Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Rzadko jestem na Śląsku, a jeśli jestem to niestety tylko na chwilę, ale urok Nikiszowca działa na mnie za każdym razem jeszcze mocniej. Podobnie jak rolada z kluskami śląskimi i modrą kapustą, ktoś kto to wymyślił jest geniuszem. 
Jedna z najfajniejszych rzeczy w tym kraju to naprawdę zróżnicowana kuchnia regionalna. 
I przy okazji mam pytanie - czy ciasto ucierane to dla was ciasto, czy mówicie „upiekłam placek ze śliwkami”?
Bo dla mnie zdecydowanie są ciasta, i ciasta na które mówię placki.
#Katowice #Nikiszowiec #Śląsk #blogerka #podróżemałeiduże #podróże #zwiedzamy #kato #silesia #sukienka #ootdfashion #ootd #cegła #Polska

Rzadko jestem na Śląsku, a...

Przepis na fit czekoladki migdałowe na bazie oleju kokosowego

Dzisiaj przepis na “czekoladki” na bazie oleju kokosowego i kremu migdałowego. Proste i pyszne! A do tego garść gimnazjalnych przemyśleń o blogowaniu.

Jestem potwornym łasuchem i zdecydowanie zbyt często sięgam po batoniki i inne słodycze ze składem dłuższym niż lista fanek Dawida Kwiatkowskiego. Teoretycznie mogę, a nawet muszę – dieta wysokokaloryczna jest w tych warunkach klimatycznych bardzo mi potrzebna. No ale dupa rośnie.
Szukałam ostatnio sposobu na to, jak włączyć do diety więcej oleju kokosowego (tutaj przeczytasz o 42  zastosowaniach oleju kokosowego) oraz jak jeść mniej słodyczy. Albo inaczej – jeść ich wciąż dużo, ale takich trochę zdrowszych😊.
Tak urodziły się “czekoladki”.
Przepis jest banalny, wykonanie jeszcze prostsze.
Składniki:
-✅ 2 łyżki oleju kokosowego
– ✅Do smaku kakao, być może coś słodkiego jak cukier puder, ksylitol, erytrol 😉
W wersji białkowo-tłuszczowej używa się jeszcze odżywki białkowej. Czekoladki są wtedy bardziej stałe i treściwe. Dodajemy wtedy tyle białka ile oleju kokosowego.
Olej rozpuszczamy. Ja staram się to robić w temperaturze pokojowej, po prostu energicznie mieszając, ale można włożyć do mikrofalówki (nie posiadam) lub lekko (!) podgrzać.
Ja swój krem migdałowy kupuję w sieci rossmann – znajdziecie go na półce ze zdrową żywnością. Jest słodki a migdały są wartościowe. Możecie też użyć masła orzechowego.
Dodaję masę do rozpuszczonego oleju kokosowego i sprawdzam czy smak mi odpowiada. W przypadku tych czekoladek dodałam jeszcze odrobinę kakao oraz szczyptę cynamonu.
Rozlałam do silikonowych foremek i wstawiłam do lodówki na godzinę.
Tak, to już! Cały przepis 😉
“Czekoladki” są tak pyszne, że dwie nie dotrwały nawet do cyknięcia fotki.
Ze smutkiem muszę jednak przyznać – białkowa wersja jest smaczniejsza.
Minusem tych czekoladek jest konieczność podawania ich w wersji schłodzonej – stałość nadaje olej kokosowy, a on w temperaturze 20 stopni zwyczajnie się rozpuszcza. Wersja z białkiem jest bardziej gęsta i dłużej zachowuje formę.
Foremki – ja polecam silikonowe. Można w nich przygotować także moje ulubione alko-żelki, kostki lodu oraz domowe kostki rosołowe czy masełka ziołowe. Do kupienia na Aliexpress (tu poradnik jak kupować na Aliexpress oraz lista rzeczy, które warto na Aliexpress kupić) ale znajdziecie je w marketach czy w Tigerze.
Przepis za nami, a ja mam potrzebę pozbycia się głupot z głowy.
Kolaż : Deser “warszawski lukier” / Sukienka różowa (klik) / Magnum gdzieś w Malezji / Buty z pomponami już dawno wyprzedane, ale podobne znajdziecie tutaj
Pamiętacie te czasy, gdy blogi były po prostu blogami? Wchodziło się na nie dla konkretnego autora, zobaczyć co u niego, poscrollować inspiracje. Nie było presji pisania “o czymś”, tego pieprzenia o tym, że jesteś marką osobistą. Profesjonalizacji i innego shitu. Krytyka była krytyką a nie hejtem a gdy wrzucało się link do produktu to odbiorcy byli szczęśliwi że nie muszą szukać.
Dzisiaj jak ktoś zdobędzie większe grono czytających/oglądających to nagle wszystko jest postrzegane przez czepliwych za reklamę, we wszystkim szuka się drugiego dna i zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej na co masz poświęcać czas a na co nie. Co miałeś na myśli. O czym masz pisać a o czym ci nie wypada. 
Na 
Twoim. 
Własnym. 
Blogu.
Śledziłam sobie kiedyś blogi na pingerze (np. antywieszak), photoblogi a dzisiaj mam słabość do blogów nastolatek, które jeszcze nie kalkulują co się sprzeda a co nie. Pamiętam jak strzeliłam sobie w kolano pisząc gdzieś w nagłówku bloga, że jest on między innymi o rozwoju osobistym. Nadal lubię tę zakładkę na moim blogu, ale był czas gdy ludzie oczekiwali ode mnie określonych treści a one były ostatnimi na jakie miałam w danym momencie ochotę. Tymczasem był ten nieszczęsny  “rozwojowy czwartek” i nie mogłam zawieść oczekiwań.
Smuci mnie, że dzisiaj ludzie opierają tak wiele swoich sądów i decyzji o czystą kalkulację. Polecają tylko dużych i podobnych sobie twórców, licząc na zwrotny link w rewanżu (każdy link wychodzący obniża pozycję bloga w google, przychodzący działa na plus). Traktują siebie jako konkurencję lub ewentualnie trampolinę po której można się wybić. Zawierane znajomości są często interesowne i nastawione na “wyssanie” z drugiej osoby korzyści.
Kreują wizerunek, potem stają się jego niewolnikami. Bo odbiorcy oczekują zawsze pozytywnych wrażeń, więc wszystko jest ładne, super i piękne, koniecznie kupcie/pojedźcie/zobaczcie. 
A ja czasami mam zły humor. Czasami coś mi się podoba, a czasami mam ochotę coś zjechać. Jak pamiętną “foliową” sukienkę .
Musiałam niedawno na spokojnie usiąść i przemyśleć swoje życiowe aktywności, bo jednak na dłuższą metę nie da się robić aż tylu rzeczy na raz. 
I wiecie po co potrzebuję bloga?
– Do wymiany opinii. Gdy żaliłam się na plan zagospodarowania przestrzennego dający tylko 3 kolory elewacji do wyboru, powiedzieliście mi dlaczego tak jest i z Waszego polecenia przeczytałam Wannę z kolumnadą. Czasami zmieniam zdanie, czasami utwierdzam się w swoim ale lepiej rozumiem dlaczego myślę tak jak myślę. Za to Wam dziękuję. Poznać inny punkt widzenia zawsze warto. Mieć szansę by poznać 200 tysięcy innych punktów widzenia, to cudowna sprawa.
– Do dzielenia się. Przeżyciami, historią której nikt z moich znajomych na pewno nie chciałby słuchać (zero butoholiczek w otoczeniu 😅), filmikiem który mi się spodobał a prywatny fejs to nie miejsce na takie wrzutki. No zobaczcie, gdzie indziej miałabym napisać że podłożenie dźwięku pod ten film to mistrzostwo świata?

– Do promowania innych. Ludzi, usług, miejsc.
Uwielbiam polecać małe, obiecujące blogi. Dawać komuś tego kopa na start. Uwielbiam to, że dostaję zaproszenie na jakiś event i mogę wam napisać czy droższy kosmetyk rzeczywiście jest warty tej ceny, czy tani jest równie dobry. A czasami jest, jak taniutki puder sypki z mysecret, czasami sukienka z Shein jest taka sama jak taka z Zary, tylko tańsza. A czasami nie jest i wtedy też wypada pokazać, że jednak lipa. Uchronić kogoś przed złym zakupem.

– Do oglądania siebie z dystansu. I obserwowania swojej drogi. Co mnie kiedyś interesowało a co interesuje teraz. Jak śmiesznie kiedyś wyglądał mój blog

– Do łamania stereotypów. W ciągu ostatnich miesięcy kilka razy usłyszałam poniższe zdania:

– Ania, nie obraź się, ale po twoim blogu nie widać jaka jesteś inteligentna w rzeczywistości

– Ania, chciałam zarekomendować twojego bloga klientowi do współpracy, dałabyś radę przystopować z tymi tytułami?

Nie, nie dałabym. Albo ktoś kupuje mnie całościowo, albo wcale. Przykro mi 🙂 Podobnie jak nie będę udawała, że nie interesują mnie takie tematy jak ładne włosy i zgrabny tyłek, bo to nie przeszkadza wcale w zainteresowaniu klasykami rosyjskiej literatury (Tołstoj i Dostojewski forever💕). Ba! wiecie jak zainteresowałam się głębiej filozofią?
Usłyszałam utwór Maleńczuka. Jeden z wielu na płycie. Nie słuchałam jej w tym celu. Słuchałam jej dla rozrywki. I tak wpadłam na Heraklita, zaczęłam drążyć i drążyć i przepadłam.

Właśnie tak chcę działać na blogu. Ktoś przychodzi po link do ładnej sukienki opinającej tyłek a wychodzi z zakładkami pełnymi książek do przeczytania.
Sami mi o tym piszecie, że tak to działa.
Albo słyszę – wiesz, zawsze chciałam zrobić sobie rzęsy, ale wydawało mi się to puste aż zobaczyłam je u Ciebie.

Więc usiadłam sobie i spisałam wszystkie te funkcje i cele, jaki mój blog ma dla mnie spełniać i co jest dla mnie ważne. Czasem będzie to przepis na domowe mleko kokosowe, czasem na domowy antybiotyk, a czasami lista książek, które zmieniły moje życie.

Bywa, że mam ochotę po prostu pokazać tańszą alternatywę dla sieciówkowych ubrań, napisać o promocji na kosmetyki albo majonez. Albo podzielić się jakimś sposobem na dorobienie.

Aa, właśnie! Ostatnio czekałam z linkiem do tygodnika, bo “nie pasowało do kontekstu” i promocja się skończyła. Koniec z patrzeniem na to, co “pasuje”!

Nivea ma dwie promki – jedno – konkurs gdzie można zgarnąć diety w bardzo prosty sposób (wyczuwam mało zgłoszeń, skoro promują go banerami)

Oraz druga akcja, gdzie można zostać testerką 🙂


Pozwalając innym na przypięcie mi określonych etykietek, dałam im przyzwolenie na rozsądzanie co mi wypada, a co niekoniecznie.

Nie wypada przeklinać.
Nosić krótkiej spódniczki. Huśtać się huśtawce po dwudziestym roku życia. Mieć snapchata. Robić zdjęć jedzenia. Nosić brązowego koloru na oficjalne wyjścia. Cykać selfie. Pokazywać, że czasami rośnie ci włos na brodzie albo masz wzdęcia po jedzeniu.

Mogłabym tak bez końca, ale chyba mam gdzieś co wypada a co nie ✌.

Człowiek, który pierwszy cisnął obelgę zamiast kamienia, był twórcą cywilizacji – rzekł  Freud. Selfie potrafi poprawić samoocenę- głoszą badania.
A ja chyba już nie potrzebuję podkładki w postaci badań, cytatów, udowadniania niby sobie, że nie robię czegoś ani dla zysku ani z próżności, tylko z innego powodu, nawet jeśli ktoś “wie lepiej”. Jeśli ktoś powie, że mój blog jest o mydle i powidle, to niech sobie mówi. Wszyscy korzystamy z mydła a większość z nas lubi powidła, więc nic w tym złego, krzywdy nikomu nie robię 😉

Miłego korzystania z przepisu :*


Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 

❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO
Previous
5 błędów, które popełniałam w pielęgnacji włosów + KONKURS!
Przepis na  fit czekoladki migdałowe  na bazie oleju kokosowego