Instagram has returned invalid data.

Chcę podejmować ZŁE decyzje

Najwięcej w życiu nauczyłam się na bazie własnych błędów. To wystarczający powód, by chcieć je popełniać.

Wyzwanie, które wyznaczyłam sobie na listopad, skupiało się właśnie wokół błędów. Jakby w odpowiedzi, wszechświat postanowił mi dowalić z każdej możliwej strony 😉
Z krótkiej perspektywy czasu myślę, że bardzo dobrze.
Ostatnio przeglądałam różne stare zdjęcia i zbombardowało mnie milion refleksji na temat tego, jaka byłam kiedyś, a jaka jestem teraz. Zrobiłam w życiu wiele rzeczy, z których nie jestem dzisiaj dumna. I pewnie przynajmniej drugie tyle jeszcze zrobię. Czy gdybym nie popełniła tych wszystkich błędów kiedyś, dzisiaj byłabym tym samym człowiekiem? Nie sądzę.

Ustalmy w tym momencie, że słowo “błąd” traktujemy tutaj umownie. Jedną z moich życiowych dewiz jest to, że nie popełniam błędów – czasami biorę po prostu bardzo drogie lekcje 😀 Gdyby nie wyciągnęła z błędu nauczki, pewnie wtedy byłby błędem ;-)). Mimo wszystko, będę używała tutaj słowa błąd w powszechnym rozumieniu, bo szybciej przechodzi przez klawiaturę 🙂

O co chodziło w moim wyzwaniu?

Miałam:
–  gruntownie zastanowić się nad  każdym popełnionym w listopadzie  błędem i tym, czego mnie nauczył

–  zastanowić się nad rzeczami, które kiedyś z góry skreśliłam i dać sobie szansę na weryfikację tych decyzji

Niby nic trudnego, ale…
Pisałam kiedyś (w tekście 3 dziwne książki ) o tym, że spory wpływ wywarła na mnie lektura Mechanicznej pomarańczy. Mocno przemyślałam sobie wtedy kilka rzeczy i doszło do mnie, że dobro musi być wyborem. Tak samo jest z każdą decyzją jaką podejmuję w życiu.

Na tapetę wzięłam więc najpierw kilka “skreślonych” na starcie pomysłów i postanowiłam sprawdzić, czy postąpiłam słusznie. Nie wiem czy coś nie było dobre (albo czy było złe) dopóki się sama o tym nie przekonam. Już od dawna nie wydaję opinii na temat tego, czego nie doświadczyłam (nieśmiertelne Iphone to gówno i przepłacony złom wypowiadane przez tych, którzy go nigdy mieli [resentyment?]).

Tym samym okazało się, że:
– oglądanie seriali nie jest głupie
Można marnować przy nich czas robiąc to w głupi sposób, ale można oglądać je mądrze. Zawsze myślałam o serialach w kontekście “marnowania czasu”. Zmusiłam się więc do zastanowienia, co mogę zrobić, by ten czas nie był zmarnowany. Postanowiłam dać się zaskoczyć i podejść do tego z misją obalenia swojego poglądu 😉 Wygospodarowanie godziny dziennie wydawało mi się abstrakcją, ale postanowiłam zaryzykować.
Codzienne stawienie się o 17stej przed telewizorem (padło na serial “Zaklinaczka duchów” z sympatii dla aktorki) okazało się spory wyzwaniem. Kilka razy się to nie udało, ale szybko…polubiłam tę rutynę. Stała godzina przymusowego relaksu i odmóżdżenia wprowadzała bezpieczny harmonogram dnia.
Dodatkowo mogłam na reklamie nałożyć maskę na na włosy, coś na twarz. Wypić w tym czasie jakieś zioła, pokręcić hula-hoop (klik), piłować paznokcie, zjeść w spokoju posiłek (godzina to sporo czasu). Skorzystałam też ze swojej własnej wskazówki z tekstu:

Mała zmiana – wielki efekt : trik, który podniesie Twoją efektywność

i miałam ze sobą zawsze notes. Część odcinków obejrzałam po angielsku.
– Snapchat rzeczywiście nie jest dla mnie
Wcześniej bardzo szybko wydałam taką opinię, zanim w ogóle rozgryzłam wszystkie jego opcje. Podjęłam drobną próbę powrotu, a potem pokonał mnie mój własny, zbuntowany sprzęt 😉  Dlaczego snap nie jest dla mnie?
Nie chcę za bardzo pokazywać swojej prywatności (może to brzmieć dziwnie w kontekście prowadzenia bloga, ale mam bardzo jasno sprecyzowane granice i ich nie przekraczam). Po drugie – wymaga ciągłego bycia on-line. Nie mam pakietu danych i nie chcę z niego korzystać. Po trzecie – FOMO. Gdy zaczynasz przeglądać co robią inni i wiesz, że to znika po 24h, za bardzo się w to angażujesz. Zdarzało się, że dwa dni nie byłam na snapie i czułam się, jakbym przegapiła coś istotnego. Dziwne, nie chcę do tego wracać ;-). Na szczęście pokonał mnie mój własny sprzęt, bo nie można być zalogowanym i na smartfonie i na tablecie. Trzeba się zdecydować a ja ciągle zapominałam hasła ;-). Mimo to…
Widzę plusy snapa. Pokazuje “surówkę”, nieobrobiony kawałek rzeczywistości tu i teraz. Jeśli wybiorę się kiedyś na jakąś ciekawą konferencję czy inne wydarzenie, zapewne snapa na jakiś czas uruchomię i będę  z niego korzystać okazjonalnie :).
Lepiej odnajduję się na instagramie, a i tak nie umiałabym być tam cały czas :

O tunikę ze zdjęcia padło kilka pytań, więc wrzucam bezpośredni link: (klik) Z okazji CyberMonday jest darmowa dostawa i można zgarnąć -55% rabatu  🙂


– Dieta wegetariańska nie ma u mnie najmniejszych szans

Trzecia lub czwarta poważna próba w życiu i znowu to samo – w krótkim czasie zaostrzyły się moje objawy, ja stałam się przemęczona, rozdrażniona i zaatakowały mnie moje oskrzela. Nie wiem co takiego jest w mojej chorobie, że muszę jeść mięso, ale nie mogę tego zrzucić na inny czynnik czy przypadek. Mimo to, uwielbiam wiele wegetariańskich dań ;-).

Jeśli chodzi o błędy popełnione w listopadzie i to, czego mnie nauczyły… nauczyły sporo. Większość to głęboko prywatne przemyślenia, na pewno porządnie zrewidowałam swoje postrzeganie pomagania innym. Znowu wychodzi na to, że wszystko muszę robić sama 😉

Niechże symbolem listopadowych błędów będą te spodnie.
Przyszły wczoraj, ale zamówiłam je w listopadzie 😀 Mam z nich taką bekę, że nie mogę przestać się śmiać :

Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu, zamiast XS kliknęłam M. Tak to jest, jak się robi kilka rzeczy na raz 😀 A generalnie spodnie są bardzo ładne, co widać na modelce (klik). Na spodnie tego typu choruję od dawna, a tak porządnie to od tekstu na blogu bambusowy raj (klik), który nie jest już chyba prowadzony :(. Niestety obie posiadane przeze mnie pary tego typu legginsów już się zużyły. Ucieszyłam się, że zastąpię je spodniami z kieszeniami i nie będę musiała nosić tylko do długich koszul. To mam teraz z siebie bekę, bo nie umiem racjonalnie wytłumaczyć, czemu kliknęłam M 😀 W tym kontekście informacja o darmowej wysyłce i 40% rabatu (który obecnie jest w tym sklepie) raczej nie będzie zachęcająca :DDD

Jak postępowałam z popełnionymi błędami?
Kartka i wypisanie 10 rzeczy, których mnie ten błąd nauczył :).
Proste i niesamowicie skuteczne. Tym bardziej, że wymyślenie dziesiątki wymaga czasami niezłego nagimnastykowania się.

_______

Gdybym nie pofarbowała kiedyś włosów na czarno, a potem gdybym nie rozjaśniła ich do blondu (kulminacja głupoty:)), pewnie nigdy nie przekonałabym się dotkliwie, jak drastycznie można coś zniszczyć i ile wysiłku będzie kosztowało wrócenie do poprzedniego stanu. Musiałam popełnić ten błąd i odczuć jego skutki na własnej skórze, by nie zastanawiać się nad zmianą koloru włosów przy półce z farbami.  Żadne teoretyczne ostrzeżenia nie dałyby mi takiej świadomości :)).

Naszła mnie też ważna myśl, że są złe decyzje, które chcę popełniać. 
Np. wiem że popularna odżywka do paznokci ma niebezpieczny składnik, ale… bez niej moje paznokcie rozdwajają się na potęgę . Więc raz na jakiś czas z niej korzystam. Na tej samej zasadzie stosujemy przecież wygodne szampony do włosów i inną chemię, zamiast używać mydlnicy lekarskiej. Zapewne ekologiczne rozwiązanie jest obiektywnie bardziej dobre, ale bywa, że korzyści wygrywają ze stratami w moim bilansie. Podziwiam osoby, które są w stanie wygospodarować na to czas i chęci – ja… nie chcę.

Tak samo jak decyduję się wybierać buty na obcasie, chociaż kiedyś to się na mnie zemści. Trudno, chcę to robić, wiem że to złe.
Czasami chcę zjeść paczkę chipsów. Raz na jakiś czas naprawdę nachodzi mnie niewyobrażalna ochota. Więc jem. Potem boli mnie brzuch i pamiętam na miesiąc, że to był zły pomysł ;-).

Gdy napisałam otwarcie na blogu, że nie mam stylu, chciałam zacząć się go intensywnie uczyć właśnie przez… intensywne popełnianie wszystkich możliwych błędów. W ten sposób dowiedziałam się, że są błędy, które chcę popełniać. Jednym z nich są spódnice midi, do połowy łydki. Nie podkreślają mojej figury – wprost przeciwnie. Są problematyczne przy doborze płaszcza lub kurtki. Wymagają bardzo wysokich obcasów albo robią ze mnie starą babę ale… czasami mam na nie ochotę. I tyle.

 Lubię pytanie dlaczego. Jest dla mnie fundamentalne. Zmusza by poszukać sobie solidnego uzasadnienia dlaczego coś jest dla mnie dobre, lub dlaczego dobre nie jest.
Chcę podejmować ZŁE decyzje. W ten sposób najlepiej się uczę. 

zdjęcie : 2008 lub 2009 rok

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Modne fryzury dla dojrzałych kobiet
Chcę podejmować ZŁE decyzje