Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy myślałam, że już po zdjęciach i się odwróciłam. Jak zawsze!

Miałam ostatnio potężny kryzys życiowy zupełnie bez powodu. Okoliczności nadal są takie same, nic się nie zmieniło, ale kryzys minął. I myślę, że to całkiem normalne, mamy różne etapy w życiu i czasem człowiek ma ochotę zwinąć się w kulkę i płakać, a czasem tańczyć. Wyjątkowo zmieniłam podejście i zamiast za wszelką cenę próbować wyjść z tego dołka, zaczęłam obserwować swoje potrzeby i za nimi podążać. Godzina leżenia i myślenia o niczym, zamiast wstania rano? Okej! Comfort food w środku nocy? Proszę bardzo. Trzy godziny w wannie i czytanie bardzo głupiej książki? Oczywiście.
Zamiast za wszelką cenę próbować poprawić swój humor, płakałam gdy miałam ochotę i wkurzałam się, gdy miałam taką potrzebę. I ojeny, czasami dobrze jest jednak poddać się fali i po prostu się na niej unieść.

Zdjęcie; @patabloguje 
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis  #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka

Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy...

Te kropki przy mojej twarzy to komary.
Komary są najbardziej śmiercionośnymi zwierzętami na świecie. Zabijają więcej ludzi niż rekiny, tygrysy, czy jadowite węże. Roznoszą malarię, dengę i wirusa Zika. Drugim największym mordercą jest człowiek. Pomijając już fakt, że mordujemy w imię „Boga” „granic” „honoru” siebie nawzajem urządzając krwawe wojny, to jeszcze jesteśmy pasożytem eksploatującym ziemię ponad miarę.

Ludziom, którzy z oszczędności i dla widoków kupili domy na wsi, śmierdzi nagle rzepak i domagają się, aby rolnicy zaprzestali uprawy. Usuwamy budki lęgowe dla Jerzyków, chociaż krzywdy nikomu nie robią. A jakieś dzbany na Mokotowie wytruły staw, bo żaby im skrzeczały i „rechot był nie do zniesienia”. O tym, że sami osiedlili się koło stawu i to był ich wybór już nie pomyśleli.

Chciałabym, żeby takie piękne widoki wciąż istniały za 20, 50 i 100 lat. Ten mały pies trzęsie się z radości jak może wytarzać się w trawie. My też tacy byliśmy, ze spodniami wiecznie zielonymi od wtartej w nie przy upadku trawy🌱
Co się nam stało?

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka #koszyk

Te kropki przy mojej twarzy...

Kiedyś miałam straszny ból tyłka o ludzi wychodzących na papierosa. Siedzenie długo w pomieszczeniu to dla mnie koszmar. Jak wychodzę z kina na powietrze, to czuję się jak ktoś, kto wyszedł z jaskini😅
O ile w gimnazjum i w liceum wychodziłam zawsze z palącymi znajomymi (sama nie palę) i praktycznie co przerwę byłam na powietrzu, o tyle później było z tym jakoś dziwniej.
W szkole to jedynie niektórzy nauczyciele brali mnie za palacza i patrzyli z pogardą.Ale jak uzasadnić wychodzenie gdy nie palisz?
Śmak, po prostu wychodziłam :D. A gdy ktoś mówił „ty palisz?” albo: „ale ty przecież nie palisz!” odpowiadałam „ale muszę się przewietrzyć”. I tyle! Nikt nie urwał mi głowy, nie krzyczał na mnie z powodu tych 5 minut co dwie godziny.

Zamiast pielęgnowania w sobie wkurzenia na innych, skupiłam się na sobie.
Wkurzało mnie za to poczucie, że pracując z ludźmi ktoś zawsze notuje skrzętnie w głowie jak często wychodzisz do toalety i unosi brew gdy odbierasz prywatny telefon. Nie czuję się dobrze w takiej atmosferze, jestem przerażona tym jak traktuje się pracowników w Polsce. Dlatego pracuję sobie jako freelancer na swoim.
Nigdy nie wyszło mi nic dobrego z tego pielęgnowania w głowie ukłucia „bo inni”.
I w ogóle to polecam książkę Helmuta Schoecka „Zawiść: źródło agresji, destrukcji i biedy”. Jest w niej masa socjologicznych ciekawostek i zrobiłam z niej całą masę notatek czytając za pierwszym razem. Bardzo otworzyła mi głowę!
#szczerze_pisząc #blogerka #czesc #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #kropki #sukienka #polkadots

Kiedyś miałam straszny ból tyłka...

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja potrzebowałam takiej. Czuję się lekko i świeżo!
#aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily  #blogerka #włosy #zmiana #fryzura #polkadots #sukienka #kropki #haircut

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja...

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Spacer wstydu….

Miałam ostatnio kilka dni z zadatkami na bardzo paskudne, ponure i nie wiem jeszcze jakie. Czy można być GENERALNIE szczęśliwym, a chwilowo mieć gorszy czas? Jak to u mnie wygląda i w jaki sposób poradziłam sobie tym razem? Będzie też kilka słów o filmie.

Nie zrozumcie mnie proszę źle – lubię siebie, lubię swoje życie. Zaakceptowałam wszystko, czego nie mogę zmienić, zmieniam to, co zmienić mogę. Ale czasami dzieją się rzeczy, na które mamy znikomy wpływ.
Dla przykładu – śni się człowiekowi bardzo potworny sen, po którym nie może spojrzeć sobie w lustro.
Przykład numer jeden:
Jest jakaś ogólnoświatowa dziwna wojna, w której bardzo wielu ludzi z jakiegoś kraju zostało rannych. Nie ma żadnego sposobu by ich uratować, bo konają w wyniku otrzymania kul z jakąś silną trucizną na którą nie ma ratunku. Jednocześnie na innym kontynencie szaleją jakieś zmutowane tygrysy (wtf?!) których nie da się zastrzelić ani pokonać inną bronią – tygrysy te napadają na wioski i zjadają ostatnich zdrowych ludzi. Przesuwają się wgłąb lądu, bo nie ma już żadnej żywności – jednocześnie same roznoszą malarię (wf?!). Aby uratować ostatnich żyjących ludzi Ania wpada na pomysł by…. zrzucić z samolotów konających (w wyniku ran z trucizną) ludzi z poprzedniego kontynentu tygrysom na pożarcie. Muszą być żywi, bo tygrysy nieufne gardzą padliną (jest jakieś skażenie biologiczne…). Tygrysy zjadają ludzi i padają martwe. Ludzie z prymitywnego kontynentu uratowani.
Budzę się zlana potem i myślę o sobie :

Wiem, że to był, głupi, nielogiczny sen.  Ale budzę się i czuję jakbym była najgorszym z najgorszych potworów.

Tak wiem, że katastrofy, konflikty zbrojne i inne sny mogą znaczyć, że mamy za dużo obowiązków albo za dużą odpowiedzialność. Może coś w tym jest – nie ma znaczenia.
To jeden z przykładów. Obiektywnie nie mogę mieć powodów do złego humoru, ale chodzę jakaś taka… struta. 
Nauczyłam się, że nie wolno karmić swoich demonów  i trzeba jak najszybciej rozpocząć proces naprawczy. Zły humor to okropna sprawa, ale staram się postępować z nim jak z plamą – im szybciej wypiorę poplamioną bluzkę, tym większa szansa że plama  puści po pierwszym praniu. Im dłużej plama sobie wsiąka, tym gorzej… a niektórzy jeszcze je zaprasowują i wywieszają afisze “mam największą i najgorszą plamę na świecie”.
Nie chcę brać udziału w tej licytacji na największego cierpiętnika świata.
Szybki plan naprawczy z wczoraj?
Sukienka w groszki.
Już na instagramie (klik) widać, jak bardzo poprawiła mi humor.
Poszłam więc na spacer.
Tak, jestem dziewczyną bez fryzury. Najczęściej noszę niedbałe koczki lub kucyki. Słowo niedbałe jest tu kluczowe – z ułożonymi włosami nie czuję się sobą. Wyjątek stanowią loki, które działają na mnie jak frędzle, kropki, szpilki i muzyka Queen. No i rosół z domowym makaronem.

Zieleń, ostatnie ciepłe dni, cisza i spokój…jest jakaś ulga. Można wyrzucić z głowy tygrysy, nucąc sobie “It’s a kind of magic“. ♫♪

 Od razu widać, że senny koszmar przypłaciłam wielkimi worami pod oczami. Za to spacer mocno poprawił mi humor.
Na sobie miałam:
  • Ramoneska : Lumpeks (H&M) za 20 zł. Podobne tutaj (klik)
  • Sukienka w groszki : (klik) – muszę zrobić wyprzedaż swoich rzeczy, aby kupić inne kolory ❤
  • Pasek – lumpeks, 2 zł
  • Czarne czółenka – (klik) – dobrze widzicie, wreszcie znalazłam alternatywę dla balerinek, od których bolą mnie stopy – codzienne “cichobiegi” na niskim obcasie – na kocie łby i typowo “spacerową” nawierzchnię są dużo bardziej praktyczne niż szpilki 🙂
  • Torebka – więcej o niej pisałam tutaj (klik)
PS. Część tych linków to linki afiliacyjne. Zawarłam o tym informację w regulaminie bloga, ale czasami wolałabym przypomnieć o tym osobno. Jeśli chcecie, chętnie wam napiszę jak samemu z takich korzystać i kupować różne rzeczy sporo taniej 😉 

Żeby pozbyć się wspomnienia o złym humorze (to coś jak oglądanie bluzki w miejscu spranej plamy i doszukiwanie się jej na siłę pod różnym światłem), otworzyłam swój zeszyt wdzięczności (klik). Nie musiałam doczytywać całej strony, by poczuć się jak najszczęśliwszy człowiek świata. Serio.
Piosenka oddająca nastrój? “The Miracle” i trochę “A Winter’s tale” ♫♪

Ucinasz sobie drzemkę, bo jednak poprzedni koszmar nie bardzo pozwolił się wyspać.
I znowu masz durny sen.
Kolejna cholerna apokalipsa. Na szczęście tym razem jestem jedynie obserwatorem, którego nie ma na planie wydarzeń. Jakiś pajac użył broni biologicznej – w kierunku kraju zmierza chmura jakiegoś toksycznego, pomarańczowego pyłu. W bloku w którym mieszka główna bohaterka (posiadaczka takiego samego psa jak miałam w dzieciństwie) jest schron przeciwatomowy, o którym mało kto wie. Zbiega tam razem z psem, zapasem fasoli w puszce i zgrzewką wody – chmura pyłu ma być aktywna przez 3 dni i zabić każdą istotę żywą. Nie pytajcie mnie jak zbiegła krokiem rusałki niosąc zgrzewkę wody i reklamówkę pełną fasoli – to był głupi sen.
Schron może pomieścić 30 osób – na tyle wystarczy tlenu. Szybko dobijają się do niego kolejne osoby i schron się zapełnia. Jest jeszcze 15 minut do chwili w której chmura znajdzie się nad blokiem. Do schronu zaczynają dobijać się inni ludzie, wśród nich także dzieci. Niewinne, małe dzieci.
Każdy w schronie wzdycha z żalem “ale szkoda tych dzieci, są takie niewinne”… Blondynka z psem (moim psem!) syczy do jakiegoś staruszka:
– To się z nimi zamień, możesz uratować jedną osobę zamieniając się z nią miejscem. Jest jeszcze 15 minut
Nikt nie chce się zamienić. Egoizm zwycięża, każdy myśli o sobie.
Nagle ktoś mówi
– Po co nam tu pies? Zabiera tlen, wyrzucić go.
A blondynka rzeczowo odpowiada, że pies pójdzie wybadać teren za trzy dni – jak wróci, to znaczy że chmura przestała być aktywna i ziemia jest bezpieczna. 
Ludzie dobijają się coraz głośniej i gwałtowniej do włazu schronu. Po chwili milkną.

Obudziłam się z takim pomieszaniem złości, smutku i innych brzydkich emocji, że mogłabym zabijać wzrokiem.
Tak, mam taką cechę, że chciałabym każdemu pomóc. Pewnie dlatego pracuję z dziećmi i wkładam ogromną energię w to, żeby sobie zaczęły radzić. Szczególnie wtedy, gdy nikt w nie nie wierzy… Czuję się za nie w jakiś sposób odpowiedzialna. To jakby przygarnąć małego, słodkiego kotka – jak się go oswoi i zacznie karmić, to trzeba dbać o niego już do końca.
Samoczynnie nuci mi się jedyna piosenka Queen, której nie powinnam nigdy słuchać – “I’m going slightly mad” ♫♪. Próbuję wyrzucić ją z głowy ustawiając playlistę Taylor Swift. Rysuję mandalę*, piję herbatę, zaglądam do zeszytu wdzięczności… dla pewności rzucam się na solidne kardio. Potem szczotka na sucho, prysznic i … tak, wszystkie brzydkie emocje poszły precz. Ale pod światło widać plamę…
*więcej o mandalach pisałam w tekście “3 proste triki na stres“.
Zakładam inne buty i ruszam znowu przewietrzyć głowę. Mam już wyśmienity humor, bo zdążyłam się wyciszyć, wypocić i znowu wyciszyć.
Muzyka na ten moment?
Don’t stop me now i Killer Queen ♫♪, z Top of the Pops, gdy Freddie miał śmieszną fryzurę.
Na sobie miałam to, co wcześniej, ale zmieniłam buty :
Wracam do domu w dobrym humorze – rzucam na biurko klucze, parzę sobie pyszną karmelową herbatę z Rossmanna i zamierzam poczytać książkę.
W tym momencie z okna spada roleta. Roleta, którą montowałam długie chwile. Haczyk pęka w tak idiotycznie głupim miejscu, że cała konstrukcja jest do wyrzucenia. Myślę sobie, że napisze reklamację i roletę odeślę – nie mam cholernego oryginalnego opakowania bo nie pomyślałam, że roleta może się wyłamać i z hukiem runąć na parapet.
Wszystkie poprzednie demony się budzą.
GRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR
Dawno nie wypociłam z siebie tylu emocji robiąc pajacyki. Serio.
A potem stwierdziłam, że obejrzę jakąś komedię, najlepiej głupawą i zabawną.
Padło na :
Walk of shame (jak można to przetłumaczyć jako “Dzień z życia blondynki”?!!!!)
Anyway – komedia załadowana, oglądam :

Film rozbawił mnie od początku – idealna na taki humor lekka komedia – byłam już naładowana po treningu, więc większość emocji ze mnie zeszła. Już nawet olałam tę cholerną roletę (jak roleta mogła się złamać?!!!). I nagle nadchodzi ochota na … pizzę. Albo czekoladę. Albo pizzę i czekoladę.
nadmienię, że wcześniej byłam dumna z odparcia pokusy na ulubione chipsy w cenie “żal nie brać…” (klik) , a kupiony na promocji -25% zapas czekolad (klik) miał poczekać na naprawdę kryzysowy moment albo ochotę na pieczenie ciast.
I nagle przypomniałam sobie, że mam bataty.
Obrałam, pokroiłam w plastry i upiekłam jak chipsy (skropiłam oliwą).
Dzień uratowany.

Tak wiem, urzekła cię moja historia…



Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Przepis na pyszną zupę pomidorową… lepszą niż z rosołu z wczoraj :)
Spacer wstydu….