Jak pozbyłam się kompleksu krzywych nóg

Napisałam kiedyś na blogu, że mam szpotawe kolana (termin medyczny, nie inwektywa ;-)). Obiecałam sobie, że postaram się intensywnie popracować na sobą, by przestać traktować je jako wadę :).

W grudniu 2014 napisałam tekst:

Jak wyglądają szpotawe kolana? Dlaczego nie przejmuję się krzywymi nogami?

Byłam wtedy na etapie – szanuję, akceptuję, nie zakrywam ale… gdybym mogła sobie wybrać swoje nogi, to wybrałabym proste. I nie, wcale nie dlatego że ustawienie kolan powoduje lekką wadę postawy oraz bardzo niski komfort noszenia płaskich butów – nie będę wciskać ściemy, bo to akurat nie jest w żaden sposób dla mnie uciążliwe. Myślałam tylko o względach estetycznych. Od dawna moje nogi nie były już więc dla mnie kompleksem, ale coś mi w głowie zgrzytało. Jeśli nie wiecie czemu, to rzućcie okiem na zdjęcia moich krzywych nóg na płasko, gdy ta krzywizna jest mocno widoczna (klik).
Lubię wyzwania więc pomyślałam, że mam dobre i odpowiednio trudne zadanie dla siebie. Co konkretnie postanowiłam? Z najmniej lubianej części ciała (poza oskrzelami, z którymi ciężko się dogaduję ;-)) chciałam uczynić taką, z której będę zadowolona, wręcz dumna.
Etap pierwszy mojego planu – ubierać się tak, by ciągle te nogi eksponować. 
Brzmi banalnie, ale to wcale nie było takie proste. To jakby ktoś kto najmniej lubi swój nos, ustawił na fejsie profilowe z profilu ;-).
Pomyślałam jednak, że moje nogi będą ze mną do końca mojego życia. Lepsze już nie będą, za to może się okazać że na stare lata zrobią się żylaste albo puchnące… lepiej je polubić, skoro spędzimy razem całe życie 😀
TOP – lidl | Żakiet – (klik) | spodnie (klik) i botki z klamrami (klik)
Chodziło też trochę o to, że zawsze widziałam głównie inne zalety swojego ciała – lubię swoją wypracowaną hula-hoop talię (chociaż znów muszę odkurzyć kółko), lubię swój biust, lubię swoje biodra. Eksponowanie głównie nóg nigdy nie było pierwszym wyborem. Gdy chciałam poczuć się kobieco, zakładałam albo taliowaną sukienkę, albo taką ładnie opinającą biodra, ewentualnie bluzkę z większym dekoltem. Mini nie należała do ubrań dodających mi pewności siebie. Zatem moim pierwszym etapem była zmiana tych przekonań.
Ponownie potwierdził się fakt, że świat ma gdzieś twoje problemy, kompleksy i kompleksiki. Szybko przyzwyczaiłam się do nowej rzeczywistości. 
Drugi etap to całkowita, radykalna wręcz akceptacja. Postrzegam to jak sytuację z szantażem – załóżmy że ktoś bardzo się wstydzi czegoś co kiedyś zrobił. Np. zdradził partnera. Inna osoba o tym wie i ciągle go szantażuje, że ujawni sprawę. Życie w ciągłym strachu jest do bani, stres ssie. Do tego nie ma żadnej gwarancji, że sprawa nigdy się nie rypnie. Wiem bo długo ukrywałam swoją chorobę i wiem jak ciężko żyje się z tajemnicą. Szczególnie gdy obawiasz się, że po jej ujawnieniu ludzie zmienią do ciebie nastawienie. Od jakiegoś czasu wyznaję zasadę – lepiej od razu mieć to za sobą, przełknąć gorzką pigułkę. 
Zatem co najgorszego może się stać? Mój znajomy który ukrywał że jest gejem, potwornie bał się powiedzieć o tym innym, szczególnie mamie. Jego brat dobrze o tym wiedział i ciągle żądał kasy za dochowanie sekretu “no chyba że mam złamać matce serce, jak chcesz….” – fajny brat, co nie? W końcu znajomy zdobył się na odwagę. Mama powiedziała “myślałam, że nigdy mi nie powiesz, zawsze wiedziałam”. Z innymi było trochę gorzej (a niby XXI wiek) ale i to szybko wróciło do normy. Ludzie mają dość swoich problemów, by zajmować się tobą.
W celu tej radykalnej akceptacji, chciałam by nogi kojarzyły mi się z czymś pozytywnym. Więc zaczęłam robić zdjęcia na instagram :

Instagram jest trochę specyficzny.  Czasami kojarzy mi się z tymi blogami, na których ludzie piszą sobie bezsensowne (chociaż miłe) komentarze tylko po to, by doprowadzić do transakcji “obs za obs”, by potem pochwalić się ładną liczbą w mailu z prośbą o wysłanie produktów do testowania :-). Tak czy siak, nie zebrałam żadnego “hejtu” typu : “ale masz krzywe nogi”. A więc ludzie generalnie moje nogi mają gdzieś, to ja sobie stworzyłam problem.
Wcześniej podkreśliłam słowo nos. Nie bez przyczyny – Baby z Dirty Dancing miała dość spory nos, który nadawał jej twarzy charakteru. Oglądając ten film miałam wrażenie, że nadaje jej czegoś niesamowicie magnetyzującego. Tymczasem dla samej aktorki nos był wielkim kompleksem, więc go zoperowała (i nie zagrała nigdy więcej żadnej roli na miarę tej w Dirty Dancing). Myślę, że tak jest z większością kompleksów. Zapewne minęłam dzisiaj na ulicy sporo osób z kompleksami, tylko jakimś dziwnym trafem nie zwróciłam na to żadnej uwagi. Jeśli myślisz, że ktoś przejmuje się twoim małym biustem, garbatym nosem, odstającymi uszami czy grubymi udami, to zastanów się na ile małych biustów, garbatych nosów, odstających uszu i grubych ud dzisiaj zwróciłeś uwagę. Obstawiam wynik bliski zera.

Nie zauważę, że ktoś ma odstające uszy (a przynajmniej nie pomyślę o nich jako o czymś wadliwym) dopóki ta osoba nie zacznie ich zakrywać jakąś dziwną fryzurą. To nie sama część ciała jest problem, tylko całe zachowanie które jej towarzyszy.
Jeśli jesteś niepewny i zestresowany, to sam sobie szkodzisz.

Etap trzeci : znaleźć coś, w czym moje nogi będą wyglądały dobrze
Nie odwrócić od nich uwagę, tylko zrobić z nich atut. Trafiło na trudny czas – w tym roku nie mogłam tyle ćwiczyć co kiedyś, bo szybko robiło mi się słabo. Kiedyś myślałam, że mam dobre geny i nie tyję – gdy przestałam chodzić na karate, zrozumiałam w jak wielkim błędzie byłam. Ruch towarzyszył mi zawsze i gdy w pewnym momencie skończyły się dla mnie treningi 3 x w tygodniu, 2 czy 3 niepozorne w-fy w szkole zrozumiałam, że samo chodzenie bardzo długich dystansów i lekka gimnastyka nie uchroni mnie przed “rozflaczeniem” 🙂 W tym roku ćwiczyłam mniej i dorobiłam się cellulitu a nawet lekkiego brzuszka o.O. Słaby moment na pokochanie swoich nóg tak by na tym szkle nie było żadnej ryski ;)).
Mimo to, włożyłam w to trochę wysiłku i wiedziałam że lepiej mi w szpilkach bez platformy, najlepiej bez żadnych pasków, lub takimi na skos, że moje nogi dobrze wyglądają opalone albo w szpilkach nude. Polubiłam je gdy były odpowiednio wyeksponowane. To trochę jak lubić swoją twarz w makijażu, a mi chodziło o to, by lubić ją także bez niego :).

Więc gdy dobrze opanowałam ten etap, postanowiłam zadziałać wbrew tym zasadom i robić dla moich nóg najgorsze co możliwe :))). Byłam już w miejscu, gdzie moje nogi nie były dla mnie minusem – zebrałam kilka komplementów, podobałam się sobie gdy miałam np. szpilki nude albo czarne spodnie i czarne botki, co optycznie mocno wydłużało nogi. Lubiłam je w spodniach z wysokim stanem i w spódnicy nad kolano, a także w spódniczkach maxi. Ale to wciąż nie było to, o co mi chodziło.
Postanowiłam robić te wszystkie rzeczy które zaburzają proporcje, uwydatniają mankamenty sylwetki aż dojdę do tego momentu, że przestanę widzieć w nich mankamenty.
Np. spódnice midi (do połowy łydki) albo botki na platformie robią mi z nóg takie sztywne kołki:

Podobnie pokazanie całych nóg i jeszcze cellulitu który się pojawił, było dość trudnym krokiem.
(To jakby po raz pierwszy przyjść do pracy bez makijażu, chociaż zawsze się go nosiło).
Na koniec postawiłam na kroje, które skracają nogi i robią ze mnie kaczuszkę :)) Np. spodnie typu boyfriend,wywinięte nogawki i płaskie buty:
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania (@aniamaluje) 28 Maj, 2015 o 4:57 PDT
Czy też buty skracające nogi tam gdzie nie powinny:
To wszystko może wydawać się śmieszne, ale to są trudne kroki. To jakbyś miała wąskie usta których nie lubisz, ale po odkryciu triku z obrysowaniem ich konturówką stwierdzić, że są nawet spoko… a potem zrezygnować z tej konturówki na rzecz perłowej szminki w stylu “wszystko po 3 złote”. :)).
Na 100 % byłam pewna, że dobrze odrobiłam swoje zadanie, gdy zdecydowałam się na zimowe buty w kolorze takim nie wiem…rudym (?) podczas gdy moje nogi 10 x lepiej wyglądałyby w czarnych. Kiedyś odruchowo wybrałabym czarne buty, by nosić je z czarnymi spodniami. Wtedy wybrałam te, które bardziej mi się podobały. Przy okazji muszę dodać, że przetestowałam je na mocnych mrozach i miałam rację :). 
Dzięki wysokiej platformie i obcasom, te traperki są idealne na taką pogodę. Platforma sprawia, że nie mam kontaktu z zimnym podłożem, więc stopy nie marzną od chodnika. Buty nie przemakają, dobrze trzymają kostkę a traktorek pomaga przedzierać się przez nieodśnieżone rano chodniki :). Uwielbiam je! (Dostępne są tutaj (klik), chociaż znając życie – zaraz nie będą).
Cały proces trwał rok. W tym czasie moje nogi się nie zmieniły – wciąż są wykrzywione i wciąż będą, bo takie mam kości. Zmieniło się moje postrzeganie tych nóg. Z brzydkiego “toleruję” zmieniłam swoje myślenie na – kurczę, fajne są!
Dlaczego to było dla mnie takie ważne?
Myślę, że jest coś z hipokryzji w pisaniu o akceptacji i wybaczaniu, gdy samemu ma się coś do przepracowania. Nie lubię też niezałatwionych spraw, a jeszcze bardziej nie przepadam za poczuciem, że nie zrobiłam wszystkiego co mogłam. Ciało to ciało – każdy jakieś ma. Jeśli coś mi w nim przeszkadza, a da się to zmienić – spoko, warto. Można zapuścić zdrowe włosy, można je zagęścić, można wyleczyć trądzik albo schudnąć. Gdy jednak nie akceptujemy czegoś, co jest raczej niezmienne (np. wąskie usta, garbaty nos, odstające uszy), to lepiej jest postarać się to polubić i pokochać, niż mieć problem ze swoim ciałem :).
  • Przestałam mieć problem z tym, że kozaki (klik) i inne buty zawsze będą się marszczyć i nie będą przylegać 
  • Aby bardziej polubić swoje nogi, otaczałam je troską – peeling, zawsze zadbane paznokcie, wcieranie w nie olejków – dbanie jak o coś cennego
  • Przyglądałam się innym osobom o podobnej budowie ciała. Nie bez powodu na moje wyzwanie z tekstu o złych decyzjach (klik) wybrałam serial Zaklinaczka duchów – uważam Jennifer Love Hewitt za piękną kobietę, w dodatku zawsze świetnie ubraną. I chociaż nie po drodze mi z pełnym makijażem i zawsze ułożonymi włosami, to zauważyłam podobieństwo w budowie ciała. Różnicą są nogi, które mamy co prawda inne, ale moje są krzywe, a nogi Jennifer masywne w stosunku do reszty ciała. Ona sama nie ma chyba z tym żadnego problemu (klik)
  • Dałam sobie pretekst do kupowania ładnych butów i rajstop 🙂
Osiągnęłam więcej niż zamierzałam – dzisiaj myślę o swoich nogach jako o atucie. I chociaż rok temu byłam z nimi pogodzona jak z myślą o tym, że zimą będzie zimno i cóż – jakoś to przeżyję, tak teraz myślę o moich nogach że są bardzo fajne i je po prostu… polubiłam.
Ba, nawet założyłabym fajną sukienkę, która jest krótka a nie podkreśla ani biustu ani talii bo moje nogi dłużej mi nie uwierają ;).
Przy okazji nie mogę nie poruszyć kwestii płaszcza 😀
Nigdy nie mam czasu na pstryknięcie mu zdjęcia gdy jest dobre światło, ale go uwielbiam! Ma przecudowny wzór i wreszcie mogę nosić rozkloszowane spódniczki tak, by móc wciąż pokazywać nogi 😀 Na modelce dokładnie widać jak bardzo ten złoty wzór jest złoty (klik) – płaszcz jest typowo wiosenny/jesienny, ale zamówiłam teraz. Na początku lutego Chiny świętują, do tego max. miesiąc na dojście przesyłki… wciąż mam nadzieję na szybką wiosnę. Polecam go z promocją -60% na pierwsze zakupy albo kodem promocyjnym z ich instagrama.
I jeszcze jedno słowo na koniec – jeśli nie radzisz sobie ze swoim kompleksem, może warto rozważyć wizytę u specjalisty? Wiem, że korzystanie z usług psychiatry to wciąż tabu, ale istnieje groźne zaburzenie o nazwie dysmorfobia. Jest o tym całkiem dobra książka o nazwie Jak pokochać swój wygląd (zawiera kwestionariusze i fajne narzędzia do pracy nad sobą). 
screen darmowego fragmentu, można powiększyć:
Książkę można znaleźć tutaj (klik), natomiast fragment dostępny jest tu (klik).
(To nie jest tekst napisany we współpracy, po prostu myślę, że ten temat jest szalenie ważny).
Dzisiaj kult ciała jest bardzo powszechny. Zbyt wiele osób zmaga się z kompleksami i źle się czuje w związku ze swoim wyglądem. Myślę, że to nie jest fajne, bo wszystko siedzi wyłącznie w głowie i można to zmienić. Coś, co jedni traktują jak wadę, inni będą postrzegać jako zaletę :). Ja nadal będę chętnie nosić np. czarne spodnie z czarnymi botkami, ale już nie po to by ukryć że nogi są krzywe a po to by podkreślić, że są fajne :). Nie ma nic złego w makijażu, ale fajniej jest jeśli nosimy go by podkreślać swoją urodę, a nie po to, by coś ukrywać (nawet gdy makijaż w jednym i drugim przypadku wygląda tak samo). Znam wiele pięknych dziewczyn które ciągle powtarzają, że są brzydkie. Znam też kobiety, które miały nadwagę i czuły się niepewnie – schudły, ujędrniły swoje ciała… a w ciąż czują się niepewne, bo zmieniło się tylko ciało, a umysł za tym nie podążył. Zawsze jest mi przykro gdy coś takiego słyszę lub obserwuję, bo życie jest za krótkie na takie głupoty. 
Gorąco namawiam każdego do tego, by przepracować swoje kompleksy, nawet te małe – tak do samej kości. To zupełnie inna jakość życia.
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o