Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Jak nauczyć się dużej partii materiału? Plus chaotyczne refleksje z pięciu lat studiów :)

 Trochę o moich motywach podjęcia studiów, co zamierzam dalej, czy pedagogika jest dla głupich osób, które nie wiedzą co dalej no i obiecany krótki “poradnik” dotyczący skutecznego przyswajania dużej partii materiału :).

Tak, obiecuję opisać jakie są moje metody na efektywną naukę, gdy goni czas a materiału jest bardzo dużo. Nie kryję jednak, że jest to taki trochę “wabik” mający skłonić do przeczytania dłuższego tekstu z masą “smaczków”, np. moich pierwszych tekstów i najlepszych oraz najgorszych momentów z czasów studiów. Gdyby jednak ktoś nie chciał czytać tego wszystkiego, to może przewinąć na dół… :).
Nigdy tego nie pisałam, ale do studiowania pedagogiki skłonił mnie Krzysiu. Krzysiu to chłopiec, który nawet nie wie o moim istnieniu. 
Ale może od początku.
Moja babcia była macochą dla dwóch chłopców, którzy uczyli się w klasach specjalnych. Potomstwo jednego z nich kontynuuwało tradycję, oblewając lata lub trafiając do klas “S”. Jak nietrudno zgadnąć – noszę to samo nazwisko.
I mieszkam w małym miasteczku.
Zarówno w podstawówce jak i przy każdej zmianie szkoły słyszałam – a, Kęska, to jakaś rodzina X-a?? Nic z ciebie nie będzie. Też będziesz tak wagarować?! Na starcie otrzymywałam łatkę tępej i głupiej osoby. Teoria etykietowania, podstawowy błąd atrybucji i te sprawy. Było to na tyle silne, że mimo świetnych ocen i wygrywanych konkursów, pod koniec szóstej klasy oszukano mnie i zmieniono mi kilka ocen na niższe. Szóstka z przyrody zmieniła się w piątkę, jakaś piątka w czwórkę. Przy czwórce z wychowania fizycznego i plastyki ułożyło się to tak, że z paska z ładnym hakiem spadłam na 4.72.
No tak, Kęska nie może być wzorowa, a te wszystkie konkursy to się jej pewniej udały. Pytania przypasowały. Inni dobrzy uczniowie się nie zjawili. Wiadomo.
Po co za wszelką cenę obniżali mi oceny? 😀 Och z bardzo prostego powodu – w gimnazjum uczniów segregowano na podstawie średniej.  Drugi powód jest taki, że gdy  w tej samej szkole żona dyrektora uderzyła drewnianym piórnikiem mojego brata w głowę, moja mama zgłosiła sprawę do kuratorium i na policję. Zemsta musi być 😀
Nie pochodzę z bogatej rodziny, ale moi rodzice zawsze stawiali na edukację. Mama mogła mieć jedną sukienkę, tata mógł do pracy jeździć rowerem (nawet zimą!), ale w domu często pojawiały się nowe książki. Chodziłam też na prywatny angielski i chociaż miałam długopisy marki tesco korzystny zakup, to nigdy nie brakowało tego, co najistotniejsze.
W tym momencie dochodzimy do czegoś, co w mojej ocenie, niewiele różni się od segregacji rasowej – klasy były dzielone według “mądrości” uczniów. Oprócz klasy E – elitarnej, dla najlepszych uczniów, była też klasa sportowa (A). Cała reszta odzwierciedlała podział od najlepszych do najgorszych, chociaż dla niepoznaki dorzucano kilku innych uczniów, żeby już tego bardziej nie uwypuklać.
Gdzie mogła trafić Kęska?
Trafiła do pierwszej gie.
A, b, c, d, e, f, g … aby oddać sprawiedliwość – była jeszcze klasa h.
Niby ten podział nie był oczywisty, ale głupi by zauważył, gdzie trafiło najwięcej osób powtarzających klasę. Po pierwszym semestrze średnie klas potwierdziły moje obserwacje. “g” to klasa spisana na straty.
Byłam w klasie specyficznej – pamiętam zakaz wstępu dla mojej klasy do biblioteki, bo ktoś z “g” wykręcił i ukradł dysk twardy z komputera. Pamiętam policję przeszukującą nam plecaki, bo ktoś ukradł dziennik, zatrzaśnięcie nauczycielki od biologii w toalecie i doprowadzenie jej do załamania nerwowego i odejścia ze szkoły. Pamiętam petardy hukowe wybuchające na lekcjach i wychowawczynię krzyczącą, że ona ze zwierzętami na żadną wycieczkę nigdy nie pojedzie. Zwierzętami byliśmy my.
Ale nauczyło mnie to bardzo wiele. Byłam w klasie, w której spora część uczniów miała obiady z “pajacyka”, a słabe oceny nie zawsze były ich winą. Ciężko jest mieć dobre oceny, gdy przez pierwsze dwa miesiące dostajesz jedynki za brak podręcznika, którego nikt ci nie kupił, a na każdej godzinie wychowawczej nauczycielka publicznie ci wytyka, że twoi rodzice nie wpłacili jeszcze pięciu złotych “klasowego”. Te wszystkie wybryki były pewnie jakąś formą zyskania atencji, której w domu nie było.  Z drugiej strony widziałam sporo zaradności i umiejętności adaptacyjnych u moich rówieśników. Widziałam osoby, które potrafią się nauczyć, a jak pokażesz im jak obliczyć zadanie z matematyki, to załapią. Pokazywałam.
 Przez 3 lata gimnazjum “zaczęłam” dla innych setki wypracowań, gdy widziałam, że  ktoś siedział nad kartką i po prostu nie wiedział jakie pierwsze słowo postawić. Zaskakujące jest to, że właśnie ta “patologia” pamięta jak się wymawia słowo “cześć”, gdy mija mnie na ulicy, a poukładane dzieci dobrych rodziców już nie zawsze.

Najgorszy moment w gimnazjum? Gdy w trakcie lekcji ktoś zapukał do drzwi i powiedział “Kęska jest wzywana do pedagoga”. Przestraszona poszłam i dowiedziałam się, że mam podpisać odbiór nagrody, bo moje opowiadanie wyróżniono w ogólnopolskim konkursie. Żadnego gratuluję, miło nam. “Kęska jest wzywana do pedagoga”. Nie oczekuję fanfarów i confetti, ale cała otoczka tej sytuacji była tak paskudna, że odbierając nagrodę czułam się, jakbym podpisywała dokument o skreśleniu mnie  z listy uczniów. Tymczasem za jakieś piąte miejsce w biegach przełajowych, w których startowało siedmiu uczniów, dyplomy wręczano na apelach.
Mimo, że miałam etykietkę tłuka, na którą silnie pracowało wcześniej moje kuzynostwo, skończyłam gimnazjum ze średnią 5.29 i pięknym wynikiem z testu gimnazjalnego. I wtedy podjęłam przekorną decyzję, by iść do liceum w moim miasteczku i nie zmieniać środowiska na jedno z tych pięknych, dobrych liceów w Bydgoszczy.
Liceum wspominam bardzo dobrze. Miałam świetnych nauczycieli od polskiego, chemii, matematyki, angielskiego, historii…. Nie chciało mi się jednak już uczyć dla ocen i postawiłam na poszerzanie swoich zainteresowań. Niektórzy nauczyciele pewnie mieli ze mną krzyż pański, gdy przeliczałam szybko punkty i odpowiadałam na sprawdzianie na pytania zapewniające mi bezpieczną trójkę, oddawałam kartkę i wyciągałam jakaś książkę, którą miałam ochotę poczytać. Wystartowałam też w rekrutacji na warsztaty dziennikarskie dla zdolnej młodzieży, które prowadził w Bydgoszczy redaktor Mirosław Twaróg. Z tego co widzę, w tym roku też jest na nie nabór, więc jeśli się uczycie, koniecznie skorzystajcie z tej szansy. Nauczyłam się na nich wielu ciekawych rzeczy, wtedy też założyłam pierwszego bloga. 
Patrząc na swoje state teksty dostrzegam, że tematy związane z edukacją zawsze były mi bliskie. Poniżej dwa śmieszne artykuły z moich początków :). W kwestii edukacji nie ze wszystkim się dzisiaj zgadzam, ale śmiesznie tak powspominać :
Artykuły można powiększyć, klikając prawym przyciskiem myszy  otwórz w nowej karcie:). Dzisiaj ze swoich wniosków edukacyjnych chce mi się śmiać :). Wszystkie dzieci są zdolne!
Liceum skończyłam z przyzwoitymi ocenami, kilkoma nagrodami za konkursy na szczeblu wojewódzkim i ogólnopolskim, całkiem popularnym blogiem, który wkrótce skasowałam, bo przestraszyła mnie jego popularność.


Gdy odbierałam wyniki matur (a były świetne), wszystko było w porządku aż do momentu, gdy wychowawca z dyrektorką zapytali co dalej. Gdy powiedziałam, że pedagogika, atmosfera zmieniła się o 180 stopni :). Najgorszy możliwy kierunek, fabryka bezrobotnych, stać cię na więcej.

Nie jestem głupia, wiem jakie stereotypy dotyczą zawodu nauczyciela i studentów pedagogiki. Motywacje dla których studenci decydują się na ten kierunek są często nieprzemyślane (bardzo ciekawie opisała to Hejnicka – Bezwińska w Pedagogice ogólnej, polecam ;)).  U mnie wszystko zaczęło się od wspomnianego wcześniej Krzysia.
Krzyś chodził sobie do zerówki, z której często odbierałam młodszą siostrę. Zerówka ta miała swoje lepsze i gorsze strony, było kilka bardzo rozsądnych nauczycielek, jak i kilka takich niezbyt. Gdy ogłoszono konkurs na najładniejsze szlaczki, jedna z tych niezbyt wrzeszczała na dziecko, by przyznało się, że rysowała mu je mama. Po długim wyzywaniu dziecka, że jest kłamcą, dziecko się przyznało, bo miało dość. Przyznało się do czegoś, czego nie zrobiło. A szlaczki narysowało samodzielnie. Wiem, bo przy tym byłam…
Wracając do Krzysia, to pod koniec zerówki okazało się, że Krzyś “zostaje”. Powtarza zerówkę!
Pamiętam jak zastanowiło mnie wtedy “co te głupie baby zrobią przez kolejny rok, czego nie mogły zrobić  obecnym?!” Nie znałam tego Krzysia, ale pamiętałam jak jego matka zawsze pytała go, czego się dzisiaj nauczył. Zawsze się interesowała. Nigdy nikt nie skierował jej do poradni psychologiczno-pedagogicznej, nie alarmował. Wkurzyło mnie to, bo jest tyle rzeczy, które można zrobić dla dziecka w trakcie roku, że głowa mała. Dlaczego nikt ich nie zrobił?! Najprościej jest ucznia zostawić na drugi rok.
Byłam wtedy na początku liceum, ale sytuacja mocno mną wstrząsnęła. 
Gdy szłam na studia, przyświecał mi cel – nauczyć się tak dużo, jak to tylko możliwe. Nauczyć się po to,  by zrobić maksymalnie wszystko co w mojej mocy, aby takich Krzysiów było jak najmniej.
Zdjęcie z warsztatów dziennikarskich, 2009 rok (miałam 18 lat).

Część swoich wrażeń odnośnie studiowania pedagogiki opisałam w tekście : czy warto studiować pedagogikę? . Jestem już po obronie, więc mogę zdobyć się na kilka słów komentarza. 
Jestem świadoma stereotypów o studentach (a głównie studentkach) pedagogiki. Część uczciwie pracuje nad ich utrwalaniem. Jeśli mam być szczera – przy odrobinie szczęścia da się te studia przejść na ściągach i imprezowaniu. Studentki pedagogiki bywają też często złośliwe i nieżyczliwe, zazdroszczą innym i są zawistne. Sytuacja z wczoraj – jedna z dziewczyn, które broniły się w tym samym terminie co ja, miała problem z widocznością pracy w systemie APD. Umieściła ją prawidłowo, ale system bywa uparty. Inna dziewczyna ją nastraszyła, że pani promotor nie widzi pracy w systemie i przez to na pewno się nie obroni, bo nie można wystawić jej recenzji.
Co więcej – potem trajkotała, że koleżanka sama jest sobie winna, bo pewnie wrzuciła pracę zamiast w pliku .pdf to w pliku z worda, mogła wcześniej sprawdzić i dobrze jej tak, bo zasłużyła.
Jak słucham takich pełnych żółci ludzi, to nie mam ochoty brać w tym udziału i przesiadam się w inne miejsce, wolne od plotek.
Nie muszę chyba dodawać, że koleżanka umieściła prawidłowo plik .pdf a wszystko szczęśliwie udało się odkręcić i recenzję wpisać ręcznie?
Takich historii na pedagogice są setki. Możesz być pewien, że ktoś bez pytania o zdanie grupy przełoży zajęcia albo zaliczenie, nie przekaże informacji o tym, że trzeba coś przynieść na kolejne zajęcia… potem ci ludzie pracują w szkołach i pewnie są równie nieżyczliwi…
Ale fakt, że studia da się przebimbać i przejść na skróty nie oznacza, że tak trzeba, albo, że ja tak robię.
  • Zawsze starałam dawać się z siebie 100%. Czasami kończyło się na staraniach, bo są momenty, gdy walka o moje zdrowie jest dużo ważniejsza 🙂 Mimo to – robię zawsze, co mogę
  • Czytałam dodatkowe teksty, na własną rękę poszerzam wiedzę, chociaż nikt mnie z tego nie rozliczał
  • Na każdych praktykach prosiłam zawsze o przydzielenie mi nauczyciela, od którego nauczę się najwięcej. Gdy koleżanki załatwiały sobie lajtowe praktyki,albo same papierki, ja naprawdę się przykładałam. I nie ma znaczenia, że mamy takie same oceny, bo uczyłam się dla siebie :).
  • Angażowałam się poza uczelnią
  • Z powodu zdrowia nie zawsze mogłam być na wszystkich wykładach, ale i tak uczyłam się tego, co przegapiłam
  • Śledziłam z zainteresowaniem najnowsze badania i dokonania w interesującej mnie dziedzinie.
Co szło mi gorzej? Och, nauka pamięciowa.
Wyobraźmy sobie jabłko. 
Iksiński napisze o jabłku, że : może być żółte, zielone, czerwone albo mieszane. Cechami jabłka według igrekowskiego będą smaki : słodki, kwaśny, cierpki, winny, a Kowalski napisze, że jabłka dzielimy na te z grubą skórką, cienką skórką i szorstką skórką.
I ja to wszystko wiem, ale nie lubię się takich rzeczy uczyć na pamięć i zawsze na tym się przejeżdżam 😀
Nie miałam na studiach żadnej poprawki, chociaż bywały trudne momenty. Nigdy żadnemu wykładowcy nie mówiłam o swojej chorobie, bo nie chciałam żadnej taryfy ulgowej. Ale siłą rzeczy jakoś działa ona na każdą sferę mojego życia. Trudne były dla mnie zajęcia muzyczno-ruchowe. Już odbiegając od tego, że musiałam nauczyć się nut i grania na flecie czy klawesach, było sporo muzycznych przedstawień. Miałam z tych zajęć czwórkę i gdy przy wystawianiu ocen prowadząca zapytała kto wymyślał scenariusz, bo chciałaby tej osobie podwyższyć ocenę o oczko to wyszło dziwnie 😀 Gdy pani O. dowiedziała się, że to ja, to porzuciła pomysł :D.
Zawsze było miło, gdy ktoś chwalił mój esej albo pracę, uznał moje refleksje za ciekawe. Pamiętam jak na kolokwium z ćwiczeń z historii myśli pedagogicznej trzeba było przeczytać dziesięć grubych książek typu “Życie codzienne w Anglii elżbietańskiej” (332 str.). Osoby, które skupiły się na streszczaniu sobie tych książek wyszły na tym gorzej, ja skupiłam się na przeczytaniu przynajmniej po rozdziale (całość nie była możliwa czasowo, od ogłoszenia listy lektur do kolokwium było za mało czasu i inne zaliczenia), ale ze zrozumieniem. Opłaciło się, bo teksty trzeba było poddać krytycznej analizie, znajdując w nich jeden punkt wspólny, który był osią wypowiedzi.
Miło mi było w poprzednim semestrze, gdy pani profesor od pedeutologii zasugerowała mi objęcie mnie opieką naukową na studiach doktoranckich. Czułam, że odczarowałam swoje nazwisko.
No, prawie 🙂
sukienka: klik 
W internecie trochę kontrowersji wywołała moja sukienka na obronę, konkretnie jej długość :). Cóż, sukienka była dłuższa niż do połowy uda, a wiele dziewczyn miało krótkie na obronie. Obiektywnie – zgadzam się, jest krótka. Subiektywnie? Złożony problem :).  Kto mnie zna ten wie, że nie jestem typem umalowanej dziewczyny z makijażem, ani włosami od linijki w wyprasowanej garsonce. Lubię zabawne ubrania, nie podchodzę do życia sztywno i w 100% na serio. Koszule rozpinają mi się w biuście, co byłoby na obronie sporym nietaktem ;)).  Ołówkowe i proste kroje podciągają mi się w trakcie chodzenia, tracąc na długości, za to tworząc w okolicy talii coś na kształt pampersa :). Nie miałam żadnego formalnego ubrania o innej długości, a kupowanie specjalnie na obronę czegoś, czego nigdy więcej nie założę? Hell no :D. Poza tym elementarna wiedza z zakresu psychologii – ubranie wpływa na nasz nastrój. Gdybym założyła coś formalnego (nie cierpię!), czułabym się sztywno, niekomfortowo i tylko bym się zestresowała :). Lubię tandetę, nie wstydzę się tego. Maryli Rodowicz też nikt nie ubierze w garsonkę, bo przestanie być Marylą :).
Egzamin zdaje się na siedząco, więc dla mnie żaden problem. Przyznam, że pracując z dziećmi nabrałam sporego dystansu do stroju, a dzieciaki uwielbiają to, że gdy z nimi pracuję – czują się swobodnie, po partnersku, bo nie połykam kija ;-).  Sporną sukienkę można kupić i obejrzeć tutaj
Mniej serio – sukienka to klątwa mojego nazwiska 😉
9
Napis na niebiesko i wszystko jasne 😀  (źródło: klik).
Egzamin zdaję ja i moja wiedza, nie sukienka, zatem temat uważam za zamknięty i proszę o komentarze dotyczące innych elementów tego tekstu 😀
A egzamin poszedł mi całkiem dobrze :

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Od dzisiaj pani magister z piątką na dyplomie, komisja kazała mi iść na doktorat, mówię, że już po rekrutacji a oni, że przedłużą 🙂 jupi!!
Posted by Aniamaluje on 29 czerwca 2015

Usłyszałam, że komisja jest pod wrażeniem poziomu mojej wypowiedzi, dojrzałości w sądach i uogólnieniach dotyczących wniosków z badań oraz umiejętności wnioskowania. Zrobiło mi się bardzo miło, tym bardziej, że do studiów doktoranckich zachęcano mnie szczerze (mam nadzieję ;-)). Może jednak te kilka lat dawania z siebie 100%, chociaż taki sam efekt (w postaci oceny) osiągnęłabym dając procent 60, miał jakiś sens? :).

Czekają mnie poważne przemyślenia. Obecnie jestem bardzo zadowolona z tego co robię – realizuję się pisząc przeróżne teksty, jestem w stanie się z tego utrzymać. W ramach hobby i głównie za darmo, pomagam dzieciom w nauce (nie śmiem używać bardziej doniosłych słów). Sprawia mi to wielką przyjemność, bo widzę efekty swoich działań. 

A skoro potrafię się uczyć i potrafię pomóc innym w nauce, to może przyda się komuś mój sposób na naukę do egzaminu dyplomowego.

Kilka słów wstępu:
Moja dewiza to “work smarter, not harder”. Często obserwuję ludzi, którzy poświęcają dużo czasu na całkowicie nieefektywne działania i pozorną naukę. Niby się uczę, ale nic nie wchodzi do głowy :).

Różnica między pracą wydajną, a ciężką, jest zasadnicza. Możesz malować cały pokój małym, szkolnym pędzelkiem, albo dużym wałkiem malarskim. W tym pierwszym przypadku ostro się namachasz, w tym drugim – będzie zdecydowanie lżej i szybciej. Skutek prawdopodobnie będzie ten sam – pomalowany pokój. Jeśli malowałeś go dla siebie, pól biedy, ale jeśli ktoś Ci za to płacił, to nie zdziw się, jak nie doceni Twojego wysiłku i zapłaci Ci tylko za efekt.”

cały tekst znajdziecie tutaj: 

PO CO SIĘ UCZYĆ?

Zagadnienia na mój egzamin obejmowały tak naprawdę cały tok studiów :)). Początkowo byłam przerażona, ale potem zdałam sobie sprawę z kluczowej rzeczy – przecież ja przez te studia wcale nie spałam, tylko ciężko pracowałam. Chyba coś z tych studiów pamiętam, więc nie ma sensu wkuwanie wszystkiego na nowo. Lepiej skupić się na zrozumieniu.
  • Opracowałam sobie wersję zawierającą krótkie opracowanie każdego z zagadnień. Wyszło mi 110 stron, co mnie nie satysfakcjonowało. To jest właśnie krok pierwszy – zbierasz materiał w oparciu o literaturę, czytasz, opracowujesz podstawową wersję. Zapisujesz plik jako kopię :).
  • Następnie poddałam całość obróbce – po pierwsze – zmiana czcionki na Verdanę 11 pt. Jest maksymalnie prosta i przejrzysta dla oka, dla mnie najwygodniejsza :). Interlinia niewielka, za to duży margines z prawej strony i na dole – po 3.5 cm. Góra i lewa strona minimalna, byle tylko się wydrukowało :). To moja wariacja na temat metody Cornella
  • Kolejny krok to streszczenie opracowania. Najpierw wyrzuciłam wszystkie ozdobniki np. paradygmat jest to zespół… → paradygmat – zespół… Zdaniem Zaleśkiwicza ryzyko dzielimy na instrumentalne i stymulujące Zaleśkiewicz : ryzyko styumulujące i instrumentalne. Już na takiej obróbce tekstu uzyskamy kilka stron mniej.
  • Kolejnym krokiem jest znalezienie słów, które można skrócić. Zdjęłam przynajmniej ze dwie strony objętości tekstu, na samej podmianie nauczyciel → n-el lub nel. Zastanów się, jakie kategorie najczęściej pojawiają się w Twoich notatkach i ustal sobie skrót. Możesz korzystać też z obrazkowych fontów oraz tablicy znaków – przykładowe symbole, których używam:

    §→♥♯▲♀♂ – prawne, wpływa na, emocje, proces, funkcje, kobieta, mężczyzna
    można też korzystać np. z fontu Wingdings, który ma różne symbole (np. książkę, klepsydrę, kopertę). Przypisujemy im jakieś znaczenie o optycznie odchudzamy notatki.

    wskazówka : skopiowane  tablicy znaków i innych fontów symbole, najlepiej mieć w osobnym pliku, otwartym na czas naszej edycji :).

  • “Każdą notatkę da się streścić do formatu A4” – przyznam, nie dałam rady z kilkoma, bo były bardzo obszerne, ale generalnie staram się trzymać tej zasady. Streszczam swoją notatkę tak długo, aż zostanie z niej sama esencja. Czasami jest to bardzo trudne, czasami nie. Jeśli uważam, że bardziej już się nie da , to odstawiam notatki na jakiś czas, a potem bez patrzenia na nie wypisuję sobie najważniejsze rzeczy na zasadzie haseł. Odrywam się od tekstu i widzę, co zapamiętałam.
  • Po obróbce tekstu – podczas której nauczyłam się bardzo dużo, bo aktywnie przetwarzałam informacje – drukuję swoje notatki i spinam je klipsem do papieru. Moja obróbka odchudziła 110 stron do 32.
  • Wyciągam kredki bambino (wygodniej mi niż zakreślaczami) i zaznaczam różnymi kolorami ważne rzeczy. Kolory pomagają zapamiętać informacje, ale też podzielić notatki na jakieś kategorie pojęciowe. Trzeba ustalić sobie swój klucz.
Przypomnę zdjęcie z mojego instagrama :

Dalsza obróbka notatek polega na:

  • rysowaniu symboli, które pomogą mi wzrokowo skojarzyć treść notatki i zapamiętać najważniejsze rzeczy
  • zapisaniu podsumowania na dole – po to mi dolny margines. Na zasadzie – gdybym musiał streścić zagadnienie w kilku zdaniach, co byłoby w takim streszczeniu?
  • stosowaniu akronimów i akrostychów i innych zabaw z literami – u mnie było HISF , jako pierwsze litery paradygmatów.
Patrząc na to z boku widzę, że mogłam obrobić notatki bardziej – słowo paradygmat, które powtórzyłam aż 4 x, mogłam wyrzucić, pisząc:  paradygmaty: humanistyczny blablabla, interpretatywny bla bla bla i tak dalej. Na takich przeoczeniach mogłabym zgubić kolejną stronę.
Po co to wszystko? Nie prościej po prostu czytać? No właśnie nie. 🙂 Moje 32 strony zawierały dokładnie to, co poprzednie 110. Podczas obróbki materiału, aktywnie się go uczyłam, przetwarzałam informacje. Dwukrotne przeczytanie całego dużego pliku na koniec załatwia sprawę.
Dzięki temu, że na obronie znałam esencję, wypowiadałam się bardziej płynnie, szczegółowo. Znałam główne kategorie pojęciowe (w końcu zapamiętać 32 strony to żaden wyczyn!) i odnosiłam je do innych oraz literatury.

Każde notatki można odchudzić :)). Gorąco polecam!


Chciałam wam tylko powiedzieć, że możecie mieć niewłaściwe nazwisko, niewłaściwą twarz, stan zdrowia  i portfel, ale jeśli będziecie chcieć, to pokonacie każdą przeszkodę. Czasami to będzie trudne, ale się da. 
Tym sposobem, zamiast pójść spać, pisałam ten tekst do szóstej rano :). Pozostaje mi wyłączyć komputer i się położyć :). 
I jeszcze jedna sprawa – wyrzucamy ze swojego słownika zwrot “udało mi się”. Nie udało się, zapracowałeś na to.
Uściski! 🙂 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Natalia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Natalia
Gość

Swego czasu miałam w sobie sporo buntu – mam podobny stosunek co Ty do nauki, daję z siebie ile mogę, psychologia to mój wymarzony kierunek, uwielbiam zdobywać wiedzę w tym zakresie. Nauka pamięciowa mocno daje się we znaki, ale jakoś trzeba sobie radzić, mniejsza o to – nie mogłam ścierpieć faktu, iż nieczytający literatury, przygotowujący się na ostatni moment, zdają egzaminy na tym poziomie lub ja, a nawet lepiej. Do dziś jest mi trochę przykro (a i złość się pojawia) w takich sytuacjach, jeszcze do końca tego nie przepracowałam, ale mój stosunek do ocen zmienił się radykalnie i wierzę, ze… Czytaj więcej »

Orientus Wordpress
Gość

Bardzo ale to bardzo motywujący tekst 😀 Jak tak czytałem twoje refleksje odnośnie gimnazjum to mam chyba podobne wspomnienia 😀 Gratuluję sukcesu i trzymam kciuki za dalsze postępy! 😀

Previous
Ostatnia prosta na studiach, wygraj 100$, czy możliwe jest życie bez pieniędzy…
Jak nauczyć się dużej partii materiału? Plus chaotyczne refleksje z pięciu lat studiów :)