Jestem gotowa! jak przygotować się do podróży

10 minut do przyjazdu taksówki, a ja skaczę tyłkiem po walizce modląc się o to, by sprawiła mi tę przyjemność i się zamknęła.
Chciałabym w tym miejscu napisać, że tak wyglądało moje życie kiedyś, ale nie będzie to prawdą. Ono tak wygląda nadal.
Kocham podróże, ale nie jestem jeszcze na tym etapie życia, by móc podróżować nie rezygnując z innych rzeczy. Czasami w lutym muszę wykonać pracę zaplanowaną do połowy marca, innym razem pracować w trakcie wyjazdu a te, które są dla mnie wyłącznie wypoczynkiem, mogę policzyć na palcach jednej ręki. I zazwyczaj wystarcza mi na to jeden palec. 
Nie jest to dla mnie problematyczne, ja chyba po prostu tak lubię. Podczas studiów łączyłam wyjazdy z wolontariatami i zawsze musiałam się jakoś sensownie zorganizować.
Ale to nie jest wpis tylko o tym, jak trzeba przygotować się do podróży i powiedzieć Jestem Gotowa! To wpis o tym, co to znaczy być gotowym.


Zdarzyło ci się kiedyś zrobić coś, na co nie byłaś gotowa?
Pytałam o to swoje koleżanki, gdy przyszedł mi pomysł na ten tekst. Odpowiedzi były różne.
Jedna  nie była gotowa na pierwszy seks, poszło pod presją chłopaka. Żałuje. Miesiąc po rozstaniu poznała swojego obecnego męża.
Druga nie była gotowa do przejścia na dietę wegetariańską. Wymyśliła sobie, że zacznie już, teraz. Po roku jedzenia bułek z serem i obiadu bez kotleta zrezygnowała, bo czuła się słaba. Do wegetarianizmu wróciła dwa lata temu, już świadomie i spokojnie. Dojrzale. Trwa w nim nadal.
Ja nie byłam gotowa na chodzenie. Szybko nauczyłam się stawać na dwóch nóżkach i zapragnęłam chodzić szybciej niż powinnam. Kości nie były na to gotowe i  wykrzywiły się pod wpływem masy. Nie dało się mnie zatrzymać, nikt tu nie jest winny. Ale gdy podzieliłam się tym odnośnie mojego eks-kompleksu krzywych nóg, dostałam wiadomość od  Magdy, dziewczyny, która też ma szpotawe kolana. Jej mama nie mogła znieść, że dziecko sąsiadki chodzi w dziesiątym miesiącu życia, a ona w jedenastym jeszcze nie. Stawiała ją na siłę i na siłę trzymając za ręce kazała chodzić. Magda oczywiście tego nie pamięta, ale jej matka zasugerowała jej taką metodę odnośnie jej własnego dziecka mówiąc “ja tak z tobą robiłam i żyjesz”. 
Ze skrzywionymi nogami.
Do wszystkiego w życiu trzeba dojrzeć. Czasami lepiej poczekać, aż będzie się gotowym i zrobić coś z głową.
🌴🌴🌴
W grudniu dostałam od dziewczyn z MIYA prezent – dwie mgiełki i miniaturkę serum myPOWERelixir, które od zeszłego roku jest moim ulubieńcem. Potestowałam, zakochałam się w zapachu kokosowej mgiełki i w działaniu obu. Umówiłyśmy się na tekst na blogu, bo chciałam  powiedzieć o tych produktach komu tylko się da. Są totalnie super, więc wymyśliłam, że fajnie będzie zabrać je w lutym na Karaiby. Nikt nie lubi oglądać zdjęć kremów na instagramie, więc chciałam zwrócić Waszą uwagę interesującym otoczeniem. I stworzyć tekst o tym, co należy zrobić przed podróżą, żeby być na nią gotowym. A jedną z tych rzeczy jest odpowiednie przygotowanie skóry na nowe warunki. 
Napisałam ten tekst, ale… nie czułam tego.
Produkty były cudowne, ale mój tekst kompletnie tego nie opowiadał. 
🌴🌴🌴

Nie oddawał tego, że ja grubo ponad rok temu poznałam obie Anie, które stoją za marką Miya.  Że zjadłyśmy pyszne śniadanie, poznałyśmy swoje filozofie.
Mój tekst nie opowiadał o tym, że #JestemGotowa to nie tylko puste hasło, bo dziewczyny przygotowywały się do założenia marki bardzo solidnie. Że rzuciły dla niej prace – w branży kosmetycznej i podróżniczej.
Że z małym dzieckiem na utrzymaniu można wierzyć w swoją markę tak bardzo, by włożyć w nią wszystkie oszczędności, bo chcesz stworzyć przystępne cenowo produkty dla kobiet, które też mają małe dzieci i chcą szybko wycisnąć coś z tubki albo tym psiknąć i być gotowe na podbój świata.
Moja mama widząc mój pracoholizm zawsze krzyczała na mnie, bym nie mówiła że jestem leniwa, ale… jestem. 
Wierzcie mi, gdybym nie wierzyła w te produkty, nie chciałoby mi się szukać idealnych ujęć, tylko leżałabym plackiem na tej plaży czytając książkę.
A ujęć było… sporo 😀
Bo hej – oglądacie tyle reklamy w sieci, że jak tu wam pokazać, że to nie jest kolejna typowa reklama? Że to coś więcej?
Mogłabym przecież zrobić flatlay na kocyku, ustawić filiżankę z kawą, jakieś kwiatki,  położyć koło tego inspirujący napis, obok ustawić esencję, może jakąś mapę stylizowaną na starą i tyle. Byłoby po sprawie.
Ale ja tak nie chcę.
Czarna plaża, wulkaniczny piasek. Jest jakiś kontrast, może uda mi się nawiązać do tego, że co tam Karaiby i inna egzotyka. Że co tam pielęgnacja Koreanek, jak mamy dobre, nasze, polskie. Ale zdjęcie wydaje mi się sztuczne.
Nogi skrzyżowałam jakbym miała chorobę sierocą, gdybym wrzuciła to na instagram, na pewno więcej komentarzy miałyby moje cycki. W ogóle nie w tym rzecz, ja chcę pokazać fajny produkt, dla takich dziewczyn jak ja!
Takich, co nie mają czasu czekać aż krem się wchłonie zanim nałożą podkład. Takich, co latem lubią zrobić “psik” i nawilżyć twarz i dekolt tym jednym psiknięciem, a przy okazji przyjemnie się schłodzić. 
Kolejna próba
Układam górę od bikini tak, by zakryła cycki i ich nie podtrzymywała, ale mocniej zasłoniła. To produkty mają zwracać uwagę. Stanę w liściach, może uda mi się nawiązać do bardzo prostych i naturalnych składów. Bo Miya mówi NIE parabenom, olejom mineralnym, parafinie, silikonom, PEG-om i sztucznym barwnikom. Za to jest marką totalnie cruelty-free i wegańską. W składzie mgiełki Coco BeautyJuice jest ekstrakt z kokosa, sok z aloesu, woda termalna, kwas hialuronowy, witamina B3 i prowitamina B5. W składzie FlowerBeautyPower kokosa zastępuje esktrakt z peonii i hibiskusa, do tego jest hydrolat z róży i reszta bez zmian. Moja sucha skóra jest zadowolona.
Ale ja ze zdjęć nie. Bardzo ostre światło odbija się od ślicznych opakowań i nie widać napisów. Ja muszę patrzeć w dół albo w bok, bo inaczej razi mnie w oczy.
Damn it!
A przecież to super wyjazd i jestem radosna. Nie powinnam wyglądać jakbym zdjęcia robiła za karę, bo kocham te produkty. Więc może napiszę wprost.
Miya to coś więcej niż biznes. Dziewczyny zakładając markę, przemyślały to od A do Z. To nie jest kolejna firma kosmetyczna, która widząc modę na detoks, tworzy kosmetyki z “detox” w nazwie, a widząc modę na węgiel aktywny dosypuje szczyptę do wielkiej kadzi z kremami, z której to szczypty ostatecznie w słoiczku zostanie tyle, co nic (ale wystarczająco dużo, by stworzyć czarne opakowania i chwalić się węglem aktywnym).
To nie jest firma, która zbyt szybko zaczęła stawiać pierwsze kroczki i uszkodziła sobie kolana. Wszystko jest na maksa przemyślane. Olejkowy elixir był tworzony 9 miesięcy! To nie jest wielkie korpo, to nie jest coś z napompowaną ceną. Na dole będzie wpis o tym, jak stać się gotową do podróży, ten, który napisałam jeszcze na lotnisku na Karaibach. 
A ja chcę zapytać Ciebie – na co chciałabyś być gotowa, ale jeszcze nie jesteś?
Rzucenie pracy i założenie własnej firmy?
Ślub?
Kupno własnego M?


Daj znać w komentarzu – do wygrania  3 zestawy mini serum i wybrana esencja
Czas do: 26.06.2018


(wyniki poprzedniego konkursu ukażą się do niedzieli)
A teraz wklejam stary wpis, z którego nie byłam zadowolona.
O czym trzeba pomyśleć przed podróżą?
1.Przejrzyj kalendarz 
Może podróż pod koniec lutego to nie jest najlepszy pomysł, bo właśnie wtedy przychodzą wszelkie PIT-y? Listy na poczcie leżakują równie długo co Ty przez całe przedszkole. Przeżywam ten problem drugi raz w życiu i zadbałam o to, by miał je kto odebrać. Podobnie ma się sprawa z zaplanowaną wizytą u lekarza czy meczem ulubionego klubu. Sprawdź takie rzeczy wcześniej, odwołaj co trzeba, przełóż terminy, zorganizuj zastępstwa.
2. Rachunki! 
Zdążyłam się o tym przekonać, gdy bank prewencyjnie zablokował mi dostęp do konta podczas podróży do Tajlandii, a odblokować mogłam je wyłącznie za pomocą rozmowy z numeru, do którego karta leżała w innym tajskim mieście jak gdyby nigdy nic. Poza tym płatności z nieznanych ci sieci są średnio bezpieczne, więc czasami warto zapłacić za prąd, telefon i internet z wyprzedzeniem.
3.Kwiatki, pieski, kotki
Miła sąsiadka lub pomocna koleżanka, która nakarmi psa i wyprowadzi go na spacer to prawdziwy skarb. Nie zostawiaj takich rzeczy na ostatni moment, bo będziesz żałować. Podrzuć swoje drzewko bonsai komuś zaufanemu, zawieź kota do rodziców i upewnij się, czy masz plan B na wypadek nieprzewidzianych okoliczności.
4.Ubezpieczenie
Odnośnie okoliczności, ubezpieczenie to bardzo ważna rzecz! Daj sobie czas na przejrzenie oferty ubezpieczycieli, zastanów się, czy potrzebujesz ubezpieczenia bagażu, czy planujesz uprawiać ekstremalne sporty i co w razie poważnego zatrucia azjatyckim jedzeniem.
5. Badania i szczepienia
Nie mam zamiaru wchodzić w ideologiczne spory odnośnie szczepień, ale sprawdź jakie choroby grasują w miejscu twojej destynacji i zastanów się, czy jesteś na nie gotowy. Rezygnacja z jednego ukłucia przeciw wściekliźnie w najlepszym razie będzie kosztować cię wielokrotne jazdy do szpitala na bolesne zastrzyki, w najgorszym – życie. Zadbaj też o recepty i wykupienie potrzebnych ci leków.
6. Ważność dokumentów
To super, że masz ważny paszport, ale czasami musi być ważny aż sześć miesięcy od daty podróży. Cudownie, że w Polsce nie potrzebujesz prawa jazdy by przemieszczać się skuterem, ale w Tajlandii musisz mieć w tym celu prawko na motocykl. Międzynarodowe.Lekko skrzywiony dowód osobisty nie robi problemu gdy kupujesz wino na wieczór, ale na lotnisku – zdecydowanie może. Niby oczywiste, ale znam kogoś, kto z tego powodu nie poleciał. 
7.Jedzenie z lodówki
W zależności od nagromadzonych zapasów, tydzień lub dwa dni przed podróżą przestaję kupować jedzenie i staram się kombinować dania z tego, co mam w lodówce i pochowane po kuchenych szafkach. Czasami wychodzą z tego fajne połączenia. Co się da spróbuj zamrozić. Zadbaj także o to, by mieć co zjeść po powrocie. Zdarzyło mi się kiedyś zastać same słone paluszki i sklepy zamknięte na głucho, bo było święto a lot się opóźnił.

8. Przygotuj do podróży swoje ciało
Wiele dziewczyn dba o to, by przed wakacjami zrobić sobie hybrydy czy podciąć końcówki włosów, by lepiej wyglądać na zdjęciach. Ale to nie wszystko! 🙂
Bardzo ważne są zadbane stopy bez suchych pięt i ogólnie – piękna, nawilżona skóra. Suche powietrze w samolocie, klimatyzacja, zmiany temperatury – to wszystko bardzo odbija się na kondycji skóry – największego ludzkiego narządu. Jestem zabiegana, więc przed podróżą nawilżałam skórę twarzy i szyi mgiełkami z MIYA – uwielbiam ich kosmetyki, kibicuję dziewczynom tworzącym markę z całego serca, bo tworzą skuteczne produkty z dobrymi składami w przystępnych cenach. No i to polska firma 🙂 Pryskasz na twarz, szyję i dekolt i gotowe, warto zabrać mgiełkę do samolotu. Swoje mam od grudnia, chyba bardziej przemawiają do mnie orzeźwiające nuty zapachowe tej CocoBeuatyJuice
Sprawdzone rzeczy – nowiutkie, nierozchodzone buty potrafią wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Podróż to nie najlepszy moment na zmianę szamponu do włosów czy różu do policzków. Eksperymenty zostaw sobie na inny moment. 
Zrobione? To możesz dopiąć walizkę i powiedzieć: 
#jestemgotowadopodróży
W bonusie ja – zadowolona, że moja walizka zmieściła się w limicie co do grama 😀

To jak? Na co chcesz być gotowa?

Wpis oczywiście powstał we współpracy z marką Miya 🙂

Bądź na bieżąco! 
INSTAGRAMFACEBOOK
Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂
Komentując oświadczasz, że znasz regulamin
Uściski, Ania

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o