Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

– Masz juz chłopaka?
– Kiedy ci się w końcu oświadczy?
– Kiedy ślub?
– Kiedy dziecko? Staracie się?
- Kiedy drugie?

Są pytania, których się po prostu nie zadaje🤫... w tym momencie słyszę głośny śmiech wszystkich moich znajomych, którym zadałam najbardziej niedyskretne pytania na świecie, ale proszę Was, przypomnijcie sobie - zanim ustaliliśmy, że jesteśmy ok z tym levelem szczerości, zapytałam „czy mogę ci zadać BARDZO osobiste pytanie?”.
No, to wyjaśnione🙈🤣
Osobiście bliskie jest mi zdanie - „nikt nie jest w stanie zranić cię, bez twojej zgody”. Jak zapytasz singielki z wyboru o to, kiedy w końcu sobie kogoś znajdzie, to jej nie dotknie, w odróżnieniu od dziewczyny, która rozpaczliwie szuka od  lat „tego jedynego”.
Nigdy nie wiemy, co przeżywa kobieta, którą pytasz „to jak, kiedy planujecie dziecko?”. Mogła niedawno poronić albo starać się bezskutecznie od kilku lat i sprawisz jej tym niepotrzebną przykrość. 
NAWET JA😂 wiem, że pewnych pytań nie zadaje się ludziom, z którymi nie jesteśmy bardzo blisko. I chciałabym, abyście zapamiętali. Ale też warto nauczyć się trochę asertywności! Nie mam problemu z rozmawianiem szczerze o pieniądzach, wyborach, traumach z dzieciństwa  z ludźmi, z którymi jestem bliżej, ale też nie mam problemu z powiedzeniem „wybacz, nie odpowiem ci na to pytanie”, „podpisałam srogie NDA, nie mogę powiedzieć”, „to moja osobista sprawa”.
Moja czytelniczka z kolei na pytanie „kiedy w końcu dziecko, wszystkie twoje koleżanki już mają” zapytała starej ciotki „kiedy w końcu twój pogrzeb? wszystkie twojego koleżanki już po”.
No tak też można, ale po co🤪
Trzymajcie się!

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #aniamaluje #szczerze_pisząc #święta

– Masz juz chłopaka? –...

Prosty sposób na tabliczkę mnożenia i 5 tysięcy na Twoje marzenie

Uwielbiam pracę z dziećmi i ten moment, kiedy mały człowiek zaczyna wierzyć w siebie i swoje możliwości. Że to jednak nie on jest głupi, tylko nauczycielka stosuje niewłaściwe metody. Nieustannie szukam inspiracji, więc chciałam podzielić się  grą, która pomaga dzieciakom zrozumieć o co chodzi w tym całym mnożeniu. To prosty sposób na opanowanie tabliczki mnożenia. Jeśli ktoś jest ciekawy, serdecznie zapraszam. Jeśli ciekawy nie jest – zapraszam tym bardziej!
Gdybym miała polegać na wiedzy wyniesionej ze szkoły, to byłabym rasistką, gdyż jak głosiła pani Lidia Cz. dobry Niemiec, to martwy Niemiec. Zapamiętałam też bardzo dokładnie jak na głos wspominała prezent od swojej poprzedniej klasy. Niestety nie pamiętam czy to był drogi czy też bardzo drogi zegarek, ale przekaz utkwił mi w pamięci. Tak samo jak tępienie przez nią  biedniejszego kolegi i koleżanki z klasy.
Całe szczęście, że mimo nieciekawej sytuacji finansowej, moi rodzice zawsze inwestowali w książki, więc pani miała u mnie bardzo mały autorytet. Miałam szersze spojrzenie na świat.
Gdy chodziłam do szkoły, nie było jeszcze internetu. Gdyby nie rodzice, byłabym skazana na szkolną bibliotekę z książkami, które nie uwzględniały  jeszcze rozpadu Jugosławii. Cofając się myślami do lat szkolnych, przeraża mnie jak łatwo jest “wypaść” z dobrych torów i uwierzyć, że jest się głąbem. Ja miałam wspierających rodziców. To bardzo dużo. 
Ale wystarczy takich nie mieć. Raz zachorować i dwa tygodnie nie być w szkole. Ominąć coś ważnego, np. dzielenie z resztą i nie dać rady tego nadrobić. Albo każdego dnia musieć podejmować decyzję, czy chodzisz cały dzień głodny, czy zjesz obiad w szkolnej stołówce i stracisz 1/4 matematyki lub geografii. Bo szkołą zarządzają idioci, którzy wierzą że na piętnastominutowej przerwie zdążysz odstać w kolejce i zjeść obiad. Pamiętam dzieci, które się spóźniały i pamiętam osobną kolejkę dla nauczycieli. I karteczki, przez które wszyscy wiedzieli czy masz obiad za który płacą rodzice, czy opieka społeczna. Skurwysyństwo i stygmatyzacja tych dzieci.
Nigdy nie uwierzę w pomoc od “państwa”. Niech to państwo przestanie narzucać debilne podatki tylko je obniży – za różnicę ludzie kupią sobie ten obiad sami. Serio.
 I niech nikt mi tu nie pier*oli o lewicy, bo za jej czasów zniknęło “rodzinne”, znacząco zwiększyło się bezrobocie a kwota wolna od podatku nie drgnęła i nadal nie pokrywa minimum egzystencji. Liczba osób żyjących za mniej niż wynosi to minimum wzrosła z 8 do 14%. Moje województwo należało do jednych z kilku, które określane są mianem enklaw dziecięcej biedy* (wg. Prof. dr hab. Wielisławy Warzywody – Kruszyńskiej).  Dziękuję za uwagę, ulało mi się. Idea podatku progresywnego i ludzie głosujący na “Razem” przerażają mnie równie mocno, co moja wychowawczyni z podstawówki, Lidia Cz.
Okej, dawne żale z siebie wylałam. Żal to potężna siła – Odpowiedzialny za ludobójstwo, etiopski dyktator Mengystu, na jedną ze swoich pierwszych ofiar wybrał mężczyznę, który odmówił mu stypendium w Stanach. Wciąż chował w sercu urazę. To straszne (pisałam o tym w tekście – nienawiść zabij w sobie). Ja nie mam żalu – mam niezrozumienie dla wiary w lewicowe “zabierzmy innym, rozdajmy biednym sobie”. Swój żal już dawno przekułam w działanie. Na rzecz tych, do których warto wyciągnąć rękę.
 Uwielbiam pracę z dziećmi, szczególnie tymi, w które nikt nie wierzy. Ale wkurza mnie mówienie, że to pieniądze są problemem edukacji. Kiedyś wystarczył patyk do rysowania na piasku i kamyki (zobacz co można zrobić z kasztanami!), a dzisiaj inwestujemy w drogie, badziewne książki i tablice interaktywne. Ja szukam metod tanich i skutecznych. Gdy częściej pracowałam z dziećmi, zawsze miałam w torebce trochę kartek, talię kart za dwa złote, dwie kostki do gry, długopis, ołówek i trzy kolorowe cienkopisy. To potężne narzędzia!
Popatrzcie na prostą grę związaną z mnożeniem.
Problem dzieciaków wynika z tego, że tabliczkę mnożenia można wkuć, ale dziecko nie rozumie o co tym chodzi. A jak zrozumie, to łatwiej załapać. Jeśli coś da się zastosować w praktyce, to matma staje się prosta.
W wakacje byłam świadkiem jak siedmiolatki dokonywały obliczeń w stylu – jeden pidgey to 3 cukierki, żeby zrobić ewolucję potrzeba 12 candy czyli muszę mieć 4 pidgeye (PokemonGo, podobno głupia gra dla bezmózgów).
Do tej gry potrzebne są:
– kartka papieru
– dwa kolory (cienkopisy, pisaki, kredki)
– dwie kości do gry
Gracze losują po kolorze. Następnie po kolei rzucają kostkami. Oczka oznaczają dwie liczby, które należy przez siebie pomnożyć, np. 4 i 6 oznacza 6 razy 4 lub 4 razy 6. Gracz robi na kartce ze swojej strony ramkę o wymiarach 6×4 i koloruje kratki wewnątrz niej. Następnie drugi gracz wykonuje rzut i robi to samo ze swojej strony.
Przy każdym zakolorowaniu liczy się ile kratek daje wynik, można też to zapisać.
Liczą dwie strony, ponieważ nikt nie chce dać się oszukać :). Po pewnym czasie potrzeba strategii, bo ciężko znaleźć miejsce dla swojego koloru. Jeśli nie ma miejsca – opuszczasz kolejkę.
Wygrywa gracz, który oznaczy swoim kolorem więcej pól.
Mam sporo alternatywnych wersji tej gry, więc jeśli jesteś zainteresowany – kliknij  w okienku niżej like, lub puść na twitterze ;-). Wtedy wystarczy odświeżyć i w miejsce ‘treść premium’ pojawią się inne przykłady z komentarzem. Resztę zapraszam do dalszej lektury bez zagłębiania się w zasady.
[lock]
Okej, dzięki za zainteresowanie! Pomysł na grę nie jest mój, podpatrzyłam go na pinterest, które jest kopalnią dobrych pomysłów.
Największa zaleta tej gry polega na intuicyjnym rozumieniu czym jest mnożenie. Dzieciaki łapią o co w tym chodzi, przy okazji trenując matmę i podstawy. 
Ważne jest to, by używać konsekwentnie kropki jak tu:
  8 · 4 
a nie 
 8 x 4 
Bo na dalszych etapach iksy pomieszają się dzieciom przy równaniach. Ponadto czasami warto na początku wytyczyć pole, bo niektóre kartki są przycięte w ten sposób, że mają niepełne kratki.
Bardzo serdecznie polecam zakup kości do gry o dziesięciu ścianach ( innych też),
Taki zestaw z łatwością znajdziecie na aliexpress za 1-2$ (czyli maksymalnie osiem złotych) a pachnąca Chinami przesyłka dojdzie za darmo w dwa miesiące. Wystarczy wstukać w ich wyszukiwarkę “dices”. Dwie kostki 1-10 pozwolą przećwiczyć całą tabliczkę mnożenia. Pod linkiem niżej dowiesz się jak kupować z Chin:
Okej, dalej :). Gdy gra się znudzi a dzieci będą wiedzieć na czym polega mnożenie, można ją urozmaicić i pozwolić na różne kształty o wartości wyniku. Czyli jeśli ktoś wyrzuci 6 i 2, to nie musi tworzyć prostokątów, a może pokusić się o inne kształty:
Wtedy gra wprowadzi element strategii – każdy będzie chciał zapełnić jak najwięcej pól, a nierozważne zakreślanie pól może spowodować kolejki bez sukcesu.
Innym urozmaiceniem jest wytyczenie ograniczonego pola (np. stanowiącego 3/4 kartki), lub umieszczenie na niej kilka pól z “bonusami”.
Np. czerwony kwadrat – zakaz umieszczania działek parzystych, które się z nim stykają
inne urozmaicenie – można umieszczać jedynie działki, które mają ze sobą wspólne boki.
Gra jest świetna, ponieważ pozwala na samokontrolę wyników – wystarczy przeliczyć krateczki.
[/lock]
Okej, tyle o grze, kto zalajkował to przeczytał ;-). Piszę do Was, bo mam inną sprawę. Jakiś czas temu dostałam enigmatycznego maila z pytaniem, czy podam adres by dostać prezent. Prezent związany z kotami. No to podałam i dostałam coś takiego:
Poduszka, koteł i krótki list. List zachęcający do podzielenia się informacją o V edycji “Stypendium z wyboru”.
Opowiem Wam historię. Koleżanka podczas studiów dorabiała sobie w sieciowej odzieżówce w bardzo ograniczonym wymiarze godzin. Miała z tego chyba z sześć stówek na miesiąc – kwota w jej studenckim budżecie znacząca. Ale pracując musiałaby wpisać w jakąś rubrykę dochód uzyskany. Przekroczyć o kilka złotych próg dochodu na osobę i przekreślić swoje szanse na 550 zł stypendium socjalnego i 200 zł dodatku na mieszkanie.
System nauczył ją, że warto być niezaradną ci*ą i nie pracować, bo praca się nie opłaca. Ponownie przepraszam za słownictwo, ale uczą nas pasożytnictwa i nieudacznictwa od małego. Z pracy zrezygnowała, bo pracując, miałaby mniej  pieniędzy niż nie pracując. Logika tak bardzo! Uważam państwową “pomoc” (z zabranych wcześniej w podatkach pieniędzy) za wysoce demoralizującą.
Niedawno pisałam Wam, że będąc na studiach wzięłam udział w pewnym konkursie, gdzie prywatne przedsiębiorstwo przeznaczyło po 10 tysięcy złotych na nagrody dla młodych i zdolnych. Nie wygrałam, ale dostałam od nich laptopa, dzięki któremu mogłam rozwinąć swoją pracę. Między innymi dzięki temu zdarzeniu trochę się wybiłam, więc dziękuję Fundacji Rumak :).
Informacja o Stypendium z Wyboru bardzo mnie ucieszyła – sama brałam w tej akcji udział w 2013 roku! A potem zrezygnowałam, bo stwierdziłam, że jest mnóstwo osób, które pieniędzy potrzebują jeszcze bardziej, np. na drogi sprzęt do badań. Mając dość poczytnego bloga dostałam od Was wiele głosów i wycofałam się, bo w ten sposób mogłabym wygrać i źle się z tym czuć (inni potrzebowali bardziej). Kto nie wierzy – wspominałam o tym w 2013 roku w pierwowzorze tygodnika, o tutaj:).
Ten kotełek rzeczywiście spełnia marzenia!
Możesz zgarnąć od jednego do pięciu tysięcy na realizację swojego celu (wyjazd na kurs, konferencję do Azji, zakup sprzętu, literatury, drukarki 3D…).
Zgłoś się, jeśli:
-jesteś studentem (również studiów podyplomowych) lub doktorantem,
-jesteś absolwentem studiów wyższych nie dłużej niż od 12 miesięcy,
-chcesz zrealizować swoje marzenie związane z edukacją lub karierą zawodową,
nie jesteś Laureatem poprzednich edycji.
Poniżej harmonogram:
Zgłoszenia projektów26.09 – 08.11
Weryfikacja projektów09.11 – 20.11
Głosowanie internautów21.11 – 05.12
Weryfikacja głosów06.12 – 19.12
Ogłoszenie Laureatów20.12
I hej – mam do Ciebie sprawę! Jeśli potrzebujesz pomocy i wsparcia, przestań biadolić, że nic się nie dzieje. Mi konkursy i akcje prywatnych firm pomogły skoczyć trochę wyżej. Stąd wkurza mnie mit krwiożerczego kapitalisty 🙂 Ten konkurs też wspierają prywatne firmy – Nestle, budimex, mediacap. Więc  po prostu weź udział i napisz mi o tym w komentarzu. Pomyślałam sobie, że ten blog ma całkiem ładny zasięg – 200 tysięcy osób w miesiącu. Zgłoszenie, które najbardziej mi się spodoba będzie promowane na tym blogu i będę zachęcała do głosowania na… być może Ciebie? Możesz już dzisiaj dodać stronę do wyjątków w adblocku, bo myślę o małym bannerku dla osoby, której będę chciała pomóc zachęcając do głosów ;).
Na sobie mam: marynarka (klik) i apaszka (klik).
Za dzisiejsze słownictwo przepraszam, ale czasami wchodzę na fejsbukowe profile dawnych kolegów i koleżanek. Mam kolegę, który wygląda dzisiaj na 40 lat, a ma jak ja – 25. Spokojne życie robotnika nie jest niczym złym. Ale gdyby w takiego Wojtka czy Tomka ktoś kiedyś uwierzył i dał mu szansę, gdyby nie musieli się spóźniać na matematykę i zgarniać jedynek, bo chcieli zjeść ciepły obiad… Gdyby nauczyciele nie wstawiali im jedynek za brak podręcznika i zeszytu ćwiczeń, którego matka nie mogła kupić bo zalega z rachunkami… Gdyby ktoś podał im rękę… Nie żałuję ani jednego wypracowania, które napisałam lub “zaczęłam” za kolegów, bo nauczycielom prościej było oceniać, niż wesprzeć. Ani jednego.
Staram się czytać wiadomości do Was i maile… czasami też potrzebujecie wyciągniętej ręki. Ten konkurs jest taką pomocną dłonią. Proszę, przyjmij ją.
To jak, startujesz?
Zgłoś się już dzisiaj!
Nie startujesz? Podeślij komuś 🙂
TO NIE JEST TEKST SPONSOROWANY.
*Przy okazji polecam raport Ubóstwo dzieci w Polsce
Na marginesie – nie ma żadnej partii politycznej, z którą zgadzam się w przynajmniej 75%, to jest – łączącej święte prawo do własności, wolności i indywidualności, równe, a nie progresywne podatki z luźnym podejściem do kościoła, tolerancją (ale nie promowaniem dewiacji) i kosmopolityzmem (ale bez odcinania się od korzeni).
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Dostałam list z Hogwartu, jest mi zimno i zmiażdżone jaja [TYGODNIK]
Prosty sposób na tabliczkę mnożenia i 5 tysięcy na Twoje marzenie