Proste triki na stres – 3 sposoby, które bardzo lubię

O stresie jest wiele różnych publikacji – opisano szeroko techniki relaksacji, dietę pomagającą go redukować (nawet ja popełniłam o niej tekst), wpływ stresu na przeróżne choroby… a ja chciałabym dodać do tego coś osobistego. Czyli moje ulubione sposoby, wiecie – coś, co łatwo skopiować i da się to osadzić w rzeczywistości.

Ja osobiście bardzo rzadko się stresuję. Mówię o tym stresie negatywnym, bo pozytywny dreszczyk emocji przed ważnym egzaminem dodaje mi skrzydeł i fajnego flow. To znaczy hmmm, dodaje, od kiedy nauczyłam się go na tym niewielkim poziomie zatrzymywać ;-). 
Co zatem z wielkim powodzeniem stosuję? 
W tekście o tym, jak zwiększyć poczucie własnej wartości  podzieliłam się fajnym sposobem związanym z przybraniem odpowiedniej postawy ciała. Power pose sprawdziło się u mnie wielokrotnie, stres po prostu nie ma szans 😀 Czasem ktoś dziwnie patrzy jak staję w specjalny sposób, ale mam to gdzieś, bo czuję wtedy taki przypływ energii, że nic mi nie przeszkadza. Ale samo power pose to nie wszystko! Często korzystam z różnych technik i staram się robić co w mojej mocy, aby moje życie zmierzało w kierunku, który mu nadałam. Do tekstu wybrałam te, które działają na mnie najlepiej :
“Bańka mydlana”

Zanim opiszę o co chodzi w technice, którą sama sobie wymyśliłam na własny użytek, chciałam dać kilka słów wstępu o religii. Jak wiecie – nie jestem katoliczką, buddystką, teistką ani ateistką. Wierzę, że Bóg jest miłością (J 4,8.16). Ta definicja wydaje mi się akcpetowalna zarówno dla wierzących jak i niewierzących ;-).  Ja po prostu trzymam się przykazania miłości. Wiecie, kochaj bliźniego jak siebie samego…  Odrzucam pośredników, bo zakłócają mi odbiór 😉 Co nie znaczy, że czasami nie mam ochoty wysłuchać, co mają do powiedzenia. Nie neguję i nie krytykuję wyznawców żadnych religii – mam wrażenie, że muszę to powtarzać za każdym razem, bo im ktoś gorliwszy, tym częściej widzi we wszystkim atak. O ile ktoś nie wpycha mi burki na głowę, nie wiesza krzyża w domu i nie każe robić nic innego – niechaj żyje sobie w pokoju – w niczym mi nie wadzi :). Piszę o tym dlatego, że główna religia w tym kraju niestety zdaje się bagatelizować ciało – a dla mnie jesteśmy jak CUD. Trzy osoby boskie w jednym, ciało, umysł, dusza. Nie wierzę, że da się pracować tylko nad jednym i zachować równowagę – sprawny umysł w niesprawnym ciele może mniej i tak dalej. 
W każdym razie chciałam napisać, że jeśli jesteście katolikami, większość technik nie jest zgodna z Waszą wiarą. Nie rozumiem dlaczego, ale moja babcia ma taką broszurkę, gdzie chrześcijanie przestrzegają przed buddyzmem, wisiorkami z delfinkami, pacyfką , a także przed jogą. Wśród moich wierzących znajomych nie brak takich, którzy rezygnują z czytania czasopism typu “sens” i “charaktery”, bo “za dużo tam buddyzmu”. 
Nie rozumiem czemu jest to złe i nie chcę z tym dyskutować – zasada to zasada. Ostatnio ktoś udostępnił mój tekst na grupie oazowej i mam dużo nowych czytelników o wysokim stopniu gorliwości – uznałam, że uczciwie będzie ich uprzedzić :). 
Moim osobistym zdaniem – wielka strata, bo prawidłowy oddech pomaga uspokoić myśli a i czasem uchronić od kłótni czy innego grzechu ;-). 
W każdym razie – technika jest bajecznie prosta i pomaga mi dobrze oddychać, oraz uspokoić umysł. Wyobrażam sobie, że nadmuchuję wielką bańkę mydlaną, w której sama jestem. Kurczę, staram się jak mogę, a i tak brzmi bardzo infantylnie ;-). Wdech nosem, głęboki wydech i dmucham bańkę jak balonik. Wyobrażam sobie, że mnie obejmuje i stanowi bezpieczną osłonę przed niebezpieczeństwem, strachem i tym, przed czym chcę się uchronić. Dla dramaturgii czasami lubię wyobrażać sobie, że zagrożenia się od niej odbijają, albo spływają gładko po jej mocnych, ale elastycznych ścianach. Czasami nadmuchuję bańkę dla kogoś, np. umieszczam w niej obcego kota, który na moich oczach niebezpiecznie przekracza jezdnię przed maską samochodu…
Tak, wiem, wciąż brzmi dziecinnie i nawinie. Ale działa :). Uspokaja mnie momentalnie :). 
Dla wierzących może odpowiednikiem będzie głębokie oddychanie i powtarzanie w myślach Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego…” To piękny psalm, sama bardzo go lubię!

Zmęczyć stres 🙂 

Moi biegający znajomi zawsze chwalą cudowne właściwości biegu. Cóż, ja nie umiem pchnąć swoich oskrzeli na ten level aktywności i zawsze kończy się przestawieniem na mój automatyczny tryb oddychania samą buzią, raptownie i niezbyt fajnie. W efekcie jestem bardzo zestresowana, że jeszcze chwila i będę niedotleniona i zacznę walkę o życie (mam trochę mniejszą działającą powierzchnię płuc ;-). Nie przekreślam jednak biegania – wprost przeciwnie, bardzo gorąco do niego zachęcam! Tak samo, jak nie namawiam do żadnej aktywności, która wam szkodzi. Ja osobiście bardzo miło wspominam dziesięcioletni epizod z trenowaniem karate kyokushin – w moim przypadku bardziej rekreacyjnie, ale to było 1,5 h treningu trzy raz w tygodniu i nauczyło mnie przede wszystkim…opróżniać płuca do dna.

Jeśli jak komentator, który poprawił mi humor – macie ochotę dać temu pan respirator – cóż, nie będę zdziwiona :)). Ale jeśli wam powiem, że z każdym takim oddechem schodzi cały stres? Osobiście bardzo polecam, to była świetna przygoda. Niestety karate jest obecnie dla mnie dużo za bardzo angażujące (oprócz oddechów i kata, to normalny,męczący trening angażujący wszystkie mięśnie, czasami przypomina tabatę, czasem porządny trening siłowy, a czasami wymaga genialnego rozciągnięcia). Musiałam z niego zrezygnować w liceum, czasami w domu wykorzystuję jakieś elementy. Obecnie najczęściej męczę stres na rowerze, spacerze (ok, to nadużycie, chodzę energicznym krokiem spóźnionej osoby ;-). No i wciąż praktykuję oddechy. Polecam wszystkim przygodę z którąś z azjatyckich sztuk walki z sobą samym. Może rozsądną propozycją będzie dla Was Tai Chi z oddychaniem Chi Kung? ;-).
Innym moim ulubionym sposobem na zmęczenie stresu jest… taniec! Nie żebym umiała, ale bardzo lubię!

Okulary: C&A, Bluzka : KLIK, Spodnie KLIK  (są tak wygodne, że to moja trzecia para tego kroju. Biel jest w sumie troszkę szaleństwem przy moim trybie życia, ale co tam 😛 , ukochane wygodne szpilki (czy to nie oksymoron?:D)  KLIK , a bardzo podobne tutaj KLIK

Zdjęcie ubrań  w których spędziłam ostatnio nieco chłodniejszy dzień, nie jest tu bez przyczyny ;-). Na pewno macie buty, w których nogi same rwą się do tańca… to są właśnie takie buty :).

Taniec jest super! Relaksuje, odpręża, pomaga stresowi odejść gdzieś daleko ;-).

Last but not least…mandale.

Tak, nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała tego jako wymówki do zrobienia dobrego deseru ;-). Jestem dziewczyną raczej prostą – nie komplikuję sobie życia, nie szukam problemów, lubię proste rozwiązania. Jednym z takich prostych rozwiązań jest kolorowanie różnych mandali.
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 21 Sie, 2014 o 2:18 PDT
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 19 Sie, 2014 o 10:23 PDT

Mandala przez wykorzystanie koła, bardzo uspokaja i pomaga zatrzymać myśli. Świetna w walce ze stresem, ale też gdy szukamy koncentracji, chcemy się skupić. Dzieci z którymi pracuję, uwielbiają mandale! W internecie można znaleźć gotowe wzory do wydrukowania, ja polecam buszować w sklepach z tanimi książkami – w ten sposób nabyłam swoją kolorowankę za 10 zł. Od razu ją rozmontowałam i na własny użytek pokserowałam kartki ;-).  Dzisiaj totalnie zaskoczył mnie lidl :

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 7 Sie, 2015 o 3:08 PDT

W przyzwoitej cenie można kupić bardzo gruby bloczek z mandalami – tutaj szczegóły oferty (KLIK). Jeśli macie problemy z koncentracją albo dziecko z ADHD (tak wiem, lekarz, który wymyślił ADHD, na łożu śmierci powiedział, że stworzył je dla kasy i sławy) lub w każdym razie – z zachowaniami, na które często mówi się ADHD, spróbujcie kolorowania takich mandali. Jak widać na moich zdjęciach (te akurat z wolontariatu), nawet dzieci sobie z nimi radzą! Nie znam innej kolorowanki, która skupiłaby uwagę pobudzonych dzieci w takim stopniu – mandala wycisza i – jak udowodniły liczne badania – pomaga w nauce :).
Oprócz kolorowania, mandale można układać np. z kwiatów albo owoców. Tak jest, wyśmiewane piękne instagramowe owsianki mają jakiś głębszy sens ;-).
Ja zainspirowana przepisem z biedronki (matko, jak to brzmi!), postanowiłam ułożyć sobie mandalę na cieście ;-).

To całkiem fajna zabawa! Biszkopt pieczony jak zawsze z tego przepisu (KLIK), a krem to serek mascarpone i bita śmietana ;).
A tak wygląda gotowe ciasto :

Mała rzecz, wielki efekt! Skupienie przy układaniu wzorków zdecydowanie pomaga pozbyć się stresu :). Polecam też przjerzeć tag #foodmandala na instagramie – o tym, że ta aplikacja może być świetnym narzędziem rozwoju osobistego, pisałam kiedyś osobny tekst : https://www.aniamaluje.com/2014/07/jak-wykorzystac-instagram-do-rozwoju.html . To, czy wykorzystamy nóż do posmarowania chleba czy zabicia człowieka, jest naszym wyborem – podobnie z instagramem ;-). Nie znaczy to, że noże są złe, albo zły jest instagram – istnieją tylko ludzie, którzy nie potrafią korzystać z narzędzi. Wy jako czytelnicy jesteście fantastyczni, ale czasami mam wrażenie, że hejterom trzeba tłumaczyć    p o w o l i, bo zawsze wymyślają nowe Dziady i wnioski z kosmosu, wypaczając moje słowa 😀 Oczywiście dmuchanie w myślach “bańki” nie uchroni nas przed nożownikiem zmierzającym w naszym kierunku, tej techniki nie stosujemy zamiast ucieczki, tak samo jak innych rzeczy z bloga 😀


Bonus 😉 
To nie są obiektywnie dobre nawyki, ale u mnie na stres działa pyszne jedzenie :

Wyglądam jak typowa ignorantka, prawda? 😉 Deser z tego, co zostało przy robieniu ciasta, włosy tak nieuczesane, że próżno szukać przedziałka, luźna sukienka z surowymi brzegami (KLIK) – cóż, czasami właśnie tak czuję się najlepiej. Przeciągając się leniwie na hamaku i nie przejmując się, że gdzieś tam wystaje mi stanik, a po nodze ciągnie się nitka ;-). Lubię czuć się wolna jak dzieciak, którego matka nie krzyczy na zielone od trawy kolana i niesymetrycznie zapięte guziki. Strój mocno determinuje to, jak się danego dnia czuję i jaki mam nastrój. Jak się pewnie dawno zorientowaliście – lubię swobodę i nie przywiązuję się do zasad (come on, kiedyś według “zasad” nietaktem było odsłonięcie kostki!). Wiem, że strój decyduje w dużej mierze o tym, jak jesteśmy postrzegani i odbierani, ba! czasami staram się dostosować do okazji, ale jeśli ma to wywołać u mnie stres albo spadek pewności siebie, jestem zdecydowana olać te wszystkie ceregiele i stracić na wejściu “punkty” za pierwsze wrażenie.

Jest jeszcze codzienne zdziwienie. Tak, wiem – w piosence jest zdumienie, ale ja lubię przeinaczać różne słowa 😀 Gdy nastawiam się na na odkrywanie nowych rzeczy i pozwalam życiu na to, by mnie zaskakiwało… mniej się stresuję. Ustawiłam sobie w głowie filtr wyłapujący rzeczy dziwne, nowe, zaskakujące i mam bardzo otwarty umysł. Nauczyłam się dostrzegać rzeczy, nad którymi inni często się nie zatrzymują. Dzisiaj zaskoczył mnie pod sklepem pies, który miał jednego oko błękitne, a drugie brązowe. Tak, to głupi przykład, ale wiecie – im częściej oswajam się z nowymi rzeczami, tym mniej się ich boję stoi przede mną nowe wyzwanie. Ponieważ zaskoczenie wpisałam na stałe w swoje życie, nie generuje negatywnego stresu ;-).

Podsumowując – moje ulubione techniki to dmuchanie bańki mydlanej, zmęczenie stresu przez jakiś mądry ruch fizyczny z dobrym oddechem i kolorowanie albo układanie mandali. No i wspomniana wcześniej power pose. To jest mój stały repertuar i garść technik, z których korzystam chyba najczęściej. Jestem ciekawa Twoich! ;-). Chętnie dam się zaskoczyć w komentarzach, a co!

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Podziel się

Co myślisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

No Comments Yet.