Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Jak sprawić, by zły dzień nie zamienił się w … złe życie?

Czasami każdy ma tak zwany gorszy dzień. Niefajnie robi się wtedy, gdy ten gorszy dzień zaczyna się niepokojąco przeciągać…. 

Trzymałam się dzielnie. Wtedy, kiedy przełożyłam wizytę u neurologa by iść na seminarium, a dzień przed okazało się, że seminarium jednak nie ma. Trzymałam się wtedy, gdy spóźniał się autobus i wtedy, gdy trzasnęła mi ostatnia żarówka. I to był błąd, bo powinnam wtedy wybuchnąć, ostygnąć i zastanowić się nad tym, dlaczego tak jest. A zamiast tego – spotkała mnie kumulacja.Myślę, że czarę goryczy przelały czwartkowe zajęcia. Nie sądzę, aby połowa grupy w której jestem, doznała jakiejś zbiorowej amnezji, więc przepływ informacji wciąż mnie zadziwia. W skrócie mówiąc – niektórzy z nieznanych przyczyn nie dzielą się informacjami typu : jakieś zajęcia przepadają, czy  na jakieś trzeba coś przygotować.  

Malutka rzecz, jedna iskierka, bzdurka – niestety, pozwoliłam tej kuli śnieżnej toczyć się dalej i rosnąć w siłę. Tak więc w czwartek kula toczyła się z powodu bzdurki. Ale potem toczyła się dalej, bo miałam ochotę coś zjeść. Bliżej nieokreślone coś. Poszłam do sklepu, pokręciłam się, kupiłam dwie czekolady, rzuciłam je w kąt i nadal chciałam coś zjeść. Typowy nastrój obrażonej na cały świat baby. Jest zła, ale nie wie czemu.

 Następnie sprawdziłam stan konta, sama nie wiedząc czego się spodziewałam – nagle niemożebnie zaczął irytować mnie brak przelewu na czterocyfrową kwotę. Nie byłoby w tym irytowaniu się  nic dziwnego, gdybym nie czekała na ten przelew od….grudnia. Nie wiem na co liczyłam, że cudownie ktoś zachce sam uregulować dług wobec mnie? 

Och, a potem było już tylko gorzej.

 W piątek dowiedziałam się, że pewna firma wybrała inną agencję (w uproszczeniu – ja miałam być podwykonawcą) i nie pojadę do bardzo fajnego kraju. Poczułam się jak dzieciak, który zostaje jako ostatni wybrany do drużyny na lekcji wychowania fizycznego.

Kula toczyła się nadal, a wszystkie malutkie sprawy przyklejały się do niej i stawały się już całkiem zauważalne. Tak, wciąż chciałam “coś zjeść” ale nie wiedziałam sama co. 

Od pewnego czasu mój telefon się psuje i ten sam sms przychodzi po jakieś 40 razy. Więc jakiś czas  temu wyłączyłam całkiem dźwięk sms-ów i powiadomiłam większość ludzi, że alb fejs, albo trzeba dzwonić. Wczoraj potrzebowałam odebrać sms, aby potwierdzić kod i skorzystać z awaryjnego konta bankowego. Wtedy  zobaczyłam zapchaną skrzynkę. Wściekła za jednym zamachem skasowałam wszystko bez czytania.

Kula była już wielka.

Och, i jeszcze ta spamerska firma, która ciągle usiłuje na tym blogu reklamować suplement diety, nieudolnie bawiąc się marketing szeptany. Też mnie wkurzyli.


“Kiedy żądli mnie osa, żądli mnie cały świat”.


Wielką kulę pełną problemów zauważyłam dopiero dzisiaj rano. Inni pewnie widzieli ją wcześniej – w  jednozdaniowych odpowiedziach na maile i wiadomości, w moich oczach i mojej minie.

Stop!


Gdy krzyknęłam to sobie w myślach, kula jakby trochę zmalała. A przynajmniej – potoczyła się w drugą stronę.

O nie, to trwa za długo! 

Trzy minuty na uporządkowanie myśli. Dlaczego poddaję się tym emocjom? Co mnie gryzie? Dlaczego pozwalam się temu gryźć?

Oglądałam kiedyś reportaż o mężczyźnie, który kupił sobie warany – piękne mięsożerne, wielkie “jaszczury”.  Karmił je i zapewniał im wszystko co trzeba. Raz na jakiś czas w zabawie waran drasnął go zębem w łydkę czy rękę. Coś jak podrapanie kota – pomyślał.

Zbagatelizował, zostawił.

Po jakimś czasie sąsiadowi zaczęło coś śmierdzieć. Otwiera drzwi, a tam warany bawią się nadjedzonymi zwłokami swojego żywiciela. Draśnięcie zębem nie było przypadkowe – warany  wpuszczały tak jakiś rodzaj trucizny, która baaaaardzo powoli zabijała czy tam usypiała ich właściciela.

Nie wiem czemu pomyślałam o tej historii akurat podczas porannego porządkowania myśli, ale stwierdziłam, że pora wyleczyć drobne rany i nie dać się zjeść swoim waranom. Albo zmiażdżyć śnieżnej kuli.

Tak czy siak – trzeba było powiedzieć jasno wyraźnie – stop. 

Akt drugi – rzut okiem na zeszyt wdzięczności . Kula zmalała jeszcze bardziej. Uff, robi się coraz ciekawiej!

Akt trzeci – wypisałam wszystko, na co jestem zła, na co byłam zła i co mnie denerwowało w ostatnich dniach. Po zapisaniu każdej linijki stosowałam prostą procedurę mini-mantry :

Wybaczam tobie

wybaczam sobie

kocham ciebie

kocham siebie 


Na szczęście nie musiałam sięgać po drastyczniejsze środki w postaci ostrzejszych tekstów na otrzeźwienie :).

Akt czwarty – zapisaną kartkę wrzuciłam do pieca i już w lepszym humorze napuściłam sobie wody do wanny. Gorąca woda, olejk bazowy+ grejpfrutowy. (bez bazowego można poparzyć sobie tyłek. Been there, done that…).

Trzy minuty w wannie i rozlega się dzwonek do drzwi.

Na szczęście wiedziałam już, że nie chcę toczyć tej kuli dalej i nie było erupcji wulkanu, trzaskania drzwiami i wściekłości.

Luz.

To będzie truizm i coś mega oczywistego, ale czasami popadamy w długotrwałe złe nastroje, bo sami dorzucamy ciągle drwa do tego ogniska. A potem płacz, bo wymknęło się spod kontroli i pali się cały las. Łatwiej gasi się mały ogień niż wielki.

Złe dni są potrzebne. Po to, aby zresetować myśli, docenić te lepsze i po kuksańcu w żebro zmotywować się do jakiegoś działania. Ja potrzebowałam tego dnia trochę wcześniej, ale zachowałam się głupio i to wyparłam.

Miałam kiedyś taką sytuację, że próbowałam stłumić kaszlnięcie albo czkawkę. W każdym razie – zamknęłam usta. Ból który rozszedł się gdzieś w okolicy mostka był dotkliwą nauczką, by nigdy więcej tego nie robić.

Postanowiłam szybko zrobić kolaż swojego nastroju. 

źródła zdjęć : jeden, dwa, trzy, cztery 

Żółty. Kolor energii . Ok, widocznie tego mi brakowało.

Czasami sklejam sobie obrazki, czasami koloruję mandale. 

Potem wyraziłam swój nastrój piosenką, która pierwsza przyszła mi do głowy

Tytuł idealnie wkomponował się w moją ostatnią głupotę. Spróbowałam też spojrzeć na moje problemy z błędnikiem i coraz częstszą, nagłą utratą równowagi trochę bardziej metaforycznie.

Yep, skończyłam kilka ważnych “spraw” nie dając sobie czasu na adaptację do nowej sytuacji. Po prostu zaczęłam żyć dalej. 

Ok, jaki może być mój nastrój za chwilę? Poprzeglądałam palety z żółtym który w momencie czułam i wybrałam taką :

Całkiem ładna, prawda? Możecie taką zrobić na deisgn seeds: 
Ok, już coś więcej się dzieje.
Róż, blady żółty… muffinki!
Jednak promocja na czekoladę i te dwie nieszczęsne tabliczki na coś się przydały. 
Ba, nawet obiecałam sobie, że muszę kupić kilka innych wesołych papilotek i silikonowych form do wypieków, bo będą całkiem fajne  w dobrej cenie w lidlu .
Och, muffinki. Po dobrych, słodkich babeczkach wszystkie dziwne nastroje pryskają jak bańka mydlana. Nie ma żadnych ciężkich kul śniegowych. Wystarczy pacnięcie delikatne jak muśnięcie skrzydełkiem motyla i po sprawie.
A gdy zasiadałam do napisania tego tekstu, przypomniałam sobie, że podobny już kiedyś napisałam :

JAK SZYBKO I SKUTECZNIE POPRAWIĆ SOBIE HUMOR? 🙂 MOJE METODY

Zakończę więc sprawę krótkimi wnioskami – brutalna prawda jest taka, że często człowiek jest rozdrażniony, bo… nie zrobił nic, aby przestał być rozdrażniony. Tymczasem wystarczy zadać sobie pytanie – czego chcę bardziej – podłego nastroju, czy zrobienia czegoś z tym nastrojem?  
I zrobić co należy.
Wybór jak zawsze – należy do Ciebie. Im szybciej powiesz stop, tym lepiej. Bo z wielkimi kulami niestety człowiek nie poradzi już sobie sam.

Jaki jest twój ulubiony sposób na rozładowanie napięcia? 🙂 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Podstępny potwór, który niszczy Twoje życie – bylejakość [rozwojownik]
Jak sprawić, by zły dzień nie zamienił się w … złe życie?