Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

Jak wygrać życie? WYZWANIE!

Kieruję się w życiu prostymi zasadami, więc jeśli ktoś mi pisze że “nigdy nie będzie miał takich możliwości” to uważam, że rzeczywiście ich nie będzie miał. A dlaczego? Bo z tym głupim filtrem w głowie nigdy ich nie zauważy. Już pochylił głowę a ze spuszczoną nie widzi się tego co z przodu.

Nigdy nie miałam za dużo pieniędzy, ale też nie traktowałam tego jako przeszkody. Wprost przeciwnie – wszędzie, dosłownie wszędzie widziałam możliwości. Jest ich multum, wystarczy się po nie schylić. I to dosłownie, najprostsza możliwość to iść teraz do lasu na grzyby i jagody. 
No właśnie – mało komu chce się schylać. Więc należy się zastanowić czego chcesz bardziej – nie schylać się czy mieć kasę? Wybór należy do Ciebie.
Piszę to z perspektywy osoby, która na starcie dostała kopa w dupę w postaci bardzo złego zdrowia, nieuleczalnej (ponoć) choroby i niezbyt zamożnej rodziny.
Ostatnio pisałam wam o chłopaku z którym jechałyśmy ostatnio uberem (coś lepszego niż taxi) – trzaska nocne kursy w Trójmieście i na kursach z ludźmi wracającymi z imprez (innymi w ciągu tygodnia) wyciąga w wakacje osiem tysięcy miesięcznie. Nie ma własnego auta spełniającego wymogi, więc je wynajął. Ale CHCIAŁ, ktoś inny powie – nie mam auta, nie nadaje się. Ok, skoro tak myślisz to widocznie rzeczywiście się nie nadajesz.
Przepraszam że jestem brutalna, ale albo się nad sobą użalasz, albo działasz. Jeśli nie robisz WSZYSTKIEGO tylko skupiasz się na wymówkach, widocznie wcale nie CHCESZ poprawić swojej sytuacji. I błagam, nie smęć że masz męża dzieci, psa, kredyt coś tam coś tam – to były twoje WYBORY, twoje decyzje. Nigdy nie będzie łatwiej, bo nie będziesz już młodszy a najlepsza pora na działanie jest TERAZ.
Nie, nie chcę cię teraz zmuszać do przedefiniowania życia, nie chcę też brzmieć ostro, bo pisząc ten tekst szeroko się szczerzę – chcę byś uwierzył trochę w siebie i zaczął działać ;-).
W 2013 napisałam tekst o tym jak dorabiałam będąc w liceum – kilka osób skorzystało z tego sposobu, część nie zraziła się zamknięciem jednego portalu i pracuje dzisiaj pisząc teksty – o tym jak zarabiać na pisaniu też zresztą pisałam ;). Dałam też znać o świetnym sposobie na to jak sobie dorobić, bez żadnego ryzyka i żadnych umiejętności. Oczywiście pojawiło się pierdylion narzekaczy że deszcz, że drogo, że to, że tamto* ale ci którzy naprawdę chcieli zapisali co trzeba w kalendarzu i podzielili się ze mną snapami z efektami :).
Dzisiaj o moim innym sposobie na to, jak wygrać życie. Dosłownie!
Zaczęłam to robić gdzieś pod koniec podstawówki, gdy chciałam mieć rower. Lokalny market organizował konkurs w którym można było go wygrać. Mocno napaliłam się na ten konkurs i przeżyłam pierwszą porażkę gdy wygrała go…koleżanka z klasy. Jeszcze gdyby ktoś obcy… Jednak zamiast jej zazdrościć, stwierdziłam że teraz nie będę przepuszczać konkursom.  Chwilę potem poznałam smak zwycięstwa wygrywając turniej gier planszowych organizowany przez lokalną bibliotekę a gdy poszłam na Lato z Radiem nie bałam się kilka razy podskoczyć by ze sceny zauważył mnie Zygmunt Chajzer i też wygrałam jakieś duperele. Dla dziewczynki bez kasy to było super bo nieciekawą nagrodę można było sprzedać koleżance za pół wartości (i ja byłam zadowolona i ona).
Prawdziwy przełom nastąpił gdy rodzice podłączyli mi internet.
Codziennie zaglądałam na agregat konkursów e-konkursy.info i brałam udział we wszystkim co mi się spodobało. Startowałam w konkursach fajnych i niefajnych, a gdy chciałam coś mieć – wpisywałam w wyszukiwarkę konkursy w których można było wygrać np. mp3. Brałam udział w imieniu swoim, mamy oraz taty, co znacznie zwiększało szanse na wygraną.  Tamte czasy nie były tak obfite i płodne jak dzisiejsze, ale szybko opanowałam kilka trików i nie dość że wygrałam swoje wymarzone mp3, to jeszcze mnóstwo kosmetyków, bonów na ubrania, książek ❤ (które po przeczytaniu można było łatwo sprzedać za 70% wartości), gadżetów, sprzętów…

Ale najważniejsze jest to, że to konkursy nauczyły mnie więcej niż szkoła.

– Nauczyłam się czytania regulaminów, co jest mega ważne (mam teraz nawyk czytania wszystkich urzędowych dokumentów i się ich nie boję)
– Wytrwałości, uporu, determinacji – jeśli nie wygrałam dziesięć razy, startuję jedenasty
– Zrozumiałam, że nie zawsze muszę wygrywać i tak – to że wygra praca (w mojej ocenie) gorsza od mojej nie znaczy że mam hejtować jurorów i zwycięzcę. Tak to już jest, że jednym podobają się blondynki innym brunetki a znajdą się i tacy co będą woleć brunetów. Facetów. Deal with it
– Stałam się niesamowicie kreatywna i płodna jeśli chodzi o pomysły – startowanie w konkursach wymagało ode mnie nieustannego stymulowania mózgu. W poszukiwaniu rymów (tak, wierzyłam w sposoby Grażyn!) czy intrygujących haseł przewertowałam analogowe – bo takie były czasy – słowniki synonimów, antonimów, słów obcych, symboli, przysłów i aforyzmów. Mój słownik niesamowicie się poszerzył do tego stopnia, że nauczycielka nigdy nie sprawdzała mi moich wypracowań na miejscu 😂 

Pozdrawiałam ją wtedy sardonicznym uśmiechem wplatając w wypracowania coraz to dziwniejsze (jak na gimnazjalistkę) słowa jak sybarytyzm, kontrawencjonalizacja, kongestia (moje ulubione :D) czy koafiura oraz inifinitezymalny. Tutaj miałam łatwo, bo pałam wielką miłością do Tuwima i był on moją kopalnią inspiracji gdy pisał np. o degrengoladzie. Te umiejętności przydają mi się do dzisiaj w pracy – to prawdopodobnie dzięki konkursom potrafię pisać strony firmowe na których opisuję np. maszyny rolnicze ;-). Również dzięki konkursom z łatwością radziłam sobie w szkole, bo bardzo korzystnie działały na moją pamięć i gdy czegoś nie umiałam to nadrabiałam kreatywnością, ciekawostkami lub formą.
Konkursy nauczyły mnie pokory i cierpliwości, dostrzegania możliwości. Nauczyły mnie też zorganizowania, bo dzięki nim zaczęłam prowadzić kalendarz gdzie wpisywałam terminy konkursów i wyników, monitorowałam czy dostałam na czas nagrody i pisałam maile z upomnieniami czy reklamacje. 
Swoją karierę zakończyłam gdy zamiast laptopa wygrałam drugą nagrodę czyli…dmuchany pokrowiec na banana. A tak na serio to siadło mi zdrowie i nie byłam w stanie poświęcać na to energii, do tego ucząc się w liceum chodziłam na warsztaty dziennikarskie, w trzeciej klasie zrobiłam studium reportażu (musiałam poczekać na dyplom aż skończę liceum) i zarabiałam już na pisaniu,  prowadziłam dość poczytnego i bardzo angażującego fotobloga i konkursy poszły w odstawkę. 
Mam jednak duży sentyment do tamtych czasów i swojej dawnej kreatywności.
Podrzucam więc kilka wskazówek a na końcu czeka Was wyzwanie ;-).
1. Jeśli stworzenie pracy konkursowej zamyka się w dziesięciu minutach – bierz udział w konkursie dokładnie w momencie w którym go widzisz. W przeciwnym razie przypomnisz sobie o nim dzień po terminie. Sprawdzone info.
2. Zapisuj sobie wszystkie regulaminy. Ja uczę się teraz od najlepszych i robię na blogu akcje promocyjne , ale jeśli widzisz regulamin – od razu zrzucaj go w osobny folder.
3. Załóż drugi spamowy adres e-mail i to z niego startuj. Tylko go sprawdzaj!
4. Nie idź w rymowanki w stylu “produkt X najlepszy jest, dajcie mi go – będzie test. Bardzo lubię waszą markę, mam od was rower i latarkę. Jeśli wygram też smartfona, będzie to rzecz w punkt trafiona”. Błagam, po prostu NIE.
5. I na litość – w zgłoszeniu nie pisz “chcę wygrać bo nigdy nic nie wygrałam”. Wiesz co myśli w tym momencie juror? To Ci powiem – myśli “hyyyym, chyba wiem dla czego”.
6. Pomóż jurorom zauważyć twoją pracę. To ludzie pracujący i mający zylion innych obowiązków więc jeśli liczysz na to że powoli kontemplują każdą pracę – cóż, źle liczysz. Jeśli wszyscy dają prace białe, zrób czerwoną. Jeśli są w komentarzach, poproś ze dwie osoby by dały ci +1 albo lajka to komentarz pójdzie wyżej. Jeśli zgłoszenie wysyłasz listem, daj wyróżniającą się kopertę. 
7. Po prostu bierz udział, jak wygrasz w 10 konkursach ze stu, to będzie świetny wynik.
Ach i jeszcze jedno – ludzie serio rzadko biorą udział w konkursach i firmy wręcz płacą za ich dodatkową promocję by ludzie zechcieli łaskawie spróbować wygrać ten laptop. Serio.
Jeśli uważasz że potrzebujesz specjalnych umiejętności… podam ci przykład gdy nie miałam grama kreatywności a konkurs polegał na kreatywnym wykorzystaniu kubełka z KFC. Jadłam frytki więc zostawiłam ten kubełek i pomyślałam że zawalczę o wyjazd do USA. Ale nie miałam żadnego pomysłu więc wrzuciłam pisaki do kubełka i….
Tak, to jest zaprzeczenie kreatywności. Tak, to zdjęcie było warte 200 PLN w bonie.
Serio, wygrałam w tym konkursie jedną z nagród. Tym beznadziejnym zdjęciem. A wiecie dlaczego? Bo ludzie nie czytają regulaminów i nie wiedzą o hashtagach.
Ja to ja, ale konkursowiczów jest więcej! Gdy porzuciłam swoją karierę, okazało się miałam konkursowiczkę na roku na studiach ;-). Wśród blogerek są przynajmniej dwie – Patrycja i Ada, które poprosiłam o krótkie wypowiedzi :).
Ada:
1. Najlepsza wygrana nagroda? 
Trudno mi wybrać najlepszą nagrodę, jaką udało mi się zdobyć. Nie chodzi nawet o to, która z nich była najdroższa, raczej najbardziej wartościowa dla mnie. Wspomnę o trzech wygranych. Na moim podium znajduje się rejs do Szwecji dla czterech osób, dwudniowa wycieczka do Londynu i udział w kampanii farby do włosów L’oreal Paris, który rozpoczął moją przygodę z modelingiem.
2. Dlaczego lubisz brać udział w konkursach? 
Konkursy, szczególnie te wymagające kreatywności, są świetnym sposobem na rozgrzanie szarych komórek. Często zaglądam na strony z konkursami tuż przed pisaniem tekstu – chwila główkowania nad niebanalnym zgłoszeniem konkursowym pozwala mi “odblokować” umysł i przestawić się na kreatywne myślenie, które przydaje mi się w pracy. W konkursach fajne jest to, że często znajduję w nich motywację do wyjścia z domu lub zrobienia czegoś fajnego, szalonego. Na przykład kilka miesięcy temu wygłupiałam się z rodzicami przed obiektywem – razem z mamą udawałyśmy kobiety Bonda, czyli… mojego taty! Nasze zdjęcie przeszło przez pierwszy etap, później mama zdobyła najlepszy wynik w teście z wiedzy filmowej i rodzice spędzili dzięki temu wspaniały weekend, zwiedzając Londyn śladami Jamesa Bonda. Nie jestem jedynym przypadkiem w rodzinie, dotkniętym spaczeniem konkursowym 😉 W konkursach lubię też moment sprawdzania wyników. Często jest tak, że gdy napracuję się i spędzę sporo czasu nad zgłoszeniem konkursowym, nie znajduję swojego nazwiska na liście zwycięzców. Kiedy natomiast wymyślę coś w ciągu 10 sekund i nie spodziewam się wygranej, zgarniam nagrodę. Tak było w przypadku wygranego pobytu w Łebie. Pytanie konkursowe brzmiało “Co chcesz zobaczyć w Łebie?”. Swoją odpowiedź wysłałam bardziej dla żartu niż “zaciętej rywalizacji”. Napisałam: “W Łebie chciałabym zobaczyć siebie”. I wygrałam. Konkursy pobudzają kreatywność i dają mi możliwość zdobywania przedmiotów i doświadczeń, na które (jak na studentkę przystało) nie mogłabym sobie pozwolić.

3. Czego oprócz wygranych Cię to nauczyło? 
Jak już wspomniałam, udział w konkursach nauczył mnie przede wszystkim kreatywnego myślenia, ale zdobyłam też umiejętność… przewidywania przyszłości! Zanim wyślę swoje zgłoszenie, zastanawiam się, w jaki sposób temat ugryzie większość uczestników konkursu i staram się stworzyć coś, co się wyróżni na tle podobnych do siebie zgłoszeń.
4. Jak wygrywać w konkursach? Czy jest jakiś trik którym możesz podzielić się ze “świeżakami”?
Początkującym konkursowiczom radzę uzbroić się w cierpliwość. Często spotykam się z tekstami w stylu “wziąłem udział w 50 konkursach i nic nie wygrałem. To nie ma sensu, poddaję się”. Nie ma żadnej reguły na to, w ilu konkursach trzeba wziąć udział, żeby coś wygrać. Ja też tracę motywację, gdy zgłaszam się do wielu konkursów i nic nie wygrywam, jednak kiedy uda mi się coś zgarnąć, chęć do udziału w konkursach wraca ze zdwojoną siłą.
Ada prowadzi blog CzekoAda – wbijcie do niej 😉
Pata


1. Najlepsza wygrana nagroda? 
Zdecydowanie tydzień w Egipcie All Inclusive – takie moje marzenie z dzieciństwa, które zweryfikowało pewne wyobrażenia o tym kraju
2. Dlaczego lubisz brać udział w konkursach? 
Uwielbiam te emocje podczas oczekiwania na wyniki. Ten dreszcz emocji i wielka radość kiedy uda mi się coś wygrać. Dodatkowo często to spora oszczędność – i czasu i pieniędzy. Chcę kupić ekspres – szukam konkursu gdzie mogę go wygrać. Potrzebuję kosmetyków – biorę udział w konkursie z kosmetykami.
3. Czego oprócz wygranych Cię to nauczyło? 
Wytrwałości, pokory i ciągłego podwyższenia swojej poprzeczki. Konkursy to świetna forma rozrywki, ale też możliwość sprawdzenia swojej kreatywności. Kiedyś cieszyłam się z wygranego długopisu, teraz mam ochotę na więcej – apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale dobrze jeśli ten apetyt napędza nasze zdolności – w tym właśnie kreatywność. To forma rozwoju. Konkursy moim zdaniem uczą także pokory – tego, że nie zawsze musimy wygrywać i dobrze z placu boju zejść z podniesioną głową bez uczucia zazdrości. Wielokrotnie zdarzało się, że praca której poświęcalam się bez końca nawet nie zainteresowała jury. No cóż, wtedy po prostu trzeba było zagryzc zeby i grzecznie pogratulować zwycięstwa innym.
4. Jak wygrywać w konkursach? Czy jest jakiś trik którym możesz podzielić się ze “świeżakami”?
Nie ma chyba jednej konkretnej reguły. Ja osobiście szukam konkursów ambitnych – takich gdzie trzeba nakręcić film z konkretnym produktem czy zrobić coś kreatywnego. To szansa na lepsze nagrody, bo z założenia bedzie mniej osób, które poświęcą swój czas i zgłoszą swój udział. Ja osobiście nie marnuje czasu na konkursy z 1 czy 2 nagrodami, gdzie lista warunków do spełnienia nie ma końca, a ludzie zabijają się w walce o podium. To nie znaczy, że mówię “nie” konkursom na głosy. Na Facebooku istnieje wiele grup wsparcia w głosowaniach, co przecietnego użytkownika internetu pozbawia szans na wygraną, ale nie uważam tego za oszustwo. Pamiętam, że na początku mojej przygody z konkursami spędziłam wiele godzin i długich nocy zbierając głosy – to mój czas, mój wolny czas, a głosujących to prawdziwi realnie ludzie, a nie żadne boty. Dobrą praktyką podczas brania udziału w konkursach jest czytanie regulaminów konkursowych. Dzięki znajomości zasad można wiele wywalczyć. Na koniec dodam tylko, że… po prostu warto próbować. Ostatnio zgarnęłam Multicookera od Philipsa… tak jak 146 innych osób. Po prostu warto

Patrycja prowadzi blog Pata Bloguje

Koniecznie wbijcie do dziewczyn!

No i obiecane wyzwanie. Jest z rozmachem i polega na tym by wystartować w stu konkursach. Jakichkolwiek, kiedykolwiek, jakkolwiek, ale im szybciej tym lepiej. Akcja-rekacja, ciach-ciach. Widzisz konkurs – startujesz. Ja sama biorę udział – drukuję sobie kwadrat składający się ze stu małych kwadratów z wyzwania 100 dni bez spodni  i zaznaczam na zielono każdy konkurs. Kwadrat już wisi na lodówce, a że szpeci wnętrze…cóż, będę chciała szybko się go pozbyć i zamalować w całości.

Po stu konkursach dam znać jak mi poszło, ile wygrałam i co wygrałam. Jestem podekscytowana jak kiedyś, gdy byłam 10 lat młodsza i wypatrywałam listonosza z nagrodą niemal codziennie.
Żeby było uczciwie – nie wykorzystuję w tym celu bloga(ale instagram już tak, bo tam 13K odbiorców może mieć każdy), nie biorę udziału w konkursach organizowanych przez znajomych, tym bardziej znajomych blogerów (i w drugą stronę – nie daję im nigdy wygrywać bo to wątpliwa sprawa).

Jestem ciekawa jak mi pójdzie i zachęcam wszystkich do udziału w zabawie. A jeśli uważasz że się nie nadajesz… spójrz na moją “arcykreatywną” pracę na konkurs z kubełkiem KFC i pomyśl jeszcze raz. Jeśli to zdjęcie było warte dwie stówy…
No właśnie.

To jak, kto jest na pokładzie?
A mój “strój dnia” to – zgodnie z waszymi sugestiami – worek po ziemniakach 😀 Zdecydowałam się na sukienkę totalnie oversize by zobaczyć jak się w niej czuję. Tym razem część rzeczy ze sklepów stacjonarnych :). Wszystko podlinkowane pod zdjęciem.

SUKIENKA| KOTURNY | WISIOREK (10 zł!!!)
To jak, kto jest ze mną? 🙂 Z taką garścią rad i wskazówek czuję, że będziemy wymiatać!

*Kto rozpozna cytat? Dajcie znać w komentarzach ❤
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

7
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
AniamalujeAlicjaAgata ŚwilakStokrotkaUlla Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Stokrotka
Gość
Stokrotka

Brawo!!!! Uwielbiam dziewczyny ambitne. Blog wspaniały, tak jakbym czytała o sobie. Też brałam udział w konkursach, własnie w tych kreatywnych. Czym więcej wygrywałam, tym bardziej mnie ciągnęło do wymyślania wierszyków, tworzenia filmów, rysowania i różności kreatywnych. W tej chwili większość konkursów jest na głosowanie…i przez to przestały mnie interesować. Bo wygrywają osoby, które nazbierają najwięcej głosów a nie najbardziej kreatywne. Ale za to założyłam firmę i mam kreatywną pracę, taką jaką lubię. I da się zarobić i odłożyć co miesiąc coś na wycieczki, które tez uwielbiam. Tez staram się, żeby lot kupić jak najtaniej,i plan robię sama, wyszukuję ciekawych miejsc.… Czytaj więcej »

Agata Świlak
Gość
Agata Świlak

Brawo!!!! Uwielbiam dziewczyny ambitne. Blog wspaniały, tak jakbym czytała o sobie. Też brałam udział w konkursach, własnie w tych kreatywnych. Czym więcej wygrywałam, tym bardziej mnie ciągnęło do wymyślania wierszyków, tworzenia filmów, rysowania i różności kreatywnych. W tej chwili większość konkursów jest na głosowanie…i przez to przestały mnie interesować. Bo wygrywają osoby, które nazbierają najwięcej głosów a nie najbardziej kreatywne. Ale za to założyłam firmę i mam kreatywną pracę, taką jaką lubię. I da się zarobić i odłożyć co miesiąc coś na wycieczki, które tez uwielbiam. Tez staram się, żeby lot kupić jak najtaniej,i plan robię sama, wyszukuję ciekawych miejsc.… Czytaj więcej »

Ulla
Gość
Ulla

Wchodzę w to!

Paulina Chojna
Gość
Paulina Chojna

Oczywiście, że Tuwim z wiersza o strasznych mieszczanach 🙂 (Twój ulubiony) A wiem to tylko dlatego, że już długo Cię czytam, a tak jak napisałaś post wcześniej, trafiłam tu przypadkiem:P Szczerze mówiąc liczyłam na pocieszenie, łagodne treści, nazwa “aniamaluje” skojarzyło mi się z takim błogim spokojem, malowaniem wewnętrznego świata, uczuciem radości i wiary, że wszystko będzie dobrze. Taka oaza, albo “motywujsie” w chwilach słabości. A tu zonk:D Żadnego użalania, bierz się do działania i Twórz swoje życie! Nie znalazłam błogiego spokoju;D ale mądrą dziewczynę, która wierzy w dobro, piękno i siebie. Oraz że wszystko się da. #niemozliwenieistnieje Ja sobie samej… Czytaj więcej »

Monia
Gość
Monia

Dzięki temu wpisowi zaczęłam brać udział w konkursach. Prawie codziennie śledzę e-konkursy.info.
Dziękuję, Aniu 🙂

PS. Jak szlifować własne umiejętności, by te nasze wykonania zadań konkursowych były jak najbardziej kreatywne i oryginalne, by mieć szansę na wygraną?

Alicja
Gość

Wpadłam tutaj poczytać, jak wygrać suszarkę – a dostałąm Tuwima i “Strasznych mieszczan” – uwielbiam i czuję się troszkę zwycięzcą <3

Previous
Gdynia, Pokemony i nie mam pomysłu na chwytliwy tytuł [TYGODNIK]
Jak wygrać życie? WYZWANIE!