Kup sobie namiastkę swojego marzenia już dzisiaj, czyli moje wakacyjne plany

Moja koleżanka całe życie marzyła o domu z ogródkiem. Gdy już stała się jego szczęśliwą posiadaczką… szybko zrozumiała że to nie dla niej. Że dom to skarbonka bez dna (3 x bardziej niż mieszkanie), że ciągle coś trzeba naprawiać, konserwować albo odśnieżać przed domem nawet jak jesteś poza Polską – bo dostaniesz mandat. Gdyby przed przed sprzedaniem mieszkania po babci i wpakowaniu się w kredyt wynajęła jakiś dom na trzy miesiące, być może nie władowałaby się w coś, co ją unieszczęśliwia.
Jestem osobą, która zawsze chce to, czego mieć nie może. A przynajmniej nie w tym momencie.
Mam w lodówce ciasto, w garnku pyszną zupę a w słoikach domowe dżemy? Będę miała ochotę na śledzie.
A gdy mam lodówce śledzie, to chcę ciasto. 
Chciałam mieć kiedyś rolki. Bo koleżanka miała. Och, jak ja ich pragnęłam! Gdy uzbierałam na nie kasę… założyłam trzy razy i z nich wyrosłam. Brawo.
A mogłam od kogoś pożyczyć na tydzień i wiedziałabym że to nie to. 
Uczenie się na błędach jest okej, ale moją lekcją wyniesioną z tych błędów jest postawa – zafunduj sobie namiastkę swojego marzenia zanim się okaże, że nie jest twoim marzeniem.

Zanim w moim domu pojawił się pies, codziennie wstawałam rano by przed doczłapaniem do przedszkola pogłaskać suczkę poczciwego pijaczka, który swoją Lassie wyprowadzał. Nie było zmiłuj [w tym momencie chylę czoła za anielską cierpliwość mojej mamy].  Przy okazji zasypywałam go miliardem pytań o to co piesek je, jak często trzeba go czesać i chodzić z nim do weterynarza. A potem opiekowałam się psem przez tydzień, gdy jego właściciele byli na wakacjach.
Jeśli będę miała dziecko i to dziecko zachce pieska… obowiązkowo wyślę ja na miesięczny wolontariat do schroniska. Żeby sprawdziło, czy naprawdę pragnie, czy tylko chce.
Od zawsze chciałam mieć emeryturę na którą sobie sama zapracuję. Sorry, nie wierzę w państwo. Chciałabym mieć emeryturę przed czterdziestką. Przychód pasywny z własnych produktów albo wynajmu mieszkań czy lokali [z oddelegowaniem wszystkich zadań poza odbieraniem przelewów innym ludziom]. Ale jednocześnie bardzo lubię pracować. Wręcz przeginam z tym, bo tak bardzo tego pragnęłam, że dreptałam sobie ścieżkę wiodącą przez osty i pokrzywy oraz zakazy wstępu by dzisiaj robić to, co robić kocham. Tak, mam na myśli tak niskie wynagrodzenie, że nikt by się na to nie zgodził, ale byłam w liceum i uczyłam się w ten sposób. I wkurza mnie niemożebnie gdy ktoś mi mówi, że zazdrości i by się ze mną zamienił. Teraz, jakoś kilka lat temu nikt się do tego nie garnął. Zapraszam, trudne drogi wciąż istnieją, trzeba tylko pragnąć. Wtedy nic cię nie zniechęci. Ale ludzie chcą tylko celu, tylko pucharu, tylko efektu. Drogi się boją. Czekają na windę, która nigdy nie przyjedzie.
Chciałabym żyć z tego, że jestem sobą. Ale nie tak jak dzisiaj, że muszę brać zlecenia i coś robić, tylko tak że nie muszę bo mam za co żyć, ale ewentualnie chcę. Nie wstydzę się tego pragnienia. Głęboko je przemyślałam.
W zeszłym roku przeginałam z pracą. I coś we mnie pękło, gdy zapragnęłam poleżeć w Grecji na plaży i nie robić NIC. Zupełnie nic, nawet wybierać knajp. Zdecydowałam się na leniwe All Inclusive bez żadnych wycieczek fakultatywnych. Bez żadnego myślenia. Z wyłączeniem mózgu, który się trochę przegrzał. Zaskoczyła mnie potrzeba tej bezczynności.
A potem pomyślałam, że przecież marzę o tym, by nic nie musieć. Ewentualnie chcieć.
Z braku lepszego pomysłu jak zafundować sobie namiastkę mojego docelowego stylu życia, pracowałam przez ostatni rok bardzo dużo. Kto śledzi snapa ten pewnie wie. Robiłam to wypracować sobie nadwyżki i nie musieć pracować przez najbliższe trzy miesiące.
Tak, od 4 lipca NIC NIE MUSZĘ. Będę musiała dopiero na początku października.
Po co mi to?
Bo chcę wiedzieć, czy naprawdę tego chcę. Bo może jednak nie. Skąd mam wiedzieć?
Ostatni czas był intensywny. To dobrze, lubię jak jest intensywnie. Nie chcę przegapić swojego życia.


Don’t wanna close my eyes
I don’t wanna fall asleep
(…)
And I don’t wanna miss a thing


Ale tak między nami – czułam się jak przegrzana maszyna. Prawie zarżnęłam silnik.

Jestem tym czasem trochę podekscytowana, a trochę przerażona. Bo teraz kiedy go mam… musiałam się zastanowić czego tak naprawdę od niego chcę. Nie chcę go zmarnować, kosztował mnie naprawdę wiele. Może nawet zbyt wiele.

Już nie mogę mieć wymówek, że nie starcza mi czasu. Trzy miesiące to naprawdę spoko okres. Mogę wszystko. Nie wiem co chcę bardziej.
I want it all and I want it now

To co zaśpiewał Freddie, mógł zaśpiewać tylko facet bardzo świadomy zbliżającej się śmierci. Och jak ja go rozumiem! To all i to now.

I’m a man with a one track mind
So much to do in one life time

A teraz mam czas i…
Zastanawiam się, co robiłabym gdybym miała całe 24h doby dla siebie. Nie chciałabym zgodzić się na życie, w którym będę miała dla siebie dwa lata emerytury przed śmiercią i spędzę je w kolejkach do lekarza. Jeśli mi się nie powiedzie – okej, przegrałam. Ale moje życie jest zbyt cenne bym pozwoliła na to bez walki. Moje życie jest moje. Jak mi się nie powiedzie – okej, choroba nauczyła mnie zaciskania zębów. Zbierałam maliny, imałam się mało płatnych zajęć – przeżyję. Ale świadoma, że nie poddałam się bez walki i że próbowałam. Że wykorzystałam swój potencjał. Cały. 

To różnica.

Oto czego tak naprawdę pragnę.

Nie musieć niczego. 


Niczego, kompletnie niczego. Robić coś dlatego, że chcę. Nie dlatego, że ktoś ode mnie tego oczekuje albo wymaga. Być panią swojego życia.

Chodzić boso. Po trawie, po kamieniach. Masować receptory, być bliżej natury. Opalać się, ładować swoje baterie słoneczne. Każdego dnia zachwycać się przyrodą. Ale nie tak jak japońscy turyści że pstryk-pstryk ale nawet nie podniosą oczek znad wizjera. I nie tak jak turyści niemieccy, że tylko z przewodnikiem. Chcę błądzić, chcę kluczyć, chcę doświadczać. Chcę iść do lasu na poziomki, chcę zrywać maliny z własnego ogródka i we wrześniu skoczyć na jeżyny na wieś.

Chcę zacząć swoją prywatną akcję zdrowie. Zimny prysznic z rana, gorące kąpiele gdy mi się zachce. Z olejkami aromatycznymi i solą magnezową. Szczotkować ciało na sucho . Nakładać na włosy i ciało tyle mikstur ile tylko mi się zachce, bo nie muszę już wysuszyć włosów przed wyjściem o tej i o tej.
Chcę ssać olej każdego ranka, pić smoothie i koktajle, jeść same dobre rzeczy i nie jadać w pośpiechu. Latem nie potrzebuję tyle energii co zimą i mogę jeść lżej.
Chcę wyprowadzać się na spacer każdego dnia. Mieć czas dla wszystkich, z którymi chcę się spotykać i nie spotykać się z tymi, z którymi muszę, ale tak naprawdę nie chcę. Teraz nic nie muszę.

Chcę śpiewać swoje ulubione piosenki i czasami nic nie robić, tylko się do siebie śmiać pod nosem.

Chcę popracować nad swoja matmą. Kiedyś myślałam, że jestem z niej dobra. A potem okazało się że piątka w moim gimnazjum warta była tak naprawdę tyle, co dwa z plusem, może trzy minus poza nim. Bolało.
Potem matematykę polubiłam, ale jeszcze się nie przyjaźnimy. Przyjaciela trzeba dobrze rozumieć. Bez zastanowienia, bez słów, w lot.
Na razie lubię z nim spędzać czas – podobała mi się książka Twierdzenie Papugi, z przyjemnością przeczytałam napisaną przez matematyka Flatlandię. Chciałabym pociągnąć tę relację na wyższy poziom.

Bardziej poznać Kabałę. Bo mnie zaintrygowała i chcę przynajmniej wysłuchać Szczebli drabiny. To tylko 12 lekcji.  Potem zadecyduję co dalej.

Chcę czytać! Ale nie książki naukowe. Nie chcę mieć żadnych ograniczeń z tym co czytam. Chcę czytać różne rzeczy, pozwolić sobie na odkrycie nowych. Nie chcę szukać głębi na siłę. Chcę bez wstydu czytać także mało ambitne książki. Wszystko mogę, nic nie muszę.
Na razie czytam książkę którą dostałam od jednej Ani, potem biorę się za Kongres futurologiczny Lema. A potem nie wiem. Może moja ukochana literatura rosyjska XIX  wieku i początku XX, może Saga o Czarnoksiężniku, może coś innego.

Chcę mieć wyrąbane na wygląd mojego ciała.
Dwa zdjęcia wyżej widzicie mój miękki brzuch. Taki mam rodzaj metabolizmu. Lubię sobie dobrze pojeść i nie dla mnie diety srety i wyliczone makro. Moje ciało jest przyjemnie miękkie a pod pewnym kontrolowanym poziomem tłuszczyku, który jest mi niezbędny – mam mięśnie. Ba, mam cellulit i mięśnie. Estrogenowy typ sylwetki :).  Czyli jak napnę udo – nie dasz rady mnie uszczypnąć. Ale nie chcę mieć takiej sylwetki bez napinki.

To zdjęcie mnie bawi, bo lubię wyglądać na delikatną dziewczynę. Chcę być wyćwiczona i sprawna, ale nie chcę wyglądać na kogoś, kto regularnie i mocno ćwiczy.

Chcę robić bez wysiłku szpagat. Bo kiedyś robiłam. Bo lubię być rozciągnięta i elastyczna. If you know what I mean. 
Bo mogę. Bo mam taki kaprys.  Bo chcę.

Chcę zrobić remont w moim pokoju. Chociażby dlatego, że zagospodarowanie małej przestrzeni to wyzwanie, a muszę się sprawdzić zanim uzbieram solidny wkład własny na kawalerkę. Bo może jednak wolę zbierać na działkę.
Ten wydatek jest irracjonalny, bo kasa mogłaby iść na ten nieszczęsny wkład. Ale wiem, że remonty uczą i tego potrzebuję.

Chcę pojechać na konferencję See Blogers, bo będzie tam wiele osób które znam i to dobra okazja by się spotkać. Chcę odwiedzić Lwów, wschodnią ścianę naszego kraju (Lublin!) i bardzo chętnie Rzym lub jakiś tydzień spędzić w ciepełku, o ile upoluję okazję. No i to we wrześniu, jak będzie taniej. Jednak moja namiastka od docelowego stylu życia różni się ograniczonym budżetem :)).

Chcę bez żalu pozbyć się nadmiaru przedmiotów – przeczytanych książek, ubrań których nie noszę.

Chcę nadrobić dobre filmy i ostatni sezon Gry o Tron, bo jakoś za dużo pracowałam i nie pykło z czasem. Chcę przypomnieć sobie o tym jak to jest brać udział w konkursach i się w to pobawić jak za gimnazjalnych lat. Przerobić jakiś kurs – rysowania, może ładnego pisania, może robienia kursów. Częściej i bardziej spontanicznie blogować. Uczyć się dla zabawy jakiegoś języka. Może włoskiego, może hiszpańskiego, może innego. Może pomłócić bez celu  w jakąś gierkę. Może obejrzeć jakieś anime. 


A może olać ten wstępny zarys planu i robić inne rzeczy, które przyjdą mi do głowy? Nie chcę zmarnować tego czasu! :).

Chyba pierwszy raz w moim dorosłym życiu mam tak długie wolne. Co ja mówię – jakie chyba – w istocie tak jest! Pracuję od liceum. Zamierzam robić to co chcę i się tego nie wstydzę.

Czuję, że mogę wszystko. Jestem rozkosznie wolna i szalenie ciekawa moich przemyśleń po. Czy będę zdolna wrócić do normalnego trybu, czy podejmę jakąś szaloną decyzję? Czy nie dostanę szału z poczucia, że nie robię nic? Czy czas dla siebie jest niczym?


Milion pytań, żadnych odpowiedzi. Jednak wielka ciekawość.

Ta namiastka docelowego stylu życia jest mi jednak potrzebna. I zachęcam każdego, by spróbował zanim w coś wejdzie na całego. Wypożyczył drogą torebkę zanim ją kupi. Opiekował się psem znajomych zanim będzie miał swojego. Pojeździł rowerem miejskim zanim kupi własny i urządził sobie ogródek na balkonie, zanim powoła do życia ten prawdziwy.

Jestem ciekawa – gdybyś miał trzy miesiące z odłożoną kasą – co byś robił w tym czasie? Wiem jaką cenę za nie poniosłam i nie zamierzam ich zmarnować.
Buziaki!
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na „głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Previous
7 cennych lekcji, których udzielili mi Włosi
Kup sobie namiastkę swojego marzenia już dzisiaj, czyli moje wakacyjne plany

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x