Instagram has returned invalid data.

Penis który nie istnieje, życie bez marnowania i pyszne tarty [TYGODNIK]

Hej hej! 
Z roku na rok publikuję coraz mniej tekstów, a blog ma coraz mniejsze znaczenie w moim życiu. Lista tematów, które chciałam lub obiecałam poruszyć jest tak długa, że aż boli mnie głowa. Z samych podróżniczych zalegam Wam Włochy, Barcelonę, Maltę, Malezję (Langkawi, Kuala Lumpur) i niezliczone teksty z Tajlandii.
Nie mówiąc o innych działach bloga.

Jak wiecie i jak uprzedzałam – miałam mały kryzys. Pochłonięta innymi rzeczami i sprawami mocno zaniedbałam to miejsce. Archiwum jest nienaprawione od wielu miesięcy, baner z przekierowaniem do książki umieściłam w pasku bocznym ponownie po… roku. Strach się bać, może w końcu napiszę też ten nieszczęsny tekst o brwiach?
Pomysłów mam aż nadto, tylko czas wypełniony zupełnie innymi rzeczami. Za to życie bardzo dobrze mnie nauczyło, by powrócić do swoich dawnych zasad i nie opowiadać za bardzo o swoich planach i życiu prywatnym generalnie nikomu. To są dobre zasady, bo ludzie nie są  z reguły warci zaufania. 
Zresztą, nie ma takiego stanu w moim życiu, którego nie opisałby dobrze jakiś utwór Queen. No nie ma.
Zabawne – facet dawał z siebie wszystko praktycznie umierając, a niedawno jakiś piłkarz nie zagrał meczu bo miał kontuzję spowodowaną… infekcją łydki po depilacji 💩

Wczoraj dostałam na instagramie przedziwną wiadomość prywatną od jakiejś dziewczyny. Napisała mi coś w tym stylu “ale ty masz puste życie, trzaskasz tylko zdjęcia jedzenia, zdjęcia w lustrze i chodzisz po knajpach”.
Weszłam na jej profil – co mogłabym powiedzieć o niej? W zasadzie to samo. Zdjęcia jedzenia, selfiaczki, dwa zdjęcia z wyprawy w Bieszczady. Ale czy z tego składa się jej życie?

To, że o czymś nie mówię, nie oznacza, że tego nie robię 🙂


A co u mnie?


Tuż po powrocie z Krakowa wpadłam w wir zajęć. Coraz mniej korzystam z internetu, być może po części dlatego, że wciąż go nie mam (Vectra od ponad tygodnia nie potrafi przenieść internetu z jednego adresu na drugi, pozdrawiam :D).
Nie o wszystkim jednak chciałabym opowiadać.

To jeden z komentarzy jakie dostałam od czytelniczki z Ukrainy. Nawet nie wiecie jaka wdzięczność mnie ogarnęła. A potem wrzuciłam link do wpisu o domowej nalewce z kasztanów (bardzo polecam zrobić!) i potwierdziło się to, co miałam na końcu języka. Dziewczyna napisała, że czyta mojego bloga od tego właśnie wpisu.
Posiłek nie może składać się z samego mięsa.
Jakieś warzywo, surówka, sos, jakiś deser, coś do popicia.

Miałam czas, gdy chciałam pisać tutaj tylko rozwojowe rzeczy i rozpocząć kilka ważnych projektów. Ale wiem, że to tak nie działa, bo zależy mi na zainteresowaniu takimi rzeczami jak ćwiczenie wdzięczności  osób, które jeszcze nie wiedzą o tym, że je to interesuje. Wracam do pisania dla młodszej i głupszej siebie. Chcę pisać bloga dla takiej nieistniejącej Ani, która nie miała szczęścia poznać mnóstwa inspirujących osób, które w pewnym sensie były moimi mentorami na różnych etapach życia. Dla Ani, która nie trafiła na kilka ważnych książek  (btw. chcę pisać o książkach więcej). Dla Ani, która nie wiedziała wielu rzeczy, które wie teraz. Chcę podać jej rękę, którą wiele osób realnych lub nie (bohaterów książek, filmów) mi kiedyś podało.

Dawno nie czułam takiej ekscytacji. Na szczęście kryzysy są całkiem zrozumiałe, mój poprzedni skończył się usunięciem photobloga siedem lat temu :).  Wychodzi na to, że bloguję już 14 lat, a tak poważniej to 11.
Wystarczająco długo, by wiedzieć czego pragnę, a co mnie nie interesuje.

A podczas kryzysów można skierować energię w zupełnie inne miejsca. Przeczytałam całą masę inspirujących książek, ostatnio dla przykładu przerobiłam sobie kurs o Sztuce Islamu dla początkujących, i przeczytałam inspirujący artykuł naukowy o wpływie konfucjanizmu na kształtowanie się systemu prawa w Chinach i zrobiłam mnóstwo innych rzeczy, z których będę dumna za jakiś czas.

I kilka mniejszych, które są moimi malutkimi radościami.

Np. ciastka

Polecam mój

Prosty przepis na małe tarty z białą czekoladą, mascarpone i malinami

do tej pory wszystkim smakowało 🙂
Tutaj snap wild_mind 🙂 Uwielbiam dzielić się malutkimi radościami z innymi.
Buty ze zdjęcia to ten model, klasycznie polecam przymierzyć w sklepie a potem zamówić przez internet wykorzystując do tego refunder – na start dają 25 zł zwrotu, świetna sprawa. Nie jaram się tak rzeczami, ale te buty automatycznie skojarzyły mi się z książką Grzesiuka –Boso ale w ostrogach (na youtube można znaleźć pięknie czytany audiobook). Tak trzeba żyć – z dumą i godnością, nawet gdy nie masz nic.
Zdrowy batonik dostałam, był smaczny, jasne. Ale cena mocno mnie zdziwiła .
Na szczęście każdego dnia wciąż piję smoothies, pragnę by jutro dotarł do mnie blender, który zamówiłam frustrując się na ręczny. Chcę robić znowu domowe mleko kokosowe , bo to proste, szybkie i tanie. No i wiele innych rzeczy!

Kolejną radością tygodnia było odkrycie, że artystka o której pisałam Wam rok temu zaczyna robić karierę.

Hipnotyzuje mnie jej głos! Znacie to uczucie, gdy odkrywacie kogoś zanim stanie się sławny? Wspaniałe 🙂

Moje odkrycie – śniadania w Boker Tow (damn you autocorrect!) w Jewish Community Center przy Chmielnej w Warszawie – byłam dzisiaj z koleżanką (znacie to uczucie – przegadać z kimś pięć godzin i tego nie zauważyć?). Śniadania są serwowane tylko w niedziele, w godzinach 10-15, cena to 20 zł za jesz ile chcesz i 5 zł za ciepły napój (kawa, herbata). Boski hummus!

Zrobiłam też w końcu porównanie –

Co lepsze? Uber, mytaxi czy taxify? Co się bardziej opłaca? 

w tymże tekście znajdziecie link do kurtki i sukienki, oraz kolejne zniżki.
W wolnym rynku piękne jest to, że firmy muszą ze sobą konkurować albo ceną, albo jakością. 
Pytacie jak ogarniam noszenie kiecek w zwykłe dni.
Eee normalnie?
Chciałam napisać – moda to tylko konstrukt społeczny, ale przypomniał mi się jeden z lepszych trollingów świata nauki jaki widziałam.
Nie jest sztuką używanie trudnych słów do opisywania prostych rzeczy. Sztuką jest opisać coś trudnego tak, by zrozumiało to dziecko lub przeciętny Kowalski, zbierający naklejki na Świeżaki. W ostatnim roku wydarzyło się bardzo wiele rzeczy, które kazały mi zwątpić w świat nauki, konferencji, artykułów naukowych, prac zbiorowych i innego ekhem – shitu.
Dwójka śmieszków napisała mondry artykuł o tytule 

THE CONCEPTUAL PENIS AS A SOCIAL CONSTRUCT

Nie wiem czy wiecie – aby mieć dorobek naukowy, wystarczy zapłacić.
Aby wystąpić na konferencji naukowej – wystarczy zapłacić.
A potem twoje słowa uznawane są za wiarygodne, bo przecież niezależni recenzenci opublikowali.
Jak np. ta śliczna perełka o tym, że penis tak naprawdę nie istnieje, odpowiada za globalne ocieplenie oraz jest konstruktem społecznym… zresztą, polecam przeczytać na JoeMonster, szkoda czasu bym opowiadała o tym drugi raz, skoro ktoś zrobił to dobrze.
Na blogu było też o tym, że popsułam włosy
Jeden z fajniejszych komentarzy / Spotkanie z Natalią z BlondHairCare, późne śniadanie w Berku (Jasna 24)
Historię tych kwiatków znają tylko ci, którzy oglądają mnie na stories, moja nowa ukochana sukienka i komentarz od madlennee, chwilę po tym jak podziękowałam wam za tak chętne wypożyczanie mojej książki :*
Jeszcze jest gra, głupawa ale będąca fajną rozrywką:

Gra “choices” polega na dokonywaniu wyborów. Ja gram na razie tylko w “fantasy”, ale jest mnóstwo różnych scenariuszy. Każdy wybór niesie za sobą określone konsekwencje. Oczywiście jak to ja – spoliczkowałam jakiegoś ważnego gościa, więc zabił mi matkę oraz zabrał królestwo.
💩💩💩

I książka!

Oj wydawnictwo wiedziało co robi, wysyłając mi taki prezent. Czuję się, jakbym dostawała mentalnego plaskacza z każdą kolejną stroną, ale jest to plaskacz wymierzony sobie przeze mnie samą. Autorka “Życie zero waste“, Katarzyna Węgrowska pisze w sposób bardzo przystępny i miły. Bez osądzania, tylko dobre praktyki. Sprowokowała mnie do zastanowienia się nad własnymi wyborami.
Zamierzam zatem puszczać swoje ubrania i książki w obieg oraz dokonać szeregu usprawnień. Jestem na końcówce, już teraz szczerze polecam i dziękuję za prezent!

Linki podrzucone przez Was:
Medycyna po prostu – czyli jak w tytule – prosto i na luzie na jutjubie 🙂


Gdybym była facetem i miała tindera założonego z intencją zaliczenia jak największej ilości lasek, ustawiłabym sobie opis w styli “wierzę w prawdziwą miłość, nie szukam przelotnych znajomości” a potem używałabym określeń typu “kochać się” zamiast uprawiać seks. Dlatego polecam podesłany przez jedną z Was tekst:

Bo wszystkie one to szmaty

“Czujesz, że jest w tobie coś złego. Coś destrukcyjnego. Czujesz, że nie potrafisz sprostać własnym standardom. Chciałabyś już przestać myśleć, że jesteś do niczego, że nikt cię nie pokocha, że nic ci się nie uda, że jeśli pozwolisz się komuś zbliżyć do siebie, to na pewno cię opuści. Nie opuszczasz gardy.” – tekst Pauliny Wnuk
i o kardamonie u Agi

Jeśli chcesz by w tygodniku pojawił się Twój tekst – jedyną szansą na to jest działanie w grupie Kreatywne dziewczyny od Ani

Są tam świetne babki! I wiedzą co to znaczy “zatroszcz się o siebie”

To zamieściła jedna z Was dzisiaj 🙂 Słodko!

za to mnie opisuje bardziej ten mem:

Cudownego tygodnia!

Ach i koniecznie śledźcie instagram i stories – tam więcej z mojego tygodnia 🙂 nie będę tego już zamieszczać na blogu 🙂



Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Co lepsze? Uber, mytaxi czy taxify? Co się bardziej opłaca?
Penis który nie istnieje, życie bez marnowania i pyszne tarty [TYGODNIK]