Instagram has returned invalid data.

Bosko,włosko i ksiądz co oddał parafianom milion [TYGODNIK]

Kolejny dziwny tydzień za mną. Było włosko, jest polsko a ja leżę pod kocykiem z gorącym imbirem. We Włoszech jeden dzień też przeleżałam. Nie chcę za bardzo mieszać tutaj wątków, bo o wyjeździe pewnie pojawią się jeszcze jakieś wpisy, ale nie wszystko złoto co się świeci i nie każde tanie bilety warto brać. A może im więcej piękna w życiu widzisz, tym trudniej cię potem oczarować i jest jak w kawałku Stonesów – I can’t get no satisfaction?
Nudne i puste Rimini zrekompensowało San Marino, pyszna Bolonia, po której oprowadziła nas czytelniczka Maja, i Pesaro, które pokazała nam Kinga z Lorenzo. Halo, Kinga, będzie blog? Chciałabym mieć co zalinkować we wpisie z Pesaro 😉
Uważam, że ubiór jest w pewnym sensie narzędziem, dlatego mocno zachęcam do tego, by ubierać się po swojemu i nie dać sobie wmówić, że to źle, bo twoje ciało nie jest grzechem i nie ma żadnego powodu, by kobiety miały mniej praw od mężczyzn w tej kwestii ;).  Jako ciekawostkę dodam, że dwa kolejne zdjęcia z kolażu zostały zrobione kilka minut po sobie. Kwestia światła i miny. 

 W Polsce chłodniej, ale staram się tym nie zrażać. Jutro ma być piękny dzień, więc chciałabym być zdrowa i pełna sił, bo mam ostatki bardzo męczącego kaszlu. Ta jesień nie jest tak zła, gdy ma się cieplutkie swetry, parasol, kalosze i zupę-krem z dyni 🙂 Byłaby piękniejsza, gdybym się nie męczyła z kaszlem, ale walczę 🙂


 Oprócz doprowadzenia się do porządku, pichcenia i czytania książek, w tym tygodniu był jeszcze jeden ważny punkt. Los uśmiechnął się do mnie raz i miałam iść na przedpremierowy pokaz Bohemian Rhapsody. Nie mogłam. Jeśli nie mogłam, to  musiał być naprawdę bardzo ważny powód, wierzcie mi  ;).  Ale los uśmiechnął się do mnie drugi raz i film obejrzałam w sobotę. Jeju! Wiem, że do oficjalnej premiery jeszcze chwilka, ale jest jaranko! Oczywiście kilka razy uroniłam łezkę (albo dziesięć), ale to mój najkochańszy zespół ever. Strasznie się bałam, że wyjdzie z tego szmira, o co nietrudno.

Dostaję szału, gdy słyszę reklamę Muller ryż na mleku. Mam mord w oczach, nienawidzę tego, co zrobiono z tym pięknym utworem:

epic.

a to… nawet szkoda słów by komentować. Ice ice baby to szmira bazująca na Under Pressure w sposób nie do końca etyczny. Mam ochotę rzucić czymś w każdego, kto słysząc początek “Under Pressure” mówi “o, ice ice baby!”. Nieeeeeeeeeeeeeeeee

Koniecznie, ale to koniecznie polecam otworzyć sobie w nowej karcie:

Bohemian Rhapsody – film o Freddiem Mercurym z perspektywy fanki 

i jeśli lubisz Queen – koniecznie szoruj od drugiego listopada do kina 🙂
Tak zupełnie szczerze – bardzo mocno ucieszyłam się, że pobyt we Włoszech już się skończył. Rimini jest cholernie nudne po sezonie. Pozbawione charakteru. Pogoda nie dopisała, a może to moje oskrzela… w każdym razie – choruje się lepiej w zaciszu własnego domu i pod własnym kocykiem.
W powrotach z podróży jest jeszcze coś, co cieszy tak samo jak widok bliskich czy skaczącego z radości psa. Własna łazienka. Po prostu własna, sprawdzona i dobrze znana wanna czy muszla klozetowa zapewnia jakieś dziwne poczucie bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że nie jestem w tym poczuciu osamotniona ;). Jako posiadaczka skóry suchej, od razu po powrocie z Rimini zafundowałam sobie domowe spa – staram się zdenkować peelingujący mus z czarnuszki z Bydgoskiej Wytwórni Mydła (kończenie ulubionych produktów ma w sobie coś z kończenia dobrej książki, sprawia ogromną satysfakcję!). Niestety z olejkiem oraz różową glinką nie pójdzie już tak łatwo, bo są szalenie wydajne. Olej dodaję albo do kąpieli, albo wmasowuję w ciało po niej.
 Na oczyszczoną twarz nakładam maseczkę z glinki, bo bardzo dobrze łagodzi podrażnienia i zaczerwienia no i zwęża pory. Sucha i wrażliwa skóra nie lubi gorących kąpieli, ale kochają je moje oskrzela. Tym bardziej, że zazwyczaj w wannie mam jakieś zdrowotne olejki eteryczne.  Poza tym gorące kąpiele bardzo mnie odprężają i relaksują, dlatego staram się minimalizować ich negatywne działanie na skórę. Zwężenie porów to bardzo dobry pomysł. Czas z maseczką na twarzy to idealny moment by połknąć odcinek jakiegoś filmu, ja nadrabiam zazwyczaj rozmowy z kanału 7 metrów pod ziemią
Na koniec w ciało wmasowuję olej z drobinkami złota. Jestem przedziwną osobą, bo za czasów wielkiego włosomaniaczego boomu na rozmaite oleje, kupowałam przeróżne i prawie zawsze byłam rozczarowana. A potem okazało się, że tani olejek babydream fur mama (z rossmanna, ze starym składem) sprawdził się idealnie. Mimo przeciętnej receptury.

Nie wiem dlaczego tak jest, ale zarówno moja skóra jak i włosy lubią mieszanki olejów, nie te pojedyncze. Bardzo żałuję, że porozdawałam swoje zapasy innym, bo dzisiaj pewnie próbowałabym tworzyć sobie własne mieszanki. W każdym razie – ten z bydgoskiej wytwórni mydła ma bardzo przyjemny skład i nie jest zbyt ciężki. Jedna z moich ulubionych mieszanek ever. Bydgoska Wytwórnia Mydła to lokalna mała manufaktura z moich rodzinnych stron. Wyrosła z Muzeum Mydła i Historii Brudu, gdy pisałam o tym na instagramie wyraziliście spore zainteresowanie. Dlatego udało mi się uzyskać dla Was rabat – na hasło Aniamaluje20 jest 20% rabatu na produkty z serii ParisNature – rabat trwa do niedzieli i niestety nie łączy się z darmową wysyłką powyżej 50 zł. Jeśli myślisz już o prezentach gwiazdkowych – może lokalne, naturalne produkty będą dobrym pomysłem?

Od kiedy zmieniłam kolor włosów, połowa moje garderoby jakoś przestała do mnie pasować. Na szczęście są ubrania, które odkryłam na nowo. Odkopałam sobie książkę Warsztaty Stylu autorstwa  Marii z ubieraj się klasycznie (super blog, polecam!) i próbuję przyswoić sobie jej zasady.
Maria jest chyba jedyną blogerką, która nie nudzi mnie opowiadaniem o ubraniach. Ma dużą wiedzę z szeroko pojętej kultury i sztuki i właśnie to do mnie przemawia. Że to nie są “tylko ciuchy”. A może rzecz w tym, że opowiada o nich ktoś inteligentny? Chyba jedno i drugie. W każdym razie na nowo muszę przejrzeć swoją szafę i zastanowić się, co lubię, a co do mnie już nie pasuje.
To bardzo luźny kolaż wyrażający moje nastroje. Przeglądając stronę Esprit na dłużej zatrzymałam się przy zakładce damskie bluzki, bo tak się jakoś złożyło, że celując głównie w sukienki, zostałam bez sensownych gór ;). 
Biała klasyczna bluzka z marszczonej satyny (koniecznie zobacz jak wygląda na modelce, bo to zdjęcie nie oddaje jej piękna) przypomina mi jedną z moich bluzek z wiązaniem na biuście.
To z wpisu z 2015 roku, tak, zdjęcie tego nie zapowiada, ale wpis był o tym, jak bycie wolontariuszem pomaga znaleźć sens w życiu.
Uwielbiam tę bluzkę, ale nie sprawdza się w każdej sytuacji, bo nawet mocno zawiązana przyciąga wzrok na biust Potrzebuję czegoś bardziej uniwersalnego.
Morska bluzka z kołnierzem wyglądającym trochę jak golf podoba mi się ze względu na kolor. Na razie zaczęłam z rudym delikatnie, ale zamierzam przy nim trochę trwać więc muszę przeprosić się z tym kolorem :). 
Prosta czerwona bluzka z szerszymi rękawami wydaje się szalenie uniwersalna, ale raczej unikam teraz czerwieni przy twarzy i gdyby tylko występowała w innym kolorze niż czerwony i czarny – dokładnie takiej bym chciała. Poza tym wydaje się całkiem luźna, niedawno wspominałam wam o swojej wrażliwości dotykowej i tym, jak nie cierpię uczucia duszenia się w ubraniach. 
Wreszcie na koniec – nie mam żadnej  cieplutkiej pidżamy na sezon zimowy. A że polubiłam się z kombinezonami, może to jest jakiś kierunek? Ten  kombinezon w serduszka jest wystarczająco pidżamowy, bym nie zaadaptowała go do roli ubrania dziennego, co z innymi pidżamami mi się zdarza 😛

Az innych znalezisk tygodnia, mam dużo dobroci!

Przede wszystkim – tekst o San Marino – nie jest to najchętniej czytany materiał na blogu, a szkoda go przeoczyć. San Marino to urokliwe miejsce!

Skończyłam też czytać książkę Odważna – Rose McGowan – czytało się jednym tchem, książka opowiada o wykorzystywaniu seksualnym w Hollywood (i dzieciństwie w sekcie Dzieci Boga a taże dorastaniu aktorki) i szczerze mówiąc – jest mi cholernie przykro, że zawsze “wszyscy wiedzą” i sama nie wiem, czy mam ochotę np. oglądać wciąż filmy Quentina Tarantino (w jednym z tygodników linkowałam tekst o tym, dlaczego Uma Thurman jest wściekła).
Zresztą, wrzucam z przedmowy książki:

W artykule „New York Timesa”, od którego wszystko się zaczęło, pojawiło się nazwisko McGowan. Dziennikarki dotarły do umowy, jaką Weinstein zawarł z 23-letnią aktorką w 1997 roku. Za milczenie o tym, co zdarzyło się za drzwiami jego pokoju hotelowego podczas festiwalu filmowego w Sundance, dostała 100 tysięcy dolarów. Pytana o to przez dziennikarki odmówiła komentarza.

Zareagowała pięć dni później, 10 października, gdy Ben Affleck wydał mocno wymijające oświadczenie, w którym napisał, że jest „zły” z powodu nadużyć Weinsteina i że: „zadaję sobie pytanie, co mogę zrobić, aby nie spotkało to innych osób”. Affleck zawdzięcza Weinsteinowi swój sukces – to on odkupił napisany przez Afflecka i jego przyjaciela Matta Damona scenariusz filmu Buntownik z wyboru i dał im pieniądze na jego realizację. Affleck i Damon zagrali główne role w filmie i dostali Oscara za scenariusz, co było bramą do dwóch wielkich karier.

„Ben Affleck fuck off” – napisała McGowan na Twitterze. I kwadrans później: „Do cholery! »Powiedziałem mu, żeby przestał to robić« – usłyszałam od ciebie na konferencji prasowej po tym, jak się to stało. Kłamiesz”. „Wiedziałeś! Wszyscy w Hollywood wiedzieliście!”

Dwa dni później publicznie przyznała, że Weinstein wykorzystał ją seksualnie. Może byłaby kolejną „okłamaną, zranioną” i natychmiast zapomnianą ofiarą Hollywood, gdyby nie to, co zdarzyło się chwilę później.

15 października, dziesięć dni po artykule w „New York Timesie” i trzy dni po wpisie McGowan, aktorka Alyssa Milano (grała z McGowan w Czarodziejkach) napisała na Twitterze: „Jeżeli wszystkie kobiety, które były molestowane, napiszą JA TEŻ – MeToo – pokażemy ludziom ogrom problemu”. Było to około południa, do końca dnia #MeToo zostało użyte więcej niż 200 tysięcy razy. Kolejnego dnia doszło następne 300 tysięcy tweetów. W ciągu pierwszych dwudziestu czterech godzin na Facebooku hasztagu użyło ponad 4,7 miliona osób w 12 milionach postów! Według serwisu 45 procent Amerykanów ma wśród znajomych kogoś, kto dopisał się do akcji #MeToo. Miliony zwyczajnych kobiet i wiele gwiazd, m.in. Patricia Arquette, Sheryl Crow, Ellen DeGeneres, Cara Delevingne, Laura Dern, Lady Gaga, Salma Hayek, Angelina Jolie, Ashley Judd, Jennifer Lawrence, Gwyneth Paltrow, Anna Paquin, Mira Sorvino, Uma Thurman.

W wielu miejscach uważam książkę za przesadzoną, (naprawdę – nie wszyscy mężczyźni są źli), ale muszę sobie to wszystko dobrze ułożyć w głowie.

Dorota z bloga Kameralna zamieściła u siebie tekst o tym, jak mieszka się w domu o powierzchni 18m2. Super ciekawy!
Mrs Gasky wykopała wpis pewnej topowej influencerki, która po prostu wkleiła się w tło. Może zamiast podróżować, niektórzy w ogóle zaczną się wszędzie doklejać? 

A pewnej youtuberce (jak zawsze nie znam ploteczek i nie wiem o kogo chodzi) grozi kara za odpakowanie na kanale paczki z apteki. Zakaz reklamowania aptek jest dla mnie jednym z głupszych, skoro jakoś spokojnie w porze obiadowej można posłuchać sobie reklam środków na problemy z erekcją. Co ciekawe – ten unboxing podobno nie był współpracą, więc prawo trochę niszczy ideę spontanicznego polecania tego, co się lubi. A to dla mnie bardzo ważne.

O ile zachowa się autentyczność, czego zabrakło innej influencerce, tym razem z Rosji. Będąc ambasadorką Samsunga, publicznie korzystała z  telefonu z jabłuszkiem. To nie jest odosobniony przypadek, także na naszym, rodzimym poletku. Jedyną uczciwą pod tym względem osobą (jaką znalazłam) jest Natalia z Jest Rudo  Reklamuje HTC – korzysta z HTC. Wielu blogerów po zakończeniu kampanii z Huawei, Honor itp. – błyskawicznie powróciło do poprzednich telefonów. Niektórzy nawet bez żenady swoje współpracowe telefony sprzedawali.

Pedofilia w kościele nie denerwuje tak bardzo, jak trwonienie pieniędzy. Smutne to, ja wciąż liczę, że polski kościół skończy jak ten niemiecki, albo chociaż powtórzy się scenariusz z Irlandii. Przede wszystkim oczekuję, że jako członek żadnego kościoła nie będę musiała płacić na fundusz kościelny. Obecnie czuję się jak ktoś, kto sponsoruje pedofilię wbrew swojej woli. Polecam artykuł o tym, jak parafianie zmusili księdza do oddania miliona złotych.




“Chciałabym obejrzeć tutorial, w którym wizażysta mówi modelce: „Masz naturalnie rumiane policzki, nie musisz dokładać im różu. Za to Twoje oczy naturalnie się powiększą, jeśli namalujesz na nich kreskę”. Potrzebuję pozytywnego przekazu, że każdy ma w sobie coś fajnego, czego nie musi tuszować lub zmieniać”

Jaki piękny i mądry materiał! Rozmowa z Matyldą i Jagną Górniak.



A na koniec mój stary tekst o tym, co zrobić, aby zły dzień nie zamienił się w złe życie

Tygodnik powstał we współpracy z markami Bydgoska Wytwórnia Mydła oraz Esprit.




Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Strasznie pyszne przekąski na Halloween i zaskakująca tarta snickers
Bosko,włosko i ksiądz co oddał parafianom milion [TYGODNIK]