Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

– Masz juz chłopaka?
– Kiedy ci się w końcu oświadczy?
– Kiedy ślub?
– Kiedy dziecko? Staracie się?
- Kiedy drugie?

Są pytania, których się po prostu nie zadaje🤫... w tym momencie słyszę głośny śmiech wszystkich moich znajomych, którym zadałam najbardziej niedyskretne pytania na świecie, ale proszę Was, przypomnijcie sobie - zanim ustaliliśmy, że jesteśmy ok z tym levelem szczerości, zapytałam „czy mogę ci zadać BARDZO osobiste pytanie?”.
No, to wyjaśnione🙈🤣
Osobiście bliskie jest mi zdanie - „nikt nie jest w stanie zranić cię, bez twojej zgody”. Jak zapytasz singielki z wyboru o to, kiedy w końcu sobie kogoś znajdzie, to jej nie dotknie, w odróżnieniu od dziewczyny, która rozpaczliwie szuka od  lat „tego jedynego”.
Nigdy nie wiemy, co przeżywa kobieta, którą pytasz „to jak, kiedy planujecie dziecko?”. Mogła niedawno poronić albo starać się bezskutecznie od kilku lat i sprawisz jej tym niepotrzebną przykrość. 
NAWET JA😂 wiem, że pewnych pytań nie zadaje się ludziom, z którymi nie jesteśmy bardzo blisko. I chciałabym, abyście zapamiętali. Ale też warto nauczyć się trochę asertywności! Nie mam problemu z rozmawianiem szczerze o pieniądzach, wyborach, traumach z dzieciństwa  z ludźmi, z którymi jestem bliżej, ale też nie mam problemu z powiedzeniem „wybacz, nie odpowiem ci na to pytanie”, „podpisałam srogie NDA, nie mogę powiedzieć”, „to moja osobista sprawa”.
Moja czytelniczka z kolei na pytanie „kiedy w końcu dziecko, wszystkie twoje koleżanki już mają” zapytała starej ciotki „kiedy w końcu twój pogrzeb? wszystkie twojego koleżanki już po”.
No tak też można, ale po co🤪
Trzymajcie się!

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #aniamaluje #szczerze_pisząc #święta

– Masz juz chłopaka? –...

Makaroniki, byłe marzenia i powrót z Azji [TYGODNIK]

Nie mogę uwierzyć że moja przygoda dobiegła już końca! To był mój pierwszy tak długi pobyt poza krajem. Co więcej – kompletnie nieplanowany.

Za pierwszym razem było prościej. Grudzień, dużo wolnego, święta. Zimną Polskę zamienić na ciepłą Tajlandię – kusiło. Całe życie (lol, to brzmi jakbym miała z siedemdziesiąt lat😜) podejmowałam raczej zachowawcze decyzje. Serio, jestem tą osobą która wpisuje w swoje zeznanie podatkowe rzeczy jakich raczej nikt nie wpisuje. 50 zł otrzymane od dalekiej krewnej na imieniny i tak dalej. Pamiętam w jaką panikę wpadłam gdy miałam wizytę u lekarza w terminie kolokwium z matematyki. Byłam gotowa ją odwołać by zrobić wszystko jak należy. Ja, terminowa, sumienna i obowiązkowa Ania. 
Każdy ma swoją granicę szaleństwa gdzieś indziej. Dla mnie ten miesiąc w Azji był właśnie jej przekroczeniem. Można się z tego śmiać, nie dbam o to :).
Za pierwszym razem poczułam coś niesamowitego. Niczym nieskrępowaną wolność i przede wszystkim – zdrowie. Nie chciałabym się w żadnym razie żalić, ale w ciągu ostatniego roku dostałam od życia po dupie. Za swoją butę i arogancję życie plasnęło mnie w potylicę. Tak jak ogarnęłam swoje oskrzela i było długi czas ok, tak demony z przeszłości wróciły i znowu zaczęłam walczyć o oddech. Repertuar wypracowanych ćwiczeń i cały arsenał ziół i cudów na kiju stał się niewystarczający. Tak się cieszyłam, miałam masę planów i celów, a życie pokazało mi środkowy palec.
Przypomina mi o tym biały stół kuchenny wraz z czterema krzesłami, komplet garnków oraz wciąż nierozpakowany planetarny robot kuchenny. Wszystko z myślą o przeprowadzce.
Pierwszym zapalnikiem były Włochy – przyjazny klimat uspokoił mój oddech ale też kazał się zastanowić nad sensem mieszkania w Polsce. Nigdy wcześniej na poważnie o tym nie myślałam. Może czasami w nerwach myślałam o rzuceniu wszystkiego w cholerę i emigracji na jakieś Filipiny. Ale mówiłam to w ten sam sposób w jaki mówi się o pieprznięciu wszystkiego i ucieczce w Bieszczady. Gadanie dla gadania.
No ale to był maj. Zaraz przyszło lato i czułam się całkiem okej.  Jedynie myśl o mieszkaniu zamieniła się w myśl o małej działce oraz budownictwie alternatywnym. Wkręciłam się w pasywne domy, eko-budowy, domy kanadyjskie i kopuły.  Nikt kto nie myśli o tym serio, nie zaczyna czytać regulacji prawnych na ten temat.
Obuchem w głowę dostałam jesienią. Gdyby nie ratunek w postaci Cypru to pewnie skończyłabym z lekami których tak rozpaczliwie nie chcę nigdy więcej brać. Wróciłabym do punktu wyjścia.
Wielbię dzisiaj plan zagospodarowania przestrzennego, który tak wkurzył mnie na etapie wyboru działki. Byłam o krok od podjęcia decyzji i realizacji marzenia, które nie było moim marzeniem. Wtedy tego nie wiedziałam i byłam wściekła na trzy kolory elewacji z pośród których musiałabym wybrać. Postanowiłam odłożyć temat do wiosny. 
W ten sposób bzdura uchroniła mnie od podjęcia najgorszej decyzji w życiu. Decyzji, która wydawała mi się spełnieniem marzeń.
Gdzieś jest świat w którym moje dolegliwości nie istnieją. Dzieli mnie od niego cała noc w samolocie. Ktoś powie – ech, nic prostszego. Wyjedź i ciesz się zdrowiem.
Hmmm… 
Lubię swoje polskie życie. Mam ulubione miejsca, ulubione jedzenie, są tu ludzie których kocham. Bardzo się cieszę, że nie zdążyłam zapuszczać korzeni. Jestem w tym momencie jak sadzonka gotowa do tego by gdzieś osiąść. Jeszcze mogę się chwilę pognieść w doniczce, jeszcze mam trochę czasu.
Pierwszy raz w Tajlandii był super, chociaż ta decyzja i tak była dość szalona. Gdy Ola z Łukaszem zaprosili mnie po raz drugi, byłam na nie. Jedyne sensowne loty oznaczały miesiąc na innym kontynencie. Ktoś powie – phi! co to niby jest miesiąc, jedź dziewczyno i się nie zastanawiaj. 
To jak trudne technicznie było ogarnięcie tej podróży skłoniło mnie do wielu przemyśleń.
Jeden głupi miesiąc a ja miałam tak wiele spraw do załatwienia i tak wiele musiałam zostawić z poczuciem, że kogoś zawiodę. Musiałam przemyśleć czy mnie na to stać. Finansowo, psychicznie. Zaskakująco wiele trzymało mnie na miejscu ale ważniejsze okazało się zdrowie.
Na szczęście gospodarze nie dali się zbyć i namawiali mnie kilka razy. Jestem im za to niewypowiedzianie wdzięczna🙌.
Kończy się kolejna #przygoda 🙏podczas tego miesiąca zrobiłam wiele nowych rzeczy. I fajnych i głupich. #Tajlandia pozwoliła mi skakać po falach (kilka razy mnie zmyły). #Malezja pozwoliła mi spróbować najpyszniejszych chlebków #naan na świecie. Wiem już jak smakuje niebo ale także jak smakuje #durian. Podpowiem – jak wymioty zmieszane z syropem z cebuli. Kąpałam się w #infinitypool z widokiem na całe #KualaLumpur oraz słynne #Petronastwintowers. Pozwoliłam sobie zrobić zdjęcia ze mną kilku Azjatom, chociaż sama nie podchodzę do nich mówiąc ze chcę fotkę bo są tacy azjatyccy 😂. Nurkowałam z #babysharks, chociaż się bałam bo mały #rekin to wciąż rekin, zrobiłam potem większa głupotę i wybrałam się do dżungli oraz jaskiń. Skolopendry, węże, tarantule – mam dość na całe życie🙈. Byłam w centrum w którym ratują #gibony a potem ryby obgryzały mi stopy w #fishspa. Kolejny raz poczułam czym jest #tajskimasaz. Byłam w resorcie pełnym bogatych Rosjan (spokojnie, za mniejszy hajs😅) oraz spałam za jakieś 15 zł w dżungli z gekonami w domku oraz dziura w podłodze stanowiąca kanalizację. Nature back tu nature, jak powiedział nasz super przewodnik w #Langkawi (Malezja), gdzie przesadzałam ryż, brodząc w błocie. To był cudowny miesiąc podczas którego odżyły moje oskrzela ale też nauczyłam się wielu nowych rzeczy. O życiu, o sobie, o tym by nigdy więcej nie postawić stopy w dżungli. Ale ten wyjazd nie byłby taki sam w innym towarzystwie. Bez jazdy na skuterze w trzy osoby (don’t ask), gry w #makao i kłótni o to, kto pierwszy może wbić do WC bo łazienka nie miała wentylacji ani przewiewu😅. Dziękuję @aleksandranajda i @instapysio za wspaniałą przygodę! Powrót do Polski będzie ciężki 🙈 #polishgirl #polskadziewczyna #instagirl #travel #podróże
Post udostępniony przez Ania (@aniamaluje) 20 Mar, 2017 o 1:17 PDT
Po tym jak skomplikowane stało się zadecydowanie o jednym głupim miesiącu, zaczynam inaczej patrzeć na osoby żyjące według zasady “lepsze znane piekło niż nieznany raj”. Podziwiam ludzi decydujących się na emigrację, kobiety odchodzące po latach od mężów i wszystkich ludzi którzy z powodu wojen zostawiali kiedyś wszystko za sobą w poszukiwaniu bezpiecznego życia.
Z drugiej strony nie umiem osądzać tych, którzy zostają. Im mocniej zapuścisz gdzieś korzenie tym trudniej jest z tego zrezygnować.
Trochę ciężko mi uwierzyć że ta przygoda już się skończyła. Przez miesiąc czułam się zupełnie zdrowym człowiekiem. Mając rewelacyjne towarzystwo zachwycałam się przyrodą, naleśnikami z bananem i ciepłą, czystą wodą.  Gdy w Polsce przejrzałam swoje zapisane snapy zdziwiłam się jak mało tej atmosfery oddałam Wam w swoich relacjach. Telefon nie towarzyszył mi podczas skakania po falach, nie pokazał jakie wrażenie zrobiła na mnie przyroda i jak naiwna byłam próbując dopytywać o różne rzeczy z nadzieję, że sympatyczny Taj powie mi coś więcej poza “no problem this good”. 
W ubiegły poniedziałek obudziłam się w Phuket po przygodzie z dżunglą. Zjadłam śniadanie, wybrałam się na tajski masaż (kobieta prawie złamała mi palec!) a po domknięciu walizki najzwyczajniej w świecie się popłakałam. Tego momentu też nie widzieliście. Mam trudny charakter więc naprawdę się dziwię że Ola i Łukasz zaprosili mnie do siebie drugi raz, wiedząc że to oznacza bycie skazanym na moje towarzystwo przez 24 godziny na dobę. Tym bardziej, że w kraju trzeciego świata co chwilę coś idzie nie po twojej myśli i łatwo być wkurzonym.
Jak się nad tym zastanowię, to nigdy nie spędziłam z nikim miesiąca w wymiarze 24/7. Cenię sobie swoją przestrzeń i czas tylko dla siebie. Zawsze ktoś wychodzi do pracy, na uczelnię, na długie zakupy czy z koleżanką. Tam nie było takiej możliwości.
 Ku mojemu zaskoczeniu – wcale mi tego nie brakowało. Łzy zaczęły ściekać po moich policzkach zanim przyjechała taksówka na lotnisko.
Kradnę to zdjęcie z wpisu Oli o tym co warto zrobić i zobaczyć w Malezji
[uprzedzając pytania: kombinezon Shein, podobny i przecudna sukienka w tym kolorze (klik) ]
Na lotnisku byłam trzy godziny przed odlotem a i tak zdążyłam na styk. Wtorek i Warszawa to było jak teleport do innej rzeczywistości.
Zjadłam dwa śniadania i spotkałam się z Anią by ruszyć na Sephora Open Door.
Miałam czas do pociągu a tego dnia trafiło się jedno z moich ulubionych cyklicznych wydarzeń. Jak zawsze dopięte na ostatni guzik :).
To okazja do poznania trendów, nawiązania kontaktów czy spotkania innych osób. Dla mnie najfajniejsze jest to, że po takich wydarzeniach zaczynam kojarzyć maile z jakąś konkretną, często bardzo sympatyczną twarzą. 
No i catering. Sephora zawsze ma pyszne jedzenie.
Jeśli chodzi o trendy…. mam pendrive zawierający ponad 15 GB materiałów, więc powiedzcie tylko słowo a mogę zrobić z tego tekst 😉
Psst! Sephora ma teraz -20% z kodem ANIAMALUJE17 🙂 Szczegóły znajdziecie w tekście o moich ulubionych kosmetykach.
Nie samymi wydarzeniami człowiek żyje… zmiana klimatu tym razem mnie pokonała, chociaż może to był po części stres i smutek związany z kilkoma ważnymi sprawami. Po pierwszym rewelacyjnym dniu czwartek i piątek niemal całkiem przespałam czując się jak kupa. Być może po prostu zdążyłam odwyknąć od bólu, stąd szok dla mojego ciała.
Za każdym razem gdy przyjeżdżam na wieś, uderza mnie ten typowy wiejski smrodek. Po kilkudziesięciu minutach przestaję go zauważać. Być może zadziałał tutaj taki sam mechanizm.
Poczułam się jakbym zaczynała na nowo. Uznałam to za dobry moment by wyznaczyć sobie nowe cele i kierunki.
Na instagramie padło pytanie o body ze zdjęcia. Mnie śmieszy uchwycony samowyzwalaczem moment w którym przerzucałam włosy na drugą stronę, więc podzielę się od razu całością 😀
1. Cieliste body z haftem (klik) oraz biustonosz tego typu (potem z niego zrezygnowałam)
2. Ramoneska – dawno temu na romwe, podobne (klik)
3.  Spodnie (klik)
4. Botki – deichmann, podobne tutaj 
W tym tygodniu nie działo się w sumie nic godnego odnotowania na blogu, ale pozablogowo bardzo dużo. Zostawię to dla siebie a Wam podrzucę inspirujące linki 🙂
1. Zwyczaje, które odeszły w zapomnienie – rewelacyjne!
2. “Dziewczyna powinna się szanować” – ważny tekst na blogu Jaskółczarnia, nie mogę pojąć dlaczego ten blog nie jest bardziej znany…
3. 5 tanich produktów do makijażu – u Hedonistki
4. Mnóstwo przepięknych gadżetów
5. Genialny tekst podsumowujący wszystkie “nie umiesz przyjąć krytyki” tudzież “nie można nawet wyrazić własnego zdania”.
6. Surrealistyczna podróż po Indonezji – przepiękna galeria
7. i last but not least –Historia łatwej dziewczyny – jestem pewna, że Natalia stanie się kiedyś znaną autorką powieści.  Wspomnicie moje słowa 🙂
8. Przypominam stary, ale bardzo ważny tekst o pierwszym kroku – na końcu jest niespodzianka, ponieważ GOSH znowu organizuje szkolenie za darmo. Zaktualizowałam ten tekst o link
aaa i jeszcze coś – Nivea znowu rozdaje kosmetyki 🙂

Odpowiedz na pytanie i wygraj żel pod prysznic NIVEA!
Sprawdź!

Dziewczyny z Warszawy, dostałam na maila coś takiego:

Już 1 i 8 kwietnia w sklepach KappAhl „stylistyki Avanti” będą udzielały bezpłatnych poradklientom, którzy tego dnia wybiorą się na zakupy. Dodatkowo na klientów będzie czekała makijażystka. Przewidziane są również drobne upominki.

1 kwietnia – Warszawa, Wola Park, ul. Górczewska 124, godz.: 11-17
1 kwietnia – Gdańsk, Galeria Morena, ul. Schuberta 102a, godz.: 11-17
8 kwietnia – Warszawa, KEN Center, ul. Ciszewskiego 15, godz.: 11-17
8 kwietnia – Szczecin, Galeria Kaskada, al. Niepodległości 36, godz.: 11-17

W sumie jeszcze jedno. Czasami pytacie czemu jestem pogodzona ze swoim zdrowiem i nie widzę nic niesprawiedliwego w swoim położeniu. Chciałabym polecić Wam jedną książkę.

Dobrej nocy/dzień dobry 🙂

PSSST!
Zaktualizowałam tekst o tanich lotach – są teraz genialne promocje!
 np. Barcelona w dwie strony za 150 zł, krajowe loty po 12, Ukraina za 90, Paryż za 56 zł, Włochy za mniej niż stówkę… 😉
Łapcie! https://www.aniamaluje.com/2016/11/jak-szukam-tanich-lotow-i-wakacji-super.html


Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
– 20% na wszystko w sieci Sephora oraz moja kosmetyczka
Makaroniki, byłe marzenia i powrót z Azji [TYGODNIK]