Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Rzadko jestem na Śląsku, a jeśli jestem to niestety tylko na chwilę, ale urok Nikiszowca działa na mnie za każdym razem jeszcze mocniej. Podobnie jak rolada z kluskami śląskimi i modrą kapustą, ktoś kto to wymyślił jest geniuszem. 
Jedna z najfajniejszych rzeczy w tym kraju to naprawdę zróżnicowana kuchnia regionalna. 
I przy okazji mam pytanie - czy ciasto ucierane to dla was ciasto, czy mówicie „upiekłam placek ze śliwkami”?
Bo dla mnie zdecydowanie są ciasta, i ciasta na które mówię placki.
#Katowice #Nikiszowiec #Śląsk #blogerka #podróżemałeiduże #podróże #zwiedzamy #kato #silesia #sukienka #ootdfashion #ootd #cegła #Polska

Rzadko jestem na Śląsku, a...

Jak pozbyłam się kompleksu krzywych nóg

Napisałam kiedyś na blogu, że mam szpotawe kolana (termin medyczny, nie inwektywa ;-)). Obiecałam sobie, że postaram się intensywnie popracować na sobą, by przestać traktować je jako wadę :).

W grudniu 2014 napisałam tekst:

Jak wyglądają szpotawe kolana? Dlaczego nie przejmuję się krzywymi nogami?

Byłam wtedy na etapie – szanuję, akceptuję, nie zakrywam ale… gdybym mogła sobie wybrać swoje nogi, to wybrałabym proste. I nie, wcale nie dlatego że ustawienie kolan powoduje lekką wadę postawy oraz bardzo niski komfort noszenia płaskich butów – nie będę wciskać ściemy, bo to akurat nie jest w żaden sposób dla mnie uciążliwe. Myślałam tylko o względach estetycznych. Od dawna moje nogi nie były już więc dla mnie kompleksem, ale coś mi w głowie zgrzytało. Jeśli nie wiecie czemu, to rzućcie okiem na zdjęcia moich krzywych nóg na płasko, gdy ta krzywizna jest mocno widoczna (klik).
Lubię wyzwania więc pomyślałam, że mam dobre i odpowiednio trudne zadanie dla siebie. Co konkretnie postanowiłam? Z najmniej lubianej części ciała (poza oskrzelami, z którymi ciężko się dogaduję ;-)) chciałam uczynić taką, z której będę zadowolona, wręcz dumna.
Etap pierwszy mojego planu – ubierać się tak, by ciągle te nogi eksponować. 
Brzmi banalnie, ale to wcale nie było takie proste. To jakby ktoś kto najmniej lubi swój nos, ustawił na fejsie profilowe z profilu ;-).
Pomyślałam jednak, że moje nogi będą ze mną do końca mojego życia. Lepsze już nie będą, za to może się okazać że na stare lata zrobią się żylaste albo puchnące… lepiej je polubić, skoro spędzimy razem całe życie 😀
TOP – lidl | Żakiet – (klik) | spodnie (klik) i botki z klamrami (klik)
Chodziło też trochę o to, że zawsze widziałam głównie inne zalety swojego ciała – lubię swoją wypracowaną hula-hoop talię (chociaż znów muszę odkurzyć kółko), lubię swój biust, lubię swoje biodra. Eksponowanie głównie nóg nigdy nie było pierwszym wyborem. Gdy chciałam poczuć się kobieco, zakładałam albo taliowaną sukienkę, albo taką ładnie opinającą biodra, ewentualnie bluzkę z większym dekoltem. Mini nie należała do ubrań dodających mi pewności siebie. Zatem moim pierwszym etapem była zmiana tych przekonań.
Ponownie potwierdził się fakt, że świat ma gdzieś twoje problemy, kompleksy i kompleksiki. Szybko przyzwyczaiłam się do nowej rzeczywistości. 
Drugi etap to całkowita, radykalna wręcz akceptacja. Postrzegam to jak sytuację z szantażem – załóżmy że ktoś bardzo się wstydzi czegoś co kiedyś zrobił. Np. zdradził partnera. Inna osoba o tym wie i ciągle go szantażuje, że ujawni sprawę. Życie w ciągłym strachu jest do bani, stres ssie. Do tego nie ma żadnej gwarancji, że sprawa nigdy się nie rypnie. Wiem bo długo ukrywałam swoją chorobę i wiem jak ciężko żyje się z tajemnicą. Szczególnie gdy obawiasz się, że po jej ujawnieniu ludzie zmienią do ciebie nastawienie. Od jakiegoś czasu wyznaję zasadę – lepiej od razu mieć to za sobą, przełknąć gorzką pigułkę. 
Zatem co najgorszego może się stać? Mój znajomy który ukrywał że jest gejem, potwornie bał się powiedzieć o tym innym, szczególnie mamie. Jego brat dobrze o tym wiedział i ciągle żądał kasy za dochowanie sekretu “no chyba że mam złamać matce serce, jak chcesz….” – fajny brat, co nie? W końcu znajomy zdobył się na odwagę. Mama powiedziała “myślałam, że nigdy mi nie powiesz, zawsze wiedziałam”. Z innymi było trochę gorzej (a niby XXI wiek) ale i to szybko wróciło do normy. Ludzie mają dość swoich problemów, by zajmować się tobą.
W celu tej radykalnej akceptacji, chciałam by nogi kojarzyły mi się z czymś pozytywnym. Więc zaczęłam robić zdjęcia na instagram :

Instagram jest trochę specyficzny.  Czasami kojarzy mi się z tymi blogami, na których ludzie piszą sobie bezsensowne (chociaż miłe) komentarze tylko po to, by doprowadzić do transakcji “obs za obs”, by potem pochwalić się ładną liczbą w mailu z prośbą o wysłanie produktów do testowania :-). Tak czy siak, nie zebrałam żadnego “hejtu” typu : “ale masz krzywe nogi”. A więc ludzie generalnie moje nogi mają gdzieś, to ja sobie stworzyłam problem.
Wcześniej podkreśliłam słowo nos. Nie bez przyczyny – Baby z Dirty Dancing miała dość spory nos, który nadawał jej twarzy charakteru. Oglądając ten film miałam wrażenie, że nadaje jej czegoś niesamowicie magnetyzującego. Tymczasem dla samej aktorki nos był wielkim kompleksem, więc go zoperowała (i nie zagrała nigdy więcej żadnej roli na miarę tej w Dirty Dancing). Myślę, że tak jest z większością kompleksów. Zapewne minęłam dzisiaj na ulicy sporo osób z kompleksami, tylko jakimś dziwnym trafem nie zwróciłam na to żadnej uwagi. Jeśli myślisz, że ktoś przejmuje się twoim małym biustem, garbatym nosem, odstającymi uszami czy grubymi udami, to zastanów się na ile małych biustów, garbatych nosów, odstających uszu i grubych ud dzisiaj zwróciłeś uwagę. Obstawiam wynik bliski zera.

Nie zauważę, że ktoś ma odstające uszy (a przynajmniej nie pomyślę o nich jako o czymś wadliwym) dopóki ta osoba nie zacznie ich zakrywać jakąś dziwną fryzurą. To nie sama część ciała jest problem, tylko całe zachowanie które jej towarzyszy.
Jeśli jesteś niepewny i zestresowany, to sam sobie szkodzisz.

Etap trzeci : znaleźć coś, w czym moje nogi będą wyglądały dobrze
Nie odwrócić od nich uwagę, tylko zrobić z nich atut. Trafiło na trudny czas – w tym roku nie mogłam tyle ćwiczyć co kiedyś, bo szybko robiło mi się słabo. Kiedyś myślałam, że mam dobre geny i nie tyję – gdy przestałam chodzić na karate, zrozumiałam w jak wielkim błędzie byłam. Ruch towarzyszył mi zawsze i gdy w pewnym momencie skończyły się dla mnie treningi 3 x w tygodniu, 2 czy 3 niepozorne w-fy w szkole zrozumiałam, że samo chodzenie bardzo długich dystansów i lekka gimnastyka nie uchroni mnie przed “rozflaczeniem” 🙂 W tym roku ćwiczyłam mniej i dorobiłam się cellulitu a nawet lekkiego brzuszka o.O. Słaby moment na pokochanie swoich nóg tak by na tym szkle nie było żadnej ryski ;)).
Mimo to, włożyłam w to trochę wysiłku i wiedziałam że lepiej mi w szpilkach bez platformy, najlepiej bez żadnych pasków, lub takimi na skos, że moje nogi dobrze wyglądają opalone albo w szpilkach nude. Polubiłam je gdy były odpowiednio wyeksponowane. To trochę jak lubić swoją twarz w makijażu, a mi chodziło o to, by lubić ją także bez niego :).

Więc gdy dobrze opanowałam ten etap, postanowiłam zadziałać wbrew tym zasadom i robić dla moich nóg najgorsze co możliwe :))). Byłam już w miejscu, gdzie moje nogi nie były dla mnie minusem – zebrałam kilka komplementów, podobałam się sobie gdy miałam np. szpilki nude albo czarne spodnie i czarne botki, co optycznie mocno wydłużało nogi. Lubiłam je w spodniach z wysokim stanem i w spódnicy nad kolano, a także w spódniczkach maxi. Ale to wciąż nie było to, o co mi chodziło.
Postanowiłam robić te wszystkie rzeczy które zaburzają proporcje, uwydatniają mankamenty sylwetki aż dojdę do tego momentu, że przestanę widzieć w nich mankamenty.
Np. spódnice midi (do połowy łydki) albo botki na platformie robią mi z nóg takie sztywne kołki:

Podobnie pokazanie całych nóg i jeszcze cellulitu który się pojawił, było dość trudnym krokiem.
(To jakby po raz pierwszy przyjść do pracy bez makijażu, chociaż zawsze się go nosiło).
Na koniec postawiłam na kroje, które skracają nogi i robią ze mnie kaczuszkę :)) Np. spodnie typu boyfriend,wywinięte nogawki i płaskie buty:
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania (@aniamaluje) 28 Maj, 2015 o 4:57 PDT
Czy też buty skracające nogi tam gdzie nie powinny:
To wszystko może wydawać się śmieszne, ale to są trudne kroki. To jakbyś miała wąskie usta których nie lubisz, ale po odkryciu triku z obrysowaniem ich konturówką stwierdzić, że są nawet spoko… a potem zrezygnować z tej konturówki na rzecz perłowej szminki w stylu “wszystko po 3 złote”. :)).
Na 100 % byłam pewna, że dobrze odrobiłam swoje zadanie, gdy zdecydowałam się na zimowe buty w kolorze takim nie wiem…rudym (?) podczas gdy moje nogi 10 x lepiej wyglądałyby w czarnych. Kiedyś odruchowo wybrałabym czarne buty, by nosić je z czarnymi spodniami. Wtedy wybrałam te, które bardziej mi się podobały. Przy okazji muszę dodać, że przetestowałam je na mocnych mrozach i miałam rację :). 
Dzięki wysokiej platformie i obcasom, te traperki są idealne na taką pogodę. Platforma sprawia, że nie mam kontaktu z zimnym podłożem, więc stopy nie marzną od chodnika. Buty nie przemakają, dobrze trzymają kostkę a traktorek pomaga przedzierać się przez nieodśnieżone rano chodniki :). Uwielbiam je! (Dostępne są tutaj (klik), chociaż znając życie – zaraz nie będą).
Cały proces trwał rok. W tym czasie moje nogi się nie zmieniły – wciąż są wykrzywione i wciąż będą, bo takie mam kości. Zmieniło się moje postrzeganie tych nóg. Z brzydkiego “toleruję” zmieniłam swoje myślenie na – kurczę, fajne są!
Dlaczego to było dla mnie takie ważne?
Myślę, że jest coś z hipokryzji w pisaniu o akceptacji i wybaczaniu, gdy samemu ma się coś do przepracowania. Nie lubię też niezałatwionych spraw, a jeszcze bardziej nie przepadam za poczuciem, że nie zrobiłam wszystkiego co mogłam. Ciało to ciało – każdy jakieś ma. Jeśli coś mi w nim przeszkadza, a da się to zmienić – spoko, warto. Można zapuścić zdrowe włosy, można je zagęścić, można wyleczyć trądzik albo schudnąć. Gdy jednak nie akceptujemy czegoś, co jest raczej niezmienne (np. wąskie usta, garbaty nos, odstające uszy), to lepiej jest postarać się to polubić i pokochać, niż mieć problem ze swoim ciałem :).
  • Przestałam mieć problem z tym, że kozaki (klik) i inne buty zawsze będą się marszczyć i nie będą przylegać 
  • Aby bardziej polubić swoje nogi, otaczałam je troską – peeling, zawsze zadbane paznokcie, wcieranie w nie olejków – dbanie jak o coś cennego
  • Przyglądałam się innym osobom o podobnej budowie ciała. Nie bez powodu na moje wyzwanie z tekstu o złych decyzjach (klik) wybrałam serial Zaklinaczka duchów – uważam Jennifer Love Hewitt za piękną kobietę, w dodatku zawsze świetnie ubraną. I chociaż nie po drodze mi z pełnym makijażem i zawsze ułożonymi włosami, to zauważyłam podobieństwo w budowie ciała. Różnicą są nogi, które mamy co prawda inne, ale moje są krzywe, a nogi Jennifer masywne w stosunku do reszty ciała. Ona sama nie ma chyba z tym żadnego problemu (klik)
  • Dałam sobie pretekst do kupowania ładnych butów i rajstop 🙂
Osiągnęłam więcej niż zamierzałam – dzisiaj myślę o swoich nogach jako o atucie. I chociaż rok temu byłam z nimi pogodzona jak z myślą o tym, że zimą będzie zimno i cóż – jakoś to przeżyję, tak teraz myślę o moich nogach że są bardzo fajne i je po prostu… polubiłam.
Ba, nawet założyłabym fajną sukienkę, która jest krótka a nie podkreśla ani biustu ani talii bo moje nogi dłużej mi nie uwierają ;).
Przy okazji nie mogę nie poruszyć kwestii płaszcza 😀
Nigdy nie mam czasu na pstryknięcie mu zdjęcia gdy jest dobre światło, ale go uwielbiam! Ma przecudowny wzór i wreszcie mogę nosić rozkloszowane spódniczki tak, by móc wciąż pokazywać nogi 😀 Na modelce dokładnie widać jak bardzo ten złoty wzór jest złoty (klik) – płaszcz jest typowo wiosenny/jesienny, ale zamówiłam teraz. Na początku lutego Chiny świętują, do tego max. miesiąc na dojście przesyłki… wciąż mam nadzieję na szybką wiosnę. Polecam go z promocją -60% na pierwsze zakupy albo kodem promocyjnym z ich instagrama.
I jeszcze jedno słowo na koniec – jeśli nie radzisz sobie ze swoim kompleksem, może warto rozważyć wizytę u specjalisty? Wiem, że korzystanie z usług psychiatry to wciąż tabu, ale istnieje groźne zaburzenie o nazwie dysmorfobia. Jest o tym całkiem dobra książka o nazwie Jak pokochać swój wygląd (zawiera kwestionariusze i fajne narzędzia do pracy nad sobą). 
screen darmowego fragmentu, można powiększyć:
Książkę można znaleźć tutaj (klik), natomiast fragment dostępny jest tu (klik).
(To nie jest tekst napisany we współpracy, po prostu myślę, że ten temat jest szalenie ważny).
Dzisiaj kult ciała jest bardzo powszechny. Zbyt wiele osób zmaga się z kompleksami i źle się czuje w związku ze swoim wyglądem. Myślę, że to nie jest fajne, bo wszystko siedzi wyłącznie w głowie i można to zmienić. Coś, co jedni traktują jak wadę, inni będą postrzegać jako zaletę :). Ja nadal będę chętnie nosić np. czarne spodnie z czarnymi botkami, ale już nie po to by ukryć że nogi są krzywe a po to by podkreślić, że są fajne :). Nie ma nic złego w makijażu, ale fajniej jest jeśli nosimy go by podkreślać swoją urodę, a nie po to, by coś ukrywać (nawet gdy makijaż w jednym i drugim przypadku wygląda tak samo). Znam wiele pięknych dziewczyn które ciągle powtarzają, że są brzydkie. Znam też kobiety, które miały nadwagę i czuły się niepewnie – schudły, ujędrniły swoje ciała… a w ciąż czują się niepewne, bo zmieniło się tylko ciało, a umysł za tym nie podążył. Zawsze jest mi przykro gdy coś takiego słyszę lub obserwuję, bo życie jest za krótkie na takie głupoty. 
Gorąco namawiam każdego do tego, by przepracować swoje kompleksy, nawet te małe – tak do samej kości. To zupełnie inna jakość życia.
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO
Previous
Przepis na domowy sernik z masą kajmakową
Jak pozbyłam się kompleksu krzywych nóg