Instagram has returned invalid data.

O obronie,Poznaniu, nowych smakach i życiu, czyli tygodnik

Kompletując zdjęcia do tego tygodnika, kilka razy musiałam posprawdzać daty. Aż ciężko mi uwierzyć, że zrobiłam TYLE różnych rzeczy! To był chyba najgorętszy z tygodni w tym roku :). Przemilczając kwestie prywatne, zapraszam na krótką zdjęciową podróż po ostatnich dniach.

W poniedziałek miała miejsce moja obrona :). Nie pisałam tego wcześniej, ale zestresowałam się wtedy, gdy nie pojawił się mój recenzent i w ramach błyskawicznego zastępstwa, do mojej komisji przydzielono inną osobę. W wielkim skrócie – dostałam piąteczkę i jestem z siebie bardzo zadowolona. W szerszej wersji, wszystko opisałam na blogu w tekście :

JAK NAUCZYĆ SIĘ DUŻEJ PARTII MATERIAŁU? PLUS CHAOTYCZNE REFLEKSJE Z PIĘCIU LAT STUDIÓW 🙂

To baaaaardzo długi i osobisty tekst, dlatego cieszę się, że został tak ciepło przyjęty ;-). Kto nie czytał, powinien nadrobić, jeśli dysponuje dużą ilością czasu :). 
Po obronie odebrałam zaświadczenie o ukończeniu studiów i przyszła pora na oblewanie. Dosłownie i w przenośni, oczywiście #nienabogato 😀
Mam wrażenie, że we wtorek nie robiłam kompletnie nic, ale to chyba efekt kontrastu z innymi dniami – sporo czasu poświęciłam na maile i pracę. Dużo pracy.
Mimo to, w tygodniu udało mi się znaleźć czas na króciutki wypad na wieś ;-).
Jak nietrudno zgadnąć po moich zdjęciach – w 100% relaksować się umiem tylko na świeżym powietrzu. Gdybym miała pracować w biurze w jakimś wieżowcu z klimatyzacją zamiast uchylanych okien, chyba zwariowałabym po pierwszym dniu. Są kwestie, w których nie uznaję kompromisów i taką jest właśnie moje zdrowie (fizyczne i psychiczne). Wiele lat wypracowywałam sobie możliwość zarabiania na siebie w taki sposób, by nie gwałcić swoich poglądów i nie chować na czas pracy wyznawanych przeze mnie wartości do kieszeni. Może i pracując tak jak teraz, czyli głównie tworząc na zlecenia rozmaite artykuły czy materiały spokojnie sobie to zapewniłam, ale ta elastyczność i tak nie jest taka kolorowa. Owszem, czasami mogę rozłożyć się z laptopem w ogrodzie, albo za dnia wyskoczyć na zakupy, do kina i tak dalej, ale to pozorna swoboda, bo potem siedzę po nocach, aby nie zawalić terminów. Wyliczyłam sobie, że w czerwcu łącznie przepracowałam 340 godzin. Wliczam w to zajęcia z dziećmi, które traktuję trochę jak pracę (podchodzę do nich poważnie, solidnie się przygotowuję), a trochę jak hobby ( bo bardzo mnie to “kręci”, ale nie da się ukryć, że generuje to raczej straty i wydatki niż zyski).
Pocieszam się, że czerwiec był specyficzny, ale kurczę! Ja miałam przecież na głowie jeszcze sesję i obronę. Tak dłużej być nie może! Pora doprowadzić życie do takiego momentu, kiedy będę pracowała dużo mniej, ale za lepsze pieniądze.
Nie znaczy to, że nie lubię tego, co robię, ale czasami chyba lepiej przyjąć mniej interesujące, ale lepiej płatne zlecenie, niż robić “ambitną” i mocno angażującą drobnice za dużo niższe stawki.
Trochę przemyśleń przede mną ;). 340 godziny pracy to stanowczo dużo za dużo.
O moim resecie na wsi kilka słów tutaj :

JAK WYGLĄDA MOJE ŻYCIE BEZ TELEWIZJI?

BODY : KLIK
SZORTY: KLIK
TOREBKA : KLIK
OKULARY : C&A
KLAPKI: KLIK
Wybrałam się też na chwilę nad rzekę. Było bardzo, bardzo parno, więc założyłam tylko białe bawełniane body i szorty z wysokim stanem. Muszę reaktywować swoje zapomniane mięśnie brzucha, to będę mogła nosić crop topy 😀
 Co do poprzednich konkursów, to ich organizatorami były sklepy i muszę czekać, aż dokonają wyboru zwycięzców.
_________
Gdybyście otrzymali np. we wtorek o pierwszej w nocy  maila , zapraszającego was gdzieś na jutrn , to jutro oznaczałoby środę, czy wtorek? 😀 Ja omal nie przegapiłam w ten sposób spotkania z profesor, która – jeśli zaliczę rozmowę – będzie moją opiekunką naukową podczas studiów doktoranckich. W każdym razie – zziajana dotarłam na miejsce i bardzo się nakręciłam – ustalanie potencjalnej tematyki moich badań było fascynujące i zapowiada się trochę czasu w… książkach 😀
Zaraz po rozmowie wskoczyłam do pociągu w kierunku Poznania (oczywiście opóźnionego, klasyka). Na Blog Conference Poznań miałam jechać dopiero w sobotę, ale Patrycja  przekonała mnie do piątku. Tym sposobem poznałam kilka osób (pozdrawiam Patrycję, jej chłopaka, jego rodzeństwo, Angelikę i kotkę Bellę), spędziłam wieczór nad Wartą i skakałam przez płoty 😀
W sobotę rozpoczęła się konferencja – dobrze zorganizowana, ale chyba jednak tego typu konferencje nie są dla mnie. Z jednej strony jest okazja do porozmawiania ze znajomymi, z  drugiej – kolejny raz nie dowiedziałam się niczego nowego. Im jestem starsza, tym bardziej irytuje mnie marnowanie czasu, a z innymi blogerami zawsze można umówić się na piwo, niekoniecznie połączone  z konferencją.
Było fajnie, ale nie tyle, bym widziała sens w słuchaniu prezentacji także  w niedzielę 🙂 To chyba temat na osobny tekst 😀
Sukienka z lumpeksu i wygodne buty zawsze spoko. 
Pewnie wiele w ten sposób straciłam, ale hmmm – życie to sztuka wybierania. Jestem tylko ciekawa, jak to się stało, że impreza w SQ skończyła się tak wcześnie 😀 Urwałyśmy się na miasto, a jak wróciłyśmy – przed 23! – klub był już zamknięty 😀 WTF?! 😀

Wieczór spędzony na podziwianiu uroków Poznania (przepraszam za zdjęcia robione parapetem:)) :

Poznań jest przepiękny i za każdym razem mnie zachwyca! Atmosfera, ogólny wygląd miasta, stopień bezpieczeństwa i tak dalej – wszystko bardzo na plus :). W tym miejscu serdeczne pozdrowienia dla Natalii :*

W niedzielę wsiadłam w pierwsze co jechało w moją stronę i chwilę przed trzynastą byłam w domu. Uff! Jednak w domu zawsze najlepiej ;-).
Tym sposobem zdążyłam spędzić urocze popołudnie nad stawem:

Grill, opalanie się, pluskanie w wodzie, książka, konie na wyciągnięcie ręki. Przyjemna woda i śpiew ptaków – jedyna denerwująca rzecz to końskie muchy. Cóż, nikt nie jest doskonały, nawet przyroda :). Mimo to – jestem zachwycona! I trochę zazdroszczę, że ten prywatny staw nie jest mój :)).

Spróbowałam też naklejanych tatuaży 😀 Czuję się jak gimnazjalistka 😀 Gdy zamawiałam je na choies, nie wiedziałam, że za moment napiszą o nich chyba wszystkie blogerki 😀 Niecałe 2 dolary to spoko cena za taką zabawę :

Ciekawostka jest taka, że te tatuaże pojawiły się właśnie w Biedronce (klik!), w lepszej cenie niż z Chin 😀

W kwestii nowych wyzwań, smaków, rzeczy, to działo się dużo.
Spróbowałam  makaroników i creme brulee – wybaczcie brak akcentów, nie chce mi się ich kopiować, padam!

Jedno i drugie można było kupić tutaj,cenowo też spoko :).

Na blogu pojawił się jeszcze tekst :

JAK OSZCZĘDZAĆ? 7 PROSTYCH SPOSOBÓW

A w sieci zainspirowały mnie następujące linki:
To by chyba było na tyle. Słodkich snów!

Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin 


hej hej, niechcący załadowałam komentarze z innego systemu, już są wyłączone, komentujemy tylko przez Disquss:) 
Uściski, Ania

10
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AniamalujeAuroraAnonimowyAnna / KosmetykoholizmMaria Pereira Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tatuaż właśnie dziś sobie zakupiłam w biedronce, choć nie widziałam że szał jest na nie teraz:) ale patent na takie naklejane tatuaże jest mega 🙂

Oludzie
Gość

Chyba też zakupię, a co mi szkodzi 😉

Mrs.Rose
Gość

Gratuluję obrony pracy 🙂

Maria Pereira
Gość

Sens zostawania w Poznaniu w niedzielę był taki, że Ci, którzy nie zdążyli wycałować Cię w sobotę płakali za Tobą w niedzielę :D:D:D

Anna / Kosmetykoholizm
Gość

Te tatuaże są urocze 🙂
Faktycznie miałaś tydzień pełen zajęć! Gratuluję obrony na piąteczkę 🙂

Anna / Kosmetykoholizm
Gość

Blog "Na Marginesie Życia" znam od dawna.
Każdy czytany tekst , że mam ciarki….
Nie mogę pojąć tego, że tak jest na świecie… jedni mają zdrowe dzieciaki, o które się nie proszą, których najchętniej by się pozbyli, które tyle muszą przejść. A inni… oddali by za swoje dzieci cały świat a nie mogą im pomóc w żaden sposób….

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie czaję.. piszesz, że szkoda było Ci marnować czas na konferencję w niedzielę, a tymczasem w niedzielę cały dzień spędziłaś.. na nicnierobieniu? Serio tak wygląda Twój intensywny tydzień? 😀 To zazdroszczę w takim razie… 🙂

Aurora
Gość

Ja chcę taki boski tattoo 😀 😀 😀

Previous
Jak wygląda moje życie bez telewizji?
O obronie,Poznaniu, nowych smakach i życiu, czyli tygodnik