Jak poradzić sobie ze strachem przed nową szkołą? (klasą, pracą…)

   Kiedy byłam młodsza, kusiło mnie wiele różnych fajnych zajęć. Kółko teatralne, zajęcia plastyczne, spotkania przy planszówkach. Niestety – im bardziej zbliżały się zajęcia, tym bardziej ja obrastałam w obawy, by w końcu…stchórzyć i nigdzie nie iść. Ominęło mnie wiele świetnych okazji! Z czasem ten problem przestał mnie dotyczyć, ale być może dotyczy Ciebie. Poruszę dzisiaj temat radzenia sobie z takim lękiem.

  Czego się wtedy bałam? Nie pamiętam. Może tego, że wszyscy będą się znać, a ja będę nowa i całkiem sama? Nieprzyjaznej grupy? Złego pierwszego wrażenia? A może tego, że wszyscy będą się dobrze bawić, a ja nie poczuję klimatu i będę siedziała gdzieś z boku, zerkając co chwilę na zegarek? Naprawdę nie wiem, to było dawno. Pamiętam tylko, że tchórzyłam często. Byłam dzieciakiem z wiecznym katarem –  to mniej więcej ta sama ranga co dziwak z wziewnymi lekami na astmę w amerykańskich filmach dla nastolatków. Przynajmniej ja tak to postrzegałam. I to wystarczało, aby tchórzyć.

  Lęku przed przedszkolem nie było. Dołączyłam w środku roku, kiedy wszystkie rysunki podpisywałam ANiA, LAT 4 i PÓŁ. Byłam nowa w grupie, ale w tej grupie była moja koleżanka, więc czułam się zaopiekowana, oprowadzona i bezpieczna. Gdy szłam do podstawówki, w wakacje poznałam drogę do szkoły, wiedziałam jak wygląda moja pani, a z list wywieszonych na korytarzu wiedziałam, że w pierwszej klasie spotkam kilka koleżanek z zerówki.

W gimnazjum było tak samo – kogoś już znałam. I w liceum też.

Do całkowicie obcej grupy rówieśniczej trafiłam dopiero na studiach. Późno.

 Ale wróćmy na chwilę do tego, co było – na każdym z wcześniejszych etapów, bezpieczeństwo wewnętrzne zapewniało mi czyjeś towarzystwo. Razem było raźniej. Oprócz tego, lubiłam wcześniej znać drogę do szkoły i wiedzieć gdzie są jakie sale. Tak przynajmniej pi razy drzwi. 🙂

Dlatego kiedy szłam na studia, już przed wycieczką w celu złożenia papierów, zalogowałam się forum uczelni (już nie istnieje ;)) i napisałam, że chętnie kogoś wcześniej poznam. Przed rozpoczęciem studiów, konieczne były badania lekarskie (tutaj więcej o studiowaniu pedagogiki) i umówiłam się na nie z jakąś dziewczyną, niestety nie pamiętam z kim, bo coś się chyba zadziało z autobusem i się minęłyśmy. Za to któregoś wrześniowego dnia, spotkałam się z trzema innymi zagubionymi studentkami. Przeszłyśmy się po okolicy uczelni, zjadłyśmy coś na mieście, wymieniłyśmy się numerami telefonów i umówiłyśmy się, że pójdziemy razem na “rozpoczęcie” 😉 Przez forum zgłosiła się do mnie jeszcze jedna dziewczyna, która kompletnie nie znała drogi i umówiłam się z nią na przystanku. Razem zawsze raźniej! Na miejscu okazało się, że większość osób przyszła dwójkami czy trójkami, więc nastąpiło wielokrotne wymienianie uścisków dłoni i imion, których i tak nikt nie pamiętał :-)). 

  I tyle, po krzyku. 

Gdybym szła teraz do nowej szkoły czy grupy na studiach, w pierwszej kolejności poszukałabym forum, lub grupy na facebooku. Jeśli taka nie istnieje, utworzyłabym ją sama i wrzuciła link na walla szkoły/uczelni. Zaproponowałabym wyjście na pizzę/kawę/ciastko i poznanie się. Zapewne zgłosiłoby się tylko kilka osób, ale to zawsze lepsze, niż samotne rozglądanie się po sali gimnastycznej, na której wygłaszany jest kolejny, bezpłciowy apel z okazji rozpoczęcia. Oczywiście takie spotkanie to też lekkie napięcie, ale zazwyczaj druga (i trzecia, czwarta oraz piąta osoba) też odczuwa delikatny stres :). 

  Jeśli szkoła nie ma facebooka, nie ma żadnego nieoficjalnego forum, są zawsze listy przyjętych. Wiele szkół wywiesza je w gablotach czy na drzwiach – poszukałabym nowych koleżanek i kolegów na fejsie i zagadała do kogoś, kto wydaje się przyjazny. 

  Jedna z dziewczyn, która prosiła o ten post, za moją sugestią zrobiła właśnie w ten sposób 🙂 Obawiała się, że jej klasa w liceum będzie za bardzo rozrywkowa (alkohol, używki, imprezy), podczas gdy ona jest cichą, spokojną i nieśmiałą osobą, która nie lubi takiej zabawy. Odezwała się do dziewczyny o sympatycznym profilowym i podobnym guście filmowym (obie są fankami Plotkary).

Treść wiadomości :

Hej, zauważyłam, że będziemy w jednej klasie. Trochę się stresuję, a widzę , że też lubisz Plotkarę. Może miałabyś ochotę wyjść ze mną na kawę i poznać się przed rozpoczęciem? Przeraża mnie myśl, że nikogo nie znam!


Ku jej radości dziewczyna odpisała – była tak samo zestresowana nową szkołą, oraz tym, czy powinna założyć spodnie czy spódniczkę 😉 Spotkały się dzisiaj, pogadały, umówiły, żeby razem iść na rozpoczęcie, w dodatku podobnie ubrane. Towarzystwo sprawia, że napięcie spada. Co dwie zagubione owieczki, to nie jedna :)! Mam nadzieję, że pierwszego września będą mieć pozytywne wrażenia 🙂

Jeśli chodzi o pracę, postąpiłabym identycznie. 

   A jak to wyglądało przed fejsbukiem? Jak wspomniałam wcześniej, tchórzyłam przed niektórymi spotkaniami. Moją metodą stało się znalezienie “osoby wprowadzającej”. Kiedy na uczestnictwo w jakiejś grupie czy wydarzeniu namawiała mnie koleżanka, która już tam należała, czułam się pewniej i bezpieczniej. W końcu miałam gwarancję przynajmniej jednej przyjaźnie nastawionej osoby 🙂

 W innych sytuacjach albo namawiałam kogoś, aby poszedł ze mną, albo pytałam znajomych, czy znają kogoś, kto chodzi na… 😉 Mieszkam w małym miasteczku, zazwyczaj ktoś kogoś znał i nas sobie przedstawiał.

A co, jeśli nie znał? Albo, jeśli nikogo nie udało mi się namówić? 

Jak byłam młodsza, oznaczało to dokładnie tyle, że nie szłam na jakiś konkurs, nie zapisywałam się na zajęcia i nie korzystałam sama z kulturalnej oferty miasta. 

Sama? Never ever!

Na szczęście z wiekiem nabrałam śmiałości. Częściej chęć robienia czegoś ekscytującego okazywała się silniejsza od strachu. Zadziałała metoda małych kroczków. Im częściej byłam w sytuacji “sama wśród nowych ludzi”, tym bardziej mi to spowszedniało i stało się naturalne. Dzisiaj bardzo lubię poznawać innych i chętnie to robię 😉 

   Z innych wskazówek – warto zadbać o to, aby czuć się komfortowo. Nie polecam nowych butów na wysokim obcasie – praktycznie każdego września widzę gimnazjalistki i licealistki, które utykają na jedną nogę, lub syczą z bólu jaki promieniuje od obtartej pięty 🙂 Uczesz i ubierz się ładnie, ale komfortowo, jeśli chcesz, żeby inni Cię zapamiętali zadbaj też o charakterystyczny dodatek. To może być np. ładny wisiorek – sprawdza się świetnie, jako conversation starter, czyli coś takiego, od czego można rozpocząć rozmowę 😉 Jeśli czujesz się swobodnie i masz uśmiechniętą twarz, a przy tym jesteś naturalna i nie kryjesz, że “jestem tu nowa i trochę się stresuję”, wszystko powinno być ok :). 

Dodam tylko, że jeśli strach w takich sytuacjach jest mocno paraliżujący, jeśli automatycznie wywołujesz objawy chorobowe itp, to warto odwiedzić psychologa. Fobia szkolna czy społeczna bardzo utrudnia życie i czasami warto skonsultować się ze specjalistą.

Jak widać, moja “rada” nie jest specjalnie odkrywcza. Jeśli macie jakieś fajne patenty, podrzucajcie w komentarzach! 😉 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

Podziel się

97
Dodaj komentarz

avatar
34 Comment threads
63 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja w podstawówce przed rozpoczęciem dostałą biegunkę i nie poszłam. Potem stresowałam się trzy razy bardziej, ale mam dała mi tabletki na rozwolnienie. Obecnie w takich sytuacjach ssie mnie w żołądku.
Napisanie wiadomości też wymaga odwagi, ale właśnie się za to zabieram, inaczej chyba w poniedziałek zwariuję 😛

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Misja spełniona,właśnie wróciłam z integracyjnego kebaba 🙂 dzięki za rade!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Anusia, z nieba mi spadłaś z tym postem 🙂 Mam podobny problem, ale ciut inny 😀 O nawiązywanie kontaktów z ludźmi i "samotność w tłumie" się nie martwię. Gorzej z tym, że wyprowadzam się z domu (małe miasto na Podkarpaciu) do wielkiego Krakowa, w którym byłam tylko na wycieczkach szkolnych; zostawiam rodzinę (z którą jestem bardzo związana) i od tej pory będę zdana tylko na siebie. I mogę ten najgorszy okres tylko przeczekać. Ach.

MartaGdynia
Gość
MartaGdynia

Nie ma nic bardziej ekscytujacego niż poznawanie siebie samej w takich sytuacjach. 😀 Ja w obcym mieście zawsze się czuję pewniej niż w swoim; wiedząc ze nikt mnie nie zna zaczynam ze wszystkim od zera. Ja tez jestem b. związana ze swoja rodziną, ale po dluzszej rozlace poczulam taka sile i moc samodzielności ze ho ho 🙂 Pozdrawiam i powodzenia, Kraków jest taki piękny, zwiedzaj ile możesz. 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Na razie mam z okna stancji "piękny" widok na Szkieletora przy Wydziale Ekonomicznym 😀Z jednej strony -tak, wyzwanie. Samodzielność, robienie tego co chcę i jak chcę. To mi się podoba 🙂 Zrobiłam sobie parę razy taki trening na wakacjach (Ania sama w domu :D) i w te kilka dni czułam się Panią Wszechświata 😀 A orientację w terenie mam przyzwoitą i nie boję się spytać o drogę (plaga na wycieczkach, każda się boi spytać, jak dojść gdzieś :D)A z drugiej strony jest ten "gupi" strach, że coś się poważnie zrypie (zdrowie, szkoła) a tu pusto. Albo, że w domu coś… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kochana, jak to pusto? Przecież nie wyprowadzasz się na Saharę :P. Nieraz parzyłam herbatkę z lipy chorym współlokatorkom. Myślę, że i Tobie ludzie nie pozwolą szczeznąć. Będzie dobrze, Kraków w gruncie rzeczy to taka duża wioska ;).

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie, nie w tym sensie pusto 🙂 To raczej taka przenośnia (i najgorsze jest to, że dla mnie taka oczywista, że aż nie wiem, jak ją wytłumaczyć inaczej :D) Bo współlokatorów mam bardzo miłych 😀 I mam cichą nadzieję, że też mi podadzą herbatkę z lipy. Z miodkem 😀
Muszę na przyszłość przestać pisać skrótami myślowymi ;>

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jej, ile bym dała za codzienne patrzenie na Szkieletora, uwielbiam go! W zeszłym roku cotygodniowe wizyty na Mechanicznym PK były moim ulubionym momentem w ciągu tygodnia przez przesiadkę na Rondzie Mogilskim 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

O mamusiu, podziwiam 😀 Może to przez kontrast, bo ja w swoim miasteczku miałam z jednej strony drzewka, a z drugiej ogródeczki i kfiatuski i jabłoneczki :> I ten Szkieletor mnie lekko załamał 😀 Ale nic to, przynajmniej pizzeria za rogiem 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie musisz tłumaczyć, moja odpowiedź też nie była taka całkiem dosłowna :).
Trzymaj się ciepło. Czeka Cię teraz bardzo fajny etap w życiu, jeśli tylko dobrze spożytkujesz ten czas. Mam nadzieję, że nie planujesz cotygodniowych wizyt w domu :P? Szkieletor faktycznie przygnębiający.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Muszę znaleźć do Szkieletorka jakieś pozytywne podejście 🙂
O! Będzie dla mnie taką Buką z 'Muminków' 😀
Wizyt co tydzień nie planuję, ale co dwa… 😉 Oczywiście żartuję 😀 Co miesiąc? Zobaczymy 🙂
Bardzo, bardzo dziękuję Wam, dziewczyny, za wsparcie i możliwość wygadania się 🙂 Pomogło mi to w oswajaniu 🙂

Seldirima
Gość

Ja uwielbiam Szkieletora ;D Patrzenie na niego to czysta przyjemność, no ale trzeba po prostu takie rzeczy lubić.
Szybko się przyzwyczaisz do Krakowa – ja pamiętam swój pierwszy "samodzielny" dzień w Krk i ten strach, ale potem było oczywiście super.

Artinowy Świat
Gość

Może nie jest odkrywcza, ale na pewno pożyteczna 😉 Sporo osób ma z tym problem. Ja w ręcz przeciwnie, wybierając się do technikum z zamysłem szłam tam sama, aby nikogo nie znać 😉 (Czasem ma to ogromne plusy)
Ale przyznam, że dzięki n-k ;D udało mi się wybrać na spotkanie integracyje z moją nową (przyszłą) klasą.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Będę niedługo musiała szukać pracy. Wiesz, czego się boję? Tego, że będę dołączać do zgranego zespołu, a ja będę tam "nowa". Że będą patrzeć na mnie, oceniać, że nie będę umiała się dostosować, że będę popełniać błędy. I że w efekcie nie przedłużą mi okresu próbnego.

Wiem, że może być odwrotnie. Ale i tak się boję.

Marta

Artinowy Świat
Gość

Też się tego bałam. I nawet nie wiesz jak miło zostałam zaskoczona 😉

wonka080
Gość

U mnie było tak samo 🙂 Nie martw się! Jeżeli nawet się nie zgracie to trudno. Znajdzie się coś innego 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Był czas, kiedy często zmieniałam pracę i mimo nieśmiałości, nigdy nie miałam problemu z dołączaniem do zespołu. To jednak zupełnie inna sytuacja niż nowa szkoła czy studia. Zespół to grupa dobrze znających się ludzi, do których dołączasz, bo zostałaś wybrana w procesie rekrutacji. Uznali, że właśnie ty pasujesz, ze swoimi umiejętnościami i osobowością (tak, to również jest brane pod uwagę). Z reguły jest ktoś, kto będzie odpowiedzialny za ciebie, pokaże ci co i jak. Wszyscy wiedzą, że jesteś nowa i możesz czegoś nie wiedzieć. Moja rada: zadawaj dużo pytań, okażesz w ten sposób, że ci zależy i chcesz dobrze pracować.
Powodzenia!
Malwa

Lilit
Gość

Ja od kilku dni chodze do nowej szkoly. Niestety tutaj gdzie mieszkam nie ma takich apelów jak w PL, nigdzie tez nie jest wywieszana lista uczniow… Tak wiec metoda z fejsem odpada. W sumie zakumplowalam sie z kilkoma osobami, ale przeraza mnie ilosc klas w nowej szkole… Tam mozna sie zgubic! A szukanie sali numer XXX bywa czasami meczace zwlaszcza, ze w sumie sa dwa budynki. No i ponad 2000 uczniow 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Właśnie wybieram się do technikum i tą metodą wcześniej już poznałam swoją klasę. Co prawda nie wszystkich ale zawsze jakaś część, mieliśmy zdjęcie listy i wszystkich zaprosiliśmy do grupy na fb i siebie nawzajem. Pamiętam stres przed pierwszym spotkaniem, ale jak się okazało bardzo fajne osoby mam w klasie, wystarczyło wyciągnąć jakiś temat i od razu zaczynała się rozmowa, dzisiaj mieliśmy test i oprowadzenie po szkole i bardzo dobrze, że poznaliśmy się wczesniej, ponieważ trzymaliśmy się wszyscy razem i znaliśmy się już. Zapoznałam się bliżej z jedną z dziewczyn i prawie ciągle ze sobą rozmawiamy, piszemy itd. wiem, że tam… Czytaj więcej »

Luna
Gość

Powiem Ci, że z mojej perspektywy napisanie do obcej osoby na fejsie albo założenie grupy i pozapraszanie tam ludzi znalezionych na liście to dopiero zadanie wymagające odwagi! 😀 Jestem osobą dość nieśmiałą i w życiu bym się na takie coś nie zebrała. Właściwie to sama nawet nie wiem dlaczego ;). Za to już kilka razy (podstawówka, liceum, pierwsze i drugie studia, zajęcia pozalekcyjne) szłam całkowicie sama, nie znając nikogo i to za każdym razem działało, dość szybko poznawałam ludzi, dogadywałam się z nimi i było w porządku. Może po prostu swobodniej czuję się w kontaktach osobistych a nie wirtualnych? Warto… Czytaj więcej »

ona
Gość

Kiedyś też bardzo się wstydziłam i byłam nieśmiała, w szkołach nie miałam problemu ze znajomościami, bo zawsze miałam jakieś koleżanki, a w technikum, nawet specjalnie zmieniłam szkołę, bo chciałam być z nimi, dziś pewnie tak samo bym zrobiła, ale możliwe, że nie zmieniając tej decyzji, byłabym gdzie indziej i z kim innym. Za to na studia poszłam zupełnie sama, do oddalonego o 100 km miasta, bałam się i tęskniłam, ale miałam wspaniałą współlokatorkę, która też studiowała na tej samej uczelni. Moja zmiana nastawienia do ludzi i sytuacji wiąże się ze zmianą mojej samooceny i poznania swojej wartości. Prawdą jest, że… Czytaj więcej »

Wilczyca (S.M)
Gość

Mnie od podstawówki nikt nie znał, bo mieszkałam na końcu Krakowa, a oni na drugim i z nikim się na 100% nie zaprzyjaźniłam (może nie było warto?) Teraz, w gimnazjum, z ludźmi z mojej byłej klasy w ogóle nie mam kontaktu, a z dziewczyną, z którą się w miarę przyjaźniłam w podstawówce (była w innej klasie) utrzymuje sporadyczny kontakt. Teraz mam nową koleżankę, ale ona jak zwykle mieszka 1h drogi ode mnie 😉Nie chodzę na żadne kółka- z czystego lenistwa. Po ośmiu godzinach szkoły i zadaniu domowym w domu wolę iść na rolki, niż dłużej siedzeć w budzie…Na polepszenie stosunków… Czytaj więcej »

pidzamowa
Gość

Idąc na studia nie znałam absolutnie nikogo, tak samo nikt z bliskich znajomych nie poszedł do Gdańska. Czułam się z tym… świetnie 😉 Zaczęłam nowe życie, poznałam mnóstwo nowych ludzi za których dziękuję losowi do dziś bo są wspaniali. A starzy znajomi? Z tego co wiem to mają się dobrze, ale cały czas w swoim wąskim, licealnym gronie…

Seldirima
Gość

Na moich pierwszych studiach, świeżo po spotkaniu organizacyjnym, spotkałam przypadkowo chłopaka z roku na nocy filmowej w kinie. Zagadałam, że go kojarzę ze studiów itd. Efekt: potraktował mnie jak idiotkę i przez część studiów się ze mnie czasem nabijał. Ogólnie często spotykało mnie takie zachowanie – kiedy z własnej inicjatywy do kogoś zagadałam, "wyszłam" z cienia = idiotka, nie siedzi cicho. Dlatego nadal się tego obawiam, mimo że "wychodzę" do ludzi :/ Ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że jeśli z tymi ludźmi nie będę miała długo do czynienia (jak np. teraz na kursie prawa jazdy), to po co ryzykować?Do… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

przyszło mi do głowy tylko jedno wyjaśnienie, kliknelam na Twój blog i trafiła bez pudla – polarowa bluza, zwyczajne oprawki,wizerunek szarej szarej myszy 🙁 Kolega pewnie tak Cie potraktował, bo obawiał się,ze go podrywasz! Oczywiście jestem pewna,ze tego nie robilas, ale szkoda,ze się krzywdzisz… Widzę,ze kupujesz kosmetyki, dbasz o włosy, a wizualnie jest w Tobie cos takiego jak w Kamili ździebko z bloga a new life…. Nawet jeśli jesteś sympatyczna osoba,nie dajesz ludziom szansy i powodu,aby chcieli Cie poznać, wygląd mówi o nas bardzo wiele 🙁 poza tym ciągle widzę gdzieś Twoje komentarze i wszystkie są na nie, wszystkie! Zawsze… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Skarpetki były do baletek,a forever alone,nie słone. Pisane z telefonu.

ta na wiecznej diecie
Gość

Czyli mam rozumieć przez to, że jeśli nie wyglądam niczym wieszak ze sklepu z galerii handlowej, to oznacza to, że ktoś nie może być wobec mnie uprzejmy i normalnie porozmawiać? Chyba jestem zbyt mało nowoczesna, by zrozumieć Twoją logikę drogi Anonimie. 😀 Wydaję mi się, że autorka wcześniejszego komentarza trafia pechowo na same płytkie osoby. A jeśli chodzi chociażby o prawo jazdy, radzę Ci zagadać do kogoś. Też mialam wątpliwości, kiedy postanowilam w końcu nawiązać z kimś kontakt, bo jestem nieśmiała, ale potraktowałam to jako trening 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie,to inna sprawa. Znam wiele osób plus i bardzo plus size, ale chodzi o ogólne pierwsze. Wrazenie. Czy tego chcemy,czy nie, wyrabiamy sobie pierwszą opinie w kilka sekund. Są osoby,które nie zachęcają do ich poznania….

ta na wiecznej diecie
Gość

Pomyłka w tekście 🙂 chodziło o manekin ze sklepu, a nie wieszak 😉 ale w sumie czy to waga czy strój nie powinny mieć znaczenia w poznawaniu ludzi. A dla kogo mają, no to już zależy od samego człowieka. Ja staram się na przykład nie oceniać ludzi po wyglądzie. Moja siostra ma koleżankę, która rzeczywiście wizerunkiem przypomina już starszą kobietę (krótkie włosy, nosi okulary i czasami nawet korale), ale jest przesympatyczna i znalazła grono koleżanek, które nie skreśliły ją na początku. Nie lubię takiego rozgrzeszania ludzi i zrzucania winy na osobę, która wyróżnia się strojem i skłanianiem ją do zmian,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie zgodzę się Anionimku, to jak Seldrimę potraktował ten chłopak to kwestia tylko i wyłącznie jego osoby, ponieważ to on decyduje jak się zachowuje i co sobie na temat danej osoby pomyśli, a najwyraźniej coś tam sobie na jej temat uroił. Trudno, na świecie jest całkiem sporo osób, które nie zwrócą uwagi na Ciebie jako osobę tylko stworzą sobie jakieś wyobrażenie na podstawie chociażby ubrań. Ty najwyraźniej zakładasz, że osoby źle lub niemodnie ubrane nie dają szans by je polubić, odstraszają i zostaną na zawsze same tylko dlatego, że nie mają "ekstra ciuchów" 😉 Ogólnie bardzo zgadzam się tu z… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jeszcze tylko dodam na szybko.
Dziewczyno, bądź sobą, jeszcze spotkasz wartościowych ludzi na swojej drodze. Bo w końcu chyba o to chodzi, żeby polubili Cię taką jaką jesteś a nie za wygląd, makijaż czy drogie buty 😉
N.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja lubię takie osoby – zainteresowane przyrodą i mangą ;p
pozdrawiam

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mnie też zrobiło się słabo…

Moda na bio
Gość

Aniu, a wiesz ze ostatnio przeczytałam gdzies o wyborze kolorow garderoby i np ubranie się w cos czarnego z jednej strony zapewnia dystans i poczucie bezpieczenstwa względem innych. Może to nienajszczęsliwszy wybor na pierwszy dzien w nowym miejscu, gdy z założenia powinnismy wychodzic do ludzi, ale to też jakas metoda, by poczuc się pewniej. Pozdrawiam Beata

MeSzka
Gość

Wcześniejsze spotkania integracyjne są świetne 🙂 Byłam na takich przed LO i przed studiami – i było tak fajnie że każde było powtórzone jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego/akademickiego 🙂 Z moich obserwacji wynika, że nawet lepiej jest, jeśli przyjdzie mniej osób, łatwiej jest wtedy porozmawiać, pamięta się też imiona, co wcale nie jest takie proste gdy poznaje się dużo nowych ludzi + stres do tego. Zauważyłam niestety, że u mnie jest raczej odwrotnie niż u Ciebie, Aniu – jako dziecko nie miałam żadnych trudności z nawiązywaniem znajomości, nowymi zajęciami itp, Wraz z wiekiem się to trochę pogorszyło. Mam raczej wąskie… Czytaj więcej »

MeSzka
Gość

pamiętam, jeden z przyjemniejszych aspektów powrotu do Bdg 🙂

MeSzka
Gość

no pewnie, ciągle lubię poznawać nowych ludzi, po prostu nie jest to już takie łatwe jak kiedyś (jak byłam mała to można mnie było zostawić nawet z zupełnie obcymi osobami i po chwili miałam już pełno znajomych :))

K.
Gość

Skorzystałam z Twojej rady i założyłam grupę na fb dla swojego rocznika – ciekawa jestem, czy i co z tego wyniknie, bo przyznam, że chętnie poznałabym kogoś przed rozpoczęciem zajęć 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej, hej… ja od lat mam fobią społeczną i od roku już jako tako sobie z nią radzę 🙂 ale nie jest kolorowo. Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna to było totalne dno, pracy nie dostałam, ale nie poddaje się. Może większe szanse będę miała w pracy bardziej fizycznej. Grunt to znaleźć swoją wartość i otaczać się ludźmi, którzy tą wartość respektują, a odciąć od tych, którzy od lat wmawiają nam, że jesteśmy do niczego

megirosa
Gość

Ja mimo mojej nieśmiałości zawsze staram się zagadywać do nowych osób w grupie i je jakoś wkręcić. Niestety z doświadczenia sama wiem jak beznadziejnie się czuję w takich sytuacjach, będąc sama i zostawiona na pastwę losu 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Rozpoczęcie roku było dla mnie zawsze stresujące, ale do przeżycia. Do dzisiaj pamiętam pierwszy dzień w zerówce. Oczywiście zawsze byłam twarda i nie dawałam po sobie poznać,że czegoś się boję… Prawdziwy strach przyszedł wraz z przeprowadzką do dużego miasta. Miałam pójść do piątej klasy. Na rozpoczęcia chodziłam zwykle z mamą, tym razem miałam iść z tatą ( mama nie mogła bo pracowała). Mówiłam do mamy :"nie chcę iść z tatą, chcę z tobą" , płakałam w poduszkę… Rozpoczęcie było stresujące, pełno holi, nie wiadomo gdzie iść, biegające dzieci ..byłam przerażona.

Aleksandra Niemiecka Sofa
Gość

Też zawsze stresowały mnie "pierwsze razy" w nowych miejscach, ale wtedy najczęściej starałam się otaczać innymi ludźmi. Obserwowałam ich i wybierałam sobie osobę, która w jakiś sposób mnie przyciągała i pozwalała na przezwyciężenie nieśmiałości. A jeśli nie było zupełnie nikogo, to pamiętam, że pierwsze wieczory spędzałam płacząc 😛 Ot tak, po prostu. Nie lubię być sama 🙂

Kangarooo
Gość

doooobre! w sumie ja miałam podobnie,zawsze kogoś znałam. Skończyło się na studiach. Ale wtedy nie miałam problemu ze strachem przed nowymi ludźmi. Miałam swoich znajomych w rodzinnym mieście, a czy się z kimś zakumpluję na studiach było mi obojętne. Technikę będę mogła dopiero wykorzystać w przyszłości w przypadku jakiejś pracy czy coś … :p

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja proponuję zagadywanie do jak największej ilości osób, żeby po miesiącu się nie okazało, że zna się w sumie tylko tą jedną koleżankę, z którą się usiadło pierwszego września w ławce (oj, zdarzyło mi sie… 😉 )

hard-big-hand
Gość

Jak to dobrze, że szkołę mam już za sobą. Ale pamiętam jak dziś, jak to było jak mnie przyjmowano do pierwszej pracy i pani Tosia oprowadzała mnie po zakładzie pracy i przedstawiała wszystkim po kolei. Było to miłe, zabawne aczkolwiek męczące (in plus) doświadczenie 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja z kolei już kolejny raz sama wkraczam do nowej szkoły/klasy. Najpierw przeprowadziłam się do nowego miejsca, więc wszystko było nowe, ale to była druga klasa podstawówki, a wtedy nie miałam problemu z poznawaniem nowych ludzi. Później było gorzej. W gimnazjum przypisano mnie do zupełnie nowej klasy. Nikogo nie znałam, kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego nieustannie płakałam. Nie było źle, szybko poznałam nowych znajomych, a poza tym spotykałam się ze starymi przyjaciółmi, którzy chodzili do innych klas. Teraz jest jeszcze gorzej, bo do liceum, do którego się wybieram idę sama, zero znajomych, a niestety nie odważyłam się napisać do… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja od października zaczynam studia.. I w sumie jest wrzesień i już lekko odczuwam tą panikę związaną z ludzmi.. Chodzi o to, że w podstawówce i w gimnazjum szkoła była dla mnie super miejscem, miałam mnóstwo znajomych przyjaciół, wszyscy byli przyjaźni. W gimnazjum to już w ogóle byliśmy jak rodzina..No, ale tak jak i ty piszesz ja zarówno w podstawówce i gimnazjum znałam ludzi. . No, ale potem wymyśliłam sobie, że pojde do liceum nie znając nikogo.. Do innego miasta. Żeby "wyrosnąć", trochę się otworzyć na ludzi i tak dalej.. No i jakby kubeł zimnej wody mi ktoś wylał na… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dzięki za odpisanie:) Ja też mam nadzieję, że nie będzie jak w liceum:p Pozdrawiam

Nadula
Gość

Kurczę, ja juz po przeczytaniu tego posta mam ściśnięty brzuch. Idę do szkoły w kompletnie innym mieście i bardzo się cieszyłam i nie stresowałam, a dopiero teraz- gdzieś od dwóch tygodni zamiast szczęścia jest strach. Chętnie bym kogoś znalazła, ale tak dzień przed rozpoczęciem to chyba za późno :p

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nieprawda,ja poznalam wczoraj wieczorem! Nie jest za późno 🙂

paranoJa
Gość

Poznawanie ludzi, zwłaszcza w takich zorganizowanych grupach, zwykle przychodzi naturalnie – coś trzeba załatwić, coś ustalić, zrobić jakiś projekt i już mamy kolegów z klasy/grupy.

Megan ♥
Gość

Ja idę JUTRO do liceum i nikogo tam nie znam 🙁 Zawsze miałam 1 klasę od 10 lat (która i tak była głupia i nie miałam normalnej przyjaciółki xd) i teraz się trzęsę ze strachu… nie jestem kujonem, ale jakimś cudem dostałam sie do najlepszej szkoły xd i jedyna osoba która znam z widzenia… to chłopak ktory mi sie podoba ._. POMOCY !!! Wyslijcie mi link do jakiś artykułów czy cos 😀

Megan ♥
Gość

I niestety moja nowa szkoła nie ma listy przyjętych ://// !! Szukałam tez tydzien temu na fb i nic 🙁 A mojej kolezanka nic sie nie boi juz na cala swoja klase z fb 🙁

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A szkoła nie ma profilu na FB? Ja chciałam napisać tablicy szkoły,ale nie można publikowac postów, wooc poprosiła administratora o udostępnienie 🙂 w rezultacie już wczoraj poznalam 3 dziewczyny i się nie boje 🙂

Megan ♥
Gość

Szkoła ma stronę, ale co z tego skoro ja nie mam konta :(( Właśnie miałam sobie dzisiaj założyć, bo nie mogę raczej przedstawić sie jako Megan… w ogóle mam teraz doła nie wiem czy sie odważę jechać autobusem razem z całą wsią i moimi znajomymi z gim xd

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Załóż jeszcze dzisiaj 🙂 spokojnie,to tylko szkola !

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mam z tym duży problem, ale niestety Twoja rada mi nie pomoże, bo strasznym, totalnie nie-do-pokonania stresem byłoby dla mnie wyjść z propozycją takiego spotkania i potem na nie iść. Takie rady niestety działają chyba tylko u osób, które nie mają prawdziwego problemu z nawiązywaniem znajomości 🙁

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To kwalifikuje juz do wizyty u psychologa 🙁

Patrycja
Gość

Aniu, zastanawiam się czy mogłabyś napisać coś o tym jak nauczyć się mówić o sobie i siebie akceptować. Jakiś czas temu, kiedy na horyzoncie widziałam już awans jak mantra powtarzałam kierownikowi, że są lepsi, że wcale nie jestem taka dobra. Po prostu nie wierzyłam w to co umiem, ani tym bardziej nie potrafiłam przyznać, że w czymś jestem dobra. Nie doszłam nigdy do wniosku, że skoro daje z siebie wiele to podwyżka czy właśnie awans mi się należy. Przez to, że nie umiem się reklamować i mówić "tak, w tym jestem dobra" przechodzą mi koło nosa najlepsze oferty mimo, że… Czytaj więcej »

Płaszczoobrosła
Gość

Gorzej z osobami, dla których nie jest to zwykły strach tylko np. nerwicowy lęk.

bumi bubi
Gość

A polecisz coś na radzenie sobie ze stresem z którego się nie wychodzi?

bumi bubi
Gość

przy czymkolwiek, np w samej sytuacji możliwości niezobowiązującego pytania przez nauczyciela z ławki , przy sprzedaży prze zemnie czy produkt się spodoba 🙂 Przy rozmowie z inną osobą 🙂

bumi bubi
Gość

Trudno mi to ocenić z mojej perspektywy 🙂 Ale może to właśnie to więc chcę spróbować :))

bloo.
Gość

Też zawsze mam podobne obawy. Żeby się nie rozpisywać, nawiążę tylko do wspomnianego przez Ciebie elementu, od którego można zacząć rozmowę. Choć wydaje się to głupie to kilkukrotnie nawiązywałam rozmowę z innymi osobami zaczynającą się od np.: "jaki ma Pani ładny pierścionek!" Mam jeden bardzo charakterystyczny wisiorek i kilka razy specjalnie zakładałam go na nowe spotkania dając niejako innym powód do zaczepienia. No i cóż, taka głupotka a działa. 🙂

Panna Ka
Gość

Jak większość osób, też się stresowałam, bolał mnie brzuch, kręciło mi się z nerwów w głowie… Tak miałam od podstawówki, włącznie ze studiami. Wszystko skończyło się, jak poszłam do pracy i zaczęłam uważniej patrzeć na ludzi. Okazało się, że jestem bardziej otwarta i komunikatywna niż spora część osób, pierwsza zaczynam rozmowę, uśmiecham się i nie patrzę "z byka". Nie wiem czemu wcześniej tego nie wiedziałam. Teraz jestem dużo bardziej wyrozumiała dla siebie, bo jak przyjrzeć się ludziom, to często tylko zgrywają super "otwartych", a tak naprawdę stresują się nowymi sytuacjami, jak każdy inny. Teraz nawet lubię iść na jakiś kurs,… Czytaj więcej »

oxfordka
Gość

O mojej historii z technikum mogłabym napisać kilka stron 😀 jak było ciężko, jak siedziałam sama w ławce, nikomu nie ufałam na tyle by móc się z czegokolwiek wygadać a inni uważali mnie za dziwaka. Dziś utrzymuję kontakt z paroma dziewczynami 🙂 jeśli chodzi o pracę to było straszne… wiem czego się bałam… że to odpowiednia praca, że czegoś nie zrozumiem, ktoś kto mi coś tłumaczy się wkurzy że nic nie pojmuje (kiedy się stresuje to mam tak, że najprostszych poleceń nie rozumiem) pomijam fakt, że w tym samym zakładzie pracuje moja mama i powinno mi być raźniej, ale do… Czytaj więcej »

Michał
Gość

Stres… tak znam to uczucie, ale coraz rzadziej się pojawia 🙂 walczę z tym! Pozdrawiam 🙂