Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Czy choroba to dobra wymówka… przed życiem?

Coraz częściej zjawia się na blogu ktoś, kto tak jak ja – cierpi na jakąś przewlekłą chorobę i pyta, jak dałam sobie radę jednocześnie studiować i pracować, skoro jestem chora. W pytaniach tych jest oczekiwanie odpowiedzi, która da danej osobie usprawiedliwienie i rozgrzeszenie przed oddaniem sterów swojego życia chorobie… Ponieważ takich wiadomości jest coraz więcej – postanowiłam napisać o tym cały tekst.

Ania po lewej i po prawej to ta sama osoba. Zdjęcia dzieli jeden dzień. Które z nich jest bliższe rzeczywistości? Są jej bliskie tak samo.
Tworząc blog “Aniamaluje”, zależało mi na miejscu pozbawionym takiego fałszu i lukru. Piszę o tym z czym idzie mi dobrze, dzielę się swoimi odkryciami, które być może pomogą też innym. Ale piszę też o swoich problemach z szukaniem stylu, makijażem, radzeniem sobie z kompleksami. Czasami nie jestem w formie i to pewnie widać w tekstach. Oczywiście wciąż pokazuję tylko to, co chcę pokazać – nie jest to jednak kreacja na potrzeby bloga, tylko postawienie sobie swojej granicy, tam gdzie zaczyna się moje życie osobiste.
Jasne, mogłabym pisać tylko o słodkich rzeczach i pokazywać tylko te dobre momenty, ale pewnego dnia ktoś na ulicy się zdziwi, gdy zobaczy że mam wory pod oczami i przezroczystą skórę, bo na blogu piszę jak jest fajnie, a gdy nie jest to po prostu milczę.
Dla mnie to nie ma sensu.
Byłam kiedyś na wydarzeniu dla blogerów, takim nawet całkiem dobrze przemyślanym. Zaproszono gości opowiadających o fotografii, na której znam się świnia na gwiazdach, więc posłuchałam z przyjemnością. W pewnym momencie prowadzący oddali mikrofon takiej blogerce modowej, takiej ściankowej i celebryckiej trochę, żeby opowiedziała o fotografowaniu ubrań. Na co ona, że na potrzeby bloga robi sesje i stylizacje, a tak normalnie to chodzi w jeansach i trampkach, bo wygodnie.
Złapałam się za głowę. Jaki jest sens pisania bloga o swoim stylu życia, jeśli jest on wymyślony? Jeśli te francuskie makaroniki układane do zdjęć na tle plakatów z napisami typu “be happy” to jedna i ta sama paczka służąca jako rekwizyt do zdjęć, a nie element rzeczywistości?
Czasami można mnie spotkać z fryzurą jak na zdjęciu po lewej w nagłówku – wyglądam wtedy jak bohaterka jednego z amerykańskich filmów, która akurat ma depresję. Brak mi tylko kubełka z lodami. 
Choroba jest częścią mojego życia. Ale nie jest mną.
Zawsze denerwuje mnie, gdy ktoś mówi : ten alkoholik, cukrzyk, Down. To raczej Marek, Jarek i Darek którzy na dane choroby cierpią lub je mają.
Nie chcę mówić ci jak masz żyć – każdy ma inne nasilenie swoich objawów, inaczej sobie ze swoją chorobą radzi, inaczej walczy. Ale mogę opowiedzieć moją historię.
Choroba niestety steruje wieloma rzeczami w moim życiu. To co innym przychodzi łatwo, dla mnie jest często wielokrotnie trudniejsze. Mam chorobę dającą takie same objawy jak mukowiscydoza, z “małą” różnicą, jaką jest całkiem zdrowa trzustka. Co prawda czasami mam problem z enzymami, ale nie jest to stan stały. 
Także hmm – nie mieszczę się w żaden numerek kodowy jednostki chorobowej. Kiedyś bardzo chciałam się zmieścić i chodziłam od Annasza do Kajfasza, ale w sumie to cieszę się, że nic z tego nie wyszło, bo musiałam  poradzić sobie sama. Nie miałam wyjścia.
Do przedszkola chodziłam w kratkę, 2 tygodnie w przedszkolu, dwa tygodnie leżenia plackiem z przerwami na zażywanie ohydnych leków. Do szkoły już tak nie chciałam – nie zarażałam. Byłam jedyną osobą, która w pierwszej klasie podstawówki nie opuściła ani jednego dnia. Bo się zawzięłam.
Ale przez pierwszy semestr unikałam wuefu. Tak żeby tylko mieć te godziny potrzebne do zaliczenia.
Zawsze byłam wolna, niezdarna, szybko się męczyłam.  Jeśli ktoś biegał wolniej ode mnie, to tylko dlatego że miał nadwagę i bardziej niż biegał, to się toczył. Nie lubiłam wuefu, koordynacja ruchowa była dla mnie koszmarem. Przerastała mnie głupia skakanka. Unikałam jak mogłam.
Ale to unikanie wuefu stało się mocno zauważalne i mama została wezwana do szkoły. Nie mogłam tak dłużej robić. To znaczy – mogłabym, gdybym pokazała zaświadczenie od lekarza, że nie mogę ćwiczyć. Zdobycie takiego świstka to żaden problem, ale ja nie chciałam ujawnić że jestem chora, bo stałabym się w oczach innych swoją chorobą.
Dołączyłabym do grona tych osób pokazywanych palcem jak zwierzęta w zoo.
O, a to jest Ania, Ania jest chora, litujcie się nad nią i nie wymagajcie od niej za wiele.
Nie chciałam litości.
Pod koniec pierwszej klasy była wycieczka, taka trzydniowa. Ledwo wyszliśmy z autokaru, a moje ciało mnie nie posłuchało i wywróciłam się na płaskim terenie, rozcinając sobie brodę. Mam w tym miejscu do dziś maleńką bliznę. 
jesteś blada, źle się czujesz?
Zrozumiałam wtedy, że tak nie może być bo będzie już tylko gorzej. I jeśli nie zacznę starać się ze WSZYSTKICH sił, to nic nie zmieni się na lepsze.
Od drugiej klasy chodziłam już nie tylko na w-f, ale też na karate. Po pierwszym treningu się popłakałam. Wszystko mnie bolało. Ale nie chciałam przewracać się o własne nogi. U mnie każda aktywność życiowa kosztuje więcej energii niż u innych. Muszę z tym handlować.
Na karate chodziłam 10 lat. Raczej nie byłam za dobra, ale na koniec 3 gimnazjum miałam z wuefu szóstkę. Dało się. Kosztowało mnie to wiele samozaparcia i determinacji, ale się dało. Mimo, że po pierwszym treningu popłakałam się z bólu. Wiele osób ma szóstki z wuefu. Obiektywnie to żaden sukces, ale dla mnie osobiście to było coś. Serio, takie wielkiego COŚ. Bo tylko ja wiedziałam jakie to było dla mnie trudne.
Czasami mi się nie chce, mam ochotę się poddać, usiąść, popłakać się i poczekać aż życie samo minie bez mojego udziału. Postawa ofiary jest kusząca i bezpieczna. Pójście przed komisję, zaświadczenie o niepełnosprawności oddechowej, postawa lituj się, należy mi się, daj mi przywileje. Zrzucenie odpowiedzialności na innych. Ale ja tak nie potrafię.
Prawdę mówiąc – jest mi przykro gdy widzę ludzi o takiej postawie. Krzywdzą samych siebie. Żyją z rent i roszczeń, nie chce im się pracować, bo stracą te przywileje. Nie mówię o osobach tak ciężko chorych, że nie mogą robić nic poza leżeniem i czekaniem na śmierć, ale o tych, którzy mają np. niesprawne ciało, ale sprawny umysł. Wolą gnić i gnuśnieć w tym swoim roszczeniowym świecie niż wykorzystać ten umysł i robić coś użytecznego, co pozwoli im czuć się wartościowymi. Na wózku można przecież z powodzeniem realizować się w całym mnóstwie prac – być grafikiem, księgowym, dietetykiem, malarzem, programistą, korektorem, copywriterem…
Ja nie chcę być zależna od innych. Stąd wiem, że muszę, a raczej chcę robić wszystko co w mojej mocy.
Na studiach pani dr od matmy wymagała zaliczenia każdej nieobecności, nie ważne czy byłeś u cioci na imieninach czy rodziłaś dziecko albo przeszczepiali ci nerkę. Temat trzeba nadrobić i zaliczyć. Oczywiście zdaniem wielu to było niesprawiedliwe. Ale czy na pewno? Ok, jesteś chory, nie mogłeś być na zajęciach, ale wiedzę i umiejętności musisz posiąść. Koniec dyskusji.

Czy mi się zawsze chce? Nie zawsze. W czwartek dla przykładu czułam się trochę niewyraźnie, bo rano męczyły mnie oskrzela. Pojechałam więc na konferencję kolejnym pociągiem, stawiając się “na styk”. A potem dobił mnie zdrowy (obiektywnie) obiad – Dla mnie miał za mało tłuszczu i za mało białka – pół wieczora zdychałam wypluwając płuca i siedziałam z głową nad sedesem. Najchętniej w piątek wcale nie pojechałabym na uczelnię. Ale wstałam i pojechałam.
Bo wiem, że nie byłam w stanie kiedy NAPRAWDĘ nie dałabym rady. Bo wiem, że jeśli odpuszczę sobie dzisiaj czując się na 30% swojej mocy, to jutro odpuszczę sobie na 31. A potem na 40. Bo  co za różnica. Nie mówię o tym, że masz wypruwać sobie flaki – sama tak nie robię! Po prostu kluczem jest dla mnie szczerość ze samą sobą, czy uciekam od czegoś wymagającego wysiłku i odwagi, czy naprawdę nie jestem w stanie tego zrobić. Choroba jest dobrą i niepodważalną wymówką – łatwo wpaść jednak w pułapkę zasłaniania się nią wtedy, kiedy to nie ona nam przeszkadza, tylko nasz strach. Wiesz, to ty nie nauczyłeś się na egzamin, a nie choroba.
Jak powiedział Jan Paweł II :

 wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali


Choroba sprawia, że zawsze mam suchą skórę, nieważne ile olejków i balsamów w nią wetrę. Kifoza od zawsze, włosy ostatnie w kolejce przy dzieleniu energii. Co nie znaczy, że zamierzam akceptować ten stan. Będę kombinować i próbować aż przetestuję wszystkie możliwości. Pić oleje, by nawilżać się od środka, robić pompki, chociaż płuca wymuszają kulenie pleców i efektów nie widać. Ale może gdybym tego nie robiła, to byłoby gorzej? Nie jestem typem, który się poddaje. Po prostu nie.
Nie wiem jak jest z twoim życiem – być możesz piszesz do mnie z pytaniem jak dałam radę po to, by poczuć że ty dawać nie musisz. Nie znam twojego życia. Nie znam twojej choroby, a żadne subiektywne osadzenie swojego bólu na skali 0-10 nie odda tego, co rzeczywiście czujesz, bo dla mnie 3 może być szóstką dla ciebie. Ale wiedziałam, że chcę robić co w mojej mocy.
Czy jest łatwo? Nie jest. Czasami jest ciężko. Zawsze miałam na studiach raczej piątki, ale zdarzył się semestr gdzie miałam głównie trzy i pół. Ledwo wtedy żyłam. Zdarzyło mi się pojechać na egzamin po nieprzespanej nocy. Trzeciej z rzędu. I nie dlatego, że się po nocach uczyłam, tylko raczej zwijałam z bólu. Gdybym wtedy odpuściła, pewnie nigdy nie zmotywowałabym się na nowo. Wolałabym oblać rok niż zrezygnować. Białą flagę wywiesza się tylko wtedy, gdy walka oznacza za duże zniszczenia by miała sens. Więc zawsze SZCZERZE do bólu pytam siebie, czy naprawdę jest mi źle, czy tylko się użalam. Ty też siebie zapytaj.
Czasami myślę, że nie dam rady a jednak okazuje się, że dałam i mogę nawet dać z siebie więcej. Gdy stanę  w miejscu, to się cofnę. A cofać się nie zamierzam.
Choroba to piękna wymówka. Taka wiesz, niezależna od ciebie. Bo to przecież nie twoja wina. Ba, świat jest taki niesprawiedliwy że cię to spotkało, wszyscy powinni się litować i ci współczuć. Mieć mniejsze wymagania, opiekować się tobą. Ale wiesz co? Życie nie jest łatwe. Prawie każdy na coś choruje. Albo miał trudne dzieciństwo. Mama go nie kochała ojciec był alkoholikiem, rodziców nie było stać na te modne buty które mieli wszyscy  albo pogryzł go kiedyś pies. Ale musi z tym handlować. Albo inni zdecydują za niego. Nie po to walczę o swoje życie, by w nim nie uczestniczyć. A jak nie dam rady, to będę wiedziała że próbowałam. 
A Ty rób jak uważasz, ale proszę – nie pytaj mnie o pozwolenie, bo ani nie dam ci błogosławieństwa, ani cię nie rozgrzeszę. Nie jestem tobą, nie znam twoich możliwości. Nie szukam współczucia ani poklasku – chcę brać udział w tej grze na równych zasadach i być oceniana po swoich efektach, nie tym jak było mi ciężko. Bo wiesz co? Dla mnie gdy chory dzieciak wygrywa show polegające na śpiewaniu, a nie śpiewał wcale najlepiej to jest to cholernie nie fair. Bo to nie był show na najbardziej pokrzywdzone dziecko na świecie, tylko na takie, które dobrze śpiewa.
Jeśli pytasz o mnie… Nie umiałabym żyć ze świadomością, że oddałam swoje życie walkowerem. Więc wyskakuję z dresu, myję włosy i idę dalej. Nie pozwolę, by choroba stała się wymówką i ucieczką przed życiem. Bo nie jestem swoją chorobą. Jestem Anią. I nie mam w zwyczaju się poddawać. 
BLUZKA H&M | SPÓDNICZKA | BUTY 



Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
1000 nowych rzeczy – moje wyzwanie
Czy choroba to dobra wymówka… przed życiem?