Greece photodiary, czyli pamiętniki z wakacji I

W końcu odzyskałam zdjęcia z karty, która trochę się przegrzała na greckim słoneczku ;). Wrzucam więc pierwszą część “greckich wspomnień”. Wiem, że sporo osób jedynie scrolluje obrazki, więc podopisywałam do nich trochę tekstu :). Starałam się też podpisać wszystkie ubrania i potrawy, dlatego proszę o uważne przyjrzenie się przed zadaniem pytania, na które padła już odpowiedź ;-).

Lecieliśmy samolotem linii Small Planet. Niepotrzebnie bawiłam się w ważenie bagażu podręcznego, bo nikt nie sprawdzał ani jego wagi, ani wymiarów :). Pierwsze wrażenie po lądowaniu w Grecji? O jak gorąco! Wszędzie słychać nocne owadzie koncerty, ale ma to swój urok ;-).

Po transferze do hotelu pora na szybkie i bezproblemowe zameldowanie, a potem sen. Rano budzę się wściekła, że wcale nie udało mi się uciec od sąsiada i jego kosiarki oraz drugiego, który ciągle (serio, ciągle, ze szczególnym uwzględnieniem wakacji i weekendów) robi remonty. Otwieram drzwi i wychodzę na zewnątrz, a tu nie ma ani żadnej piły, ani żadnej kosiarki… zdezorientowana rozglądam się jak idiotka, a to tylko… świerszcze. Po kilku godzinach człowiek się przyzwyczaja i nawet tego nie słyszy ;-).



Okulary : C&A, Bikini : klik 

W pierwszej chwili wybór owoców mnie rozczarował, ale po posmakowaniu stwierdziłam,że odkryłam smak pomarańczy na nowo.
Oprócz tego w Grecji wszystko jest bardzo słone – podobno dlatego, że sól zatrzymuje wodę w organizmie a to na Krecie bardzo potrzebne. Ostatnio czytałam, że dieta Kreteńczyków jest modelową dietą antyrakową (w książce “Antyrak”, recenzja niebawem ;-)).

Warzyw było więcej, ale zrobiłam zdjęcie za późno ;-). To była najpyszniejsza ryba jaką jadłam, ale nie ma żadnej angielskiej nazwy. Przynajmniej zdaniem kucharza 😀

W recenzjach hotelu jest pełno narzekania, że nad morze jest daleko. Totalna bzdura, wystarczy zapytać obsługi hotelu – istniały 3 drogi prowadzące nad morze. Wychodzisz z hotelu i masz długą drogę. Pójdziesz w lewo – trafisz. Pójdziesz w prawo – też trafisz. Ale po co chodzić długo, jak można iść krótko? 😀 Wystarczy przejść przez hotelowy ogród, a potem 8 minut spacerku i jesteś nad morzem.

aaaa, edytuję, bo właśnie zauważyłąm, że można kupić te gołąbki na tygodniu greckim 😀 (klik)

Wzięło mnie na wspomnienia, bo robi się chłodno a ja przy takiej pogodzie mam tendencje do bolącej głowy (całe szczęście, że istnieje Imbir, który nie pozwala bólowi się wykluć :)). Myślałam trochę o swoich ostatnich snach i ogólnie o życiu i chyba wiem co mnie gryzie. Poświęcając np. godzinę jednemu dziecku na pomoc w nauce,wzmocnienie (lub wzbudzenie…) motywacji, zbudowanie wiary w siebie, robię bardzo dużo z punktu widzenia jednego istnienia, ale bardzo mało, gdyby spojrzeć na wszystkie dzieci, które potrzebują takiej pomocy. Chciałabym pozbierać wszystko w całość i stworzyć jakieś materiały, które pomogą innym – coś, co można wydrukować, albo co można sobie ściągnąć na smartfona (np. kilka zabaw na “mamo…nudzi mi się”). Tylko jak zarazić tym ludzi? Chciałabym tak zrobić, aby godzina mojej pracy mogła efektywnie pomóc większej liczbie dzieci. Wiem, że część z Was też pracuje z dziećmi albo chociaż udziela korków czy dorabia jako “niania”, są też matki… czuję, że jest sporo do zrobienia. Zamierzam zacząć uczyć się podstaw grafiki komputerowej (chciałabym stworzyć jakieś “karty pracy” i inne materiały), popracować nad swoim rysowaniem i ogólnie wizualnymi aspektami całości.
Rozważam też takie opcje jak TOEFL i wolontariat w cieplejszym kraju, gdzie nauczałabym angielskiego albo pracowała w przedszkolu… mam sporo nowych pomysłów i wizji.
Dzisiaj dla przypomnienia Grecji jadłam przekąskę z… mrożonki.
Te pierożki z fetą i szpinakiem może nie wyglądają na zdjęciu jakoś bosko, ale jadłam takie same w Grecji i były w smaku…identyczne. Nie, w hotelu jedzenie nie było słabe – było w większości pyszne, ale pierożki miały ten sam smak ;-). Od poniedziałku będą na lidlowym tygodniu greckim za 6.99 (klik). W zasadzie, to gdybym nie zobaczyła ulotki w sklepie, pewnie nie dodałabym greckich zdjęć przed grudniem – mam sporo pracy ostatnio! Ale w myśl zasady “work smarter, not harder”, nie będę przygotowywała “jednorazowych” materiałów edukacyjnych – wcześniej postępowałam w ten sposób, bo chciałam podchodzić do każdego dziecka maksymalnie indywidualnie. Teraz myślę, że jedno nie przeszkadza drugiemu – będę nadal podchodzić bardzo jednostkowo do ucznia, ale przecież z materiałów mogą skorzystać inni, choćby wybiórczo. Na razie muszę to dobrze przemyśleć :).
A myśli się dobrze przy…szarlotce.
 W sumie to tarta z jabłkiem, cynamonem i kruszonką, na kruchym cieście. Uwielbiam duet jabłko+cynamon. Tylko… nawet nie wiecie jak było mi głupio, gdy niezpowiedziani goście dopytywali o przepis…a ciasto też było z mrożonki. 😀  Swoją drogą – polecam, stosunek ceny do jakości boski (klik)… aczkolwiek dla mnie mogłoby być więcej jabłka :). Jeśli znasz jakiś świetny przepis na ciasto z jabłkiem i cynamonem, zarzuć linkiem w komentarzu 🙂

Jeśli macie pytania o hotel, cenę, lokalizację i tak dalej, to napisałam o tym osobny tekst, gdzie odsyłam:
jak wybrac hotel itp.”

Ah, i jeszcze jedno – wciąż trwa konkurs, gdzie można zgarnąć cztery stówki w bonie do Zalando. Będzie mi przykro, jak nie weźmiecie udziału! 🙂 Więcej o konkursie tutaj (klik)

Uściski! 🙂

Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o