Jak złapać równowagę?

Czyli kilka słów o trudnej sztuce umiaru i odpowiednich proporcjach, na moim własnym przykładzie. W bonusie dawno obiecany przepis na potrawkę po chińsku, który zawsze pomaga mi wrócić do pionu ;-).

Czasem mam wrażenie, że w bogatej dyskografii Queen można znaleźć fragment opisujący każdy etap mojego życia. I tym razem ta zasada zdaje się potwierdzać – Freddie w okresie, w którym był już świadomy nieuchronności zbliżającej się śmierci, śpiewa, że chce wszystkiego. Teraz, już, natychmiast.
Ja z wizją szybszej śmierci w zasadzie dorastałam. Nieznośną myśl o limitowanych dniach udało odsunąć się w czasie, ale podejście zostało. Chcę tego i tamtego, a tego czego nie chcę… nie robię.
Póki co, w głównych kwestiach dobrze mi to wychodzi. Nie ugrzęzłam jeszcze na stabilnym, ale beznadziejnym etacie, gwarantującym mi obietnicę emerytury, pisaną palcem na wodzie.  Nie muszę być posłuszna szefowi ani martwić się, że na moje miejsce czeka wielu chętnych, bo moje miejsce jest wszędzie tam, gdzie jestem ja. Być może moje podejście zemści się w podeszłym wieku, którego wcześniej mój projekt nie zakładał – czas pokaże. Na pewno nie miałabym tej bezczelnej odwagi, gdybym urodziła się zdrowa. Czasem myślę jakie decyzje podejmowałabym dorastając bez oddechu kostuchy na plecach. Pewnie bezpieczne, stabilne, zachowawcze i bez ryzyka. Nie potrafię, wyznaję zasadę a co mi tam i… jednocześnie trochę zazdroszcząc tym, którzy wybierają pakiet pełnego bezpieczeństwa, ochrony i ubezpieczenia od wszystkiego.
Jestem jednak pewna, że poczucie braku równowagi towarzyszy  czasem także tym bezpiecznym, którzy wybierają klasyczne kroje płaszczy i francuski manicure (lub w ramach szaleństwa – bordową czerwień). Bo zawsze pojawia się coś, co próbuje zakłócić ten misternie budowany ład i przewidywalne życie. Szczęśliwa jesteśmy-ze-Stefanem-od-25-lat mężatka, zakochuje się w koledze z pracy, Janusz palę-papierosy-i-nic-mi-nie-jest otrzymuje diagnozę w postaci paskudnego raka. Złośliwy wykładowca oblewa bez powodu wzorową zawsze-pasek-na-świadectwie studentkę, albo do Katarzyny nie-lubię-zwierząt-bo-brudzą przybłąka się uroczy kundel z pchłami, długą historią chorób i wzrokiem, który zmiękczy jej serce, odmieniając latami budowany, wolny od psów świat.

biała tunika : KLIK

Moim problemem nie są te niespodziewane zmiany, ale chęć robienia zbyt wielu rzeczy na raz. Chciałabym być dobrym wsparciem dla wszystkich bliskich mi osób, dobrym pedagogiem-terapeutą (choć zdecydowanie wolę określenie – panią Anią ;-)), zaspokajać swoje inne ambicje pisząc artykuły z których się utrzymuję, być dobrą blogerką, która ma czas czytać Wasze maile (i na nie odpisywać!), dobrą koleżanką, która wysłucha i pomoże w potrzebie oraz bez potrzeby, ale też Anią, która ma czas upichcić swoje ulubione danie, przeczytać książkę na balkonie i zdecydować się na kąpiel zamiast prysznica.
I tak, zgadliście – nie umiem tego wszystkiego pogodzić. Zawsze coś kosztem czegoś. Albo zarwane nocki i za dużo pracy, albo niezadowolenie znajomych, bo znowu nie dam rady, albo tydzień z jedzeniem obiadu z mrożonek. 
Bez względu na to, czy tracisz życiową równowagę na skutek jakiegoś incydentu albo niespodziewanego zdarzenia, czy nie możesz jej utrzymać, bo robisz zbyt wiele rzeczy na raz – znam kilka sztuczek, które pomagają ją odzyskać.
1. Planuj – wyznaczaj sobie cele, najlepiej tygodniowe i miesięczne. Planowanie na przestrzeni tygodnia jest dla mnie dużo wygodniejsze niż planowanie dzienne, które powodowało frustrację (nigdy nie mogłam wyrobić planu). Na przestrzeni tygodnia łatwiej jest przesuwać swoje aktywności i zamknąć tydzień z pozytywnym wynikiem (dla mnie to 80% zrealizowanego planu). Z kolei miesięczne cele pozwalają mi wciąż podążać we właściwym kierunku. Nie wyobrażam sobie tych zadań bez specjalnego planera 😉
Możecie go za darmo pobrać tutaj – KLIK
2. Zatrzymaj się! – w biegu ciężko jest nabrać dystansu i trzeźwo przyznać zadaniom właściwe priorytety. Częste wyjścia ze znajomymi są bardzo fajne, dopóki nie spojrzysz na datę kolejnego seminarium i prawie pustą pracę magisterską :). Zanim zaangażujesz się w coś, zastanów się, czy jest to odpowiednie właśnie teraz. Tutaj bardzo pomaga mi medytacja – nie chodzi mi o siedzenie w specjalny sposób i głębokie wypowiadanie odpowiedniej sylaby, ale o zwyczajną obserwację przepływu własnych myśli. Pozwól się sobie wygadać :).
3. Złap swój balans. Osoby chodzące po linie, na ten specjalny kij pomagający utrzymać im równowagę, mówią właśnie balans. Ze mnie akrobata słaby – mam dość spore problemy z równowagą (w dzieciństwie w akcie zemsty chciałam wbić strzykawkę z gentamycyną – sprawczynią moich problemów – lekarzowi, który był zbyt leniwy by zlecić antybiogram. Wbić chciałam ją w szyję. Obmyślałam swoją zemstę za każdym razem, gdy nie słyszałam dobrze na prawe ucho, albo potykałam się o własne nogi). W każdym razie, moje rzeczywiste problemy z równowagą, przekładają się na te bardziej metaforyczne ;)). Dzieciom z którymi pracuję, zalecam zawsze naukę żonglerki trzema piłeczkami – sama niestety tej sztuki nigdy pewnie nie opanuję, ale to pomaga bardzo rozwinąć mózg, koordynację wzrokowo-ruchową, umiejętność czytania i uczenia się. Czytałam też badania o tym, że osoby umiejące żonglować, mają mniejszy problem z zachowaniem równowagi praca-dom. Niestety nie mogę ich teraz znaleźć, google wypluwa mi same wyniki o rozwijaniu mózgu ;-)).
Jeśli nie umiesz żonglować, to zacznij się tego uczyć, a doraźnie wybierz coś, co będzie Twoim balansem. 
Moje ulubione balansy z ostatnich dni, to głaskanie kota, spacery i gotowanie.
Po prostu zrób coś, co sprawia Ci przyjemność i nie jest bezpośrednio związane z powodami, dla których nie masz równowagi. To może być też bieganie albo pisanie ekspresywne , które u mnie z oczywistych powodów odpada – utrzymuję się z pisania i to zbyt duża liczba zleceń wybiła mnie z mojego rytmu. Po klepaniu na stronę opisów technicznych maszyn i historii firmy, która je produkuje, nie miałam ochoty pisać nic więcej ;-).
Korzystając z okazji, podzielę się dawno obiecanym przepisem na “chińskie” danie w 30 minut ;-).
Gotujemy ryż, 400 g (u mnie basmati, ale może być inny).Kroimy drobno kilogram fileta z kurczaka/indyka i podsmażamy na łyżce oleju kokosowego. Na tym etapie nie solimy! Przyrumienione mięso przekładamy na dno dużego garnka, a na patelni szklimy dwie cebule, też drobno pokrojone. Dodajemy dwa opakowania warzyw z mieszanki chińskiej – obecnie mają specjalną w lidlu (klik), ale ja używam tych z regularnej oferty (jedna paczka ma 450 gram), 3 cm pokrojonego w słupki imbiru i garść orientalnych grzybów. Opcjonalnie można dodać pędy bambusa np. te (klik). Zalewamy wodą, by wszystko przykryć i zagotowujemy. Dodajemy sól, pieprz, trochę cukru, łyżeczkę pasty curry i dusimy ok. 30 minut na małym ogniu, pod przykryciem. Jeśli jest taka potrzeba, dodajemy odrobinę wody. Smacznego! 
Szczegóły : (wyprzedzam pytania ;-))
Pasta curry – do kupienia np. tutaj, ale ja miałam jeszcze taką w słoiku (Pataks). Wiem, że pastę curry można też kupić ostatnio w biedronce (klik
 Dlaczego imbir? – przeczytaj mój tekst na temat imbiru https://www.aniamaluje.com/2014/05/imbir-zdrowie-jak-jesc-po-co-jesc.html. Obecnie w promocji w biedronce : klik 
Przez orientalne grzybki rozumiem głównie shiitake (bardzo zdrowe!) ale mogą być łatwiej dostępne grzybki Mun (klik). Bez nich to nie to samo, ale warto pokroić je w paseczki ;-). 
A dlaczego olej kokosowy? napisałam o nim osobny tekst, też odsyłam : https://www.aniamaluje.com/2015/06/jak-stosowac-olej-kokosowy-42.html 
Tak, można użyć zamiast ryżu chiński makaron lub jakąś kaszę, ale ryż najlepiej tu pasuje ;-). Wszystkie składniki można kupić teraz na tygodniu azjatyckim w lidlu (klik) lub biedronie (klik)
PS. właśnie słyszałam o badaniach, że Chińczycy jedzący ostro żyją o 14% dłużej niż Ci, którzy ostro nie jedzą ;-). Wyjątkowo nie podam linku do badań, bo powiedzieli o tym w Radiu Zet ;-)).
Gdy wybierzemy już nasz balans, odcinając się na chwilę od tego, co wytrąciło nas z życiowej równowagi, bierzemy kartkę i konstruujemy plan naprawczy. Tak po prostu. A potem wcielamy go w życie.

spódnica: KLIK podobna : KLIK
top: KLIK lub w innych kolorach : KLIK podobne: KLIK

torebka : KLIK
Złote delikatne sandałki :




Mam nadzieję, że wyprzedziłam wszystkie potencjalne pytania ;-)).

Jestem ciekawa Twoich zmagań z zachowaniem życiowej równowagi – utrzymujesz ją bez problemu, czy ciągle o nią walczysz? Gdy pojawia się przeciwność, odkładasz na bok plany, czy zarywasz nocki aby je zrealizować? 🙂

Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Previous
Krótka relacja z Grecji – tygodnik
Jak złapać równowagę?