Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Jak zadebiutować z książką?

Napisałeś książkę. Co dalej?Ostatnio pisząca koleżanka podzieliła się informacją, że na konkurs na który nadesłała powieść, zgłoszono jeszcze 700 innych prac. Słownie : siedemset. W świetle tych informacji stwierdzam, że jestem wielką szczęściarą.

Być może wiesz, być może nie – to do mnie odezwało się wydawnictwo z propozycją napisania książki. Opisałam tę historię tutaj. Wcześniej nie myślałam na poważnie o napisaniu książki, a o wydaniu już w ogóle. Nie będę ściemniać – kilka razy przemknęło mi przez myśl, że fajnie byłoby napisać coś swojego, ale były to myśli z gatunku dziecięcych marzeń o byciu sławną piosenkarką/aktorką/modelką jakie często słyszę od przedszkolaków.

Po napisaniu książki, zrezygnowałam z wydawnictwa bo… nie widziałam w tym sensu. Wydawnictwo chciało ingerować w mój zamysł, np. zalecając nadmuchanie objętości książki. Ja chciałam, aby książka zawierała maksimum treści i minimum stron.
Na tym etapie naprawdę nie myślałam o pieniądzach.
Zdecydowałam się na self-publishing. Wydałam e-booka i nie miałam problemu z oddaniem 50% zysków platformie na której to zrobiłam. W praktyce było to jeszcze więcej (podatek i te sprawy). W zamian moja książka znalazła się w dużych księgarniach internetowych do których nie miałabym żadnego dostępu jako młoda grafomanka bez działalności wydawniczej 🙂
W momencie w którym zdecydowałam się na self-pub nie liczyłam na to, że ktokolwiek moją książkę zechce przeczytać. Myślałam, że w gronie moich czytelników będą jedyni znajomi, rodzice, może garstka czytelników bloga? Akceptowałam to w 100% 😉

Byłam bardzo zaskoczona, gdy książka znalazła się wśród bestsellerów tygodnia w internetowej księgarni empiku. Cieszyłam się jak szalona, bo chociaż nie było to wiele egzemplarzy, to bestseller na samym starcie brzmi naprawdę super!

Do tej pory dostałam jedną negatywną opinię o książce. (Mam na myśli uargumentowaną;). Na Lubimyczytać użytkowniczka o nicku Sabrisia oceniła moje “dzieło” na 4/10. Ponieważ priorytetem jest dla mnie rozwój, zapytałam o wady książki.



Uzyskałam odpowiedź, za co jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję 🙂
Jeśli jesteś niezadowolony z mojej książki, zapraszam na maila. Postaram się to zrekompensować.


Mam świadomość swoich ograniczeń. Mieszkam w Polsce. Tutaj e-booki są usługami, więc są opodatkowane. W dodatku jesteśmy w czytelniczym ogonie Europy. 61% Polaków powyżej 15 roku życia nie miało w ciągu ostatniego roku kontaktu z książką. A ja piszę do grupy wiekowej która czyta. Blogi, fora, pudelka. Nie książki. I jeszcze jedno – napisałam poradnik. Na bardzo oklepany temat. Nie romans, nie soft-porno, nie książkę fantasy. Poradnik. Zerowe szanse na przetrwanie na rynku wydawniczym.


Mogłabym mieć z tym problem. Mogłabym narzekać w gazetach jak pani Kaja Malanowska, która na swoim facebooku rzekła:

„6 800 złotych. Tyle za 16 miesięcy mojej ciężkiej pracy. Wiem, że w*****ające jest wylewanie frustracji na FB, ale mam ochotę strzelić sobie w łeb. (…) pozdrawiam rynek czytelniczy”

Ale ja nie jestem człowiekiem narzekającym, płaczącym i przerzucającym winę za swoje niepowodzenia na innych ludzi. Ja widzę na tym rynku wielkie szanse dla autorów. Ogromne!

Mamy XXI wiek, nowe technologie, nowe możliwości. Sama przecież z nich korzystam. Wiem, że czytelnik nie lubi dużo płacić za książkę. Wiem, że nie lubi marnować swojego czasu i wiem, że e-book powinien być tani.

Sama korzystam z abonamentu Legimi i przyszło mi do głowy, że warto mieć książkę w tej usłudze. Napisałam w tej sprawie do swojego dystrybutora – podał kontakt do Katarzyny Domaśnkiej z Legimi. Pani Kasia odpisała, że o tym które książki lądują w abonamencie, decyduje  dystrybutor. I byłoby tak bez końca, ale jestem dość asertywna i drążyłam dalej 🙂 Na szczęście w Legimi pracują profesjonaliści i po drobnych problemach z dokumentami  wszystko się udało. Podpisałam umowę, zapłaciłam 50 zł za konwersję książki i znalazłam się w Legimi. Od początku wiedziałam, że Legimi to jest to. Wierzę w potencjał tej usługi bo sama z niej korzystam. Nie pomyliłam się. Przy okazji wyszło bardzo fajnie, bo Virtualo  (Ci, którzy umieścili książkę w empiku itp.) pobiera 50% prowizji, a Legimi tylko 30 😉 Gdyby moja książka znalazła się w Legimi przez Virtualo, dostawałabym 50% od 70% (brutto, nie na rękę;-)) więc po opłaceniu podatku, prowizja zjadłaby mi prawie wszystko. Przypadkowo ominęłam jedno ogniowo “prowizjożercze” i wyszłam na tym dużo lepiej, chociaż tego nie planowałam. To kolejny powód, dla którego Legimi jest super i warto o nim pomyśleć planując wydanie własnej książki.


Dzięki Legimi mogłam swoją książkę udostępnić za darmo czytelnikom mojego bloga w ten sposób, żeby nie fruwała sobie bez kontroli po chomikach i innych portalach. Dodatkowo wiem ile osób pobrało ja na półkę, a ile przeczytało. Podpięłam książkę pod program afiliacyjny i od każdego zamówienia dostaję prowizję. Nigdy tego nie ukrywałam. Oczywiście od przeczytanego w całości egzemplarza też dostaję honorarium.

Wyznaję w życiu zasadę którą odzwierciedla cytat wyżej. Napisałam książkę bo chciałam. Nie dla kasy, nie dla fejmu, nie dla rozgłosu. Miałam ochotę.


Dalej potoczyło się cudownie. Jesteście niesamowitymi czytelnikami i książka stała się bestsellerem. Dzisiaj dostałam wiadomość (…)”Czy wiesz, że Twoja książka osiągnęła większą ilość sprzedanych egzemplarzy niż bestsellerowy Wilk z Wallstreet? A przecież to był hit kinowy! “(…). w dodatku dzięki wsparciu czytelników, została e-bookiem roku.

Mam 22 lata, brak pleców, brak znajomości i brak doświadczenia na rynku wydawniczym. Wydanie książki kosztowało mnie…50 zł. Za konwersję pliku. Gdybym się uparła, mogłabym zrobić to sama i byłoby za darmo.

Do promocji wykorzystałam tylko bloga. Reszta potoczyła się na zasadzie rekomendacji innych czytelników.
Np. Na facebooku dostałam taką wiadomość od Oli S.:

Aniu, chciałam Ci baaaaaaaaardzo podziękować – za książkę, za bloga, za motywację. Odkąd ją przeczytałam, codziennie mam super humor, cały czas się uśmiecham. Nie zwracam już uwagi na drobnostki, które wcześniej wyprowadzały mnie z równowagi, za to doceniam każdą małą, miłą rzecz, która mi się przytrafiła. Może to zabrzmi banalnie, ale naprawdę zmieniłaś moje życie  Już od jakiegoś czasu interesowałam się rozwojem osobistym, sposobami na motywację itp., ale podchodziłam do tego trochę sceptycznie, bo zawsze byłam raczej racjonalistką. Dopiero po przeczytaniu Twojej książki to wszystko jakoś mi się poukładało w głowie. 
Teraz pożyczam książkę wszystkim znajomym, bo czuję że tak trzeba. Chcę, żeby i oni zmienili swoje nastawienie do życia i zaczęli je przeżywać z radością.(…)

Takie słowa są warte więcej niż miliony monet. 


Dlatego nie rozumiem podejścia pani Malanowskiej. Kiedy ktoś pisze książkę dla pieniędzy, będzie rozczarowany. To normalne. Po pierwsze człowiek 🙂 Dla mnie priorytetem jest zadowolony czytelnik 🙂


Co ja polecam? Rynek wydawniczy znajduje się obecnie w ciekawym miejscu i czasie. Możemy płakać, możemy to wykorzystać. Niedawno rozmawiałam z kobietą, która zapłaciła wydawnictwu 5000 zł za wydanie książki i od roku jest zbywana słowem “później”. Trochę mi szkoda, trochę nie rozumiem dlaczego zdecydowała się na taką opcję.


Gdybym napisała powieść albo opowiadanie, zrobiłabym tak :

Dałabym się czytelnikom poznać. Może założyłabym bloga? Udostępniałabym wszystko za darmo. Otrzymałabym bardzo cenną rzecz – feedback. Wiedziałabym na czym polegają słabe strony mojego pisania i mogłabym się poprawić. Gdyby ludzie chcieli mnie czytać, potoczyłoby się samo. Jeśli zgromadziłabym czytelników, wydałabym coś na własną rękę jako e-book. Druk też nie jest drogą sprawą. Umówmy się – początkujący autor oczekujący fame&fortune to nieporozumienie 🙂 

Mój znajomy informatyk mówi, że można jeszcze udostępnić e-booka za darmo na zasadzie “pay with a share” lub “pay with a tweet”, gdzie uzyskujesz dostęp po udostępnieniu informacji o książce na facebooku lub twitterze (automatycznie). Nie próbowałam, ale to może być strzał w dziesiątkę 🙂 Początkujący autorze : do dzieła!


Ja jestem wdzięczna za to, że mogłam napisać książkę, mogłam ją wydać i że rynek ją przyjął. Nie mam do nikogo żalu, że rynek wydawniczy wygląda tak, a nie inaczej. Wydawnictwo to biznes, biznes musi na siebie zarabiać. Ludzie którzy pracują w wydawnictwach wykonują ciężką pracę, mają wiele zadań i coś do garnków wkładać muszą. Wydawnictwo jest wygodą (załatwia za autora wszystko), ale za wygodę się płaci, to oczywiste.


Moim zdaniem początkujący autor ma dzisiaj wielką szansę. Nawet autor grafoman 😉 Sama odnajdę przecież przyjemność i w czytaniu Dostojewskiego i  w Sadze o Ludziach Lodu. Rynek stoi otworem i jest dużo bardziej rozległy niż sądziłam. Naprawdę, musiałabym być naiwna sądząc, że ktoś będzie chciał przeczytać książkę 22 letniej Ani która pisze o tym, jak stać się szczęśliwym człowiekiem. Brak jeszcze jednorożców i tęczy. Kilka lat temu sama pewnie prychnęłabym mrucząc “co ta gówniara może wiedzieć”. Tymczasem książka jest polecana dalej i dalej… Nie ma rzeczy niemożliwych 🙂


PS. Grafomani zawsze publikowali swoje książki. Po prostu dzisiaj nie muszą pić wódki ani sypiać z decydującymi ludźmi 😉 


Jeśli marzysz o wydaniu książki, zrób to samodzielnie. Daj ludziom coś za darmo, pokaż kim jesteś, co piszesz, jak piszesz. Jeśli będzie to coś wartościowego, na pewno na tym nie stracisz 🙂 Być może odezwie się do Ciebie wydawnictwo, być może zdobędziesz czytelników. Jeśli marzysz o druku, może pomogą Ci go sfinansować na polskim kickstarterze? To, jak postrzegasz sytuację początkującego autora zależy od tego, czy szukasz problemów, czy możliwości. Gorąco polecam drugie podejście, tym bardziej, że tych możliwości nigdy nie było tak dużo!

Poprzedni tekst: Co się działo w ubiegłym tygodniu (kliknij na zdjęcie)

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉

Uściski, Ania

36
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
22 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AniamalujesabrisiaAnonimowypidzamowaLusterko Em Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie patrzyłam na to w ten sposób. Dziękuję za możliwość przeczytania Twojej książki i pokazanie mi, że można czytać w abonamencie. Gdyby był większy wybór, byłoby idealnie 🙂 Mam nadzieję, że abonament się rozwinie…a i własna ksiażka chodzi mi po głowie, chciałabym zobaczyć swoje nazwisko w empiku, ale jak to czytam, to rzeczywiście, dlatego ktoś miałby dać mi taką szansę? Chyba wezmę sprawy w swoje ręce 🙂 Dziękuję za kopniak motywacyjny 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej, nie jestem tą samą osobą co Anonimowy wyżej, ale nie mam konta na blogspocie, a chętnie odniosę się do Twojego pytania o garnki, bo sama się nad tym zastanawiałam 🙂 Doszłam do wniosku, że to nic złego. Niestety coraz mniej osób czyta książki, więc może chociaż te "garnki" przyciągną klienta do Empiku i zainspirują do zakupu książki przy okazji? 🙂 Często księgarnie utrzymują się dzięki tym garnkom, a przy okazji mogą sobie pozwolić na regularne promocje, z których ja jako nałogowa czytelniczka często w Empiku korzystam 🙂 A Twoja książka super, daje pozytywnego kopa 🙂 Pozdrawiam serdecznie, Sandra

Lusterko Em
Gość

Ze sprawozdania finansowego Empiku wynika, że obecnie najwięcej zarabia właśnie na artykułach do domu, szkolnych itp. 🙂

Magda Kazimierczyk
Gość

A czytałam gdzieś kiedyś, że w Polsce na książce w Polsce zarabia w 99 % Cejrowski, pani od dmu nad rozlewiskiem i jeszcze ktoś. Mnie samej do napisania brak b było systematyczności, moja przyjaciółka sto lat temu napisała książkę fantasty (czy fantazy, jak ja się na tym nie znam…) ile ona się wtedy naposyłała to do wydawnictw…Jak tak myślę to chyba sobie walnę kiedyś jakieś swoje 50 twarzy, może zarobię chociaż z 50 zł xD

Tesia
Gość

W kontekście sytuacji w jakiej znajduje się polski rynek czytelniczy linkuję do artykułu który dał mi nieco do myślenia – myslę że warto by więcej ludków się zapoznało, więc wklejam:)
http://www.dwutygodnik.com/artykul/5025-rynkowy-wygwizdow.html
Daje do myślenia, zwłaszcza w kwestii tego jak w kraju tutejszym oceniamy wartość rynkową książki. Si, my wszyscy;p Twój tekst dodaje do tego cegiełkę informacji o tym, jakie to daje efekty, czyli o świecie gdzie wydawanie książek przeniosło się do sieci. I to też jest ciekawa rzecz. Pozdrawiam:)

Mila
Gość

Właśnie czytałam o self-publishingu (tak to się odmienia? :P) kilka dni temu. Od lat piszę… do szuflady. Mam swoich bohaterów, w sumie to mogłabym wydać jakąś baaaardzo wielką objętościowo sagę ;D Mam wiele moich zbiorów opowiadań – z czego połowa w mojej głowie (i pamiętam po latach słowo po słowie jakbym chciała to napisać!). No i tak myślę i myślę… czy warto wydać coś swojego? Niby tak, ale przerażał mnie brak możliwości… No i w sumie dopiero dzięki Tobie dowiedziałam się, że wydanie własnego e-booka może kosztować zero (nie licząc 50 zł)… jestem szczerze zdziwiona, bo nie wiedziałam, że w… Czytaj więcej »

Mila
Gość

Dziękuję bardzo za przykłady 🙂 Na pewno się rozejrzę trochę lepiej w tym temacie 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"PS. Grafomani zawsze publikowali swoje książki. Po prostu dzisiaj nie muszą pić wódki ani sypiać z decydującymi ludźmi 😉 " so fuckin' true. w każdej branży 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

własnie czytałam na fejsie, że napisałaś do profesora Śliwerskiego w sprawie "nauczycielki" Chciałabym mieć taką waleczną siostrę. Rozumiem, że chodzi o najgorszą nauczycielkę w Solcu, pannę Annę W? Mógłby jej w końcu ktoś ten zadarty nos przytrzeć.
Nigdy nie komentuję na facebooku, jakoś głupio z imienia i nazwiska. U nas było to samo, tylko nikt nie miał odwagi czegokolwiek z tym zrobić. Nie rozumiem, czemu wciąż pracuje, ale jaka dyrekcja, taki nauczyciel…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Przepraszam, że się wcinam, nie znam sprawy, ale czy chodzi o prof. dr hab. Bogusława Śliwerskiego? Jeśli tak, to jest on profesorem na mojej uczelni – Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie 😉 Jakbyś miała problem z dotarciem do niego czy kogokolwiek z tej uczelni to śmiało pisz, chętnie pomogę 😉
Pozdrawiam,
Agnieszka

Anonimowy
Gość
Anonimowy

fajnie , ja też musze moga ksiażke gdzieś wysłav

zapraszam serdecznie do mnie na nowa notkę,
tym razem będzie to stylizacja
http://iamemilia.blogspot.com/2014/05/pogodowo.html

Em
Gość

Kiedy wydawnictwu trzeba zapłacić, żeby wydało twoją książkę, to już można założyć, że coś tu jest nie tak. W przypadku pozycji, która ma duże szanse na dobre przyjęcie, to wydawnictwo będzie bardzo chciało ZAPŁACIĆ TOBIE. Dlatego jestem przeciwniczką wydawania książek za własne pieniądze w ten sposób, jest ogromna szansa, że książka się nie sprzeda. Oczywiście nie dotyczy to self-publishingu w formie ebooka, tak jak Ty to zrobiłaś 🙂

Lusterko Em
Gość

To ja, poprzednio zapomniałam się przelogować z innego konta 🙂 Ja narzekań pani Malanowskiej nie rozumiem, chyba przeczytała swoją umowę, zanim ją podpisała. Jeśli nie pasowały jej jakieś warunki, to trzeba było negocjować, a nie marudzić po fakcie. Debiutantom radziłabym właśnie wybadać rynek, zobaczyć, na co mogą liczyć od wydawców i – jeśli ich to nie zadowala – samemu wydać książkę, ale na pewno na początku nie w formie drukowanej.

Aurora
Gość

Ania, wymierzyłaś mi solidnego kopniaka. Dzięki!!! :*

Anonimowy
Gość
Anonimowy

przez Ciebie całą noc nie spalam i myslałam o swojej powieści. Problem polega na tym, że nie każdy ma takie jaja jak Ty i jest w stanie przeboleć ewentualną porażkę. To jest moja blokada, że o ksiązce nikt się nie dowie, nikt jej nie przeczyta. Gdybym miała wydawnictwo, byłby kozioł ofiarny w postaci słabej okładki, słabego marketingu, innej linii promocyjnej. Self-pub oznacza pełną odpowiedzialność i za sukces i za porażkę. Jak o tym myślę, to zastanawiam się, że skoro ja boję się ryzyka które wcale nie jest ryzykiem finansowym, a strachem przed klęską, to czemu jakieś wydawnictwo miałoby brac to… Czytaj więcej »

kreconowlosa
Gość

Wczoraj skończyłam czytać Twoją książkę 😉 Myślałam, że nie dam rady, bo nauki masa, ale udało się. Czyta się przyjemnie, zawiera wiele cennych lekcji i bardzo mi się podobała. 😉 No i spodobało mi się Legimi 😉

pidzamowa
Gość

Ojejej… nie wiem czy powinnam tak osobiście czytać ten tekst 😉Marzy mi się jednak druk, może dlatego że nie czytam ebooków i moi znajomi też nie czytają, więc ciężko mi się przekonać do takiej formy, ale… daję sobie rok. Jeśli nic nie ruszy (a stosunkowo jeszcze nie tak dużo czasu minęło od wysłania propozycji wydawniczych) to myślałam o założeniu bloga na którym publikowałabym ją rozdziałami- szkoda by było żeby do nikogo nie dotarła. Na razie- mam kilka niezamkniętych furtek przez które pcham tę moją książkę w świat 😀Tymczasem moje życie poetyckie bardzo się rozwija i że tak powiem… wyrabiam nazwisko… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

ja jestem kolejną osobą, dla której twoja książka jest słabą grafomanią, niestety, panuje tu cenzura i mimo ze nie było w moim komentarzu hejtu – nie zamieściłaś go… smutne to , że tylko włażenie ci w tyłek i chwalenie twoich wypocin zasługuje na komentarz

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kolejną osobą? A kto jeszcze tak uważa? Ja właśnie czekałam na więcej recenzji z decyzją o przeczytaniu, bo zazwyczaj te pierwsze są od bliskich. Dla mnie książka jest merytorycznie bardzo inspirująca i zdecydowanie pomogła mi w podniesieniu jakości życia. Natomiast warstwa graficzna, okładka, korekta (!) – zdecydowanie do poprawki. Nawet wystosowałam do autorki wiadomość w tej sprawie i podziękowała grzecznie za wskazówki, co było dość przyjemnym zaskoczeniem. Wielokrotnie w komentarzach prezentowałam odmienne stanowisko do malującej Ani i jeszcze nie zdarzyło mi się, aby komentarz zniknął 🙂 Bez względu na to, czy nie podoba mi się jej kolor włosów, stan końcówek… Czytaj więcej »

sabrisia
Gość

hej! to ja – "ta zła" sabrisia z lubimyczytac;) kiedy zobaczyłam naszą rozmowę wklejoną na bloga trochę mnie to zaskoczyło, ale i podekscytowało! W końcu nie co dzień moje dzieło "Kociczka pisząca magisterkę" może być podziwiane przez tyle osób;) Postanowiłam napisać Ci tę wiadomość, bo czytam właśnie ciekawą książkę i pomyślałam sobie, że na pewno Cię zainteresuje! Jeśli jeszcze się z nią nie zetknęłaś spojrzyj w wolnej chwili na "Kod szczęścia" Richarda Wisemana. Autor w naukowy (acz ciekawy!) sposób zajmuje się tematyką szczęścia i pecha. Myślę, że zaciekawi Cię nie tylko ze względu na tematykę, ale i formę. Wiseman proponuję… Czytaj więcej »

Previous
Się działo! (1)
Jak zadebiutować z książką?