Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

Jakie są moje ulubione kosmetyki? – Zima 2015

olejki do twarzy, dobry eyeliner, grafitowa henna , odżywka do paznokci
Zima dobiegła końca, więc postanowiłam przedstawić kosmetycznych ulubieńców tej pory roku 😉 Większość to pielęgnacja, ale jest też kilka kosmetyków z kolorówki. Ciekawi? 😉

Będzie o trzech ulubionych olejkach, peelingu do dłoni, genialnej masce do włosów i najładniejszym kolorowym eyelinerze jaki widziałam.

Jest mi bardzo przykro, że za każdym razem trzeba o tym uprzedzać, ale widocznie inne koleżanki-blogerki działąją inaczej i macie prawo być podejrzliwi. Tekst nie jest sponsorowany ani w całości ani we fragmentach. Gdyby było inaczej, wyraźnie bym to napisała :).
Kilka z tych kosmetyków dostałam bez żadnych zobowiązań, ale to czy kupiłam sobie coś sama, dostałam od marki czy od cioci – nie ma absolutnie żadnego wpływu na moją opinię 🙂 Postarałam się też wyszukać najlepsze oferty, żeby uniknąć pytań o cenę i sklep :).

Pielęgnacja :
Numerem jeden w pielęgnacji twarzy jest Nutri – Gold Olejkowy Rytuał, Olejek do twarzy (do cery suchej). Nie wiem czy są inne wersje tego produktu, ale wolałam napisać :). Olejek ma suchą konsystencję i szybko się wchłania. To plus dla tych, którzy nie lubią uczucia tłustej skóry. Ja niestety do nich nie należę i pełne wchłanianie produktu trochę mnie drażni.  Moja skóra jest mocno odwodniona i olejek całkiem dobrze sobie  z tym radzi. Olejek zapakowany jest w szklaną buteleczkę  z pipetą, za pomocą której dozujemy 2-3 kropelki i wmasowujemy w twarz. Jest przy tym bardzo wydajny i dość interesująco pachnie. Zapach to połączenie róży, pomarańczy, lawendy, geranium,  jaśminu, majeranku i marakui. Dla mnie jest całkiem przyjemny, ale znam takich, którym śmierdzi. Jeśli w sklepie będzie tester, proponuję przed zakupem powąchać :).  Obecnie jest na niego promocja (klik

Olejek do ciała Kwiat Wiśni i Róża marki własnej Rossmana
Bardzo przyjemny olejek do ciała zamknięty w plastikowej nakrętce. Mechanizm zabezpieczający pompkę jest całkiem sprawny, chociaż wolę zatyczki ;-). Olejek bardziej natłuszcza niż nawilża, ale uwielbiam wmasowywać go w ciało po kąpieli. Szczególnie lubię uczucie jedwabistej gładkości nóg :). Jest całkiem wydajny (na zdjęciu moja druga buteleczka), zużywałam go od października. Wyczytałam gdzieś, że można go stosować także na włosy, ale nie próbowałam :). Wydaje mi się, że kosztował ok 10 zł za 150 ml 🙂
Naturalny olejek do twarzy Olive – to kosmetyk oczyszczający, którym zmywam makijaż. Dostałam go w prezencie we wrześniu i przy używaniu tak 2-3 razy w tygodniu, zużyłam tylko tyle, ile widać na zdjęciu. Producent zaleca 2 pompki olejku sumiennie wmasować w twarz (ok. 5 minut) po czym zmyć ciepłą wodą. Jestem trochę za leniwa na 5 minut masowania dzień w dzień, ale efekty są bardzo fajne. Na moim kartoniku była naklejka ze składem, na której napisano, że zawiera olejek mineralny. Nie znam japońskiego, ale podobno była to pomyłka i skład wygląda tak :
Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, PEG-10 Glceryl Triisostearate, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Dicaprylyl Carbonate, Isoprpyl Myristate, Polydecene, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Water, Glycerin, Squalane, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Propylene Glycol, Camellia Oleifera Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Fragrance, Limonene, Butylparaben, Benzophenone-9, CI 47000, CI 61520.

Olejek przyjemnie odświeża, ale zostawia uczucie lekko tłustej skóry. Używam go wieczorem i najbardziej lubię w nim to, że bez żadnego tarcia zmywa nawet wodoodporne kosmetyki. Mój pochodzi ze sklepu azjatica.pl i kosztuje obecnie 30 zł (klik). Jestem nim zachwycona i z pewnością kupię drugie opakowanie – o ile nie wycofają go ze sprzedaży, bo pewnie starczy mi jeszcze na dwa lata 😀 

Kolejny kosmetyk to Peeling do rąk Młode Dłonie z eveline – pachnie wanilią, bardzo słodko.  Nie wiem czemu marka uparcie nazywa swoje kosmetyki 8w1 itp. bo peeling to peeling ;D Jest delikatny, ale wmasowany w skórki świetnie sobie z nimi radzi. Trochę denerwuje mnie jego lepkość, ale i tak go bardzo lubię 🙂
Ostatnia z pielęgnacji jest maska Efektiv-Kur Oil Care z Isany –  bardzo praktyczna tuba i świetna zawartość. Wiem, że nie jestem dobrą reklamą masek do włosów, ale byłam dzisiaj u fryzjera i pozbyłam się spalonych dawnym rozjaśnianiem końcówek, więc łatwiej mi będzie pokazywać efekty ;-).  Maska jest genialna! Kosztuje chyba z 5 zł i podobno cała seria (klik) jest godna uwagi, ale nie sprawdzałam 🙂 
Inne 🙂

Henna w kremie Delia , grafitowa. Wreszcie trafiłam na gotowy produkt, który przyciemnia moje włoski. Żadnych ciepłych tonów! Poprzednia czarna henna z venity  była zdecydowanie za ciemna. Ostatnio kupiłam wersję brązową i niestety – wcale nie dawała efektu. No, może delikatny, widoczny przez 1-2 dni. Ta z Delii nie ma szablonów w zestawie, ale i tak z nich nie korzystam. Na pewno mogę powiedzieć, że zalecana porcja 1cm żelu  i 12 kropli aktywatora to dużo za dużo 😉 Spokojnie jestem w stanie pokryć całe brwi ilością uwolnioną przez jedno naciśnięcie tuby. Długo szukałam tej henny, a obecnie pojawiła się w biedronce 🙂  (klik)

Odżywka Eveline Twarde jak Diament (zamiennie z wersją 8 w 1)   jest kosmetykiem, do którego zawsze z pokorą wracam. Moje paznokcie niestety ciągle się rozwarstwiają. Stosowana raz na jakiś czas dobrze je utwardza, ale wiem, że wielu osobom zrobiła krzywdę. Ja też za pierwszym razem byłam bardzo zadowolona, a potem wręcz zrozpaczona, bo paznokcie stały się bardzo cienkie. Obecnie stosuję pod lakier, jako bazę i jest rewelacyjnie. Myślę, że nie miałabym już cierpliwości do kuracji zalecanej przez producenta – pierwszego dnia malujemy nią paznokcie i przez 3 lub 4 kolejne dni dokładamy kolejną warstwę. Następnie zmywamy i od nowa to samo :). (klik)
Tesori d’Oriente – Fiołek Nepalu – to nie dezodorant, to perfumy :D. Widoczna na zdjęciu buteleczka jest moją drugą. Dla mnie zapach jest bardzo ładny i delikatny, ale mój zapachowy gust jest raczej plebejski :)). Podobają mi się różne kompozycje tej firmy, a mając na sobie fiołek czuję się lekko i zwiewnie. Więcej o tych perfumach pisałam tutaj . Najciekawszy jest chyba fakt, że kosztują ok 30 zł w Piotrze i Pawle. Przez internet można je kupić za 20 zł, ale z kosztem przesyłki wychodzi na to samo. Ja polecam przejść się do sklepu, powąchać i zobaczyć czy nam pasuje. To produkty z gatunku love or hate. Mniej więcej tyle samo osób pyta mnie co to za perfumy, bo pięknie pachną i tyle samo osób uważa, że śmierdzą szarym mydłem :-). Ja czaję się na zapach Aegyptus, ale nigdy nie dorwałam stacjonarnie ;-).
lagoon, blue eyeliner, tourquise, nude kohl,
Ostatnie trzy produkty to kolorówka – 
Kredka Rimmel Colour Rush 130 I want candy – bardzo przyjemny, cukierkowy odcień. Nawilża usta i wygląda jak pomadka. Krycie średnie, czyli tak jak lubię :). Po godzince błyszcząca warstwa znika, ale sam kolor dość mocno wżera się w usta, więc utrzymuje się bardzo długo. Kształt kredki bardzo ułatwia aplikację, mój hit! 😉 Obecnie najlepsza oferta jaką znalazłam (klik)
Kredka My secret satin touch kohl – ja mam ją  w odcieniu nude, ale nie mam pojęcia jak nazwał go producent, bo starły się napisy. Kredka jest bardzo miękka i dobrze napigmentowana. Moim zdaniem sprawdza się lepiej niż słynna kredka Max Factor, którą też posiadam. Cena nieporównywalnie niższa, ale też kredka bardziej kremowa. Pewnie dla jednych to wada, dla drugich zaleta. Uwielbiam stosować ją na linię wodną oka 😉 Za taką cenę naprawdę warto 🙂 (klik)
Ostatnim hitem jest Lovely Butterfly Eyeliner numer 3 – mam go dopiero od kilku dni, ale i tak jest hitem i ulubieńcem. Ma piękny, wiosenny kolor. Jest nie do zdarcia i nie odbija się na górnej powiece. Jestem nim całkowicie oczarowana. Jedynie upierdliwy jest przy demakijażu, bo naprawdę mocno się trzyma. Nawet olejkiem muszę trochę dłużej się pobawić. Kosztuje chyba 7 zł, ale obawiam się, że to jakaś limitowanka. Jestem bardzo zaskoczona, bo do tej pory kolorowe eyelinery Wibo/Lovely nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia, wprost przeciwnie.
Mam nadzieję, że nic nie pominęłam ;-). 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Pierwszy wiosenny tygodnik – ostatnia szansa w konkursie, przepis na muffinki, i przyjaźń z gołębiem :)
Jakie są moje ulubione kosmetyki? – Zima 2015