Ktoś mi napisał, że #Bangkok to syf, brudne miejsca z jedzeniem i szczury. „Sam jesteś syf” pomyślałam najpierw🙈 a potem stwierdziłam, że po prostu pokażę inne oblicze miasta.
Ja mam teraz taki mindset, że obecnie cieszy mnie nawet wycieczka do śmietnika (kwitną forsycje!) ale w podróży doświadczysz tego, co jest w Tobie, serio!
Jeden na Bali odnajdzie swoją duchowość, drugi smoothie bowla z ładną łyżeczką, trzeciego zachwycą fale a czwartego wodospady. Piąty będzie się cieszył, że z jego zachodnią pensją jest tanio i może robić co chce, bo stać go na mandaty. Znaczy - łapówki, nie znam nikogo kto zapłacił mandat na Bali, nawet jadąc napruty bez kasku.

Z Bangkokiem i każdym innym miejscem na ziemi jest tak samo. Znajdziesz to, czego szukasz, albo co przyciągasz swoim zachowaniem. Ja zawsze znajduję przygody!
A to jedzenie... nie tylko wyglądało, ale też smakowało. Sernik z cheddara to był taki foodgasm, że oglądając te zdjęcia aż się ślinię! Na wyżerkę zabrałam @justdeliciousx - trochę dlatego, że jest super, trochę dlatego, że mogłyśmy się dzielić i więcej spróbować🙈 ale Justyna jest dobrą kompanką foodgazmicznych wypraw, więc się nawet nie zastanawiała😁

Jedzenie było wyśmienite, ale ja lubię być nim dostymulowana, lubię jak coś ma różne smaki jednocześnie, jak ma różne faktury i tekstury, jak coś jest jednocześnie kremowe i miło rozpływa się po brzuszku, ale też ma coś chrupiącego. Kremowa jajecznica z plastrem boczku cieszy mnie tak samo jak... Burger z maczka🤣 może nie spodziewaliście się takiego zwrotu akcji, ale uwielbiam, cóż począć 🙈
Więcej na stories!
#foodporn #bangkok #cafebangkok #cafehoppingbkk #foodlover #omnomnom #slodkosci #cukiernia #ciastka #ciasto #podrozemaleiduze #podróże

Ktoś mi napisał, że #Bangkok...

Na bloga wskoczyły 3 propozycje filmów na wieczór, po których mam nadzieję, każda dziewczyna czytająca mojego bloga będzie mieć jakieś przemyślenia. A już najlepiej jak  wyrośnie z pomysłów na manipulacyjne „ja mu pokażę” i inne żenujące gierki, które tak ochoczo podpowiadają koleżanki przy winie😉

Ja tymczasem odkładam telefon (nie ma wstępu do łóżka przed snem!) i zamierzam przeczytać chociaż rozdział książki zanim zasnę po całym dniu zasuwania.
Straciłam przez tego wirusa masę projektów i nie kryję - boli! Ale chwyciłam się zaraz za inne rzeczy i nie mam czasu rozpaczać nad tamtym, trzeba iść do przodu. To jest moment na poprawienie CV, potrenowanie do rozmów kwalifikacyjnych, nauczenie się obsługi nowego programu - polecam bardzo niedoceniany profil @dorisinsocialmedia, która zdradza naprawdę fajne wskazówki jako specjalistka od Linked In. Na rekrutacji zna się jak mało kto, a wiedzą dzieli się za darmo na insta.
Dobrej nocy!
#kwarantanna #bangkok #podróże #podrozemaleiduze #kiedytobylo #filmy #aniamaluje

Na bloga wskoczyły 3 propozycje...

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Odpłacać hejterom pięknym za nadobne? Moje podejście do hejtu


Nie lubię negatywnej energii. Jest zupełnie bez sensu, nie czyni świata lepszym ani bardziej przyjaznym miejscem. Jednak istnieje. A na tej planecie jest zaskakująco wiele osób, które lubią zatruwać go bardziej.
Niedawno w internecie znowu zawrzało. Znani blogerzy postanowili rozprawić się z hejterką. Nieroztropna dziewczyna pisała niemiłe komentarze pod własnym imieniem i nazwiskiem. Autorzy bloga zdecydowali się działać, a ponieważ komentarze obrażały matki, zadzwonili do pracodawcy (dziewczyna pracowała w kawiarni przyjaznej matkom). W efekcie telefonu, pracodawca postanowił hejterkę zwolnić. Tyle skrót, całość historii na blogu SuperStyler [1]
Dostałam ogromną ilość [2] pytań na ten temat i kto zadał na snapie lub stories ten dostał odpowiedź, ale pytań przybywało i przybywało. W końcu zapytałam Was na instagramie czy chcecie o tym posłuchać i wyraziliście taką chęć, o tutaj .
Sprawa jest mocno kontrowersyjna. Najkrótsza możliwa odpowiedź na to pytanie jest następująca.
Sprawa jest skomplikowana. Tak, uważam że zachowanie hejterki było nie na miejscu. Nie jej oceniać tuszę autorki. Ale kim ja jestem by oceniać dziewczynę? Toteż tego nie czynię, mogę się odnieść jedynie do jej zachowania. Czy zadzwoniłabym ze skargą do pracodawcy?
Nie.
Bo nie jestem kimś, kto może decydować o karierze drugiego człowieka. 
Nie czuję się uprawniona do oceniania i osądzania innych ludzi. Również autorów bloga, którzy podjęli takie a nie inne środki. Zrobili co uważali za słuszne, nic mi do tego.
Co ja bym zrobiła?
Dałabym dziewczynie bana. I tyle.
mięso na targu w Bangkoku
Zaraz wyjaśnię sens tego obrazka. Dłuższa odpowiedź jest bardziej skomplikowana.
Bloguję całe swoje dorosłe życie i ładny kawałek tego nastoletniego.
Pierwszy raz z hejtem zetknęłam się gdy ktoś założył parodię mojego photobloga ;). Ludzie pytali mnie o to, dlaczego nie poszłam do bierzmowania. Nie poszłam, bo nie jestem wyznawczynią żadnej religii, w tym nie czuję się członkiem Kościoła rzymskokatolickiego. Wierzę w Boga takiego, jak w Ewangelii Jana. W miłość.  Ktoś odpisał że  przecież wszyscy idą i korona mi z głowy nie spadnie.
Odpisałam wtedy, że “bo wszyscy” jest dość niefortunnym uzasadnieniem. Przywołałam łacińską maksymę głoszącą, że tłum to argument dla zła. I nadal się z tą maksymą zgadzam, ale o tym dalej.
Krótko po tym doczekałam się parodii własnego bloga. Ktoś włożył w to dużo pracy, bo musiał czytać wszystkie moje teksty i komentarze. Przyznam, że parodia była całkiem zabawna, ale zapamiętałam tylko jeden post w którym autorka stwierdziła że ja nawet kostkę rosołową używam niezgodnie z instrukcją, bo nie będę robić jak wszyscy 😅.
Gdy zagłębiłam się w tego bloga, czułam się jak na rozmowie z własną babcią. Wszystko robiłam nie tak! Pisałam nie o tym co trzeba. Pisałam za często, męcząc czytelników swoimi wypocinami. Innym razem pisałam za rzadko, w ogóle tych czytelników nie szanując, przecież co to za wysiłek napisać tekst. Pisałam za mądrze. Na pewno ktoś mi te teksty pisał, przecież to niemożliwe abym znała tyle książek i cytatów. Mój blog miał rzekomo aż trzech autorów (ponoć niemożliwe było tyle pisać przy moich licznych zajęciach). Miałam genetycznie dobrą figurę (jeśli genetyka to 3x w tygodniu treningi karate, w-f w szkole i 2 x w tygodniu basen to spoko :D), bo to niemożliwe tyle jeść i być szczupłym. Co więcej! Ja na pewno parodię czytałam! Każdy mój tekst był interpretowany na jeden z dwóch sposobów –
– na pewno to czyta, w najnowszym tekście TŁUMACZY SIĘ dlaczego tak rzadko pisała. Pozdrawiamy Aniu!
lub
– Na pewno to czyta i teraz by udawać że nie, będzie dalej brnęła. Pozdrawiamy Aniu!
Ciekawostka jest taka, że dowiedziałam się o tej parodii ze dwa miesiące po jej powstaniu i nie miałam o niej pojęcia, zatem ani nie brnęłam ani się nie tłumaczyłam ;).
😄
Ale potem rzeczywiście – odświeżałam parodię każdego dnia, by sprawdzić co tam znowu piszą. Nawet się od niej uzależniłam, byłam ciekawa do czego autor tym razem się przyczepi. Zmarnowałam w ten sposób bardzo dużo czasu, w końcu moją zabawę popsuło zablokowanie tamtego bloga przez administrację. Nie wiem kto go zgłosił ale czułam wtedy lekki żal, bo uzależniłam się od tej lektury.
Dlaczego zatem zmarnowałam sporo czasu?
Bo to nie wniosło nic wartościowego do mojego życia. Nic.
Wyobraź sobie jabłko. Zwykłe, dobre jabłko. Nie każdy musi lubić jabłka. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie ich fanem. Ale dopierdalanie się do jabłka że jest za okrągłe, za kwaśne, za pospolite, za nudne, za czerwone (bo ktoś lubi zielone), za swojskie i za oczywiste jest z lekka dziwne. Gdyby ktoś założył stronę anty-jabłka też nie byłby chyba normalny. Nie lubisz jabłek – olewasz jabłka i żyjesz dalej.
NIE ROZUMIEM FENOMENU JABŁEK i inne typowe teksty praktycznie wyczerpywały repertuar z tekstu “9 sposobów na bycie chujem w internecie
Kto pamięta moją wpadkę z batatami?
Historia lubi się powtarzać. I tutaj chciałabym powrócić do sytuacji z początku. Kilka lat temu ktoś mi napisał, że jestem obgadywana na pewnym zamkniętym forum. Zarejestrowałam się tam jako ja (bez ukrywania tożsamości), zapoznałam się z krytyką.  W większości wynikała z nadinterpretacji i filtrów w głowie oceniającego, ale kilka uwag sobie nawet przemyślałam. Podziękowałam, wyrejestrowałam się i nigdy więcej tam nie weszłam.
Na moje nieszczęście tuż przed usunięciem konta (lub ostatnim wylogowaniem się, nie pamiętam jak to tam działało), zerknęłam na tematy o innych osobach.
I stwierdziłam, że trzeba mieć nieźle pomieszane w głowie, aby czepiać się kogoś, że:
– jest zbyt pozytywny, zbyt nudny, ma nie taki wygląd, nosi ubrania które pogrubiają, ma za dużo współprac (sprzedał się) lub nie ma ich wcale (jest tak beznadziejny że nawet tego nie ogarnia), polecił krem do twarzy, który u krytykantki się nie sprawdził (więc ściemnia), bo autorce nie przyszło do głowy że nie ma uniwersalnego kremu działającego dla wszystkich. 

Jak mawiał mój ukochany Carl Gustav Jung – The shoe that fits one person pinches another; there is no recipe for living that suits all cases
To że mnie ktoś sobie obgadywał – życie 🙂 Pojazd po innych był wyjątkowo niesmaczny.
I tu przechodzimy do sedna historii, którą to przypomniał mi case z bloga Superstyler. Jakiś czas temu, rok a może więcej, napisała do mnie “nawrócona” uczestniczka tamtego forum. Napisała, że nie wie czemu to robiła, że jest jej głupio ale miała gorszy okres w życiu i podzieliła się ze mną personaliami kilku uczestniczek tamtego forum. Z adnotacją “zrób z tym co chcesz”.
I nie jest prawdą obiegowa opinia, że hejter to zawsze nieudacznik życiowy, brzydki, nieszczęśliwy.
Dziewczyna wyjątkowo uwzięła się na jedną doktor bodajże z Krakowa, pasjonującą się historią sztuki. Były tam też inne blogerki (pozdrawiam, pewnie skrzyżujemy się jak gdyby nigdy nic spojrzeniami na jakiejś konferencji/spotkaniu prasowym 😉), dziewczyna malująca piękne kubki, inna o bardzo ładnych włosach. Cały przekrój społeczeństwa, nie pamiętam już nawet dokładnie ale zwykli, normalni ludzie.
Niestety autorka maila na moje “dzięki, ale nie zamierzam nic z tymi danymi robić” bardzo uwzięła się na niejaką Klaudię (tą, co robiła karierę naukową, zdecydowałam się zminić imię) i chciała zgłosić to anonimowo na jej uczelnię. Zrobiło mi się przykro. To, co ktoś robi po godzinach to jest jego sprawa. Tak samo z dziewczyną, która po interwencji blogerów straciła pracę. Trochę przykre.
Nie postępuję w ten sposób. Nie wierzę w oko za oko. Moi znajomi mają mi za złe, że za bardzo wierzę w ludzi. Ktoś mi mówi, że “Asia” mnie obgaduje, ja odpowiadam zawsze to samo – dzięki, będę miała w głowie czerwoną lampkę. Daję dziewczynie drugą szansę. Czasem kontrolnie sprawdzam czy danej osobie można ufać. Można to zrobić w bardzo prosty sposób, podrzucam pomysł:
Gdy ktoś zapyta cię “ile dostałaś za zlecenie dla XYZ”, odpowiadam coś mijającego się z prawdą dodając, że mam umowę o poufności i proszę – zachowaj to dla siebie.
Kwota jest zmyślona. Jeśli potem plotka do mnie wraca, wiem od kogo wypłynęła. Właśnie po tej zmyślonej kwocie. I dalej się do siebie uśmiechamy, słuchamy “co u ciebie” i innych bzdur, ale mam w głowie czerwoną lampkę. 
[Zazwyczaj opowiadam coś prawdziwego, ale z jednym nic nie znaczącym detalem mijającym się z prawdą, np. zmieniam czyjeś imię. Nie lubię kłamać, jestem w tym bardzo słaba i muszę sobie notować co komu powiedziałam :D].
Miłujcie nieprzyjaciół waszych, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, błogosławcie tym, którzy was przeklinają, módlcie się za tych, którzy was krzywdzą. (Łk; 6:27-28)
Nie wierzę w oko za oko.
Jestem natomiast za usuwaniem śmieci. 
Co innego, gdy ktoś przegnie pałę. Jeśli coś wyczerpuje znamiona przestępstwa lub wykroczenia (np. zniesławienie, stalking), nie ma co się patyczkować i warto podjąć kroki prawne. Z doświadczenia znajomych – jedno pismo od prawnika i dana osoba pokornieje, robiąc się potulna jak baranek. Ot, kozak w necie, pizda w świecie :). 
Zacznijmy od tego, że dzisiaj ludzie są tak zapatrzeni w czubek własnego nosa, że każdą krytykę traktują jak hejt. Bardzo dobre rozróżnienie krytyki, hejtu i trollingu zrobiła Monika Czaplika – polecam prezentację oraz bloga :). Po drugie – można znaleźć na ten temat artykuły naukowe, np. ten .
Konstruktywna krytyka to bardzo trudna sztuka. Napisałam kiedyś szczegółowy tekst z przykładami, pokazując w prosty sposób jak wygląda. Konstruktywną krytykę zawsze na blogu zaakceptuję.
Ja rozwiązałam ten problem poprzez regulamin . Tak jak niektórzy każą gościom zdejmować buty i w złym tonie może być plucie do zupy gospodarza czy palenie papierosów w jego salonie, tak ja ustaliłam swoje zasady i nie pozwalam tutaj np. na defetyzm czy zachowania wspierające wyuczoną bezradność ;).
Usuwam komentarze, które nie spełniają regulaminu. Nie dyskutuję, nie tłumaczę, ew. odsyłam do regulaminu jak policjant udzielający za pierwszym razem tylko pouczenia. To działa jak z dzikim wysypiskiem śmieci. Zaczyna się od jednego papierka. Potem jest drugi i trzeci a każdy kolejny myśli “i tak jest brudno, więc co za różnica”. Warto ucinać takie zachowania w zarodku. 
Po drugie – sam fakt hejtowania czy czekania na cudze potknięcia jest już wystarczającą karą. Podobnie jak z dzikim wysypiskiem śmieci, zaczyna się od jednego papierka. Potem jest drugi, trzeci i stara opona. A potem cała górka śmieci.
 W ten sposób, według badań rozwijają się u hejtujących cechy z tzw. dark triad, czyli narcyzm, makiawelizm i psychopatia. Pisałam o tym szerzej w tekście “Niewinne zachowanie, które robi z Ciebie potwora“. Warto zapoznać się z przytaczanymi tam badaniami. Ludzie hejtują by rozładować swoje napięcie i odczuć ulgę, a w rzeczywistości pogłębiają swoją niewesołą sytuację. 
Nie uważam też, że osoby którym się zdarzy są jakieś złe, są nieudacznikami i tak dalej. Warto zdawać sobie sprawę z mechanizmów jakie nami rządzą. Czasami to okoliczności budzą w nas różne cechy. Pamiętacie jak poszłam w koronkowych szortach do dżungli? 😀 Z nieodpowiedzialnym przewodnikiem, bez latarki, łączności. Zdałam sobie sprawę z tego co robię trochę za późno. Polecam bardzo gorąco książkę “Efekt Lucyfera – dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?”. Pozwala lepiej zrozumieć zbrodnie wojenne, masowe mordy i inne tragedie. Warto zrozumieć mechanikę takich zdarzeń i przeciwdziałać im przez ucięcie ich w zarodku. Jedyne rozwiązanie jakie widzę, to edukacja i świadomość. Praca profesora Zimmbardo wiele wniosła do naszego świata. Trochę więcej o niej pisałam w tekście “Książki, które zmieniły moje życie“.
Podam Wam konkretne przykłady za co na przestrzeni lat byłam wielokrotnie hejtowana/krytykowana w sposób zdecydowanie niekonstruktywny 🙂
– Za znajomość z Dorotą z bloga Olfaktoria – Dorota wzbudza różne emocje i to zdecydowanie “z nią” na mojego bloga przyszło dużo hejtu. Nie wiem jak sobie wyobrażają to krytykanci, że znajomość z kimś sprawia, że nagle 100% poglądów jednej i drugiej osoby pokrywa się 1:1? Nie wyobrażam sobie zrywać z kimś znajomości tylko dlatego, że nie pasuje do “mojego” wizerunku jaki ktoś zbudował sobie w głowie. Kim bym wtedy była? Interesowną, traktującą ludzi przedmiotowo, malutką Anią.
Mam przeróżnych znajomych, od lewej do prawej strony sceny politycznej. Uważam to za dobry trening argumentacji i cierpliwości.
Ciekawostka – widziałam się z Dorotą chyba mniej niż 10 x w całym życiu 😉. I tak – wiele cech w Dorocie cenię.
– Za częste linkowanie do innych, np. Natalii z Blondhaircare . “Bo ciągle ją promuję”. 😀 Polecam wiele przeróżnych blogów, jednak w nawale obowiązków rzadko mam czas na przeszukiwanie internetu w celu znalezienia świeżynek do “tygodnika”. To zrozumiałe, że czytam blogi znanych mi osób i jeśli coś uznam za interesujące – podrzucam linki do nich. Nie wiem w jakim świecie żyją osoby węszące w tym takie zachowania jak “interesowność” “podlizywanie się”, “kółko wzajemnej adoracji”. No ale widzimy w innych nasze własne cechy, więc życzę jedynie jak najwięcej szczęśliwych, bezinteresownych relacji. 
– Za bronienie innych. Nie zawsze byłam tak pozytywna, jest to nieustanna praca nad sobą. Wystarczy zerknąć w moje archiwum 😉 Znajdzie się kilka krytycznych tekstów, z których wcale nie jestem dumna. Nie zliczę ile pomyj próbowano na mnie wylać, gdy zdecydowałam się stanąć publicznie w obronie Marysi i innych osób. Cóż, nie zamierzam pisać pod publiczkę 😉
– Za to, że “mój blog kiedyś był o czymś” a teraz to mydło i powidło. Prawda! Mój blog na samym początku był o czymś. O urodzie. A potem było mydło i powidło. I z każdą nową tematyką odchodziły osoby niezadowolone ze zmian jakie tu zachodzą. W ich miejsce przychodziło dwa razy więcej nowych. Nie wszystkim wszystko musi się podobać ;). Dla mnie ważne jest to, bym sama czuła z pisania frajdę. Nie poczucie obowiązku. 
Osobną kategorią jest czepianie się mojego stylu ubierania. Raz chodzę w dresie, raz w sukience i zawsze coś komuś nie pasuje. Cóż – na bloga zagląda w miesiącu 200 tysięcy osób. Gdybym chciała przypodobać się każdemu – zwariowałabym. Zjawisko wyjątkowo nasiliło się wtedy, gdy dostałam się na studia doktoranckie. Od tej pory fakt studiowania stał się “uzasadnieniem” dla takiej krytyki. Za pierwszym razem gdy po prostu na te studia się dostałam – w tekście z wakacji z Grecji znajdziecie “kontrowersyjne” zdjęcie.  Cóż, takie zachowania to nic nowego. Proste schematy poznawcze typu – pokazuje dekolt=pustak są mocno zakorzenione w naszym społeczeństwie. Wystarczy spojrzeć co się dzieje z mądrymi dziewczynami uprawiającymi trudny sport jakim jest pole dance (taniec na rurce). Obserwującym przegrzewają się styki, bo nagle inteligencja i rurka muszą wystąpić obok siebie, a przecież to NIEMOŻLIWE.
Ach, przy okazji – fakt prowadzenia tego bloga nie jest żadną tajemnicą na mojej uczelni. Wie o nim zarówno moja Promotor jak i Szef Studiów Doktoranckich (swoją drogą, pozdrawiam czytelniczkę Anitę, która pisała pracę magisterską poświęconą między innymi mojemu blogowi).
– Wyciąganie wniosków na wyrost – kejs z Kambodży 😀 Ktoś mi zarzucił podwójne standardy, że jechałam na miękkim siedzeniu (w domyśle – w klasie pierwszej) za cenę klasy trzeciej, a miałam pretensje o oszukanie nas na innych biletach. Byłoby bardzo miło, gdyby przed rozwiązaniem równania ktoś podstawił właściwe dane – w tym pociągu wszystkie bilety i miejsca były w klasie trzeciej. Jedynie sztywne ławki mieli jadący za darmo – mnisi i starsi. Nie ja tworzyłam zasady w pociągu do Kambodży ;).
– Nadinterpretacja – chyba ktoś zarzucił mi pogardę wobec Azjatów (bzdura!). Ktoś, kto sam gardzi innymi ludźmi (akurat blogerami).  Aż chciałoby się zacytować “Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?”. Od lat pogarda jest mi bardzo daleka. 

– Podstawowy błąd atrybucji i efekt Golema – nie winię osób dorzucających kamień do całej ich górki. Gdy inni nadają czemuś negatywną etykietę – sami widzimy to przez “czarne okulary”. Wciąż pamiętam jak koleżanka dostawała zawsze dostateczny minus za swoje wypracowania a ja zawsze piątkę. Pewnego dnia napisałam jej pracę a ona moją. I tak dostałyśmy jak zawsze – ja bardzo dobry, ona trzy minus. Zawsze o tym pamiętam i fakt, że student/uczeń/podwykonawca nie wywiązał się należycie ze swoich obowiązków, nie rzutuje na moją ocenę dnia następnego. Staram się za każdym razem podchodzić do tego z czystym umysłem i pozbywać się swoich przed-założeń. Nie jest to łatwe, ale bardzo się staram.

– Nie umiesz przyjąć krytyki!!! Cóż. Znam bardzo mało osób, które potrafią krytykować konstruktywnie. Mój Ojciec. Moja promotor. Może jeszcze z pięć innych. Na blogu czasami taka krytyka się pojawia i ja ją rozważam. Czytam książkę prezentującą inny punkt widzenia. Kupuję prasowacz parowy zamiast trzymać się kurczowo ubrań, które się nie gniotą. A czasami rozważam, ale i tak robię po swojemu, bo to moje życie. Idealnie opisała to autorka bloga Matka Tylko Jedna 🙂

Plus pretensje, że znalazłam się w jakimś rankingu, że mam dużo czytelników. To takie pierwsze z brzegu, które wypluło mi monitori i zapamiętałam. Hej! Nic nie stoi na przeszkodzie, aby Ciebie też czytało dużo osób ;). 
Najczęściej mam jednak styczność z bardzo prostym rozumowaniem, takim jak w cytowanym fragmencie. Ludzie oceniają mnie swoją miarą pod każdym względem. Na pewno “nie mam znajomych poza blogosferą, bo przecież na bank napisałabym o tym na blogu” (no raczej nie 😀 to, że ja upubliczniam jakiś kawałek swojego życia nie oznacza, że inni też mają na to ochotę) i pierdylion innych rzeczy pod hasłem “ja nie mogłabym chodzić w sukienkach bo…” “nie wyobrażam sobie nie myć włosów codziennie”, “nie rozumiem jak ona może jeść to i to, na pewno….” i inne pierdololo ;-). Cóż, każdy z nas jest inny, ja mogę polecić jedynie książkę “Dwie racjonalności, od filozofii sensu…
i życzyć wszystkim ważniejszych problemów w życiu :).
Szczególnie tej dziewczynie, która od lat jest niezadowolona ze swojej pracy, boli ją kręgosłup i narażona jest na ciągły stres co powoduje problemy z wypadającymi włosami. Niezależnie od tego co robisz w poszukiwaniu poparcia i uznania w internecie – wciąż życzę Ci dobrze. Wiedz tylko proszę, że sama inwestujesz własną energię w swoje problemy i robiąc tak nadal ich nie rozwiążesz, a jedynie pogłębisz. 
Jak sobie z tym radzę? Nauczona doświadczeniem z photobloga – nie czytam. Nie inwestuję w to myśli. Często ktoś mi “donosi” na maila czy “do szufladki” na instagramie, że inna blogerka robi mi koło dupy i tak dalej. Zawsze proszę o nie nadsyłanie takich informacji, zawsze dziękuję, zawsze zapalam sobie czerwoną lampkę ale nie traktuję tego jako pewnik, bo łatwo jest kogoś pomówić. Gdy monitori pokazuje mi taki wynik, klikam “wyklucz” lub “wyklucz tego autora”.
Nie chcę jednak mścić się na takich osobach, bo to do niczego nie prowadzi. Nie ma Karguli bez Pawlaków.

Arystoteles podobno mówił, że jesteśmy tym, co w swoim życiu powtarzamy najczęściej. Emerson, że jesteśmy tym, o czym przez cały dzień myślimy. Ja staram się myśleć o pozytywnych rzeczach i takimi się zajmować ;).

_______

[2] Tak wiem, znam różnicę między liczbą a ilością, bardzo podobała mi się kiedyś stara szkoła:  “Istotnie, mieszkało w pałacu królewskim kilkaset kobiet zmarłego faraona z odpowiednią ilością dzieci i służby. (Bolesław Prus, Faraon)
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Previous
10 niesamowitych eksperymentów z jajkiem – gumowa skorupka, srebrne jajo i inne
Odpłacać hejterom pięknym za nadobne? Moje podejście do hejtu