Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Emocje a zdrowienie : podstawy

Nigdy tego nie kryłam – w momencie, kiedy całą sobą postanowiłam, że wyzdrowieję, czerpałam z mądrości innych osób. Oprócz profesora z UCLA, dręczyłam pytaniami ludzi, którzy przeżyli, mimo, że postawiono na nich krzyżyk. Dzisiaj wstęp do tego, czego się od nich dowiedziałam. Bez mądrości życiowej innych osób byłabym dzisiaj nikim. Jestem wdzięczna za wszystko, czego dowiedziałam się życiu i za każdą chwilę którą ci zwykli-Niezwykli bohaterowie mi poświęcili.Mamy XXI wiek – dostęp do wiedzy jeszcze nigdy nie był tak łatwy. Tak samo, jak dostęp do doświadczenia innych ludzi. Postanowiłam z niego skorzystać i w pewnym momencie przestałam patrzeć na świat z perspektywy straceńca. Dotarło do mnie, że…są ludzie, którzy sobie RADZĄ. Ludzie, którzy z uśmiechem opowiadają w telewizji śniadaniowej o tym, jak pokonali raka czy coś innego, nawet gorszego. To znaczy hmmm, tak sobie strzelam, bo nie oglądam telewizji, ale tak sobie to wyobrażam :))

 Zapragnęłam dowiedzieć się, co takiego szczególnego ich charakteryzuje. ( wiem, angielskie something special brzmi 100 x lepiej). Więc interesowało mnie, co takiego special jest w ich myśleniu.

Obsesyjnie wypytywałam znajomych czy znają takie osoby. A tacy ludzie zazwyczaj znali inne osoby i inne… Nie będę czarować – nie każdy miał ochotę ze mną rozmawiać czy odpowiedzieć na moją wiadomość. Dla wielu ludzi to zbyt osobiste przeżycie, dla innych – zamknięty rozdział. Szanuję to. 

Są dwa typy reakcji na “wyrok” pod hasłem “zostało Pani/Panu X czasu życia”. 

Wściekłość, żal, poczucie niesprawiedliwości i uwierzenie w wyrok

– odrzucenie “wyroku”. Stosując język pewnego menela, potraktowanie słów “zostało Pani/Panu X czasu życia” na zasadzie pie#dol pier#ol, ja postoję (a potem zrobię swoje).


KAŻDY człowiek z którym rozmawiałam osobiście zaczął od reakcji numer jeden, a potem przeszedł w drugą. Większość z tych osób opowiada dzisiaj, że choroba była ważnym i potrzebnym doświadczeniem w ich życiorysie. Czymś, co odmieniło ich życie i sposób patrzenia na świat.

A ja patrzyłam wtedy na świat z filtrem osoby chorej. Nie rozumiałam ich. Wydawało mi się to totalnie…dziwne. Bezsensu. Jak, choroba wyjątkowym, budującym doświadczeniem? What the hell? 

Dlatego nie oczekuję, że zrozumiecie. To trzeba przeżyć.


Dużo się wtedy modliłam. Rzecz jasna, po swojemu, bo Bóg w którego wierzę jest miłością a ja nie jestem związana z żadną religią. Zawsze kiedy mówię, że wierzę w miłość, to ludzie traktują mnie jakbym miała cztery pary oczu i trzy nogi.  A przecież to cytat żywcem wyjęty z Pisma Świętego 🙂  Tutaj możecie przeczytać więcej na temat tego, w co wierzę.


Szokiem była dla mnie dopiero opowieść mojej koleżanki. Jej babcia wyczuła pewnego dnia u siebie guza w jednej z piersi. Nie zrobiła z nim nic. Rzecz rozgrywała się na wsi, babcia zaczęła jeść więcej zielonego a… guz sam zniknął.

Podobno powiedziała, że “nie ma czasu na takie bzdury” bo ma dzieci do wykarmienia. To było dla mnie jak kubeł zimnej wody. “Nie ma czasu na takie bzdury”… 


Ten punkt patrzenia na świat był mi całkiem obcy…aż stał się moim. Reakcję ucieczki zamieniłam w reakcję walki.


Niedawno trafiłam na ważny wykład jaki wygłosił Bruce Lipton. Wykład jest długi, ale Lipton mówi o wielu rzeczach które sama od dawna czułam, nie wiedząc co na to nauka.


Zastanawiałeś się kiedyś, czemu dzieciaki z patologicznych rodzin są często lepsze w sporcie, np. szybko biegają, ale z nauką idzie im słabo?

Jestem ciekawa, czy zrozumiesz po tym filmie.


Polecam zacząć od tego  momentu (57m, 45s) , a potem przejść do drugiej części. A do początku możecie wrócić na końcu. W przeciwnym razie szybko się znudzicie. No chyba, że jesteście w sytuacji bez wyjścia i chwycicie się wszystkiego.




Oczywiście nie namawiam do “łykania” wszystkiego, co Lipton mówi. Zachęcam do refleksji, samodzielnego sprawdzenia jego rewelacji. Gadanie, że to bzdury (bez obejrzenia i sprawdzenia) jest tak samo sensowne jak kiedyś krzyczenie, że ziemia jest płaska (bo zainwestowało się wiele myśli i czasu w wierzenie w tę herezję ;)).


Jeśli nie obejrzysz tego filmu, nie zrozumiesz  żadnego kolejnego tekstu o zdrowiu który napiszę. Nie zrozumiesz też co mam na myśli mówiąc, że “nie wierzę w choroby genetyczne”, co jest wielkim skrótem myślowym. Wiem, że istnieją, nie wierzę w ich nieuleczalność, bo wiele jeszcze do odkrycia.  Dlatego zachęcam do poświęcenia czasu. To może być lepsza inwestycja niż ubezpieczenia zdrowotne na wypadek raka.


Ps. jeśli jesteś wnikliwym obserwatorem zauważysz, dlaczego wycinanie “raka” nie jest skuteczną metodą terapii. A jeśli uważasz, że ta cała “energia”, to wielka bzdura, przypomnij sobie słowa Einsteina

“Everything is energy”

To nie religia, filozofia, zabobon ani bzdura. To fizyka.

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

60
Dodaj komentarz

avatar
29 Comment threads
31 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AniamalujeAnonimowyAgataMagda Dommumumka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Oglądałam ten film bo podpowiedział mi go kiedyś Youtube po obejrzeniu prezentacji na TEDzie. Polecam wszystkim nieprzekonanym, naprawdę warto.

Karola
Gość
Karola

Zainteresowałaś mnie swoim tekstem na tyle, że jak tylko przygotuję obiad to siadam do filmiku.

Magda
Gość
Magda

Bez urazy, ale ten film jest w stylu ''100 powodów, dla których ewolucja jest głupia'' i innych pseudonaukowych. Oczywiście wiara w lepsze itp. poprawia humor, psychikę, co może wzmocnić organizm, ale na pewno nikt się nie wyleczy bo sobie coś wmówi, ani nie zachoruje, bo sobie coś wmówi. Zwłaszcza nie na coś poważnego, do czego potrzeba konkretnych czynników na zachorowanie lub wyzdrowienie.

Gosia S
Gość

Oj, nie zgodziłabym się z tym, że nikt nie zachoruje, tylko dlatego że sobie to wmówi. Jestem przykładem zachorowania w dużej części dlatego że sobie to wmówiłam, uwierzyłam lekarzom że to mam i jest to nieuleczalne. Moja choroba może nie jest poważna, ale bardzo uciążliwa i utrudniajaca życie. Nie wyleczyłam się z lekami i super zdrowym jedzeniem, coraz bardziej przekonuje się że bez zmiany myślenia, podejścia nie pokonam tego.

AnisseQ13
Gość

Wmówić możemy sobie na prawdę wiele, chyba jednym z lepszych przykładów jest tu ciąża rzekoma…

Mika K
Gość

Można sobie wmówić chorobę i można sobie wmówić wyjście z niej. Mój tata jest najlepszym przykładem na to, że miłość i wiara może uzdrowić. Ostrzegam, opis drastyczny – pewnego dnia źle się poczuł, z godziny na godzinę słabł, wymiotował i zwijał się z bólu. W szpitalu usłyszeliśmy, że to prawdopodobnie coś z trzustką i koniecznie trzeba operować. Po operacji przyszedł do nas lekarz i powiedział, że nigdy czegoś takiego nie widział, zaawansowane krwotoczno-martwicze zapalenie trzustki, organ praktycznie w stanie rozkładu. Powiedział nam że nie ma nadziei, bo kolejno wszystko zacznie obumierać i procesu nie da się zatrzymać, ostrzegł, że możemy… Czytaj więcej »

Mika K
Gość

Jest w nas moc by góry przenosić (zwłaszcza w 4 babach i 1 nawet półprzytomnym facecie:)) Tylko trzeba o tym stale pamiętać, żeby moc nie straciła siły

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wow.niesamowita historia twojego taty. A co do filmiku to ja bym chciala takiego wykladowce miec z fizyki i wtedy pewnie bym ja zaliczyla :] nie dokonczylam ogladac bo musze leciec ale jeszcze do tego wroce .

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tak samo "pseudonaukowe" są badania nad nocebo?
Wszystko można sobie wmówić – od tego, że coś szkodzi po chorobę. Nawet porażkę życiową wiele osób sobie wmawia, powtarzając, że "póki rządzą nami partacze, uczciwy człowiek nigdy niczego nie osiągnie".

Anonimowy
Gość
Anonimowy

oglądając ten fragment ze szczurami ze dwa miesiące temu pomyślałam dokładnie o tym samym (patologiczne rodziny). Wypowiedzi takich osób jak Magda są śmieszne 😀 Bo film jest o czymś zupełnie innym 😀
tutaj pasują mi słowa "lepsze znane piekło niż nieznany raj" które kiedyś cytowałaś na blogu (zapisałam :DD) ludzie nie lubią nic nowego i najprościej jest powiedzieć, że coś jest głupie zanim się to sprawdzi 🙂

ściągnęłam dzisiaj twoją książkę 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Problem ze słowem "energia" polega na tym, że ludzie stawiają je na tej samej półce co "magia" i "ściema", nie myśląc o tym w kategoriach fizyki i nauki. Słowa Einsteina są bardzo prawdziwe, bo światło jest energią świetlną, dźwięk jest energią innego rodzaju i można tak wymieniać w nieskończoność. tym bardziej, że atomy nie są statyczne i im bardziej rozbija się je na części, tym bardziej są dzikie i energiczne 😀
Pozdrawiam, studentka fizyki która powinna pisać teraz magisterkę.
A tak w ogóle, to polecam wszystkim zainteresowanie się fizyką kwantową, to jest coś niezwykłego!

:)
Gość

Jak dobrze kojarzę to Gary Zukav ładnie to tłumaczy w swojej książce "Siedlisko duszy". Autor ukończył Harvard i napisał również książkę "Tańczący Mistrzowie Wu Li: Przegląd Nowej Fizyki", która w społeczeństwie naukowym zyskała b.dobre recenzję.

:)
Gość

Mój dziadek mimo, że lekarze dawali mu kilka miesięcy żyje z rakiem ponad 10 lat. Dzięki mojej cudownej mamie, która świetnie zna się na jedzeniu i ziołach. Czasami wystarczy zmiana diety i popijanie właściwych ziółek żeby nagle cudownie ozdrowieć. Filmik obejrzę w wolnej chwili. Sama dzięki Twoim radom z bloga wychodzę ze zdrowotnego "dołka"" 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

mój tata też machnął ręką na raka płuc. zapisał się na jogę, zaczął świrować ze świeżymi sokami, rzucił faje i tak go odmieniło, że wymienił mamę na nowszy model 😀 Ale to akurat dobrze, bo mama też znalazła nowego partnera i żyję w ciekawym układzie. mieszkam już sama, ale wigilia z moją familią jest wyjątkowa 🙂
jest mi wstyd, że ojciec jest sprawniejszy fizycznie ode mnie (mam 26 lat )

2PlanetFromSun
Gość

Zaraz sobie obejrzę ten film, ale już się wypowiem. Jakiś czas temu trafiłam na takie informacje http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2013/08/21/zwalczanie-nowotworow-soda-oczyszczona-przepis/ wcześniej W prawdzie czytałam o tym wcześniej na innym blogu, ale na potrzeby tego komentarza wyszukałam na szybko podobną notkę (zalinkowaną wyżej). Nie miałam wówczas pojęcia nawet, że rak to grzyb. Moja ciotka umierała na raka i szukałam wszystkiego na ten temat.Podesłałam tego linka koleżance ze Stanów, która jest lekarką. Chciałam zapytać co o tym sądzi, czy to prawda i czy to może poskutkować. Potwierdziła, mało tego. Wykryto u niej parę lat temu raka piersi.Wyleczyła się z tego, stosując sodę, zmieniając dietę, podejście… Czytaj więcej »

madosia
Gość

niestety wszystko co wyklucza drogie leki na raka i inne choroby jest negowane przez środowisko medyczne… farmacja to biznes, liczy się kasa nie człowiek

2PlanetFromSun
Gość

I tu pojawia się kolejne pytanie: ile chorób da się wyleczyć w łatwy lub bardzo łatwy sposób, na które są produkowane drogie leki i wciskane biednym pacjentom?
Czasem jak słyszę lub czytam w mediach, że ktoś zbiera na drogie lekarstwo, że leczenie kogoś kosztuje kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy złotych, zastanawiam się ile na prawdę wart jest ten lek, co ta mała pigułka, jedna, dwie, trzy w sobie zawierają tak drogiego?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

leki 'nowe' i te dla niszy są niestety drogie ze względu na to ze wynalezienie ich i przetestowanie (tak zwane B+R) pochłania niebotyczne sumy pieniędzy. potem dany lek się patentuje (nie wiem dokładnie na ile lat) a ceny są wysokie, żeby ta cała kasa się zwróciła bo potem wychodzą tańsze zamienniki. niestety tak działa rynek.

Patrycja Kania
Gość

Ze swojej strony mogę polecić dokument o Burzyńskim i jego zmaganiami z systemem zajmującym się rejestracją leków:
http://vod.pl/burzynski-rak-to-powazny-biznes-cz-1,131854,w.html
Bardzo ciekawe, warto obejrzeć mimo długości filmu.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tylko jeśli już ktoś podejmie się kuracji sodą niech sobie zakupi sodę "czystą do analizy" bez aluminium.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, codziennie wchodzę na Twojego bloga i za każdym razem dowiem się czegoś ciekawego. Teraz bardzo interesuję się wpływem diety na organizm i innymi niekonwencjonalnymi metodami leczenia. Ale w niektórych sytuacjach, np. po obejrzeniu tego filmiku,który wstawiłaś (fragment o tym, że można wyleczyć raka zmianą energii, a nie silnymi lekami i usunięciem go) mam niesamowity misz-masz w głowie!! Mam niecałe 19 lat, nie mam aż tak dużej wiedzy i nie wiem już KOMU ZAUFAĆ w sprawach zdrowia – lekarzowi i firmom farmaceutycznym czy naturalnym metodom, które często są wyśmiewane przez "lekarzy". Ostatnio oglądałam przerażający materiał o szczepieniach, o tym, że… Czytaj więcej »

WakuOla Mała
Gość

Bardzo ciekawy wykład. Może naprawdę wiele zmienić w postrzeganiu swojego zdrowia.
Aniu, jestem bardzo wdzięczna, że 'los' zaprowadził mnie na Twojego bloga 🙂
Jest moc 😀 i to pozytywna

margaritum
Gość

W filmie jest dużo prawdy. Pomijając niektóre uproszczenia zbudowany jest na całkiem solidnych naukowych podstawach. Tak naprawdę największe znaczenie ma finał, w którym mowa o ogromnych możliwościach wpływu na własne życie i zdrowie. To jest dobra, wręcz genialna wiadomość, nie rozumiem ludzi, których przeraża odpowiedzialność za własny los. Piszę to jako dziecko rodziców zmarłych na nowotwory, więc TEORETYCZNIE mega obciążone. Powinnam trząść tyłkiem ze strachu o własne zdrowie, ale… cóż, to właśnie strach przyczynia się do wielu chorób. Mam świadomość tego, że to ode mnie zależy moje życie. A największą bronią w walce z chorobami jest miłość, zaufanie i zdrowy… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Z wielkim zainteresowaniem obejrzałam cały zamieszczony przez Ciebie wykład i podczas tych dwóch godzin moje oczy stawały się coraz większe i większe… Przez jakiś czas będę miała nad czym się zastanawiać. Bardzo cenię Twój blog właśnie za takie wpisy – niebanalne, skłaniające do refleksji. Pozdrawiam.

maugomaugo
Gość

zaraz zasiadam do pierwszej części wykładu.a jeżeli chodzi o poruszaną wyżej w komentarzach autosugestię, to myślę iż jest to bardzo bardzo ważny czynnik naszego samopoczucia, a co za tym idzie bycia chorym/bycia zdrowym. Mózg ma ogromną przewagę nad ciałem, kiedy mózg sądzi, że jest chory, ciało też tak uważa. Kiedy myśli, że jest zdrowy, to zaczyna to odczuwać ciało. Nie od dziś wiadomo o skutecznych działaniach placebo. Przecież to wszystko pozytywna autosugestia – oczywiście placebo działa tylko wtedy, kiedy chory całkowicie wierzy w swoje wyzdrowienie… mamy ogromną moc, której nie wykorzystujemy całkowicie, bo wcale łatwe to nie jest… Pozdrawiam Aniu,… Czytaj więcej »

Blandzia
Gość

Aniu:) Rzeczywiście wszystko jest z sobą powiązane. Wydaje mi się, że jedyne co mamy, to wciąż kilka kawałków wielkiej układanki. Aby zrozumieć czym jest życie, czym zdrowie i jak powstają choroby, by pojąć starzenie, by to wszystko ogarnąć- jeszcze wiele długich lat.

Kalyani
Gość

Tylko zerknęłam orientacyjnie na post. Później się z nim zapoznam rzetelniej. I z filmem. Czytałaś "Potęgę podświadomości"? Ja właśnie czytam i mam wrażenie, że to może być powiązane z tematem.

pidzamowa
Gość

Filmu jeszcze nie oglądałam, ale…Miałam sporo na psychologii zdrowia o przystosowywaniu się do diagnozy o chorobie 😉 Model Klingera: pobudzenie -> agresja -> depresja -> powrót do równowagiShontz: szok -> faza spotkania z tragedią <-> wycofywanie sięKarr: SZOK→ oczekiwanie poprawy → lament → obrona zdrowia → przystosowanie i chyba najoptymistyczniejszy model Tylor: • Poszukiwanie znaczenia:1. poszukiwanie przyczyn2 nadawanie pozytywnego znaczenia• Zdobycie poczucia mocy 3. sprawowanie kontroli• Wzrost Ja 4. stosowanie porównań społecznych 5. odzyskiwanie takiej samej samooceny lub jej poprawa Najważniejsze to dotrzeć do ostatniej fazy! 🙂 Ty dałaś radę sama, ale myślę że wielu osobom potrzebny jest właśnie psycholog,… Czytaj więcej »

pidzamowa
Gość

Niestety… Wciąż jeszcze nie ma w społeczeństwie przekonania, że psycholog jest specjalistą takim jak inni. Boli ząb? Dentysta! Szwankuje wzrok? Okulista. Ale kiedy pojawia się problem z życiem, psychiką, czy emocjami odpowiedź "psycholog" nie pojawia się tak automatycznie…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ostatnimi czasy, slyszalam w radiu, jest taka akcja rozpowszechniajaca przyznawanie się do korzystania z pomocy psychoterapeuty. "Mam psychoterapeutę" lub w podobnym brzmieniu, na fejsie można znaleźć, ludzie powoli zaczynają zmieniać mentalność.
~Niki

P.
Gość
P.

Też tak myślałam kiedyś, ale aż tak pięknie nie jest. Kiedy po paru miesiącach nieobecności weszłam sobie na bloga Pauliny Pruskiej zobaczyć czy wreszcie tego raka się pozbyła. Zobaczyłam sobie…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a ja osobiście znam dwie osoby które sobie poradziły, jedni dają radę, inni nie. Nikt nie mówi, że to proste czy piękne.
Czytelnik wieczorową porą

LandOfLaces
Gość

Oglądając film raz po raz nachodziła mnie myśl, że przecież to wszystko jest napisane w Biblii. Tyle, że językiem jak..hmm no jak rybak do rybaka 😉 Enzymy, rezonanse, fale, jakieś skróty i słowa których nawet nie zapamiętałam….A w Biblii to jest tak prosto, to rób, tego nie rób, wierz, ufaj, nie bój się, kochaj. Nawet o tych "genetycznych" obciążeniach, o przekazywaniu wad, nieszczęść, chorób i problemów psychicznych -"przekleństwa" z pokolenia na pokolenie, nie genami, ale właśnie przez przykład, wychowanie od początku istnienia…i o przekazywaniu w ten sam sposób błogosławieństwa. Ludzie teraz zrobili się tacy "mądrzy", chcą naukowych dowodów, a jak… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

W filmie The Secret był przykład kobiety która sama uzdrowiła się z raka…

supergirl
Gość

Już wiem, za co Cie tak lubie 🙂 za wzorzec myślenia, mamy chyba identyczny 😛Od kąd obejrzałam 'The secret' bardzo czesto na ten temat rozmyslam i staram sie kształtowac siebie i swoje otoczenie 🙂 wrecz musze przyznac, że mi w domu starają sie wmówic choroby 😛 Babcia i mama, mają a w zasadzie miały problemy z 'kobiecymi sprawami' podobnie jak wszystkie inne kobiety w rodzinie (tak, napisalam WSZYSTKIE) i na siłe chcą mi wmówic, że ja również będę je miec! [Nie wiem czy pamietasz ale kiedyś pisałam Ci, że mam plamke na oku, taką jak Ty] …ale żadnych problemów zdrowotnych… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Przepraszam, że offtopic, ale kiedyś około rok temu pisałaś o depresji itp., i podałaś adres bloga dziewczyny, która jakoś z nią sobie dała radę, wplotłaś to w notkę… Wiesz może o jaki blog mi chodzi? Albo o jaką notkę? Jeszcze będę dokładnie szukała tu u Ciebie, ale jakbyś jakimś cudem skojarzyła o co mi chodzi, to byłabym Ci wdzięczna za podanie jej bloga albo tej notki. Przepraszam za problem i komentarz nie na temat. Całusy.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Przyznam sie, iz nie obejrzalam filmu i byc moze zabrzmi to zarozumiale, ale nikt nie musi przekonywac mnie, co oznacza energia i pozytywne nastawienie w chorobie. Przez poprzedni rok mialam wiele problemow ze stawami i sciegnami jak rowniez z bolem tak strasznym, ze nie zdawalam sobie sprawy iz czlowiek moze cos takiego przezywac. Otzrymalam 15 diagnoz, kazda inna, ladujac w siebie tony lekow, poki nie trafilam do reumatologa, ktory poinformowal mnie iz mam fibromialgie – wprawdzie sie nie umiera ale dozywotnio wspolzyje. Bylam na etapie inwalidki, ktora nie byla w stanie ubrac sie sama. Przepisal mi………psychotropy, poinformowal, iz moze byc… Czytaj więcej »

Agata
Gość

Niesamowity ten wątek i jest bardzo po drodze z tym, co czego ostatnio "dochodzę".Ja również zostałam zdiagnozowana "fibromialgia" – z tym że u mnie akurat było nieco inaczej, lekarka wysyłała mnie na kolejne badania i nie było tam żadnych informacji na temat tego, dlaczego tak strasznie mnie boli, dlaczego chodzę jak trzaśnięta obuchem i dlaczego mam milion innych symptomów jak nawracające infekcje, niespokojne nogi, zespół suchego oka i mnóstwo innych zespołów :). Poczytałam nieco w internecie i przyszłam do pani doktor z pytaniem "a może to fibromialgia?". No może, odpowiedziała pani doktor, ale nic więcej nie była w stanie mi… Czytaj więcej »

Natalia Sieradzka
Gość

dobrze, że są ludzie tacy jak Ty.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dziękuję za ten film. Na razie obejrzałam go raz, ale jeszcze nie raz zamierzam do niego wrócić. Dziękuję!

mumumka
Gość

obejrzałam cały wykład – bardzo interesujący 🙂
dzięki wielkie za te linki! 🙂

Magda Dom
Gość

"Energia jest równie ważna jak cząsteczki" – to akurat prawda, przecież właśnie słynne równanie Einsteina E=mc^2 to zależność między energią a masą. Skoro z energii może powstać masa, a z masy energia, energię powinniśmy traktować jako coś równie rzeczywistego jak masę, z której zbudowane są nasze ciała, ziemia, przyroda… A energię ma każde oddziaływanie, elektryczne także. A myśli to nic innego jak impulsy elektrycznego przemieszczające się między neuronami naszego mózgu. One również posiadają energię. Tą samą energię, która może zamienić się w masę…
Dlatego uważam, że myśli mają rzeczywistą siłę, wbrew temu, co powszechnie uważa się na ten temat.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hmm obejrzałam cały filmik i przyznam że coraz częściej np. wśród znajomych spotykam się z podobnymi (nie tylko dotyczącymi medycyny) poglądami. Podoba mi się to podejście – jego ślady widać w wielu religiach, filozofiach i codziennym instynktownym kojarzeniu przyczyn i skutków – często dając 'dobro' dostajemy je (choćby przez lepsze samopoczucie), często instynktownie widzimy w sobie tą 'chęć wzrostu',niestety tłumioną niejednokrotnie przez nasz strach i innych, równie wystraszonych ludzi. Żeby nie robić offtopu – ja mam taki patent, gdy nagle 'coś mnie bierze' a ja nie mogę chorować – mówię sobie że nic mi nie jest albo pomoże mi witamia… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro Bruce Lipton twierdzi, że w zachowaniu zdrowia najwiekszą rolę odgrywa umysł, to dlaczego jest gruby:P?

Previous
Dzieci “słudzy szatana”