nie potrzebuję tyle energii co zimą i mogę jeść lżej.
Chcę wyprowadzać się na spacer każdego dnia. Mieć czas dla wszystkich, z którymi chcę się spotykać i nie spotykać się z tymi, z którymi muszę, ale tak naprawdę nie chcę. Teraz nic nie muszę.

Chcę śpiewać swoje ulubione piosenki i czasami nic nie robić, tylko się do siebie śmiać pod nosem.

Chcę popracować nad swoja matmą. Kiedyś myślałam, że jestem z niej dobra. A potem okazało się że piątka w moim gimnazjum warta była tak naprawdę tyle, co dwa z plusem, może trzy minus poza nim. Bolało.
Potem matematykę polubiłam, ale jeszcze się nie przyjaźnimy. Przyjaciela trzeba dobrze rozumieć. Bez zastanowienia, bez słów, w lot.
Na razie lubię z nim spędzać czas – podobała mi się książka Twierdzenie Papugi, z przyjemnością przeczytałam napisaną przez matematyka Flatlandię. Chciałabym pociągnąć tę relację na wyższy poziom.

Bardziej poznać Kabałę. Bo mnie zaintrygowała i chcę przynajmniej wysłuchać Szczebli drabiny. To tylko 12 lekcji.  Potem zadecyduję co dalej.

Chcę czytać! Ale nie książki naukowe. Nie chcę mieć żadnych ograniczeń z tym co czytam. Chcę czytać różne rzeczy, pozwolić sobie na odkrycie nowych. Nie chcę szukać głębi na siłę. Chcę bez wstydu czytać także mało ambitne książki. Wszystko mogę, nic nie muszę.
Na razie czytam książkę którą dostałam od jednej Ani, potem biorę się za Kongres futurologiczny Lema. A potem nie wiem. Może moja ukochana literatura rosyjska XIX  wieku i początku XX, może Saga o Czarnoksiężniku, może coś innego.

Chcę mieć wyrąbane na wygląd mojego ciała.
Dwa zdjęcia wyżej widzicie mój miękki brzuch. Taki mam rodzaj metabolizmu. Lubię sobie dobrze pojeść i nie dla mnie diety srety i wyliczone makro. Moje ciało jest przyjemnie miękkie a pod pewnym kontrolowanym poziomem tłuszczyku, który jest mi niezbędny – mam mięśnie. Ba, mam cellulit i mięśnie. Estrogenowy typ sylwetki :).  Czyli jak napnę udo – nie dasz rady mnie uszczypnąć. Ale nie chcę mieć takiej sylwetki bez napinki.

To zdjęcie mnie bawi, bo lubię wyglądać na delikatną dziewczynę. Chcę być wyćwiczona i sprawna, ale nie chcę wyglądać na kogoś, kto regularnie i mocno ćwiczy.

Chcę robić bez wysiłku szpagat. Bo kiedyś robiłam. Bo lubię być rozciągnięta i elastyczna. If you know what I mean. 
Bo mogę. Bo mam taki kaprys.  Bo chcę.

Chcę zrobić remont w moim pokoju. Chociażby dlatego, że zagospodarowanie małej przestrzeni to wyzwanie, a muszę się sprawdzić zanim uzbieram solidny wkład własny na kawalerkę. Bo może jednak wolę zbierać na działkę.
Ten wydatek jest irracjonalny, bo kasa mogłaby iść na ten nieszczęsny wkład. Ale wiem, że remonty uczą i tego potrzebuję.

Chcę pojechać na konferencję See Blogers, bo będzie tam wiele osób które znam i to dobra okazja by się spotkać. Chcę odwiedzić Lwów, wschodnią ścianę naszego kraju (Lublin!) i bardzo chętnie Rzym lub jakiś tydzień spędzić w ciepełku, o ile upoluję okazję. No i to we wrześniu, jak będzie taniej. Jednak moja namiastka od docelowego stylu życia różni się ograniczonym budżetem :)).

Chcę bez żalu pozbyć się nadmiaru przedmiotów – przeczytanych książek, ubrań których nie noszę.

Chcę nadrobić dobre filmy i ostatni sezon Gry o Tron, bo jakoś za dużo pracowałam i nie pykło z czasem. Chcę przypomnieć sobie o tym jak to jest brać udział w konkursach i się w to pobawić jak za gimnazjalnych lat. Przerobić jakiś kurs – rysowania, może ładnego pisania, może robienia kursów. Częściej i bardziej spontanicznie blogować. Uczyć się dla zabawy jakiegoś języka. Może włoskiego, może hiszpańskiego, może innego. Może pomłócić bez celu  w jakąś gierkę. Może obejrzeć jakieś anime. 


A może olać ten wstępny zarys planu i robić inne rzeczy, które przyjdą mi do głowy? Nie chcę zmarnować tego czasu! :).

Chyba pierwszy raz w moim dorosłym życiu mam tak długie wolne. Co ja mówię – jakie chyba – w istocie tak jest! Pracuję od liceum. Zamierzam robić to co chcę i się tego nie wstydzę.

Czuję, że mogę wszystko. Jestem rozkosznie wolna i szalenie ciekawa moich przemyśleń po. Czy będę zdolna wrócić do normalnego trybu, czy podejmę jakąś szaloną decyzję? Czy nie dostanę szału z poczucia, że nie robię nic? Czy czas dla siebie jest niczym?


Milion pytań, żadnych odpowiedzi. Jednak wielka ciekawość.

Ta namiastka docelowego stylu życia jest mi jednak potrzebna. I zachęcam każdego, by spróbował zanim w coś wejdzie na całego. Wypożyczył drogą torebkę zanim ją kupi. Opiekował się psem znajomych zanim będzie miał swojego. Pojeździł rowerem miejskim zanim kupi własny i urządził sobie ogródek na balkonie, zanim powoła do życia ten prawdziwy.

Jestem ciekawa – gdybyś miał trzy miesiące z odłożoną kasą – co byś robił w tym czasie? Wiem jaką cenę za nie poniosłam i nie zamierzam ich zmarnować.
Buziaki!
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
7 cennych lekcji, których udzielili mi Włosi
Kup sobie namiastkę swojego marzenia już dzisiaj, czyli moje wakacyjne plany