Dla kogoś być może kolejna instagramerka z dupą na wierzchu, dla mnie zdjęcie na pamiątkę zachwytu nad cudownym wodospadem💧Z ekscytacji drżała mi cały czas łydka! Natura potrafi być majestatyczna!🌱
Sama wyspa ma różne oblicza. Na razie doświadczyłam #Bali dla lekko aroganckich młodych ludzi z lepszego (finansowo) świata, bujających się po instagramowych knajpkach. Bali komercyjnego i turystycznego, Bali pełnego przepięknej, dzikiej przyrody, Bali cudownych miejscowych ludzi i Bali mistycznego. Z pewnością perspektyw jest dużo więcej! Staram się patrzeć na świat pod różnymi kątami i zadawać wiele (czasami może ciut zbyt wścibskich) pytań. Ile ja się podczas takich podróży uczę, to o jeju!

A odnośnie pupy w bikini, to nie wrzucając takiego zdjęcia sama bym przyznała, że kobieta w bikini popełnia jakiś grzech, w odróżnieniu od mężczyzn z gołymi klatami. Nie postrzegam tak świata!😉 Pięknego piątku🌸
Fot: @czula.kaminska (mały spoiler tego, co jutro na stories)
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #wodospad #waterfall #bali #travelgirl #travelblogger #aniamaluje #szczerze_pisząc

Dla kogoś być może kolejna...

Nie wszystkie zdjęcia muszą być wymuskane ;) 🌸Moja pogadanka na temat „chłopak by mnie nie puścił” wywołała spore zamieszanie! Opisujecie swoje toksyczne relacje z partnerami, którzy „zabraniali” wam przeróżnych rzeczy. Czasami toksyczne byłyście Wy, w ciągłym strachu, że partner zdradzi. Dzisiaj jesteście w innych relacjach i wiecie, że to nie powinno tak działać i wyglądać. I wspaniale! Lepiej przejrzeć na oczy późno, niż wcale!
Szkoda życia na kogoś, kto podcina Ci skrzydła. Jeśli masz coś, przed czym chcesz ostrzec inne dziewczyny - dawaj śmiało! Czasami zaczyna się od „nie podoba mi się jak chodzisz w sukienkach”
Pozdrowienia z #Bali! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #balibowlsandsmoothies #relacje

Nie wszystkie zdjęcia muszą być...

Wyprawa solo jak dotąd:
👉🏻Ani jednego dnia nie spędziłam zupełnie sama! Poznałam mnóstwo ludzi, z innymi polubiłam się bardziej, bo miałam okazję lepiej ich poznać. 👉🏻Popełniłam sporo błędów organizacyjnych. Np. teraz jestem na #Bali i już czuję, że bez skutera będzie ciężko (mam problem z błędnikiem, nie będę ryzykować), ale jestem dobrej myśli.
👉🏻Do tej pory nie udało mi się popracować! Spędziłam na pracy może godzinę, no chyba, że liczyć składanie relacji na insta, to wtedy pracowałam ze 3h dziennie. Byłaby to jednak najmniej płatna praca świata, bo nic nie zarobiłam🤣🙈
👉🏻Jestem zupełnie nieprzygotowana na #Wietnam! Poranki i wieczory są podobno chłodne (16 stopni). Z polskiej perspektywy to się wyda śmieszne, ale ja mam tu 35 stopni i takie właśnie ubrania.
👉🏻Możliwe więc, że zamiast 2 tygodni w Wietnamie zmyję się szybciej na jakąś wyspę w Tajlandii (Ko Chang albo Ko Samui) albo na Koh Rong w Kambodży :) Ogólnie mordka mi się śmieje cały czas, jest fajnie, jest dobrze!
Teraz pora się trochę opalić.
Mam nadzieję, że podobają Wam się moje przygody na stories! Wielu rzeczy i ludzi też nie pokazuję, ale może wykorzystam te historie w jakiś luźniejszy dzień. Dzisiaj np. chciałabym nagrać krótką pogadankę 😁

Uściski z Bali!

Wyprawa solo jak dotąd: 👉🏻Ani...

Wciąż nie mogę uwierzyć, że smakował mi wege boczek🤯
To były bardzo intensywne dni w Bangkoku, pora na kolejną przygodę - co powinnam zrobić na Bali?
Jakieś rekomendacje? Nie mogę prowadzić skutera, mój błędnik nie ogarnia, więc pewnie będzie ciężko, ale nastawiam się pozytywnie do całej przygody😊
Poleżałabym ze dwa dni na plaży z jakąś książką, bo z nadmiaru wrażeń i emocji moja czaszka dymi😁.
Zastanawiam się też, którego dnia dopadnie mnie kryzys tej podróży, ale czas pokaże!
Podrzućcie swoje rekomendacje a ja powalczę z walizką i idę spać 😘
#Bangkok #vege #foodie #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Wciąż nie mogę uwierzyć, że...

Jestem wkurzona. Że musimy udawać, że mamy mężów i nosić fejkowe obrączki, aby pozbyć się niechcianych adoratorów. Że samo „nie” nie wystarcza i żaden argument nie ma takiej mocy, jak bycie „przypisaną” do jakiegoś faceta. Jakbyśmy same się nie liczyły jako jednostki ludzkie.
Chciałabym mieć poczucie, że mogę robić swobodnie wszystko to, co mężczyźni.
Moim kolegom nikt nie radzi, by dla bezpieczeństwa wracali po ciemku w towarzystwie kobiety.
Nie zwraca uwagi, że przebijają im przez t-shirt sutki. Nie szukają w podróży hosteli z pokojami tylko dla mężczyzn, podczas gdy „female dormitory” to nie jest pomysł, który wziął się z powietrza, a realnej potrzeby.
Ja nie chcę pieprzonych przywilejów. Chcę mieć poczucie, że jesteśmy takimi samymi jednostkami ludzkimi. Ale jak się naczytałam o Waszych fejkowych obrączkach i pierścionkach, to zrobiło mi się naprawdę przykro łamane na jestem wkurzona.

Kobieto, co robisz dla swojego bezpieczeństwa i spokoju, czego nie robią mężczyźni? Wyjdźmy z priv, napisz tutaj!
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #kobieta #wkurw

Jestem wkurzona. Że musimy udawać,...

Śmiesznie tu stoję, ale mam nadzieję, że widzicie - jestem w Azji na maksa szczęśliwa, wszystko mnie cieszy! W tym klimacie oddycha mi się wspaniale (nawet w Bangkoku!) każda drobna rzecz jest przygodą! Mnóstwo nowych bodźców, smaków, tekstur, zapachów. Tym razem zamiast wygodnego mieszkania z dostępem do basenu i siłowni wybrałam hostel i zbieram inne przeżycia. Poznaję ludzi z taką samą zajawką na doświadczanie podróży jak ja. Wymieniam setki uśmiechów dziennie, próbuję mówić „dziękuję” po tajsku, unikać jednorazowego plastiku, zachwycać się myjącym pupę kibelkiem i cieszyć z masażu, po którym chodzę lekkim krokiem. Tak lekkim, że zrobiłam ich dzisiaj 25 tysięcy😊. Kocham #Bangkok, kocham tę część Azji, uwielbiam wieczorem składać dla Was relację z tego wszystkiego, co mnie spotyka. Moim marzeniem jest zachęcić innych do tego samego! Chcę rozwiać Twoje obawy i uprzedzenia, pokazać, że to jest proste i da się na własną rękę bez stresu!
#podróże #podróżemałeiduże #travelgirl #femalesolotraveler #solotravel #bangkok #wakacje #aniamaluje #blogerka #blogerkapodróżnicza #pieszopomieście

Śmiesznie tu stoję, ale mam...

Kiedyś miałam problem ze znalezieniem towarzystwa do podróżowania - ja pracuję skąd chcę, innych ogranicza urlop. Szybciutko się to zmieniło i teraz nie mam najmniejszego problemu z ogarnięciem towarzystwa. I co zabawne - gdy jest w zasięgu ręki, mam ogromną potrzebę podróży solo. To zupełnie inny vibe, inne przygody, inny rodzaj doświadczenia!
Kiedyś bardzo chciałam wydać książkę z wydawnictwem. Dzisiaj co miesiąc jakieś  mi to proponuje. Wolę sama. I bardzo często gdy podobał mi się jakiś chłopak i okazało się, że z wzajemnością - automatycznie traciłam nim zainteresowanie🙈. To okropny sposób życia, wiecznie chcę tego, czego nie mam, a gdy mam, to już nie chcę😏. Staram się z tym walczyć, ale tez obserwować bacznie z czego wynikają te moje pragnienia.
Wow, dzisiaj zaczyna się moja podróż. Spędzę w niej 35 dni, planuję odwiedzić 3 kraje, w których jeszcze nie byłam i do jednego wrócić. Jak wyjdzie? Czas pokaże. Jedno jest pewne - ja zawsze sobie poradzę i zawsze znajdę sposób by mieć to, czego chcę. Tutaj np. chciałam zjeść śniadanie z widokiem na morze, ale nie było sensownej knajpy więc... przytargałam z @aleksandranajda stół i krzesła z mieszkania. 
Najbliższe 24h spędzę pewnie offline, bo mam cholernie długą przesiadkę, którą zamierzam przeznaczyć na zwiedzanie... sami zgadnijcie jakiego miasta 😉 mam czas aby wykombinować w jaki sposób chcę zamieszczać relacje i jednocześnie zachować bezpieczeństwo nie oznaczając się w czasie rzeczywistym😊 
Trzymajcie za mnie kciuki! #podróże #girlswhotravel #solotravel #solofemaletraveler #aniamaluje #karaiby #podróżemałeiduże

Kiedyś miałam problem ze znalezieniem...

Piszecie, że:
👉 N-ele z km widzą pomalowane rzęsy lub paznokcie, ale śladów po samookaleczeniach już nie. Lub pada "zakryj to".
👉 Uczniom ze szkół plastycznych jakoś dziwnie strój nie odbiera inteligencji. Czymś się różnią?
👉 Zasady utrwalają kulturę gwałtu. To dziewczynki mają "nie rozpraszać chłopców". A może oni powinni się skupiać? Ślinią się też na widok n-elek, co to zmienia?
👉 Wzmacniamy przekaz ALBO mądra, ALBO pomalowana. To złe!
👉 Obrywacie za naturalną oprawę oczu. Bo n-elka "nie wierzy". Nie pada PRZEPRASZAM.
👉"to kwestia szacunku". Dla mnie szacunek, to bycie przygotowanym do lekcji, mówienie "dzień dobry" i "przepraszam". Nauka to 46h tygodniowo, dorośli pracują 40h. Kiedy wyrażać się ubiorem? Rudym powiecie, że mogą być rudzi po pracy?
👉 Jeśli obrażają cię  różowe włosy, to przemyśl swoje wartości.
👉 Przypięłam w relacjach opinię prawną. Zasady są niezgodne z prawem.
👉 i seksistowskie wobec każdej płci. 👉 Są głosy o bardzo przesadnym stroju w szkole. Rozumiem. ale zakaz ani groźba nic nie zmienią. Może warto porozmawiać?

Bolą wiadomości o samookaleczeniach. Popłakałam się. Te same n-elki siłą zmywają komuś makijaż płynem do naczyń, ale siniaków bitego ucznia nie widzą. Dręczonym radzą: "spróbuj się więcej uśmiechać".
👉 Strój dodaje  pewności siebie. Bez względu, czy to kolczyk w nosie, czy t-shirt z napisem "I'm lesbian". Dostajecie uwagi za odzież i akcesoria z tęczą.  Psychologia i socjologia mówią o potrzebie ekspresji, przynależności, manifestowania swoich przekonań, ale te spory wciąż wygrywa "KIEDYŚ TO BYŁO, KRÓTKO SIĘ TRZYMAŁO" i "JA SWOJE WIEM". Co wiesz? Że oceniasz ludzi po wyglądzie? Gratulacje!

Na szczęście mamy wielu cudownych n-eli. Dla nich ważne jest przygotowanie do lekcji i nie oceniają za wygląd. Dziękuję za Wasz za otwarty umysł.Jesteście wspaniali!

PS. Mam AZS, stres nasila objawy. Z emocji znowu mam czerwony skalp, skóra się sypie. Represje i karność ze strony nauczycieli zaostrzają objawy np. łuszczycy i trądziku, o czym piszecie. Dobro uczniów to atmosfera szacunku, zaufania i życzliwości. Nie ciągłego stresu i strachu. #aniamaluje #protest #szkoła #szacunek

Piszecie, że: 👉 N-ele z...

„opowiada takie rzeczy, to niech nie dziwi się, że traktują ją przedmiotowo” Nie wiem po co szykuję się do podróży do Azji - przeżyłam podróż w czasie😱Jestem w szoku, że moje stories wywołały takie reakcje i część z Was uważa, że skoro autorka nagrała film z poradami jak zrobić partnerowi dobrze, to daje innym prawo by ją obrażać. Jakie prawo?! Czy kobieta nie może lubić seksu i swojej seksualności? Poczytałam z rana kilka wiadomości w duchu „no sorry taka prawda!” „Opowiada to się nie dziwi!”, że przecieram oczy. Obejrzałam ten filmik i wiecie co? Można go streścić do „rób to z radochą, a nie jak za karę”. To wywołuje takie oburzenie?! Laski! Gdyby facet nagrał film w którym radzi pieścić partnerki z radością a nie tylko by w dwie minuty „odbębnić grę wstępną”, to byście pisały „wreszcie ktoś to powiedział” „taka prawda” „rację ma”.
Zachowanie typowe dla studenta I roku filozofii, który rozstrzyga dawno rozstrzygnięte spory. Nie wiem czy wiecie- doszliśmy już dawno do wniosku, że: 1) sukienka nie gwałci - krótka, obcisła, strój nie ma nic do rzeczy. 2)Nawet jeśli dziewczyna jest striptizerką, to nie można dotykać jej bez jej zgody 3) Prostytutkę też można zgwałcić
Tymczasem u nas wszystkie spory wciąż wygrywa „ja swoje wiem”😱.
Pamiętam jak w 2016 wrzuciłam post z zachętą do posiadania „masażera osobistego”. To był mały, dyskretny, ładny gadżet. Post miał jakieś chore zasięgi, bo mnóstwo osób go sobie wysłało z komentarzem, że ta Aniamaluje to wstydu nie ma, całkiem odpłynęła, takie rzeczy publicznie. Kilka osób się pomyliło i zamiast obgadać mnie do koleżanki, wysłało to do mnie.
Pomyślałam wtedy - wow, czuję się jak podróżnik w czasie, jakbym przybyła z przyszłości, może kiedyś to nie będzie tabu. 
Mamy 2020 a ja liczę, że na takie komentarze będziemy kiedyś patrzeć jak na wystawianie kobietom mandatów za bycie na plaży w bikini, bo to nieobyczajne. 
#aniamaluje #szczerze_pisząc 
#lavieparisienne #frenchfashion #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #lookdujour #parisianlifestyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

„opowiada takie rzeczy, to niech...

Kupiłam loty! Może powinnam wstrzymać się z ogłaszaniem tego światu, poprzednio napaliłam się na lot przez Chiny, znalazłam w Google zdjęcie każdego jednego przystanku (na Mur Chiński potrzebowałam chyba 3 przesiadek!) i chciałam zrobić to na dziko, ale pojawił się wirus i tyle z moich planów. 
Lecę do Bangkoku, z Bangkoku na Bali, dalej nie mam żadnych lotów, ale będzie grany Wietnam.
Ciągle pytacie, czy się nie boję sama. Boję, ale nie w tym sensie o który zazwyczaj pytacie. Boję się, że wszystko zepsuła komercha.
O siebie się nie boję, opalałam się topless na plaży dilerów, nic głupszego już nie mogę zrobić, serio😁. Poza tym w takiej podróży nie będę sama, mam łatwość poznawania ludzi, przyciągania przygód i wielkich przypałów!

#podróże #podróżemałeiduże #plaża #girlswhotravel #aniamaluje #szczerze_pisząc #solofemaletraveler #solofemaletravel #beachlife #azja #wakacje

Kupiłam loty! Może powinnam wstrzymać...

Czy choroba to dobra wymówka… przed życiem?

Coraz częściej zjawia się na blogu ktoś, kto tak jak ja – cierpi na jakąś przewlekłą chorobę i pyta, jak dałam sobie radę jednocześnie studiować i pracować, skoro jestem chora. W pytaniach tych jest oczekiwanie odpowiedzi, która da danej osobie usprawiedliwienie i rozgrzeszenie przed oddaniem sterów swojego życia chorobie… Ponieważ takich wiadomości jest coraz więcej – postanowiłam napisać o tym cały tekst.

Ania po lewej i po prawej to ta sama osoba. Zdjęcia dzieli jeden dzień. Które z nich jest bliższe rzeczywistości? Są jej bliskie tak samo.
Tworząc blog “Aniamaluje”, zależało mi na miejscu pozbawionym takiego fałszu i lukru. Piszę o tym z czym idzie mi dobrze, dzielę się swoimi odkryciami, które być może pomogą też innym. Ale piszę też o swoich problemach z szukaniem stylu, makijażem, radzeniem sobie z kompleksami. Czasami nie jestem w formie i to pewnie widać w tekstach. Oczywiście wciąż pokazuję tylko to, co chcę pokazać – nie jest to jednak kreacja na potrzeby bloga, tylko postawienie sobie swojej granicy, tam gdzie zaczyna się moje życie osobiste.
Jasne, mogłabym pisać tylko o słodkich rzeczach i pokazywać tylko te dobre momenty, ale pewnego dnia ktoś na ulicy się zdziwi, gdy zobaczy że mam wory pod oczami i przezroczystą skórę, bo na blogu piszę jak jest fajnie, a gdy nie jest to po prostu milczę.
Dla mnie to nie ma sensu.
Byłam kiedyś na wydarzeniu dla blogerów, takim nawet całkiem dobrze przemyślanym. Zaproszono gości opowiadających o fotografii, na której znam się świnia na gwiazdach, więc posłuchałam z przyjemnością. W pewnym momencie prowadzący oddali mikrofon takiej blogerce modowej, takiej ściankowej i celebryckiej trochę, żeby opowiedziała o fotografowaniu ubrań. Na co ona, że na potrzeby bloga robi sesje i stylizacje, a tak normalnie to chodzi w jeansach i trampkach, bo wygodnie.
Złapałam się za głowę. Jaki jest sens pisania bloga o swoim stylu życia, jeśli jest on wymyślony? Jeśli te francuskie makaroniki układane do zdjęć na tle plakatów z napisami typu “be happy” to jedna i ta sama paczka służąca jako rekwizyt do zdjęć, a nie element rzeczywistości?
Czasami można mnie spotkać z fryzurą jak na zdjęciu po lewej w nagłówku – wyglądam wtedy jak bohaterka jednego z amerykańskich filmów, która akurat ma depresję. Brak mi tylko kubełka z lodami. 
Choroba jest częścią mojego życia. Ale nie jest mną.
Zawsze denerwuje mnie, gdy ktoś mówi : ten alkoholik, cukrzyk, Down. To raczej Marek, Jarek i Darek którzy na dane choroby cierpią lub je mają.
Nie chcę mówić ci jak masz żyć – każdy ma inne nasilenie swoich objawów, inaczej sobie ze swoją chorobą radzi, inaczej walczy. Ale mogę opowiedzieć moją historię.
Choroba niestety steruje wieloma rzeczami w moim życiu. To co innym przychodzi łatwo, dla mnie jest często wielokrotnie trudniejsze. Mam chorobę dającą takie same objawy jak mukowiscydoza, z “małą” różnicą, jaką jest całkiem zdrowa trzustka. Co prawda czasami mam problem z enzymami, ale nie jest to stan stały. 
Także hmm – nie mieszczę się w żaden numerek kodowy jednostki chorobowej. Kiedyś bardzo chciałam się zmieścić i chodziłam od Annasza do Kajfasza, ale w sumie to cieszę się, że nic z tego nie wyszło, bo musiałam  poradzić sobie sama. Nie miałam wyjścia.
Do przedszkola chodziłam w kratkę, 2 tygodnie w przedszkolu, dwa tygodnie leżenia plackiem z przerwami na zażywanie ohydnych leków. Do szkoły już tak nie chciałam – nie zarażałam. Byłam jedyną osobą, która w pierwszej klasie podstawówki nie opuściła ani jednego dnia. Bo się zawzięłam.
Ale przez pierwszy semestr unikałam wuefu. Tak żeby tylko mieć te godziny potrzebne do zaliczenia.
Zawsze byłam wolna, niezdarna, szybko się męczyłam.  Jeśli ktoś biegał wolniej ode mnie, to tylko dlatego że miał nadwagę i bardziej niż biegał, to się toczył. Nie lubiłam wuefu, koordynacja ruchowa była dla mnie koszmarem. Przerastała mnie głupia skakanka. Unikałam jak mogłam.
Ale to unikanie wuefu stało się mocno zauważalne i mama została wezwana do szkoły. Nie mogłam tak dłużej robić. To znaczy – mogłabym, gdybym pokazała zaświadczenie od lekarza, że nie mogę ćwiczyć. Zdobycie takiego świstka to żaden problem, ale ja nie chciałam ujawnić że jestem chora, bo stałabym się w oczach innych swoją chorobą.
Dołączyłabym do grona tych osób pokazywanych palcem jak zwierzęta w zoo.
O, a to jest Ania, Ania jest chora, litujcie się nad nią i nie wymagajcie od niej za wiele.
Nie chciałam litości.
Pod koniec pierwszej klasy była wycieczka, taka trzydniowa. Ledwo wyszliśmy z autokaru, a moje ciało mnie nie posłuchało i wywróciłam się na płaskim terenie, rozcinając sobie brodę. Mam w tym miejscu do dziś maleńką bliznę. 
jesteś blada, źle się czujesz?
Zrozumiałam wtedy, że tak nie może być bo będzie już tylko gorzej. I jeśli nie zacznę starać się ze WSZYSTKICH sił, to nic nie zmieni się na lepsze.
Od drugiej klasy chodziłam już nie tylko na w-f, ale też na karate. Po pierwszym treningu się popłakałam. Wszystko mnie bolało. Ale nie chciałam przewracać się o własne nogi. U mnie każda aktywność życiowa kosztuje więcej energii niż u innych. Muszę z tym handlować.
Na karate chodziłam 10 lat. Raczej nie byłam za dobra, ale na koniec 3 gimnazjum miałam z wuefu szóstkę. Dało się. Kosztowało mnie to wiele samozaparcia i determinacji, ale się dało. Mimo, że po pierwszym treningu popłakałam się z bólu. Wiele osób ma szóstki z wuefu. Obiektywnie to żaden sukces, ale dla mnie osobiście to było coś. Serio, takie wielkiego COŚ. Bo tylko ja wiedziałam jakie to było dla mnie trudne.
Czasami mi się nie chce, mam ochotę się poddać, usiąść, popłakać się i poczekać aż życie samo minie bez mojego udziału. Postawa ofiary jest kusząca i bezpieczna. Pójście przed komisję, zaświadczenie o niepełnosprawności oddechowej, postawa lituj się, należy mi się, daj mi przywileje. Zrzucenie odpowiedzialności na innych. Ale ja tak nie potrafię.
Prawdę mówiąc – jest mi przykro gdy widzę ludzi o takiej postawie. Krzywdzą samych siebie. Żyją z rent i roszczeń, nie chce im się pracować, bo stracą te przywileje. Nie mówię o osobach tak ciężko chorych, że nie mogą robić nic poza leżeniem i czekaniem na śmierć, ale o tych, którzy mają np. niesprawne ciało, ale sprawny umysł. Wolą gnić i gnuśnieć w tym swoim roszczeniowym świecie niż wykorzystać ten umysł i robić coś użytecznego, co pozwoli im czuć się wartościowymi. Na wózku można przecież z powodzeniem realizować się w całym mnóstwie prac – być grafikiem, księgowym, dietetykiem, malarzem, programistą, korektorem, copywriterem…
Ja nie chcę być zależna od innych. Stąd wiem, że muszę, a raczej chcę robić wszystko co w mojej mocy.
Na studiach pani dr od matmy wymagała zaliczenia każdej nieobecności, nie ważne czy byłeś u cioci na imieninach czy rodziłaś dziecko albo przeszczepiali ci nerkę. Temat trzeba nadrobić i zaliczyć. Oczywiście zdaniem wielu to było niesprawiedliwe. Ale czy na pewno? Ok, jesteś chory, nie mogłeś być na zajęciach, ale wiedzę i umiejętności musisz posiąść. Koniec dyskusji.

Czy mi się zawsze chce? Nie zawsze. W czwartek dla przykładu czułam się trochę niewyraźnie, bo rano męczyły mnie oskrzela. Pojechałam więc na konferencję kolejnym pociągiem, stawiając się “na styk”. A potem dobił mnie zdrowy (obiektywnie) obiad – Dla mnie miał za mało tłuszczu i za mało białka – pół wieczora zdychałam wypluwając płuca i siedziałam z głową nad sedesem. Najchętniej w piątek wcale nie pojechałabym na uczelnię. Ale wstałam i pojechałam.
Bo wiem, że nie byłam w stanie kiedy NAPRAWDĘ nie dałabym rady. Bo wiem, że jeśli odpuszczę sobie dzisiaj czując się na 30% swojej mocy, to jutro odpuszczę sobie na 31. A potem na 40. Bo  co za różnica. Nie mówię o tym, że masz wypruwać sobie flaki – sama tak nie robię! Po prostu kluczem jest dla mnie szczerość ze samą sobą, czy uciekam od czegoś wymagającego wysiłku i odwagi, czy naprawdę nie jestem w stanie tego zrobić. Choroba jest dobrą i niepodważalną wymówką – łatwo wpaść jednak w pułapkę zasłaniania się nią wtedy, kiedy to nie ona nam przeszkadza, tylko nasz strach. Wiesz, to ty nie nauczyłeś się na egzamin, a nie choroba.
Jak powiedział Jan Paweł II :

 wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali


Choroba sprawia, że zawsze mam suchą skórę, nieważne ile olejków i balsamów w nią wetrę. Kifoza od zawsze, włosy ostatnie w kolejce przy dzieleniu energii. Co nie znaczy, że zamierzam akceptować ten stan. Będę kombinować i próbować aż przetestuję wszystkie możliwości. Pić oleje, by nawilżać się od środka, robić pompki, chociaż płuca wymuszają kulenie pleców i efektów nie widać. Ale może gdybym tego nie robiła, to byłoby gorzej? Nie jestem typem, który się poddaje. Po prostu nie.
Nie wiem jak jest z twoim życiem – być możesz piszesz do mnie z pytaniem jak dałam radę po to, by poczuć że ty dawać nie musisz. Nie znam twojego życia. Nie znam twojej choroby, a żadne subiektywne osadzenie swojego bólu na skali 0-10 nie odda tego, co rzeczywiście czujesz, bo dla mnie 3 może być szóstką dla ciebie. Ale wiedziałam, że chcę robić co w mojej mocy.
Czy jest łatwo? Nie jest. Czasami jest ciężko. Zawsze miałam na studiach raczej piątki, ale zdarzył się semestr gdzie miałam głównie trzy i pół. Ledwo wtedy żyłam. Zdarzyło mi się pojechać na egzamin po nieprzespanej nocy. Trzeciej z rzędu. I nie dlatego, że się po nocach uczyłam, tylko raczej zwijałam z bólu. Gdybym wtedy odpuściła, pewnie nigdy nie zmotywowałabym się na nowo. Wolałabym oblać rok niż zrezygnować. Białą flagę wywiesza się tylko wtedy, gdy walka oznacza za duże zniszczenia by miała sens. Więc zawsze SZCZERZE do bólu pytam siebie, czy naprawdę jest mi źle, czy tylko się użalam. Ty też siebie zapytaj.
Czasami myślę, że nie dam rady a jednak okazuje się, że dałam i mogę nawet dać z siebie więcej. Gdy stanę  w miejscu, to się cofnę. A cofać się nie zamierzam.
Choroba to piękna wymówka. Taka wiesz, niezależna od ciebie. Bo to przecież nie twoja wina. Ba, świat jest taki niesprawiedliwy że cię to spotkało, wszyscy powinni się litować i ci współczuć. Mieć mniejsze wymagania, opiekować się tobą. Ale wiesz co? Życie nie jest łatwe. Prawie każdy na coś choruje. Albo miał trudne dzieciństwo. Mama go nie kochała ojciec był alkoholikiem, rodziców nie było stać na te modne buty które mieli wszyscy  albo pogryzł go kiedyś pies. Ale musi z tym handlować. Albo inni zdecydują za niego. Nie po to walczę o swoje życie, by w nim nie uczestniczyć. A jak nie dam rady, to będę wiedziała że próbowałam. 
A Ty rób jak uważasz, ale proszę – nie pytaj mnie o pozwolenie, bo ani nie dam ci błogosławieństwa, ani cię nie rozgrzeszę. Nie jestem tobą, nie znam twoich możliwości. Nie szukam współczucia ani poklasku – chcę brać udział w tej grze na równych zasadach i być oceniana po swoich efektach, nie tym jak było mi ciężko. Bo wiesz co? Dla mnie gdy chory dzieciak wygrywa show polegające na śpiewaniu, a nie śpiewał wcale najlepiej to jest to cholernie nie fair. Bo to nie był show na najbardziej pokrzywdzone dziecko na świecie, tylko na takie, które dobrze śpiewa.
Jeśli pytasz o mnie… Nie umiałabym żyć ze świadomością, że oddałam swoje życie walkowerem. Więc wyskakuję z dresu, myję włosy i idę dalej. Nie pozwolę, by choroba stała się wymówką i ucieczką przed życiem. Bo nie jestem swoją chorobą. Jestem Anią. I nie mam w zwyczaju się poddawać. 
BLUZKA H&M | SPÓDNICZKA | BUTY 



Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
1000 nowych rzeczy – moje wyzwanie
Czy choroba to dobra wymówka… przed życiem?