Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Kto jest największym wrogiem kobiety?

Tekst, w którym wspomniałam kilkoma słowami, że nie chcę przykleić do siebie etykietki “feministka” wywołał sporo emocji. A ja widzę problem w zupełnie innym miejscu. Więc dzisiaj będzie trochę o życiu bez etykiet.

“Kultura” gwałtu, “niesprawiedliwy patriarchalny świat” i inne frazesy wywołują we mnie odruch z lekka wymiotny. Stawiamy każdego mężczyznę w roli potencjalnego oprawcy i potwora. “Trochę” nie w porządku! 
Ja myślę, że kobiety mają gorszego wroga.
To co napiszę nie pretenduje oczywiście w żadnym razie do miana naukowości – na blogu jestem tą Anią, która zdejmuje z siebie gorset nakładany przez różne role i piszę do was jako Ania w kapciach ;-)).
Od napisania tamtego tekstu bacznie przysłuchiwałam się i przyglądałam rzeczywistości. Dopiero co linkowałam do tekstu o radnej, która trenuje pole dance – trafiłam na niego widząc dyskusję na facebooku. Kto krytykował dziewczynę najbardziej? Inne kobiety.
Pamiętam sytuację z dziewczyną, która pochwaliła się publicznie seksem grupowym z autobusem muzyków, których chyba była fanką. Nie podzielam jej wyborów, ale zjawisko groupie młode nie jest – ostatecznie zrobiła ze swoim ciałem to, co chciała. Nikogo nie skrzywdziła. Nie utopiła w rzece szczeniaczków, nie okradła starszej pani, nie nadepnęła na linie na chodniku.
 Kto ją najbardziej krytykował? Kobiety. Całe stada kobiet. Że szmata, że dziwka, że worek na spermę. Szukałam długo jakichkolwiek głosów w jej obronie. Najwięcej było ze strony mężczyzn. Ze przecież gdyby to mężczyzna wskoczył do autobusu pełnego tancerek, to byłby oceniony całkiem inaczej, że dziewczyna nie zrobiła nic złego, że miała taki temperament, że miała do tego prawo.
Kobiety dalej swoje – że wstyd, że “to coś” będzie mieć prawa wyborcze. Jakby kurczę głosowała waginą.
Gdy facet zdradzi dziewczynę, kobiety często wybaczają księciulkowi wszystko, a kochankę rozszarpałyby na strzępy, jakby to ona była w całej sytuacji jedyną winną. Ładne i zadbane uczennice są traktowane przez nauczycielki jako tępe dzidy – zgrabnej dziewczynie z farbowanymi włosami trudniej jest dostać dobrą ocenę, niż szarej myszce w warkoczu. Bo jak przecież miała czas na makijaż, to pewnie nie miała czasu na naukę i jej się poszczęściło. Albo ściągała.
Dziewczyna trenuje nawet będąc w ciąży – oczywiście znając swoje możliwości. Przez cały czas wysłuchuje (rzecz jasna – od innych bab) że jest głupia, próżna i zrobi dziecku krzywdę. Rodzi zdrowe dziecko – co więcej – dzięki treningom i kontroli mięśni twierdzi, że jej poród był całkiem szybki i bezproblemowy. Znowu – w oczach innych kobiet- staje się bezwartościowa, bo nie cierpiała. Bo prawdziwy poród to tylko z bólem a w ogóle to powinna zbiednieć i rodzić na NFZ bo co ona sobie wyobraża.
Bardzo chciała karmić piersią. Początkowo to robi (oczywiście jest suką, bo powinna robić to w ubikacji a nie zasłaniając pierś pieluszką, a w ogóle to mogła siedzieć w domu jak ma dziecko do karmienia. Nóg trzeba było nie rozkładać. I tak dalej – rzucają kąśliwe uwagi inne baby). Potem teściowa (całkowicie nieświadomie!) przyniosła do domu chorobę, a matka karmiąca wylądowała z antybiotykiem i się karmienie musiało skończyć – znowu w oczach innych (kobiet oczywiście!) stała się złą kobietą, bo podaje mleko modyfikowane a prawdziwa matka to karmi piersią i tylko piersią.
Maria. Marię poznałam jako kompetentną, sympatyczną osobę o niezwykle rozwiniętym poczuciu estetyki. Wymieniłyśmy kilka opinii, ale nie znamy się jakoś bardzo. Poznałam ją jako inteligentną, obytą osobę znającą się na tym, czym się zajmuje – ostatni raz rozmawiałyśmy w grudniu – śniłam się jej, a konkretnie pomysł na logo mojego bloga. Ponieważ bardzo podoba mi się poczucie estetyki (klik), ucieszyłam się niezwykle. Ale wiem jak jest zapracowana mając małe dziecko, ucząc się języków – nie cisnęłam z czasem. Omal nie spadłam z krzesła czytając niedawno nagłówki portali – “blogerka, żona prawicowego dziennikarza dostała pracę w kancelarii Szydło”. Artykuł oczywiście sugerujący, że po znajomości.
Dodam, że artykuły były pisane głównie przez…kobiety. Tak samo jak hejty.
Nie ma na scenie żadnej partii politycznej, z którą zgadzałabym się od A do Z. Co za tym idzie – nie jestem ani #teamPiS ani #teamPO ani żadne nowoczesne, razem czy co tam jeszcze jest. 
Ale określenie kobiety przez pryzmat męża (jakby to stanowiło o jej kompetencjach!) jest mocno nie w porządku. Tak samo jak tendencyjne wybieranie z wielu jej aktywności tej najmniej społecznie szanowanej, czyli blogowania.
To jakby noblistka będąca jednocześnie fanką One Direction wygłosiła jakiś wykład na Harvardzie, a prasa napisałaby “fanka One Direction przemówiła w Newtown”. Czujecie różnicę?
Gdy ładna kobieta pozuje na okładce gazety – jest próżna. Gdy zrobi to kobieta o aparycji Buki z Muminków – przełamuje stereotypy i robi rewolucję. Gdy taka “plus size i jestem z tego dumna” zdecyduje się jednak po czasie schudnąć i wyzna, że wcale nie akceptowała siebie plus plus plus… nagle stanie się wrogiem publicznym numer jeden. 
Dla mnie piękno nie ma rozmiaru, kształtu i określonej formy – jednym podobają się tacy ludzie, innymi inni – ale skąd te podwójne standardy przy jednakowym czynie?
Kontynuować?
Ostatnio przeczytałam w jakimś komentarzu (napisanym przez kobietę!), że pewną dziewczynę “miało pół Warszawy”.
A może to ona miała pół Warszawy?! Oczywiście dalej uzasadnienie wywodu, że jest “rozjechana”, jakby 10 stosunków z różnymi mężczyznami wpływało na to bardziej niż 10 z jednym i tym samym.
Kto pisze, że Chodakowska ma twarz jak koń? Strzelam, ale jestem pewna że więcej kobiet niż mężczyzn.
Kobiety są dla siebie nawzajem bardziej surowe i okrutne. Jeśli mówimy już o uciskaniu kobiet przez mężczyzn (często udowadnianym na siłę!!!), nie milczmy o tej drugiej stronie – o kobietach, które są dla siebie nawzajem często dużo bardziej surowe i okrutne niż wymyślony wróg – patriarchat. Dla lubiących krótkie, powierzchowne ale sygnalizujące coś publikację – linkuję polski skrótowy artykulik na ten temat (klik) – dla tych, którzy nie mają problemu z angielskim i chcą czegoś więcej – polecam bardzo otwierającą i dość ważną książkę – Woman’s inhumanity to Woman (autorka jest profesorem na Uniwersytecie w Nowym Jorku).
Nie lubię etykiet – nie istnieje żadna ideologia, pogląd, filozofia, religia, żaden -izm, i żadna -logia którą akceptowałabym w 100% bez szemrania i zastrzeżeń. Dlaczego mam więc przyjmować te etykietki na siłę i nazywać się feministką, skoro oprócz poglądów z którymi się zgadzam, zakłada to też szereg poglądów,z którymi nie zawsze się zgadzam, lub – głęboko się nie zgadzam?
Uważam, że czyny mówią głośniej niż słowa – dlaczego to co robię ma być gorsze od działań kobiety, która pod szyldem “feminizm” walczy z tym, by w książkach i publikacjach pisano do czytelnika w formie żeńskiej i zamieniono “history” na “herstory”?
Wolę bez żadnej etykiety pomagać fundacjom działającym na rzecz dostępu do edukacji dla kobiet z krajów muzułmańskich albo walczących z obrzezaniem. 
Nie potrzebuję do tego etykiety – metki zawsze mnie gryzły w szyję.
Uważam, że my kobiety powinnyśmy się zjednoczyć. Bardziej wspierać. Stawać w swojej obronie. Przestać ze sobą rywalizować, i walczyć a zamiast tego być dla siebie oparciem. Dlatego podam też bardzo pozytywne przykłady – RailGirls, Latająca Szkoła Kobiet, grupa na fejsie Szpilki w Biznesie. Wspierając się, pomagając sobie nawzajem i odnosząc się do siebie z życzliwością możemy więcej, niż gdy będziemy się ciągle oceniać i ze sobą walczyć. 
Strój z dzisiaj – moje ulubione spodnie, botki (klik) i trochę kontrowersyjnie – body z dużym dekoltem (na modelce lepiej) plus długi żakiet w sam raz na wiosnę (klik) – jest fajny, ale przypomina mi trochę kitel albo fartuch – myślę o przyszyciu czarnych lub złotych guzików w miejsce białych. Dobry pomysł?
Jaki jest cel tego tekstu? Odmitologizowanie etykiet – znam takich co wycierają sobie twarz papieżem a w ręku dzierżą różaniec, ale nie czyni ich to w żadnym razie dobrymi ludźmi – czynu mówią głośniej niż słowa, a ja zawsze odcinałam metki od swoich ubrań – uwierają mnie.
Poza tym – chciałabym, abyśmy my – kobiety (ze statystyk wynika, że jest ich najwięcej wśród czytelników bloga), przyjrzały się swoim relacjom z innymi kobietami i bardziej się wspierały, zamiast ciągle oceniać, osądzać, krytykować, konkurować i walczyć. Proste zadanie – w ciągu najbliższego tygodnia spróbuj wesprzeć jakąś kobietę. Choćby słowem.
Miłego weekendu!

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Klamka123aniamalujeAnna-Maria Wiśniewska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Klamka123
Gość
Klamka123

Witam! t Chciałabym dodać kilka moich przemyśleń.. Uważam że kobiety które tak negatywnie podchodzą do innych kobiet są poprostu zazdrosne. W głębi duszy może bardzo pragną tego co ma ta druga ” su*a” ale nie mogą ze względów różnych bo wstydzą się opinii ludzi czy innych rzeczy i pragną w jakiś sposób im podciać skrzydła aby w jakiś sposób się choć troszkę dowartosciowac. Walczyć z tym ciężko. Bo każdy musiałby zastanowić się poważnie nad swoim zachowaniem. Ja kiedyś zauważyłam u siebie jak matka karmiąca dziecko wzbudziła we mnie zazdrość tym że wystawiła wgl ta pierś a w pobliżu był mój… Czytaj więcej »

Anna-Maria Wiśniewska
Gość

No cóż, wszystko to myśle wynika z braku poczucia własnej wartości. Ten, kto je ma, nie musi hejtowac, poniżać i krytykowac. Ile by dało, gdyby w szkole były zajęcia z inteligencji emocjonalnej i generalnie – z samorozwoju.
Ja oczywiście zachęcam tez do odwiedzenia mojej grupy #WiecejDziewczyn w której staramy się edukować i uświadamiać zarówno kobiety jak o mężczyzn 😉 bit.ly/JestWiecejDziewczyn

aniamaluje
Gość

Słusznie zachęcasz bo grupa spoko 🙂

Previous
Moje ulubione aplikacje – czyli co mam na smartfonie
Kto jest największym wrogiem kobiety?