Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Moja historia – Halina

Mam na imię Halina i mam 53 lata. Pewnie zdziwisz się, co taka stara baba jak ja robi na Twoim blogu. Nie wiem, jak na niego trafiłam, w pierwszej chwili byłam oczarowania i czytałam z zapartym tchem, a potem trafiłam na artykuł w którym pisałaś, że trzeba przejąć odpowiedzialność za swoje zdrowienie, bo samo się nie stanie. Poczułam się, jakbym dostała obuchem w głowę i momentalnie Cię znienawidziłam. Jeszcze te wstawki o tym, że samo słuchanie poleceń lekarzy nic nie da, i że trzeba działać aktywnie. W krótkiej chwili wywołałaś u mnie taką mieszankę emocji, że gdybym gdzieś zobaczyła Cię na ulicy, to chyba bym Cię zamordowała.
Byłam wtedy w trakcie walki z rakiem piersi. Zaczęło się niepozornie – wyczułam u siebie niewielki guzek, który nie dawał mi spokoju. Udałam się na mammografię i czekałam bez większego stresu na wyniki. W mojej rodzinie nikt nie miał raka, więc byłam spokojna. Okazało się, że trzeba zrobić USG. Już wtedy wiedziałam, że to rak. Po USG przyszła pora na biopsję, ale jej wynik był niejednoznaczny i czekało mnie coś dużo straszniejszego – biopsja mammotomiczna. Potem wszystko potoczyło się szybko – pierwsza operacja i pierwsza seria chemioterapii. Miałam gorsze momenty, ale przeszłam to całkiem spokojnie.

Po co w ogóle do ciebie piszę? Chciałabym, żebyś opublikowała mój list na blogu. Ostatnio napisałaś kilka tekstów, które były wycelowane wprost w moje serce. Ten o postępowaniu z chorym był jednym z nich, ale historia jaką opisała Maja, przelała czarę i skłoniła mnie do zlepienia kilku słów. W komentarzach pod tamtą historią, Toyad Mordovnick napisała, że aby odjeść od psychofaga potrzeba właściwego momentu. Trzeba dojrzeć do tej decyzji. Z rakiem było tak samo. 

Wcześniej miałam wiele sygnałów, ale wszystkie je ignorowałam. Rak był ostatnim, co miało mnie przebudzić, a nie wystarczył. Po pierwszej serii chemioterapii wszystko miało być już w porządku, zostały naświetlania, ale dojrzewałam stopniowo do swojego przebudzenia. Zmarła moja przyjaciółka, którą poznałam na sali – kolejna mądra, kochająca Amazonka. To był ten moment.

Dopiero wtedy dojrzałam do zmian w swoim życiu. To była rewolucja. Zrezygnowałam z drugiej tury chemii i z radioterapii. Byłam już łysa i słaba, ale wykrzesałam z siebie resztki siły. Zainteresowałam się Bruno Groningiem, EFT, i Terapią Gersona. Do tego przeczytałam książkę Louise Hay, a ostatnio Twoją.

Działałam wielotorowo,ale najważniejsze było uleczenie duszy – zrozumiałam skąd wziął się u mnie rak i to dzięki Louise. Już wiem, że przyczyną był toksyczny związek,który skończył się rozwodem. To nie przypadek, że rak atakuje kobiety najczęściej w tym konkretnym miejscu.

Początkowo zdecydowałam się na EFT, psychoterapię i zielone, świeżo wyciskane soki co godzinę. Przeszłam na wegetarianizm, a później na ścisły witarianizm. Co godzinę piłam świeżo wyciskany sok, ale potrzebowałam czasu, aby dorosnąć do decyzji o lewatywach. Z jednej strony bombardowałam organizm witaminami , z drugiej pozbywałam się toksyn. Najważniejsza była jednak terapia i wybaczanie. Kiedy wybaczyłam sobie i wszystkim innym, stałam się wolnym człowiekiem.


Dzisiaj jestem zdrowa i wolna emocjonalnie. Układam sobie życie z nowym mężczyzną. Dopiero niedawno zrozumiałam co miałaś na myśli pisząc, że za zdrowie trzeba wziąć odpowiedzialność. Niestety wiem, że wiele osób zareaguje na te słowa tak, jak kiedyś ja. Chciałabym przesłać im dużo wsparcia i namówić na szukanie głębiej. Jestem głęboko przekonana, że w powstaniu raka największy udział mają złe nawyki żywieniowe, niehigieniczny tryb życia (kawa, brak odpoczynku, zapracowywanie się zamiast dzielenia części obowiązków na męża i dzieci) i problemy emocjonalne. Odnalazłam kontakt z Bogiem i jestem teraz szczęśliwą, pewną siebie kobietą. Nadal zostałam przy diecie wegetariańskiej, piję świeżo wyciskane soki i dbam o to, czym się karmię. Nie piję kawy, wychodzę, gdy ktoś pali przy mnie papierosa, nie oglądam telewizji i częściej przebywam na świeżym powietrzu. Ćwiczę jogę i często się śmieję.

Jestem wdzięczna za raka, bo dopiero on mnie obudził. Chciałabym, aby jak najwięcej kobiet znalazło w sobie siłę i się o tym dowiedziało. Rak nie jest wyrokiem,

pozdrawiam Cię Aniu i proszę o opublikowanie tej historii, Halina 

 (…)

_________

A ja przypominam o konkursie książkowym , który kończy się dzisiaj.


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉

Uściski, Ania

43
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
20 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyzagatkaAleAgnieszka KozeraBEATA REDZIMSKA Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jakbym czytała o swojej mamie. Bardzo podobno historia, mam też zaharowywała się przy nas, nauczyła nas, ze pozmywa, wypierze. Jako głupia nastolatkaa wykorzystywałam to, mój brat i ojciec też. Rak mamy obudził nas wszystkich i przypomniał co znaczy słowo rodzina. Gorące uściski dla pani, pani Halino!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ten post wraz z tym komentarzem uświadomiły mi jaką egoistką jestem. To straszne i aż chce mi się płakać. Mama to najwspanialszy człowiek na ziemi, zrobiłaby dla mnie wszystko, pracuje ciężko, żeby mnie utrzymać, zaharowuje sie w pracach domowych, a ja leże i sie obijam. Czas sie zmienić. Takie sygnały jak ten post pojawiają się w naszym życiu nie bez powodu i ja w to wierze. Może to ostatnia szansa, żeby się zmienić. Dziękuję ci Aniu bardzo za opublikowanie tego postu i Anonimowi za ten komentarz, bo wiele mi to uświadomiło. Będę do nich wracać ilekroć obudzi się we mnie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

po przeczytaniu "Mama to najwspanialszy człowiek na ziemi" pomyślałam o tym filmiku https://www.youtube.com/watch?v=brPXGczAkvU 🙂

ona
Gość

niesamowite i jakie prawdziwe, podziwiam i gratuluje, odwagi i siły, życzę wszystkiego co najlepsze

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem pod wrażeniem że takie przypadki się zdarzają, że są ludzie którzy nie tracą nadziei i mają tyle sił aby tak zmienić życie. A propos Boga – On pozwala nam cierpieć, aby nam podwójnie błogosławić tak jak Hiobowi. Gdyby Bóg nie dopuszczał zła tym świecie, nikt nie potrafiłby sobie docenić ile dobra jest w tym świecie dlatego rozumiem co Pani myślała pisząc że jest wdzięczna za raka.

Oleandrra
Gość

Bardzo dobry wpis, te słowa brzmią, jakby mówiła je młoda, zdrowa i pełna dobrej energii osoba :). Lubię ten cykl u ciebie, to wspaniałe że twój blog zmienia postawę kobiet w tylu sferach.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wczoraj rozmawiałam z kobietą, która stosuje się do założeń terapii Gersona, ale nie radykalnie. Choruje na RZS ale funkcjonuje całkiem normalnie. Pani Halino, dziękuję za historię. Oblałam egzamin, czeka mnie kampania wrześniowa i dopiero zrozumiałam, jak bardzo się użalam nad sobą. Dziękuję!

Patrycja eM
Gość

Gratuluję wygranej Pani Halino! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niesamowita historia i wielka wygrana. Gratuluję bohaterce, niesamowicie silna i mądra z Pani kobieta, Pani Halino!

https://www.youtube.com/user/CatherinessTV
Gość

Wcześniej blogerka, teraz videoblogerka! Zapraszam do subskrypcji mojego kanału na YouTube 😉 https://www.youtube.com/user/CatherinessTV

Z góry dziękuję ;**

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ale egoizm, zero taktu , wstyd mi za ludzi nieraz

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dlaczego ja mam wrażenie że te historie pisane są bardzo podobnym językiem?jakby pisała je jedna i ta sama osoba…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Szczególnie, że niektóre zawierają namiary na autorki, idź szukać spisku gdzie indziej 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a ja mam wrażenie, że po prostu się czepiasz 🙂 zamiast się cieszyc, że ktoś poczynił zmiany w swoim życiu i jest szczęśliwym człowiekiem, to doszukujesz się nie wiadomo czego 😉 czill :))

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Coś sugerujesz…? ;> ja tam nie zauważyłam nic niepokojącego, ale ja patrzę ze swojej perspektywy, nie dopatruję się drugiego dna, bo i po co. Szukaj pozytywnej jasnej strony rzeczy, negatywną łatwo jest zarzucić, acz ciężko udowodnić, nie zawsze sprawdza się w faktach. Zdarza się, że ludzie piszą podobnym stylem, w końcu człowiek nie jest odcięty od reszty świata, ludzie wzajemnie wywierają na siebie wpływ, inspirują się, upodabniają się do siebie choć każdy jest indywidualną istotą. Wiesz to chyba jest tak, że osoby które wiele przeszły, zmieniły coś ważnego w swoim życiu, wybaczyły i są lżejsze, uwolnione od ciężaru, może właśnie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pomysł, że te historie są zmyślone to chyba ostatnia rzecz, która przyszłaby mi do głowy po ich przeczytaniu… Chyba po prostu bronisz się przed przyjęciem do wiadomości, że takie rzeczy są możliwe.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Sama siebie zaskoczyłam 😉 kiedy odkryłam to w miarę pisania i nazwałam. Analogicznie, wyobraźnia podsunęła mi dwie kobiety – osoby jednej płci, bo muszą mieć jakąś cechę łączącą je, a kobiety zwykle nie wstydzą się uzewnętrzniać uczuć – które zaczynają opowiadać sobie swoje odkrycia, wrażenia w związku z jakimś życiowym wydarzeniem i nagle zaczynają mówić z przyśpieszonym oddechem z błyszczącymi oczami jakby odkryły sekret życia, tym samym językiem, jakby czytały sobie w myślach wypowiadając te same słowa werbalnie i niewerbalnie. Pełne zrozumienie i akceptacja, jeden wspólny kod porozumienia. Momentalnie czują się lżejsze, zrzucając z siebie te emocje i czując więź… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niki zwróciła też uwagę na inny fakt, który mi od razu wyjaśnił. Ludzie wywierają na siebie wpływ. A co łączy wszystkie te autorki poza motywującymi historiami życia? Wszystkie czytają bloga Ani i naprawdę można wyczuć trochę Ani stylu w ich wypowiedziach.
Choć pomysł z językiem wolności, bardziej mi się podoba 🙂 Jeśli nim kiedyś przemówię – dam Wam znać. Będzie można ocenić, czy piszę inaczej 🙂

Danae Umay (pora zacząć się podpisywać pod komentarzami)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Przy czytaniu wpisów moja historia mam takie samo wrażenie, że jest to pisane przez tę samą osobę. Nie chodzi o treść, ale styl pisania. Ale może to rzeczywiście tylko wrażenie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dziekuje za ten post. od dzis zaczynam pomagac mamie

gorzkakokoszka
Gość

Ta opowieść niesamowicie mnie wzruszyła, brak mi słów.

Ale
Gość

Mocne! Myślę , że tę historię, a raczej jej przesłanie, można odnieść do najróżniejszych życiowych dołków. Mimo, że w obliczu raka moje problemy mogą wydawać się błahe, niemniej poczułam uderzenie obuchem w głowę, dziękuję.
Wszystkiego dobrego Pani Halino! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kurcze, Aniu, bardzo lubię Twojego bloga, ale czasem mam wrażenie, że z tego zaczyna robić jakaś sekta. I chyba niekoniecznie z Twojego powodu, a z powodu zapatrzonych w Ciebie czytelniczek, przyjmujących Twoje teksty bezkrytycznie. Ogólnie jestem zwolenniczką umiaru i racjonalizmu, dlatego jak czytam o tym, że raka powoduje "toksyczny" związek, albo że wyleczyć ciężką chorobę można piciem ziółek, to zapala mi się lampka ostrzegawcza. I nie zrozum mnie źle, wiem, że to Twoje miejsce w sieci i zamieszczasz tu własne opinie i przemyślenia, ale chyba nie do końca zdajesz sobie sprawę z siły oddziaływania, jaką ma Twój blog i co… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Z tym sekciarstwem to lekka przesada. Nurty propagujące podobne nastawienie do zdrowia i życia, a nawet całego świata, popularne są już od wielu lat. Blog Ani może jedynie przyciągać osoby z podobnym podejściem na niektóre tematy, gdyż Ona sama wiele dla swojego zdrowia zdziałać zdołała… Zaś największą Jej przewiną jest zarażanie ludzi optymizmem – co jest kwintesencją całej tej "sekty".

Ale
Gość

Też uważam ,że blog ten z sektą nie ma nic wspólnego ,a z moich obserwacji wynika, że większość komentujących to ludzie inteligentni, z własną opinią i poglądami, które w dodatku zazwyczaj uzasadniają. Oczywiście generalizować nie należy więc pomysł z krótkim, racjonalizującym komentarzem uważam za dobry, bo na 100 osób może znaleźć się jedna, zagubiona, która jakieś treści nieodpowiednio zinterpretuje lub za bardzo weźmie sobie do serca.
Pozdrawiam :).

Urszula Dąbrowska
Gość

Wzruszyłam się i dziękuję za ten wpis. Dał mi dużo energii. Wielkie Brawa dla Pani Haliny!!!

Słonko
Gość

Wspaniała i motywująca historia kogoś, komu się udało. Ważne jest, aby takie osoby dawały świadectwo innym że się da! Teraz chciałabym nawiązać do Twojego innego posta – tutaj, bo nie wiem, czy zauważysz ten komentarz pod nim, był dosyć dawno. Chodzi mi o ten o szkolnictwie i tej nietypowej szkole.Nie trzeba szukać w takich szkołach kreatywnego myślenia, można też w zwykłych. Jestem uczennicą LO z oddziałam dwujęzycznymi i mam Geografię Hiszpanii w języku hiszpańskim (również historię, ale to na tym pierwszym skupia się moja uwaga, choć ten sam nauczyciel). Mój nauczyciel nie każe nam nosić (czy co gorsza, kupować kosmicznie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bardzo motywująca historia-brawo dla PAni Haliny! 😉
Aneta

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Choć mamą jestem od blisko trzech lat, przy dwójce maluchów zawsze jest coś do zrobienia. I to przeświadczenie, że mama zawsze zrobi najlepiej i posprząta i ugotuje i najlepiej zajmie się dziećmi towarzyszy mi codziennie. Czas chyba na to, żeby pomyśleć też o sobie i zwolnić, podzielić się obowiązkami i po ludzku "odsapnąć"…
Pozdrawiam
Aneta

BEATA REDZIMSKA
Gość

Trzymaj sie Halinko. Dzieki Anio za opublikowanie Twojej historii

Agnieszka Kozera
Gość

Pani Halinko, wspaniała historia… Popłakałam się nawet, ja zawsze staram się pomagać mamie i utrzymywac z nią kontakty jak z najlepsza przyjaciółką 😉

Dziękuję Aniu za to, że umożliwiasz innym ludzio dzielić się tak wspaniałymi historiami 😉
I jeszcze chciałabym Cie poinformowac, że poleciłam na swoim blogu dwa posty Twojego autorstwa 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pani Halino,Z początku nie chciałam pisać komentarza, uznając że jedynie powielę wiele słów, które wypadły już spod palców innych komentujących tu osób… Ale przecież, co w tym złego, że się powtórzę, skoro po prostu chcę wyrazić swoje słowa uznania? 🙂Dziękuję Pani bardzo za to, że wygrała Pani walkę z rakiem – naprawdę szalenie i szczerze Pani za to dziękuję. Dzięki takim jak Pani Osobom, pokazując choćby tylko zapisane w jakimś wirtualnym miejscu historie, można dotrzeć przynajmniej do niektórych (nawet jeśli "tylko" niewielu) osób, które swej chorobie niestety się poddały. To bardzo budujące. Gratuluję i życzę wszystkiego szczerze najlepszego w "nowym"… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dziękuję za tę historię. Sama jestem osobą krytyczną (wobec siebie) i pewnie wiadomość o chorobie by mnie podłamała, ale Pani Halina uświadomiła, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Chciałbym mieć tyle siły co Pani. Dużo zdrowia i jeszcze więcej szczęścia!

zagatka
Gość
zagatka

Od jakiegoś czasu zaczęłam traktować jedzenie nie jako przyjemność, ale jako pożywienie i paliwo dla mojego ciała. Jem w 95% nieprzetworzone jedzenie. Minęło już pół roku i po tej zmianie widzę wyraźnie zmiany w moim zachowaniu i mojej psychice. Jestem spokojniejsza, lepiej śpię, jestem bardziej cierpliwa, wyciszona, ale pełna życiowej energii i szczęśliwa. Cieszy mnie wszystko i już wiem co to znaczy "cieszyć się życiem". Wstaję co rano pełna nowej energii na kolejny dzień.Nasze ciało to jedno wielkie laboratorium, w którym zachodzą miliony reakcji chemicznych codziennie. Wszystko co "włożymy do środka" musi być poddane obróbce. Warto zwracać uwagę, że jedzenie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja osobiście znałam jedną kobietę, która piła zielone soki, była na leczeniu w Instytucie Hipocratesa w USA (fani takiego leczenia zapewne wiedzą o czym piszę), akupunktura itp, pozytywna, dobra osoba przez całe życie, a nie od momentu choroby.. ale rak i tak ją pokonał..

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wspaniała i motywująca historia! Dużo zdrowia i uśmiechu w życiu! Do naturalnych metod leczenia i konieczności oczyszczania organizmu przekonałem się jakiś czas temu. Zaczęło się od bardzo trywialnego przepadku. Pewnego razu, w czasie wakacji zimowych, pojechałem w góry. Miałem relaksować się przez kolejnym semestrem. Po kilku dniach załapałem katar. Ciotka zamiast gonić ze mną do lekarza postanowiła sięgnąć po znaną jej dwuetapową kurację, którą powtarzała codziennie, aż do skutku. Musiałem spożyć kilka razy dziennie przygotowanych przez nią kilka kromek chleba z czosnkiem i popić je herbatą z róży delikatnie osłodzoną porcją miodu. Wieczorem, przed spaniem, robiła mi głęboką lewatywę, co było… Czytaj więcej »

Previous
Czego nauczyłam się od kota?
Moja historia – Halina