A tak sobie beztrosko chodziłam po bardziej dzikiej północy Bali😁Nocleg w bańce w dżungli przy wodospadzie to totalny sztos! 
Myślę, że można przyjechać na Bali, być tu i... w ogóle Bali nie doświadczyć. Widzę to rozmawiając z ludźmi, młodzi chłopcy z Australii przyjeżdzają tutaj surfować - siedzą cały czas w tym Canggu, nie mają żadnej ciekawości świata, jeżdżą jak kretyni bez kasków, cieszą się, że tu jest luźniej, że wszystko kosztuje dla nich „jakieś śmieszne pieniądze”, chociaż sami hajs mają od rodziców i nic o zarabianiu nie wiedzą😉O tym, że są chłopcami nie świadczy wiek, a sposób życia. Totalna beztroska.
Nie mówię, że to źle! Raz na jakiś czas sama mam ochotę nasmarować tyłek olejekiem i poleżeć nad basenem, ale świat jest taki ciekawy!!! Na Bali można robić wiele rzeczy. To jak go doświadczamy zależy bardziej od nas samych niż tego, jaka jest wyspa. Jeden będzie jadł codziennie tosty z awokado w fancy knajpkach i opowie, że wyspa jest turystyczna i komercyjna, drugi będzie biegać po szamanach i powie, że magiczna. W mojej ocenie Bali jest jak lustro, zobaczysz w nim to, co jest w Tobie☺️
Ja ledwie liznęłam wyspę, a już trzeba powoli pakować walizkę dalej. Mogłabym tu zrobić jeszcze mnóstwo rzeczy, ale wyrosłam z tego „jestem tu raz w życiu, muszę jeszcze to, to i to”. Nie muszę, może jeszcze wrócę, kto wie!
#indonezja #bali #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #solofemaletraveler #szczerze_pisząc #infinitydress #multiwaydress #dżungla

A tak sobie beztrosko chodziłam...

Ale się cieszę, że mogę pokazać Wam moją ulubioną część świata! Zieloną, barwną, zupełnie inną! Nabieram tutaj potrzebnego mi dystansu i pokory. Jest taka książka profesora Obuchowskiego „Galaktyka potrzeb” i oprócz tych znanych z klasycznej piramidy, opowiada właśnie o potrzebie dystansu. Mam dystans do siebie, do swoich wpadek, do życia. Bez niego bym zwariowała! Ale nigdzie nie nabieram takiego dystansu jak właśnie w Azji. Traktuję tutaj życie tak, że nie mam szczegółowego planu, mówię TAK! wszystkiemu, co do mnie przychodzi i na co moje ciało nie spięło się w obronnym NIE. Dziękuję, że śledzicie moje przygody, wkładam mnóstwo czasu w złożenie relacji, dlatego dziękuję za ich wyświetlanie! ♥️
I jaram się ogromnie, że jest Was już tutaj 50 TYSIĘCY🎈 dziękuję każdemu, kto podsyłał moje stories albo mój profil dalej - czuję radochę, że mogę pokazać Wam to, czego doświadczam i jeszcze większą na myśl, że powoli kończę ebooka ze wskazówkami jak zorganizować sobie do A do Z podróż na własną rękę. Wiem, że wielu z Was wybiera biura podróży bo nie wie jak. Pokażę! 
W końcu jestem pedagożką, moją życiową misją jest stawanie się tym mostem, po którym można przejść dalej, do przodu.
Tak mi kiedyś napisał Nietzsche, tego się trzymam!
Dzięki raz jeszcze, uwielbiam Was🥰
#redress #czerwonasukienka #aniamaluje #travelbloger #solofemaletraveler #bali #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #indonezja #azja #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ale się cieszę, że mogę...

Ta #podróż jest fajna, bo nie wiem jaki będzie mój kolejny krok. Biorę, co daje mi życie. Nie oceniam, obserwuję. Jak zawsze założenia kompletnie rozjechały się z rzeczywistością - przez ten cały czas przeczytałam może ze 20 stron książki! Scenariusze pisane przez życie są ciekawsze. A ja jestem ciekawska. Pytam, dopytuję, wściubiam nos tam, gdzie nie powinnam. Szukam różnych perspektyw. Miałam odpocząć, a każdego dnia zasypiam kamiennym snem z nadmiaru wrażeń! I podoba mi się to bardzo. Jestem w Azji solo, bo chciałam wyjść poza swoją bańkę. Poznać ludzi z innych kultur, prowadzących inny styl życia niż ja, mających fajne pomysły. 
Często w DM-kach pytacie jak to jest, że poznaję tylu ludzi. Gdzie poznać przyjaciółkę, gdzie chłopaka.
Moja wskazówka? Wyjdź z tego domu sama, nie czekaj na towarzystwo. Jak wyjdziesz z koleżanką, to z dużym prawdopodobieństwem pozostaniesz w towarzystwie tej koleżanki. Pozbądź się tego myślenia „poszłabym na jogę, ale nie mam z kim” i idź! 
Ja idę!
#aniamamuje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #canggu #beach #plaża 
#solotraveler #travelblogger

Ta #podróż jest fajna, bo...

Wielu ludzi w moim wieku nie godzi się na scenariusz studia-kredyt na 30 lat- praca do śmierci i chce od życia czegoś innego. Taki scenariusz też jest bardzo ok, czasami sama bym chciała być w stanie wykonywać prostą pracę, o której nie będę myśleć jak z niej wyjdę! Mój mózg tak nie potrafi, zawsze coś kombinuję! W moim pokoleniu mnóstwo ludzi nie szuka mało uczęszczanych ścieżek. Tworzymy własne. Ja nigdy nie sądziłam, że będę mogła utrzymywać się z bycia Anią. Każdego dnia jestem za to wdzięczna!
To zdjęcie zrobił mi Varin. Blade Runner (kocham! Ale jeszcze bardziej ostre pióro Philipa K. Dicka) odcisnął na nim takie wrażenie, że zajął się fotografią, której motywem są neony. Podkłada lusterko pod obiektyw i bach - gotowe. Zabawa trwa godzinę, kosztuje ok. 150 zł. Ze mną był jeszcze chłopak ze Słowacji. Varin ma ok. 20 bookingów miesięcznie i jest w stanie utrzymać się w Bangkoku z takiego pstrykania. Oznaczam go wam na zdjęciu!
Gdyby można było utrzymywać się ze wszystkiego, za co chciałbyś otrzymywać wynagrodzenie? Ja zawsze chciałam żyć z pisania. Jestem szalenie wdzięczna, że sobie taką możliwość stworzyłam a XXI wiek mi to umożliwił. 
A Ty? Może wystawisz na Airbnb za 200 zł naukę lepienia pierogów dla turystów? Why not! #neonbangkok #neonphotography #aniamaluje #travelgirl #podróże #podróżemałeiduże

Wielu ludzi w moim wieku...

Dla kogoś być może kolejna instagramerka z dupą na wierzchu, dla mnie zdjęcie na pamiątkę zachwytu nad cudownym wodospadem💧Z ekscytacji drżała mi cały czas łydka! Natura potrafi być majestatyczna!🌱
Sama wyspa ma różne oblicza. Na razie doświadczyłam #Bali dla lekko aroganckich młodych ludzi z lepszego (finansowo) świata, bujających się po instagramowych knajpkach. Bali komercyjnego i turystycznego, Bali pełnego przepięknej, dzikiej przyrody, Bali cudownych miejscowych ludzi i Bali mistycznego. Z pewnością perspektyw jest dużo więcej! Staram się patrzeć na świat pod różnymi kątami i zadawać wiele (czasami może ciut zbyt wścibskich) pytań. Ile ja się podczas takich podróży uczę, to o jeju!

A odnośnie pupy w bikini, to nie wrzucając takiego zdjęcia sama bym przyznała, że kobieta w bikini popełnia jakiś grzech, w odróżnieniu od mężczyzn z gołymi klatami. Nie postrzegam tak świata!😉 Pięknego piątku🌸
Fot: @czula.kaminska (mały spoiler tego, co jutro na stories)
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #wodospad #waterfall #bali #travelgirl #travelblogger #aniamaluje #szczerze_pisząc

Dla kogoś być może kolejna...

Nie wszystkie zdjęcia muszą być wymuskane ;) 🌸Moja pogadanka na temat „chłopak by mnie nie puścił” wywołała spore zamieszanie! Opisujecie swoje toksyczne relacje z partnerami, którzy „zabraniali” wam przeróżnych rzeczy. Czasami toksyczne byłyście Wy, w ciągłym strachu, że partner zdradzi. Dzisiaj jesteście w innych relacjach i wiecie, że to nie powinno tak działać i wyglądać. I wspaniale! Lepiej przejrzeć na oczy późno, niż wcale!
Szkoda życia na kogoś, kto podcina Ci skrzydła. Jeśli masz coś, przed czym chcesz ostrzec inne dziewczyny - dawaj śmiało! Czasami zaczyna się od „nie podoba mi się jak chodzisz w sukienkach”
Pozdrowienia z #Bali! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #balibowlsandsmoothies #relacje

Nie wszystkie zdjęcia muszą być...

Wyprawa solo jak dotąd:
👉🏻Ani jednego dnia nie spędziłam zupełnie sama! Poznałam mnóstwo ludzi, z innymi polubiłam się bardziej, bo miałam okazję lepiej ich poznać. 👉🏻Popełniłam sporo błędów organizacyjnych. Np. teraz jestem na #Bali i już czuję, że bez skutera będzie ciężko (mam problem z błędnikiem, nie będę ryzykować), ale jestem dobrej myśli.
👉🏻Do tej pory nie udało mi się popracować! Spędziłam na pracy może godzinę, no chyba, że liczyć składanie relacji na insta, to wtedy pracowałam ze 3h dziennie. Byłaby to jednak najmniej płatna praca świata, bo nic nie zarobiłam🤣🙈
👉🏻Jestem zupełnie nieprzygotowana na #Wietnam! Poranki i wieczory są podobno chłodne (16 stopni). Z polskiej perspektywy to się wyda śmieszne, ale ja mam tu 35 stopni i takie właśnie ubrania.
👉🏻Możliwe więc, że zamiast 2 tygodni w Wietnamie zmyję się szybciej na jakąś wyspę w Tajlandii (Ko Chang albo Ko Samui) albo na Koh Rong w Kambodży :) Ogólnie mordka mi się śmieje cały czas, jest fajnie, jest dobrze!
Teraz pora się trochę opalić.
Mam nadzieję, że podobają Wam się moje przygody na stories! Wielu rzeczy i ludzi też nie pokazuję, ale może wykorzystam te historie w jakiś luźniejszy dzień. Dzisiaj np. chciałabym nagrać krótką pogadankę 😁

Uściski z Bali!

Wyprawa solo jak dotąd: 👉🏻Ani...

Wciąż nie mogę uwierzyć, że smakował mi wege boczek🤯
To były bardzo intensywne dni w Bangkoku, pora na kolejną przygodę - co powinnam zrobić na Bali?
Jakieś rekomendacje? Nie mogę prowadzić skutera, mój błędnik nie ogarnia, więc pewnie będzie ciężko, ale nastawiam się pozytywnie do całej przygody😊
Poleżałabym ze dwa dni na plaży z jakąś książką, bo z nadmiaru wrażeń i emocji moja czaszka dymi😁.
Zastanawiam się też, którego dnia dopadnie mnie kryzys tej podróży, ale czas pokaże!
Podrzućcie swoje rekomendacje a ja powalczę z walizką i idę spać 😘
#Bangkok #vege #foodie #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Wciąż nie mogę uwierzyć, że...

Jestem wkurzona. Że musimy udawać, że mamy mężów i nosić fejkowe obrączki, aby pozbyć się niechcianych adoratorów. Że samo „nie” nie wystarcza i żaden argument nie ma takiej mocy, jak bycie „przypisaną” do jakiegoś faceta. Jakbyśmy same się nie liczyły jako jednostki ludzkie.
Chciałabym mieć poczucie, że mogę robić swobodnie wszystko to, co mężczyźni.
Moim kolegom nikt nie radzi, by dla bezpieczeństwa wracali po ciemku w towarzystwie kobiety.
Nie zwraca uwagi, że przebijają im przez t-shirt sutki. Nie szukają w podróży hosteli z pokojami tylko dla mężczyzn, podczas gdy „female dormitory” to nie jest pomysł, który wziął się z powietrza, a realnej potrzeby.
Ja nie chcę pieprzonych przywilejów. Chcę mieć poczucie, że jesteśmy takimi samymi jednostkami ludzkimi. Ale jak się naczytałam o Waszych fejkowych obrączkach i pierścionkach, to zrobiło mi się naprawdę przykro łamane na jestem wkurzona.

Kobieto, co robisz dla swojego bezpieczeństwa i spokoju, czego nie robią mężczyźni? Wyjdźmy z priv, napisz tutaj!
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #kobieta #wkurw

Jestem wkurzona. Że musimy udawać,...

Śmiesznie tu stoję, ale mam nadzieję, że widzicie - jestem w Azji na maksa szczęśliwa, wszystko mnie cieszy! W tym klimacie oddycha mi się wspaniale (nawet w Bangkoku!) każda drobna rzecz jest przygodą! Mnóstwo nowych bodźców, smaków, tekstur, zapachów. Tym razem zamiast wygodnego mieszkania z dostępem do basenu i siłowni wybrałam hostel i zbieram inne przeżycia. Poznaję ludzi z taką samą zajawką na doświadczanie podróży jak ja. Wymieniam setki uśmiechów dziennie, próbuję mówić „dziękuję” po tajsku, unikać jednorazowego plastiku, zachwycać się myjącym pupę kibelkiem i cieszyć z masażu, po którym chodzę lekkim krokiem. Tak lekkim, że zrobiłam ich dzisiaj 25 tysięcy😊. Kocham #Bangkok, kocham tę część Azji, uwielbiam wieczorem składać dla Was relację z tego wszystkiego, co mnie spotyka. Moim marzeniem jest zachęcić innych do tego samego! Chcę rozwiać Twoje obawy i uprzedzenia, pokazać, że to jest proste i da się na własną rękę bez stresu!
#podróże #podróżemałeiduże #travelgirl #femalesolotraveler #solotravel #bangkok #wakacje #aniamaluje #blogerka #blogerkapodróżnicza #pieszopomieście

Śmiesznie tu stoję, ale mam...

A może…zmień znajomych?

    Kilka lat temu, byłam dość negatywną istotą. Lubiłam sobie ponarzekać, trochę się podenerwować. Zrzucać winę za swoje niepowodzenia na słowa. Np. inni, rząd, politycy, ktoś. To było bardzo wygodne.

    Wśród moich znajomych też byli tacy ludzie. Mieliśmy wspólne zainteresowania – trochę pokrytykujemy innych, ponarzekamy na niesprawiedliwość i czas nam miło upłynie. Było mi wygodnie i dobrze w tej skorupce, która nie przepuszczała żadnych dobrych przekazów. Jeśli komuś się powiodło, trzeba było powiedzieć tylko miał szczęście. Udało mu się. Lub ostrzej – Pewnie dała dupy. Myśl o tym, że ktoś startujący z tego samego miejsca doszedł gdzieś dalej, była nieznośnym wrzodem na tyłku. Trzeba było coś takiego powiedzieć, żeby poczuć się lepiej. Przynosiło ulgę. Na chwilę.


   Schody zaczęły się wtedy, kiedy zadałam sobie ważne pytanie. Wzięłam się na męską w rozmowę z samą sobą i zapytałam się poważnie: Dziewczyno, czy jesteś zadowolona ze swojego życia? Nie byłam.


   Zrozumiałam, że świat wymówek jest wygodny. Narzekanie jest proste. Ale to nic a nic nie zmieniało w moim życiu. NIC. Przytaczanie setek przykładów ludzi, którym też się nie wiodło dawało mi złudne poczucie, że tak jest ze wszystkimi. 


   Wtedy też zaczęłam robić coś dla swojego zdrowia, szczęścia, zadowolenia. Szukać różnych pasji, zapisywać się na różne zajęcia, szukać czegoś INNEGO. Wpadłam w wir próbowania nowych rzeczy . I chociaż czas o którym mówię, niewiele ma wspólnego z wrzucanymi linkami (moje emocje w dużym stopniu kontrolowały leki), to gdzieś w liceum, wracając z warsztatów dziennikarskich na chwilę do domu, tylko po to, by zaraz wskoczyć do pociągu na maraton serialu StartGate Sg-1, który urządzaliśmy ze znajomymi, zrozumiałam, że… są ludzie, którzy dodają mi energii.

(Po warsztatach powinnam też zrozumieć raz na zawsze, że krótsze zdanie = lepsze zdanie :)).

 To było banalne, ale proste odkrycie. Nagle poczułam, że są ludzie, z którymi chcę się spotkać choćby nie wiem co. Że nie ma znaczenia, czy oglądamy razem serial sci-fi, czyli palimy wielkie ognisko. 

  W sumie, to nie wiedziałam o co chodzi. Lubiłam przecież ten swoich innych znajomych. Mieliśmy wspólne tematy, wspólnie biadoliliśmy na świat. Wtedy zapewne głównie na szkołę, na nauczycieli, na edukację i system. 


  Ale próbowanie miliona nowych rzeczy i poznawanie wielu, wielu nowych ludzi pokazało mi, że można inaczej. Że przebywanie z niektórymi dodaje mi energii, siły, jest jak turbodoładowanie. Czułam się jak króliczek z reklamy baterii Duracell. Działałam dłużej. 

  Nie bardzo łapałam, o co w tym wszystkim chodzi. Większość moich znajomych (od zawsze!) to osoby nieco starsze ode mnie. Dotyczyło to zarówno znajomych starych jak i nowych. Robiliśmy razem też mniej więcej to samo – ogniska, grille, wspólnie oglądane filmy, wypady na rowery czy długie i krótkie rozmowy. Ogarnięcie przyszło niespodziewanie. Pewnego dnia ot tak, w jakimś momencie wyszłam wcześniej z imprezy bo… poczułam, że przebywanie ze starymi znajomymi mnie…męczy. Poczułam się autentycznie tym wszystkim zmęczona. Jakby ktoś wyssał ze mnie energię. Jakbym miała w sobie zwykłą baterię.

   Nie zrozumcie mnie źle – to byli fajni ludzie z potencjałem. Ale woleli ten potencjał marnować, zostawiać gdzieś w tyle. A do mnie dotarło, że nie chcę już narzekać i biadolić, bo to nic nie zmienia. Zmiany wnosi jedynie zmienianie. Zaczęłam więc od myślenia. 

  Nie pomyliłam się – czasem zamieniam gdzieś z dawnymi znajomymi kilka słów na ulicy. Co robią, jak im się wiedzie. 

Nadal narzekają – dzisiaj na pogodę, na szefa, na bezrobocie, albo na partnera. I zawsze rzucają “musimy się kiedyś umówić na piwo!”.  Nigdy się nie umawiają.

_______

  Moi świadomie dobierani znajomi są spoko ludźmi. Raczej nie narzekamy, raczej szukamy nieustannego flow. Głowy dymią nam od nadmiaru pomysłów. Jeśli chcemy się spotkać, zazwyczaj szybko dogadujemy się smsami albo na fejsie i po chwili się widzimy. Większość z nas w kieszeni/torebce/portfelu lub w telefonie nosi mantrę dla obrażalskich. Wyciągamy ja, gdy komuś z nas przypadkiem włącza się tryb typowego marudy. Często się śmiejemy. Lubimy się. 

   Mamy różnorodne pasje. Od każdego z moich znajomych mogę nauczyć się czegoś nowego w jakiejś dziedzinie. To jest super.

 Ciągną mnie w górę. Kradnę sobie ten zwrot od Doroty, która dobrze opisała to w tekście 

  • O ludziach, którzy ciągną nas w górę i tych, którzy ciągną nas w dół
  • Są też tacy, których znam słabo, albo mamy całkiem inne style życia, wyznajemy inne wartości, ale szanuję ich z różnych powodów. Też ciągną w górę. Dobrze się z takimi ludźmi czuję.

      Prawdą jest też artykuł, który napisała Edyta. Że jesteśmy średnią pięciu dorosłych osób, z którymi przebywamy. Zgadzam się całkowicie. Widzę codziennie wielu ludzi, którzy reprodukują biedę, życiową nieporadność. Ale też nawyki żywieniowe czy styl myślenia.  Jak ktoś się uprze, to może powiedzieć, że przecież na wiele rzeczy nie mamy wpływu. Np. na rodzinę. Albo nie wybieramy sobie kolegów z klasy, z roku, czy później – z pracy.

      Nie zgodzę się. 

    Ci ludzie rzeczywiście na nas oddziałują. Wywierają wpływ, odciskają jakieś piętno. Ale można zakładać swój niewidzialny pancerz i traktować ich jak personifikację tego wszystkiego, czym nie chcemy nigdy być. Pępowinę łączącą z toksycznymi rodzicami kiedyś trzeba przeciąć. Znajomych z pracy czy z uczelni sobie nie wybieramy, ale wybieramy to, jak na nich reagujemy. Jeśli atakują nas negatywne wirusy, wytwarzajmy przeciwciała! Ładujmy baterie przebywając z pozytywnymi ludźmi, którzy dodają nam powera. To naprawdę działa. Nikt nie każe nam przebywać tylko z nimi. 

     To, że masz na zawołanie opowieść o kimś, komu się nie powiodło, nie oznacza, że wszystkim nie musi się powodzić i że jest to jakieś usprawiedliwienie. Za każdym razem, kiedy ktoś opowiada mi o powodach, dla których jest nieszczęśliwy, biedny i głupi, przypominam sobie te wszystkie fantastyczne historie, które znam.

      Najlepszej fryzjerki w moim mieście, która kiedyś szyła za  marne pieniądze firany. Ale postanowiła zapisać się do szkoły, ukończyć kurs. Potem współprowadziła salon fryzjerski, a teraz ma własny. Jest w tym świetna. 

      Agnieszki, która zmieniła pracę na freelance. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.  

      Pani Hani, która sprzedawała w mięsnym. Ale było mało ludzi, więc wymyśliła sobie pasję – robienie kwiatów z krepiny. Kręciła je sobie w pracy, dla zabicia czasu. Tak efektywnie go zabijała, że stała się w tym świetna, a ze stworzonych w trakcie godzin pracy bukietów, wyciągała więcej niż z pensji. Dzisiaj kręci kwiatki na emeryturze. Zarabia na tym dużo. Jakby jeszcze ktoś doradził jej sprzedaż i kursy przez Internet, to byłaby pewnie bogata. Na świecie jest zaskakująco dużo ludzi, którzy kupiliby książkę o tym, jak kręcić kwiaty z krepiny. Słowo.

      O, jeszcze jest blisko mnie małżeństwo emerytów. Emerytura głodowa, a oni zbierają szyszki, kupują jakieś tanie materiały i robią stroiki na święta. Koszt produkcji? Mniej niż 3 zł. Czas produkcji : 20 minut. Zarobek na sztuce: 17 zł. W innych sezonach robią chyba ozdoby wielkanocne, palmy i inne cuda. Zawsze coś. Wykorzystali swój kapitał : czas.

       Jest jeszcze Maja, która zakończyła przemocowy związek. Klaudia, która pokonała narkotyki i inne trudne problemy. 

      Albo młoda dziewczyna z mojego miasteczka, o której plotkowano jak bardzo młodo  zaszła w ciążę. Gadano, że ani pracy, ani wykształcenia mieć nie będzie. A ona nie dość, że ma fajną pracę, maturę spokojnie zdała, to jeszcze studia skończyła i dziecko ma szczęśliwe, wcale nie zaniedbane. I ma czas ćwiczyć i dbać o siebie i jest szczęśliwa. Nie przypomina bohaterek show MTV. Zapewne jest wrzodem na tyłku, burzącym wymówki tym wszystkim kobietom, które po urodzeniu dziecka ścinają włosy na chłopaka i stają się cierpiącymi matkami-polkami. 

       Jest wspomniana wcześniej Dorota, dla której wymówką nie było to, że rodziny i miejsca zamieszkania się nie wybiera.  Albo Angelika, której historia bardzo mocno mnie zawstydza, za każdym razem. Zobaczcie sami.

      Mogłabym tak wymieniać do wieczora. Albo do rana i jeszcze dłużej. Bo kiedy zmieniłam myślenie, zmieniłam też znajomych i okulary na nosie. Widzę przez nie inaczej. Razem, nie oddzielnie. Szanse i możliwości, a nie przeszkody i wymówki. Małe światełko na niebie, zamiast mnóstwa chmur. 

      Jestem pewna, że bohaterów tych wszystkich historii i moich znajomych łączy np. to, że nie używają zwrotu łatwo powiedzieć. 


    Kiedy czytasz te słowa, ja mam w sobie baterię słoneczną i ładuję akumulatory, łapiąc ciepłe i przyjemne promienia wychodzące z ciał i słów moich znajomych. Tych z wyboru, nie z przypadku. Dziękuję, że ich mam.

    _________________

    Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

     jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

    Follow on Bloglovin
    Uściski, Ania

    101
    Dodaj komentarz

    avatar
    39 Comment threads
    62 Thread replies
    0 Followers
     
    Most reacted comment
    Hottest comment thread
    0 Comment authors
    AniamalujeMarie KelpinozaPanna KaSeldirimaAnonimowy Recent comment authors
      Subscribe  
    najnowszy najstarszy oceniany
    Powiadom o
    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Gdy poszłam na studia, moją główną towarzyszką była współlokatorka. Długo potrwało, zanim zrozumiałam, że była wampirem energetycznym i zmieniłam mieszkanie. Odżyłam na nowo 😉

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Ja byłam w podobnej sytuacji- ciągłe marudzenie, krytykowanie,obgadywanie innych, patrzenie na wszystkich z góry. Wyprowadziłam się kiedy ze zgrozą zauważyłam, że stałam się taka sama. Nigdy więcej! 🙂

    Magda Lena
    Gość

    Ja też staram się otaczać pozytywnymi ludźmi:) Niestety "zła energia" i narzekanie są zaraźliwe i zanim się obejrzysz stajesz się zblazowaną frustratką…

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    to prawda, narzekanie jest szybko rozprzestrzeniającym się wirusem. Mnie tacy ludzie bardzo męczą więc staram się wybierać innych. No i jeszcze jedna metoda – kiedy ktoś przy Tobie narzeka, a Ty go w tym nie wspierasz, zamknie się zawstydzony. Potem pewnie obgada Ciebie, ale nie Twoją energię będzie zabierać 😛

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    W takim razie moja mama to perpetuum mobile. Serio.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Gdybym poszła do tego samego liceum co koleżanka z gimnazjum, byłabym pewnie jak ona. Zachowywałyśmy się identycznie! Cieszę się, że rodzice przymusili mnie do innej decyzji. Jestem na 95% pewna, ze żyłabym dzisiaj na "oby do piątku" i narzekała na wszystkich. No i na pewno nie zrzuciłabym nadwagi. Straciłabym głowny temat rozmów z Olą – że to niesprawiedliwe, ze inni są chudzi 🙂

    Blueberry
    Gość

    dokładnie mam tak samo. Koleżanki namawiały mnie bym szła z nimi do tej samej szkoły. Dobrze, że tego nie zrobiłam. Poszłam do nowej szkoły, zupełnie sama z czystą karta i bardzo dobrze mi to zrobiło. Stałam się zupełnie innym człowiekiem.

    Justinee
    Gość
    Justinee

    Ciekawy temat! I fakt, że kiedy otaczamy się pozytywnymi ludźmi, cieszymy się z ich sukcesów, to czujemy, że możemy wszystko i dostrzegamy drobne rzeczy i to jest cudowne! A te społeczne pasożyty.. Unikam ich jak mogę i wolę otaczać się prawdziwymi ludźmi:)

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Aniuuu świetny tekst! 🙂 Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam, czytam Twój blog regularnie i będę nadal! 🙂

    Monika

    Joanna (kosmetyczny-przekladaniec)
    Gość

    Wampiry energetyczne istnieją, przeczytałam o nich w jakiejś gazetce dla nastolatków (Uśmiechowe Sekrety, kto pamięta?) ponad dekadę temu, jednak znaczenie tego tekstu dotarło do mnie lata później, po własnych, niestety bolesnych, doświadczeniach. Jestem postrzegana jako osoba o twardej silnej wody, niezbyt podatna na wpływy, a jednak jakimś sposobem taki wampir się przy mnie pojawiał, nie rzadko stawał się najbliższą przyjaciółką. Dwa lata temu uwolniłam się od ostatniego takiego wampira i od tej pory jestem nową osobą! Nie znajduję już (złudnej) przyjemności w skupianiu się na innych, krytykowaniu, wiecznym narzekaniu, plotkowaniu i mąceniu… Nie zrobiłam od tej pory jakichś wielkich postępów,… Czytaj więcej »

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    No dobrze.. mam przyjaciela i wiem ze jego zachowanie sprawia,ze spadam w dol… ale kocham go, duzo dla mnie znaczy i ciezko mi zerwac znajomosc (a wiem, ze to ciagnie mnie w dol)

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Jeśli Ci na nim zależy, Porozmawiaj z nim o tym jak się przy nim czujesz. Skoro go kochasz i wiele dla ciebie znaczy, to plusy przewyższają minusy znajomości wiec ciągnie cie w gore. Jeśli on Cie szanuje,nie będzie chciał cie krzywdzić ściągając cie w dol

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Pytanie zasadnicze: czy jest to miłość odwzajemniona?

    Korespondentka wojenna
    Gość

    Bardzo mądrze napisane. Zgadzam się absolutnie. Jest dużo osób, które wszystkie swoje niechciejstwa i konsekwencje złych życiowych wyborów zrzucają na rząd, system, polityków, kraj, sytuację finansową rodziców itp. itd. Staram się od nich stronić 🙂
    To my jesteśmy panami własnego życia, my kontrolujemy i wybieramy to co robimy, jak spędzamy dzień, z kim się zadajemy. Warto o tym cały czas pamiętać.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    kiedy byłam na studiach poznałam fajną dziewczynę, która była pełna energii, towarzyska, rozmowna. Wszystko się zmieniło po jakmiś czasie a właściwie na drugim roku. Studia ją przerosły, wyssysały z niej energię. Każdego dnia narzekała. Mówiła,że studia były złym wyborem a ja na to patrzyłam i ją pocieszałam.Mam wrażenie,że przez dwa lata studiów byłam jej pocieszycielką. Chciała zrezygnować…a ja nadal mówiłam będzie dobrze, dasz radę a ona narzekała i narzekała. Potrafiła cały dzień narzekać. Bardzo źle to na mnie działało.Męczyłam się z nią. Przebywanie z nią już nie było przyjemne,ale stało się ciężkie do zniesienia.

    bubejzi
    Gość

    Aniu, Twoje teksty ładują moją baterię pozytywnego myślenia 😉

    Artinowy Świat
    Gość

    zgodzę się z Tobą w milionie procentów. Mam szalonych znajomych dzięki którym mam siłę i ochotę żyć i zmagać się z wszystkimi trudnościami, nieprzerwanie walcząc o swoje i spełniając marzenia!

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Dzisiaj miałam tragiczny dzień. Wstałam rano i od razu poczułam przepełniające mnie negatywne emocje. Nie miałam ochoty na żadną z czynności, które zawsze mnie cieszyły i czułam się, brzydko mówiąc, do dupy. Jedyne co potrafiłam robić to leżeć i narzekać na cały świat, bo przecież inni mają łatwiej, mają bogatych rodziców i znajomości i wszyscy im we wszystkim pomagają. Nawet mama, gdy opowiadałam jej o swoich marzeniach i planach, powiedziała do mnie: "zejdź na ziemię". No i pewnie siedziałabym zdołowana cały dzień, gdyby nie Twój post. Przeczytałam i poczułam wstyd. Przecież to zazwyczaj ja byłam tą, która podtrzymywała wszystkich na… Czytaj więcej »

    Farizah (Kobieta z Filiżanką kawy...)
    Gość

    Sama nawet miałam taką znajomą… w sumie to nawet kilku. To fakt że trzeba wybierac znajomych bo "z jakim przystajesz takim się stajesz"

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Kochana Aniu, zawsze ciągniesz mnie w górę.

    TheBooombel
    Gość

    Mnie osobiście denerwuja ludzie którzy żyją od imprezy do imprezy a poza tym żadnych pasji. Okej, jesteśmy młodzi i trzeba się wybawic ale czy to oznacza ze każdą sobote i piatek trzeba spedzacw klubir czy pubie? Mialam w klasie w lo takie dziewczyny ktory poniedziałek w szkole zaczynaly od opowiada nia sobie wzajemnie jakiego to kaca nie maja i ilu to chłopakow nie zaliczylt ostatniej nocy.Przyznam , że początkowo kolegowalam sie z nimi ale szybko się od nich odlaczylamCzy wy tez uwazacie ze takie zachowanie to nie jest zadenprzejaw dorosłości?czy moze tylko ja jestem przewrazliwiona? 🙂

    gosshaa
    Gość

    łatwo dać się wciągnąć w relację polegającą na narzekaniu. Miałam taką znajomą w pracy, z którą nie miałam innych tematów do rozmowy niż narzekanie na szefa. Nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Koniec końców szef wyczuwając nastawienie zwolnił ją, ja kilka miesięcy później sama odeszłam.Zmieniłam pracę, obecnych szefów bardzo lubię. Byłam lekko w szoku gdy spotkałyśmy się niedawno i okazało się, że tak naprawdę nie mamy o czym rozmawiać. Koleżanka nie może pogodzić się z tym, że były szef ją zwolnił i całe spotkanie próbowałam zmienić temat, aż w końcu poddałam się i poszłam. Przyjrzałam się sobie i… Czytaj więcej »

    bloo.
    Gość

    Niektórzy ludzie moga wpływać negatywnie, sama też wolę osoby z pasją, z którymi można gdzieś wyjść, ciekawie spędzić czas, w pewien sposób poszerzać horyzonty. Natomiast jeśli chodzi o kończenie znajomości to myślę, że warto jakoś sensownie to załatwić. Sama nie lubię, gdy ktoś nagle przestaje dzwonić, kontakt się urywa i właściwie nie wiadomo dlaczego. Nie wiem czy coś komuś zrobiłam, a taka niepewność i niewyjaśnione odsunięcie się jest przykre.

    Zuza
    Gość
    Zuza

    Kurczę, a ja zerwałam kontakty z osobami, które nie wnosiły dużo do mojego życia, przy których nie czułam się, nie byłam sobą. w ten sposób straciłam wszystkich swoich lepszych znajomych i w tych momentach samotności właśnie się waham czy takie podejście jest rzeczywiście dobre?

    A tekst, który napisałaś jest piękny, naprawdę – tak po prostu motywuje do życia 🙂

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Mam ten sam problem. Odcięłam wszystkie bezsensowne znajomości, i co? I zostałam sama. Czy to znaczy, że nagle poprawił się komfort mojego życia? No nie do końca. Wręcz przeciwnie. To jest chyba właśnie to, co oddziela teorię od praktyki.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Czytałam ten tekst Doroty, który zalinkowałaś i jest bardzo życiowy.
    Nie znam Cię osobiście, ale zaliczam do osób, które "ciągną w górę" bo podobają mi się Twoje teksty i sposób na życie. Dodajesz energii 🙂

    Seldirima
    Gość

    A mnie nie bardzo się podobał, dla mnie był zbytnio wyrachowany, ale oczywiście potrafię zrozumieć takie podejście autorki do życia. Sama jednak nie skorzystam.Moje przemyślenie w temacie jest takie, że warto się zastanowić nie tylko nad tym, ile skorzystamy na zmianie znajomych, ale też nad tym czy uczyni nas to lepszym człowiekiem. Czy na pewno szczęśliwszym. Czy problem tkwi w znajomych czy w nas samych.Wiele z moich znajomości umarło samoistnie (często z obopólnej winy, często z mojej) – tak bywa i myślę że to jest normalne, że kontakty pomiędzy nawet dobrymi koleżankami i kolegami zamierają. Tylko raz zdarzyło mi się… Czytaj więcej »

    Seldirima
    Gość

    Czy to na pewno był ten sam tekst? 😉 Bo o jednoznacznie wykorzystujących ludziach tam nie wyczytałam, chyba że uznamy narzekanie za wykorzystywanie.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Seldirimo, to co napisałaś jest mi bliskie i muszę przyznać, ze nawet nieco się wzruszyłam czytając Twój komentarz.
    Aniu, dla mnie post Doroty jest pochwałą merkantylizmu w stosunkach międzyludzkich – nie warto kontynuować znajomości, które nie przynoszą wymiernych korzyści w drodze do "sukcesu". Czas to pieniądz, wiedza to towar…

    Seldirima
    Gość

    Ja im mówię, że nie mam xD

    Seldirima
    Gość

    Nie postrzegam tego jako taki "prawdziwy" brak szczerości 😉 Może to hipokryzja, ale pozwala jakoś funkcjonować w społeczeństwie 😉 Z drugiej strony, pewnie taka olana osoba w końcu sobie zdaje sprawę, że tak naprawdę to nie to, że nie możemy, ale NIE CHCEMY jej pomóc i sobie odpuszcza, a nie stawia to nas w sytuacji podbramkowej, gdzie w 100% wyjdziemy na wrednych itp. Na pewno brak tutaj asertywności, ale nie każdy potrafi być asertywny 😉

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Aniu tekst bardzo ciekawy i wyczerpujący, godny przeczytania oraz przemyślenia 🙂 Ze znajomymi różnie bywa, kiedyś miałam ich wielu teraz z wiekiem coraz mniej (liczę,że to się zmieni). Część narzekała, olewała sobie, wytwarzała złą energię, głównym tematem była szkoła, nic poza tym. Pojawili są też Ci ciut pozytywniejsi z którymi tematów było pełno. Najgorszy był ten mętlik. Przez chwilę czułam się dobrze a potem "niby dobrze". Kazali mi wybierać z kim zostaję, byłam między młotem a kowadłem. Wtedy myślałam, że są moimi przyjaciółkami (te które kazały mi wybierać) wybrałam je gdyż byłam od nich w pewnym sensie uzależniona( poza nimi… Czytaj więcej »

    lori05
    Gość

    Haha ja jestem dziwnym stworzeniem bo mnie motywacje dają właśnie tacy smętni, wiecznie narzekający ludzie! Wtedy zawsze sobie sobie powtarzam, że nigdy nie dojdę do tego etapu i ich staram się emocjonalnie podbudować. Dzięki temu mam w życiu energię :).

    Całkiem niedawno odkryłam Twojego bloga i na pewno będę stałym czytelnikiem :). Pozdrawiam!

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    ja też staram się otaczać pozytywnymi ludźmi i podobnie jak komentatorkę wyżej napędzają mnie ci negatywni 🙂 Ale moim problemem są rodzice. Bo oni są typowymi narzekającymi Polakami i umiem się od nich odciąć okej, ale chciałabym, żeby tacy nie byli. Kiedy próbowałam tym porozmawiać z mamą, to usłyszałam tylko " Ty nie znasz życia, zobaczymy jak będziesz dorosła" itd… To właśnie najgorsze, że nie mogę ich przecież zmienić, bo oni nie chcą i nie wiem co w takiej sytuacji robić, bo to moim rodzice i najzwyczajniej mi ich szkoda.

    Steam Style
    Gość

    Tekst jest bardzo ciekawy, podobnie jak komentarze pod nim. Ja mam jednak nieco inny sposób na życie. Uważam, że energię do zmian i do życia trzeba znaleźć w sobie. Znajomi są zmienni, przychodzą, odchodzą, ze sobą samym zostaniemy na zawsze. Nie można dopuścić do sytuacji, w której skończy się motywacja zewnętrzna i zostaniemy na lodzie.

    ania notuje
    Gość

    Coś w tym jest. Na studiach w organizacji studenckiej przebywam z ludźmi przy których chce mi się działać, więc działam. W domu dopada mnie apatia i marnuję masę czasu.

    Mademoiselle J.
    Gość

    Świetny tekst (jak zwykle) i bardzo inspirujący! Ja odkąd poszłam na studia i wyprowadziłam się do większego miasta zmieniłam swoje podejście do życia, znalazłam nowych znajomych i jestem w 100% szczęśliwa. Ze starymi znajomymi raczej nie utrzymuję kontaktu z wyjątkiem dwóch czy trzech osób .

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Ostatnio łapię doła z tego powodu,że mam bardzo mało znajomych,raptem 4 osoby z którymi widuję się regularnie. 2 z nich to moje przyjciółki..choć nie wiem,czy to nie za duże słowo,"kolegujemy się" już tyle lat,mamy mnóstwo wspólnych spraw,ale brakuje mi tej pozytywnej energii,spontaniczności,wspólnych nieprzyziemnych tematów. Boję się,że już nie poznam nowych,fajnych ludzi,nie będę miała paczki na np. wyjazd nad morze,tym bardziej,że to już koniec mojej edukacji,a w pracy będę pracować głównie ze starszymi ludźmi. Potrzebuję nowych bodźców,zmiany otoczenia,wakacji,nowych wyzwań bo czuję się w wieku 19 lat wyssana i samotna…muszę obmyśleć jakiś plan działania 🙂

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    mam dokładnie tak samo, nawet tyle lat co T ;p

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Moze masz jakies hobby,albo pasję? Lubisz cwiczyc? Zapisz sie na step albo zumbe. Sprawdz co oferuje ci gmina. Moze wolontariat? Moze sport, sprawdz ogloszenia, wspolna jazda rowerem, gra w siatkowke, jazda na rolkach. Umiesz spiewac? Zapisz sie do choru. To ty musisz zrobic pierwszy krok.

    Paulina
    Gość

    Cudowny wpis! Mój tok myślenia (i zarazem życie) zmienił się ponad 3 lata temu, czyli na sam koniec gimnazjum. Teraz, jak już nie jestem gówniarą, wiem na pewno, że narzekanie nic nie daje, tylko niszczy mnie i przy okazji ludzi, których mam obok. Dlatego od tych 3 lat żyję mi się zdecydowanie lepiej i cały czas brzdąkam znajomym, że warto zmienić nastawienie 🙂 Jeśli tego nie robią, to raczej wspólna przyszłość nas nie czeka…

    italiana
    Gość

    Zacny tekst, z istotą którego dopiero niedawno zaczęłam się zgadzać 🙂 i wprowadzać te zmiany w życie. Dobrze przeczytać podobne przemyślenia i umocnić się w przekonaniu 😉

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Pewnie będzie to niepoprawne politycznie i niezgodne z założeniami tekstu Ani,nie wiem czy jako takie to w ogóle "pójdzie" ale myślę, że ludzie w Polsce NAPRAWDĘ mają uzasadnione powody nie tylko do narzekania ale wręcz do radykalnych działań typu strajk czy rewolucja.
    Nie każdy emeryt ma zdrowie na zbieranie szyszek,ile potrzeba gadżetów typu kwiaty z krepiny…ja wiem że to przykłady, ale z całym przekonaniem twierdzę ze głodowe pensje i emerytury i brak właściwie jakiegokolwiek zabezpieczenia socjalnego to warunki niegodne człowieka i cywilizowanego państwa.
    Dorota

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    To prawda, tylko mnie chodziło o to, że Polacy są naprawdę niesłychanie zaradnymi ludźmi, wyręczają rząd i państwo w tym, co powinni mieć zapewnione jako obywatele z konstytucyjnym prawem do pracy, płacy i przede wszystkim do życia. Połowa siedzi za granicą,przecież nie dla zabawy, emerytki i bezrobotne kobiety w średnim wieku zmuszone są do opuszczania rodzin i podcierania tyłków Niemcom -i w tym kontekście tekst o narzekaczach jest boleśnie niesprawiedliwy i tak oderwany od rzeczywistości że aż zęby bolą i pomimo całej niezaprzeczalnej mądrości Autorki brzmi jak propaganda dla przedszkolaków.Aniu, przyślij do nas Anglika czy Niemca i niech go potraktują… Czytaj więcej »

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Z pieniędzmi jako takimi z pewnością nie, ale z zaspokojeniem podstawowych potrzeb dającym elementarne poczucie bezpieczeństwa już jak najbardziej.
    Inne są te podstawowe potrzeby w krajach mniej cywilizowanych i dlatego można tam być optymistą mając bardzo mało – bo to powszechny poziom.
    W środku Europy trudno egzystować bez frustracji w sytuacji ciężkiej często pracy jednocześnie bez możliwości dostępu do dóbr uważanych za powszechne.
    To białe niewolnictwo.
    Dorota

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Nie porozumiemy się chyba pod tym akurat względem,, może ze względu na różnicę w peselu:) a może dlatego że każda mówi o innym aspekcie tej samej sprawy. Jeśli chodzi o mnie – jestem w takim momencie życia, o którym dwa lata temu tylko mogłam pomarzyć, dlatego twoja historia jest mi bardzo bliska. Przez chorobę przez rok nie byłam w stanie wyjść z domu, teraz chodzę nawet do pracy. Tylko może przez – nie wiem jak to nazwać – wrodzone poczucie sprawiedliwości? empatię? instynkt społeczny? potrafię zrozumieć i dostrzegam krzywdę, nieprawość i nie obarczam winą ludzi borykających się z systemem bo… Czytaj więcej »

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Często ta szklanka jest całkiem pusta…No i uważam że trzeba domagać się zmian które umożliwiłyby nam godne życie. Po prostu.
    Dziękuję ze poświeciłaś mi czas i uwagę:)
    Dorota.

    Chabrowe wariacje
    Gość

    O tak święta prawda .Super wpis 🙂 Ja 3 lata w liceum nie zdawałam sobie sprawy jak działa na mnie moja koleżanka z ławki-zawsze ładniejsza, odważniejsza, wszystko wiedząca i ciągle mnie upominająca bo źle wyglądam ,bo dostałam lepszą ocenę od niej ,bo nie umiem angielskiego itp. i co z tego wyszło :byłam jeszcze bardziej nieśmiała, nie mogę przekonać się do mówienia po angielsku bo mam wrażenie że ktoś będzie mnie upominał , obniżyła się moja samoocena itp.. Na szczęście na studiach znalazłam znajomych którzy po prostu lubią mnie taka jaka jestem i nie wytykają mi moich błędów.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    pierwsze trzeba mieć znajomych, żeby moc ich zmienić, przynajmniej w moim przypadku. mnie nie ma kto pociagnac w dol, bo ostatnie spotkanie ze znajoma miałam ponad rok temu, wiec jakiś plus bycia samym. poza tym jestem jedynaczka, kuzynostwo jest daleko i widze ich raz na rok, wiec w ogole nie mam praktycznie kontaktu z ludzmi.

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Ja mam taki sam problem:( to chyba przez straszna nieśmiałość i bardzo niska samoocenę i te cechy ciagną w dół a znajomi mogą tylko pomóc niewazne jacy są, cieszcie się ze ich macie:) zawieranie znajomosci to dla mnie problem, a jesli kogos poznaje to tylko powierzchowne znajomosci, strasznie trudno zyc z takim charakterem

    obserwatore.eu
    Gość

    Większośc ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy jak ważne jest kim się otaczamy. A nawet jeśli – nie przywiązuje do tego wagi. BArdzo dobry wpis:)

    RedRose
    Gość

    Teks-Mistrz!! dobrze, że Cię znalazłam i zostaję:)

    Julia
    Gość

    "Z kim przystajesz takim się stajesz" zdecydowanie jest w tym ziarno prawdy. Pozdrawiam. :))))

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    Dziwna sprawa. Zupełnie przez przypadek kliknęłam na Twój blog. A tu tekst, którego potrzebowałam od jakiegoś czasu. Takiego, który pozwoli mi sprecyzować moje myśli. Od kilku miesięcy nie mogę odpędzić od siebie myśli, że mam dość swoich znajomych. Każda sytuacja i spotkanie to takie lekkie pogrążanie. Coraz bardziej mnie to męczy. Tak samo jak Ty, w pewnym momencie zapytałam siebie czy jestem zadowolona z tego kim jestem i odpowiedź była jasna jak słońce: nie. Pomyślałam co powoduje taki stan rzeczy i zaczęłam od narzekania. To potrafimy robić najlepiej. Najszybciej wymieniamy to co się nam nie udało, co nas wkurza, obmawiamy… Czytaj więcej »

    Anonimowy
    Gość
    Anonimowy

    A ja np. rozróżniam dwa rodzaje narzekania. Jeden, który mnie dołuje, czyli takie bezmyślne ogólne narzekanie na świat, wysysanie energii, a drugie, to takie w złości, że ktoś Cię zdenerwował i o tym mówisz:) I te drugie bardzo lubię:D Zawsze po całym dniu opowiadam przyjaciółce, co się wydarzyło, a ona mnie. I część z tych rzeczy to narzekanie, ale takie w formie opowieści i komentarza, moim zdaniem nie zgorzkniałe:) I taką złość na coś dobrze z siebie wyrzucić. Ale może po prostu to nie jest narzekanie, tylko taka drobna frustracja i opowieść o denerwujących rzeczach? Codziennie zdarza mi się jakaś… Czytaj więcej »

    Panna Ka
    Gość

    Dlatego tak bardzo lubię Twojego bloga – bo jest pozytywny i wnosi dużo dobrego, także do mojego życia, jak czytam to co napiszesz. Jakiś czas temu doszłam do totalnego dna, jeżeli chodzi o toksycznych ludzi wokół mnie, negatywne nastawienie do życia i ogólne patrzenie na świat w kolorach szarości. Ale co ciekawe patrzyłam nie swoimi oczami, tylko cudzymi, bo z założenia jestem raczej pozytywną osobą. Któregoś dnia zdałam sobie sprawę, że za rzadko się śmieję i zaczynam się czuć źle sama ze sobą.Grono znajomych drastycznie się skurczyło, od toksycznych osób w pracy staram się separować i przebywać w ich towarzystwie… Czytaj więcej »

    Marie Kelpinoza
    Gość

    Nawet Pani nie wie, jak bardzo jestem wdzięczna za ten blog. Jest jednym z kilku "przypadkowych" kopnięć w tyłek, po których zaczęłam wprowadzać zmiany w swoim życiu.

    Dodam też, że w regulaminie dodawania komentarzy brakuje prawdopodobnie trzeciego punktu, albo nie umiem wytłumaczyć, co oznacza litera "s" 🙂

    Previous
    Pozwól innym żyć tak, jak chcą
    A może…zmień znajomych?