Instagram has returned invalid data.

Dziwne japońskie słowa, dzień w romskiej wiosce, skąd się biorą rozmiary ubrań i moje pokrzyżowane plany [TYGODNIK]

Nadaję z samego oka cyklonu – jestem w trakcie nauki na egzamin dyplomowy i przeklinam w duchu uczciwość promotor, która nie podała nam pytań… co czyni nas chyba jedyną grupą frajerów z całej uczelni :). Oprócz tego opowiem o kilku ciekawych rzeczach wyszperanych w sieci, mojej niezrozumiałej miłości do butów, ocenie za pracę jaką dostałam od recenzenta i najmilszym komentarzu, jaki przeczytałam ostatnio na blogu 😉 Ah, nie obędzie się bez ubraniowej wpadki, w końcu nie darmo jestem Anią. Co jeszcze? O tym jak złośliwy los zdecydował za mnie, zostawiając mnie zaskoczoną z miną “WTF?!” i chęcią wsunięcia pocieszeniowych lodów… których pewnie już nie kupię, bo za szybko znikają ze sklepu. Ech!

Ok, po kolei 😀 Może najpierw od tego, co działo się ostatnio na blogu.

Tydzień rozpoczęłam od tygodnika, w którym jest konkurs z bardzo fajną nagrodą.  Zachęcam do udziału 🙂

JAK ODWRÓCIĆ CZYJEŚ ZACHOWANIE NA SWOJĄ KORZYŚĆ I WYGRAĆ PONAD 400 ZŁ 🙂

Na blogu trwa jeszcze jeden, tym razem nieco mniejszy konkurs, który znajdziecie tutaj
Oprócz tego bawiłam się lokami 🙂
Wcieliłam się w królika doświadczalnego i przetestowałam na sobie lokówkę za… dwie dyszki. Najtańszą taniznę z biedronki, efekty testu możecie zobaczyć tutaj.
Na moim blogu nie mogło zabraknąć także czegoś rozwojowego ;-)) I chociaż najmocniej krzyczycie, że takich tekstów chcecie, to zawsze mają najmniej odsłon. Wychodzi na to, że ludzie lubią gadać o tym, jak chcą pozmieniać swoje życie, bo działanie jest już trochę trudniejsze 😀 
Tekst o tym, jak zacząć dokonywanie zmian w swoim życiu znajdziecie tutaj :
No i ostatnie, co napisałam w tym tygodniu , czyli tekst z moim subiektywnym “starterem” – co warto kupić na samym początku przygody. Napisałam go z myślą o studentach, którzy muszą od zera skompletować kuchenne sprzęty i innych osobach, które właśnie zaczynają swoje życie na własny rachunek. Dziękuję za liczne wiadomości, że się przydał :*
Tekst znajdziecie tutaj : co kupić na start? 
Wciąż związane z blogiem, ale już nie bezpośrednio :

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

dla takich komentarzy warto pisać bloga <3to pod najnowszym tekstem 🙂
Posted by Aniamaluje on 16 czerwca 2015

Nie zawsze mam czas na czytanie Waszych wiadomości. Kończę studia, dużo pracuję, dużo czasu zabiera mi też codzienna walka o zdrowie, ale przeczytanie czegoś tak miłego sprawia, że nagle najkrótsza doba się rozciąga i kradnę jej trochę czasu na pisanie na tym małym internetowym poletku. Dziękuję!

A co u mnie? Uczelnia, uczelnia i jeszcze raz  uczelnia – złożyłam w końcu wydrukowaną pracę, opracowywałam zagadnienia na egzamin dyplomowy, streszczałam je, przerażałam się ich ilością i objętością, streszczałam streszczenie i jakoś tak tydzień dobiegł końca 😀 A ja wciąż nienauczona, ale się nauczę 😀 Byłoby wstyd nie dać rady, skoro żyję w dużej mierze z tego, że pomagam uczyć się tzw. “beznadziejnym przypadkom” (jak można powiedzieć tak na dziecko?!). A pomagam im się nauczyć… jak się uczyć :). No to sama nie mogę dać plamy.
Ale o plamach za moment…
Dostałam taką piękną recenzję pracy dyplomowej :

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Chyba zaklinanie rzeczywistości idzie dobrze, bo recenzent ocenił pracę na 5 🙂 jeszcze tylko ocena promotora i egzamin dyplomowy 😀
Posted by Aniamaluje on 20 czerwca 2015

I miło mi bardzo, wszystko fajnie. Pozostaje czekać na ocenę promotora i zdać egzamin dyplomowy. No właśnie – pod koniec semestru zimowego, jedna pani profesor (którą bardzo szanuję) zaproponowała mi zostanie moim opiekunem naukowym na … studiach trzeciego stopnia. Znaczy się – doktoranckich. Początkowo miałam mieszane uczucia, chociaż poczułam się po tej propozycji doceniona, to nie wiedziałam, czy skorzystam. Od tamtej pory kilka razy wzięłam się na męska rozmowę z samą sobą – przemyślałam wszystkie  za i przeciw, pomyślałam o szansach, które mi to stwarza – na niczym nie zależy mi bardziej, jak na zwiększaniu szans dzieciaków. Z tego poziomu miałabym większe możliwości działania i wpływu, więc zdecydowałam się wystartować w rekrutacji na zasadzie “a co mi tam” i “niech się dzieje wola nieba”. Nie muszę mówić jaką miałam minę , gdy dzisiaj zauważyłam, że rekrutacja była do dwudziestego czerwca? A ja nie mogłam brać w niej udziału, bo nie jestem jeszcze magistrem! Moja promotor wybrała taką a nie inną datę na obrony (po czym i tak ją przełożyła) a ja zostałam z głupim uśmieszkiem niedowierzania na twarzy. Cóż. Problem sam się rozwiązał. Wola niebios, złośliwy los? Bywa ;-).
Na pocieszenie wsunę jutro najlepsze (oczywiście z kupnych) lody ciasteczkowe na świecie. (klik!) Biegnijcie po nie koniecznie, bo jutro zaczyna się tydzień amerykański, a akurat ciasteczkowe znikają z prędkością światła. Poważnie rozważam dołączenie jutro rano do kolejki emerytów rzucających się na opiekacze… 😀 Zerknijcie sobie dobrze jak wyglądają i koniecznie spróbujcie, są prze-py-szne! – tutaj można je sobie obejrzeć (klik).

No właśnie, ja wybieram lody, a czym wy pocieszacie się po dziwnych sytuacjach na które nie macie żadnego wpływu?

Mam jeszcze jeden stały schemat działania – buty! Mówi się, że człowiek musi mieć jakieś skłonności 😀 Cóż, nie palę, nie uprawiam hazardu,  alkohol piję też jedynie symbolicznie. Z lodów już się wyspowiadałam, a buty… cóż 😀 Tym razem padło na złote sandałki (klik). Kupiłam je sobie w nagrodę za… zdobycie tytułu magistra. Którego jeszcze nie zdobyłam, ale bałam się, że ktoś je kupi zanim nadejdzie dzień obrony. Teraz to już muszę zdać, prawda? 😀 Równowaga we Wszechświecie musi być zachowana 😀

Ach, jeszcze modowa wpadka.
Wybralam spódnicę maxi:

Fajna,  wygodna, wszystko się zgadza. Nie zgadza się coś z moim intelektem, bo jakoś nie skumałam, że w Azji ludzie mają nieco niższy wzrost i ich maxi to moje…7/8? 
Nawet nie chciało mi się jej prasować (sorki za światło i flesz) jest równa, krzywo ją powiesiłam, chciałam tylko dać ostrzeżenie przed moim błędem 😀 Spódnica o której mowa do kupienia tutaj (klik)

Kulinarnie:

zuckerei
kogel-mogel
frytki
truskawki
obiad z mrożonki, tzw. przegląd zamrażarki – bywa i tak
sweet potato chips, beetroot leafs, chickenbreast
chipsy z batatów,liście buraczka,filet z kurczaka i owoc granatu
mintaj, puree i botwinka
małe marchewki, brokuł, puree i kurczak w sosie

Pytacie czasami, czy planuję posiłki – tak, wygląda to w ten sposób, że zerkam na ofertę dwóch dyskontów które są najbliżej mnie, patrzę jakie mięso mają w promocji i wymyślam sobie pi przez drzwi, co będę jadła. Jak nietrudno odgadnąć, w tym tygodniu lidl miał w promocji kurczaka (klik), kolejna będzie wieprzowina 😀 (klik).

To może wydawać się śmieszne, ale przy moim zapotrzebowaniu energetycznym, najwięcej pieniędzy idzie właśnie na jedzenie i rzeczy, które mogę zamrozić, lubię kupować taniej :).

O, zapomniałam! Jako wielka fanka “wrapów” i wszelkich dań typu “tortilla”, lubię szukać zastępników chleba w postaci placków. Nie ma już w sprzedaży chleba, który smakowałby moim dzieciństwem, z kupowanych lubię lidlowski chleb drwalski, ale nie jest on wybitnie zdrowy, a coś jeść trzeba 😀 Wypiek domowego chleba jest kompletnie nieekonomiczny czasowo (i tak dużo czasu spędzam w kuchni), więc pokochałam wszelkie podpłomyki i inne placki. Moje ulubione robi się długo, wszelkie pełnoziarniste tortille swoje muszą odstać, a moja mama wymyśliła genialne, sycące, błyskawiczne i w dodatku bezglutenowe placki do tortilli/wrapów 😀 Elastyczne, wytrzymałe, idealne!

homemade tortilla
domowe, bezglutenowe placki do tortilli
homemade glutenfree tortilla wraps
domowa tortilla

Jeśli jesteście ciekawi, mogę zrobić o nich tekst (w tygodniu). Proszę tylko o sygnał, jeśli są jacyś zainteresowani 😀
Ze wstydem przyznam, że najbardziej lubię gotowe sosy 😀 Te na jogurcie mi nie podchodzą,  lubię ciężkie, majonezowe… ale zamierzam podszkolić się w tej materii, znalazłam kilka fajnych przepisów. Wyświetlą się po kliknięciu w zdjęcie, lub pod nim 🙂

Przepisy na sosy (klik!)

Jeszcze zaciekawił mnie jeden rodzaj chlebka, też zamierzam spróbować :

Przepis na chlebek czosnkowo-ziołowy tutaj (klik).

Mimo, że masę czasu poświęciłam na naukę, znalazłam w sieci kilka ciekawych rzeczy :)).

14 japońskich słów, których potrzebujesz w swoim życiu  – osobne słowo na promienie słońca prześwitujące między drzewami? Kupuję to!

Pamiętnikowy tekst o dniu spędzonym w romskiej wiosce. Ciekawe, wprawiające w zadumę.

W nawiązaniu do ostatniej wymiany komentarzy na blogu, znalazłam tekst odpowiadający na pytanie “skąd się biorą rozmiary ubrań?”  – też ciekawy 🙂

7 dramatów, które zrozumie tylko posiadaczka długich włosów  – trochę tęsknię za włosami czasami, w których doświadczałam tych problemów 🙂

No i tym razem to na tyle. Mogę jedynie odesłać na instagram:

I mniej spostrzegawczym czytelnikom pokazać w lewym górnym rogu takie klikadełko do zostania moim czytelnikiem przez bloglovin – jeśli facebook czasami robi wam psikusa i nie widzicie moich tekstów, to z bloglovin nie ma takiej szansy 🙂
Uściski!

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jakie sprzęty kuchenne kupić na start?
Dziwne japońskie słowa, dzień w romskiej wiosce, skąd się biorą rozmiary ubrań i moje pokrzyżowane plany [TYGODNIK]