Instagram has returned invalid data.

Makaroniki, byłe marzenia i powrót z Azji [TYGODNIK]

Nie mogę uwierzyć że moja przygoda dobiegła już końca! To był mój pierwszy tak długi pobyt poza krajem. Co więcej – kompletnie nieplanowany.

Za pierwszym razem było prościej. Grudzień, dużo wolnego, święta. Zimną Polskę zamienić na ciepłą Tajlandię – kusiło. Całe życie (lol, to brzmi jakbym miała z siedemdziesiąt lat😜) podejmowałam raczej zachowawcze decyzje. Serio, jestem tą osobą która wpisuje w swoje zeznanie podatkowe rzeczy jakich raczej nikt nie wpisuje. 50 zł otrzymane od dalekiej krewnej na imieniny i tak dalej. Pamiętam w jaką panikę wpadłam gdy miałam wizytę u lekarza w terminie kolokwium z matematyki. Byłam gotowa ją odwołać by zrobić wszystko jak należy. Ja, terminowa, sumienna i obowiązkowa Ania. 
Każdy ma swoją granicę szaleństwa gdzieś indziej. Dla mnie ten miesiąc w Azji był właśnie jej przekroczeniem. Można się z tego śmiać, nie dbam o to :).
Za pierwszym razem poczułam coś niesamowitego. Niczym nieskrępowaną wolność i przede wszystkim – zdrowie. Nie chciałabym się w żadnym razie żalić, ale w ciągu ostatniego roku dostałam od życia po dupie. Za swoją butę i arogancję życie plasnęło mnie w potylicę. Tak jak ogarnęłam swoje oskrzela i było długi czas ok, tak demony z przeszłości wróciły i znowu zaczęłam walczyć o oddech. Repertuar wypracowanych ćwiczeń i cały arsenał ziół i cudów na kiju stał się niewystarczający. Tak się cieszyłam, miałam masę planów i celów, a życie pokazało mi środkowy palec.
Przypomina mi o tym biały stół kuchenny wraz z czterema krzesłami, komplet garnków oraz wciąż nierozpakowany planetarny robot kuchenny. Wszystko z myślą o przeprowadzce.
Pierwszym zapalnikiem były Włochy – przyjazny klimat uspokoił mój oddech ale też kazał się zastanowić nad sensem mieszkania w Polsce. Nigdy wcześniej na poważnie o tym nie myślałam. Może czasami w nerwach myślałam o rzuceniu wszystkiego w cholerę i emigracji na jakieś Filipiny. Ale mówiłam to w ten sam sposób w jaki mówi się o pieprznięciu wszystkiego i ucieczce w Bieszczady. Gadanie dla gadania.
No ale to był maj. Zaraz przyszło lato i czułam się całkiem okej.  Jedynie myśl o mieszkaniu zamieniła się w myśl o małej działce oraz budownictwie alternatywnym. Wkręciłam się w pasywne domy, eko-budowy, domy kanadyjskie i kopuły.  Nikt kto nie myśli o tym serio, nie zaczyna czytać regulacji prawnych na ten temat.
Obuchem w głowę dostałam jesienią. Gdyby nie ratunek w postaci Cypru to pewnie skończyłabym z lekami których tak rozpaczliwie nie chcę nigdy więcej brać. Wróciłabym do punktu wyjścia.
Wielbię dzisiaj plan zagospodarowania przestrzennego, który tak wkurzył mnie na etapie wyboru działki. Byłam o krok od podjęcia decyzji i realizacji marzenia, które nie było moim marzeniem. Wtedy tego nie wiedziałam i byłam wściekła na trzy kolory elewacji z pośród których musiałabym wybrać. Postanowiłam odłożyć temat do wiosny. 
W ten sposób bzdura uchroniła mnie od podjęcia najgorszej decyzji w życiu. Decyzji, która wydawała mi się spełnieniem marzeń.
Gdzieś jest świat w którym moje dolegliwości nie istnieją. Dzieli mnie od niego cała noc w samolocie. Ktoś powie – ech, nic prostszego. Wyjedź i ciesz się zdrowiem.
Hmmm… 
Lubię swoje polskie życie. Mam ulubione miejsca, ulubione jedzenie, są tu ludzie których kocham. Bardzo się cieszę, że nie zdążyłam zapuszczać korzeni. Jestem w tym momencie jak sadzonka gotowa do tego by gdzieś osiąść. Jeszcze mogę się chwilę pognieść w doniczce, jeszcze mam trochę czasu.
Pierwszy raz w Tajlandii był super, chociaż ta decyzja i tak była dość szalona. Gdy Ola z Łukaszem zaprosili mnie po raz drugi, byłam na nie. Jedyne sensowne loty oznaczały miesiąc na innym kontynencie. Ktoś powie – phi! co to niby jest miesiąc, jedź dziewczyno i się nie zastanawiaj. 
To jak trudne technicznie było ogarnięcie tej podróży skłoniło mnie do wielu przemyśleń.
Jeden głupi miesiąc a ja miałam tak wiele spraw do załatwienia i tak wiele musiałam zostawić z poczuciem, że kogoś zawiodę. Musiałam przemyśleć czy mnie na to stać. Finansowo, psychicznie. Zaskakująco wiele trzymało mnie na miejscu ale ważniejsze okazało się zdrowie.
Na szczęście gospodarze nie dali się zbyć i namawiali mnie kilka razy. Jestem im za to niewypowiedzianie wdzięczna🙌.
Kończy się kolejna #przygoda 🙏podczas tego miesiąca zrobiłam wiele nowych rzeczy. I fajnych i głupich. #Tajlandia pozwoliła mi skakać po falach (kilka razy mnie zmyły). #Malezja pozwoliła mi spróbować najpyszniejszych chlebków #naan na świecie. Wiem już jak smakuje niebo ale także jak smakuje #durian. Podpowiem – jak wymioty zmieszane z syropem z cebuli. Kąpałam się w #infinitypool z widokiem na całe #KualaLumpur oraz słynne #Petronastwintowers. Pozwoliłam sobie zrobić zdjęcia ze mną kilku Azjatom, chociaż sama nie podchodzę do nich mówiąc ze chcę fotkę bo są tacy azjatyccy 😂. Nurkowałam z #babysharks, chociaż się bałam bo mały #rekin to wciąż rekin, zrobiłam potem większa głupotę i wybrałam się do dżungli oraz jaskiń. Skolopendry, węże, tarantule – mam dość na całe życie🙈. Byłam w centrum w którym ratują #gibony a potem ryby obgryzały mi stopy w #fishspa. Kolejny raz poczułam czym jest #tajskimasaz. Byłam w resorcie pełnym bogatych Rosjan (spokojnie, za mniejszy hajs😅) oraz spałam za jakieś 15 zł w dżungli z gekonami w domku oraz dziura w podłodze stanowiąca kanalizację. Nature back tu nature, jak powiedział nasz super przewodnik w #Langkawi (Malezja), gdzie przesadzałam ryż, brodząc w błocie. To był cudowny miesiąc podczas którego odżyły moje oskrzela ale też nauczyłam się wielu nowych rzeczy. O życiu, o sobie, o tym by nigdy więcej nie postawić stopy w dżungli. Ale ten wyjazd nie byłby taki sam w innym towarzystwie. Bez jazdy na skuterze w trzy osoby (don’t ask), gry w #makao i kłótni o to, kto pierwszy może wbić do WC bo łazienka nie miała wentylacji ani przewiewu😅. Dziękuję @aleksandranajda i @instapysio za wspaniałą przygodę! Powrót do Polski będzie ciężki 🙈 #polishgirl #polskadziewczyna #instagirl #travel #podróże
Post udostępniony przez Ania (@aniamaluje) 20 Mar, 2017 o 1:17 PDT
Po tym jak skomplikowane stało się zadecydowanie o jednym głupim miesiącu, zaczynam inaczej patrzeć na osoby żyjące według zasady “lepsze znane piekło niż nieznany raj”. Podziwiam ludzi decydujących się na emigrację, kobiety odchodzące po latach od mężów i wszystkich ludzi którzy z powodu wojen zostawiali kiedyś wszystko za sobą w poszukiwaniu bezpiecznego życia.
Z drugiej strony nie umiem osądzać tych, którzy zostają. Im mocniej zapuścisz gdzieś korzenie tym trudniej jest z tego zrezygnować.
Trochę ciężko mi uwierzyć że ta przygoda już się skończyła. Przez miesiąc czułam się zupełnie zdrowym człowiekiem. Mając rewelacyjne towarzystwo zachwycałam się przyrodą, naleśnikami z bananem i ciepłą, czystą wodą.  Gdy w Polsce przejrzałam swoje zapisane snapy zdziwiłam się jak mało tej atmosfery oddałam Wam w swoich relacjach. Telefon nie towarzyszył mi podczas skakania po falach, nie pokazał jakie wrażenie zrobiła na mnie przyroda i jak naiwna byłam próbując dopytywać o różne rzeczy z nadzieję, że sympatyczny Taj powie mi coś więcej poza “no problem this good”. 
W ubiegły poniedziałek obudziłam się w Phuket po przygodzie z dżunglą. Zjadłam śniadanie, wybrałam się na tajski masaż (kobieta prawie złamała mi palec!) a po domknięciu walizki najzwyczajniej w świecie się popłakałam. Tego momentu też nie widzieliście. Mam trudny charakter więc naprawdę się dziwię że Ola i Łukasz zaprosili mnie do siebie drugi raz, wiedząc że to oznacza bycie skazanym na moje towarzystwo przez 24 godziny na dobę. Tym bardziej, że w kraju trzeciego świata co chwilę coś idzie nie po twojej myśli i łatwo być wkurzonym.
Jak się nad tym zastanowię, to nigdy nie spędziłam z nikim miesiąca w wymiarze 24/7. Cenię sobie swoją przestrzeń i czas tylko dla siebie. Zawsze ktoś wychodzi do pracy, na uczelnię, na długie zakupy czy z koleżanką. Tam nie było takiej możliwości.
 Ku mojemu zaskoczeniu – wcale mi tego nie brakowało. Łzy zaczęły ściekać po moich policzkach zanim przyjechała taksówka na lotnisko.
Kradnę to zdjęcie z wpisu Oli o tym co warto zrobić i zobaczyć w Malezji
[uprzedzając pytania: kombinezon Shein, podobny i przecudna sukienka w tym kolorze (klik) ]
Na lotnisku byłam trzy godziny przed odlotem a i tak zdążyłam na styk. Wtorek i Warszawa to było jak teleport do innej rzeczywistości.
Zjadłam dwa śniadania i spotkałam się z Anią by ruszyć na Sephora Open Door.
Miałam czas do pociągu a tego dnia trafiło się jedno z moich ulubionych cyklicznych wydarzeń. Jak zawsze dopięte na ostatni guzik :).
To okazja do poznania trendów, nawiązania kontaktów czy spotkania innych osób. Dla mnie najfajniejsze jest to, że po takich wydarzeniach zaczynam kojarzyć maile z jakąś konkretną, często bardzo sympatyczną twarzą. 
No i catering. Sephora zawsze ma pyszne jedzenie.
Jeśli chodzi o trendy…. mam pendrive zawierający ponad 15 GB materiałów, więc powiedzcie tylko słowo a mogę zrobić z tego tekst 😉
Psst! Sephora ma teraz -20% z kodem ANIAMALUJE17 🙂 Szczegóły znajdziecie w tekście o moich ulubionych kosmetykach.
Nie samymi wydarzeniami człowiek żyje… zmiana klimatu tym razem mnie pokonała, chociaż może to był po części stres i smutek związany z kilkoma ważnymi sprawami. Po pierwszym rewelacyjnym dniu czwartek i piątek niemal całkiem przespałam czując się jak kupa. Być może po prostu zdążyłam odwyknąć od bólu, stąd szok dla mojego ciała.
Za każdym razem gdy przyjeżdżam na wieś, uderza mnie ten typowy wiejski smrodek. Po kilkudziesięciu minutach przestaję go zauważać. Być może zadziałał tutaj taki sam mechanizm.
Poczułam się jakbym zaczynała na nowo. Uznałam to za dobry moment by wyznaczyć sobie nowe cele i kierunki.
Na instagramie padło pytanie o body ze zdjęcia. Mnie śmieszy uchwycony samowyzwalaczem moment w którym przerzucałam włosy na drugą stronę, więc podzielę się od razu całością 😀
1. Cieliste body z haftem (klik) oraz biustonosz tego typu (potem z niego zrezygnowałam)
2. Ramoneska – dawno temu na romwe, podobne (klik)
3.  Spodnie (klik)
4. Botki – deichmann, podobne tutaj 
W tym tygodniu nie działo się w sumie nic godnego odnotowania na blogu, ale pozablogowo bardzo dużo. Zostawię to dla siebie a Wam podrzucę inspirujące linki 🙂
1. Zwyczaje, które odeszły w zapomnienie – rewelacyjne!
2. “Dziewczyna powinna się szanować” – ważny tekst na blogu Jaskółczarnia, nie mogę pojąć dlaczego ten blog nie jest bardziej znany…
3. 5 tanich produktów do makijażu – u Hedonistki
4. Mnóstwo przepięknych gadżetów
5. Genialny tekst podsumowujący wszystkie “nie umiesz przyjąć krytyki” tudzież “nie można nawet wyrazić własnego zdania”.
6. Surrealistyczna podróż po Indonezji – przepiękna galeria
7. i last but not least –Historia łatwej dziewczyny – jestem pewna, że Natalia stanie się kiedyś znaną autorką powieści.  Wspomnicie moje słowa 🙂
8. Przypominam stary, ale bardzo ważny tekst o pierwszym kroku – na końcu jest niespodzianka, ponieważ GOSH znowu organizuje szkolenie za darmo. Zaktualizowałam ten tekst o link
aaa i jeszcze coś – Nivea znowu rozdaje kosmetyki 🙂

Odpowiedz na pytanie i wygraj żel pod prysznic NIVEA!
Sprawdź!

Dziewczyny z Warszawy, dostałam na maila coś takiego:

Już 1 i 8 kwietnia w sklepach KappAhl „stylistyki Avanti” będą udzielały bezpłatnych poradklientom, którzy tego dnia wybiorą się na zakupy. Dodatkowo na klientów będzie czekała makijażystka. Przewidziane są również drobne upominki.

1 kwietnia – Warszawa, Wola Park, ul. Górczewska 124, godz.: 11-17
1 kwietnia – Gdańsk, Galeria Morena, ul. Schuberta 102a, godz.: 11-17
8 kwietnia – Warszawa, KEN Center, ul. Ciszewskiego 15, godz.: 11-17
8 kwietnia – Szczecin, Galeria Kaskada, al. Niepodległości 36, godz.: 11-17

W sumie jeszcze jedno. Czasami pytacie czemu jestem pogodzona ze swoim zdrowiem i nie widzę nic niesprawiedliwego w swoim położeniu. Chciałabym polecić Wam jedną książkę.

Dobrej nocy/dzień dobry 🙂

PSSST!
Zaktualizowałam tekst o tanich lotach – są teraz genialne promocje!
 np. Barcelona w dwie strony za 150 zł, krajowe loty po 12, Ukraina za 90, Paryż za 56 zł, Włochy za mniej niż stówkę… 😉
Łapcie! https://www.aniamaluje.com/2016/11/jak-szukam-tanich-lotow-i-wakacji-super.html


Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
– 20% na wszystko w sieci Sephora oraz moja kosmetyczka
Makaroniki, byłe marzenia i powrót z Azji [TYGODNIK]