Instagram has returned invalid data.

Babcia myśli że jestem “lezbyjką” , Malta i wielkie szczury [TYGODNIK]

Moja babcia myśli że jestem lesbijką, internet myśli że jestem wpływowa a ja myślę, że jestem popieprzona. Do tego w jednym tygodniku zmieszczę aferę o bikini, ciepłą Maltę, zimną Polskę, nalewkę z kasztanów i zdechłego szczura. Gotowi?

W Bydgoszczy jest taka słynna kobieta z walizką. Mówią, że chora psychicznie. Chodzi w futrze z walizką i żebrze na bilet lub krople do oczu. Zawsze zgubiła portfel czy coś tam coś tam. I tak przemierza te kocie łby ze stukajacą o nie walizką. Ja też wiecznie swoją gdzieś ciągnę to tu to tam. A że trzymam życie osobiste osobistym, moja babcia przejawia niezdrową ciekawość. Gdzie tak jeżdżę, z kim jeżdżę po co jeżdżę i co tam robię. Więc któregoś z tych dni gdy wychodzę w piątek a wracam w niedzielę odparowałam że wychodzę do koleżanki. A jeszcze innym razem naprawdę jechałam z koleżanką. A konkretniej leciałam. Na Maltę.
Moja babcia od tygodnia płacze i rzuca się w amoku bo myśli że jestem “lezbyją”. Chciałabym umieć wymówić to z tym samym akcentem z którym w dzieciństwie pytała mnie “czego nie jysz” gdy podsuwała mi pod nos obleśnego kotleta na niedomytym talerzu :). Kocham babcię ale czasami mam jej dość. Abstrahując od tego, że lesbijką nie jestem – moja babcia jest dla mnie chodzącym ekstremizmem. Być może mając z nim styczność od dzieciństwa, sama nie znajduję w moim życiu dla niego miejsca.
Ale zanim ciężej, zacznę lekko. Od poniedziałku byłam na Malcie. Jakiś czas temu pojawiły się całkiem tanie loty więc pokornie się do nich dostosowałam i na Malcie wylądowałam w poniedziałek po południu a wracałam w piątek o świcie. Krótko. Ale tanio 😀 Coś za coś 🙂
W żołnierskich słowach – Malta jest ciepła, przyroda jest piękna. Język dla mnie dziwny, jedzenie… cóż.
Wróciłam głodna. Od powrotu ciągle jem. Nie moje smaki. Włochy podniosły moje oczekiwania co do widoków, Lwów co do jedzenia. Gdybym nie była w tych dwóch miejscach wcześniej, uznałabym Maltę za spełnienie marzeń.
Ale prawda jest taka, że nie poświęciłam czasu na ogarnięcie tego wypadu i gdyby nie plik ze wskazówkami od czytelniczki Doroty (:*)  byłabym zadowolona jeszcze mniej. Wina w 60% leży po mojej stronie ;-).
Ostatecznie muszę powiedzieć, że nie żałuję. Było naprawdę pięknie!
Malta to mój osobisty dramat i bagaż podręczny co oznaczało jedną parę butów. Do tej pory nie wiem jak to przeżyłam 😀
Bardziej serio – przydało mi się na chwilę naładować baterie.
Pytacie gdzie spałam – wynajęłam pokój w tym mieszkaniu i wykorzystałam zniżkę z Airbnb – Ty też możesz taką zgarnąć na pierwszy nocleg – dostaniesz 85 zł klikając tutaj. Moja ulubiona opcja to dzielenie dłuższego wyjazdu na dwa krótkie, np. raz wykorzystać swoją zniżkę na trzydniowy pobyt a potem zarezerwować to samo (lub inne miejsce) na kolejne trzy dni z konta kogoś kto z tobą jedzie (używając jego zniżki).

Przy okazji przypomniałam sobie dlaczego tak chętnie spadam z Polski na południe. Poza słońcem i klimatem który służy moim oskrzelom, lubię tez południowy luz. Zero niezdrowego zainteresowania kobietami topless i tymi z wielkim cellulitem. Chciałam trochę się opalić do głębszych dekoltów, dowiedziałam się (w komentarzach i na priv) że moje bikini jest wulgarne 😀 Cóż. Moje stanowisko jest takie:
To ja decyduje o swoim ciele. I tutaj płynnie swoim skaczącym umysłem przechodzę do prawa o decydowaniu…
Mamy kolejny konflikt o aborcję (w mojej ocenie ten temat zawsze powraca by odwrócić uwagę od innych). Nie podoba mi się projekt zaostrzający (jest bardzo nieprecyzyjny) ale też ten odrzucony. Obie strony mają silne argumenty. A tam gdzie ścierają się dwie silne racje łatwo o ekstremizm. Daleko mi do jednoznacznych sądów w niejednoznacznych sprawach. Trudno mi wyobrazić sobie sytuację gdy kobieta będzie zmuszona czekać aż pęknie jej jajnik przy ciąży pozamacicznej albo będzie zmuszona donosić zaśniad. Nie ma na to mojej zgody. Ale z drugiej strony równie trudno jest mi przyjąć do wiadomości usuwanie dziecka z zespołem Downa w szóstym miesiącu ciąży. Czy to wciąż decydowanie o własnym ciele? 
Ciekawostka numer jeden: Biblia wyżej ceni życie kobiety niż płodu. W 21 rozdziale Księgi Wyjścia napisano “Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to [winny] zostanie ukarany grzywną, jaką <na nich> nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. 23 Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie, 24 oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, 25 oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec. ” To nie są moje ulubione miejsca w Biblii (przyzwolenie na niewolnictwo i inne takie), ale jako ciekawostkę numer dwa dodam, że (odnosząc się do molestowanej dwunastolatki która urodziła dziecko) – gdyby zdecydowała się na aborcję nawet prawo kanoniczne nie byłoby tak surowe jak polskie społeczeństwo (Nie podlega żadnej karze, kto w chwili przekraczania ustawy lub nakazu: 1 nie ukończył jeszcze szesnastego roku życia; Kan.1323). Cytuję z Kodeksu Prawa Kanonicznego. W KPK jest też zapisane że “§ 2. Rodzice mają ściśle współpracować z nauczycielami, którym powierzają nauczanie swoich dzieci. Również nauczyciele w wypełnianiu swojego obowiązku powinni ściśle współpracować z rodzicami, których też winni pilnie wysłuchiwać; należy organizować i doceniać zrzeszenia lub zebrania rodziców.” A ostatnio będąc na zebraniu w pewnym gimnazjum widziałam bardzo mało osób ;-). W kraju pełnym – ponoć – katolików.
Nawet jeśli się z nimi nie zgadzam – uważam że każdy ma prawo do własnych poglądów. Antagonizowanie jednych i drugich jest smutne. Czytam sobie różne dyskusje i argumenty i chcę stać trochę z boku. Hiperbole i przejaskrawianie argumentów oraz jednoznaczne ocenianie świetnie zgarniają lajki ale ja nie umiem zająć jasnego stanowiska. A już na pewno nie życzę nikomu gwałtu na jego córkach które będą zmuszone do urodzenia niepełnosprawnych dzieci, co wielu pro-choice określa jako “naturalną reakcję na to, co robi rząd”.
 Najbardziej boli mnie jednak wzywanie innych do jasnych deklaracji. Wrzuć zdjęcie, wykorzystaj wpływ, opowiedz się!
 Dlatego napisałam tekst o tym, dlaczego nie musisz podchodzić wywołany do tablicy. Osoby którym tak bliska jest wolność do decydowania o sobie powinny to zrozumieć. Tak użyłam tego brzydkiego słowa ;-).
Postępu medycyny nie da się zatrzymać. Czasami sprawia że na świat przychodzi życie, któremu natura nie pozwoliłaby nadejść (środki na podtrzymanie ciąży itp.). Wiele się mówi o tym, że medycyna ratuje życie a moim ulubionym argumentem jest fakt, że kiedyś kobiety umierały na gorączkę połogową. Smutna ciekawostka jest taka, że… z winy lekarzy. Ci przenosili na ciele czy odzieży tzw. trupi jad (np. wcześnie przebywając w prosektorium).  Zauważył to np. słynny dzisiaj Semmelweis który nawoływał do odkażania rąk przed przyjmowaniem porodów. Jego oddział wyróżniał się pozytywnie na tle innych jeśli chodzi o odsetek śmierci na skutek gorączki połogowej. Więc niereformowalni lekarze go wyśmiali a potem usunęli i potępili. A kobiety dalej umierały. Trochę ponad sto lat temu, nie w jakimś średniowieczu. 
A co jeśli te wady rozwojowe i dylematy to nasza wina? Przetworzonej żywności, zanieczyszczeń, zachodzenia w ciążę w zbyt późnym wieku? Słabej jakości plemników zestresowanych ludzi?
Nie czuję się katoliczką, ale chciałabym zamknąć całą dyskusję jednym cytatem:
Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego! Kto oczernia brata swego lub osądza go, uwłacza Prawu i osądza Prawo. Skoro zaś osądzasz Prawo, jesteś nie wykonawcą Prawa, lecz sędzią. 12 Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. A ty kimże jesteś, byś osądzał bliźniego? (Jk, 4, 11-12).

Tyle z trudnych tematów. Ale żyjemy w kraju w którym kobieta nie może nawet zadecydować o tym, że chce nosić leginsy jako spodnie.










Wracając do tygodnia… był ciężki. Przeskok do zimnej Polski, ciągłe jedzenie i skrajności a każdym kroku. Próbujemy wszystko sprowadzić do zer i jedynek zapominając, że między zerem a jedynką jest nieskończoność.
 Od razu po powrocie  rzuciłam się na jedzenie i książki. Poczytałabym coś dla rozrywki ale w związku ze studiami doktoranckimi zaczyna mi się tak zwany – zapierdol. Lubię to słowo ;-). W zeszłym roku prowadziłam konwersatoria i studenci w USOS-ie ocenili je całkiem wysoko (poza jedną osobą która stwierdziła że oceny nie były zgodne z kryteriami :)), ale miałam niski wynik jeśli chodzi o dostosowanie poziomu trudności do studentów. Fakt że mało osób dotrwało do tego pola w ankiecie, ale przeraża mnie jak wszystko trzeba upraszczać. Nie ja wybierałam lektury, ale gdybym to ja miała decydować, nie widzę w nich wielkiej trudności. Uczelnia to nie fastfood gdzie przychodzisz na gotowe.
Ciekawostka – najmądrzejsze osoby jakie znam nie mają wykształcenia wyższego.
Miałam więc relatywnie mało czasu na bloga. Na Malce napisałamz  telefonu krótki tekst o mojej przewodniej życiowej zasadzie:

Jedna zasada która bardzo poprawia moje życie

a na blogu ukazał się także przepis na naturalny środek na żylaki, siniaki i obrzęki:
Nie wyrobiłam jednak czasowo i nie ukazała się aktualizacja włosów. Pojawi się na początku października. Aktualnie mam ochotę pozbyć się połowy długości 😀
Okej, a linki tygodnia?
Mało!
Ranking polskich blogów – moje trzecie miejsce jest Waszą zasługą, dziękuję!
Jeden z komentarzy, który sprawił mi ogromną radość:
Koleżanka z roku próbuje zgromadzić materiał do ważnej (w mojej ocenie) pracy doktorskiej na temat rozwiązania adopcji. To ważny problem i warto zbadać (bez osądzania!) dlaczego ktoś podejmuje się adopcji a potem ją rozwiązuje. Jeśli jakimś cudem znacie kogoś kto chciałby swoim doświadczeniem w ten sposób pomóc innym – zostawiam apel Justyny 
Jak naprawić szpilki i mnóstwo innych przydatnych DIY
Podesłane przez czytelniczkę – work smarter not harder w czystej postaci
Silikonowe lunchboxy o które ciągle mnie pytacie znowu w sprzedaży za mały pieniądz (klik)
Nicolas Cage jako… każdy 😀 Oglądanie memów z tym aktorem to moja guilty pleasure.
A pizza to samo “pleasure”, bez “guilty. Łączenie jedzenia z poczuciem winy wydaje mi się niestrawne.
Moje głupie miny w bonusie. Przez tekst przewijał się mój kapelusz kupiony po taniości (klik). Botki są z deichmanna, spódnica podlinkowana w tekście o kasztanach ;-).
A takie wielkie szczury przynosi z lasu mój kot (klik). To zawsze wywołuje we mnie koktajl emocji – z jednej strony szkoda mi tego szczura. Z drugiej wiem, że tak działa natura. Z trzeciej jestem dumna z mojego kota i cieszę się że się odwdzięcza – to znaczy, że jest mu dobrze. Z czwartej czuję obrzydzenie. Nie da się arbitralnie ocenić czy to czyn dobry czy zły. 
Okej, napisałam wszystko co leżało mi na wątrobie. Jakimś cudem wyrobiłam się przed północą. Dobranoc!

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Nalewka z kasztanów – na żołądek, żylaki i bóle mięsniowe – prosty przepis
Babcia myśli że jestem “lezbyjką” , Malta i wielkie szczury [TYGODNIK]