Dlaczego nie lubię zwrotu rozwój osobisty ?

Zazwyczaj jest tak, że gdy już myślimy, że wszystko fajnie… uświadamiamy sobie, że to nie jest to. Pierwsze zauroczenie i zachwyt (nad nową osobą, pracą, miejscem) mija. Zaczynamy zauważać drobne wady, niedociągnięcia, irytujące maniery. Tak było ze mną. 

Grill, ognisko, nawet juwenalia – przynajmniej raz musiałam na chwilę zalogować się na maila – sprawdzić, czy klient zaakceptował tekst poprzedniego zlecenia, czy do przodu posunęły się negocjajcje z innego i czy są jakieś nowe na horyzoncie. Znajomi w żartach rzucali, że ciągle jestem w pracy.
Więc zaczęłam podliczać wszystko w excelu.
W czerwcu, miesiącu,w  którym miałam zaliczenia, sesję, obronę i dokańczałam magisterkę, przepracowałam razem… 340 godzin. Podliczając słupki sama byłam w szoku. Auć!
Piszę rozmaite teksty. Lubię to robić, ale przegapiłam moment, w którym mogłam powiedzieć stop! 

Samo napisanie fajnego tekstu (nie mówię tutaj o blogu), nie jest bardzo czasochłonne. Ale czasami między pierwszym zapytaniem a otrzymaniem przelewu jest piętnaście maili. Zdałam sobie sprawę, że to one tak bardzo konsumują mój czas. Sprawdzanie, czytanie, odpisywanie, bieganie na pocztę z umowami.
Drugim zaskakującym odkryciem był fakt, że najbardziej angażujące czasowo zadania…przynosiły mi najmniejsze efekty. Znowu zonk, bo niemlaże jak w zasadzie pareto,  ok. 30% moich najfajniejszych zleceń generowało mi ok. 70% przychodów, podczas gdy cała reszta pozostałe 30. (w zasadzie Pareto proporcje to 80:20).
Jak mogłam to przegapić?

Gdy wrzucałam to zdjęcie na instagram, poczułam radość. Lubię naturę, tylko ona naprawdę mnie relaksuje (tak totalnie). Dokonałam fajnego wyboru, zrezygnowałam z drugiego dnia konferencji dla odpoczynku. Dlaczego tak rzadko tak robiłam, zarywając czerwcowe noce? Nie wiem. Prawdopodobnie dlatego, że kiedy siedzi się  z laptopem na łące, w lesie, nad stawem – nie czuje się, że jest się w pracy. 

Oczywiście już postanowiłam, że jak tylko ogarnę do końca rekrutację na doktoranckie, wybieram się na przymusowe wakacje. Takie z totalnym leżeniem i całkowitym brakiem pracy, nawet zwiedzania. Myślę nad czymś totalnie sztampowym, może jakaś Grecja all inclusive? Jeśli możecie coś konkretnego polecić, śmiało podrzucajcie linki. Nigdy nie byłam też a wakacjach z biurem podróży. Które biuro jest zaufane? TUI, Grecos,  Travelplanet?
Przewartościowałam kilka rzeczy (głównie wtedy, gdy nie robiłam nic ambitnego, bo bolały mnie płuca :)) i doszłam do kilku wniosków.
Zarabianie na tym, co się lubi jest fajne. Ale nie tak różowe, jak myślą Ci, którzy nie postarali się wystarczająco o pracę, która ich zadowala. Bo nawet w tym co się lubi, są elementy, których się nie lubi. Negocjacje z klientami, upierdliwe maile, papierologia, bieganie z umowami na pocztę, czasami sami klienci. Masz fajnie,bo nie masz szefa nad głową! mawiają czasami moi znajomi na etatach. A przecież to wielka bzdura, bo moim szefem jest w pewnym sensie każdy klient z którym pracuję.
Od dzisiaj jak pracę traktuję wszystko, czego nie zrobiłabym, gdybym nie dostała za to pieniędzy. Często pytacie mnie o to, czy traktuję bloga jak pracę. Nie, nie traktuję – to moja odskocznia, miejsce, które autentycznie lubię tworzyć. Pracą są teksty powstałe przy współpracy z jakąś marką. Raz na jakiś czas, bez przeładowania, zawsze łączone z jakąś korzyścią dla Was – nagrodami, rabatem, ciekawą informacją itp. Natomiast blogowanie jako takie nią nie jest. Gdybym nie miała z tego grosza, też bym blogowała (bo lubię). Jestem tego pewna, bo przez wiele lat, zanim jeszcze ktokolwiek słyszał o współpracach, prowadziłam bloga bez gorsza nagrody ;-).
Ostatnio przewartościowałam sobie kilka rzeczy i w lipcu działam już inaczej (póki co, dobrze mi idzie ;-)). Minimalizuję pracę i szukam…. optymalnych rozwiązań. Bardzo nie lubię zwrotu rozwój osobisty. Stosowałam go dlatego, bo nie znałam lepszego.
Rozwój osobisty kojarzy mi się z tymi wszystkimi fikcyjnymi aktywnościami – kolejnymi kursami, tytułami, zadaniami, pierdoletami do wpisania na Linked.in Tym wszystkim, co jest poza prawdziwym życiem.
Dla mnie ważniejsze jest robienie rzeczy, które czynią nas lepszymi, szczęśliwszymi ludźmi, bez żadnej chorej presji, udowadniania czegoś innym. Nie pokonywanie na siłę swoich ograniczeń, ale pracę nad nimi wtedy, gdy naprawdę są dla nas przeszkodą i utrudniają nam życie. 
Nie chcę mieć perfekcyjnego życia rodem z instagrama i pinterest. Zawsze nienagannej fryzury, równych idealnych kresek, ubrań ułożonych pod linijkę. Ale chcę rozwiązań optymalnych – fryzury, która spełnia wszystkie funkcje, jakich od niej oczekuję – jest wygodna, szybka i na tyle ładna, na ile potrzebuję. Optymalne rozwiązanie to takie, które jest najlepsze w danych okolicznościach. Bez nadmiaru i niedoboru. Najpiękniej wyraża chyba to ten pomysłowy stojak na buty – mieści bardzo dużo par, ale zajmuje bardzo mało miejsca – można obejrzeć go sobie tutaj.
Czegoś podobnego oczekuję od swojego życia. Chcę, żeby było optymalne.

Chcę odpowiedniego wyważenia proporcji między pracą  a życiem osobistym i odpoczynkiem, ubrań, które będę zarówno wygodne jak i dopasowane i zapewniające mi dobre samopoczucie, potraw, które są smaczne i zdrowe i tak dalej.

Optymalne nie są np. boczki na moim ciele :

Bawełniany crop top (z tego sklepu), idealnie to obnażył. Skutek za bardzo siedzącego trybu życia…
Nad optymalnym ciałem też zaczynam na nowo pracować – nie takim idealnym jak na instagramach i tumblrze, ale takim, w którym będę dobrze się czuć, a każda komórka z której będzie zbudowane, będzie miała swoją funkcję i uzasadnienie. Uzasadnienia dla boczków nie widzę.

No, to teraz zrzuciłam to, co leżało mi na wątrobie.
Podsumowując – zero presji, szukanie optymalnych rozwiązań, większa równowaga i przymusowe wakacje, najlepiej za jakieś dwa tygodnie. Trzymajcie kciuki!

Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

0 0 vote
Article Rating
Uściski, Ania
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Aniela
9 miesięcy temu

Dla mnie rozwój osobisty to coś zdecydowanie innego niż dla większości mentorów i coachów. Uważam, że warto inwestować w zgłębianie wiedzy i poszerzanie swoich możliwości, co robię już od kilku lat. Ostatnio ukończyłam szkolenie Scrum Master i zostałam największym specjalistą w swojej firmie. To naprawdę wyjątkowe uczucie.

Previous
O obronie,Poznaniu, nowych smakach i życiu, czyli tygodnik
Dlaczego nie lubię zwrotu rozwój osobisty ?