Instagram has returned invalid data.

Mój ulubiony makijaż – prosto, szybko, naturalnie :)

Jak wygląda mój wyjściowy codzienny makijaż? Co zmieniło się w moim podejściu do mazideł? 🙂 
Uwaga! Wpis zawiera tragiczne zdjęcia z początków mojej przygody z makijażem. Grozi zawałem 😀
Nie wiem czy ktoś to jeszcze pamięta – mój blog powstał z potrzeby wyzwania siebie na kilka pojedynków i poszerzenie swojej strefy komfortu przez publiczne pisanie o swoich zmaganiach. Makijaż nigdy nie był moim konikiem – co więcej – mógł dla mnie nie istnieć. Obecnie też nie rozpaczałabym bardzo, gdyby ktoś wymazał ze zbiorowej świadomości fakt jego istnienia, ale staram się traktować go jako narzędzie.

Jako osoba, która nie ma całkowitego wpływu na swój wygląd (to jak wygląda moja cera, oczy i całokształt, to kaprys oskrzeli ;)) wpadłam w pułapkę głupiego myślenia, że nie warto starać się wcale. Po co. I tak wyglądam źle. – takie myśli są naturalne, gdy masz sińce pod oczami jak bokser po walce na ringu a jakikolwiek podkład i korektor zniknie z połowy twarzy wraz z pierwszych wydmuchaniem nosa. Prawa fizyki są niezmienne dla wszystkich, tarcie to tarcie.

Ale potem zrozumiałam to, co opisałam w tekście życie jest za krótkie na bawełniane gacie – nie mamy wpływu na pewne sytuacje, ale mamy 100% wpływu na to, jak w tych sytuacjach będziemy postępować. Zaczęłam traktować makijaż jako narzędzie przywrócenia mi mojego naturalnego potencjału, który nie ma szans się rozwinąć, bo mój organizm ma ważniejsze rzeczy na głowie niż hodowanie mocnych brwi, paznokci czy rzęs 😀
O matko, co to była za droga…! Moje początki były straszne!
Tak, ja to uznałam za dobry makijaż 😀
Więcej okropnych zdjęć i notek pod numerkami : jeden, dwa, trzy, cztery, pięć
i mój absolutny hit – uwaga, proszę usiąść! 😀
serio, usiądź :))
Co to jest?!
Najlepsze jest to, że wtedy uważałam to za jakiś postęp i nie czułam zażenowania przy wrzucaniu tego na bloga. Pod tym względem widzę u siebie jakąś ewolucję – wreszcie zaczynają przeszkadzać mi zachlapane skórki (wcześniej wyznawałam podejście – maluję byle jak i idę pozmywać naczynia, same się doczyszczą), krzywe linie, odpryski.
Z czasem zaczęło być ciut lepiej, przynajmniej w moim odczuciu :
Może zacznę od problemów z jakimi się borykam/borykałam :
  • wiecznie suche czoło i zmarszczki, gdy gorzej się czuję
  • sińce pod oczami
  • szara, ziemista cera
  • zaczerwienienia w okolicy nosa
  • liche, jasne brwi
  • liche rzęsy
  • wiecznie spierzchnięte usta
Ktoś pomyśli, że wystarczy złuszczanie, nawilżanie i picie dużej ilości wody, ale niestety to nie jest takie proste, bo ja te wszystkie rzeczy robię, a jak przychodzi gorszy okres dla zdrowia, to cuda na kiju nie pomogą :)).
Mimo to, podjęłam długą walkę – przede wszystkim – pielęgnację cery zmieniałam tak długo, aż znalazłam pasującą do moich potrzeb – opisałam ją tutaj : https://www.aniamaluje.com/2015/05/jak-dbam-o-cere-kolejna-promocja-40-na.html
Po drugie – systematycznie odżywiałam brwi za pomocą olejków i walczyłam o ich kształt, regulując je w odpowiednich miejscach i podgalając tam, gdzie naturalnie ich nie miałam. Po roku “zabawy” łuczek wygląda w miarę ok.
Po trzecie – przestałam szukać sposobu na przemalowanie swojej twarzy – całkowicie polubiłam siebie, zaakceptowałam swoje lepsze i gorsze strony i zaczęłam pracować nad podkreśleniem tego, co lubię.
Jak to wygląda obecnie? Zamieszczam zdjęcia robione pod różnymi kątami 🙂
Brwi : nauczyłam się, że muszę zostawić kilka samotnych włosków, bo inaczej wyglądam jak transwestyta. Wyraźne granice mi nie służą, czuję się z nimi sztuczna i niepewna.
Podkreślam je bezbarwnym żelem Brow artist Plumper (L’oreal), a jeśli wymagają uzupełnienia, dorysowuję co trzeba cieniem do brwi w sztyfcie marki Bell, z tej hipolargicznej serii.
Kreskę wykonuję bardzo delikatną – używam eyelinera w żelu z maybelline, albo tego z Bell (klik). Nie umiem jaskółki, więc dałam sobie z nią spokój :).
Tusz : najpierw zalotka, potem delikatnie jedna warstwa zielonego tuszu z wibo.
Jeśli chodzi o cienie, to bardzo delikatnie nanoszę mgiełkę jakiegoś neutralnego z palety Lovely :
Przestałam cudować, bo zwyczajnie nie potrafię.
Cera : Nie używam nic, albo używam podkładu marki Rimmel, tego z czerwoną zakrętką (jest na niego promocja tu i tu). Używam też odrobinkę wypiekanego różu Bourjois 54 Rose Frisson.
Korektor : paletka z wibo, albo korektor HD marki Nyx (nic innego nie zakryje czerwonego nosa).
Natomiast moim odkryciem są konturówki do ust – gdy mam anemiczny wygląd, krew krąży wolniej i kontur ust jest nieostry, blady. Niweluję to stosując konturówkę w kolorze zbliżonym do moich ust – Lovely Perfect Line numer 1, lub Golgen Rose Classics (starł mi się już numerek). Obie kosztują ok. 
6-7 zł 😉
Wiele osób uzna pewnie, że mój makijaż to taki zwyklak, że aż szkoda się rozpisywać, ale patrząc na swoje początki, widzę ogromny postęp. Oczywiście gdybym miała określić procentowo, ile dni w roku jestem pomalowana, to byłoby to maksymalnie 20% :)). Jest bardzo dużo tekstów o kosmetykach z perspektywy ekspertów, a może komuś przydadzą się kosmetyczne rekomendacje kompletnego laika? 🙂 Większość tych kosmetyków, to kolorówka polskich marek, nie ma nic drogiego, z dostępnością też raczej nie ma większych problemów :).
A jeśli przy urodzie, to podczas zakupów spożywczych, zainteresowała mnie taka o to książka: 
Sposoby Francuzek na Urodę
Mam alergię na te wszystkie odniesienia do francuskiego szyku (tym bardziej, że jakoś nie widziałam go w Paryżu :)) , ale ta pozycja wydaje się być sensowna i odwołująca się do naturalnych receptur, które bardzo lubię. Obecnie na książkę jest promocja w lidlu – (klik!), ale ja kupiłam dzisiaj kolejną pozycję i tym samym wyczerpałam swój własny limit książek na ten miesiąc. Postanowiłam twardo trzymać się zasad i najwyżej kupię ją na początku lipca. Cierpię na tę samą przypadłość, co inne mole książkowe – nie mam gdzie trzymać kolejnych pozycji, a wychodząc po bułki wracam z kolejną książką…
:))
A wracając do makijażu – dziękuję za wszystkie wskazówki, jakich zawsze mi tak chętnie udzielacie 🙂 Bez nich nie byłoby żadnego postępu :)).
Uściski ! 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jak zrobić bezglutenowe placki na tortillę? :) Szybki przepis
Mój ulubiony makijaż – prosto, szybko, naturalnie :)