Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Czy warto odkładać marzenia na później? + nowa fryzura

Jeśli chcecie wiedzieć co sądzę o odkładaniu marzeń na później, co i dlaczego zrobiłam z włosami (oraz jak szybko zmieniłam zdanie o swojej fryzurze….) i co jest moim gryzącymi mnie, odkładanym na wieczne “kiedyś” marzeniem, to zostańcie jeszcze chwilę 😀

Ten tekst będzie dziwny, bo napisałam tytuł w czwartek z myślą o tym, że tekst napiszę w piątek. W piątek działo się zbyt wiele i uspokoiłam siebie słowami “w sobotę to już na pewno”. Jest niedziela rano, także sorry ;-). Czy ktoś w ogóle przetrwał mój bełkot? Wczoraj przed trzecią wybrałyśmy się nad morze i chyba nie wiem co robię rano przed komputerem 😀
Moje włosy są cienkie i kapryśne jak jakaś diva. Ale taka wiecie, bez talentu ani zalet, które pozwalałaby przymknąć oko na jej idiotyczne kaprysy. Od głupiego pomysłu brąz-czerń-blond(!)-naturalne, moje włosy praktycznie nigdy mnie nie satysfakcjonowały. Najgorsze było to, że na spalone nic nie pomoże i te dwa lata trzeba odbębnić by zniszczenia odrosły. Cięcie na krótko odpada – gdy moje włosy ocierają się o ramiona czy kołnierz, to prędzej wykruszą się niż przekroczą tę magiczną linię. Nawet gdyby były najzdrowsze i najbardziej odżywione jak się da ;-). A najgorsze już było to, że dwa lata temu miałam grzywkę. Odrastanie włosów przy twarzy trwa w nieskończoność…
A i tak zazwyczaj chodziłam w takiej oto fryzurze :

Ponczo (narzutka?) klik

Ale warstwy przy twarzy zdążyły osiągnąć jakąś sensowną długość i podcięłam ponad 10 cm włosów. Docelowo marząc o łatwiej i bezproblemowej fryzurze z tego zdjęcia (numer jeden). 
Pierwsze chwile po cięciu? Radość, ekscytacja, macanie się po końcówkach i poganianie w myślach byłej grzywki, by szybciej rosła. W końcu to pasma z przodu nadają potem cały kształt fryzurom typu long bob. W zasadzie zapisując sobie szkic tego tekstu, byłam przekonana że to będzie pełen ekscytacji i radości tekst na temat “jak podcięcie włosów poprawiło mi humor”. Eeee niestety nie.
Spodnie : nie mam pojęcia, koszula (klik), sandałki (klik). 
Jeśli wytrzymaliście ten mój poranny bełkot, może przejdę do meritum – podcięcie włosów było u mnie odkładane na wieczne kiedyś. Zawsze coś stało na przeszkodzie. Ostatnio chodziło o to, że gdy podetnę połowę piór, moje włosy wciąż będą miały spalone końce (czerń-blond…) i nie będą miały ładnej, zdrowej linii. Czekały na swój moment a teraz już wiem, że go nie doczekają. Ale o tym za chwilę.
We wszystkich dziedzinach związanych z poczuciem estetyki i tak zwanym “dobrym gustem”, totalnie leżę. Gdy inni oceną z plastyki podciągali sobie średnią, ja w gimnazjum miałam tróję. Mieć tróję z plastyki, to był prawdziwy wyczyn ;-).
Niestety z postępami u mnie słabo, a do tego mam jeszcze mocno ciężki gust 😀 
Ubzdurałam sobie jednak, że chcę nauczyć się czegoś specjalnego. Z pozoru – hobby idealne. Siadam wieczorem zrelaksowana na fotelu, coś tam sobie przesuwam, coś przytrzymuję i jeszcze mam jakiś użyteczny efekt. Nigdy więcej nie jestem zależna od ograniczonego wyboru w sklepach, przede mną bieży baranek, nade mną fruwa motylek i takie tam. Idylla.
Zapewne wiecie o co chodzi. Średnio co 2-3 miesiące wraca ta oferta (klik) i moje niezrealizowane marzenie przypomina mi się jak niedobry obiad wracający do gardła za późno, by zażyć tabletkę na zgagę albo coś na odtrucie. Niesmak pozostaje.
Dlaczego nie uspokoję więc tego głupiego wyrzutu, nie pójdę do sklepu i nie zacznę realizować swoje wymarzonego hobby? Przecież nie wolno odkładać marzeń na później, życie jest jedno i jeszcze mogłabym trzasnąć jakąś banalną sentencję Coelho, ale niestety żadnej nie znam.
Otóż nie. Wszystko ma swój czas i ma swoje miejsce, a moje potencjalne hobby nie doczekało jeszcze swojej chwili.
Umówmy się – to nie jest wielka inwestycja. Mogłabym sprzęt (klik) po prostu kupić, tym bardziej, że wszyscy chwalą i polecają. Doskonale jednak wiem, że chwilowo wygrywają u mnie inne rzeczy, bo mam trochę odmienne priorytety. Kupiony dzisiaj, stałby smutnie w kącie przypominając mi o moim potencjalnym hobby każdego dnia. To coś jak całoroczny abonament na siłownię, z którego się nie korzysta, a kasa wciąż jest w konta ściągana. Albo jak spłacanie rat za telefon, który został nam skradziony. Nie mając czasu na pełne zaangażowanie się w potencjalnie wciągające hobby, nie zamierzam kompletnie zaczynać ze sobą tego tematu.
Bo to wcale nie jest tak, że jak kupię sobie buty do biegania, to na pewno będę biegać, a jak kupię lustrzankę, to nagle cudownie znajdzie mi się czas na robienie zdjęć. Między “chcę” a “pragnę” jest mniej więcej taka sama różnica jak między “chcę” a “potrzebuję”, tylko w drugą stronę. Kto ma problem ze wrzucaniem to żółtej torby w ikei pięknych lecz całkowicie zbędnych dodatków, ten wie co mam na myśli.
Cóż, czasem warto zdecydować się na półśrodek.
Tym razem półśrodek oszczędził mi rozczarowania gdy podrośnie grzywka. Już następnego dnia moje włosy pokazały swoją prawdziwą naturę  – strączkują się i wyginają tam, gdzie kołnierz. Gdy grzywka miała krytyczną długość (do żuchwy), też się wywijały. I chociaż long bob bardzo mi się podoba, to już teraz wiem, że nie jest dla mnie.
Chciałam was tylko trochę uprzedzić, że życzeniowe myślenie na zasadzie “jak tylko znajdę faceta, to wszystko mi się ułoży”, “jak założę firmę to będę super wolnym finansowo człowiekiem” “jak już kupię sokowirówkę to codziennie będę pić soki i będę taka fit, że wow”, często może doprowadzić do masy rozczarowań.
I ja wybrałam sobie idealną metodę półśrodka – próbuję namiastki tego, czego “pragnę”. Zanim zdecydujemy się na psa, możemy zaoferować znajomym, że zaopiekujemy się nim podczas ich wyjazdu. Zanim kupimy lokówkę, możemy pożyczyć ją od koleżanki i sprawdzić, czy sam zakup magicznie wyczaruje nam kilkanaście dodatkowych minut na pokręcenie włosów o poranku, czy jednak skończy się na codziennym “jutro”. 
Ja nie zadałam sobie trudu, by wybrać się do babci, do której mam dosłownie rzut beretem i poprosić o pokazanie jak to się robi na starym sprzęcie.
Wychodzi więc na to, że wcale nie “pragnę”, a jedynie “chcę”…
W ramach rozwojownika, wyzywam cię! Zapewne masz jedno potencjalne “marzenie”, którego z różnych powodów teraz nie możesz zrealizować. Spróbuj wykombinować sposób na posmakowanie go w wersji demo już teraz. 
Gdybym pożyczyła od koleżanki lustrzankę przed zakupem swojej (a trochę na nią zbierałam), wiedziałabym, że jej posiadanie magicznie nie sprawi, że zacznę więcej i lepiej fotografować. 
Rodzice mojej koleżanki całe życie marzyli o mieszkaniu w domu jednorodzinnym. Własny ogródek, brak sąsiada za ścianą, dużo miejsca dla biegającego po podwórku psa.
Gdy w końcu zebrali fundusze na budowę, wytrzymali w nim rok. Bo dom to skarbonka bez dna i jak coś się zepsuje, to nie dzwonisz do administratora budynku, który wszystkim się zajmie. Odśnieżanie przydomowego chodnika przelało czarę goryczy. Blokersi z krwi i kości z wielką radością sprzedali dom, kupili mieszkanie i ogródek działkowy. Tylko trochę szkoda, że inwestowali w swoje marzenie ponad dwadzieścia lat. W końcu jak będą mieć dom, to wszystko magicznie się ułoży.
Ciekawe, czy rozczarowania udałoby się uniknąć, gdyby najpierw zdecydowali się powynajmować jakiś dom przez rok i zasmakować wszystkich plusów i minusów…
To jak, wysilisz się i spróbujesz znaleźć sposób by zjeść ciastko i mieć ciastko? 😉
Psssst, od dwóch dni śpię po 3 godziny, więc jeśli gdzieś bredzę, to proszę, przymknijcie oko ;-)).

Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Projekt Ja – planer do pobrania :)
Czy warto odkładać marzenia na później? + nowa fryzura