- Chcesz spróbować?
- Jasne!
Wolę czegoś spróbować z myślą, że najwyżej mi się nie spodoba, niż nie spróbować i żałować. W Malezji nadarzyła się okazja do sadzenia ryżu🌾 fajna przygoda! (Do momentu, aż coś dziwnego przepełzło po mojej stopie😅) A teraz siedzę i czytam wszystko o tym, jak ogarnąć przesiadkę w Chinach! Lecę w lutym do Wietnamu (znaczy loty mam do Bangkoku, ale resztę jakoś ogarnę!) i polowałam na sensowną przesiadkę aby zobaczyć #Pekin ♥️ marzyło mi się Zakazane miasto, ale teraz napaliłam się na Wielki Mur Chiński. Będę mieć 16h (gdzie same formalności wizowe to podobno 2-3h😱) i będę zupełnie sama, ale na samą myśl szczerzę się jak szalona 😁 co może pójść nie tak? Wszystko! Mogę nie dostać wizy, może oszukać mnie kierowca, przechowalnia bagażu może nie być czynna, mogę nie zdążyć na przesiadkę do Bangkoku... YOLO! Przeczytałam już cały internet, ale zapytam też tutaj - czy jest wśród Was ktoś, kto przebiegł przez Pekin podczas tej szalonej przesiadki?
Mam ochotę na trudne ustawienia tej gry i zrobić trasę nie z wynajętym kierowcą, ale pociągami i autobusami. No risk no fun!

W ogóle chciałabym, aby ta podróż była trochę inna i wypchnęła mnie mocniej ze strefy komfortu. Nie będę rezerwować noclegów z wyprzedzeniem, chcę przemieszczać się bardziej jak lokals, nie planować za dużo i dać się ponieść chwili. Będzie fajnie!🙃 #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #Azja #Chiny #Malezja #bejing #travelgirl #adventure #discoverunder50k #girlswhotravel #malaysia #china #riceplanting

- Chcesz spróbować? - Jasne!...

Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Kino, żołądek i skąd wiedzieć czy w filmie umrze piesek [TYGODNIK]

Znacie osoby, które dzień po deklaracji “nigdy więcej nie tknę lodów” idą właśnie na lody? Jestem jedną z takich osób. A deklaracja w momencie jej składania jest szczera i w 100% zgodna z mną w chwili jej wypowiadania. Tak też było z wyzwaniem codziennego pisania na blogu.

Był czas, gdy notki były codziennie lub co drugi dzień (np. tutaj w  2014), ale spójrzcie sami – to nie były porywające teksty.
Teraz też nie są.

Przestał mnie kręcić rozwój osobisty. Troszkę bawi mnie kierunek w jakim to podąża dzisiaj, a ja mam już wypracowaną całą paletę  technik i sposobów z których korzystam na codzień lub w razie potrzeby. One działają, jest mi w moim życiu dobrze, nie szukam kolejnych. 
Wszystkie te wpisy znajdziecie w zakładce o łatym do odgadnięcia tytule – rozwój osobisty  😉 Jeśli ktoś chce znać moje sposoby, to wystarczy się w nią zagłębić. 
Jestem ostatnio beznadziejnym człowiekiem.  Proponuję coś, odwołuję plany, potem decyduję się na coś w ostatniej chwili, komuś innemu jest przykro, że przecież chwilę wcześniej powiedziałam że dzisiaj wieczorem nigdzie nie wychodzę… TAK, jestem ostatnio okropna.
I serio dziwię się, że mam znajomych, którzy wciąż chcą ze mną się spotykać 😉 
Najmilsza rzecz jaką usłyszałam w tym tygodniu padła dzisiaj – “jesteś jedną z trzech osób, które broniły mnie wtedy publicznie, zawsze będę to pamiętać”. Rzadko się wzruszam (no chyba że w filmie umiera piesek, wiadomo) ale mnie to wzruszyło. A byłam dzisiaj w paskudnej formie.
Ale first things first.
Znowu chodzę do kina. Byłam całe dwa razy, jutro idę trzeci. Wreszcie moja karta cinema city unlimited się nie kurzy, bo to był mój wielki wyrzut sumienia. Kiedyś kino było dla mnie większą wyprawą do Bydgoszczy i oznaczało cały dzień gdzieś na mieście (które średnio lubiłam). Teraz mogę skoczyć kiedy chcę i to jest totalnie super.
Cicha Noc doczekała się nawet nie-recenzji, którą na moim blogu przeczytacie tutaj:

Jeden ważny błąd, który popełniają mężczyźni – Cicha Noc [FILM]

No i ciągle wpadam na różne osoby, których kompletnie nie spodziewam się w danym miejscu i czasie, ale to moje życie.
Czy ktoś wpadł kiedyś na nauczycielkę podczas imprezy w klubie? xDD
#mojeżycie
 W bloku w którym mieszkam ciągle trwają jakieś prace remontowe. Postanowiłam częściej pracować na mieście, co jest dla mnie miłą odmianą. Gdy mieszkałam w Solcu Kujawskim, nie miałam ani takiej możliwości (nie ma sensownych miejsc do pracy z laptopem) ani potrzeby. Aktualnie robię tyle rzeczy, że w domu nie jestem w stanie pracować produktywnie. Zawsze nachodzi mnie na jakieś ciasto (pieczenie, nie jedzenie), a to pranie… STHAP!
Nie chcę się zasiedzieć, więc w poniedziałki zaczynam tydzień od zimowej kawy w maku (są po 5 zł jeszcze 11 i 18 grudnia, szczegóły tutaj), a w tygodniu chyba przerzucę się na śniadania w Aioli (za złotówkę do kawy) albo innych fajnych miejscach, które zamierzam odkrywać. 
Tak, kiedyś byłam jedną z tych osób, które pytały “jak można jeść śniadania na mieście?”…  ostatnio rozważałam skorzystanie z usług pani do sprzątania oraz wirtualnej asystentki, bo robię tyle rzeczy, że nie wyrabiam. I serio wolę iść po całym dniu do kina niż sprzątać albo ogarniać papierki i umowy. Gdy robisz rzeczy wymagające myślenia twórczego,  masz ochotę odpocząć umysłowo na maksa.
A po prawej gorąca zimowa herbatka, też lubię!
Piłam ją na mikołajkowym spotkaniu organizowanym przez Revlon. Kiedyś nie lubiłam eventów, potem zmieniłam do nich podejście (nawet nagrałam o tym filmik, możecie zobaczyć go tutaj :), i od kiedy stwierdziłam, że jednak eventy lubię, to zaczęłam baaaaaardzo rzadko się na nich pojawiać. Zwyczajnie – nie mam czasu na nudne spotkania, wybieram fajne rzeczy.
A tutaj bardzo dobrze i ładnie karmili ❤
To miał być event, na którym nowości kosmetyczne testujesz przez makijaż, czyli dajesz się pomalować 😉 Byłam jedną z dwóch osób, które przyszły niepomalowane xD
Podkład w sztyfcie jest super 🙂
Zupełnym przypadkiem trafiłam też drugi raz do kina. Zamawiałam sobie taxify  (jeśli nie wiesz kiedy uber, kiedy mytaxi, taxify a komunikacja publiczna, zerknij na moje porównanie). No i kierowca anulował. Miałam zamówić drugi samochód i jechać do domu (pisać bloga :P) ale przyjaciele którzy ze mną byli mówią – poczekaj u nas w aucie, będzie cieplej. No i zawieźli mnie do kina 😀
Morderstwo w Orient Expressie jest filmem wizualnie przepięknym, bawiłam się dobrze, ale recenzji pisać mi się nie chce bo jednak chcę pisać na blogu tylko to, co czuję.

no i hej, jak ten Johnny Depp zbrzydł 🙁 Why?

Korzystacie z moich różnych rekomendacji, a ja tym razem chciałam powiedzieć, że zarówno Cichą Noc jak i kolejny film poleciła mi Marysia. Kto oglądał stories, ten widział Marysię bo zabrałam ją na świąteczne spotkanie z marką Revlon, a teraz polecam jej śliczne akwarele. Można kupić je w bardzo przystępnych cenach, także na specjalne zamówienie. Polecam 😉

W tym tygodniu robiłam bardzo dużo różnych rzeczy, ograniczam się do wybranych.  Ale podrzucam linki do ubrań o które pytaliście.

To są moje ukochane spodnie, które jak wiecie z IG – pękły mi na tyłku 🙁 Ale wina była moja. Po prostu trzeba było wyregulować sznurki.
A spódniczkę też pokazywałam na stories. Taka sama (zmacałam!) jest obecnie w Zarze za 99 zł. U źrodła… sami zbaczcie za ile 🙂

Zepsułam też buty i dużo różnych rzeczy 😀 Moje życie w ostatnich dniach jest bardzo dziwne, bo dzieje się sporo i to fajnych rzeczy, a największy ból jest wtedy, gdy nie można skorzystać z czegoś super fajnego bo nie starcza na to czasu albo nie da się tak szybko   tego zorganizować.

Ach no i weekend. w Warszawie było sporo znajomych z okazji Blogowigilii. W piątek zrobiłyśmy sobie z Olą i Martą  w Secado (dobre drinki, dobre przystawki, słaby burger) a w sobotę dołączyła do nas Patka i zrobiłyśmy oficjalny bifor.
Blogowigilia spoko, chociaż nie była to najlepsza edycja. Nie wiem czy to ludzie się zmieniają, czy blogi są już w tym wszystkim najmniej ważne, ale może to tylko moje samopoczucie. W niedzielę obudziłam się w fatalnym stanie i cały czas próbowałam dociec, co się stało. Wcale nie wypiłam za dużo (trochę wina, trzy drinki) ale albo to źle zmieszałyśmy albo to jednak były pierogi.

Nigdy nie upiłam się do nieprzytomności. Teraz też nie, ale nie podoba mi się ten stan. Znaczy spoko, gdy odzywam się do kogoś po dwóch miesiącach z przeprosianami za odwołane spotkanie albo mówię koleżance, że kocham ją jak młodszą upośledzoną siostrę to jest awkward, ale moje głupie zachowania ograniczają się do słów a nie czynów.
Więc norma,
 Ale skoro bolał mnie brzuch a nie głowa i mnie nie suszyło, to jednak zatrucie a nie kac, prawda?

Zżarłam za dużo, a potem jak chciałam iść po jedzenie (znowu!) to już podobno nie było.

Mam wrażenie, że przez listopadowy maraton chorowania podczas którego jadłam mniej, mój żołądek troszkę się skurczył a ja z przyzwyczajenia gotuję/nakładam/zamawiam sobie tyle, co zawsze.
No i nie dojadam albo zjadam całe i potem jest mi źle. Albo się uwrażliwił cholera.

Zostaje kwestia Tosi.

Ola napisała tekst o tym, dlaczego zdecydowała się na kastrację pieska i przy okazji poleciła weterynarza u którego go dokonała. Każdy kto ma zwierzę i je kocha wie, jak ważne jest znalezienie “tego jedynego” specjalisty. Więc napisała gdzie poddała psa zabiegowi a jakaś bardzo smutna osoba oskarżyła ją o nieoznaczoną reklamę.
Jest mi wstyd za ludzi, wy myślicie że wszystko co polecone jest sponsorowane? Tekst oli znajdziecie tutaj http://aleksandranajda.com/najtrudniejsza-decyzja-jaka-musialam-podjac/
W tym jednym tygodniku polecam mnóstwo rzeczy – od zimowych herbat przez filmy aż po akwarele Marysi i ta-daaaam, zaskoczę Was – ani jeden kawałeczek tego tygodnika nie jest sponsorowany. ANI JEDEN. Nikt nie zapłacił mi tutaj za nic pieniędzy.

Miałam intensywny czas, więcej treści stworzyłam niż skonsumowałam (wciąż jestem wierna zasadzie dwa ce, czyli create before consume)

ale coś tam mogę Wam podlinkować.

Ania Och i jej tekst:

Nie jestem dziw*ą, nie muszę wszystkich zadowalać.

Dobry, mocny, ciekawy

Ja poruszyłam kwestię ciepłych ubrań zimą

Oraz przypominam swój stary tekst o tym, “jak wybiłam się z blogiem

A także historia o tym, jak babcia chciała spieniężyć moje ciało xD

Strona z której dowiesz się, czy w filmie umiera piesek– genialna.

Zawsze płaczę, gdy umierają pieski. Śmierć pieska boli bardziej niż śmierć dziecka. Ale można też sprawdzić czy umiera jakiś koń, czy są klauny, albo czy ktoś wymiotuje/puszcza bąka – mnóstwo rzeczy. Czasami to trochę spoiler, ale jeśli ktoś ma fobię albo ciężko przeżywa np. klauny – super sprawa. Korzystam nieprzyzwoicie często.

Na dziś to już wszystko, buziaczki 🙂




Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jeden ważny błąd, który popełniają mężczyźni – Cicha Noc [FILM]
Kino,  żołądek i skąd wiedzieć czy w filmie umrze piesek [TYGODNIK]