Ej misie moje,tęskniłam! Wyzwanie z detoksem od mediów społecznościowych było mi bardzo potrzebne. Musiałam się zastanowić, na ile jestem tu z przyzwyczajenia, a na ile z własnej, autentycznej chęci. Oczywiście godzina dziennie to utopia, moja średnia to 1h 35 minut. Nie jest usprawiedliwieniem poniedziałkowy live ani Q&A, po prostu - nie ogarniałam w godzinę! A to i tak czas, do którego nie wlicza się przeglądanie insta z fejkowego konta 🤣
Tęskniłam! Zrobiłam właśnie śliwki w boczku na blogowigilię i uciekam nagadać się z ludźmi, bo z niektórymi rzadko jest okazja się spotkać! Ale tęskniłam też za niektórymi stories i czuję, że śledzę tu na IG fajnych ludzi, skoro brakowało mi ich paplania.

Przy okazji! Chłopaku, nie polecam siebie na koleżankę twojej dziewczyny! Mam małą obsesję na punkcie zastanawiania się, czy każda sytuacja w której jestem, jest moim świadomym wyborem. Już 2 razy mi się zdarzyło, że jakaś koleżanka powiedziała „wiesz co Ania? Tak sobie myślałam o tym co mówiłaś, wiesz, o rzeczach, które robimy z przyzwyczajenia albo nawyku i doszłam do wniosku, że muszę się rozstać z Tomkiem”

Baduum-tss🥁

#aniamaluje #szczerze_pisząc #blogowigilia #śliwkiwboczku #grudzień #gotowanie #blogerka

Ej misie moje,tęskniłam! Wyzwanie z...

Jakiś czas temu Basia (@barbgrabowska) musiała się tłumaczyć, że może być jednocześnie feministką i być zauroczona postacią Berlina z La casa de papel. Chwilę później ktoś udostępnił artykuł z pytaniem, „Czy feministka może być uległa w łóżku?” w tytule. 
W książce, którą właśnie czytam jest mnóstwo głosów przerażonych mężczyzn, którzy mają jakieś tam fantazje aby ich partnerka (kobieta!) dokonała na nich penetracji albo chcą być stroną otrzymującą przyjemność podczas rimmingu. No i to rodzi w ich głowie pytanie, czy nie czyni ich to mniej hetero, albo czy mężczyzna hetero w ogóle może mieć takie fantazje.

Czy można być za prawami kobiet i nie lubić Tarantino za to, że brzydko traktował Umę Thurman, ale jednocześnie uważać, że „Pulp fiction” to dobry film? 
Czy można wierzyć ofiarom (prawdziwej lub nie, już się nie dowiemy) pedofilii Jacksona, ale jednocześnie tupać nóżką do jego piosenek?

Miałam w głowie te wszystkie pytania, które widziałam ostatnio w sieci, gdy tłukłam się z myślami, czy napisać ten tekst o tym, co fascynuje mnie w Putinie, czy nie.
I napisałam, bo w moim świecie ludzie są na tyle inteligentni by wiedzieć, że rzeczy nie są czarne lub białe, bo miedzy nimi jest tyle odcieni szarości, że tylko osoby wybierające odcień ściany w salonie zdają sobie sprawę.
Bo wierzę, że żyjemy w świecie, w którym można rozdzielić czyn albo dzieło od człowieka i że działa to w dwie strony, bo dzieło też nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla niegodziwości.

Ale myśląc o pytaniach zadawanych Basi, chciałabym tylko poprosić - jeśli nadajecie sobie jakieś etykietki, to proszę uważajcie, by nie stać się ich niewolnikami. 
Nie wiem czemu jako tło do tego wpisu wybrałam zdjęcie z San Marino💁🏻‍♀️ Wiem natomiast, że tekst o tym, co kręci mnie we Vladimirze Putinie jest na blogu. I jest napisany szczerze.

#szczerze_pisząc #sanmarino #zamek #castle #jesieniara #liście #jesień #autumn #etykietki #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #travelgirl #girlwhotravels

Jakiś czas temu Basia (@barbgrabowska)...

- Chcesz spróbować?
- Jasne!
Wolę czegoś spróbować z myślą, że najwyżej mi się nie spodoba, niż nie spróbować i żałować. W Malezji nadarzyła się okazja do sadzenia ryżu🌾 fajna przygoda! (Do momentu, aż coś dziwnego przepełzło po mojej stopie😅) A teraz siedzę i czytam wszystko o tym, jak ogarnąć przesiadkę w Chinach! Lecę w lutym do Wietnamu (znaczy loty mam do Bangkoku, ale resztę jakoś ogarnę!) i polowałam na sensowną przesiadkę aby zobaczyć #Pekin ♥️ marzyło mi się Zakazane miasto, ale teraz napaliłam się na Wielki Mur Chiński. Będę mieć 16h (gdzie same formalności wizowe to podobno 2-3h😱) i będę zupełnie sama, ale na samą myśl szczerzę się jak szalona 😁 co może pójść nie tak? Wszystko! Mogę nie dostać wizy, może oszukać mnie kierowca, przechowalnia bagażu może nie być czynna, mogę nie zdążyć na przesiadkę do Bangkoku... YOLO! Przeczytałam już cały internet, ale zapytam też tutaj - czy jest wśród Was ktoś, kto przebiegł przez Pekin podczas tej szalonej przesiadki?
Mam ochotę na trudne ustawienia tej gry i zrobić trasę nie z wynajętym kierowcą, ale pociągami i autobusami. No risk no fun!

W ogóle chciałabym, aby ta podróż była trochę inna i wypchnęła mnie mocniej ze strefy komfortu. Nie będę rezerwować noclegów z wyprzedzeniem, chcę przemieszczać się bardziej jak lokals, nie planować za dużo i dać się ponieść chwili. Będzie fajnie!🙃 #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #Azja #Chiny #Malezja #bejing #travelgirl #adventure #discoverunder50k #girlswhotravel #malaysia #china #riceplanting

- Chcesz spróbować? - Jasne!...

Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

A może…zmień znajomych?

    Kilka lat temu, byłam dość negatywną istotą. Lubiłam sobie ponarzekać, trochę się podenerwować. Zrzucać winę za swoje niepowodzenia na słowa. Np. inni, rząd, politycy, ktoś. To było bardzo wygodne.

    Wśród moich znajomych też byli tacy ludzie. Mieliśmy wspólne zainteresowania – trochę pokrytykujemy innych, ponarzekamy na niesprawiedliwość i czas nam miło upłynie. Było mi wygodnie i dobrze w tej skorupce, która nie przepuszczała żadnych dobrych przekazów. Jeśli komuś się powiodło, trzeba było powiedzieć tylko miał szczęście. Udało mu się. Lub ostrzej – Pewnie dała dupy. Myśl o tym, że ktoś startujący z tego samego miejsca doszedł gdzieś dalej, była nieznośnym wrzodem na tyłku. Trzeba było coś takiego powiedzieć, żeby poczuć się lepiej. Przynosiło ulgę. Na chwilę.


   Schody zaczęły się wtedy, kiedy zadałam sobie ważne pytanie. Wzięłam się na męską w rozmowę z samą sobą i zapytałam się poważnie: Dziewczyno, czy jesteś zadowolona ze swojego życia? Nie byłam.


   Zrozumiałam, że świat wymówek jest wygodny. Narzekanie jest proste. Ale to nic a nic nie zmieniało w moim życiu. NIC. Przytaczanie setek przykładów ludzi, którym też się nie wiodło dawało mi złudne poczucie, że tak jest ze wszystkimi. 


   Wtedy też zaczęłam robić coś dla swojego zdrowia, szczęścia, zadowolenia. Szukać różnych pasji, zapisywać się na różne zajęcia, szukać czegoś INNEGO. Wpadłam w wir próbowania nowych rzeczy . I chociaż czas o którym mówię, niewiele ma wspólnego z wrzucanymi linkami (moje emocje w dużym stopniu kontrolowały leki), to gdzieś w liceum, wracając z warsztatów dziennikarskich na chwilę do domu, tylko po to, by zaraz wskoczyć do pociągu na maraton serialu StartGate Sg-1, który urządzaliśmy ze znajomymi, zrozumiałam, że… są ludzie, którzy dodają mi energii.

(Po warsztatach powinnam też zrozumieć raz na zawsze, że krótsze zdanie = lepsze zdanie :)).

 To było banalne, ale proste odkrycie. Nagle poczułam, że są ludzie, z którymi chcę się spotkać choćby nie wiem co. Że nie ma znaczenia, czy oglądamy razem serial sci-fi, czyli palimy wielkie ognisko. 

  W sumie, to nie wiedziałam o co chodzi. Lubiłam przecież ten swoich innych znajomych. Mieliśmy wspólne tematy, wspólnie biadoliliśmy na świat. Wtedy zapewne głównie na szkołę, na nauczycieli, na edukację i system. 


  Ale próbowanie miliona nowych rzeczy i poznawanie wielu, wielu nowych ludzi pokazało mi, że można inaczej. Że przebywanie z niektórymi dodaje mi energii, siły, jest jak turbodoładowanie. Czułam się jak króliczek z reklamy baterii Duracell. Działałam dłużej. 

  Nie bardzo łapałam, o co w tym wszystkim chodzi. Większość moich znajomych (od zawsze!) to osoby nieco starsze ode mnie. Dotyczyło to zarówno znajomych starych jak i nowych. Robiliśmy razem też mniej więcej to samo – ogniska, grille, wspólnie oglądane filmy, wypady na rowery czy długie i krótkie rozmowy. Ogarnięcie przyszło niespodziewanie. Pewnego dnia ot tak, w jakimś momencie wyszłam wcześniej z imprezy bo… poczułam, że przebywanie ze starymi znajomymi mnie…męczy. Poczułam się autentycznie tym wszystkim zmęczona. Jakby ktoś wyssał ze mnie energię. Jakbym miała w sobie zwykłą baterię.

   Nie zrozumcie mnie źle – to byli fajni ludzie z potencjałem. Ale woleli ten potencjał marnować, zostawiać gdzieś w tyle. A do mnie dotarło, że nie chcę już narzekać i biadolić, bo to nic nie zmienia. Zmiany wnosi jedynie zmienianie. Zaczęłam więc od myślenia. 

  Nie pomyliłam się – czasem zamieniam gdzieś z dawnymi znajomymi kilka słów na ulicy. Co robią, jak im się wiedzie. 

Nadal narzekają – dzisiaj na pogodę, na szefa, na bezrobocie, albo na partnera. I zawsze rzucają “musimy się kiedyś umówić na piwo!”.  Nigdy się nie umawiają.

_______

  Moi świadomie dobierani znajomi są spoko ludźmi. Raczej nie narzekamy, raczej szukamy nieustannego flow. Głowy dymią nam od nadmiaru pomysłów. Jeśli chcemy się spotkać, zazwyczaj szybko dogadujemy się smsami albo na fejsie i po chwili się widzimy. Większość z nas w kieszeni/torebce/portfelu lub w telefonie nosi mantrę dla obrażalskich. Wyciągamy ja, gdy komuś z nas przypadkiem włącza się tryb typowego marudy. Często się śmiejemy. Lubimy się. 

   Mamy różnorodne pasje. Od każdego z moich znajomych mogę nauczyć się czegoś nowego w jakiejś dziedzinie. To jest super.

 Ciągną mnie w górę. Kradnę sobie ten zwrot od Doroty, która dobrze opisała to w tekście 

  • O ludziach, którzy ciągną nas w górę i tych, którzy ciągną nas w dół
  • Są też tacy, których znam słabo, albo mamy całkiem inne style życia, wyznajemy inne wartości, ale szanuję ich z różnych powodów. Też ciągną w górę. Dobrze się z takimi ludźmi czuję.

      Prawdą jest też artykuł, który napisała Edyta. Że jesteśmy średnią pięciu dorosłych osób, z którymi przebywamy. Zgadzam się całkowicie. Widzę codziennie wielu ludzi, którzy reprodukują biedę, życiową nieporadność. Ale też nawyki żywieniowe czy styl myślenia.  Jak ktoś się uprze, to może powiedzieć, że przecież na wiele rzeczy nie mamy wpływu. Np. na rodzinę. Albo nie wybieramy sobie kolegów z klasy, z roku, czy później – z pracy.

      Nie zgodzę się. 

    Ci ludzie rzeczywiście na nas oddziałują. Wywierają wpływ, odciskają jakieś piętno. Ale można zakładać swój niewidzialny pancerz i traktować ich jak personifikację tego wszystkiego, czym nie chcemy nigdy być. Pępowinę łączącą z toksycznymi rodzicami kiedyś trzeba przeciąć. Znajomych z pracy czy z uczelni sobie nie wybieramy, ale wybieramy to, jak na nich reagujemy. Jeśli atakują nas negatywne wirusy, wytwarzajmy przeciwciała! Ładujmy baterie przebywając z pozytywnymi ludźmi, którzy dodają nam powera. To naprawdę działa. Nikt nie każe nam przebywać tylko z nimi. 

     To, że masz na zawołanie opowieść o kimś, komu się nie powiodło, nie oznacza, że wszystkim nie musi się powodzić i że jest to jakieś usprawiedliwienie. Za każdym razem, kiedy ktoś opowiada mi o powodach, dla których jest nieszczęśliwy, biedny i głupi, przypominam sobie te wszystkie fantastyczne historie, które znam.

      Najlepszej fryzjerki w moim mieście, która kiedyś szyła za  marne pieniądze firany. Ale postanowiła zapisać się do szkoły, ukończyć kurs. Potem współprowadziła salon fryzjerski, a teraz ma własny. Jest w tym świetna. 

      Agnieszki, która zmieniła pracę na freelance. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.  

      Pani Hani, która sprzedawała w mięsnym. Ale było mało ludzi, więc wymyśliła sobie pasję – robienie kwiatów z krepiny. Kręciła je sobie w pracy, dla zabicia czasu. Tak efektywnie go zabijała, że stała się w tym świetna, a ze stworzonych w trakcie godzin pracy bukietów, wyciągała więcej niż z pensji. Dzisiaj kręci kwiatki na emeryturze. Zarabia na tym dużo. Jakby jeszcze ktoś doradził jej sprzedaż i kursy przez Internet, to byłaby pewnie bogata. Na świecie jest zaskakująco dużo ludzi, którzy kupiliby książkę o tym, jak kręcić kwiaty z krepiny. Słowo.

      O, jeszcze jest blisko mnie małżeństwo emerytów. Emerytura głodowa, a oni zbierają szyszki, kupują jakieś tanie materiały i robią stroiki na święta. Koszt produkcji? Mniej niż 3 zł. Czas produkcji : 20 minut. Zarobek na sztuce: 17 zł. W innych sezonach robią chyba ozdoby wielkanocne, palmy i inne cuda. Zawsze coś. Wykorzystali swój kapitał : czas.

       Jest jeszcze Maja, która zakończyła przemocowy związek. Klaudia, która pokonała narkotyki i inne trudne problemy. 

      Albo młoda dziewczyna z mojego miasteczka, o której plotkowano jak bardzo młodo  zaszła w ciążę. Gadano, że ani pracy, ani wykształcenia mieć nie będzie. A ona nie dość, że ma fajną pracę, maturę spokojnie zdała, to jeszcze studia skończyła i dziecko ma szczęśliwe, wcale nie zaniedbane. I ma czas ćwiczyć i dbać o siebie i jest szczęśliwa. Nie przypomina bohaterek show MTV. Zapewne jest wrzodem na tyłku, burzącym wymówki tym wszystkim kobietom, które po urodzeniu dziecka ścinają włosy na chłopaka i stają się cierpiącymi matkami-polkami. 

       Jest wspomniana wcześniej Dorota, dla której wymówką nie było to, że rodziny i miejsca zamieszkania się nie wybiera.  Albo Angelika, której historia bardzo mocno mnie zawstydza, za każdym razem. Zobaczcie sami.

      Mogłabym tak wymieniać do wieczora. Albo do rana i jeszcze dłużej. Bo kiedy zmieniłam myślenie, zmieniłam też znajomych i okulary na nosie. Widzę przez nie inaczej. Razem, nie oddzielnie. Szanse i możliwości, a nie przeszkody i wymówki. Małe światełko na niebie, zamiast mnóstwa chmur. 

      Jestem pewna, że bohaterów tych wszystkich historii i moich znajomych łączy np. to, że nie używają zwrotu łatwo powiedzieć. 


    Kiedy czytasz te słowa, ja mam w sobie baterię słoneczną i ładuję akumulatory, łapiąc ciepłe i przyjemne promienia wychodzące z ciał i słów moich znajomych. Tych z wyboru, nie z przypadku. Dziękuję, że ich mam.

    _________________

    Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

     jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

    Follow on Bloglovin
    Uściski, Ania

    101
    Dodaj komentarz

    avatar
    39 Comment threads
    62 Thread replies
    0 Followers
     
    Most reacted comment
    Hottest comment thread
    0 Comment authors
    AniamalujeMarie KelpinozaPanna KaSeldirimaAnonimowy Recent comment authors
      Subscribe  
    najnowszy najstarszy oceniany
    Powiadom o
    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Gdy poszłam na studia, moją główną towarzyszką była współlokatorka. Długo potrwało, zanim zrozumiałam, że była wampirem energetycznym i zmieniłam mieszkanie. Odżyłam na nowo 😉

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Ja byłam w podobnej sytuacji- ciągłe marudzenie, krytykowanie,obgadywanie innych, patrzenie na wszystkich z góry. Wyprowadziłam się kiedy ze zgrozą zauważyłam, że stałam się taka sama. Nigdy więcej! 🙂

    Magda Lena
    Gość

    Ja też staram się otaczać pozytywnymi ludźmi:) Niestety "zła energia" i narzekanie są zaraźliwe i zanim się obejrzysz stajesz się zblazowaną frustratką…

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    to prawda, narzekanie jest szybko rozprzestrzeniającym się wirusem. Mnie tacy ludzie bardzo męczą więc staram się wybierać innych. No i jeszcze jedna metoda – kiedy ktoś przy Tobie narzeka, a Ty go w tym nie wspierasz, zamknie się zawstydzony. Potem pewnie obgada Ciebie, ale nie Twoją energię będzie zabierać 😛

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    W takim razie moja mama to perpetuum mobile. Serio.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Gdybym poszła do tego samego liceum co koleżanka z gimnazjum, byłabym pewnie jak ona. Zachowywałyśmy się identycznie! Cieszę się, że rodzice przymusili mnie do innej decyzji. Jestem na 95% pewna, ze żyłabym dzisiaj na "oby do piątku" i narzekała na wszystkich. No i na pewno nie zrzuciłabym nadwagi. Straciłabym głowny temat rozmów z Olą – że to niesprawiedliwe, ze inni są chudzi 🙂

    Blueberry
    Gość

    dokładnie mam tak samo. Koleżanki namawiały mnie bym szła z nimi do tej samej szkoły. Dobrze, że tego nie zrobiłam. Poszłam do nowej szkoły, zupełnie sama z czystą karta i bardzo dobrze mi to zrobiło. Stałam się zupełnie innym człowiekiem.

    Justinee
    Gość
    Justinee

    Ciekawy temat! I fakt, że kiedy otaczamy się pozytywnymi ludźmi, cieszymy się z ich sukcesów, to czujemy, że możemy wszystko i dostrzegamy drobne rzeczy i to jest cudowne! A te społeczne pasożyty.. Unikam ich jak mogę i wolę otaczać się prawdziwymi ludźmi:)

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Aniuuu świetny tekst! 🙂 Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam, czytam Twój blog regularnie i będę nadal! 🙂

    Monika

    Joanna (kosmetyczny-przekladaniec)
    Gość

    Wampiry energetyczne istnieją, przeczytałam o nich w jakiejś gazetce dla nastolatków (Uśmiechowe Sekrety, kto pamięta?) ponad dekadę temu, jednak znaczenie tego tekstu dotarło do mnie lata później, po własnych, niestety bolesnych, doświadczeniach. Jestem postrzegana jako osoba o twardej silnej wody, niezbyt podatna na wpływy, a jednak jakimś sposobem taki wampir się przy mnie pojawiał, nie rzadko stawał się najbliższą przyjaciółką. Dwa lata temu uwolniłam się od ostatniego takiego wampira i od tej pory jestem nową osobą! Nie znajduję już (złudnej) przyjemności w skupianiu się na innych, krytykowaniu, wiecznym narzekaniu, plotkowaniu i mąceniu… Nie zrobiłam od tej pory jakichś wielkich postępów,… Czytaj więcej »

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    No dobrze.. mam przyjaciela i wiem ze jego zachowanie sprawia,ze spadam w dol… ale kocham go, duzo dla mnie znaczy i ciezko mi zerwac znajomosc (a wiem, ze to ciagnie mnie w dol)

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Jeśli Ci na nim zależy, Porozmawiaj z nim o tym jak się przy nim czujesz. Skoro go kochasz i wiele dla ciebie znaczy, to plusy przewyższają minusy znajomości wiec ciągnie cie w gore. Jeśli on Cie szanuje,nie będzie chciał cie krzywdzić ściągając cie w dol

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Pytanie zasadnicze: czy jest to miłość odwzajemniona?

    Korespondentka wojenna
    Gość

    Bardzo mądrze napisane. Zgadzam się absolutnie. Jest dużo osób, które wszystkie swoje niechciejstwa i konsekwencje złych życiowych wyborów zrzucają na rząd, system, polityków, kraj, sytuację finansową rodziców itp. itd. Staram się od nich stronić 🙂
    To my jesteśmy panami własnego życia, my kontrolujemy i wybieramy to co robimy, jak spędzamy dzień, z kim się zadajemy. Warto o tym cały czas pamiętać.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    kiedy byłam na studiach poznałam fajną dziewczynę, która była pełna energii, towarzyska, rozmowna. Wszystko się zmieniło po jakmiś czasie a właściwie na drugim roku. Studia ją przerosły, wyssysały z niej energię. Każdego dnia narzekała. Mówiła,że studia były złym wyborem a ja na to patrzyłam i ją pocieszałam.Mam wrażenie,że przez dwa lata studiów byłam jej pocieszycielką. Chciała zrezygnować…a ja nadal mówiłam będzie dobrze, dasz radę a ona narzekała i narzekała. Potrafiła cały dzień narzekać. Bardzo źle to na mnie działało.Męczyłam się z nią. Przebywanie z nią już nie było przyjemne,ale stało się ciężkie do zniesienia.

    bubejzi
    Gość

    Aniu, Twoje teksty ładują moją baterię pozytywnego myślenia 😉

    Artinowy Świat
    Gość

    zgodzę się z Tobą w milionie procentów. Mam szalonych znajomych dzięki którym mam siłę i ochotę żyć i zmagać się z wszystkimi trudnościami, nieprzerwanie walcząc o swoje i spełniając marzenia!

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Dzisiaj miałam tragiczny dzień. Wstałam rano i od razu poczułam przepełniające mnie negatywne emocje. Nie miałam ochoty na żadną z czynności, które zawsze mnie cieszyły i czułam się, brzydko mówiąc, do dupy. Jedyne co potrafiłam robić to leżeć i narzekać na cały świat, bo przecież inni mają łatwiej, mają bogatych rodziców i znajomości i wszyscy im we wszystkim pomagają. Nawet mama, gdy opowiadałam jej o swoich marzeniach i planach, powiedziała do mnie: "zejdź na ziemię". No i pewnie siedziałabym zdołowana cały dzień, gdyby nie Twój post. Przeczytałam i poczułam wstyd. Przecież to zazwyczaj ja byłam tą, która podtrzymywała wszystkich na… Czytaj więcej »

    Farizah (Kobieta z Filiżanką kawy...)
    Gość

    Sama nawet miałam taką znajomą… w sumie to nawet kilku. To fakt że trzeba wybierac znajomych bo "z jakim przystajesz takim się stajesz"

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Kochana Aniu, zawsze ciągniesz mnie w górę.

    TheBooombel
    Gość

    Mnie osobiście denerwuja ludzie którzy żyją od imprezy do imprezy a poza tym żadnych pasji. Okej, jesteśmy młodzi i trzeba się wybawic ale czy to oznacza ze każdą sobote i piatek trzeba spedzacw klubir czy pubie? Mialam w klasie w lo takie dziewczyny ktory poniedziałek w szkole zaczynaly od opowiada nia sobie wzajemnie jakiego to kaca nie maja i ilu to chłopakow nie zaliczylt ostatniej nocy.Przyznam , że początkowo kolegowalam sie z nimi ale szybko się od nich odlaczylamCzy wy tez uwazacie ze takie zachowanie to nie jest zadenprzejaw dorosłości?czy moze tylko ja jestem przewrazliwiona? 🙂

    gosshaa
    Gość

    łatwo dać się wciągnąć w relację polegającą na narzekaniu. Miałam taką znajomą w pracy, z którą nie miałam innych tematów do rozmowy niż narzekanie na szefa. Nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Koniec końców szef wyczuwając nastawienie zwolnił ją, ja kilka miesięcy później sama odeszłam.Zmieniłam pracę, obecnych szefów bardzo lubię. Byłam lekko w szoku gdy spotkałyśmy się niedawno i okazało się, że tak naprawdę nie mamy o czym rozmawiać. Koleżanka nie może pogodzić się z tym, że były szef ją zwolnił i całe spotkanie próbowałam zmienić temat, aż w końcu poddałam się i poszłam. Przyjrzałam się sobie i… Czytaj więcej »

    bloo.
    Gość

    Niektórzy ludzie moga wpływać negatywnie, sama też wolę osoby z pasją, z którymi można gdzieś wyjść, ciekawie spędzić czas, w pewien sposób poszerzać horyzonty. Natomiast jeśli chodzi o kończenie znajomości to myślę, że warto jakoś sensownie to załatwić. Sama nie lubię, gdy ktoś nagle przestaje dzwonić, kontakt się urywa i właściwie nie wiadomo dlaczego. Nie wiem czy coś komuś zrobiłam, a taka niepewność i niewyjaśnione odsunięcie się jest przykre.

    Zuza
    Gość
    Zuza

    Kurczę, a ja zerwałam kontakty z osobami, które nie wnosiły dużo do mojego życia, przy których nie czułam się, nie byłam sobą. w ten sposób straciłam wszystkich swoich lepszych znajomych i w tych momentach samotności właśnie się waham czy takie podejście jest rzeczywiście dobre?

    A tekst, który napisałaś jest piękny, naprawdę – tak po prostu motywuje do życia 🙂

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Mam ten sam problem. Odcięłam wszystkie bezsensowne znajomości, i co? I zostałam sama. Czy to znaczy, że nagle poprawił się komfort mojego życia? No nie do końca. Wręcz przeciwnie. To jest chyba właśnie to, co oddziela teorię od praktyki.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Czytałam ten tekst Doroty, który zalinkowałaś i jest bardzo życiowy.
    Nie znam Cię osobiście, ale zaliczam do osób, które "ciągną w górę" bo podobają mi się Twoje teksty i sposób na życie. Dodajesz energii 🙂

    Seldirima
    Gość

    A mnie nie bardzo się podobał, dla mnie był zbytnio wyrachowany, ale oczywiście potrafię zrozumieć takie podejście autorki do życia. Sama jednak nie skorzystam.Moje przemyślenie w temacie jest takie, że warto się zastanowić nie tylko nad tym, ile skorzystamy na zmianie znajomych, ale też nad tym czy uczyni nas to lepszym człowiekiem. Czy na pewno szczęśliwszym. Czy problem tkwi w znajomych czy w nas samych.Wiele z moich znajomości umarło samoistnie (często z obopólnej winy, często z mojej) – tak bywa i myślę że to jest normalne, że kontakty pomiędzy nawet dobrymi koleżankami i kolegami zamierają. Tylko raz zdarzyło mi się… Czytaj więcej »

    Seldirima
    Gość

    Czy to na pewno był ten sam tekst? 😉 Bo o jednoznacznie wykorzystujących ludziach tam nie wyczytałam, chyba że uznamy narzekanie za wykorzystywanie.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Seldirimo, to co napisałaś jest mi bliskie i muszę przyznać, ze nawet nieco się wzruszyłam czytając Twój komentarz.
    Aniu, dla mnie post Doroty jest pochwałą merkantylizmu w stosunkach międzyludzkich – nie warto kontynuować znajomości, które nie przynoszą wymiernych korzyści w drodze do "sukcesu". Czas to pieniądz, wiedza to towar…

    Seldirima
    Gość

    Ja im mówię, że nie mam xD

    Seldirima
    Gość

    Nie postrzegam tego jako taki "prawdziwy" brak szczerości 😉 Może to hipokryzja, ale pozwala jakoś funkcjonować w społeczeństwie 😉 Z drugiej strony, pewnie taka olana osoba w końcu sobie zdaje sprawę, że tak naprawdę to nie to, że nie możemy, ale NIE CHCEMY jej pomóc i sobie odpuszcza, a nie stawia to nas w sytuacji podbramkowej, gdzie w 100% wyjdziemy na wrednych itp. Na pewno brak tutaj asertywności, ale nie każdy potrafi być asertywny 😉

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Aniu tekst bardzo ciekawy i wyczerpujący, godny przeczytania oraz przemyślenia 🙂 Ze znajomymi różnie bywa, kiedyś miałam ich wielu teraz z wiekiem coraz mniej (liczę,że to się zmieni). Część narzekała, olewała sobie, wytwarzała złą energię, głównym tematem była szkoła, nic poza tym. Pojawili są też Ci ciut pozytywniejsi z którymi tematów było pełno. Najgorszy był ten mętlik. Przez chwilę czułam się dobrze a potem "niby dobrze". Kazali mi wybierać z kim zostaję, byłam między młotem a kowadłem. Wtedy myślałam, że są moimi przyjaciółkami (te które kazały mi wybierać) wybrałam je gdyż byłam od nich w pewnym sensie uzależniona( poza nimi… Czytaj więcej »

    lori05
    Gość

    Haha ja jestem dziwnym stworzeniem bo mnie motywacje dają właśnie tacy smętni, wiecznie narzekający ludzie! Wtedy zawsze sobie sobie powtarzam, że nigdy nie dojdę do tego etapu i ich staram się emocjonalnie podbudować. Dzięki temu mam w życiu energię :).

    Całkiem niedawno odkryłam Twojego bloga i na pewno będę stałym czytelnikiem :). Pozdrawiam!

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    ja też staram się otaczać pozytywnymi ludźmi i podobnie jak komentatorkę wyżej napędzają mnie ci negatywni 🙂 Ale moim problemem są rodzice. Bo oni są typowymi narzekającymi Polakami i umiem się od nich odciąć okej, ale chciałabym, żeby tacy nie byli. Kiedy próbowałam tym porozmawiać z mamą, to usłyszałam tylko " Ty nie znasz życia, zobaczymy jak będziesz dorosła" itd… To właśnie najgorsze, że nie mogę ich przecież zmienić, bo oni nie chcą i nie wiem co w takiej sytuacji robić, bo to moim rodzice i najzwyczajniej mi ich szkoda.

    Steam Style
    Gość

    Tekst jest bardzo ciekawy, podobnie jak komentarze pod nim. Ja mam jednak nieco inny sposób na życie. Uważam, że energię do zmian i do życia trzeba znaleźć w sobie. Znajomi są zmienni, przychodzą, odchodzą, ze sobą samym zostaniemy na zawsze. Nie można dopuścić do sytuacji, w której skończy się motywacja zewnętrzna i zostaniemy na lodzie.

    ania notuje
    Gość

    Coś w tym jest. Na studiach w organizacji studenckiej przebywam z ludźmi przy których chce mi się działać, więc działam. W domu dopada mnie apatia i marnuję masę czasu.

    Mademoiselle J.
    Gość

    Świetny tekst (jak zwykle) i bardzo inspirujący! Ja odkąd poszłam na studia i wyprowadziłam się do większego miasta zmieniłam swoje podejście do życia, znalazłam nowych znajomych i jestem w 100% szczęśliwa. Ze starymi znajomymi raczej nie utrzymuję kontaktu z wyjątkiem dwóch czy trzech osób .

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Ostatnio łapię doła z tego powodu,że mam bardzo mało znajomych,raptem 4 osoby z którymi widuję się regularnie. 2 z nich to moje przyjciółki..choć nie wiem,czy to nie za duże słowo,"kolegujemy się" już tyle lat,mamy mnóstwo wspólnych spraw,ale brakuje mi tej pozytywnej energii,spontaniczności,wspólnych nieprzyziemnych tematów. Boję się,że już nie poznam nowych,fajnych ludzi,nie będę miała paczki na np. wyjazd nad morze,tym bardziej,że to już koniec mojej edukacji,a w pracy będę pracować głównie ze starszymi ludźmi. Potrzebuję nowych bodźców,zmiany otoczenia,wakacji,nowych wyzwań bo czuję się w wieku 19 lat wyssana i samotna…muszę obmyśleć jakiś plan działania 🙂

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    mam dokładnie tak samo, nawet tyle lat co T ;p

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Moze masz jakies hobby,albo pasję? Lubisz cwiczyc? Zapisz sie na step albo zumbe. Sprawdz co oferuje ci gmina. Moze wolontariat? Moze sport, sprawdz ogloszenia, wspolna jazda rowerem, gra w siatkowke, jazda na rolkach. Umiesz spiewac? Zapisz sie do choru. To ty musisz zrobic pierwszy krok.

    Paulina
    Gość

    Cudowny wpis! Mój tok myślenia (i zarazem życie) zmienił się ponad 3 lata temu, czyli na sam koniec gimnazjum. Teraz, jak już nie jestem gówniarą, wiem na pewno, że narzekanie nic nie daje, tylko niszczy mnie i przy okazji ludzi, których mam obok. Dlatego od tych 3 lat żyję mi się zdecydowanie lepiej i cały czas brzdąkam znajomym, że warto zmienić nastawienie 🙂 Jeśli tego nie robią, to raczej wspólna przyszłość nas nie czeka…

    italiana
    Gość

    Zacny tekst, z istotą którego dopiero niedawno zaczęłam się zgadzać 🙂 i wprowadzać te zmiany w życie. Dobrze przeczytać podobne przemyślenia i umocnić się w przekonaniu 😉

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Pewnie będzie to niepoprawne politycznie i niezgodne z założeniami tekstu Ani,nie wiem czy jako takie to w ogóle "pójdzie" ale myślę, że ludzie w Polsce NAPRAWDĘ mają uzasadnione powody nie tylko do narzekania ale wręcz do radykalnych działań typu strajk czy rewolucja.
    Nie każdy emeryt ma zdrowie na zbieranie szyszek,ile potrzeba gadżetów typu kwiaty z krepiny…ja wiem że to przykłady, ale z całym przekonaniem twierdzę ze głodowe pensje i emerytury i brak właściwie jakiegokolwiek zabezpieczenia socjalnego to warunki niegodne człowieka i cywilizowanego państwa.
    Dorota

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    To prawda, tylko mnie chodziło o to, że Polacy są naprawdę niesłychanie zaradnymi ludźmi, wyręczają rząd i państwo w tym, co powinni mieć zapewnione jako obywatele z konstytucyjnym prawem do pracy, płacy i przede wszystkim do życia. Połowa siedzi za granicą,przecież nie dla zabawy, emerytki i bezrobotne kobiety w średnim wieku zmuszone są do opuszczania rodzin i podcierania tyłków Niemcom -i w tym kontekście tekst o narzekaczach jest boleśnie niesprawiedliwy i tak oderwany od rzeczywistości że aż zęby bolą i pomimo całej niezaprzeczalnej mądrości Autorki brzmi jak propaganda dla przedszkolaków.Aniu, przyślij do nas Anglika czy Niemca i niech go potraktują… Czytaj więcej »

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Z pieniędzmi jako takimi z pewnością nie, ale z zaspokojeniem podstawowych potrzeb dającym elementarne poczucie bezpieczeństwa już jak najbardziej.
    Inne są te podstawowe potrzeby w krajach mniej cywilizowanych i dlatego można tam być optymistą mając bardzo mało – bo to powszechny poziom.
    W środku Europy trudno egzystować bez frustracji w sytuacji ciężkiej często pracy jednocześnie bez możliwości dostępu do dóbr uważanych za powszechne.
    To białe niewolnictwo.
    Dorota

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Nie porozumiemy się chyba pod tym akurat względem,, może ze względu na różnicę w peselu:) a może dlatego że każda mówi o innym aspekcie tej samej sprawy. Jeśli chodzi o mnie – jestem w takim momencie życia, o którym dwa lata temu tylko mogłam pomarzyć, dlatego twoja historia jest mi bardzo bliska. Przez chorobę przez rok nie byłam w stanie wyjść z domu, teraz chodzę nawet do pracy. Tylko może przez – nie wiem jak to nazwać – wrodzone poczucie sprawiedliwości? empatię? instynkt społeczny? potrafię zrozumieć i dostrzegam krzywdę, nieprawość i nie obarczam winą ludzi borykających się z systemem bo… Czytaj więcej »

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Często ta szklanka jest całkiem pusta…No i uważam że trzeba domagać się zmian które umożliwiłyby nam godne życie. Po prostu.
    Dziękuję ze poświeciłaś mi czas i uwagę:)
    Dorota.

    Chabrowe wariacje
    Gość

    O tak święta prawda .Super wpis 🙂 Ja 3 lata w liceum nie zdawałam sobie sprawy jak działa na mnie moja koleżanka z ławki-zawsze ładniejsza, odważniejsza, wszystko wiedząca i ciągle mnie upominająca bo źle wyglądam ,bo dostałam lepszą ocenę od niej ,bo nie umiem angielskiego itp. i co z tego wyszło :byłam jeszcze bardziej nieśmiała, nie mogę przekonać się do mówienia po angielsku bo mam wrażenie że ktoś będzie mnie upominał , obniżyła się moja samoocena itp.. Na szczęście na studiach znalazłam znajomych którzy po prostu lubią mnie taka jaka jestem i nie wytykają mi moich błędów.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    pierwsze trzeba mieć znajomych, żeby moc ich zmienić, przynajmniej w moim przypadku. mnie nie ma kto pociagnac w dol, bo ostatnie spotkanie ze znajoma miałam ponad rok temu, wiec jakiś plus bycia samym. poza tym jestem jedynaczka, kuzynostwo jest daleko i widze ich raz na rok, wiec w ogole nie mam praktycznie kontaktu z ludzmi.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Ja mam taki sam problem:( to chyba przez straszna nieśmiałość i bardzo niska samoocenę i te cechy ciagną w dół a znajomi mogą tylko pomóc niewazne jacy są, cieszcie się ze ich macie:) zawieranie znajomosci to dla mnie problem, a jesli kogos poznaje to tylko powierzchowne znajomosci, strasznie trudno zyc z takim charakterem

    obserwatore.eu
    Gość

    Większośc ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy jak ważne jest kim się otaczamy. A nawet jeśli – nie przywiązuje do tego wagi. BArdzo dobry wpis:)

    RedRose
    Gość

    Teks-Mistrz!! dobrze, że Cię znalazłam i zostaję:)

    Julia
    Gość

    "Z kim przystajesz takim się stajesz" zdecydowanie jest w tym ziarno prawdy. Pozdrawiam. :))))

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Dziwna sprawa. Zupełnie przez przypadek kliknęłam na Twój blog. A tu tekst, którego potrzebowałam od jakiegoś czasu. Takiego, który pozwoli mi sprecyzować moje myśli. Od kilku miesięcy nie mogę odpędzić od siebie myśli, że mam dość swoich znajomych. Każda sytuacja i spotkanie to takie lekkie pogrążanie. Coraz bardziej mnie to męczy. Tak samo jak Ty, w pewnym momencie zapytałam siebie czy jestem zadowolona z tego kim jestem i odpowiedź była jasna jak słońce: nie. Pomyślałam co powoduje taki stan rzeczy i zaczęłam od narzekania. To potrafimy robić najlepiej. Najszybciej wymieniamy to co się nam nie udało, co nas wkurza, obmawiamy… Czytaj więcej »

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    A ja np. rozróżniam dwa rodzaje narzekania. Jeden, który mnie dołuje, czyli takie bezmyślne ogólne narzekanie na świat, wysysanie energii, a drugie, to takie w złości, że ktoś Cię zdenerwował i o tym mówisz:) I te drugie bardzo lubię:D Zawsze po całym dniu opowiadam przyjaciółce, co się wydarzyło, a ona mnie. I część z tych rzeczy to narzekanie, ale takie w formie opowieści i komentarza, moim zdaniem nie zgorzkniałe:) I taką złość na coś dobrze z siebie wyrzucić. Ale może po prostu to nie jest narzekanie, tylko taka drobna frustracja i opowieść o denerwujących rzeczach? Codziennie zdarza mi się jakaś… Czytaj więcej »

    Panna Ka
    Gość

    Dlatego tak bardzo lubię Twojego bloga – bo jest pozytywny i wnosi dużo dobrego, także do mojego życia, jak czytam to co napiszesz. Jakiś czas temu doszłam do totalnego dna, jeżeli chodzi o toksycznych ludzi wokół mnie, negatywne nastawienie do życia i ogólne patrzenie na świat w kolorach szarości. Ale co ciekawe patrzyłam nie swoimi oczami, tylko cudzymi, bo z założenia jestem raczej pozytywną osobą. Któregoś dnia zdałam sobie sprawę, że za rzadko się śmieję i zaczynam się czuć źle sama ze sobą.Grono znajomych drastycznie się skurczyło, od toksycznych osób w pracy staram się separować i przebywać w ich towarzystwie… Czytaj więcej »

    Marie Kelpinoza
    Gość

    Nawet Pani nie wie, jak bardzo jestem wdzięczna za ten blog. Jest jednym z kilku "przypadkowych" kopnięć w tyłek, po których zaczęłam wprowadzać zmiany w swoim życiu.

    Dodam też, że w regulaminie dodawania komentarzy brakuje prawdopodobnie trzeciego punktu, albo nie umiem wytłumaczyć, co oznacza litera "s" 🙂

    Previous
    Pozwól innym żyć tak, jak chcą
    A może…zmień znajomych?