Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Babcia myśli że jestem “lezbyjką” , Malta i wielkie szczury [TYGODNIK]

Moja babcia myśli że jestem lesbijką, internet myśli że jestem wpływowa a ja myślę, że jestem popieprzona. Do tego w jednym tygodniku zmieszczę aferę o bikini, ciepłą Maltę, zimną Polskę, nalewkę z kasztanów i zdechłego szczura. Gotowi?

W Bydgoszczy jest taka słynna kobieta z walizką. Mówią, że chora psychicznie. Chodzi w futrze z walizką i żebrze na bilet lub krople do oczu. Zawsze zgubiła portfel czy coś tam coś tam. I tak przemierza te kocie łby ze stukajacą o nie walizką. Ja też wiecznie swoją gdzieś ciągnę to tu to tam. A że trzymam życie osobiste osobistym, moja babcia przejawia niezdrową ciekawość. Gdzie tak jeżdżę, z kim jeżdżę po co jeżdżę i co tam robię. Więc któregoś z tych dni gdy wychodzę w piątek a wracam w niedzielę odparowałam że wychodzę do koleżanki. A jeszcze innym razem naprawdę jechałam z koleżanką. A konkretniej leciałam. Na Maltę.
Moja babcia od tygodnia płacze i rzuca się w amoku bo myśli że jestem “lezbyją”. Chciałabym umieć wymówić to z tym samym akcentem z którym w dzieciństwie pytała mnie “czego nie jysz” gdy podsuwała mi pod nos obleśnego kotleta na niedomytym talerzu :). Kocham babcię ale czasami mam jej dość. Abstrahując od tego, że lesbijką nie jestem – moja babcia jest dla mnie chodzącym ekstremizmem. Być może mając z nim styczność od dzieciństwa, sama nie znajduję w moim życiu dla niego miejsca.
Ale zanim ciężej, zacznę lekko. Od poniedziałku byłam na Malcie. Jakiś czas temu pojawiły się całkiem tanie loty więc pokornie się do nich dostosowałam i na Malcie wylądowałam w poniedziałek po południu a wracałam w piątek o świcie. Krótko. Ale tanio 😀 Coś za coś 🙂
W żołnierskich słowach – Malta jest ciepła, przyroda jest piękna. Język dla mnie dziwny, jedzenie… cóż.
Wróciłam głodna. Od powrotu ciągle jem. Nie moje smaki. Włochy podniosły moje oczekiwania co do widoków, Lwów co do jedzenia. Gdybym nie była w tych dwóch miejscach wcześniej, uznałabym Maltę za spełnienie marzeń.
Ale prawda jest taka, że nie poświęciłam czasu na ogarnięcie tego wypadu i gdyby nie plik ze wskazówkami od czytelniczki Doroty (:*)  byłabym zadowolona jeszcze mniej. Wina w 60% leży po mojej stronie ;-).
Ostatecznie muszę powiedzieć, że nie żałuję. Było naprawdę pięknie!
Malta to mój osobisty dramat i bagaż podręczny co oznaczało jedną parę butów. Do tej pory nie wiem jak to przeżyłam 😀
Bardziej serio – przydało mi się na chwilę naładować baterie.
Pytacie gdzie spałam – wynajęłam pokój w tym mieszkaniu i wykorzystałam zniżkę z Airbnb – Ty też możesz taką zgarnąć na pierwszy nocleg – dostaniesz 85 zł klikając tutaj. Moja ulubiona opcja to dzielenie dłuższego wyjazdu na dwa krótkie, np. raz wykorzystać swoją zniżkę na trzydniowy pobyt a potem zarezerwować to samo (lub inne miejsce) na kolejne trzy dni z konta kogoś kto z tobą jedzie (używając jego zniżki).

Przy okazji przypomniałam sobie dlaczego tak chętnie spadam z Polski na południe. Poza słońcem i klimatem który służy moim oskrzelom, lubię tez południowy luz. Zero niezdrowego zainteresowania kobietami topless i tymi z wielkim cellulitem. Chciałam trochę się opalić do głębszych dekoltów, dowiedziałam się (w komentarzach i na priv) że moje bikini jest wulgarne 😀 Cóż. Moje stanowisko jest takie:
To ja decyduje o swoim ciele. I tutaj płynnie swoim skaczącym umysłem przechodzę do prawa o decydowaniu…
Mamy kolejny konflikt o aborcję (w mojej ocenie ten temat zawsze powraca by odwrócić uwagę od innych). Nie podoba mi się projekt zaostrzający (jest bardzo nieprecyzyjny) ale też ten odrzucony. Obie strony mają silne argumenty. A tam gdzie ścierają się dwie silne racje łatwo o ekstremizm. Daleko mi do jednoznacznych sądów w niejednoznacznych sprawach. Trudno mi wyobrazić sobie sytuację gdy kobieta będzie zmuszona czekać aż pęknie jej jajnik przy ciąży pozamacicznej albo będzie zmuszona donosić zaśniad. Nie ma na to mojej zgody. Ale z drugiej strony równie trudno jest mi przyjąć do wiadomości usuwanie dziecka z zespołem Downa w szóstym miesiącu ciąży. Czy to wciąż decydowanie o własnym ciele? 
Ciekawostka numer jeden: Biblia wyżej ceni życie kobiety niż płodu. W 21 rozdziale Księgi Wyjścia napisano “Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to [winny] zostanie ukarany grzywną, jaką <na nich> nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. 23 Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie, 24 oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, 25 oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec. ” To nie są moje ulubione miejsca w Biblii (przyzwolenie na niewolnictwo i inne takie), ale jako ciekawostkę numer dwa dodam, że (odnosząc się do molestowanej dwunastolatki która urodziła dziecko) – gdyby zdecydowała się na aborcję nawet prawo kanoniczne nie byłoby tak surowe jak polskie społeczeństwo (Nie podlega żadnej karze, kto w chwili przekraczania ustawy lub nakazu: 1 nie ukończył jeszcze szesnastego roku życia; Kan.1323). Cytuję z Kodeksu Prawa Kanonicznego. W KPK jest też zapisane że “§ 2. Rodzice mają ściśle współpracować z nauczycielami, którym powierzają nauczanie swoich dzieci. Również nauczyciele w wypełnianiu swojego obowiązku powinni ściśle współpracować z rodzicami, których też winni pilnie wysłuchiwać; należy organizować i doceniać zrzeszenia lub zebrania rodziców.” A ostatnio będąc na zebraniu w pewnym gimnazjum widziałam bardzo mało osób ;-). W kraju pełnym – ponoć – katolików.
Nawet jeśli się z nimi nie zgadzam – uważam że każdy ma prawo do własnych poglądów. Antagonizowanie jednych i drugich jest smutne. Czytam sobie różne dyskusje i argumenty i chcę stać trochę z boku. Hiperbole i przejaskrawianie argumentów oraz jednoznaczne ocenianie świetnie zgarniają lajki ale ja nie umiem zająć jasnego stanowiska. A już na pewno nie życzę nikomu gwałtu na jego córkach które będą zmuszone do urodzenia niepełnosprawnych dzieci, co wielu pro-choice określa jako “naturalną reakcję na to, co robi rząd”.
 Najbardziej boli mnie jednak wzywanie innych do jasnych deklaracji. Wrzuć zdjęcie, wykorzystaj wpływ, opowiedz się!
 Dlatego napisałam tekst o tym, dlaczego nie musisz podchodzić wywołany do tablicy. Osoby którym tak bliska jest wolność do decydowania o sobie powinny to zrozumieć. Tak użyłam tego brzydkiego słowa ;-).
Postępu medycyny nie da się zatrzymać. Czasami sprawia że na świat przychodzi życie, któremu natura nie pozwoliłaby nadejść (środki na podtrzymanie ciąży itp.). Wiele się mówi o tym, że medycyna ratuje życie a moim ulubionym argumentem jest fakt, że kiedyś kobiety umierały na gorączkę połogową. Smutna ciekawostka jest taka, że… z winy lekarzy. Ci przenosili na ciele czy odzieży tzw. trupi jad (np. wcześnie przebywając w prosektorium).  Zauważył to np. słynny dzisiaj Semmelweis który nawoływał do odkażania rąk przed przyjmowaniem porodów. Jego oddział wyróżniał się pozytywnie na tle innych jeśli chodzi o odsetek śmierci na skutek gorączki połogowej. Więc niereformowalni lekarze go wyśmiali a potem usunęli i potępili. A kobiety dalej umierały. Trochę ponad sto lat temu, nie w jakimś średniowieczu. 
A co jeśli te wady rozwojowe i dylematy to nasza wina? Przetworzonej żywności, zanieczyszczeń, zachodzenia w ciążę w zbyt późnym wieku? Słabej jakości plemników zestresowanych ludzi?
Nie czuję się katoliczką, ale chciałabym zamknąć całą dyskusję jednym cytatem:
Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego! Kto oczernia brata swego lub osądza go, uwłacza Prawu i osądza Prawo. Skoro zaś osądzasz Prawo, jesteś nie wykonawcą Prawa, lecz sędzią. 12 Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. A ty kimże jesteś, byś osądzał bliźniego? (Jk, 4, 11-12).

Tyle z trudnych tematów. Ale żyjemy w kraju w którym kobieta nie może nawet zadecydować o tym, że chce nosić leginsy jako spodnie.










Wracając do tygodnia… był ciężki. Przeskok do zimnej Polski, ciągłe jedzenie i skrajności a każdym kroku. Próbujemy wszystko sprowadzić do zer i jedynek zapominając, że między zerem a jedynką jest nieskończoność.
 Od razu po powrocie  rzuciłam się na jedzenie i książki. Poczytałabym coś dla rozrywki ale w związku ze studiami doktoranckimi zaczyna mi się tak zwany – zapierdol. Lubię to słowo ;-). W zeszłym roku prowadziłam konwersatoria i studenci w USOS-ie ocenili je całkiem wysoko (poza jedną osobą która stwierdziła że oceny nie były zgodne z kryteriami :)), ale miałam niski wynik jeśli chodzi o dostosowanie poziomu trudności do studentów. Fakt że mało osób dotrwało do tego pola w ankiecie, ale przeraża mnie jak wszystko trzeba upraszczać. Nie ja wybierałam lektury, ale gdybym to ja miała decydować, nie widzę w nich wielkiej trudności. Uczelnia to nie fastfood gdzie przychodzisz na gotowe.
Ciekawostka – najmądrzejsze osoby jakie znam nie mają wykształcenia wyższego.
Miałam więc relatywnie mało czasu na bloga. Na Malce napisałamz  telefonu krótki tekst o mojej przewodniej życiowej zasadzie:

Jedna zasada która bardzo poprawia moje życie

a na blogu ukazał się także przepis na naturalny środek na żylaki, siniaki i obrzęki:
Nie wyrobiłam jednak czasowo i nie ukazała się aktualizacja włosów. Pojawi się na początku października. Aktualnie mam ochotę pozbyć się połowy długości 😀
Okej, a linki tygodnia?
Mało!
Ranking polskich blogów – moje trzecie miejsce jest Waszą zasługą, dziękuję!
Jeden z komentarzy, który sprawił mi ogromną radość:
Koleżanka z roku próbuje zgromadzić materiał do ważnej (w mojej ocenie) pracy doktorskiej na temat rozwiązania adopcji. To ważny problem i warto zbadać (bez osądzania!) dlaczego ktoś podejmuje się adopcji a potem ją rozwiązuje. Jeśli jakimś cudem znacie kogoś kto chciałby swoim doświadczeniem w ten sposób pomóc innym – zostawiam apel Justyny 
Jak naprawić szpilki i mnóstwo innych przydatnych DIY
Podesłane przez czytelniczkę – work smarter not harder w czystej postaci
Silikonowe lunchboxy o które ciągle mnie pytacie znowu w sprzedaży za mały pieniądz (klik)
Nicolas Cage jako… każdy 😀 Oglądanie memów z tym aktorem to moja guilty pleasure.
A pizza to samo “pleasure”, bez “guilty. Łączenie jedzenia z poczuciem winy wydaje mi się niestrawne.
Moje głupie miny w bonusie. Przez tekst przewijał się mój kapelusz kupiony po taniości (klik). Botki są z deichmanna, spódnica podlinkowana w tekście o kasztanach ;-).
A takie wielkie szczury przynosi z lasu mój kot (klik). To zawsze wywołuje we mnie koktajl emocji – z jednej strony szkoda mi tego szczura. Z drugiej wiem, że tak działa natura. Z trzeciej jestem dumna z mojego kota i cieszę się że się odwdzięcza – to znaczy, że jest mu dobrze. Z czwartej czuję obrzydzenie. Nie da się arbitralnie ocenić czy to czyn dobry czy zły. 
Okej, napisałam wszystko co leżało mi na wątrobie. Jakimś cudem wyrobiłam się przed północą. Dobranoc!

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Nalewka z kasztanów – na żołądek, żylaki i bóle mięsniowe – prosty przepis
Babcia myśli że jestem “lezbyjką” , Malta i wielkie szczury [TYGODNIK]