Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Proste triki na stres – 3 sposoby, które bardzo lubię

O stresie jest wiele różnych publikacji – opisano szeroko techniki relaksacji, dietę pomagającą go redukować (nawet ja popełniłam o niej tekst), wpływ stresu na przeróżne choroby… a ja chciałabym dodać do tego coś osobistego. Czyli moje ulubione sposoby, wiecie – coś, co łatwo skopiować i da się to osadzić w rzeczywistości.

Ja osobiście bardzo rzadko się stresuję. Mówię o tym stresie negatywnym, bo pozytywny dreszczyk emocji przed ważnym egzaminem dodaje mi skrzydeł i fajnego flow. To znaczy hmmm, dodaje, od kiedy nauczyłam się go na tym niewielkim poziomie zatrzymywać ;-). 
Co zatem z wielkim powodzeniem stosuję? 
W tekście o tym, jak zwiększyć poczucie własnej wartości  podzieliłam się fajnym sposobem związanym z przybraniem odpowiedniej postawy ciała. Power pose sprawdziło się u mnie wielokrotnie, stres po prostu nie ma szans 😀 Czasem ktoś dziwnie patrzy jak staję w specjalny sposób, ale mam to gdzieś, bo czuję wtedy taki przypływ energii, że nic mi nie przeszkadza. Ale samo power pose to nie wszystko! Często korzystam z różnych technik i staram się robić co w mojej mocy, aby moje życie zmierzało w kierunku, który mu nadałam. Do tekstu wybrałam te, które działają na mnie najlepiej :
“Bańka mydlana”

Zanim opiszę o co chodzi w technice, którą sama sobie wymyśliłam na własny użytek, chciałam dać kilka słów wstępu o religii. Jak wiecie – nie jestem katoliczką, buddystką, teistką ani ateistką. Wierzę, że Bóg jest miłością (J 4,8.16). Ta definicja wydaje mi się akcpetowalna zarówno dla wierzących jak i niewierzących ;-).  Ja po prostu trzymam się przykazania miłości. Wiecie, kochaj bliźniego jak siebie samego…  Odrzucam pośredników, bo zakłócają mi odbiór 😉 Co nie znaczy, że czasami nie mam ochoty wysłuchać, co mają do powiedzenia. Nie neguję i nie krytykuję wyznawców żadnych religii – mam wrażenie, że muszę to powtarzać za każdym razem, bo im ktoś gorliwszy, tym częściej widzi we wszystkim atak. O ile ktoś nie wpycha mi burki na głowę, nie wiesza krzyża w domu i nie każe robić nic innego – niechaj żyje sobie w pokoju – w niczym mi nie wadzi :). Piszę o tym dlatego, że główna religia w tym kraju niestety zdaje się bagatelizować ciało – a dla mnie jesteśmy jak CUD. Trzy osoby boskie w jednym, ciało, umysł, dusza. Nie wierzę, że da się pracować tylko nad jednym i zachować równowagę – sprawny umysł w niesprawnym ciele może mniej i tak dalej. 
W każdym razie chciałam napisać, że jeśli jesteście katolikami, większość technik nie jest zgodna z Waszą wiarą. Nie rozumiem dlaczego, ale moja babcia ma taką broszurkę, gdzie chrześcijanie przestrzegają przed buddyzmem, wisiorkami z delfinkami, pacyfką , a także przed jogą. Wśród moich wierzących znajomych nie brak takich, którzy rezygnują z czytania czasopism typu “sens” i “charaktery”, bo “za dużo tam buddyzmu”. 
Nie rozumiem czemu jest to złe i nie chcę z tym dyskutować – zasada to zasada. Ostatnio ktoś udostępnił mój tekst na grupie oazowej i mam dużo nowych czytelników o wysokim stopniu gorliwości – uznałam, że uczciwie będzie ich uprzedzić :). 
Moim osobistym zdaniem – wielka strata, bo prawidłowy oddech pomaga uspokoić myśli a i czasem uchronić od kłótni czy innego grzechu ;-). 
W każdym razie – technika jest bajecznie prosta i pomaga mi dobrze oddychać, oraz uspokoić umysł. Wyobrażam sobie, że nadmuchuję wielką bańkę mydlaną, w której sama jestem. Kurczę, staram się jak mogę, a i tak brzmi bardzo infantylnie ;-). Wdech nosem, głęboki wydech i dmucham bańkę jak balonik. Wyobrażam sobie, że mnie obejmuje i stanowi bezpieczną osłonę przed niebezpieczeństwem, strachem i tym, przed czym chcę się uchronić. Dla dramaturgii czasami lubię wyobrażać sobie, że zagrożenia się od niej odbijają, albo spływają gładko po jej mocnych, ale elastycznych ścianach. Czasami nadmuchuję bańkę dla kogoś, np. umieszczam w niej obcego kota, który na moich oczach niebezpiecznie przekracza jezdnię przed maską samochodu…
Tak, wiem, wciąż brzmi dziecinnie i nawinie. Ale działa :). Uspokaja mnie momentalnie :). 
Dla wierzących może odpowiednikiem będzie głębokie oddychanie i powtarzanie w myślach Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego…” To piękny psalm, sama bardzo go lubię!

Zmęczyć stres 🙂 

Moi biegający znajomi zawsze chwalą cudowne właściwości biegu. Cóż, ja nie umiem pchnąć swoich oskrzeli na ten level aktywności i zawsze kończy się przestawieniem na mój automatyczny tryb oddychania samą buzią, raptownie i niezbyt fajnie. W efekcie jestem bardzo zestresowana, że jeszcze chwila i będę niedotleniona i zacznę walkę o życie (mam trochę mniejszą działającą powierzchnię płuc ;-). Nie przekreślam jednak biegania – wprost przeciwnie, bardzo gorąco do niego zachęcam! Tak samo, jak nie namawiam do żadnej aktywności, która wam szkodzi. Ja osobiście bardzo miło wspominam dziesięcioletni epizod z trenowaniem karate kyokushin – w moim przypadku bardziej rekreacyjnie, ale to było 1,5 h treningu trzy raz w tygodniu i nauczyło mnie przede wszystkim…opróżniać płuca do dna.

Jeśli jak komentator, który poprawił mi humor – macie ochotę dać temu pan respirator – cóż, nie będę zdziwiona :)). Ale jeśli wam powiem, że z każdym takim oddechem schodzi cały stres? Osobiście bardzo polecam, to była świetna przygoda. Niestety karate jest obecnie dla mnie dużo za bardzo angażujące (oprócz oddechów i kata, to normalny,męczący trening angażujący wszystkie mięśnie, czasami przypomina tabatę, czasem porządny trening siłowy, a czasami wymaga genialnego rozciągnięcia). Musiałam z niego zrezygnować w liceum, czasami w domu wykorzystuję jakieś elementy. Obecnie najczęściej męczę stres na rowerze, spacerze (ok, to nadużycie, chodzę energicznym krokiem spóźnionej osoby ;-). No i wciąż praktykuję oddechy. Polecam wszystkim przygodę z którąś z azjatyckich sztuk walki z sobą samym. Może rozsądną propozycją będzie dla Was Tai Chi z oddychaniem Chi Kung? ;-).
Innym moim ulubionym sposobem na zmęczenie stresu jest… taniec! Nie żebym umiała, ale bardzo lubię!

Okulary: C&A, Bluzka : KLIK, Spodnie KLIK  (są tak wygodne, że to moja trzecia para tego kroju. Biel jest w sumie troszkę szaleństwem przy moim trybie życia, ale co tam 😛 , ukochane wygodne szpilki (czy to nie oksymoron?:D)  KLIK , a bardzo podobne tutaj KLIK

Zdjęcie ubrań  w których spędziłam ostatnio nieco chłodniejszy dzień, nie jest tu bez przyczyny ;-). Na pewno macie buty, w których nogi same rwą się do tańca… to są właśnie takie buty :).

Taniec jest super! Relaksuje, odpręża, pomaga stresowi odejść gdzieś daleko ;-).

Last but not least…mandale.

Tak, nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała tego jako wymówki do zrobienia dobrego deseru ;-). Jestem dziewczyną raczej prostą – nie komplikuję sobie życia, nie szukam problemów, lubię proste rozwiązania. Jednym z takich prostych rozwiązań jest kolorowanie różnych mandali.
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 21 Sie, 2014 o 2:18 PDT
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 19 Sie, 2014 o 10:23 PDT

Mandala przez wykorzystanie koła, bardzo uspokaja i pomaga zatrzymać myśli. Świetna w walce ze stresem, ale też gdy szukamy koncentracji, chcemy się skupić. Dzieci z którymi pracuję, uwielbiają mandale! W internecie można znaleźć gotowe wzory do wydrukowania, ja polecam buszować w sklepach z tanimi książkami – w ten sposób nabyłam swoją kolorowankę za 10 zł. Od razu ją rozmontowałam i na własny użytek pokserowałam kartki ;-).  Dzisiaj totalnie zaskoczył mnie lidl :

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 7 Sie, 2015 o 3:08 PDT

W przyzwoitej cenie można kupić bardzo gruby bloczek z mandalami – tutaj szczegóły oferty (KLIK). Jeśli macie problemy z koncentracją albo dziecko z ADHD (tak wiem, lekarz, który wymyślił ADHD, na łożu śmierci powiedział, że stworzył je dla kasy i sławy) lub w każdym razie – z zachowaniami, na które często mówi się ADHD, spróbujcie kolorowania takich mandali. Jak widać na moich zdjęciach (te akurat z wolontariatu), nawet dzieci sobie z nimi radzą! Nie znam innej kolorowanki, która skupiłaby uwagę pobudzonych dzieci w takim stopniu – mandala wycisza i – jak udowodniły liczne badania – pomaga w nauce :).
Oprócz kolorowania, mandale można układać np. z kwiatów albo owoców. Tak jest, wyśmiewane piękne instagramowe owsianki mają jakiś głębszy sens ;-).
Ja zainspirowana przepisem z biedronki (matko, jak to brzmi!), postanowiłam ułożyć sobie mandalę na cieście ;-).

To całkiem fajna zabawa! Biszkopt pieczony jak zawsze z tego przepisu (KLIK), a krem to serek mascarpone i bita śmietana ;).
A tak wygląda gotowe ciasto :

Mała rzecz, wielki efekt! Skupienie przy układaniu wzorków zdecydowanie pomaga pozbyć się stresu :). Polecam też przjerzeć tag #foodmandala na instagramie – o tym, że ta aplikacja może być świetnym narzędziem rozwoju osobistego, pisałam kiedyś osobny tekst : https://www.aniamaluje.com/2014/07/jak-wykorzystac-instagram-do-rozwoju.html . To, czy wykorzystamy nóż do posmarowania chleba czy zabicia człowieka, jest naszym wyborem – podobnie z instagramem ;-). Nie znaczy to, że noże są złe, albo zły jest instagram – istnieją tylko ludzie, którzy nie potrafią korzystać z narzędzi. Wy jako czytelnicy jesteście fantastyczni, ale czasami mam wrażenie, że hejterom trzeba tłumaczyć    p o w o l i, bo zawsze wymyślają nowe Dziady i wnioski z kosmosu, wypaczając moje słowa 😀 Oczywiście dmuchanie w myślach “bańki” nie uchroni nas przed nożownikiem zmierzającym w naszym kierunku, tej techniki nie stosujemy zamiast ucieczki, tak samo jak innych rzeczy z bloga 😀


Bonus 😉 
To nie są obiektywnie dobre nawyki, ale u mnie na stres działa pyszne jedzenie :

Wyglądam jak typowa ignorantka, prawda? 😉 Deser z tego, co zostało przy robieniu ciasta, włosy tak nieuczesane, że próżno szukać przedziałka, luźna sukienka z surowymi brzegami (KLIK) – cóż, czasami właśnie tak czuję się najlepiej. Przeciągając się leniwie na hamaku i nie przejmując się, że gdzieś tam wystaje mi stanik, a po nodze ciągnie się nitka ;-). Lubię czuć się wolna jak dzieciak, którego matka nie krzyczy na zielone od trawy kolana i niesymetrycznie zapięte guziki. Strój mocno determinuje to, jak się danego dnia czuję i jaki mam nastrój. Jak się pewnie dawno zorientowaliście – lubię swobodę i nie przywiązuję się do zasad (come on, kiedyś według “zasad” nietaktem było odsłonięcie kostki!). Wiem, że strój decyduje w dużej mierze o tym, jak jesteśmy postrzegani i odbierani, ba! czasami staram się dostosować do okazji, ale jeśli ma to wywołać u mnie stres albo spadek pewności siebie, jestem zdecydowana olać te wszystkie ceregiele i stracić na wejściu “punkty” za pierwsze wrażenie.

Jest jeszcze codzienne zdziwienie. Tak, wiem – w piosence jest zdumienie, ale ja lubię przeinaczać różne słowa 😀 Gdy nastawiam się na na odkrywanie nowych rzeczy i pozwalam życiu na to, by mnie zaskakiwało… mniej się stresuję. Ustawiłam sobie w głowie filtr wyłapujący rzeczy dziwne, nowe, zaskakujące i mam bardzo otwarty umysł. Nauczyłam się dostrzegać rzeczy, nad którymi inni często się nie zatrzymują. Dzisiaj zaskoczył mnie pod sklepem pies, który miał jednego oko błękitne, a drugie brązowe. Tak, to głupi przykład, ale wiecie – im częściej oswajam się z nowymi rzeczami, tym mniej się ich boję stoi przede mną nowe wyzwanie. Ponieważ zaskoczenie wpisałam na stałe w swoje życie, nie generuje negatywnego stresu ;-).

Podsumowując – moje ulubione techniki to dmuchanie bańki mydlanej, zmęczenie stresu przez jakiś mądry ruch fizyczny z dobrym oddechem i kolorowanie albo układanie mandali. No i wspomniana wcześniej power pose. To jest mój stały repertuar i garść technik, z których korzystam chyba najczęściej. Jestem ciekawa Twoich! ;-). Chętnie dam się zaskoczyć w komentarzach, a co!

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Aleksandra Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra
Gość

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że umysł i ciało stanowią jedną , nierozerwalną jedność, dlatego z łagodzeniem stresu doskonale radzą sobie masaże relaksacyjne. W Krakowie działa salon, z którego sama regularnie korzystam i polecam każdemu.

Previous
Jak złapać równowagę?
Proste triki na stres – 3 sposoby, które bardzo lubię