Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Kup sobie namiastkę swojego marzenia już dzisiaj, czyli moje wakacyjne plany

Moja koleżanka całe życie marzyła o domu z ogródkiem. Gdy już stała się jego szczęśliwą posiadaczką… szybko zrozumiała że to nie dla niej. Że dom to skarbonka bez dna (3 x bardziej niż mieszkanie), że ciągle coś trzeba naprawiać, konserwować albo odśnieżać przed domem nawet jak jesteś poza Polską – bo dostaniesz mandat. Gdyby przed przed sprzedaniem mieszkania po babci i wpakowaniu się w kredyt wynajęła jakiś dom na trzy miesiące, być może nie władowałaby się w coś, co ją unieszczęśliwia.
Jestem osobą, która zawsze chce to, czego mieć nie może. A przynajmniej nie w tym momencie.
Mam w lodówce ciasto, w garnku pyszną zupę a w słoikach domowe dżemy? Będę miała ochotę na śledzie.
A gdy mam lodówce śledzie, to chcę ciasto. 
Chciałam mieć kiedyś rolki. Bo koleżanka miała. Och, jak ja ich pragnęłam! Gdy uzbierałam na nie kasę… założyłam trzy razy i z nich wyrosłam. Brawo.
A mogłam od kogoś pożyczyć na tydzień i wiedziałabym że to nie to. 
Uczenie się na błędach jest okej, ale moją lekcją wyniesioną z tych błędów jest postawa – zafunduj sobie namiastkę swojego marzenia zanim się okaże, że nie jest twoim marzeniem.

Zanim w moim domu pojawił się pies, codziennie wstawałam rano by przed doczłapaniem do przedszkola pogłaskać suczkę poczciwego pijaczka, który swoją Lassie wyprowadzał. Nie było zmiłuj [w tym momencie chylę czoła za anielską cierpliwość mojej mamy].  Przy okazji zasypywałam go miliardem pytań o to co piesek je, jak często trzeba go czesać i chodzić z nim do weterynarza. A potem opiekowałam się psem przez tydzień, gdy jego właściciele byli na wakacjach.
Jeśli będę miała dziecko i to dziecko zachce pieska… obowiązkowo wyślę ja na miesięczny wolontariat do schroniska. Żeby sprawdziło, czy naprawdę pragnie, czy tylko chce.
Od zawsze chciałam mieć emeryturę na którą sobie sama zapracuję. Sorry, nie wierzę w państwo. Chciałabym mieć emeryturę przed czterdziestką. Przychód pasywny z własnych produktów albo wynajmu mieszkań czy lokali [z oddelegowaniem wszystkich zadań poza odbieraniem przelewów innym ludziom]. Ale jednocześnie bardzo lubię pracować. Wręcz przeginam z tym, bo tak bardzo tego pragnęłam, że dreptałam sobie ścieżkę wiodącą przez osty i pokrzywy oraz zakazy wstępu by dzisiaj robić to, co robić kocham. Tak, mam na myśli tak niskie wynagrodzenie, że nikt by się na to nie zgodził, ale byłam w liceum i uczyłam się w ten sposób. I wkurza mnie niemożebnie gdy ktoś mi mówi, że zazdrości i by się ze mną zamienił. Teraz, jakoś kilka lat temu nikt się do tego nie garnął. Zapraszam, trudne drogi wciąż istnieją, trzeba tylko pragnąć. Wtedy nic cię nie zniechęci. Ale ludzie chcą tylko celu, tylko pucharu, tylko efektu. Drogi się boją. Czekają na windę, która nigdy nie przyjedzie.
Chciałabym żyć z tego, że jestem sobą. Ale nie tak jak dzisiaj, że muszę brać zlecenia i coś robić, tylko tak że nie muszę bo mam za co żyć, ale ewentualnie chcę. Nie wstydzę się tego pragnienia. Głęboko je przemyślałam.
W zeszłym roku przeginałam z pracą. I coś we mnie pękło, gdy zapragnęłam poleżeć w Grecji na plaży i nie robić NIC. Zupełnie nic, nawet wybierać knajp. Zdecydowałam się na leniwe All Inclusive bez żadnych wycieczek fakultatywnych. Bez żadnego myślenia. Z wyłączeniem mózgu, który się trochę przegrzał. Zaskoczyła mnie potrzeba tej bezczynności.
A potem pomyślałam, że przecież marzę o tym, by nic nie musieć. Ewentualnie chcieć.
Z braku lepszego pomysłu jak zafundować sobie namiastkę mojego docelowego stylu życia, pracowałam przez ostatni rok bardzo dużo. Kto śledzi snapa ten pewnie wie. Robiłam to wypracować sobie nadwyżki i nie musieć pracować przez najbliższe trzy miesiące.
Tak, od 4 lipca NIC NIE MUSZĘ. Będę musiała dopiero na początku października.
Po co mi to?
Bo chcę wiedzieć, czy naprawdę tego chcę. Bo może jednak nie. Skąd mam wiedzieć?
Ostatni czas był intensywny. To dobrze, lubię jak jest intensywnie. Nie chcę przegapić swojego życia.


Don’t wanna close my eyes
I don’t wanna fall asleep
(…)
And I don’t wanna miss a thing


Ale tak między nami – czułam się jak przegrzana maszyna. Prawie zarżnęłam silnik.

Jestem tym czasem trochę podekscytowana, a trochę przerażona. Bo teraz kiedy go mam… musiałam się zastanowić czego tak naprawdę od niego chcę. Nie chcę go zmarnować, kosztował mnie naprawdę wiele. Może nawet zbyt wiele.

Już nie mogę mieć wymówek, że nie starcza mi czasu. Trzy miesiące to naprawdę spoko okres. Mogę wszystko. Nie wiem co chcę bardziej.
I want it all and I want it now

To co zaśpiewał Freddie, mógł zaśpiewać tylko facet bardzo świadomy zbliżającej się śmierci. Och jak ja go rozumiem! To all i to now.

I’m a man with a one track mind
So much to do in one life time

A teraz mam czas i…
Zastanawiam się, co robiłabym gdybym miała całe 24h doby dla siebie. Nie chciałabym zgodzić się na życie, w którym będę miała dla siebie dwa lata emerytury przed śmiercią i spędzę je w kolejkach do lekarza. Jeśli mi się nie powiedzie – okej, przegrałam. Ale moje życie jest zbyt cenne bym pozwoliła na to bez walki. Moje życie jest moje. Jak mi się nie powiedzie – okej, choroba nauczyła mnie zaciskania zębów. Zbierałam maliny, imałam się mało płatnych zajęć – przeżyję. Ale świadoma, że nie poddałam się bez walki i że próbowałam. Że wykorzystałam swój potencjał. Cały. 

To różnica.

Oto czego tak naprawdę pragnę.

Nie musieć niczego. 


Niczego, kompletnie niczego. Robić coś dlatego, że chcę. Nie dlatego, że ktoś ode mnie tego oczekuje albo wymaga. Być panią swojego życia.

Chodzić boso. Po trawie, po kamieniach. Masować receptory, być bliżej natury. Opalać się, ładować swoje baterie słoneczne. Każdego dnia zachwycać się przyrodą. Ale nie tak jak japońscy turyści że pstryk-pstryk ale nawet nie podniosą oczek znad wizjera. I nie tak jak turyści niemieccy, że tylko z przewodnikiem. Chcę błądzić, chcę kluczyć, chcę doświadczać. Chcę iść do lasu na poziomki, chcę zrywać maliny z własnego ogródka i we wrześniu skoczyć na jeżyny na wieś.

Chcę zacząć swoją prywatną akcję zdrowie. Zimny prysznic z rana, gorące kąpiele gdy mi się zachce. Z olejkami aromatycznymi i solą magnezową. Szczotkować ciało na sucho . Nakładać na włosy i ciało tyle mikstur ile tylko mi się zachce, bo nie muszę już wysuszyć włosów przed wyjściem o tej i o tej.
Chcę ssać olej każdego ranka, pić smoothie i koktajle, jeść same dobre rzeczy i nie jadać w pośpiechu. Latem nie potrzebuję tyle energii co zimą i mogę jeść lżej.
Chcę wyprowadzać się na spacer każdego dnia. Mieć czas dla wszystkich, z którymi chcę się spotykać i nie spotykać się z tymi, z którymi muszę, ale tak naprawdę nie chcę. Teraz nic nie muszę.

Chcę śpiewać swoje ulubione piosenki i czasami nic nie robić, tylko się do siebie śmiać pod nosem.

Chcę popracować nad swoja matmą. Kiedyś myślałam, że jestem z niej dobra. A potem okazało się że piątka w moim gimnazjum warta była tak naprawdę tyle, co dwa z plusem, może trzy minus poza nim. Bolało.
Potem matematykę polubiłam, ale jeszcze się nie przyjaźnimy. Przyjaciela trzeba dobrze rozumieć. Bez zastanowienia, bez słów, w lot.
Na razie lubię z nim spędzać czas – podobała mi się książka Twierdzenie Papugi, z przyjemnością przeczytałam napisaną przez matematyka Flatlandię. Chciałabym pociągnąć tę relację na wyższy poziom.

Bardziej poznać Kabałę. Bo mnie zaintrygowała i chcę przynajmniej wysłuchać Szczebli drabiny. To tylko 12 lekcji.  Potem zadecyduję co dalej.

Chcę czytać! Ale nie książki naukowe. Nie chcę mieć żadnych ograniczeń z tym co czytam. Chcę czytać różne rzeczy, pozwolić sobie na odkrycie nowych. Nie chcę szukać głębi na siłę. Chcę bez wstydu czytać także mało ambitne książki. Wszystko mogę, nic nie muszę.
Na razie czytam książkę którą dostałam od jednej Ani, potem biorę się za Kongres futurologiczny Lema. A potem nie wiem. Może moja ukochana literatura rosyjska XIX  wieku i początku XX, może Saga o Czarnoksiężniku, może coś innego.

Chcę mieć wyrąbane na wygląd mojego ciała.
Dwa zdjęcia wyżej widzicie mój miękki brzuch. Taki mam rodzaj metabolizmu. Lubię sobie dobrze pojeść i nie dla mnie diety srety i wyliczone makro. Moje ciało jest przyjemnie miękkie a pod pewnym kontrolowanym poziomem tłuszczyku, który jest mi niezbędny – mam mięśnie. Ba, mam cellulit i mięśnie. Estrogenowy typ sylwetki :).  Czyli jak napnę udo – nie dasz rady mnie uszczypnąć. Ale nie chcę mieć takiej sylwetki bez napinki.

To zdjęcie mnie bawi, bo lubię wyglądać na delikatną dziewczynę. Chcę być wyćwiczona i sprawna, ale nie chcę wyglądać na kogoś, kto regularnie i mocno ćwiczy.

Chcę robić bez wysiłku szpagat. Bo kiedyś robiłam. Bo lubię być rozciągnięta i elastyczna. If you know what I mean. 
Bo mogę. Bo mam taki kaprys.  Bo chcę.

Chcę zrobić remont w moim pokoju. Chociażby dlatego, że zagospodarowanie małej przestrzeni to wyzwanie, a muszę się sprawdzić zanim uzbieram solidny wkład własny na kawalerkę. Bo może jednak wolę zbierać na działkę.
Ten wydatek jest irracjonalny, bo kasa mogłaby iść na ten nieszczęsny wkład. Ale wiem, że remonty uczą i tego potrzebuję.

Chcę pojechać na konferencję See Blogers, bo będzie tam wiele osób które znam i to dobra okazja by się spotkać. Chcę odwiedzić Lwów, wschodnią ścianę naszego kraju (Lublin!) i bardzo chętnie Rzym lub jakiś tydzień spędzić w ciepełku, o ile upoluję okazję. No i to we wrześniu, jak będzie taniej. Jednak moja namiastka od docelowego stylu życia różni się ograniczonym budżetem :)).

Chcę bez żalu pozbyć się nadmiaru przedmiotów – przeczytanych książek, ubrań których nie noszę.

Chcę nadrobić dobre filmy i ostatni sezon Gry o Tron, bo jakoś za dużo pracowałam i nie pykło z czasem. Chcę przypomnieć sobie o tym jak to jest brać udział w konkursach i się w to pobawić jak za gimnazjalnych lat. Przerobić jakiś kurs – rysowania, może ładnego pisania, może robienia kursów. Częściej i bardziej spontanicznie blogować. Uczyć się dla zabawy jakiegoś języka. Może włoskiego, może hiszpańskiego, może innego. Może pomłócić bez celu  w jakąś gierkę. Może obejrzeć jakieś anime. 


A może olać ten wstępny zarys planu i robić inne rzeczy, które przyjdą mi do głowy? Nie chcę zmarnować tego czasu! :).

Chyba pierwszy raz w moim dorosłym życiu mam tak długie wolne. Co ja mówię – jakie chyba – w istocie tak jest! Pracuję od liceum. Zamierzam robić to co chcę i się tego nie wstydzę.

Czuję, że mogę wszystko. Jestem rozkosznie wolna i szalenie ciekawa moich przemyśleń po. Czy będę zdolna wrócić do normalnego trybu, czy podejmę jakąś szaloną decyzję? Czy nie dostanę szału z poczucia, że nie robię nic? Czy czas dla siebie jest niczym?


Milion pytań, żadnych odpowiedzi. Jednak wielka ciekawość.

Ta namiastka docelowego stylu życia jest mi jednak potrzebna. I zachęcam każdego, by spróbował zanim w coś wejdzie na całego. Wypożyczył drogą torebkę zanim ją kupi. Opiekował się psem znajomych zanim będzie miał swojego. Pojeździł rowerem miejskim zanim kupi własny i urządził sobie ogródek na balkonie, zanim powoła do życia ten prawdziwy.

Jestem ciekawa – gdybyś miał trzy miesiące z odłożoną kasą – co byś robił w tym czasie? Wiem jaką cenę za nie poniosłam i nie zamierzam ich zmarnować.
Buziaki!
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
7 cennych lekcji, których udzielili mi Włosi
Kup sobie namiastkę swojego marzenia już dzisiaj, czyli moje wakacyjne plany