- Chcesz spróbować?
- Jasne!
Wolę czegoś spróbować z myślą, że najwyżej mi się nie spodoba, niż nie spróbować i żałować. W Malezji nadarzyła się okazja do sadzenia ryżu🌾 fajna przygoda! (Do momentu, aż coś dziwnego przepełzło po mojej stopie😅) A teraz siedzę i czytam wszystko o tym, jak ogarnąć przesiadkę w Chinach! Lecę w lutym do Wietnamu (znaczy loty mam do Bangkoku, ale resztę jakoś ogarnę!) i polowałam na sensowną przesiadkę aby zobaczyć #Pekin ♥️ marzyło mi się Zakazane miasto, ale teraz napaliłam się na Wielki Mur Chiński. Będę mieć 16h (gdzie same formalności wizowe to podobno 2-3h😱) i będę zupełnie sama, ale na samą myśl szczerzę się jak szalona 😁 co może pójść nie tak? Wszystko! Mogę nie dostać wizy, może oszukać mnie kierowca, przechowalnia bagażu może nie być czynna, mogę nie zdążyć na przesiadkę do Bangkoku... YOLO! Przeczytałam już cały internet, ale zapytam też tutaj - czy jest wśród Was ktoś, kto przebiegł przez Pekin podczas tej szalonej przesiadki?
Mam ochotę na trudne ustawienia tej gry i zrobić trasę nie z wynajętym kierowcą, ale pociągami i autobusami. No risk no fun!

W ogóle chciałabym, aby ta podróż była trochę inna i wypchnęła mnie mocniej ze strefy komfortu. Nie będę rezerwować noclegów z wyprzedzeniem, chcę przemieszczać się bardziej jak lokals, nie planować za dużo i dać się ponieść chwili. Będzie fajnie!🙃 #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #Azja #Chiny #Malezja #bejing #travelgirl #adventure #discoverunder50k #girlswhotravel #malaysia #china #riceplanting

- Chcesz spróbować? - Jasne!...

Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Babcia myśli że jestem “lezbyjką” , Malta i wielkie szczury [TYGODNIK]

Moja babcia myśli że jestem lesbijką, internet myśli że jestem wpływowa a ja myślę, że jestem popieprzona. Do tego w jednym tygodniku zmieszczę aferę o bikini, ciepłą Maltę, zimną Polskę, nalewkę z kasztanów i zdechłego szczura. Gotowi?

W Bydgoszczy jest taka słynna kobieta z walizką. Mówią, że chora psychicznie. Chodzi w futrze z walizką i żebrze na bilet lub krople do oczu. Zawsze zgubiła portfel czy coś tam coś tam. I tak przemierza te kocie łby ze stukajacą o nie walizką. Ja też wiecznie swoją gdzieś ciągnę to tu to tam. A że trzymam życie osobiste osobistym, moja babcia przejawia niezdrową ciekawość. Gdzie tak jeżdżę, z kim jeżdżę po co jeżdżę i co tam robię. Więc któregoś z tych dni gdy wychodzę w piątek a wracam w niedzielę odparowałam że wychodzę do koleżanki. A jeszcze innym razem naprawdę jechałam z koleżanką. A konkretniej leciałam. Na Maltę.
Moja babcia od tygodnia płacze i rzuca się w amoku bo myśli że jestem “lezbyją”. Chciałabym umieć wymówić to z tym samym akcentem z którym w dzieciństwie pytała mnie “czego nie jysz” gdy podsuwała mi pod nos obleśnego kotleta na niedomytym talerzu :). Kocham babcię ale czasami mam jej dość. Abstrahując od tego, że lesbijką nie jestem – moja babcia jest dla mnie chodzącym ekstremizmem. Być może mając z nim styczność od dzieciństwa, sama nie znajduję w moim życiu dla niego miejsca.
Ale zanim ciężej, zacznę lekko. Od poniedziałku byłam na Malcie. Jakiś czas temu pojawiły się całkiem tanie loty więc pokornie się do nich dostosowałam i na Malcie wylądowałam w poniedziałek po południu a wracałam w piątek o świcie. Krótko. Ale tanio 😀 Coś za coś 🙂
W żołnierskich słowach – Malta jest ciepła, przyroda jest piękna. Język dla mnie dziwny, jedzenie… cóż.
Wróciłam głodna. Od powrotu ciągle jem. Nie moje smaki. Włochy podniosły moje oczekiwania co do widoków, Lwów co do jedzenia. Gdybym nie była w tych dwóch miejscach wcześniej, uznałabym Maltę za spełnienie marzeń.
Ale prawda jest taka, że nie poświęciłam czasu na ogarnięcie tego wypadu i gdyby nie plik ze wskazówkami od czytelniczki Doroty (:*)  byłabym zadowolona jeszcze mniej. Wina w 60% leży po mojej stronie ;-).
Ostatecznie muszę powiedzieć, że nie żałuję. Było naprawdę pięknie!
Malta to mój osobisty dramat i bagaż podręczny co oznaczało jedną parę butów. Do tej pory nie wiem jak to przeżyłam 😀
Bardziej serio – przydało mi się na chwilę naładować baterie.
Pytacie gdzie spałam – wynajęłam pokój w tym mieszkaniu i wykorzystałam zniżkę z Airbnb – Ty też możesz taką zgarnąć na pierwszy nocleg – dostaniesz 85 zł klikając tutaj. Moja ulubiona opcja to dzielenie dłuższego wyjazdu na dwa krótkie, np. raz wykorzystać swoją zniżkę na trzydniowy pobyt a potem zarezerwować to samo (lub inne miejsce) na kolejne trzy dni z konta kogoś kto z tobą jedzie (używając jego zniżki).

Przy okazji przypomniałam sobie dlaczego tak chętnie spadam z Polski na południe. Poza słońcem i klimatem który służy moim oskrzelom, lubię tez południowy luz. Zero niezdrowego zainteresowania kobietami topless i tymi z wielkim cellulitem. Chciałam trochę się opalić do głębszych dekoltów, dowiedziałam się (w komentarzach i na priv) że moje bikini jest wulgarne 😀 Cóż. Moje stanowisko jest takie:
To ja decyduje o swoim ciele. I tutaj płynnie swoim skaczącym umysłem przechodzę do prawa o decydowaniu…
Mamy kolejny konflikt o aborcję (w mojej ocenie ten temat zawsze powraca by odwrócić uwagę od innych). Nie podoba mi się projekt zaostrzający (jest bardzo nieprecyzyjny) ale też ten odrzucony. Obie strony mają silne argumenty. A tam gdzie ścierają się dwie silne racje łatwo o ekstremizm. Daleko mi do jednoznacznych sądów w niejednoznacznych sprawach. Trudno mi wyobrazić sobie sytuację gdy kobieta będzie zmuszona czekać aż pęknie jej jajnik przy ciąży pozamacicznej albo będzie zmuszona donosić zaśniad. Nie ma na to mojej zgody. Ale z drugiej strony równie trudno jest mi przyjąć do wiadomości usuwanie dziecka z zespołem Downa w szóstym miesiącu ciąży. Czy to wciąż decydowanie o własnym ciele? 
Ciekawostka numer jeden: Biblia wyżej ceni życie kobiety niż płodu. W 21 rozdziale Księgi Wyjścia napisano “Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to [winny] zostanie ukarany grzywną, jaką <na nich> nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. 23 Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie, 24 oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, 25 oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec. ” To nie są moje ulubione miejsca w Biblii (przyzwolenie na niewolnictwo i inne takie), ale jako ciekawostkę numer dwa dodam, że (odnosząc się do molestowanej dwunastolatki która urodziła dziecko) – gdyby zdecydowała się na aborcję nawet prawo kanoniczne nie byłoby tak surowe jak polskie społeczeństwo (Nie podlega żadnej karze, kto w chwili przekraczania ustawy lub nakazu: 1 nie ukończył jeszcze szesnastego roku życia; Kan.1323). Cytuję z Kodeksu Prawa Kanonicznego. W KPK jest też zapisane że “§ 2. Rodzice mają ściśle współpracować z nauczycielami, którym powierzają nauczanie swoich dzieci. Również nauczyciele w wypełnianiu swojego obowiązku powinni ściśle współpracować z rodzicami, których też winni pilnie wysłuchiwać; należy organizować i doceniać zrzeszenia lub zebrania rodziców.” A ostatnio będąc na zebraniu w pewnym gimnazjum widziałam bardzo mało osób ;-). W kraju pełnym – ponoć – katolików.
Nawet jeśli się z nimi nie zgadzam – uważam że każdy ma prawo do własnych poglądów. Antagonizowanie jednych i drugich jest smutne. Czytam sobie różne dyskusje i argumenty i chcę stać trochę z boku. Hiperbole i przejaskrawianie argumentów oraz jednoznaczne ocenianie świetnie zgarniają lajki ale ja nie umiem zająć jasnego stanowiska. A już na pewno nie życzę nikomu gwałtu na jego córkach które będą zmuszone do urodzenia niepełnosprawnych dzieci, co wielu pro-choice określa jako “naturalną reakcję na to, co robi rząd”.
 Najbardziej boli mnie jednak wzywanie innych do jasnych deklaracji. Wrzuć zdjęcie, wykorzystaj wpływ, opowiedz się!
 Dlatego napisałam tekst o tym, dlaczego nie musisz podchodzić wywołany do tablicy. Osoby którym tak bliska jest wolność do decydowania o sobie powinny to zrozumieć. Tak użyłam tego brzydkiego słowa ;-).
Postępu medycyny nie da się zatrzymać. Czasami sprawia że na świat przychodzi życie, któremu natura nie pozwoliłaby nadejść (środki na podtrzymanie ciąży itp.). Wiele się mówi o tym, że medycyna ratuje życie a moim ulubionym argumentem jest fakt, że kiedyś kobiety umierały na gorączkę połogową. Smutna ciekawostka jest taka, że… z winy lekarzy. Ci przenosili na ciele czy odzieży tzw. trupi jad (np. wcześnie przebywając w prosektorium).  Zauważył to np. słynny dzisiaj Semmelweis który nawoływał do odkażania rąk przed przyjmowaniem porodów. Jego oddział wyróżniał się pozytywnie na tle innych jeśli chodzi o odsetek śmierci na skutek gorączki połogowej. Więc niereformowalni lekarze go wyśmiali a potem usunęli i potępili. A kobiety dalej umierały. Trochę ponad sto lat temu, nie w jakimś średniowieczu. 
A co jeśli te wady rozwojowe i dylematy to nasza wina? Przetworzonej żywności, zanieczyszczeń, zachodzenia w ciążę w zbyt późnym wieku? Słabej jakości plemników zestresowanych ludzi?
Nie czuję się katoliczką, ale chciałabym zamknąć całą dyskusję jednym cytatem:
Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego! Kto oczernia brata swego lub osądza go, uwłacza Prawu i osądza Prawo. Skoro zaś osądzasz Prawo, jesteś nie wykonawcą Prawa, lecz sędzią. 12 Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. A ty kimże jesteś, byś osądzał bliźniego? (Jk, 4, 11-12).

Tyle z trudnych tematów. Ale żyjemy w kraju w którym kobieta nie może nawet zadecydować o tym, że chce nosić leginsy jako spodnie.










Wracając do tygodnia… był ciężki. Przeskok do zimnej Polski, ciągłe jedzenie i skrajności a każdym kroku. Próbujemy wszystko sprowadzić do zer i jedynek zapominając, że między zerem a jedynką jest nieskończoność.
 Od razu po powrocie  rzuciłam się na jedzenie i książki. Poczytałabym coś dla rozrywki ale w związku ze studiami doktoranckimi zaczyna mi się tak zwany – zapierdol. Lubię to słowo ;-). W zeszłym roku prowadziłam konwersatoria i studenci w USOS-ie ocenili je całkiem wysoko (poza jedną osobą która stwierdziła że oceny nie były zgodne z kryteriami :)), ale miałam niski wynik jeśli chodzi o dostosowanie poziomu trudności do studentów. Fakt że mało osób dotrwało do tego pola w ankiecie, ale przeraża mnie jak wszystko trzeba upraszczać. Nie ja wybierałam lektury, ale gdybym to ja miała decydować, nie widzę w nich wielkiej trudności. Uczelnia to nie fastfood gdzie przychodzisz na gotowe.
Ciekawostka – najmądrzejsze osoby jakie znam nie mają wykształcenia wyższego.
Miałam więc relatywnie mało czasu na bloga. Na Malce napisałamz  telefonu krótki tekst o mojej przewodniej życiowej zasadzie:

Jedna zasada która bardzo poprawia moje życie

a na blogu ukazał się także przepis na naturalny środek na żylaki, siniaki i obrzęki:
Nie wyrobiłam jednak czasowo i nie ukazała się aktualizacja włosów. Pojawi się na początku października. Aktualnie mam ochotę pozbyć się połowy długości 😀
Okej, a linki tygodnia?
Mało!
Ranking polskich blogów – moje trzecie miejsce jest Waszą zasługą, dziękuję!
Jeden z komentarzy, który sprawił mi ogromną radość:
Koleżanka z roku próbuje zgromadzić materiał do ważnej (w mojej ocenie) pracy doktorskiej na temat rozwiązania adopcji. To ważny problem i warto zbadać (bez osądzania!) dlaczego ktoś podejmuje się adopcji a potem ją rozwiązuje. Jeśli jakimś cudem znacie kogoś kto chciałby swoim doświadczeniem w ten sposób pomóc innym – zostawiam apel Justyny 
Jak naprawić szpilki i mnóstwo innych przydatnych DIY
Podesłane przez czytelniczkę – work smarter not harder w czystej postaci
Silikonowe lunchboxy o które ciągle mnie pytacie znowu w sprzedaży za mały pieniądz (klik)
Nicolas Cage jako… każdy 😀 Oglądanie memów z tym aktorem to moja guilty pleasure.
A pizza to samo “pleasure”, bez “guilty. Łączenie jedzenia z poczuciem winy wydaje mi się niestrawne.
Moje głupie miny w bonusie. Przez tekst przewijał się mój kapelusz kupiony po taniości (klik). Botki są z deichmanna, spódnica podlinkowana w tekście o kasztanach ;-).
A takie wielkie szczury przynosi z lasu mój kot (klik). To zawsze wywołuje we mnie koktajl emocji – z jednej strony szkoda mi tego szczura. Z drugiej wiem, że tak działa natura. Z trzeciej jestem dumna z mojego kota i cieszę się że się odwdzięcza – to znaczy, że jest mu dobrze. Z czwartej czuję obrzydzenie. Nie da się arbitralnie ocenić czy to czyn dobry czy zły. 
Okej, napisałam wszystko co leżało mi na wątrobie. Jakimś cudem wyrobiłam się przed północą. Dobranoc!

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Nalewka z kasztanów – na żołądek, żylaki i bóle mięsniowe – prosty przepis
Babcia myśli że jestem “lezbyjką” , Malta i wielkie szczury [TYGODNIK]