Czy można zakazać makijażu i farbowania włosów w szkole?

To będzie bardzo długi tekst, ale długi być musi, bo sprawa nie jest taka oczywista i jest trochę zawiła.
Gdy moja mama chodziła do szkoły podstawowej, kary cielesne były wciąż akceptowalne. Nie wiem czy prawnie, ale na pewno społecznie. Bywali rodzice, którzy sami żądali, by nauczyciel “natrząsnął” albo “przyrżnął” ich dziecku. Niektórzy wspominają te czasy z utęsknieniem i mówią, że wtedy nauczyciel miał autorytet. Ja uważam, że autorytetu nie buduje się na strachu. Autorytet jest wtedy, gdy chcesz kogoś słuchać. Gdy nie masz wyboru – to tylko strach. W tym miejscu bardzo serdecznie polecam książkę lub film Mechaniczna Pomarańcza – główny bohater zostaje pozbawiony możliwości robienia złych rzeczy i jest to… złe. Sami zobaczcie czemu.
Wracając do mojej mamy… był w szkole nauczyciel, który za błędy bardzo dotkliwie bił linijką po rękach. Taką porządną, metalową, do tablicy. No i każdy się go bał, a to była wiejska podstawówka. Jeśli myślicie, że uczniowie dzięki temu uczyli się lepiej, to jesteście w błędzie. Uczniowie bali się próbować cokolwiek rozwiązywać, bo błędy były surowo karane (o tym, dlaczego karanie za błędy to błąd, trochę więcej opowiadam w materiale “metoda zielonego ołówka“).
Jak wspomniałam – rodzice to akceptowali i chwalili tak surowego nauczyciela, który nie da sobie podskoczyć.
Pewnego dnia po łapach solidnie dostała jedna z dziewczynek. Jej matka przyszła do szkoły i zapytała tylko
CZY W SZKOLE MOŻNA BIĆ?
– Oczywiście, odparł nauczyciel… i w tym momencie dostał ciężką, wypchaną torebką w twarz tak mocno, że aż się zachwiał.
Wszyscy marzyli o tym, by to była ich mama.
Pod moim filmem o ukrytym programie szkoły dostałam kilka komentarzy, że przecież uczeń nie może być ważniejszy od nauczyciela. Usprawiedliwialiście też miękkie nauczycielskie fotele tłumacząc, że nauczyciel jest wyżej w hierarchii. Że np. krzesła miękkie są droższe, że uczniowie je zniszczą, że mało pieniędzy. Zgadzam się, to prawda. 
Ale zapytam z drugiej strony… czy nauczyciel ma jakieś święte dupsko, że nie może solidarnie z wami siedzieć na twardym, drewnianym krześle i zobaczyć, że to rzucane przez niego do uczniów “nie wierć się!” jest trochę niesprawiedliwe?
Też bywałam w szkole po tej drugiej stronie tablicy i mam dwie perspektywy. Jakby ktoś był tu nowy – jestem pedagogiem-terapeutą z wykształcenia :). Mojemu tyłkowi nic się nigdy nie stało z powodu twardego krzesła. Że trochę niewygodnie? Złe dla kręgosłupa? No trudno, uczniowie też się z tym zmagają.
Ustaliliśmy, że uczeń nie może być nad nauczycielem, żeby nie wszedł mu na głowę, ale czy wiecie, że zdecydowanie (szczególnie w edukacji wczesnej!) odchodzi się od hierarchicznej struktury na rzecz prawdziwego partnerstwa?
Aby ten trójkąt był równoboczny, każdy bok musi być takiej samej długości, wszystkie muszą się nawzajem “dotykać” i każdy musi mieć taki sam kąt nachylenia. Lub mówiąc obrazowo – tak samo z pokorą pochylić głowę.
Czyli nie, że jestem rodzicem ucznia prywatnej placówki, więc żądam że syn będzie mieć czwórkę a nie trójkę z chemii bo płacę.
ale też nie tak, że uczeń zakłada śmietnik na głowę nauczycielowi na głowę i nie tak, że nauczyciele wymyślają zasady rodem z obozu koncentracyjnego.
A naukowo będzie to tak:
źródło: Jurewicz M. Społeczno-kulturowe wpisy współczesnej edukacji. Diagnoza, perspektywy, potrzeba
Okej, mamy to ustalone. To jest bardzo ważne i chcę, żebyście o tym pamiętali. To jak w związku – gdy jedna strona – np. matka lub ojciec rządzi, podejmuje wszystkie decyzje, nie liczy się ze zdaniem partnera i dzieci to zazwyczaj nie funkcjonuje to dobrze. Jeśli słuchamy siebie nawzajem, próbujemy zrozumieć i traktujemy z szacunkiem – jest fajniej.
Oczywiście nadal w szkole to nauczyciel wystawia oceny, ale Wy też się liczycie. Macie prawo się zrzeszać, wydawać niecenzurowane gazetki szkolne i działać w samorządzie.

Jakiś czas temu jedna ze szkół wprowadziła bardzo, ale to bardzo kiepski zbiór zasad. I wiem, że nie jest niestety wyjątkiem!
Przyjrzyjmy się temu uważnie. Szkoła chciała prawdopodobnie zakazać makijażu, malowania paznokci i farbowania włosów dla dobra uczniów i by pokazać, że wygląd nie jest najważniejszy.
Ale wyszło odwrotnie.
Obrażanie innych to minus pięć punktów, ale pomalowane paznokcie to przewinienie trzy razy gorsze.

Tutaj macie całą dyskusję na ten temat na moim facebooku: →dyskusja

Oczywiście taka niesprawiedliwość w innych obszarach życia też występuje i zdarza się, że dziewiętnastolatek który miał przy sobie trochę marihuany odbywa większą karę, niż ksiądz, który gwałcił dzieci, ale jadnak szkoła powinna być miejscem, w którym uczymy się porządnie oceniać szkodliwość różnych rzeczy i trzeźwo oceniać sytuacje.
Wracając do tych nieszczęsnych zasad. Pokazują coś bardzo powszechnego w naszych szkołach, o czym wiele razy sami mnie alarmujecie. Niestety.
Podobnie jak większość ważnych dyskusji o edukacji przykryły sprawy ósmego rzędu jak np.mundurki, jest z makijażem w szkole. Jedna z mniej istotnych rzeczy, a budzi najwięcej emocji.
Nie dyskutujemy równie żarliwie o przemocy w szkole, o fobii szkolnej, o nastolatkach z depresją, zaburzeniami odżywiania i z biednych rodzin. Ale makijaż – sprawa wagi państwowej🙄

Myślisz, że przesadzam z tą grafiką? Mam na stories podpięte mnóstwo wyróżnionych relacji pod hasłem “molestowanie” w szkole. Możecie poczytać jakie były reakcje nauczycieli.

Całą relację znajdziecie tutaj:
https://www.instagram.com/stories/highlights/17859423292303684/

Wierzę mocno w to, że czyny mówią głośniej niż słowa a “Ręce, które pomagają są bardziej święte, niż usta które się modlą”, dlatego drogi nauczycielu, z ręką na sercu powiedz mi szczerze – czego spodziewasz się, gdy przy okazji omawiania tekstu literackiego mówisz o tym, że nie szata zdobi człowieka, a potem mniej niż wiedza uczennicy, interesują cię jej pofarbowane włosy?
Co chcesz uzyskać, gdy omawiasz z nastolatkami Małego Księcia i wpajasz uczniom ten cytat, że Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu“, a potem każesz komuś opuścić salę tylko dlatego, że ma pomalowane paznokcie?
Wreszcie – nie widzisz swojej hipokryzji, gdy mówisz, że szkoła to nie miejsce na makijaż, a sama jesteś wymalowana i bez mejkapu nie wychodzisz nawet po bułki. Gdy każdy siwy włos skrupulatnie pokrywasz farbą, by nikt nie zauważył, że to już ten wiek?
Jasne, wolno ci więcej, jesteś nauczycielem, ale spójrz na swoją hipokryzję i ułomność tego argumentu. On naprawdę ssie po całości.
Uczniowie tę hipokryzję widzą.  Widzą ją, gdy muszą zmieniać obuwie by nie rysować podłogi w szkole, ale dziwnym trafem szpilki nauczycielek właściwości rysujących nie posiadają (umarłyby naprawdę, gdyby chodziły w zmiennym obuwiu solidarnie z uczniami😉). Widzą ją, gdy latem gotują się w za ciepłych ubraniach by “nie prowokować” swoimi jedenastoletnimi ramionami chłopców, a im rozporki pęcznieją na widok nauczycielki w spódnicy i szpilkach.
Jeśli używasz jakiegoś argumentu, to używaj go konsekwentnie. Czyny naprawdę mówią głośniej niż słowa.

Muszę się jednak zgodzić, że wygląd ma znaczenie, dlatego zachęcałabym, by jednak omawiając Małego księcia trochę zejść na ziemię. Szkoła ma wyposażyć w umiejętności pozwalające w późniejszym życiu na podjęcie działań zarobkowych i samodzielne funkcjonowanie. Wpajasz uczennicom w liceum, że makijaż to zło… a chwilę później schludny makijaż i nienaganna prezencja będą ważne na rozmowie kwalifikacyjnej💁. Nie mówię że to dobre, ale tak jest.

O tym, jak możesz wyglądać w szkole mówi wewnętrzny dokument o nazwie Statut Szkoły. Powinien być na stronie internetowej szkoły oraz w bibliotece. Zawsze masz w niego wgląd. Nikt nie może ci tego odmówić.

Szkoły często wpisują tam różne rzeczy. Moim zdaniem pewne ograniczenia są sensowne – rozumiem, że paznokcie nie powinny być zbyt długie, bo mogą wyrządzić krzywdę na wychowaniu fizycznym a na niektórych przedmiotach w technikum gastronomicznym trzeba związać włosy (a nawet je zakryć), ale te same obostrzenia będą bez sensu w technikum fryzjerskim.
Nie dziwi mnie jednak, że szczegółowe zasady określające wygląd uczniów pojawią się w konserwatywnej szkole katolickiej.

Weźmy na tapet pierwszy lepszy statut. Wpisałam w google “statu szkoły ponagimnazjalnej” i pierwszy wyskoczył ten;

http://staszic.info/wp-content/uploads/2017/12/Statut-tekst-ujednolicony.pdf

Ubioru dotyczy tylko punkt 5f:

Ubiór ma być czysty i schludny. Na apele biała bluzka i ciemny dół, niezależnie od płci.  Dalej kwestia ubioru pojawia się tylko w punkcie o ocenie z zachowania. Tylko uczniowie respektujący punkt 5f mogą liczyć na zachowanie wzorowe, bardzo dobre i dobre.

Nie ma słowa o farbowaniu włosów, używaniu podkładu czy kolczyku w uchu u chłopaka, zatem nikt nie może za to “karać”.

Każda szkoła ma swój własny statut, a prawo nie działa wstecz.

Często jest jednak tak, że ten sam strój u jednej z uczennic jest okej, a u drugiej nie. Np. jeansy z wysokim stanem. Sama nie lubię spodni i preferuję sukienki, ale kocham model joni z topshopu, bo są wygodne jak własna skóra i nie krępują ruchów.

Wyobraźmy sobie, że w luźnym swetrze i spodniach z wysokim stanem przychodzą do szkoły dziewczyny o dwóch różnych sylwetkach:

(Link do spodni jak coś tutaj)

Nie może być tak, że ta druga dziewczyna będzie karana za to, że ma krągły tyłek! 🍑

Więcej o tym w tekstach:

Moje ciało nie jest “grzechem” więc nie będę za nie przepraszać

Jeśli jakiś ubiór jest akceptowalny dla wszystkich, nie może być tak, że niektórzy są równiejsi. Nie wyssałam sobie niestety tego przykładu z palca.
Jasne, niektórym cechom budowy ciała przypisuje się kontekst seksualny, ALE! Karanie kogoś za posiadanie młodego, jędrnego ciała i krągłości jest bardzo złe. Podobnie jak analogiczne traktowanie otyłych dziewczyn z np. bardzo dużym biustem, który będzie widać w każdym typie bluzki.

Może ci się nauczycielu wydaje, że robisz dobrze, ale skutek jest taki, że nastolatki wpadają w zaburzenia odżywiania, bo nienawidzą swoich krągłości i nie chcą ich mieć.

Jeśli statut czegoś  w kwestii ubioru nie zakazuje, to na to pozwala.

Osobną historią jest to, że restrykcyjne reguły dotyczące ubioru są szczególnie uciążliwe latem. Ciężko wymagać od dzieci, że będą odporne jak dorośli. To wciąż są dzieci!  Na zdjęciu chłopcy protestujący przeciw zakazowi noszenia szortów w trakcie fali upałów w Exeter. Ja jestem z nich dumna!

https://www.theguardian.com/education/2017/jun/22/teenage-boys-wear-skirts-to-school-protest-no-shorts-uniform-policy





Bo wy byście chcieli, żeby przestrzegać waszych praw, a o obowiązkach to już nie pamiętacie, więc mamy te prawa gdzieś

STOP.
Jak ktoś przejdzie na czerwony świetle, nie traci prawa do głosowania w wyborach, ani prawa do korzystania z biblioteki publicznej, więc ten argument jest bez sensu i piernik nie ma nic do wiatraka.

Bo szkoła to nie rewia mody…
Zgadzam się, ale wiek szkolny to naturalny wiek poszukiwania siebie, swojej tożsamości. Nastolatkowie zawsze będą eksperymentować ze swoim wyglądem i strojem, bo to część rozwoju. I ktoś może powiedzieć “ale chłopcy będą patrzeć na dziewczęta, zamiast skupiać się na nauce…”.

Czy jak ktoś zakaże ci się zakochiwać w miejscu pracy, to powstrzyma cię to przed myśleniem o czarującym brunecie z sąsiedniego działu?

Bez względu na ubiór, chłopcy zawsze będą wzdychać do dziewcząt, nauczycielek albo do innych chłopców a dziewczęta będą się zastanawiać, czy są dość ładne by chłopak ze starszej klasy zwrócił na nie uwagę. Albo nauczyciel od geografii.
Myślenie, że mundurki czy cokolwiek innego to zmieni jest naiwnym myśleniem życzeniowym.

Pierwsze szkolne miłości to piękny i ważny etap rozwoju, nie ma co go demonizować :).

Makijaż w szkole

Wiele osób mówi, że dziewczynki przesadzają.
A ja chciałam przypomnieć, że to wiek w którym wiele osób zmaga się z trądzikiem młodzieńczym. Zakazywanie zakrywania go korektorem i odwracania od niego uwagi kreską na oku sprawia pogłębia problemy. I to cholerna hipokryzja, bo dorosłe kobiety zazwyczaj nie wychodzą na ważne wystąpienia z pryszczem na brodzie, tylko maskują go korektorem.

Ale makijaż psuje cerę!
Serio? Istnieje makijaż mineralny, on wręcz pomaga! Warto zastanowić się, dlaczego uczniowie się malują. Jeśli spróbujecie ich zrozumieć zamiast karać, to odkryjecie, że – eureka! – robią to dla zyskania pewności siebie. Makijaż jest jak zbroja.

Może sensowniejsze będą lekcje z kimś, kto pokaże jak malować się tak, żeby było wciąż schludnie i pasowało do szkoły?

Wiele osób mówi też, że przecież to z troski, bo malujące się uczennice ZAZWYCZAJ MAJĄ GORSZE OCENY🙄
Po pierwsze – wskaż mi takie badania 😉 Czekam.
Po drugie – nawet jeśli, to korelacja między dwoma zjawiskami nie oznacza związku przyczynowo-skutkowego.

Już tłumaczę.
Ktoś mógłby powiedzieć, że z danych jasno wynika, że wraz ze wzrostem spożycia lodów, wzrasta liczba utonięć.
Jednak wniosek, że lody powodują utonięcia byłby absurdalny. Po prostu lody lepiej sprzedają się latem, a latem ludzie w naszym klimacie częściej kąpią się w morzu, stawie, rzece itp.
To przykład z wykładu Janiny Daily, możecie go odszukać na youtube, co serdecznie polecam.

Ale załóżmy, że trafiłam na uparciuszka – postanowiłam znaleźć badania naukowe o związku między makijażem a osiągnięciami w nauce 😉
Oto co znalazłam:

https://www.cogentoa.com/article/10.1080/23311908.2017.1327635.pdf

Szach mat, dziewczęta z makijażem uzyskiwały wyższe oceny w porównaniu do tych niepomalowanych.

Czuły się po prostu bardziej pewne siebie.

A o tym, dlaczego brak makijażu wiąże się z niepewnością możemy porozmawiać innym razem, to interesujący temat.

Problem mają również dziewczyny o nietypowej urodzie (wszystkie wklejone komentarze są autentyczne, to sytuacje o których Wy mnie alarmujecie)

Ponownie:
jeśli w statucie szkoły nie ma nic o makijażu – nikt nie może za niego karać.
Nikt nie ma prawa zarekwirować kosmetyczki (ale nie maluj paznokci ani rzęs na lekcji, okej?). Zmuszenie do zmycia makijażu też jest nie fair.
Jeśli nauczycielka zmusza, a Ty masz np. trądzik i za nic w świecie nie chcesz siedzieć na lekcji upokorzona z krostkami – nie zmywaj!

Czasami nauczycielka biegnie z chusteczką do demakijażu albo zmywczem (zabawne, że to często te same, które żalą się na zbyt obszerny program, którego nie nadążają realizować ;)) – nikt nie ma prawa naruszyć twojej nietykalności osobistej. To jest poniżanie.

Niestety ze smutkiem muszę przyznać, że często nie chodzi o dobro ucznia, a o władzę i zazdrość i zogniskowanie w ładnej kobiecie swojego gniewu i frustracji.
Jest o tym dość mocna scena w filmie Malena

Btw. – znamienne, że te kobiety agresywnie potraktowały Malenę, a nie wkurzały się tak na własnych mężów, którzy wodzili za nią wzrokiem…

I jeszcze jedno – jeśli makijaż jest w szkole dozwolony dla dziewcząt – nie widzę powodu, by karać za niego chłopców, którzy mają chęć takiej ekspresji.

Czy szkoła może zakazać farbowania włosów?

 Ponownie odsyłam do statutu szkoły, aczkolwiek ja się z zakazem kompletnie nie zgadzam i nosiłam w liceum fioletowe włosy, bo miałam taką ochotę. Nie przeszkodziło mi to w zdaniu matury, dostaniu się na studia, zajmowania wysokich miejsc w konkursach na eseje czy później w dostaniu się na doktorat.
Tutaj jednak do razu podpowiem, że jak masz wysokie osiągnięcia, to częściej biorą cię za ekscentryka i nie piętnują takich rzeczy bo “Magda już taka jest”. Jest to również niesprawiedliwe!

Przytoczę kilka historyjek. Niestety prawdziwych.

Czwarta klasa podstawówki. Na wakacje dziewczynka zafarbowała włosy na rudo, zmywalną farbą, za pozwoleniem mamy. Była fanką książek o Pippi. Niestety farba się nie zmyła i do szkoły przyszła po wakacjach ruda.
Nauczycielka od wychowania fizycznego zaczęła jej wstawiać jej za to jedynki i nakazała pofarbować się na naturalny kolor włosów.
Odmówiła.

Skończyło się na interwencji u społecznego rzecznika praw ucznia i nauczycielka wycofała się i przeprosiła. W przeciwnym razie groziła jej komisja dyscyplinarna BO:

Ocena z zachowania wyrażana jest w skali słownej:
bardzo dobre, poprawne, wzorowe, nieodpowiednie

a ocena z przedmiotu w skali 1-6
przy czym oceny te nie bez powodu są osobnymi kategoriami. Nawet jeśli statut zakazuje farbowania włosów, nikt nie ma prawa wstawić ci za to jedynki z chemii czy fizyki!

https://wiki.ubc.ca/Course:MEDG550/Student_Activities/Waardenburg_Syndrome_Type_I

Dziewczynka z jasnym pasmem

Jedna z uczennic rozpoczęła naukę w gimnazjum, gdzie nauczyciele zaczęli się czepiać jej platynowego pasemka. Kazali jej to natychmiast przefarbować, bo w szkole nie można mieć pasemek. Problem polegał na tym, że dziewczyna miała to pasemko od urodzenia,  a jej rodzice nie pozwalali na farbowanie włosów.
Takie pasemko może wynikać z syndromu Waardenburga, piebaldyzmu albo innych powodów.

Zachowanie nauczycieli – karygodne👎
To samo zresztą spotkało moją osobistą koleżankę, która miała z natury wielotonowy blond. Słomkowe włosy z jaśniejszymi pasmami, które mocno rozjaśniało letnie słońce. Nauczyciele mieli z tym straszny problem, a była full natural.

Moja rada?

W podstawówce nic nie zrobisz, ale wybierając szkołę średnią – sprawdź statut i konsekwencje zanim tam pójdziesz. Po co użerać się z ludźmi o poglądach wysoce zaściankowych.

Konsekwencje to niższa ocena z zachowania – moim zdaniem niewielki problem, bo o zachowanie nikt cię nigdy nie zapyta gdy będziesz aplikować na studia :).

Być może Twoją ceną za noszenie kolorowych włosów czy makijażu będzie perfekcyjne przygotowanie z matematyki, bo nauczycielka będzie cię gorliwiej odpytywać – to chyba nie aż tak straszna cena, wyjdzie na dobre.

Podsumowując ten długi wywód:

Zakaz nie sprawi, że uczniowie przestaną myśleć o innych sprawach niż nauka.
Zakazy zamykają dialog. A uczniów warto spróbować zrozumieć – często malują się czy farbują włosy by poczuć się pewniej siebie. Pewność siebie sprawia, że chętniej zabierają publicznie głos czy wychodzą wygłaszać prezentacje (Baumeister 2003).
Zakazy powodują konflikty – a trójpodmiotowość zakłada, że będziecie wszyscy partnerami dialogu
Nakaz zmycia makijażu przy wszystkich to poniżanie!

Jeśli jesteś uczniem i ktoś cię zmusza – wymyśl na poczekaniu jakąś alergię albo uczulenie na kosmetyk, który wyciąga nauczycielka!!!! Możesz spróbować poprosić dermatologa o jakieś zaświadczenie.

To samo dotyczy chłopców – jeśli w szkole dziewczęta mogą się malować czy nosić długie włosy – nikt nie ma prawa karać za to chłopców! To dyskryminacja płciowa.

Reasumując – zanim pójdziesz do nowej szkoły – sprawdź jej statut.
Jeśli nie ma w nim słowa o tym, że nie możesz mieć różowych włosów – nikt nie ma prawa cię za nie ukarać.
Jeśli jest tam zapis o zakazie makijażu – pamiętaj, że karą nie może być obniżona ocena z przedmiotu.
Istnieje natomiast spore ryzyko, że będziesz częściej odpytywany. Istnieje coś takiego jak efekt aureoli, więcej o nim w tekście i filmie o tym, jak mieć lepsze oceny nie ucząc się więcej

Częstsze odpytywanie nie jest sprawiedliwe, ale nie ma na to rady – twoim obowiązkiem jest bycie przygotowanym do lekcji.

Nie ma żadnego merytorycznego, opartego na danych argumentu za tym, żeby makijaż był w szkole zakazany, tym bardziej że chwilę później okaże się, że w zwykłej pracy na hotelowej recepcji jest wręcz wymagany #logika

Przykład uczy bardziej niż nakazy i zakazy, więc fajnie by było, gdyby nauczyciele nie byli hipokrytami i zwracali uwagę też na ważne problemy jak dręczenie innych uczniów czy molestowanie w szkole. Jest wiele do zrobienia.
A jeśli zakazują makijażu, chcą zmiany obuwia – przykład moi drodzy płynie z góry.

Pamiętacie scenkę z początku tekstu i pytanie, czy w szkole można bić?

Mam nadzieję, że wpis odpowiedział na najważniejsze pytania. Zachęcam uczniów do podawania go sobie nawzajem.


Uściski, Ania

Podziel się

24
Dodaj komentarz

avatar
21 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
19 Comment authors
OliAgataJagodowa^^Ania KalembaKarina Stankowicz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Wrócha
Gość

Zgadzam sie z tekstem. Mam często wrażenie, że najbardziej wypacykowane nauczycielki/nauczyciele ścigają najgorliwiej i niestety jednoczesnie nie są najlepszymi w swoim zawodzie. Tak jakby mieli albo zbyt wysokie mniemanie o sobie, albo tak niskie, że w obydwu przypadkach odbijają to sobie na bardziej bezbronnych teoretycznie w takich sytuacjach, uczniach. Faktycznie, młodzież maluje sie niejednokrotne bardziej profesjonalnie niz my kiedys, ale tez ma wiekszy dostep do kosmetyków, wieksza swiadmosc i prawe w ich uzywaniu. Poki nie naruszaja granic dobrego smaku i schludnosci – nie widze powodow, by im tego zabranaic. Kiedy nosic fioletowe wlosy jak nie wtedy, gdy jest sie młodym… Czytaj więcej »

Karina Stankowicz
Gość

Świetny tekst! Zgadzam się. Ja jak byłam młodsza, lubiłam na przykład malować paznokcie. Nie malowalam twarzy, bo nie miałam po co, ale miałam łamliwe paznokcie i to jakoś trochę pomagało. A w statusie (łącznie z moim 1szym gimnazjum) nie wolno było ani malować twarzy, ani paznokci, ani nosić do szkoły komórek. Co już w ogóle dla mnie było beznadziejną zasadą. Co to w ogóle za zasada. Kiedy babka raz powiedziala, że mam zostać w kozie, bo nie odrobiłam zadania z religii (sic!), chciałam zadzwonić do mamy, bo przyjeżdżała po mnie. A babka jak zobaczyła telefon, chciała mi go zabrać. No… Czytaj więcej »

Ania Kalemba
Gość

Aniu! Jak dobrze, że jesteś! Świetny, mądry tekst!

Joanna Zielińska
Gość
Joanna Zielińska

Pamiętam, że czytałam artykuł dotyczący sprawy z innego kraju. Chodziło właśnie o zmycie makijażu. Dziewczyna była alergikiem i wrazliwcem, nie miała przy sobie niczego do demakijażu, więc nauczycielka dała jej swoje chusteczki. Dziewczyna mówiła że nie może ich użyć że względu na alergię, ale nauczycielka miała to gdzieś. I dziewczyna wylądowała w szpitalu z ostrą reakcją alergiczną. 😢
Czymś takim powinien się zająć prokurator…

Agata Byczkowska
Gość

Widać, że mocno się przyłożyłaś do tego tekstu, bardzo ważny temat.

Lady
Gość
Lady

Aniu, ja chyba funkcjonuje w jakimś innym świecie. Pracuję w LO (państwowym, z niezłym poziomem, duże miasto) już od 13 lat i nigdy nie gnębilam uczniów z jakiegokolwiek powodu, w tym oczywiście za makijaż, ubranie czy tatuaże. Jak zauważę nowy, to pytam czy chce się pochwalić i np coś opowiedzieć. Zazwyczaj uczniowie są zachwyceni okazanym zainteresowaniem, opowiadają historię albo znaczenie. Jako że uczę języka obcego mam okazję, żeby porozmawiać na różne społeczne tematy, zawsze wysłucham, czasem coś doradzę. I nie raz słyszałam, że woli ktoś przyjść do mnie, zamiast do wychowawcy. Nie piszę tego, żeby się chwalić, tylko po to,… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

Heeej nie twierdzę, że wszyscy! I wlasnie chwal się, bo póki to wyjątek (co sama widzisz po uczniach, którzy wola do Ciebie) to smutna sprawa, ale masz wielkie powodu do dumy, bo rozmawiasz! ♥️♥️♥️

Agnieszka Jabłońska
Gość
Agnieszka Jabłońska

Aniu, jestem zachwycona tym wpisem, Twoją wiedzą i podejściem do szkoły. My dorastałyśmy w nieco innych czasach i faktycznie pełen makijaż w LO to było “coś”. Nie było Rossmanna, Hebe, a kredkę do oczu można było kupić w sklepie kosmetycznym przy życzliwym, ale pobłażliwym uśmiechu ekspedientki. Teraz w dobie YT dziewczyny mogą nauczyć się ślicznego, dyskretnego makijażu – nakładania kremu (ha, kremu!) BB, czy CC stosowania delikatnych kosmetyków mineralnych. Malują się młodsze dziewczyny, bo zmieniły się standardy. Moim zdaniem makijaż w LO to coś zupełnie normalnego oczywiście powinien być delikatny i dostosowany do wieku, ale jeśli licealistka ma ochotę się… Czytaj więcej »

Jolanta Libront
Gość
Jolanta Libront

Jako potencjalny nauczyciel, gdy dostanę pracę w szkole chcę unikać tego typu zachowań, jak dyrektor mojego gimnazjum. Tapeta aż raziła, a sama ganiała dziewczyny by swój zmywały 🤦‍♀️ w liceum, które było uznane za najlepsze w mieście i dość konserwatywne, o dziwo nie było tego problemu. Glany, tatuaże, dredy, kolczyki? Śmiało. Nie było dodatkowego męczenia braniem do odpowiedzi. I uważam, że w okresie dojrzewania do szkół powinni być zapraszani specjaliści, którzy pomogą w pielęgnacji trudnej cery i delikatnego makijażu, bo przecież to nic złego jeśli robi się dobrze.ale dużo wody pewnie upłynie nim nauczyciele przestaną wyżywać się na uczniach w… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

Pełna zgoda, zgadzam się z każdym słowem które tj napisałaś!

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Pozwolę sobie wkleić fragment statutu mojej starej szkoły. Teraz to gimnazjum przeksztalcilo się w szkole podstawową, ale widzę reguły dalej podobne. Jak to było w praktyce?
Masz pomalowane rzęsy–> wychowawczyni każe je zmyć
Masz pomalowane paznokcie–> jak wyżej
Płyn do demakijażu i aceton były stałe w pokoju wyżej wymienionej nauczycielki.
Jaskrawa bluzka? Niedozwolone, tak jak odsloniete kolana i ramiona. Włosy miały byc spięte.

W liceum natomiast wolna amerykanka, dziewczyny się malowały, chodziły na obcasach tak jak nauczycielki, chłopcy mieli tunele, baggy jeans, i wszyscy zdali maturę i nie było problemów.comment image

Trii (@kuunelakk_by_trii)
Gość
Trii (@kuunelakk_by_trii)

Ohh tak. Znam ten temat, jako że od połowy gimnazjum i przez całe liceum byłam “emo”. Wyróżniałam się, więc byłam celem nie tylko rówieśników ale i nauczycieli a nawet samej dyrektorki. Przykład 1. Na sam koniec 3 klasy gimnazjum pofarbowałam się z moich naturalnych brązowych włosów na czarne. moja wychowawczyni prawie padła na zawał. Wielokrotnie zwracano mi na to uwagę. A koleżanka z klasy, która do gimnazjum przyszła z już pofarbowanymi i farbowała je miesiąc w miesiąc przez 3 lata – nie miała żadnego problemu i nie ponosiła żadnych konsekwencji. Przykład 2. Wielokrotnie zarówno nauczycielka od geografii jak i dyrektorka… Czytaj więcej »

Dorota
Gość

Myślę zupełnie tak samo, kiedyś nawet pisałam o makijażu w szkole. Osobiście dołożyłabym jeszcze osobne lekcje makijażu i stylistyki włosów, żeby młodzież krzywdy sobie nie robiła. Rodzice nie zawsze mają świadomość, często sami nie potrafią pomóc. Jak najbardziej jestem za! Zakazy nie mają żadnego sensu w tej kwestii.

aniamaluje
Gość

myślę, że to byłby dobry pomysł

Charming
Gość

Ja akurat problemu w szkole z makijażem nie miałam, ale kiedyś jak byłam w przedszkolu(miałam 5-6 lat), w niedzielę chrzestna pomalowała mi paznokcie na czerwono, jak malowała samej sobie. Następnego dnia zostałam mooooocno skrzyczana za to i usłyszałam, że jak to tak w ogóle można i to wygląda jakbym miała zapalenie paznokci i krwawiące palce. Rozumiem byłam dzieckiem i to nie było może do końca odpowiednie, ale to nie tak, że sama je sobie pomalowałam, rodzice musieli to przecież widzieć i nie mieli przeciwko, że raz mi ktoś pomalował paznokcie, a ja kompletnie nie rozumiałam, co zrobiłam źle i dlaczego… Czytaj więcej »

Charming
Gość

Na studiach z kolei miałam wymagane mieć koniecznie na wf białą bluzkę i czarne spodenki. Jaka to różnica czy spodenki będą granatowe czy pomarańczowe. I co z tego że miałam strój przeznaczony specjalnie do ćwiczeń jak to nie była wymagana biała bluzka i czarne spodenki czy dresu…

Agata
Gość

Ja ciągle tylko słyszałam w gimnazjum, ze nie można się malować- chociaż się nie malowałam, bo z natury mam ciemne usta :/

Jagodowa^^
Gość

W gimnazjum miałam nauczycielkę, która kazała mi zmyć tusz do rzęs – sęk w tym, że w tamtym okresie w ogóle się nie malowałam… ot po prostu mam swoje naturalnie ciemne rzęsy – na odpowiedź, że nie mam tuszu na rzęsach myślałam, że baba mnie zaraz zwyzywa – przyglądała mi się dobrą chwilę zanim stwierdziła, że jednak nie kłamię. Boże uchowaj moje dzieci od takich nauczycieli…

Nihil Novi
Gość

Włosy farbowane na czarno od 14 r.ż. Tusz na rzęsach od 12 r.ż. Czarna kredka? Wczesne gimnazjum. Glany. Skórzane spodnie. Mini. Najniższa średnia od 7 do 19 r.ż.? 4,6. Jak słyszę, że makijaż i inteligencja nie idą w parze, to mam ochotę wepchnąć komuś do gardła moje świadectwa. Tak jak piszesz, szkoła nie skupia się na prawdziwych problemach, bo sobie z nimi nie radzi, w zamian wyolbrzymia pierdoły.

Paula
Gość
Paula

U nas też baby, bo nauczycielkami ich nie nazwę, latały za dziewczynami z wacikami i mleczkiem. Robiły afery o zmianę koloru włosów. Dodam, że wszystkie te nauczycielki mocno sie malowały, większość farbowała włosy – czarne obwódki wokół oczu itp. Przypomniała mi się też sytuacja, jak jej koleżanka odpytywała jedną dziewczynę na lekcji. Tamta nic nie umiała, nie przygotowała się. Nauczycielka zapytała, dlaczego. Gdy usłyszała “nie miałam czasu” – odpowiedziała, że właśnie widzi, skoro ma zrobione włosy (były wtedy prostownice które… karbowały? włosy, na takie połamane, zmienne wkładki miały i tak miała ta dziewczyna włosy zrobione). Generalnie ja nie miałam z… Czytaj więcej »

kasiekk193
Gość
kasiekk193

Ania, po prostu Cię uwielbiam! Odwaliłaś kawał świetnej roboty, poruszyłaś bardzo ważne tematy i pomożesz tym wielu osobom. Uwielbiam Cię za to, że poruszasz tak różnorodne tematy i że mówisz głośno co myślisz i czujesz, i nie dajesz się “uciszyć”. Czytam Twojego bloga regularnie od kilku lat (znalazłam Cię przez wpis o paleniu kory brzozy:)) i wyciągam wiele wartości i cennych przemyśleń z każdego wpisu. Dzięki za to ! 🙂

Kosmetolog Marta
Gość

Mi osobiście wydaje się, że nauczyciele, szczególnie Ci młodzi, dopiero startujący po prostu się boją i łatwiej im zwrócić uwagę na pomalowane paznokcie niż na to, że ktoś kogoś zastrasza, bo może się okazać, że zaraz nauczyciel będzie miał przerysowany samochód czy coś w ten deseń. Tutaj też na pewno nie pomagają rodzice. Niestety często jest tak, że stoją murem za dzieckiem, pomimo ich złego występku i dziecko uczy się, że “tatuś załatwi wszystko”. Mnie osobiście zawsze zastanawiała rola pedagoga w szkole. Byłam na kliku praktykach, gdzie miałam również obserwacje pedagoga w pracy i powiem szczerze, że za każdym razem… Czytaj więcej »

J.Col.
Gość
J.Col.

Całkiem niezły tekst. Teraz czekam na jakiś wpis o tym jak dzieci i młodzież nie szanują rodziców i w ogóle starszych, a uczniowie nauczycieli, pracowników szkoły, mienia szkolnego. I nie chodzi mi o sławetne zakładanie kosza na głowę, ale przeszkadza ie na lekcjach, chamskie odzywki, rzucanie papierami w nauczyciela, przedrzeźnianie, zatykanie muszli rolkami papieru, kopanie drzwi tak, że powstała w nich dziura, chodzenie butami po stolikach w świetlicy, sikanie po podłodze, smarowanie kałem lustra w toalecie, nagrywanie się nawzajem w dwuznacznych sytuacjach… Nie to nie są przykłady z jednej szkoły, ale trzech: podstawówka, gimnazjum, liceum do których chodziłam. Nie, to… Czytaj więcej »

Oli
Gość

Uh… Byłam zawsze najlepszą uczennicą w szkole i swego czasu, w gimnazjum, lubiłam sobie malować dość wyraźne kreski eyelinerem. Oczywiście nasluchalam się różnych rzeczy (karana jako tak na szczęscie nigdy za to nie bylam), a mimo to mialam dalej same najlepsze stopnie 😉 Więc piernik do wiatraka nie ma nic, nie jest tak, że jak ktoś się maluje do szkoly to ma automatycznie slabe oceny!