Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga - łatwiej tak powiedzieć niż zastanowić się, dlaczego ktoś taki jest i jak mu pomóc, prawda?
👉🏻 duszą mnie golfy, wysokie stójki, szaliki - jest mi w nich fizycznie niedobrze
👉🏻 zdjęcie stanika to największa ulga na świecie - dopiero od roku przestałam się zmuszać do noszenia
👉🏻 nieustannie obijam się o futryny, drzwi, stoły i szafy
👉🏻 zdarza mi się spaść z krzesła. Tak po prostu
👉🏻 na samą myśl o karuzeli mam ochotę zwymiotować 👉🏻 nienawidzę gdy ktoś mnie dotyka bez pozwolenia
👉🏻 chodzę bez skarpet, bo nie rozumiem sensu skarpet. Skarpety są dla mnie jak obcierający but dla innych 👉🏻 to samo z biżuterią - nie noszę pętli na szyi, więc nie noszę pierścionków
👉🏻 mogę jeść pyszne ciasto albo wyśmienitego kotleta, ale jak natrafię na jakąś grudkę albo „żyłę” - mam fizycznie odruch wymiotny. Nie jestem księżniczką, moje ciało to odrzuca 👉🏻 mogę nie polubić człowieka tylko dlatego, że odbieram uścisk jego ręki jako nieprzyjemny. Istnieją dla mnie ludzie, których nazywam w swojej głowie „obślizgłymi”

Jeśli masz tak jak ja i czujesz się z tego powodu dziwnie - nie obniżaj poczucia swojej własnej wartości z tego powodu. Może tak jak ja - masz po prostu zaburzenia integracji sensorycznej. Twój mózg trochę inaczej odbiera bodźce. Ja mam nadwrażliwość dotykową, są osoby wybitnie nadwrażliwe na światło albo hałas. 
Za to lubią mnie wszystkie pieski i kotki, bo nigdy nie próbuję egoistycznie głaskać ich dla swojej przyjemności na siłę. 
Nie jest też prawdą, że nie lubię dotyku. Lubię. Po prostu nie każdy i nie od każdego.

Obejrzyjcie stories, a ja solidaryzuję się z każdym, któremu rodzice kupili w ramach niespodzianki bilet do wesołego miasteczka (skończyło wie wymiotowaniem), wciskali w golfy, skarpetki, zabraniali chodzić boso albo robili dramę, że ubierasz się dziwnie albo koszulka jest dawno do wyrzucenia.
Dla kogoś z nadwrażliwością dotykową to jak wycie przez megafon wprost do ucha kogoś, komu chce się spać.

Przypinam relacje o zaburzeniach integracji sensorycznej (SI) i polecam poczytać po angielsku pod hasłem „sensory procesing disorder” (SPD). #aniamaluje #szczerze_pisząc #spd #si #dziecko #kot #kotek

Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga -...

Na blogu 5 seriali które polecam. Okrutnie żałuję, że odpaliłam trzeci sezon #lacasadepapel 😭 Drugi sezon kończył kompletną historię a trzeci zostawił mnie z zaciekawieniem, co stanie się dalej. Efekt Zeigarnik, powód, dla którego zawsze czekam aż wyjdą wszystkie tomy książki by nie zaprzątać umysłu niedomkniętą sprawą... do dziś nie wybaczyłam Murakamiemu zakończenia roku 1Q84 i scenarzystom LOST nierozwiązanych zagadek :( ciekawi jakie seriale polecam? Sru na bloga 💥 #aniamaluje #seriale #nogi #sushi #pycha #netflix #serial #domzpapieru

Na blogu 5 seriali które...

Uczę się opierdalanka bez moralniaka. #Hamaczek to najlepsza rzecz ♥️
Pięknie, słonecznie, nie za gorąco. Czasami fajnie uciec na chwilę z Warszawy.
Przymierzam się do montażu hamaka w mieszkaniu. Ktoś ma? Jakieś wskazówki? Marzy mi się na jesienne wieczory. Albo czasami do spania.
Jak byłam dzieciaczkiem, to dziadek bujał mnie w hamaku całymi dniami. Uwielbiałam tak zasypiać, miedzy dwiema średnio okazałymi wiśniami. 
#szczerze_pisząc #piątek #piąteczek #weekend #relaks #hammock #hamak #lato #summervibes #sukienka #sierpień

Uczę się opierdalanka bez moralniaka....

Jak sobie pomyślę w jakim nastroju byłam ze 3 miesiące temu, to aż nie mogę uwierzyć. Dużo zmian!
💥Np.uczę się odpoczywać bez poczucia winy. Co prawda nie mam pojęcia jak ludzie połykają sezon serialu w jeden dzień, ale hello, ja jestem dziewczyną, która unikała seriali w ogóle,bo konsumują za dużo czasu. To jest dla mnie ogromny postęp! Obejrzenie 3 odcinków jednego dnia to dla mnie wciąż wydarzenie :)
💥Szanuję bardziej swój czas i przestrzeń. Wciąż w mojej naturze leży troszczenie się o innych, ale nie mam wyrzutów sumienia gdy komuś odmawiam przysługi. A jeśli ktoś próbuje we mnie je wywołać, to tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie muszę.
💥Przestałam nadmiernie przepraszać za bałagan, staram się trochę ogarnąć z wierzchu, ale jak ktoś do mnie wbija to raczej mnie zna i wie czego się spodziewać. Herbatę dostanie w czystym kubku, ale na podłodze zastanie plamę ze smoothie które blendowałam 5 dni temu. Bardziej lubię nie sprzątać niż mieć posprzątane. Kobieta na którą nigdy nie powiem „babcia” prasowała nawet majtki i skarpetki, więc  ten cały dom ułożony w kosteczkę kojarzy mi się okrutnie źle.
💥Wydaję pieniądze na swoje przyjemności. Np. roślinki. Wiem, że begonia nie jest mi niezbędna ani potrzebna, nie jest to książka ani nic ważnego, ale sprawia mi frajdę
💥częściej piekę ciasta, połowa nie wychodzi😅 ale lubię to robić 💥wyciszam ludzi piszących upierdliwe wiadomości w stylu „czym zastąpić pomidory w pomidorowej”, bo szkoda mi czasu.
💥prawie w ogóle nie jem sklepowych słodyczy i mięsa, ale jak mi się zachce to wsuwam bez wyrzutów sumienia. Ostatnio robiłam schabowe. Rzadko kiedy robię, bo nie lubię hałasować (mój eks sąsiad z rodzinnych stron to wielbiciel nieustannych remontów, #najgorzej) a ja nie chcę nawalać tłuczkiem, ale że za ścianą remont, to bez różnicy że postukam mocno. 💥 Nie wyrzucam sobie, że moje dwa ebooki wciąż w toku i więcej o nich myślę niż je piszę
Myślę, że więcej osób z późnego kapitalizmu i wychowanych w duchu „nudzisz się? Zaraz znajdę ci zajęcie” zmaga się z tym poczuciem, że trzeba być produktywnym aby być wartościowym. 
Nie trzeba
#szczerze_pisząc #aniamaluje #crazyplantlady #urbanjungle #zamioculcas #redlips

Jak sobie pomyślę w jakim...

W byciu dorosłą najfajniejsze jest robienie tych wszystkich rzeczy, których nie było wolno za dzieciaka. Kruszenie w łóżku, spanko w niedzielę do oporu (bez Ania wstawaj, bo jedziemy na zakupy/do kościoła/do babci). Chodzenie boso po domu. Jedzenie nachosów z dipem serowym w wannie, chociaż „w łazience się nie je”. W ogóle długie leżenie w wannie. Jedzenie czasami obiadu na śniadanie, a czasami niejedzenie obiadu wcale, bo się np. nie ma ochoty.

#Niedziela #śniadanie #breakfast #breakfastinbed 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

W byciu dorosłą najfajniejsze jest...

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż czyściłam buty na mokro i wciąż są mokre 🤣 to czuję się ładnie. I mam takie małe spostrzeżenie, że rzadko kiedy jesteśmy zadowoleni ze swoich ciał i narzekamy a to na nogi, a to na cycki, cerę, włosy, a zawsze jest ktoś, dla kogo to na co narzekamy jest w głowie w szufladce „goalz”. Ja całe życie narzekałam na nogi, koleżanka na swoje kręcone włosy. I obie się zawsze dziwiłyśmy na każde „ile ja bym dała za takie...”.
Co w sobie lubisz najbardziej?♥️
Wymień jedną rzecz, ale tym razem tylko odnośnie ciała🥰

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #party #małaczarna #littleblackdress #sukienka

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż...

My latest #secondhand jewel💎
Na zdjęciu #sukienka - zdobycz z lumpeksu w Łodzi, a ja mam codzienne pytanie - nie kryję, na potrzeby filmu na youtube.
Mówienie do nauczyciela w liceum „profesorze”. Za, przeciw, anegdoty, opinie, luźne przemyślenia.
Scenariusz tego co jutro nagram już mam, ale może zapomniałam o jakimś aspekcie? Leave you thoughts!🤗
#thrifted #lumpeks 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #piwonie #peonies #różowaśroda

My latest #secondhand jewel💎 Na...

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała się na odwagę by zagadać do chłopaka, który zawsze jeździł tym samym autobusem co ona. Nigdy nie było dobrego momentu, zawsze było - jutro, następnym razem.
No i pewnego dnia przestał jeździć. Tak zupełnie, bez ostrzeżenia. Myślała, że może się rozchorował, albo odwołali mu zajęcia, ale minął tydzień, potem drugi a on nadal nie wsiadał  i tyle go widziała. Nie znała nawet imienia by go jakoś odszukać.
Nie zliczę ile rzeczy ja przegapiłam, bo „zrobię to jutro”. Od zebrania się by iść na pocztę i odebrać list polecony, przed upływem terminu, aż po gorsze rzeczy. 
Za każdym razem gdy organizuję jakiś konkurs, dostaję kilka zgłoszeń po terminie. Dlaczego? Bo też odkładacie wszystko na jutro, zamiast działać TU i TERAZ! 
A jak nie teraz, to kiedy?
Podoba mi się ta filozofia życiowa i dlatego wszędzie noszę ze sobą swojego małego Canona Zoemini S, który drukuje zdjęcia od razu. Teraz, już.
I właśnie teraz możecie wygrać jeden z dwóch takich ślicznych aparatów natychmiastowych, konkurs na profilu @CanonPolska trwa do końca lipca.
If not now, when?
Lub w polskiej wersji - jutro będzie...
Podpowiedź mam na sobie 🧥😜
#LiveAndCreate #ZachowajChwile #CanonZoemini 
___________________________________________________
#konkurs #blogerka #szpilki #rozwojosobisty  #cytaty  #inspiracje #cytatdnia #quote #quoteoftheday  #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily 
Post we współpracy z marką Canon

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała...

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję chwili zupełnie dla siebie. Kiedyś miałam z tym straszny problem, myślałam, że zawsze potrzebuję POWODU. Wiecie, czegoś takiego, co będzie godną wymówką gdy ktoś będzie chciał do mnie wpaść albo gdzieś mnie wyciągnąć. Miałam poczucie, że odmowa z niewystarczająco godnego powodu to coś niemiłego. Na szczęście mi przeszło. Wprowadzenie zasady, że #niedziela jest dniem dla mnie i o mnie  było jedną z fajniejszych rzeczy, na jakie kiedykolwiek wpadłam.
W moim życiu jest dużo różnych ludzi i to jest super, ale też trochę potrzebuję takiego dystansu i krótkiego odpoczynku od wszystkich. Takiego uczucia jak powrót z wyjazdu, gdy wchodzisz do mieszkania i nagle uświadamiasz sobie jak dobrze jest usiąść na własnym kibelku i jak dobrze jest spać we własnym łóżku. Bez tych wyjazdów jakoś to tak nie cieszy.
#crazyplantlady #szczerze_pisząc #wakacje #gwadelupa #karaiby #podróże #podróżemałeiduże #guadeloupe #asertywność #meday #sunday #sundayz #sundayfundays #collar #kolnierzyk #sukienka #roślinki #dżungla #aniamaluje

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję...

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska - 2x #mango🥭 po złotówce - 2 zł, 4 #banany 🍌2 zł, #szpinak 🥬 (pęczek?)- 1,40 zł, 2 x #papryka z koszyka 3 zł/kg  i #ogórek 🥒- razem 2,50 z. Razem 7,90 zł. Ale byłam wybredna. Marysia z @makemyplace potrafi za 10 zł kupić mnóstwo dobroci. Zasada? Na zupę nadadzą się bardzo dojrzałe pomidory, a jeśli awokado po złotówce będzie tak dojrzałe, że nada się tylko 3/4, to wciąż jest nieprzyzwoicie tanie awokado, które by się zmarnowało. Polak marnuje statystycznie 235 kg jedzenia rocznie😢
Jak można prosto ograniczyć marnowanie jedzenia?
👉🏻 planuj posiłki, zrób sobie raz w tyg. dzień gotowania z resztek. Zupa? Zapiekanka makaronowa, a może omlet? 👉🏻 kupuj tylko tyle ile zjesz, a jak nie dasz rady - podziel się z sąsiadką albo zanieś do jadłodzielni
👉🏻 korzystanie z jadłodzielni to żaden wstyd! Jeśli czegoś potrzebujesz - weź, to jedzenie normalnie by się zmarnowało
👉🏻kupuj samotne banany, bo ludzie wolą jak jest kiść i się marnują 🍌
👉🏻 z lekko suchego chleba wychodzą super zapiekanki albo grzanki, a suche bułki można wysuszyć na bułkę tartą
👉🏻 istnieją na fejsie grupy dot. freeganizmu (sama jestem na warszawskiej) gdzie ludzie ogłaszają, gdy mają do rozdania np. jedzenie z wesela. Warto korzystać w obie strony🤗
Gdy mówiłam o wolnostojących lodówkach w ramach jadłodzielni, kilka osób pisało, że w czasach studenckich bardzo by się to przydało, ale trochę wstyd...
Otóż jadłodzielnie są często wolnostojące, samoobsługowe i 24/7 👉🏻brać to żaden wstyd, wstyd to jedzenie marnować.
Jeśli jesteś studentem albo masz mało hajsu, polecam zakupy na Hali Mirowskiej (albo targu) przed zamknięciem można zgarnąć obtłuczone jabłka czy pomidory za darmola. Albo uśmiech.
Dzisiaj widziałam skrzynkę darmowych mocno dojrzałych bananów, w sam raz na chlebek bananowy.
Owoce na smoothie nie muszą być super jędrne, pieczone warzywa albo zupa też nie wymagają najświeższych.
🥰możecie pisać  w komentarzach swoje sposoby na to, by nie marnować jedzenia ;)
#kupujeniemarnuje #kupuję #warzywa #owoce #lesswaste #zerowastepolska #zerowaste #groceries #grocery #healthyfood #freeganism #veggies #omnomnom #pycha #jedzonko

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska...

Moja historia – Halina

Mam na imię Halina i mam 53 lata. Pewnie zdziwisz się, co taka stara baba jak ja robi na Twoim blogu. Nie wiem, jak na niego trafiłam, w pierwszej chwili byłam oczarowania i czytałam z zapartym tchem, a potem trafiłam na artykuł w którym pisałaś, że trzeba przejąć odpowiedzialność za swoje zdrowienie, bo samo się nie stanie. Poczułam się, jakbym dostała obuchem w głowę i momentalnie Cię znienawidziłam. Jeszcze te wstawki o tym, że samo słuchanie poleceń lekarzy nic nie da, i że trzeba działać aktywnie. W krótkiej chwili wywołałaś u mnie taką mieszankę emocji, że gdybym gdzieś zobaczyła Cię na ulicy, to chyba bym Cię zamordowała.
Byłam wtedy w trakcie walki z rakiem piersi. Zaczęło się niepozornie – wyczułam u siebie niewielki guzek, który nie dawał mi spokoju. Udałam się na mammografię i czekałam bez większego stresu na wyniki. W mojej rodzinie nikt nie miał raka, więc byłam spokojna. Okazało się, że trzeba zrobić USG. Już wtedy wiedziałam, że to rak. Po USG przyszła pora na biopsję, ale jej wynik był niejednoznaczny i czekało mnie coś dużo straszniejszego – biopsja mammotomiczna. Potem wszystko potoczyło się szybko – pierwsza operacja i pierwsza seria chemioterapii. Miałam gorsze momenty, ale przeszłam to całkiem spokojnie.

Po co w ogóle do ciebie piszę? Chciałabym, żebyś opublikowała mój list na blogu. Ostatnio napisałaś kilka tekstów, które były wycelowane wprost w moje serce. Ten o postępowaniu z chorym był jednym z nich, ale historia jaką opisała Maja, przelała czarę i skłoniła mnie do zlepienia kilku słów. W komentarzach pod tamtą historią, Toyad Mordovnick napisała, że aby odjeść od psychofaga potrzeba właściwego momentu. Trzeba dojrzeć do tej decyzji. Z rakiem było tak samo. 

Wcześniej miałam wiele sygnałów, ale wszystkie je ignorowałam. Rak był ostatnim, co miało mnie przebudzić, a nie wystarczył. Po pierwszej serii chemioterapii wszystko miało być już w porządku, zostały naświetlania, ale dojrzewałam stopniowo do swojego przebudzenia. Zmarła moja przyjaciółka, którą poznałam na sali – kolejna mądra, kochająca Amazonka. To był ten moment.

Dopiero wtedy dojrzałam do zmian w swoim życiu. To była rewolucja. Zrezygnowałam z drugiej tury chemii i z radioterapii. Byłam już łysa i słaba, ale wykrzesałam z siebie resztki siły. Zainteresowałam się Bruno Groningiem, EFT, i Terapią Gersona. Do tego przeczytałam książkę Louise Hay, a ostatnio Twoją.

Działałam wielotorowo,ale najważniejsze było uleczenie duszy – zrozumiałam skąd wziął się u mnie rak i to dzięki Louise. Już wiem, że przyczyną był toksyczny związek,który skończył się rozwodem. To nie przypadek, że rak atakuje kobiety najczęściej w tym konkretnym miejscu.

Początkowo zdecydowałam się na EFT, psychoterapię i zielone, świeżo wyciskane soki co godzinę. Przeszłam na wegetarianizm, a później na ścisły witarianizm. Co godzinę piłam świeżo wyciskany sok, ale potrzebowałam czasu, aby dorosnąć do decyzji o lewatywach. Z jednej strony bombardowałam organizm witaminami , z drugiej pozbywałam się toksyn. Najważniejsza była jednak terapia i wybaczanie. Kiedy wybaczyłam sobie i wszystkim innym, stałam się wolnym człowiekiem.


Dzisiaj jestem zdrowa i wolna emocjonalnie. Układam sobie życie z nowym mężczyzną. Dopiero niedawno zrozumiałam co miałaś na myśli pisząc, że za zdrowie trzeba wziąć odpowiedzialność. Niestety wiem, że wiele osób zareaguje na te słowa tak, jak kiedyś ja. Chciałabym przesłać im dużo wsparcia i namówić na szukanie głębiej. Jestem głęboko przekonana, że w powstaniu raka największy udział mają złe nawyki żywieniowe, niehigieniczny tryb życia (kawa, brak odpoczynku, zapracowywanie się zamiast dzielenia części obowiązków na męża i dzieci) i problemy emocjonalne. Odnalazłam kontakt z Bogiem i jestem teraz szczęśliwą, pewną siebie kobietą. Nadal zostałam przy diecie wegetariańskiej, piję świeżo wyciskane soki i dbam o to, czym się karmię. Nie piję kawy, wychodzę, gdy ktoś pali przy mnie papierosa, nie oglądam telewizji i częściej przebywam na świeżym powietrzu. Ćwiczę jogę i często się śmieję.

Jestem wdzięczna za raka, bo dopiero on mnie obudził. Chciałabym, aby jak najwięcej kobiet znalazło w sobie siłę i się o tym dowiedziało. Rak nie jest wyrokiem,

pozdrawiam Cię Aniu i proszę o opublikowanie tej historii, Halina 

 (…)

_________

A ja przypominam o konkursie książkowym , który kończy się dzisiaj.


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉

Uściski, Ania

43
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
20 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyzagatkaAleAgnieszka KozeraBEATA REDZIMSKA Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jakbym czytała o swojej mamie. Bardzo podobno historia, mam też zaharowywała się przy nas, nauczyła nas, ze pozmywa, wypierze. Jako głupia nastolatkaa wykorzystywałam to, mój brat i ojciec też. Rak mamy obudził nas wszystkich i przypomniał co znaczy słowo rodzina. Gorące uściski dla pani, pani Halino!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ten post wraz z tym komentarzem uświadomiły mi jaką egoistką jestem. To straszne i aż chce mi się płakać. Mama to najwspanialszy człowiek na ziemi, zrobiłaby dla mnie wszystko, pracuje ciężko, żeby mnie utrzymać, zaharowuje sie w pracach domowych, a ja leże i sie obijam. Czas sie zmienić. Takie sygnały jak ten post pojawiają się w naszym życiu nie bez powodu i ja w to wierze. Może to ostatnia szansa, żeby się zmienić. Dziękuję ci Aniu bardzo za opublikowanie tego postu i Anonimowi za ten komentarz, bo wiele mi to uświadomiło. Będę do nich wracać ilekroć obudzi się we mnie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

po przeczytaniu "Mama to najwspanialszy człowiek na ziemi" pomyślałam o tym filmiku https://www.youtube.com/watch?v=brPXGczAkvU 🙂

ona
Gość

niesamowite i jakie prawdziwe, podziwiam i gratuluje, odwagi i siły, życzę wszystkiego co najlepsze

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem pod wrażeniem że takie przypadki się zdarzają, że są ludzie którzy nie tracą nadziei i mają tyle sił aby tak zmienić życie. A propos Boga – On pozwala nam cierpieć, aby nam podwójnie błogosławić tak jak Hiobowi. Gdyby Bóg nie dopuszczał zła tym świecie, nikt nie potrafiłby sobie docenić ile dobra jest w tym świecie dlatego rozumiem co Pani myślała pisząc że jest wdzięczna za raka.

Oleandrra
Gość

Bardzo dobry wpis, te słowa brzmią, jakby mówiła je młoda, zdrowa i pełna dobrej energii osoba :). Lubię ten cykl u ciebie, to wspaniałe że twój blog zmienia postawę kobiet w tylu sferach.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wczoraj rozmawiałam z kobietą, która stosuje się do założeń terapii Gersona, ale nie radykalnie. Choruje na RZS ale funkcjonuje całkiem normalnie. Pani Halino, dziękuję za historię. Oblałam egzamin, czeka mnie kampania wrześniowa i dopiero zrozumiałam, jak bardzo się użalam nad sobą. Dziękuję!

Patrycja eM
Gość

Gratuluję wygranej Pani Halino! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niesamowita historia i wielka wygrana. Gratuluję bohaterce, niesamowicie silna i mądra z Pani kobieta, Pani Halino!

https://www.youtube.com/user/CatherinessTV
Gość

Wcześniej blogerka, teraz videoblogerka! Zapraszam do subskrypcji mojego kanału na YouTube 😉 https://www.youtube.com/user/CatherinessTV

Z góry dziękuję ;**

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ale egoizm, zero taktu , wstyd mi za ludzi nieraz

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dlaczego ja mam wrażenie że te historie pisane są bardzo podobnym językiem?jakby pisała je jedna i ta sama osoba…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Szczególnie, że niektóre zawierają namiary na autorki, idź szukać spisku gdzie indziej 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a ja mam wrażenie, że po prostu się czepiasz 🙂 zamiast się cieszyc, że ktoś poczynił zmiany w swoim życiu i jest szczęśliwym człowiekiem, to doszukujesz się nie wiadomo czego 😉 czill :))

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Coś sugerujesz…? ;> ja tam nie zauważyłam nic niepokojącego, ale ja patrzę ze swojej perspektywy, nie dopatruję się drugiego dna, bo i po co. Szukaj pozytywnej jasnej strony rzeczy, negatywną łatwo jest zarzucić, acz ciężko udowodnić, nie zawsze sprawdza się w faktach. Zdarza się, że ludzie piszą podobnym stylem, w końcu człowiek nie jest odcięty od reszty świata, ludzie wzajemnie wywierają na siebie wpływ, inspirują się, upodabniają się do siebie choć każdy jest indywidualną istotą. Wiesz to chyba jest tak, że osoby które wiele przeszły, zmieniły coś ważnego w swoim życiu, wybaczyły i są lżejsze, uwolnione od ciężaru, może właśnie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pomysł, że te historie są zmyślone to chyba ostatnia rzecz, która przyszłaby mi do głowy po ich przeczytaniu… Chyba po prostu bronisz się przed przyjęciem do wiadomości, że takie rzeczy są możliwe.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Sama siebie zaskoczyłam 😉 kiedy odkryłam to w miarę pisania i nazwałam. Analogicznie, wyobraźnia podsunęła mi dwie kobiety – osoby jednej płci, bo muszą mieć jakąś cechę łączącą je, a kobiety zwykle nie wstydzą się uzewnętrzniać uczuć – które zaczynają opowiadać sobie swoje odkrycia, wrażenia w związku z jakimś życiowym wydarzeniem i nagle zaczynają mówić z przyśpieszonym oddechem z błyszczącymi oczami jakby odkryły sekret życia, tym samym językiem, jakby czytały sobie w myślach wypowiadając te same słowa werbalnie i niewerbalnie. Pełne zrozumienie i akceptacja, jeden wspólny kod porozumienia. Momentalnie czują się lżejsze, zrzucając z siebie te emocje i czując więź… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niki zwróciła też uwagę na inny fakt, który mi od razu wyjaśnił. Ludzie wywierają na siebie wpływ. A co łączy wszystkie te autorki poza motywującymi historiami życia? Wszystkie czytają bloga Ani i naprawdę można wyczuć trochę Ani stylu w ich wypowiedziach.
Choć pomysł z językiem wolności, bardziej mi się podoba 🙂 Jeśli nim kiedyś przemówię – dam Wam znać. Będzie można ocenić, czy piszę inaczej 🙂

Danae Umay (pora zacząć się podpisywać pod komentarzami)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Przy czytaniu wpisów moja historia mam takie samo wrażenie, że jest to pisane przez tę samą osobę. Nie chodzi o treść, ale styl pisania. Ale może to rzeczywiście tylko wrażenie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dziekuje za ten post. od dzis zaczynam pomagac mamie

gorzkakokoszka
Gość

Ta opowieść niesamowicie mnie wzruszyła, brak mi słów.

Ale
Gość

Mocne! Myślę , że tę historię, a raczej jej przesłanie, można odnieść do najróżniejszych życiowych dołków. Mimo, że w obliczu raka moje problemy mogą wydawać się błahe, niemniej poczułam uderzenie obuchem w głowę, dziękuję.
Wszystkiego dobrego Pani Halino! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kurcze, Aniu, bardzo lubię Twojego bloga, ale czasem mam wrażenie, że z tego zaczyna robić jakaś sekta. I chyba niekoniecznie z Twojego powodu, a z powodu zapatrzonych w Ciebie czytelniczek, przyjmujących Twoje teksty bezkrytycznie. Ogólnie jestem zwolenniczką umiaru i racjonalizmu, dlatego jak czytam o tym, że raka powoduje "toksyczny" związek, albo że wyleczyć ciężką chorobę można piciem ziółek, to zapala mi się lampka ostrzegawcza. I nie zrozum mnie źle, wiem, że to Twoje miejsce w sieci i zamieszczasz tu własne opinie i przemyślenia, ale chyba nie do końca zdajesz sobie sprawę z siły oddziaływania, jaką ma Twój blog i co… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Z tym sekciarstwem to lekka przesada. Nurty propagujące podobne nastawienie do zdrowia i życia, a nawet całego świata, popularne są już od wielu lat. Blog Ani może jedynie przyciągać osoby z podobnym podejściem na niektóre tematy, gdyż Ona sama wiele dla swojego zdrowia zdziałać zdołała… Zaś największą Jej przewiną jest zarażanie ludzi optymizmem – co jest kwintesencją całej tej "sekty".

Ale
Gość

Też uważam ,że blog ten z sektą nie ma nic wspólnego ,a z moich obserwacji wynika, że większość komentujących to ludzie inteligentni, z własną opinią i poglądami, które w dodatku zazwyczaj uzasadniają. Oczywiście generalizować nie należy więc pomysł z krótkim, racjonalizującym komentarzem uważam za dobry, bo na 100 osób może znaleźć się jedna, zagubiona, która jakieś treści nieodpowiednio zinterpretuje lub za bardzo weźmie sobie do serca.
Pozdrawiam :).

Urszula Dąbrowska
Gość

Wzruszyłam się i dziękuję za ten wpis. Dał mi dużo energii. Wielkie Brawa dla Pani Haliny!!!

Słonko
Gość

Wspaniała i motywująca historia kogoś, komu się udało. Ważne jest, aby takie osoby dawały świadectwo innym że się da! Teraz chciałabym nawiązać do Twojego innego posta – tutaj, bo nie wiem, czy zauważysz ten komentarz pod nim, był dosyć dawno. Chodzi mi o ten o szkolnictwie i tej nietypowej szkole.Nie trzeba szukać w takich szkołach kreatywnego myślenia, można też w zwykłych. Jestem uczennicą LO z oddziałam dwujęzycznymi i mam Geografię Hiszpanii w języku hiszpańskim (również historię, ale to na tym pierwszym skupia się moja uwaga, choć ten sam nauczyciel). Mój nauczyciel nie każe nam nosić (czy co gorsza, kupować kosmicznie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bardzo motywująca historia-brawo dla PAni Haliny! 😉
Aneta

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Choć mamą jestem od blisko trzech lat, przy dwójce maluchów zawsze jest coś do zrobienia. I to przeświadczenie, że mama zawsze zrobi najlepiej i posprząta i ugotuje i najlepiej zajmie się dziećmi towarzyszy mi codziennie. Czas chyba na to, żeby pomyśleć też o sobie i zwolnić, podzielić się obowiązkami i po ludzku "odsapnąć"…
Pozdrawiam
Aneta

BEATA REDZIMSKA
Gość

Trzymaj sie Halinko. Dzieki Anio za opublikowanie Twojej historii

Agnieszka Kozera
Gość

Pani Halinko, wspaniała historia… Popłakałam się nawet, ja zawsze staram się pomagać mamie i utrzymywac z nią kontakty jak z najlepsza przyjaciółką 😉

Dziękuję Aniu za to, że umożliwiasz innym ludzio dzielić się tak wspaniałymi historiami 😉
I jeszcze chciałabym Cie poinformowac, że poleciłam na swoim blogu dwa posty Twojego autorstwa 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pani Halino,Z początku nie chciałam pisać komentarza, uznając że jedynie powielę wiele słów, które wypadły już spod palców innych komentujących tu osób… Ale przecież, co w tym złego, że się powtórzę, skoro po prostu chcę wyrazić swoje słowa uznania? 🙂Dziękuję Pani bardzo za to, że wygrała Pani walkę z rakiem – naprawdę szalenie i szczerze Pani za to dziękuję. Dzięki takim jak Pani Osobom, pokazując choćby tylko zapisane w jakimś wirtualnym miejscu historie, można dotrzeć przynajmniej do niektórych (nawet jeśli "tylko" niewielu) osób, które swej chorobie niestety się poddały. To bardzo budujące. Gratuluję i życzę wszystkiego szczerze najlepszego w "nowym"… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dziękuję za tę historię. Sama jestem osobą krytyczną (wobec siebie) i pewnie wiadomość o chorobie by mnie podłamała, ale Pani Halina uświadomiła, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Chciałbym mieć tyle siły co Pani. Dużo zdrowia i jeszcze więcej szczęścia!

zagatka
Gość
zagatka

Od jakiegoś czasu zaczęłam traktować jedzenie nie jako przyjemność, ale jako pożywienie i paliwo dla mojego ciała. Jem w 95% nieprzetworzone jedzenie. Minęło już pół roku i po tej zmianie widzę wyraźnie zmiany w moim zachowaniu i mojej psychice. Jestem spokojniejsza, lepiej śpię, jestem bardziej cierpliwa, wyciszona, ale pełna życiowej energii i szczęśliwa. Cieszy mnie wszystko i już wiem co to znaczy "cieszyć się życiem". Wstaję co rano pełna nowej energii na kolejny dzień.Nasze ciało to jedno wielkie laboratorium, w którym zachodzą miliony reakcji chemicznych codziennie. Wszystko co "włożymy do środka" musi być poddane obróbce. Warto zwracać uwagę, że jedzenie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja osobiście znałam jedną kobietę, która piła zielone soki, była na leczeniu w Instytucie Hipocratesa w USA (fani takiego leczenia zapewne wiedzą o czym piszę), akupunktura itp, pozytywna, dobra osoba przez całe życie, a nie od momentu choroby.. ale rak i tak ją pokonał..

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wspaniała i motywująca historia! Dużo zdrowia i uśmiechu w życiu! Do naturalnych metod leczenia i konieczności oczyszczania organizmu przekonałem się jakiś czas temu. Zaczęło się od bardzo trywialnego przepadku. Pewnego razu, w czasie wakacji zimowych, pojechałem w góry. Miałem relaksować się przez kolejnym semestrem. Po kilku dniach załapałem katar. Ciotka zamiast gonić ze mną do lekarza postanowiła sięgnąć po znaną jej dwuetapową kurację, którą powtarzała codziennie, aż do skutku. Musiałem spożyć kilka razy dziennie przygotowanych przez nią kilka kromek chleba z czosnkiem i popić je herbatą z róży delikatnie osłodzoną porcją miodu. Wieczorem, przed spaniem, robiła mi głęboką lewatywę, co było… Czytaj więcej »

Previous
Czego nauczyłam się od kota?
Moja historia – Halina