Czy nauczyciel może zabrać telefon? A przejrzeć?

Dobrze, że ten materiał odleżał długo ze względu na strajk nauczycieli, bo mogę go napisać praktycznie od nowa, ale dużo krócej. Był koszmarnie długi!

Chyba wszyscy kojarzymy podobne sytuacje:
Uczeń zabiera jakąś rzecz koledze – zero reakcji ze strony nauczyciela
Poniża innych? – zero reakcji
Łapie koleżankę za pośladki – wciąż nic
Bije kogoś? –  nadal zero
Bawi się telefonem? – @^*^$#@^#$%?!! oddawaj to natychmiast bezczelny gówniarzu!
Nie wierzycie? Zerknijcie na przypięte na moim instagramie stories z reakcjami nauczycieli na zgłaszanie im molestowania seksualnego w szkole, łącznie z macaniem w celu sprawdzenia czy koleżanka nosi podpaskę.
W moim gimnazjum dziewczynie na lekcji w piórniku wybuchła petarda podrzucona w ramach żartu przez kolegów, a wiele koleżanek bało się zimą wychodzić z budynku szkoły na w-f na halę sportową (5 minut spaceru) bo zabawa w rzucanie śnieżkami wyglądała raczej wrzucenie kogoś głową w śnieżną zaspę. Nauczyciele mieli to wszystko w poważaniu, za to jak ktoś wyjął telefon…
Ale do brzegu. Czy nauczyciel ma prawo skonfiskować uczniowi smartfona? Nie. Dziękuję, możecie się rozejść, wszystko wyjaśnione. Ale jeśli ktoś chce uzasadnienia:

Mówi o tym  Art. 64. Prawo do własności
Dz.U.1997.78.483 – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r.
A tu opowiedziane prostymi słowami przez Rzecznika Praw Obywatelskich:
Nie ma tutaj “ale”. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której zapomniałam wyciszyć telefonu (zdarza się dorosłym ludziom na ważnych konferencjach!) i zmuszona jestem go oddać nauczycielowi, a rodzice mogą go odebrać po lekcjach. Z racji tego że jest piątek, telefon odzyskam najszybciej w poniedziałek…
Nie, po prostu nie.
Prawo to jedno, a praktyka szkolna to drugie. Uczniom ciężko jest postawić się wtedy, gdy łamane są ich prawa. Ze strachu, z niższej pozycji w hierachii szkolnej (chociaż w materiale o tym, czy można  zakazać makijażu w szkole mówiłam o trójpodmiotowości, to wciąż jest ona piękną teorią bez pokrycia w praktyce), z braku asertywności, czasami z niewiedzy na temat własnych praw.
Przykład z mojego miasteczka. Młody, lubiany nauczyciel nie dogadywał się z niektórymi uczniami. Chociaż miałam dobre oceny i mnie problem nie dotyczył, z ręką na sercu mogę przysiąc, że “pieszczotliwie” nazywał słabszych uczniów “debilkami” i “matołkami”. Podobno czasami na słowach się nie kończyło. Nie dziwię się, że kiedyś coś w kimś pękło. Uczniowie wymyślili więc prowokację – jeden z nich nie reagował na polecenia i poczekał aż nauczyciel go szarpnie, drugi nagrał to telefonem.
Nauczyciel poszarpał, nagranie zostało zrobione i pokazane dalej. Chemik wyleciał ze szkoły, uczniom obniżono ocenę z zachowania.
A wiecie co było dalej?
Inni uczniowie stanęli w obronie lajtowego i miłego nauczyciela, zaczęli protestować, nauczyciel został przywrócony do pracy, z pracą natomiast pożegnała się dyrektor tej szkoły (ta, która go usunęła), a z placówką uczniowie od prowokacji. 
Co więcej! Nauczyciel wyczuł nastroje Januszy od “dobrze zrobił, trza za mordę krótko trzymać” i na fali popularności został radnym miasta i gminy. Sprawę opisywała Uwaga, po szkole biegali reporterzy z kamerami.
Mi chemia szła dobrze, miałam piątki i szóstki. I wtedy też chciałam, by nauczyciel został, bo alternatywą była nauczycielka, która była straszną kosą. Ale z perspektywy czasu myślę, że stała się bardzo zła rzecz. Gdyby podobne sytuacje nie miały miejsca wcześniej, żadna prowokacja by się nie udała. 
Gdy nauczyciel mówił “co tam matołki?” to wszyscy się śmialiśmy i było zabawnie, ale myślę że uczeń który był w tej sytuacji “matołkiem” śmiał się, bo wypadało obrócić to w żart.  W środku mógł się gotować i cierpieć.
Skutkiem dla nas wszystkich był zakaz telefonów w szkołach.
Najprostsze rozwiązanie, które nie rozwiązuje niczego.
Kradną w marketach? Zakażmy kamer, problem solved ♥.
Jestem jednak za tym, by na lekcji unikać korzystania z telefonów.
To zwyczajnie niegrzeczne.
Ostentacyjne granie w gry czy przeglądanie instagrama jest słabe, ale równie słabe jest z mojej perspektywy całkowite i surowe sprzeciwianie się telefonom na lekcji w przypadku uczniów… a jak zadzwoni do nauczyciela to nagle “przepraszam, muszę odebrać”.
To jest hipokryzja.
Jeśli ustalamy zasady, ustalmy je dla wszystkich równe.
Ktoś powie – okej, ale nauczyciel ma swoje dorosłe sprawy, mógł mieć coś pilnego.
Hmm, uczniowie też mają swoje ważne sprawy. Gdy robiłam research do tego materiału, prosiłam o przesyłanie swoich historii odnośnie telefonów w szkole i momentów, kiedy naprawdę były wam potrzebne, lub kiedy odebranie telefonu przez nauczyciela doprowadziło do przykrych konsekwencji. Imiona zmienione.
Kamil czekał na telefon w sprawie stanu zdrowia babci, która miała zostać odebrana ze szpitala. Jeśli tak by się stało, jego tata pojechałby po babcię, a Kamil miałby za zadanie odebrać młodszą siostrę ze szkoły i zawieźć ją autobusem na zawody (zapomniałam jakie). Był w pełnej gotowości i co jakiś czas zerkał nerwowo na telefon, który z impetem zabrała mu wściekła nauczycielka, po czym go wyłączyła i powiedziała, że rodzice mogą go odebrać po szkole.
Kamil powiedział nauczycielce o sytuacji, ale uznała to za ściemę. Niestety nie miał nigdzie zapisanego numeru mamy ani taty, wszytko zawsze pamiętał telefon. Tata odebrał babcię, ale całą drogę się denerwował czy syn domyśli się, że trzeba jechać po siostrę, poza tym martwił się brakiem sygnału. Siostra została w świetlicy, nie zdążyła na zawody, cały dzień był dla wszystkich bardzo nerwowy.
Inne historie nie są tak spektakularne, ale telefony służą nam do wielu różnych rzeczy i pisaliście mi o sytuacjach gdy ktoś z was:
– dostał mandat, bo miał bilet w aplikacji, a telefon był skonfiskowany
– nie mógł wrócić do domu rowerem miejskim a nie miał na bilet i musiał się prosić kolegów
– Przegapił zapisy na limitowane darmowe wydarzenie, bo ja odpalił w domu komputer, to miejsc już nie było
“Uczniowie się nie koncentrują i rozpraszają, dlatego telefony powinny być zakazane”.
A może to lekcje powinny być bardziej dynamiczne i interesujące?
Nasza uwaga nie jest zaprojektowana tak, by siedzieć i słuchać 45 minut przynudzania. Ile minimum 45 minutowych filmów na youtube ostatnio obejrzałeś bez przerwy na zerkanie w telefon i z pełną uwagą? Filmów, które w dodatku świadomie wybrałeś w czasie, w którym miałeś na to ochotę? To wyobraź sobie, że jesteś zmuszony z pełnym skupieniem oglądać bardzo nudny film na YT, który w dodatku znasz, bo nauczyciel po prostu czyta z podręcznika… prawie każdy miał takiego nauczyciela.
Podrzucam dwa bardzo ciekawe badania naukowe na temat koncentracji: 
Muszę też przyznać, że miałam nauczycieli, przy których nie zerknęłabym w telefon choćby nie wiem jak mnie kusiło, bo za bardzo ich szanowałam. Albo nawet o tym nie myślałam, bo lekcja była bardzo ciekawie prowadzona.
A może  warto delikatnie włączyć możliwość korzystania z telefonów w niektórych momentach?
Stworzyć z nimi interesujące okazje? Np. na wiedzy o społeczeństwie albo języku polskim dać zadanie polegające na wytropieniu w sieci fake newsa, a następnie wspólnie rozłożyć go na czynniki pierwsze ucząc w ten sposób krytycznej analizy tekstu?
A może dać uczniom możliwość nakręcenia stories przedstawiające co zrobili w ostatnim tygodniu aby być bardziej eko i chronić planetę. 
A może w ramach geografii zrobić lekcję terenową i pobawić się w geocaching?
Spójrzmy prawdzie w oczy – w życiu dorosłym też nie jesteśmy cały czas skupieni, w pracy biurowej plotkujemy albo oglądamy śmieszne kotki, a ja na nudnych wykładach stworzyłam mnóstwo tekstów jako copywriter. 
Dlaczego zatem oczekujemy od uczniów, że będą skupieni słuchali czegoś nudnego?

Telefon na przerwie:

Osobiście uważam, że to nie telefony są problemem, a sposób z nich korzystania. 
Tworzenie ośmieszających kogoś instastories czy fotografowanie przebierających się koleżanek nie powinno mieć miejsca, ale nie zliczę ile razy sama miałam potrzebę wcisnąć w uszy słuchawki i po prostu się odciąć. Odbieranie mi tego prawa traktowałabym niemal jak zamach na swoją niezależność.
Mówimy, że uczniowie nie rozmawiają i nie bawią się na przerwach. No spoko, ale “za moich czasów” można było skakać w gumę na korytarzu i grać w piłkę na boisku, a teraz prawie nic nie wolno. W moim gimnazjum woźny za punkt honoru przyjął odbieranie chłopakom piłki, gdy tylko wpadła na dach wejścia albo pojawiła się w jego zasięgu. 
Można spróbować ustalić zasady, które pozwolą na korzystanie z telefonu podczas 3 konkretnych przerw, albo na co drugiej.
A jeśli chcemy, by uczniowie robili na przerwach inne rzeczy – stwórzmy im do tego warunki i okazje.
Nigdy nie zapomnę bydgoskiej podstawówki w której miałam praktyki. Na przerwach dzieci musiały chodzić parami w kółko. Jak na jakimś spacerniaku w zakładzie karnym.
Jeszcze jedna rzecz – zawsze w tej debacie o nagłym pozbawieniu dziecka kontaktu telefonicznego, pojawia się nieśmiertelne:
przecież w ważnej sprawie można zadzwonić z pokoju nauczycielskiego albo sekretariatu.
Ehe, szczególnie jak chcesz poskarżyć się rodzicom na nauczyciela, który cię np. dręczy🙄. Z oddechem jego koleżanki na plecach to na pewno się uda.
Podsumowując:
Prawo swoje, życie swoje. 

Co zrobiłabym, gdyby nauczyciel  mimo braku takiego prawa, próbował zabrać mi telefon? Schowałabym go w majtki. Mówię zupełnie szczerze.

Jednocześnie namawiam, by zachowywać się w szkole w porządku i nie korzystać z telefonu na lekcji jeśli nie ma takiej absolutnej konieczności.

W skrócie:
Nauczyciel może:
– Poprosić cię o schowanie i wyłączenie telefonu
– Wstawić uwagę za korzystanie z telefonu albo ujemne punkty z zachowania
– Wstawić jedynkę ze sprawdzianu, na którym korzystałeś z telefonu, nawet jeśli nie zdążyłeś nic ściągnąć
– Poprosić o odłożenie telefonu 
Nauczyciel nie może:
– Odebrać ci telefonu
– Przeglądać jego zawartości (!)
Prawa konstytucyjne na które możesz się powołać:

Art. 49 – Wolność komunikowania się

Art. 51 – Prawo do autonomii informacyjnej

Art. 64 – Prawo do własności

Możesz też powołać się na cytowane wyżej wyjaśnienie Rzecznika Praw Obywatelskich.

Traktujmy młodych ludzi poważnie, to nie telefony są problemem, a wzorce jakie przekazujemy młodym ludziom. Jeśli sami siedzimy całe dnie z nosami w telefonach albo gapiąc się w telewizor, czy mamy prawo oczekiwać innych zachowań od nastolatków?
Czy mamy prawo narzekać na dzieci siedzące w telefonach, skoro ogrodziliśmy osiedla, powstawialiśmy wszędzie tabliczki “zakaz gry w piłkę” a jak ktoś się bawi, to nagle z okien pojawia się wielkopańskie oburzenie, że ma być cisza?
Jeśli uważasz inaczej, wyobraź sobie że ktoś kradnie ci telefon w piątek rano. Masz akurat zaplanowany weekend i cały plan się komplikuje. Telefon odzyskujesz dopiero w poniedziałek o siedemnastej. Fajnie?

Wpis posiada także wersję video:

Uściski, Ania

Podziel się

12
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
sylviAnonimdorothxybbikaDorota Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dorota
Gość

Jak zawsze świetny i wyczerpujący tekst 👍

sylvi
Gość
sylvi

Super

dorothxy
Gość

Powiem Ci że za moich czasów w podstawówce do III klasy jak nie wychodziło się na boisko, bo np padało to właśnie tak w kółko jak na spacerniaku w więzieniu chodziliśmy…. Moja córka chodzi do tej samej podstawówki i jest coraz gorzej…. Koszmar w tych szkołach…. I zdarzyło się że zabierali telefony…. Smutne jaki nauczyciele dają przykład….

Magda
Gość
Magda

U mnie może to inaczej wygląda, bo jestem nauczycielem dorosłych – pracuję w szkole wyższej, ale telefony to istna plaga. Już na początku pracy zawodowej wiedziałam, że telefonów z sal się nie pozbędę. Nie widziałam w tym sensu, bo raz, że to walka z wiatrakami, a dwa, że telefon to jednak może być źródło informacji. Uczę na filologii obcej i serio wolę, żeby moi studenci korzystali ze słownika w telefonie niż z papierowego (prawda jest taka, że papierowego i tak nikt na zajęcia nie przyniesie, więc wybór jest między “mamy albo nie mamy słownika”). Z czasem zaczęłam pozwalać korzystać z… Czytaj więcej »

bbika
Gość
bbika

Tak z czystej ciekawości, czy nauczyciel miałby prawo poprosić ucznia, który (mimo upomnień) korzysta z telefonu na lekcji, o odłożenie go do specjalnego kartonika w sali? Telefon byłby uczniowi oddany po dzwonku, po tych 45 minutach. Swoją drogą, cieszę się, że w moich szkołach nie było jako takiego zakazu używania telefonów. Ani w podstawówce (nikt na lekcji i tak praktycznie nie korzystał, jak już to zwykłe upomnienie, bez konsekwencji), w gimnazjum też dość spokojnie (to nie był też jeszcze czas smatfonów, więc i telefony raczej nudne), na przerwie można było robić co się chce. Koleżanka telefonem robiła całej klasie śmieszne… Czytaj więcej »

Anonim
Gość
Anonim

Mama choruje na padaczkę. Nie wyobrażam sobie nie móc korzystać z telefonu w szkole. Raz i w czasie lekcji zadzwonili ze szpitala o 10 rano, że mama jest do odebrania. Na szczęście w miarę spoko nauczyciel i pozwolił mi wyjść z sali “do toalety”, przez co mogłem oddzwonić i dowiedzieć się, o co chodzi ://

Szyciownik Kurs Szycia Online
Gość

Cześć,
Dochodzi kwestia szacunku. Moim zdaniem fair wyjściem jest, jeśli telefon zadzwoni na lekcji, to ładuje na biurku nauczyciela na czas lekcji i wraca do właściciela na przerwie. Szkoła jest do nauki nie do przeglądania insta.
Pozdrawiam
Kasia

Natalia
Gość
Natalia

Szczerze mówiąc to tłumaczenia, że telefon jest niezbędny uczniom podstawówki czy gimnazjum na 45minutowych lekcjach, nie przemawiają do mnie. Obecnie nawet rodzice dzieci, które leczę potrafią na wizycie siedzieć w internecie zamiast słuchać moich zaleceń. To jest w ich interesie, ja się bardzo produkuję, żeby nie było, że powinnam uatrakcyjnić. Pracuję kilka lat i z osoby, która chce zbawić świat przechodzę w osobę, która zaczyna sobie w takich sytuacjach mówić, że to nie moja broszka. Myślę, że ci nauczyciele też mają powien poziom wytrzymałości na bezczelność niektórych dzieci. Lubię dzieci. Czasem tylko czuję, że żal mi ich, bo rodzice ich… Czytaj więcej »

Ewelina J.
Gość

Niestety wiele uczniów ze strachu pozwoli na zabranie im telefonów.

Paweł
Gość
Paweł

Dziwny tekst. Jak na taki, który ma być merytoryczny, jest jednostronny jak wiadomości w TVP. Już w pierwszych zdaniach jest ze szkoła może zakazać korzystania, a nauczyciel nie może zabrać telefonu. I cały tekst o tym, że hulaj dusza dziecka, korzystaj ile wlezie z telefonu, bo konstytucja i prawo dziecka nie pozwala zabrać telefonu. Szkoda że tak mało tekstu o tym, że do szkoły chodzimy się uczyc (pomijam kwestię skuteczności metod nauki), a nie siedzieć na telefonach. Szkoda, że prawie w ogóle nie było, że zasady są takie jakie sobie szkoła ustali, i czy się podobają czy nie trzeba je… Czytaj więcej »

Vesper Lynd
Gość
Vesper Lynd

Oj, chyba żyjesz w alternatywnym, idealnym uniwersum. Po co uczeń ma sprawdzać oceny w e-dzienniku w trakcie lekcji? Jak nauczyciel ma zweryfikować czy uczeń ogląda filmik na yt czy zapisuje datę sprawdzianu? Skarżenie się na dręczącego nauczyciela akurat w trakcie lekcji? Serio? Jak się ma mega pilną sprawę, to się zgłasza nauczycielowi przed lekcją, że taka sytuacja może nastąpić, telefon zadzwonić, itp. Ja, jako nauczycielka, nie wymagałam, żeby każdy jeden dzieciak patrzył bite 45 min we mnie jak w obrazek, ale korzystanie ze smartfona, kiedy ktoś inny się produkuje uważam na lekceważenie – zawsze. Nie rozumiem, jak można usprawiedliwiać coś… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

A przeczytasz mój tekst jeszcze raz?
Nie napisałam, że skarżenie w trakcie lekcji, ale przerwy- owszem.