Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Jestem gotowa! jak przygotować się do podróży

10 minut do przyjazdu taksówki, a ja skaczę tyłkiem po walizce modląc się o to, by sprawiła mi tę przyjemność i się zamknęła.
Chciałabym w tym miejscu napisać, że tak wyglądało moje życie kiedyś, ale nie będzie to prawdą. Ono tak wygląda nadal.
Kocham podróże, ale nie jestem jeszcze na tym etapie życia, by móc podróżować nie rezygnując z innych rzeczy. Czasami w lutym muszę wykonać pracę zaplanowaną do połowy marca, innym razem pracować w trakcie wyjazdu a te, które są dla mnie wyłącznie wypoczynkiem, mogę policzyć na palcach jednej ręki. I zazwyczaj wystarcza mi na to jeden palec. 
Nie jest to dla mnie problematyczne, ja chyba po prostu tak lubię. Podczas studiów łączyłam wyjazdy z wolontariatami i zawsze musiałam się jakoś sensownie zorganizować.
Ale to nie jest wpis tylko o tym, jak trzeba przygotować się do podróży i powiedzieć Jestem Gotowa! To wpis o tym, co to znaczy być gotowym.


Zdarzyło ci się kiedyś zrobić coś, na co nie byłaś gotowa?
Pytałam o to swoje koleżanki, gdy przyszedł mi pomysł na ten tekst. Odpowiedzi były różne.
Jedna  nie była gotowa na pierwszy seks, poszło pod presją chłopaka. Żałuje. Miesiąc po rozstaniu poznała swojego obecnego męża.
Druga nie była gotowa do przejścia na dietę wegetariańską. Wymyśliła sobie, że zacznie już, teraz. Po roku jedzenia bułek z serem i obiadu bez kotleta zrezygnowała, bo czuła się słaba. Do wegetarianizmu wróciła dwa lata temu, już świadomie i spokojnie. Dojrzale. Trwa w nim nadal.
Ja nie byłam gotowa na chodzenie. Szybko nauczyłam się stawać na dwóch nóżkach i zapragnęłam chodzić szybciej niż powinnam. Kości nie były na to gotowe i  wykrzywiły się pod wpływem masy. Nie dało się mnie zatrzymać, nikt tu nie jest winny. Ale gdy podzieliłam się tym odnośnie mojego eks-kompleksu krzywych nóg, dostałam wiadomość od  Magdy, dziewczyny, która też ma szpotawe kolana. Jej mama nie mogła znieść, że dziecko sąsiadki chodzi w dziesiątym miesiącu życia, a ona w jedenastym jeszcze nie. Stawiała ją na siłę i na siłę trzymając za ręce kazała chodzić. Magda oczywiście tego nie pamięta, ale jej matka zasugerowała jej taką metodę odnośnie jej własnego dziecka mówiąc “ja tak z tobą robiłam i żyjesz”. 
Ze skrzywionymi nogami.
Do wszystkiego w życiu trzeba dojrzeć. Czasami lepiej poczekać, aż będzie się gotowym i zrobić coś z głową.
🌴🌴🌴
W grudniu dostałam od dziewczyn z MIYA prezent – dwie mgiełki i miniaturkę serum myPOWERelixir, które od zeszłego roku jest moim ulubieńcem. Potestowałam, zakochałam się w zapachu kokosowej mgiełki i w działaniu obu. Umówiłyśmy się na tekst na blogu, bo chciałam  powiedzieć o tych produktach komu tylko się da. Są totalnie super, więc wymyśliłam, że fajnie będzie zabrać je w lutym na Karaiby. Nikt nie lubi oglądać zdjęć kremów na instagramie, więc chciałam zwrócić Waszą uwagę interesującym otoczeniem. I stworzyć tekst o tym, co należy zrobić przed podróżą, żeby być na nią gotowym. A jedną z tych rzeczy jest odpowiednie przygotowanie skóry na nowe warunki. 
Napisałam ten tekst, ale… nie czułam tego.
Produkty były cudowne, ale mój tekst kompletnie tego nie opowiadał. 
🌴🌴🌴

Nie oddawał tego, że ja grubo ponad rok temu poznałam obie Anie, które stoją za marką Miya.  Że zjadłyśmy pyszne śniadanie, poznałyśmy swoje filozofie.
Mój tekst nie opowiadał o tym, że #JestemGotowa to nie tylko puste hasło, bo dziewczyny przygotowywały się do założenia marki bardzo solidnie. Że rzuciły dla niej prace – w branży kosmetycznej i podróżniczej.
Że z małym dzieckiem na utrzymaniu można wierzyć w swoją markę tak bardzo, by włożyć w nią wszystkie oszczędności, bo chcesz stworzyć przystępne cenowo produkty dla kobiet, które też mają małe dzieci i chcą szybko wycisnąć coś z tubki albo tym psiknąć i być gotowe na podbój świata.
Moja mama widząc mój pracoholizm zawsze krzyczała na mnie, bym nie mówiła że jestem leniwa, ale… jestem. 
Wierzcie mi, gdybym nie wierzyła w te produkty, nie chciałoby mi się szukać idealnych ujęć, tylko leżałabym plackiem na tej plaży czytając książkę.
A ujęć było… sporo 😀
Bo hej – oglądacie tyle reklamy w sieci, że jak tu wam pokazać, że to nie jest kolejna typowa reklama? Że to coś więcej?
Mogłabym przecież zrobić flatlay na kocyku, ustawić filiżankę z kawą, jakieś kwiatki,  położyć koło tego inspirujący napis, obok ustawić esencję, może jakąś mapę stylizowaną na starą i tyle. Byłoby po sprawie.
Ale ja tak nie chcę.
Czarna plaża, wulkaniczny piasek. Jest jakiś kontrast, może uda mi się nawiązać do tego, że co tam Karaiby i inna egzotyka. Że co tam pielęgnacja Koreanek, jak mamy dobre, nasze, polskie. Ale zdjęcie wydaje mi się sztuczne.
Nogi skrzyżowałam jakbym miała chorobę sierocą, gdybym wrzuciła to na instagram, na pewno więcej komentarzy miałyby moje cycki. W ogóle nie w tym rzecz, ja chcę pokazać fajny produkt, dla takich dziewczyn jak ja!
Takich, co nie mają czasu czekać aż krem się wchłonie zanim nałożą podkład. Takich, co latem lubią zrobić “psik” i nawilżyć twarz i dekolt tym jednym psiknięciem, a przy okazji przyjemnie się schłodzić. 
Kolejna próba
Układam górę od bikini tak, by zakryła cycki i ich nie podtrzymywała, ale mocniej zasłoniła. To produkty mają zwracać uwagę. Stanę w liściach, może uda mi się nawiązać do bardzo prostych i naturalnych składów. Bo Miya mówi NIE parabenom, olejom mineralnym, parafinie, silikonom, PEG-om i sztucznym barwnikom. Za to jest marką totalnie cruelty-free i wegańską. W składzie mgiełki Coco BeautyJuice jest ekstrakt z kokosa, sok z aloesu, woda termalna, kwas hialuronowy, witamina B3 i prowitamina B5. W składzie FlowerBeautyPower kokosa zastępuje esktrakt z peonii i hibiskusa, do tego jest hydrolat z róży i reszta bez zmian. Moja sucha skóra jest zadowolona.
Ale ja ze zdjęć nie. Bardzo ostre światło odbija się od ślicznych opakowań i nie widać napisów. Ja muszę patrzeć w dół albo w bok, bo inaczej razi mnie w oczy.
Damn it!
A przecież to super wyjazd i jestem radosna. Nie powinnam wyglądać jakbym zdjęcia robiła za karę, bo kocham te produkty. Więc może napiszę wprost.
Miya to coś więcej niż biznes. Dziewczyny zakładając markę, przemyślały to od A do Z. To nie jest kolejna firma kosmetyczna, która widząc modę na detoks, tworzy kosmetyki z “detox” w nazwie, a widząc modę na węgiel aktywny dosypuje szczyptę do wielkiej kadzi z kremami, z której to szczypty ostatecznie w słoiczku zostanie tyle, co nic (ale wystarczająco dużo, by stworzyć czarne opakowania i chwalić się węglem aktywnym).
To nie jest firma, która zbyt szybko zaczęła stawiać pierwsze kroczki i uszkodziła sobie kolana. Wszystko jest na maksa przemyślane. Olejkowy elixir był tworzony 9 miesięcy! To nie jest wielkie korpo, to nie jest coś z napompowaną ceną. Na dole będzie wpis o tym, jak stać się gotową do podróży, ten, który napisałam jeszcze na lotnisku na Karaibach. 
A ja chcę zapytać Ciebie – na co chciałabyś być gotowa, ale jeszcze nie jesteś?
Rzucenie pracy i założenie własnej firmy?
Ślub?
Kupno własnego M?


Daj znać w komentarzu – do wygrania  3 zestawy mini serum i wybrana esencja
Czas do: 26.06.2018


(wyniki poprzedniego konkursu ukażą się do niedzieli)
A teraz wklejam stary wpis, z którego nie byłam zadowolona.
O czym trzeba pomyśleć przed podróżą?
1.Przejrzyj kalendarz 
Może podróż pod koniec lutego to nie jest najlepszy pomysł, bo właśnie wtedy przychodzą wszelkie PIT-y? Listy na poczcie leżakują równie długo co Ty przez całe przedszkole. Przeżywam ten problem drugi raz w życiu i zadbałam o to, by miał je kto odebrać. Podobnie ma się sprawa z zaplanowaną wizytą u lekarza czy meczem ulubionego klubu. Sprawdź takie rzeczy wcześniej, odwołaj co trzeba, przełóż terminy, zorganizuj zastępstwa.
2. Rachunki! 
Zdążyłam się o tym przekonać, gdy bank prewencyjnie zablokował mi dostęp do konta podczas podróży do Tajlandii, a odblokować mogłam je wyłącznie za pomocą rozmowy z numeru, do którego karta leżała w innym tajskim mieście jak gdyby nigdy nic. Poza tym płatności z nieznanych ci sieci są średnio bezpieczne, więc czasami warto zapłacić za prąd, telefon i internet z wyprzedzeniem.
3.Kwiatki, pieski, kotki
Miła sąsiadka lub pomocna koleżanka, która nakarmi psa i wyprowadzi go na spacer to prawdziwy skarb. Nie zostawiaj takich rzeczy na ostatni moment, bo będziesz żałować. Podrzuć swoje drzewko bonsai komuś zaufanemu, zawieź kota do rodziców i upewnij się, czy masz plan B na wypadek nieprzewidzianych okoliczności.
4.Ubezpieczenie
Odnośnie okoliczności, ubezpieczenie to bardzo ważna rzecz! Daj sobie czas na przejrzenie oferty ubezpieczycieli, zastanów się, czy potrzebujesz ubezpieczenia bagażu, czy planujesz uprawiać ekstremalne sporty i co w razie poważnego zatrucia azjatyckim jedzeniem.
5. Badania i szczepienia
Nie mam zamiaru wchodzić w ideologiczne spory odnośnie szczepień, ale sprawdź jakie choroby grasują w miejscu twojej destynacji i zastanów się, czy jesteś na nie gotowy. Rezygnacja z jednego ukłucia przeciw wściekliźnie w najlepszym razie będzie kosztować cię wielokrotne jazdy do szpitala na bolesne zastrzyki, w najgorszym – życie. Zadbaj też o recepty i wykupienie potrzebnych ci leków.
6. Ważność dokumentów
To super, że masz ważny paszport, ale czasami musi być ważny aż sześć miesięcy od daty podróży. Cudownie, że w Polsce nie potrzebujesz prawa jazdy by przemieszczać się skuterem, ale w Tajlandii musisz mieć w tym celu prawko na motocykl. Międzynarodowe.Lekko skrzywiony dowód osobisty nie robi problemu gdy kupujesz wino na wieczór, ale na lotnisku – zdecydowanie może. Niby oczywiste, ale znam kogoś, kto z tego powodu nie poleciał. 
7.Jedzenie z lodówki
W zależności od nagromadzonych zapasów, tydzień lub dwa dni przed podróżą przestaję kupować jedzenie i staram się kombinować dania z tego, co mam w lodówce i pochowane po kuchenych szafkach. Czasami wychodzą z tego fajne połączenia. Co się da spróbuj zamrozić. Zadbaj także o to, by mieć co zjeść po powrocie. Zdarzyło mi się kiedyś zastać same słone paluszki i sklepy zamknięte na głucho, bo było święto a lot się opóźnił.

8. Przygotuj do podróży swoje ciało
Wiele dziewczyn dba o to, by przed wakacjami zrobić sobie hybrydy czy podciąć końcówki włosów, by lepiej wyglądać na zdjęciach. Ale to nie wszystko! 🙂
Bardzo ważne są zadbane stopy bez suchych pięt i ogólnie – piękna, nawilżona skóra. Suche powietrze w samolocie, klimatyzacja, zmiany temperatury – to wszystko bardzo odbija się na kondycji skóry – największego ludzkiego narządu. Jestem zabiegana, więc przed podróżą nawilżałam skórę twarzy i szyi mgiełkami z MIYA – uwielbiam ich kosmetyki, kibicuję dziewczynom tworzącym markę z całego serca, bo tworzą skuteczne produkty z dobrymi składami w przystępnych cenach. No i to polska firma 🙂 Pryskasz na twarz, szyję i dekolt i gotowe, warto zabrać mgiełkę do samolotu. Swoje mam od grudnia, chyba bardziej przemawiają do mnie orzeźwiające nuty zapachowe tej CocoBeuatyJuice
Sprawdzone rzeczy – nowiutkie, nierozchodzone buty potrafią wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Podróż to nie najlepszy moment na zmianę szamponu do włosów czy różu do policzków. Eksperymenty zostaw sobie na inny moment. 
Zrobione? To możesz dopiąć walizkę i powiedzieć: 
#jestemgotowadopodróży
W bonusie ja – zadowolona, że moja walizka zmieściła się w limicie co do grama 😀

To jak? Na co chcesz być gotowa?

Wpis oczywiście powstał we współpracy z marką Miya 🙂

Bądź na bieżąco! 
INSTAGRAMFACEBOOK
Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂
Komentując oświadczasz, że znasz regulamin
Uściski, Ania

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Maleńka bloguje Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maleńka bloguje
Gość

Jeśli chodzi o Twoje pytania na końcu wpisu – to właśnie na te wszystkie kroki zbieram siły i dużo o tym myślę. Chciałabym mieć mieszkanie, aby mieć gdzie wprowadzić się z mężem po ślubie. A własna firma – no cóż, niby trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu, jednakże wolałabym żeby była to decyzja przemyślana i zakończona happy endem tak jak w przypadku założycielek Miya. Sama właśnie testuję ich produkty i kokos dołącza do grona ulubieńców – zarówno krem jak i esencja 🙂

Maleńka bloguje
Gość

Jeśli chodzi o Twoje pytania na końcu wpisu – to właśnie na te wszystkie kroki zbieram siły i dużo o tym myślę. Chciałabym mieć mieszkanie, aby mieć gdzie wprowadzić się z mężem po ślubie. A własna firma – no cóż, niby trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu, jednakże wolałabym żeby była to decyzja przemyślana i zakończona happy endem tak jak w przypadku założycielek Miya. Sama właśnie testuję ich produkty i kokos dołącza do grona ulubieńców – zarówno krem jak i esencja 🙂

Previous
Korzystałam z toalety po bracie – czy mogłam zajść w ciążę? – [TYGODNIK]
Jestem gotowa!  jak przygotować się do podróży