Instagram has returned invalid data.

Kino, żołądek i skąd wiedzieć czy w filmie umrze piesek [TYGODNIK]

Znacie osoby, które dzień po deklaracji “nigdy więcej nie tknę lodów” idą właśnie na lody? Jestem jedną z takich osób. A deklaracja w momencie jej składania jest szczera i w 100% zgodna z mną w chwili jej wypowiadania. Tak też było z wyzwaniem codziennego pisania na blogu.

Był czas, gdy notki były codziennie lub co drugi dzień (np. tutaj w  2014), ale spójrzcie sami – to nie były porywające teksty.
Teraz też nie są.

Przestał mnie kręcić rozwój osobisty. Troszkę bawi mnie kierunek w jakim to podąża dzisiaj, a ja mam już wypracowaną całą paletę  technik i sposobów z których korzystam na codzień lub w razie potrzeby. One działają, jest mi w moim życiu dobrze, nie szukam kolejnych. 
Wszystkie te wpisy znajdziecie w zakładce o łatym do odgadnięcia tytule – rozwój osobisty  😉 Jeśli ktoś chce znać moje sposoby, to wystarczy się w nią zagłębić. 
Jestem ostatnio beznadziejnym człowiekiem.  Proponuję coś, odwołuję plany, potem decyduję się na coś w ostatniej chwili, komuś innemu jest przykro, że przecież chwilę wcześniej powiedziałam że dzisiaj wieczorem nigdzie nie wychodzę… TAK, jestem ostatnio okropna.
I serio dziwię się, że mam znajomych, którzy wciąż chcą ze mną się spotykać 😉 
Najmilsza rzecz jaką usłyszałam w tym tygodniu padła dzisiaj – “jesteś jedną z trzech osób, które broniły mnie wtedy publicznie, zawsze będę to pamiętać”. Rzadko się wzruszam (no chyba że w filmie umiera piesek, wiadomo) ale mnie to wzruszyło. A byłam dzisiaj w paskudnej formie.
Ale first things first.
Znowu chodzę do kina. Byłam całe dwa razy, jutro idę trzeci. Wreszcie moja karta cinema city unlimited się nie kurzy, bo to był mój wielki wyrzut sumienia. Kiedyś kino było dla mnie większą wyprawą do Bydgoszczy i oznaczało cały dzień gdzieś na mieście (które średnio lubiłam). Teraz mogę skoczyć kiedy chcę i to jest totalnie super.
Cicha Noc doczekała się nawet nie-recenzji, którą na moim blogu przeczytacie tutaj:

Jeden ważny błąd, który popełniają mężczyźni – Cicha Noc [FILM]

No i ciągle wpadam na różne osoby, których kompletnie nie spodziewam się w danym miejscu i czasie, ale to moje życie.
Czy ktoś wpadł kiedyś na nauczycielkę podczas imprezy w klubie? xDD
#mojeżycie
 W bloku w którym mieszkam ciągle trwają jakieś prace remontowe. Postanowiłam częściej pracować na mieście, co jest dla mnie miłą odmianą. Gdy mieszkałam w Solcu Kujawskim, nie miałam ani takiej możliwości (nie ma sensownych miejsc do pracy z laptopem) ani potrzeby. Aktualnie robię tyle rzeczy, że w domu nie jestem w stanie pracować produktywnie. Zawsze nachodzi mnie na jakieś ciasto (pieczenie, nie jedzenie), a to pranie… STHAP!
Nie chcę się zasiedzieć, więc w poniedziałki zaczynam tydzień od zimowej kawy w maku (są po 5 zł jeszcze 11 i 18 grudnia, szczegóły tutaj), a w tygodniu chyba przerzucę się na śniadania w Aioli (za złotówkę do kawy) albo innych fajnych miejscach, które zamierzam odkrywać. 
Tak, kiedyś byłam jedną z tych osób, które pytały “jak można jeść śniadania na mieście?”…  ostatnio rozważałam skorzystanie z usług pani do sprzątania oraz wirtualnej asystentki, bo robię tyle rzeczy, że nie wyrabiam. I serio wolę iść po całym dniu do kina niż sprzątać albo ogarniać papierki i umowy. Gdy robisz rzeczy wymagające myślenia twórczego,  masz ochotę odpocząć umysłowo na maksa.
A po prawej gorąca zimowa herbatka, też lubię!
Piłam ją na mikołajkowym spotkaniu organizowanym przez Revlon. Kiedyś nie lubiłam eventów, potem zmieniłam do nich podejście (nawet nagrałam o tym filmik, możecie zobaczyć go tutaj :), i od kiedy stwierdziłam, że jednak eventy lubię, to zaczęłam baaaaaardzo rzadko się na nich pojawiać. Zwyczajnie – nie mam czasu na nudne spotkania, wybieram fajne rzeczy.
A tutaj bardzo dobrze i ładnie karmili ❤
To miał być event, na którym nowości kosmetyczne testujesz przez makijaż, czyli dajesz się pomalować 😉 Byłam jedną z dwóch osób, które przyszły niepomalowane xD
Podkład w sztyfcie jest super 🙂
Zupełnym przypadkiem trafiłam też drugi raz do kina. Zamawiałam sobie taxify  (jeśli nie wiesz kiedy uber, kiedy mytaxi, taxify a komunikacja publiczna, zerknij na moje porównanie). No i kierowca anulował. Miałam zamówić drugi samochód i jechać do domu (pisać bloga :P) ale przyjaciele którzy ze mną byli mówią – poczekaj u nas w aucie, będzie cieplej. No i zawieźli mnie do kina 😀
Morderstwo w Orient Expressie jest filmem wizualnie przepięknym, bawiłam się dobrze, ale recenzji pisać mi się nie chce bo jednak chcę pisać na blogu tylko to, co czuję.

no i hej, jak ten Johnny Depp zbrzydł 🙁 Why?

Korzystacie z moich różnych rekomendacji, a ja tym razem chciałam powiedzieć, że zarówno Cichą Noc jak i kolejny film poleciła mi Marysia. Kto oglądał stories, ten widział Marysię bo zabrałam ją na świąteczne spotkanie z marką Revlon, a teraz polecam jej śliczne akwarele. Można kupić je w bardzo przystępnych cenach, także na specjalne zamówienie. Polecam 😉

W tym tygodniu robiłam bardzo dużo różnych rzeczy, ograniczam się do wybranych.  Ale podrzucam linki do ubrań o które pytaliście.

To są moje ukochane spodnie, które jak wiecie z IG – pękły mi na tyłku 🙁 Ale wina była moja. Po prostu trzeba było wyregulować sznurki.
A spódniczkę też pokazywałam na stories. Taka sama (zmacałam!) jest obecnie w Zarze za 99 zł. U źrodła… sami zbaczcie za ile 🙂

Zepsułam też buty i dużo różnych rzeczy 😀 Moje życie w ostatnich dniach jest bardzo dziwne, bo dzieje się sporo i to fajnych rzeczy, a największy ból jest wtedy, gdy nie można skorzystać z czegoś super fajnego bo nie starcza na to czasu albo nie da się tak szybko   tego zorganizować.

Ach no i weekend. w Warszawie było sporo znajomych z okazji Blogowigilii. W piątek zrobiłyśmy sobie z Olą i Martą  w Secado (dobre drinki, dobre przystawki, słaby burger) a w sobotę dołączyła do nas Patka i zrobiłyśmy oficjalny bifor.
Blogowigilia spoko, chociaż nie była to najlepsza edycja. Nie wiem czy to ludzie się zmieniają, czy blogi są już w tym wszystkim najmniej ważne, ale może to tylko moje samopoczucie. W niedzielę obudziłam się w fatalnym stanie i cały czas próbowałam dociec, co się stało. Wcale nie wypiłam za dużo (trochę wina, trzy drinki) ale albo to źle zmieszałyśmy albo to jednak były pierogi.

Nigdy nie upiłam się do nieprzytomności. Teraz też nie, ale nie podoba mi się ten stan. Znaczy spoko, gdy odzywam się do kogoś po dwóch miesiącach z przeprosianami za odwołane spotkanie albo mówię koleżance, że kocham ją jak młodszą upośledzoną siostrę to jest awkward, ale moje głupie zachowania ograniczają się do słów a nie czynów.
Więc norma,
 Ale skoro bolał mnie brzuch a nie głowa i mnie nie suszyło, to jednak zatrucie a nie kac, prawda?

Zżarłam za dużo, a potem jak chciałam iść po jedzenie (znowu!) to już podobno nie było.

Mam wrażenie, że przez listopadowy maraton chorowania podczas którego jadłam mniej, mój żołądek troszkę się skurczył a ja z przyzwyczajenia gotuję/nakładam/zamawiam sobie tyle, co zawsze.
No i nie dojadam albo zjadam całe i potem jest mi źle. Albo się uwrażliwił cholera.

Zostaje kwestia Tosi.

Ola napisała tekst o tym, dlaczego zdecydowała się na kastrację pieska i przy okazji poleciła weterynarza u którego go dokonała. Każdy kto ma zwierzę i je kocha wie, jak ważne jest znalezienie “tego jedynego” specjalisty. Więc napisała gdzie poddała psa zabiegowi a jakaś bardzo smutna osoba oskarżyła ją o nieoznaczoną reklamę.
Jest mi wstyd za ludzi, wy myślicie że wszystko co polecone jest sponsorowane? Tekst oli znajdziecie tutaj http://aleksandranajda.com/najtrudniejsza-decyzja-jaka-musialam-podjac/
W tym jednym tygodniku polecam mnóstwo rzeczy – od zimowych herbat przez filmy aż po akwarele Marysi i ta-daaaam, zaskoczę Was – ani jeden kawałeczek tego tygodnika nie jest sponsorowany. ANI JEDEN. Nikt nie zapłacił mi tutaj za nic pieniędzy.

Miałam intensywny czas, więcej treści stworzyłam niż skonsumowałam (wciąż jestem wierna zasadzie dwa ce, czyli create before consume)

ale coś tam mogę Wam podlinkować.

Ania Och i jej tekst:

Nie jestem dziw*ą, nie muszę wszystkich zadowalać.

Dobry, mocny, ciekawy

Ja poruszyłam kwestię ciepłych ubrań zimą

Oraz przypominam swój stary tekst o tym, “jak wybiłam się z blogiem

A także historia o tym, jak babcia chciała spieniężyć moje ciało xD

Strona z której dowiesz się, czy w filmie umiera piesek– genialna.

Zawsze płaczę, gdy umierają pieski. Śmierć pieska boli bardziej niż śmierć dziecka. Ale można też sprawdzić czy umiera jakiś koń, czy są klauny, albo czy ktoś wymiotuje/puszcza bąka – mnóstwo rzeczy. Czasami to trochę spoiler, ale jeśli ktoś ma fobię albo ciężko przeżywa np. klauny – super sprawa. Korzystam nieprzyzwoicie często.

Na dziś to już wszystko, buziaczki 🙂




Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jeden ważny błąd, który popełniają mężczyźni – Cicha Noc [FILM]
Kino,  żołądek i skąd wiedzieć czy w filmie umrze piesek [TYGODNIK]