Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Ślub na Santorini, przeprowadzka i co po maturze

Czuję się wreszcie wolna i mogę odetchnąć. Jutro montują mi internet i do Was wracam! Ale mówiąc, że przerwa w nadawaniu wynikała tylko z podróży, przeprowadzki i braku internetu – skłamałabym. Czasami potrzebuję złapać trochę dystansu.
Działo się bardzo, bardzo dużo.
Przeprowadzka – ogarnięta błyskawicznie. Wróciłam z Korfu, zamiast odespać – znalazłam mieszkanie. Obejrzałam, ogarnęłam formalności. Z pomocą koleżanki która podobno lubi pakować (albo chciała być dla mnie miła) spakowałam dobytek. Ileż ja mam przedmiotów! Przerażona ich ilością oczyma wyobraźni widziałam oceniający wzrok panów z firmy przeprowadzkowej o wymownej nazwie Darek-Transport. Klasyka nazw 😀 Janusz-Bud, Januszex, Transport-pol – kocham takie firmy! Są często skupione na dobrze wykonanej robocie, a nie na nadmuchanej legendzie.
Moje obawy były na wyrost – panowie zdziwili się, że było tego tylko tyle. Przeanalizowałam swój dobytek i już wiem, dlaczego tyle tego jest. Opowiem Wam o tym przy innej okazji.
Nagrałam też live dla Whitepress, bo zostałam poproszona. Fajne doświadczenie!
Razem z Anią zorganizowałyśmy panieński dla Oli – podobno się podobało 🙂 Też miałam o to bardzo wiele pytań, więc pewnie pojawi się jakiś wpis o organizacji takiego bardziej… kulturalnego panieńskiego. Bo taki z arbuzem wypełnionym wódką był wcześniej.
Kosztowało mnie to dużo stresu! W ogóle przez  te wszystkie wydarzenia schudłam 4kg! 
Mam mnóstwo zdjęć z panieńskiego, które zrobiła sąsiadka a zarazem koleżanka Oli – Polina. 
Nie dość, że przepiękna dziewczyna, to jeszcze niesamowicie utalentowana. Na swoim instagramie ma podlinkowany własny kanał na Youtube.

A to zdjęcie szczęśliwie zrobiłam ja :))

Oprócz panieńskiego były też urodziny mojego ukochanego warszawskiego hotelu Sound Garden Hotel. Ten pięciolatek odegrał bardzo ważną rolę w ułożeniu mojego życia – ma spory udział w tym, że mieszkam w Warszawie, poznałam też sporo wspaniałych osób, w tym jedną z najkochańszych osób na całym świecie – Cammy!

A z osób, których w żadnych innych warunkach nie miałabym okazji poznać, to np. Kasia, Miłosz, Asia… niesamowici ludzie.
To jest magiczne, że wciąż istnieje coś takiego, jak biznes odpowiedzialny społecznie. Angażujący się w przeróżne akcje, potrafiący skrzyknąć pracowników, by pomalowali szpital i nie lecący z tym newsem na pudelka.

No i urodziny Asi! Kochanej, cudownej osoby (ależ ja dzisiaj słodzę!) te odbyły się w SPA, za sprawą męża Asi, który zrobił jej taką cudną niespodziankę. Myślę, że ci bardziej wnikliwi czytelnicy kojarzą Asię, bo czasami udostępniam jej teksty – są pełne takiej kobiecej siły, np. ostatni – Czy ja na pewno zasłużyłam? o tym, jak umniejszamy swoje zasługi, bo jako kobiety same czujemy się trochę gorsze… (dla kobiet, które umniejszają inne kobiety jest osobny krąg w piekle, jak w powiedzeniu – to belittle, you have to be little). 
Na urodzinach Asi poznałam też inne fajne babki. Takie wiecie – ogarnięte, z pasją, jajem, siłą do działania. Na przykład Kamila, która prowadzi podcast słucham  gadam.
Jestem niesamowicie wdzięczna, że znam tylu inspirujących, cudownych ludzi! Nie zawsze tak było, miejsce zamieszkania mnie ograniczało, bo chociaż znałam (i znam, bo utrzymuję kontakt) bardzo fajne osoby, to jednak przestrzeń była ograniczająca.

Jedną z takich osób jest Marta! Zamiast pakować się na Santorini, zabrałam Patkę i poszłam razem z Martą i Patrykiem na piwo i pizzę.  Na pewno znacie Martę z jej blogów! https://www.martapisze.pl/ jest jednym z moich ulubionych blogów ever.

Oprócz tego był jeszcze escape room – jedna z moich ulubionych rozrywek. Ten był chyba piątym escape roomem w moim życiu – Muszkieterowie przy Marszałkowskiej to nowy pokój firmy Room Escape. Trudny, nietypowy, ale bardzo fajny. Gdybym chciała kiedykolwiek zintegrować jakiś zespół – wysłałabym go do escape roomu. Zabawa polega na tym, że na 60 minut zamykają cię z drużyną w pokoju i musicie rozwiązać serię zagadek, aby się wydostać. My uratowaliśmy Anglię przed knowaniami kardynała Richelieu :D. Cudowna sprawa!

Moje życie też ostatnio przypomina trochę escape room, szukam jeszcze kilku elementów i poczuję satysfakcję.

Bo – nie zrozumcie mnie źle – mam sporo zajęć poza blogiem. Zarabiam na tym, co kocham (o ile nie mam spontanicznych podróży, wtedy pracuję po nocach i cierpię), angażuję się w wiele rzeczy, ale czasami one wysysają ze mnie energię.

W ramach akcji Ani Kani “co po maturze” opowiem Wam kilka słów o mojej drodze.
Zawsze chciałam pomagać innym. Gdy przez chorowanie szukałam sensu życia, uczepiłam się jak tonący brzytwy słów, jakie powiedział mój ukochany filozof – Nietzsche. Że człowiek jest mostem, nie celem. Że ma się jak ten most położyć i sprawić, by przeszli po nim kolejni i zaszli dalej.
Napisałam pięknie matury. Zastanawiałam się nad prawem ( i specjalizować się w pomaganiu dzieciom), dziennikarstwem (ostatecznie poszłam tam na drugi kierunek i rzuciłam po semestrze, ale ukończyłam z wyróżnieniem warsztaty dziennikarskie i studium reportażu),
psychologią (chciałam być psychologiem dziecięcym) albo byciem nauczycielem i terapeutą dla najmłodszych dzieci. Nie wiedziałam niemal do samego końca, dlatego maturę oprócz podstawowych i obowiązkowych matematyki, polskiego i angielskiego, na rozszerzeniu napisałam jeszcze z WOS-u, angielskiego i polskiego, a do tego machnęłam podstawę z historii i biologii.
A potem stwierdziłam, że obszar w którym chcę działać to terapia, więc poszłam z pięknymi wynikami matur na pedagogikę wczesnoszkolną i terapię do Bydgoszczy. Zawsze chciałam studiować w Toruniu, bo uwielbiam to miasto, ale nie było tam terapii, a to na niej mi zależało. Z prawa zrezygnowałam nie pamiętam już czemu. Na psychologię też się dostałam i gdybym ostatecznie złożyła papiery – prawo też by pykło. Może jakimś cudem ktoś z czytelników dawnego photobloga to pamięta? Dzieliłam się wtedy większym skrawkiem życia.

Podczas studiów działałam w wolontariatach, gdzie jeździłam po obszarach defaworyzowanych, siedziałam wczesnym rankiem w kiepskim przedszkolu rejonowym, gdzie wymyślałam przeróżne zabawy i scenariusze aby dzieci oduczyły się głupot wbitych im prze rodziców, że pulchny chłopiec wietnamskiego pochodzenia śmierdzi bo jest żółty i na pewno je psy. Miałam epizod w poradni psychologiczno-pedagogicznej i nigdy nie zapomnę rodziców, którzy nie potrafili odpowiedzieć jaka jest ulubiona zabawa ich pięcioletniego dziecka, a pomocnicze pytanie “co lubi robić?” też nie pomogło, bo po prostu sadzali go przed telewizorem na całe dnie.

Działanie na skalę mikro nie dawało mi pełnej satysfakcji.
Poza tym jest tyle kiepskich rozwiązań systemowych, że to kopanie się z koniem.

Po magisterce dałam się namówić komisji na studia doktoranckie. Wyżej zrzut z ostatnich ocen, jakie na nich zgarnęłam. Z racji rozliczenia rocznego nikt nie wpisał mi już brakujących ocen, ponieważ zrezygnowałam przed ostatnim egzaminem semestru letniego drugiego roku studiów.

Jedyna jedyna czwóra jest z powodu eseju z ideologii, który pisałam w busie z Katowic i musiałam korzystać ze źródeł, które znalazłam w internecie bo było przesunięcie w planie, a ja leciałam do Włoch. Do tej samej Ani Kani, która wymyśliła projekt co po maturze.
Wiele się na studiach doktoranckich nauczyłam, ale też zobaczyłam ile pięknych idei leży sobie zakurzonych na półce, bo kasa, albo inny systemowy powód.
Wiedząc jak to wygląda i czym jest pułapka zaangażowania – zrezygnowałam i nigdy, nawet przez jeden dzień nie żałowałam tej decyzji.

Moja koleżanka ze studiów doktoranckich chciała pisać pracę o przyczynach rozwiązania adopcji, bo tak eufemistycznie nazwano zwrot małego człowieka do domu dziecka, jakby to były spodnie, które rozeszły się w praniu.
Chciała dociec przyczyn. Czy może przed adopcją nie przekazuje się wszystkich ważnych informacji przyszłym rodzicom? Albo zapomina się o wsparciu dla nich? A może testy są za mało wnikliwe?

Poznanie tych przyczyn jest bardzo ważne. Jednak dla świata nauki “interesujące, palące, ważne, ALE…”. Zawsze jakieś “ale”,które sprawiało, że takich badań nie można robić.

System sprawił, że liczą się punkty, granty i publikacje, więc “ludzie nauki” często jeżdżą niczym teatrzyk z tym samym przedstawieniem po dziesiątkach konferencji, opowiadając to samo pod lekko zmodyfikowanym tytułem i w innym kostiumie.

Jedyne, co dawało mi poczucie sprawczości, to prowadzenie zajęć dla studentów. Tutaj można zasiać jakieś ziarenko czy podrzucić ważną myśl szerszemu gronu. Tyle, że to wciąż skala mikro.
A ja chciałam znaleźć jak najbardziej efektywną drogę do zbudowania porządnego mostu ze swoich umiejętności.

Dzisiaj wykorzystuję w tym celu swoją umiejętność pisania w taki sposób, by ludzie chcieli to czytać. Może tygodnik jest kiepskim przykładem, bo blog jest moim totalnym chilloutem, ale umiem to robić i robię to dobrze. Dzisiaj potrafię już mówić o swoich umiejętnościach bez fałszywej skromności. Jestem w tym dobra.
 Konsultowałam kilka ważnych projektów społecznych, redagowałam materiały, listy i apele tak, by trafiły nie do rozumów, ale i do serc ludzi. Wreszcie mam poczucie, że robię coś na większą skalę, bo mogę mówić w imieniu tych, których głos z jakiegoś powodu jest mało ważny. Pewnie co bystrzejsi domyślają się, jaką przemocą i czym się zajmuję, oraz dlaczego nie bardzo mogę o szczegółach mówić.

Czy żałuję któregokolwiek z etapów, które zaprowadziły mnie w to miejsce? Nie.
Gdyby nie warsztaty dziennikarskie czy copywriterka klepana przez długie lata – nie wiedziałabym jak pisać i mówić do specyficznych grup. Pewnie nie miałabym też dzisiaj prowadzonego totalnie na luzie bloga, którego kocham jak własne dziecko. Chciałabym na nim poruszać więcej tematów społecznych od tej mniej radykalnej strony, tylko takich małych, ale wielkich rzeczy.

Gdybym nie poszła na pedagogikę z terapią, nie mogłabym zrozumieć perspektywy niedocenianych i pozbawionych wsparcia nauczycieli oraz skandalicznie niskich płac oraz przyczyn wielu zjawisk. Pedagogika jest jednym z kierunków, na które z łatwością dostanie się ktoś, kto ledwo zdał maturę. I przejdzie te studia… Po ludzku nie rozumiem, z takiej większej, systemowej perspektywy rozumiem motywy aż za dobrze i na pytanie, czy decydenci są tak głupi i krótkowzroczni czy po prostu cyniczni, odpowiedź jest smutna.

Gdyby nie studia doktoranckie, nie zobaczyłabym dlaczego po zrobieniu ważnych badań po prostu odkłada się ja półkę. I to nie tylko dlatego, że nie ma kasy, ale też dlatego, że nauka rzadko umie mówić głosem ludzi i do ludzi. Popatrzcie na przykład Jerzego Zięby i otrzeźwiejcie – popularyzacja rzetelnych, wartościowych informacji jest szalenie ważna.  Sama wiele razy pod wpływem emocji ulegałam tanim manipulacjom i pewnie powielałam głupoty, za co jest mi wstyd. Ale to błędy młodości. Jeśli ludzie nauki nie będą próbować mówić do innych ludzi, zrobią to w zmanipulowany sposób portale, dla których liczy się tylko i wyłącznie klikalność.

Przykładem dobrze wykonanej roboty jest Łukasz z bloga To tylko teoria. Jego tekst o wymieraniu pszczół i manipulacji (gra na emocjach) jakiej dopuścił się green peace był dla mnie bardzo cenny.
Wielkie fundacje i organizacje to są wielkie biznesy, ale krzyczą trochę głośniej. Krzyk tych malutkich i mniej medialnych ginie zagłuszony.

Chciałam tylko powiedzieć – cokolwiek wybierzesz po maturze – nie jest to wybór na całe życie i nie musisz się nad nim spinać. Każdy etap w życiu czegoś nas uczy.

A jak już uderzyłam w ten ton… poczytajcie numer czasopisma naukowego “dziecko krzywdzone” poświęcony seksualnemu wykorzystywaniu dzieci przez osoby duchowne.

Santorini!

Na grecką wyspę wybrałam się z okazji ślubu Oli i Łukasza. Był jak z obrazka! Za to ja nie jestem najlepszą druhną i wiem, że nigdy więcej na coś takiego raczej nie pójdę. Ślub to mnóstwo detali, o których trzeba pamiętać, ale ślub za granicą jest podwójnie stresujący. Trzeba to przyznać – jestem beznadziejną druhną!

Jestem pewna, że zdjęcia wyjdą przepiękne, bo sceneria była bajkowa!

Zadajecie mi wiele pytań – suknia ze zdjęcia – aliexpress, wybrała ją Ola (w zasadzie to jej suknia), bo taka była wizja, by druhny były w czerwieni. Jak poznam link to wam podrzucę!

Niesamowitą ilość pytań zgarnęłam o kwestie organizacyjne. Czy młodzi sponsorowali przelot i hotel, czy we własnym zakresie? A jeśli tak, to jak rozwiązać kwestię prezentu, skoro zazwyczaj powinno się “oddać chociaż tyle, co za talerzyk”?

Pobyt na Santorini kosztował mnie 2405 zł + wyżywienie i to właśnie pobyt oraz organizacja panieńskiego były prezentem, zgodnie z wolą młodych. Ma to sens, bo jeszcze nigdy nikomu nie dałam tak drogiego prezentu. Podczas takiego wyjazdu mało się wypoczywa, bo i cel jest inny. Praktycznie zobaczyłam tylko jak wygląda Oia i Fira, a nasza miejscowość (Kamari) była trochę… emerycka.
Na własną rękę można było ogarnąć wyjazd zdecydowanie taniej (dwa tygodnie wcześniej Korfu za 600 zł…) ale młodzi musieli zebrać ileś osób po takiej stawce, aby mieć “pakiet”, czymkolwiek on jest :). Nie jechałam tam dla rozrywki, więc nie marudziłam :).

Na pytania odnośnie kosztów organizacji ślubu i wesela na Santorini nie odpowiem, bo nie czuję, abym miała do tego prawo. Myślę, że jeśli Ola zechce – sama o tym napisze :).

Santorini jest piękne w ten widokówkowy sposób. Nie jest to do końca “mój” sposób postrzegania piękna. Widziałam bardzo wiele brzydko traktowanych zwierząt, a że Grecja nie jest krajem trzeciego świata – nie lubię tego mocno.

Trafiła się za to super ekipa. Ola z Łukaszem (a może powinnam pisać – Michałowscy? :D) mają super znajomych. Dotąd znałam tylko jedną osobę, a teraz znam wszystkich i bardzo ich polubiłam. Nic tak nie integruje jak robienie pasty jajecznej na śniadanie w hotelu, bo wędlina jest tak obleśna, że głodny kot nią wzgardził.

Sukienka jest z lumpeksu, ale opowiem Wam za jakiś czas o tym, gdzie takich szukać :).

Tymczasem garść linków i kończę ten irracjonalnie ługi wpis!


Wyniki konkursu z marką MILA

Jeszcze chwila na konkurs z marką MIYA 🙂

Słówko na dziś – KAGOY

Pomysły na zabawy z psem na spacerze

Społeczeństwo kołczów

Bardzo, ale to bardzo ważny film. O walecznej dziewczynie z Malawi, która powiedziała “nie” przemocy seksualnej po tym, jak jej jedenastoletnia siostra zaszła w ciążę. I powiedziała to nie na tyle skutecznie, że w całej wsi małżeństwa przed osiemnastym rokiem życia stały się nielegalne.

Chylę czoła!

Przepraszam, że tak długo dzisiaj. To był bardzo intensywny czas.




Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jestem gotowa! jak przygotować się do podróży
Ślub na Santorini, przeprowadzka i co po maturze