Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Moja historia – Halina

Mam na imię Halina i mam 53 lata. Pewnie zdziwisz się, co taka stara baba jak ja robi na Twoim blogu. Nie wiem, jak na niego trafiłam, w pierwszej chwili byłam oczarowania i czytałam z zapartym tchem, a potem trafiłam na artykuł w którym pisałaś, że trzeba przejąć odpowiedzialność za swoje zdrowienie, bo samo się nie stanie. Poczułam się, jakbym dostała obuchem w głowę i momentalnie Cię znienawidziłam. Jeszcze te wstawki o tym, że samo słuchanie poleceń lekarzy nic nie da, i że trzeba działać aktywnie. W krótkiej chwili wywołałaś u mnie taką mieszankę emocji, że gdybym gdzieś zobaczyła Cię na ulicy, to chyba bym Cię zamordowała.
Byłam wtedy w trakcie walki z rakiem piersi. Zaczęło się niepozornie – wyczułam u siebie niewielki guzek, który nie dawał mi spokoju. Udałam się na mammografię i czekałam bez większego stresu na wyniki. W mojej rodzinie nikt nie miał raka, więc byłam spokojna. Okazało się, że trzeba zrobić USG. Już wtedy wiedziałam, że to rak. Po USG przyszła pora na biopsję, ale jej wynik był niejednoznaczny i czekało mnie coś dużo straszniejszego – biopsja mammotomiczna. Potem wszystko potoczyło się szybko – pierwsza operacja i pierwsza seria chemioterapii. Miałam gorsze momenty, ale przeszłam to całkiem spokojnie.

Po co w ogóle do ciebie piszę? Chciałabym, żebyś opublikowała mój list na blogu. Ostatnio napisałaś kilka tekstów, które były wycelowane wprost w moje serce. Ten o postępowaniu z chorym był jednym z nich, ale historia jaką opisała Maja, przelała czarę i skłoniła mnie do zlepienia kilku słów. W komentarzach pod tamtą historią, Toyad Mordovnick napisała, że aby odjeść od psychofaga potrzeba właściwego momentu. Trzeba dojrzeć do tej decyzji. Z rakiem było tak samo. 

Wcześniej miałam wiele sygnałów, ale wszystkie je ignorowałam. Rak był ostatnim, co miało mnie przebudzić, a nie wystarczył. Po pierwszej serii chemioterapii wszystko miało być już w porządku, zostały naświetlania, ale dojrzewałam stopniowo do swojego przebudzenia. Zmarła moja przyjaciółka, którą poznałam na sali – kolejna mądra, kochająca Amazonka. To był ten moment.

Dopiero wtedy dojrzałam do zmian w swoim życiu. To była rewolucja. Zrezygnowałam z drugiej tury chemii i z radioterapii. Byłam już łysa i słaba, ale wykrzesałam z siebie resztki siły. Zainteresowałam się Bruno Groningiem, EFT, i Terapią Gersona. Do tego przeczytałam książkę Louise Hay, a ostatnio Twoją.

Działałam wielotorowo,ale najważniejsze było uleczenie duszy – zrozumiałam skąd wziął się u mnie rak i to dzięki Louise. Już wiem, że przyczyną był toksyczny związek,który skończył się rozwodem. To nie przypadek, że rak atakuje kobiety najczęściej w tym konkretnym miejscu.

Początkowo zdecydowałam się na EFT, psychoterapię i zielone, świeżo wyciskane soki co godzinę. Przeszłam na wegetarianizm, a później na ścisły witarianizm. Co godzinę piłam świeżo wyciskany sok, ale potrzebowałam czasu, aby dorosnąć do decyzji o lewatywach. Z jednej strony bombardowałam organizm witaminami , z drugiej pozbywałam się toksyn. Najważniejsza była jednak terapia i wybaczanie. Kiedy wybaczyłam sobie i wszystkim innym, stałam się wolnym człowiekiem.


Dzisiaj jestem zdrowa i wolna emocjonalnie. Układam sobie życie z nowym mężczyzną. Dopiero niedawno zrozumiałam co miałaś na myśli pisząc, że za zdrowie trzeba wziąć odpowiedzialność. Niestety wiem, że wiele osób zareaguje na te słowa tak, jak kiedyś ja. Chciałabym przesłać im dużo wsparcia i namówić na szukanie głębiej. Jestem głęboko przekonana, że w powstaniu raka największy udział mają złe nawyki żywieniowe, niehigieniczny tryb życia (kawa, brak odpoczynku, zapracowywanie się zamiast dzielenia części obowiązków na męża i dzieci) i problemy emocjonalne. Odnalazłam kontakt z Bogiem i jestem teraz szczęśliwą, pewną siebie kobietą. Nadal zostałam przy diecie wegetariańskiej, piję świeżo wyciskane soki i dbam o to, czym się karmię. Nie piję kawy, wychodzę, gdy ktoś pali przy mnie papierosa, nie oglądam telewizji i częściej przebywam na świeżym powietrzu. Ćwiczę jogę i często się śmieję.

Jestem wdzięczna za raka, bo dopiero on mnie obudził. Chciałabym, aby jak najwięcej kobiet znalazło w sobie siłę i się o tym dowiedziało. Rak nie jest wyrokiem,

pozdrawiam Cię Aniu i proszę o opublikowanie tej historii, Halina 

 (…)

_________

A ja przypominam o konkursie książkowym , który kończy się dzisiaj.


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉

Uściski, Ania

43
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
20 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyzagatkaAleAgnieszka KozeraBEATA REDZIMSKA Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jakbym czytała o swojej mamie. Bardzo podobno historia, mam też zaharowywała się przy nas, nauczyła nas, ze pozmywa, wypierze. Jako głupia nastolatkaa wykorzystywałam to, mój brat i ojciec też. Rak mamy obudził nas wszystkich i przypomniał co znaczy słowo rodzina. Gorące uściski dla pani, pani Halino!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ten post wraz z tym komentarzem uświadomiły mi jaką egoistką jestem. To straszne i aż chce mi się płakać. Mama to najwspanialszy człowiek na ziemi, zrobiłaby dla mnie wszystko, pracuje ciężko, żeby mnie utrzymać, zaharowuje sie w pracach domowych, a ja leże i sie obijam. Czas sie zmienić. Takie sygnały jak ten post pojawiają się w naszym życiu nie bez powodu i ja w to wierze. Może to ostatnia szansa, żeby się zmienić. Dziękuję ci Aniu bardzo za opublikowanie tego postu i Anonimowi za ten komentarz, bo wiele mi to uświadomiło. Będę do nich wracać ilekroć obudzi się we mnie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

po przeczytaniu "Mama to najwspanialszy człowiek na ziemi" pomyślałam o tym filmiku https://www.youtube.com/watch?v=brPXGczAkvU 🙂

ona
Gość

niesamowite i jakie prawdziwe, podziwiam i gratuluje, odwagi i siły, życzę wszystkiego co najlepsze

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem pod wrażeniem że takie przypadki się zdarzają, że są ludzie którzy nie tracą nadziei i mają tyle sił aby tak zmienić życie. A propos Boga – On pozwala nam cierpieć, aby nam podwójnie błogosławić tak jak Hiobowi. Gdyby Bóg nie dopuszczał zła tym świecie, nikt nie potrafiłby sobie docenić ile dobra jest w tym świecie dlatego rozumiem co Pani myślała pisząc że jest wdzięczna za raka.

Oleandrra
Gość

Bardzo dobry wpis, te słowa brzmią, jakby mówiła je młoda, zdrowa i pełna dobrej energii osoba :). Lubię ten cykl u ciebie, to wspaniałe że twój blog zmienia postawę kobiet w tylu sferach.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wczoraj rozmawiałam z kobietą, która stosuje się do założeń terapii Gersona, ale nie radykalnie. Choruje na RZS ale funkcjonuje całkiem normalnie. Pani Halino, dziękuję za historię. Oblałam egzamin, czeka mnie kampania wrześniowa i dopiero zrozumiałam, jak bardzo się użalam nad sobą. Dziękuję!

Patrycja eM
Gość

Gratuluję wygranej Pani Halino! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niesamowita historia i wielka wygrana. Gratuluję bohaterce, niesamowicie silna i mądra z Pani kobieta, Pani Halino!

https://www.youtube.com/user/CatherinessTV
Gość

Wcześniej blogerka, teraz videoblogerka! Zapraszam do subskrypcji mojego kanału na YouTube 😉 https://www.youtube.com/user/CatherinessTV

Z góry dziękuję ;**

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ale egoizm, zero taktu , wstyd mi za ludzi nieraz

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dlaczego ja mam wrażenie że te historie pisane są bardzo podobnym językiem?jakby pisała je jedna i ta sama osoba…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Szczególnie, że niektóre zawierają namiary na autorki, idź szukać spisku gdzie indziej 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a ja mam wrażenie, że po prostu się czepiasz 🙂 zamiast się cieszyc, że ktoś poczynił zmiany w swoim życiu i jest szczęśliwym człowiekiem, to doszukujesz się nie wiadomo czego 😉 czill :))

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Coś sugerujesz…? ;> ja tam nie zauważyłam nic niepokojącego, ale ja patrzę ze swojej perspektywy, nie dopatruję się drugiego dna, bo i po co. Szukaj pozytywnej jasnej strony rzeczy, negatywną łatwo jest zarzucić, acz ciężko udowodnić, nie zawsze sprawdza się w faktach. Zdarza się, że ludzie piszą podobnym stylem, w końcu człowiek nie jest odcięty od reszty świata, ludzie wzajemnie wywierają na siebie wpływ, inspirują się, upodabniają się do siebie choć każdy jest indywidualną istotą. Wiesz to chyba jest tak, że osoby które wiele przeszły, zmieniły coś ważnego w swoim życiu, wybaczyły i są lżejsze, uwolnione od ciężaru, może właśnie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pomysł, że te historie są zmyślone to chyba ostatnia rzecz, która przyszłaby mi do głowy po ich przeczytaniu… Chyba po prostu bronisz się przed przyjęciem do wiadomości, że takie rzeczy są możliwe.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Sama siebie zaskoczyłam 😉 kiedy odkryłam to w miarę pisania i nazwałam. Analogicznie, wyobraźnia podsunęła mi dwie kobiety – osoby jednej płci, bo muszą mieć jakąś cechę łączącą je, a kobiety zwykle nie wstydzą się uzewnętrzniać uczuć – które zaczynają opowiadać sobie swoje odkrycia, wrażenia w związku z jakimś życiowym wydarzeniem i nagle zaczynają mówić z przyśpieszonym oddechem z błyszczącymi oczami jakby odkryły sekret życia, tym samym językiem, jakby czytały sobie w myślach wypowiadając te same słowa werbalnie i niewerbalnie. Pełne zrozumienie i akceptacja, jeden wspólny kod porozumienia. Momentalnie czują się lżejsze, zrzucając z siebie te emocje i czując więź… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niki zwróciła też uwagę na inny fakt, który mi od razu wyjaśnił. Ludzie wywierają na siebie wpływ. A co łączy wszystkie te autorki poza motywującymi historiami życia? Wszystkie czytają bloga Ani i naprawdę można wyczuć trochę Ani stylu w ich wypowiedziach.
Choć pomysł z językiem wolności, bardziej mi się podoba 🙂 Jeśli nim kiedyś przemówię – dam Wam znać. Będzie można ocenić, czy piszę inaczej 🙂

Danae Umay (pora zacząć się podpisywać pod komentarzami)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Przy czytaniu wpisów moja historia mam takie samo wrażenie, że jest to pisane przez tę samą osobę. Nie chodzi o treść, ale styl pisania. Ale może to rzeczywiście tylko wrażenie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dziekuje za ten post. od dzis zaczynam pomagac mamie

gorzkakokoszka
Gość

Ta opowieść niesamowicie mnie wzruszyła, brak mi słów.

Ale
Gość

Mocne! Myślę , że tę historię, a raczej jej przesłanie, można odnieść do najróżniejszych życiowych dołków. Mimo, że w obliczu raka moje problemy mogą wydawać się błahe, niemniej poczułam uderzenie obuchem w głowę, dziękuję.
Wszystkiego dobrego Pani Halino! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kurcze, Aniu, bardzo lubię Twojego bloga, ale czasem mam wrażenie, że z tego zaczyna robić jakaś sekta. I chyba niekoniecznie z Twojego powodu, a z powodu zapatrzonych w Ciebie czytelniczek, przyjmujących Twoje teksty bezkrytycznie. Ogólnie jestem zwolenniczką umiaru i racjonalizmu, dlatego jak czytam o tym, że raka powoduje "toksyczny" związek, albo że wyleczyć ciężką chorobę można piciem ziółek, to zapala mi się lampka ostrzegawcza. I nie zrozum mnie źle, wiem, że to Twoje miejsce w sieci i zamieszczasz tu własne opinie i przemyślenia, ale chyba nie do końca zdajesz sobie sprawę z siły oddziaływania, jaką ma Twój blog i co… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Z tym sekciarstwem to lekka przesada. Nurty propagujące podobne nastawienie do zdrowia i życia, a nawet całego świata, popularne są już od wielu lat. Blog Ani może jedynie przyciągać osoby z podobnym podejściem na niektóre tematy, gdyż Ona sama wiele dla swojego zdrowia zdziałać zdołała… Zaś największą Jej przewiną jest zarażanie ludzi optymizmem – co jest kwintesencją całej tej "sekty".

Ale
Gość

Też uważam ,że blog ten z sektą nie ma nic wspólnego ,a z moich obserwacji wynika, że większość komentujących to ludzie inteligentni, z własną opinią i poglądami, które w dodatku zazwyczaj uzasadniają. Oczywiście generalizować nie należy więc pomysł z krótkim, racjonalizującym komentarzem uważam za dobry, bo na 100 osób może znaleźć się jedna, zagubiona, która jakieś treści nieodpowiednio zinterpretuje lub za bardzo weźmie sobie do serca.
Pozdrawiam :).

Urszula Dąbrowska
Gość

Wzruszyłam się i dziękuję za ten wpis. Dał mi dużo energii. Wielkie Brawa dla Pani Haliny!!!

Słonko
Gość

Wspaniała i motywująca historia kogoś, komu się udało. Ważne jest, aby takie osoby dawały świadectwo innym że się da! Teraz chciałabym nawiązać do Twojego innego posta – tutaj, bo nie wiem, czy zauważysz ten komentarz pod nim, był dosyć dawno. Chodzi mi o ten o szkolnictwie i tej nietypowej szkole.Nie trzeba szukać w takich szkołach kreatywnego myślenia, można też w zwykłych. Jestem uczennicą LO z oddziałam dwujęzycznymi i mam Geografię Hiszpanii w języku hiszpańskim (również historię, ale to na tym pierwszym skupia się moja uwaga, choć ten sam nauczyciel). Mój nauczyciel nie każe nam nosić (czy co gorsza, kupować kosmicznie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bardzo motywująca historia-brawo dla PAni Haliny! 😉
Aneta

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Choć mamą jestem od blisko trzech lat, przy dwójce maluchów zawsze jest coś do zrobienia. I to przeświadczenie, że mama zawsze zrobi najlepiej i posprząta i ugotuje i najlepiej zajmie się dziećmi towarzyszy mi codziennie. Czas chyba na to, żeby pomyśleć też o sobie i zwolnić, podzielić się obowiązkami i po ludzku "odsapnąć"…
Pozdrawiam
Aneta

BEATA REDZIMSKA
Gość

Trzymaj sie Halinko. Dzieki Anio za opublikowanie Twojej historii

Agnieszka Kozera
Gość

Pani Halinko, wspaniała historia… Popłakałam się nawet, ja zawsze staram się pomagać mamie i utrzymywac z nią kontakty jak z najlepsza przyjaciółką 😉

Dziękuję Aniu za to, że umożliwiasz innym ludzio dzielić się tak wspaniałymi historiami 😉
I jeszcze chciałabym Cie poinformowac, że poleciłam na swoim blogu dwa posty Twojego autorstwa 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pani Halino,Z początku nie chciałam pisać komentarza, uznając że jedynie powielę wiele słów, które wypadły już spod palców innych komentujących tu osób… Ale przecież, co w tym złego, że się powtórzę, skoro po prostu chcę wyrazić swoje słowa uznania? 🙂Dziękuję Pani bardzo za to, że wygrała Pani walkę z rakiem – naprawdę szalenie i szczerze Pani za to dziękuję. Dzięki takim jak Pani Osobom, pokazując choćby tylko zapisane w jakimś wirtualnym miejscu historie, można dotrzeć przynajmniej do niektórych (nawet jeśli "tylko" niewielu) osób, które swej chorobie niestety się poddały. To bardzo budujące. Gratuluję i życzę wszystkiego szczerze najlepszego w "nowym"… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dziękuję za tę historię. Sama jestem osobą krytyczną (wobec siebie) i pewnie wiadomość o chorobie by mnie podłamała, ale Pani Halina uświadomiła, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Chciałbym mieć tyle siły co Pani. Dużo zdrowia i jeszcze więcej szczęścia!

zagatka
Gość
zagatka

Od jakiegoś czasu zaczęłam traktować jedzenie nie jako przyjemność, ale jako pożywienie i paliwo dla mojego ciała. Jem w 95% nieprzetworzone jedzenie. Minęło już pół roku i po tej zmianie widzę wyraźnie zmiany w moim zachowaniu i mojej psychice. Jestem spokojniejsza, lepiej śpię, jestem bardziej cierpliwa, wyciszona, ale pełna życiowej energii i szczęśliwa. Cieszy mnie wszystko i już wiem co to znaczy "cieszyć się życiem". Wstaję co rano pełna nowej energii na kolejny dzień.Nasze ciało to jedno wielkie laboratorium, w którym zachodzą miliony reakcji chemicznych codziennie. Wszystko co "włożymy do środka" musi być poddane obróbce. Warto zwracać uwagę, że jedzenie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja osobiście znałam jedną kobietę, która piła zielone soki, była na leczeniu w Instytucie Hipocratesa w USA (fani takiego leczenia zapewne wiedzą o czym piszę), akupunktura itp, pozytywna, dobra osoba przez całe życie, a nie od momentu choroby.. ale rak i tak ją pokonał..

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wspaniała i motywująca historia! Dużo zdrowia i uśmiechu w życiu! Do naturalnych metod leczenia i konieczności oczyszczania organizmu przekonałem się jakiś czas temu. Zaczęło się od bardzo trywialnego przepadku. Pewnego razu, w czasie wakacji zimowych, pojechałem w góry. Miałem relaksować się przez kolejnym semestrem. Po kilku dniach załapałem katar. Ciotka zamiast gonić ze mną do lekarza postanowiła sięgnąć po znaną jej dwuetapową kurację, którą powtarzała codziennie, aż do skutku. Musiałem spożyć kilka razy dziennie przygotowanych przez nią kilka kromek chleba z czosnkiem i popić je herbatą z róży delikatnie osłodzoną porcją miodu. Wieczorem, przed spaniem, robiła mi głęboką lewatywę, co było… Czytaj więcej »

Previous
Czego nauczyłam się od kota?
Moja historia – Halina