Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Czy choroba to dobra wymówka… przed życiem?

Coraz częściej zjawia się na blogu ktoś, kto tak jak ja – cierpi na jakąś przewlekłą chorobę i pyta, jak dałam sobie radę jednocześnie studiować i pracować, skoro jestem chora. W pytaniach tych jest oczekiwanie odpowiedzi, która da danej osobie usprawiedliwienie i rozgrzeszenie przed oddaniem sterów swojego życia chorobie… Ponieważ takich wiadomości jest coraz więcej – postanowiłam napisać o tym cały tekst.

Ania po lewej i po prawej to ta sama osoba. Zdjęcia dzieli jeden dzień. Które z nich jest bliższe rzeczywistości? Są jej bliskie tak samo.
Tworząc blog “Aniamaluje”, zależało mi na miejscu pozbawionym takiego fałszu i lukru. Piszę o tym z czym idzie mi dobrze, dzielę się swoimi odkryciami, które być może pomogą też innym. Ale piszę też o swoich problemach z szukaniem stylu, makijażem, radzeniem sobie z kompleksami. Czasami nie jestem w formie i to pewnie widać w tekstach. Oczywiście wciąż pokazuję tylko to, co chcę pokazać – nie jest to jednak kreacja na potrzeby bloga, tylko postawienie sobie swojej granicy, tam gdzie zaczyna się moje życie osobiste.
Jasne, mogłabym pisać tylko o słodkich rzeczach i pokazywać tylko te dobre momenty, ale pewnego dnia ktoś na ulicy się zdziwi, gdy zobaczy że mam wory pod oczami i przezroczystą skórę, bo na blogu piszę jak jest fajnie, a gdy nie jest to po prostu milczę.
Dla mnie to nie ma sensu.
Byłam kiedyś na wydarzeniu dla blogerów, takim nawet całkiem dobrze przemyślanym. Zaproszono gości opowiadających o fotografii, na której znam się świnia na gwiazdach, więc posłuchałam z przyjemnością. W pewnym momencie prowadzący oddali mikrofon takiej blogerce modowej, takiej ściankowej i celebryckiej trochę, żeby opowiedziała o fotografowaniu ubrań. Na co ona, że na potrzeby bloga robi sesje i stylizacje, a tak normalnie to chodzi w jeansach i trampkach, bo wygodnie.
Złapałam się za głowę. Jaki jest sens pisania bloga o swoim stylu życia, jeśli jest on wymyślony? Jeśli te francuskie makaroniki układane do zdjęć na tle plakatów z napisami typu “be happy” to jedna i ta sama paczka służąca jako rekwizyt do zdjęć, a nie element rzeczywistości?
Czasami można mnie spotkać z fryzurą jak na zdjęciu po lewej w nagłówku – wyglądam wtedy jak bohaterka jednego z amerykańskich filmów, która akurat ma depresję. Brak mi tylko kubełka z lodami. 
Choroba jest częścią mojego życia. Ale nie jest mną.
Zawsze denerwuje mnie, gdy ktoś mówi : ten alkoholik, cukrzyk, Down. To raczej Marek, Jarek i Darek którzy na dane choroby cierpią lub je mają.
Nie chcę mówić ci jak masz żyć – każdy ma inne nasilenie swoich objawów, inaczej sobie ze swoją chorobą radzi, inaczej walczy. Ale mogę opowiedzieć moją historię.
Choroba niestety steruje wieloma rzeczami w moim życiu. To co innym przychodzi łatwo, dla mnie jest często wielokrotnie trudniejsze. Mam chorobę dającą takie same objawy jak mukowiscydoza, z “małą” różnicą, jaką jest całkiem zdrowa trzustka. Co prawda czasami mam problem z enzymami, ale nie jest to stan stały. 
Także hmm – nie mieszczę się w żaden numerek kodowy jednostki chorobowej. Kiedyś bardzo chciałam się zmieścić i chodziłam od Annasza do Kajfasza, ale w sumie to cieszę się, że nic z tego nie wyszło, bo musiałam  poradzić sobie sama. Nie miałam wyjścia.
Do przedszkola chodziłam w kratkę, 2 tygodnie w przedszkolu, dwa tygodnie leżenia plackiem z przerwami na zażywanie ohydnych leków. Do szkoły już tak nie chciałam – nie zarażałam. Byłam jedyną osobą, która w pierwszej klasie podstawówki nie opuściła ani jednego dnia. Bo się zawzięłam.
Ale przez pierwszy semestr unikałam wuefu. Tak żeby tylko mieć te godziny potrzebne do zaliczenia.
Zawsze byłam wolna, niezdarna, szybko się męczyłam.  Jeśli ktoś biegał wolniej ode mnie, to tylko dlatego że miał nadwagę i bardziej niż biegał, to się toczył. Nie lubiłam wuefu, koordynacja ruchowa była dla mnie koszmarem. Przerastała mnie głupia skakanka. Unikałam jak mogłam.
Ale to unikanie wuefu stało się mocno zauważalne i mama została wezwana do szkoły. Nie mogłam tak dłużej robić. To znaczy – mogłabym, gdybym pokazała zaświadczenie od lekarza, że nie mogę ćwiczyć. Zdobycie takiego świstka to żaden problem, ale ja nie chciałam ujawnić że jestem chora, bo stałabym się w oczach innych swoją chorobą.
Dołączyłabym do grona tych osób pokazywanych palcem jak zwierzęta w zoo.
O, a to jest Ania, Ania jest chora, litujcie się nad nią i nie wymagajcie od niej za wiele.
Nie chciałam litości.
Pod koniec pierwszej klasy była wycieczka, taka trzydniowa. Ledwo wyszliśmy z autokaru, a moje ciało mnie nie posłuchało i wywróciłam się na płaskim terenie, rozcinając sobie brodę. Mam w tym miejscu do dziś maleńką bliznę. 
jesteś blada, źle się czujesz?
Zrozumiałam wtedy, że tak nie może być bo będzie już tylko gorzej. I jeśli nie zacznę starać się ze WSZYSTKICH sił, to nic nie zmieni się na lepsze.
Od drugiej klasy chodziłam już nie tylko na w-f, ale też na karate. Po pierwszym treningu się popłakałam. Wszystko mnie bolało. Ale nie chciałam przewracać się o własne nogi. U mnie każda aktywność życiowa kosztuje więcej energii niż u innych. Muszę z tym handlować.
Na karate chodziłam 10 lat. Raczej nie byłam za dobra, ale na koniec 3 gimnazjum miałam z wuefu szóstkę. Dało się. Kosztowało mnie to wiele samozaparcia i determinacji, ale się dało. Mimo, że po pierwszym treningu popłakałam się z bólu. Wiele osób ma szóstki z wuefu. Obiektywnie to żaden sukces, ale dla mnie osobiście to było coś. Serio, takie wielkiego COŚ. Bo tylko ja wiedziałam jakie to było dla mnie trudne.
Czasami mi się nie chce, mam ochotę się poddać, usiąść, popłakać się i poczekać aż życie samo minie bez mojego udziału. Postawa ofiary jest kusząca i bezpieczna. Pójście przed komisję, zaświadczenie o niepełnosprawności oddechowej, postawa lituj się, należy mi się, daj mi przywileje. Zrzucenie odpowiedzialności na innych. Ale ja tak nie potrafię.
Prawdę mówiąc – jest mi przykro gdy widzę ludzi o takiej postawie. Krzywdzą samych siebie. Żyją z rent i roszczeń, nie chce im się pracować, bo stracą te przywileje. Nie mówię o osobach tak ciężko chorych, że nie mogą robić nic poza leżeniem i czekaniem na śmierć, ale o tych, którzy mają np. niesprawne ciało, ale sprawny umysł. Wolą gnić i gnuśnieć w tym swoim roszczeniowym świecie niż wykorzystać ten umysł i robić coś użytecznego, co pozwoli im czuć się wartościowymi. Na wózku można przecież z powodzeniem realizować się w całym mnóstwie prac – być grafikiem, księgowym, dietetykiem, malarzem, programistą, korektorem, copywriterem…
Ja nie chcę być zależna od innych. Stąd wiem, że muszę, a raczej chcę robić wszystko co w mojej mocy.
Na studiach pani dr od matmy wymagała zaliczenia każdej nieobecności, nie ważne czy byłeś u cioci na imieninach czy rodziłaś dziecko albo przeszczepiali ci nerkę. Temat trzeba nadrobić i zaliczyć. Oczywiście zdaniem wielu to było niesprawiedliwe. Ale czy na pewno? Ok, jesteś chory, nie mogłeś być na zajęciach, ale wiedzę i umiejętności musisz posiąść. Koniec dyskusji.

Czy mi się zawsze chce? Nie zawsze. W czwartek dla przykładu czułam się trochę niewyraźnie, bo rano męczyły mnie oskrzela. Pojechałam więc na konferencję kolejnym pociągiem, stawiając się “na styk”. A potem dobił mnie zdrowy (obiektywnie) obiad – Dla mnie miał za mało tłuszczu i za mało białka – pół wieczora zdychałam wypluwając płuca i siedziałam z głową nad sedesem. Najchętniej w piątek wcale nie pojechałabym na uczelnię. Ale wstałam i pojechałam.
Bo wiem, że nie byłam w stanie kiedy NAPRAWDĘ nie dałabym rady. Bo wiem, że jeśli odpuszczę sobie dzisiaj czując się na 30% swojej mocy, to jutro odpuszczę sobie na 31. A potem na 40. Bo  co za różnica. Nie mówię o tym, że masz wypruwać sobie flaki – sama tak nie robię! Po prostu kluczem jest dla mnie szczerość ze samą sobą, czy uciekam od czegoś wymagającego wysiłku i odwagi, czy naprawdę nie jestem w stanie tego zrobić. Choroba jest dobrą i niepodważalną wymówką – łatwo wpaść jednak w pułapkę zasłaniania się nią wtedy, kiedy to nie ona nam przeszkadza, tylko nasz strach. Wiesz, to ty nie nauczyłeś się na egzamin, a nie choroba.
Jak powiedział Jan Paweł II :

 wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali


Choroba sprawia, że zawsze mam suchą skórę, nieważne ile olejków i balsamów w nią wetrę. Kifoza od zawsze, włosy ostatnie w kolejce przy dzieleniu energii. Co nie znaczy, że zamierzam akceptować ten stan. Będę kombinować i próbować aż przetestuję wszystkie możliwości. Pić oleje, by nawilżać się od środka, robić pompki, chociaż płuca wymuszają kulenie pleców i efektów nie widać. Ale może gdybym tego nie robiła, to byłoby gorzej? Nie jestem typem, który się poddaje. Po prostu nie.
Nie wiem jak jest z twoim życiem – być możesz piszesz do mnie z pytaniem jak dałam radę po to, by poczuć że ty dawać nie musisz. Nie znam twojego życia. Nie znam twojej choroby, a żadne subiektywne osadzenie swojego bólu na skali 0-10 nie odda tego, co rzeczywiście czujesz, bo dla mnie 3 może być szóstką dla ciebie. Ale wiedziałam, że chcę robić co w mojej mocy.
Czy jest łatwo? Nie jest. Czasami jest ciężko. Zawsze miałam na studiach raczej piątki, ale zdarzył się semestr gdzie miałam głównie trzy i pół. Ledwo wtedy żyłam. Zdarzyło mi się pojechać na egzamin po nieprzespanej nocy. Trzeciej z rzędu. I nie dlatego, że się po nocach uczyłam, tylko raczej zwijałam z bólu. Gdybym wtedy odpuściła, pewnie nigdy nie zmotywowałabym się na nowo. Wolałabym oblać rok niż zrezygnować. Białą flagę wywiesza się tylko wtedy, gdy walka oznacza za duże zniszczenia by miała sens. Więc zawsze SZCZERZE do bólu pytam siebie, czy naprawdę jest mi źle, czy tylko się użalam. Ty też siebie zapytaj.
Czasami myślę, że nie dam rady a jednak okazuje się, że dałam i mogę nawet dać z siebie więcej. Gdy stanę  w miejscu, to się cofnę. A cofać się nie zamierzam.
Choroba to piękna wymówka. Taka wiesz, niezależna od ciebie. Bo to przecież nie twoja wina. Ba, świat jest taki niesprawiedliwy że cię to spotkało, wszyscy powinni się litować i ci współczuć. Mieć mniejsze wymagania, opiekować się tobą. Ale wiesz co? Życie nie jest łatwe. Prawie każdy na coś choruje. Albo miał trudne dzieciństwo. Mama go nie kochała ojciec był alkoholikiem, rodziców nie było stać na te modne buty które mieli wszyscy  albo pogryzł go kiedyś pies. Ale musi z tym handlować. Albo inni zdecydują za niego. Nie po to walczę o swoje życie, by w nim nie uczestniczyć. A jak nie dam rady, to będę wiedziała że próbowałam. 
A Ty rób jak uważasz, ale proszę – nie pytaj mnie o pozwolenie, bo ani nie dam ci błogosławieństwa, ani cię nie rozgrzeszę. Nie jestem tobą, nie znam twoich możliwości. Nie szukam współczucia ani poklasku – chcę brać udział w tej grze na równych zasadach i być oceniana po swoich efektach, nie tym jak było mi ciężko. Bo wiesz co? Dla mnie gdy chory dzieciak wygrywa show polegające na śpiewaniu, a nie śpiewał wcale najlepiej to jest to cholernie nie fair. Bo to nie był show na najbardziej pokrzywdzone dziecko na świecie, tylko na takie, które dobrze śpiewa.
Jeśli pytasz o mnie… Nie umiałabym żyć ze świadomością, że oddałam swoje życie walkowerem. Więc wyskakuję z dresu, myję włosy i idę dalej. Nie pozwolę, by choroba stała się wymówką i ucieczką przed życiem. Bo nie jestem swoją chorobą. Jestem Anią. I nie mam w zwyczaju się poddawać. 
BLUZKA H&M | SPÓDNICZKA | BUTY 



Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
1000 nowych rzeczy – moje wyzwanie
Czy choroba to dobra wymówka… przed życiem?