Jedno, zajebiście ważne pytanie… ale nie to którym myślisz.

autor Posted on 13 wizyt
Lubię siebie. Kiedyś te słowa wcale tak łatwo nie przeszłyby  przez moje palce. A teraz naprawdę dobrze czuję się w swoim ciele. Przepracowałam swoje kompleksy i całkowicie pasuje mi to, że moje ciało jest jakie jest.
Wszystkie aktywności jakie podejmuje by było lepsze wynikają z troski o siebie. Chcę dobrze się odżywiać (tak, przy mojej chorobie wygląda to trochę inaczej), by dostarczać każdej swojej komórce wszystkiego co dla niej najlepsze. Chcę być aktywna fizycznie, by potem każdy centymetr mojego ciała działał najlepiej jak tylko może. Chcę medytować i panować nad swoimi myślami, by nie obciążać organizmu stresem. Chcę jechać na dobrym paliwie, więc nie inwestuję w złe myśli. Lubię czasami zakręcić włosy, wskoczyć w ładną sukienkę czy nawet wykonać jakiś makijaż, o którym była na blogu już burzliwa debata. Ale w tym wszystkim jest jedna, ale za to bardzo ważna cecha wspólna – ja to robię dlatego, że lubię siebie. To jak zapakowanie prezentu w ładny papier i owinięcie wstążką. Prezent w środku wciąż jest ten sam, jego wartość wcale się nie zmienia. Ale jest milej.
W ostatnim tekście z wyzwaniem jestem w sukience, która odsłania tylko nogi – jeszcze nie tak dawno nie do pomyślenia w moim przypadku, zmagałam się przecież  z kompleksem krzywych nóg. Przeszłam długą drogę i chociaż bardzo zgadzam się ze słowami – Don’t be yourself! Be dream yourself! To rozumiem to w dość specyficzny sposób.
Na blogu pokazuję wam różne zdjęciowe wpadki (np. tu, tu i tutaj), czasami jestem totalnie bez makijażu. Snapchat pokazuje to samo – raz mam dobre momenty, raz gorsze. Bywa że włosy sterczą w każdą stronę, bywa że wyglądam jak Halina Kiepska (wałki na głowie) – takie jest życie i nie będę przecież blogowo milczeć tylko dlatego, że choroba zafundowała mi cienie pod oczami i szarą cerę. Jestem sobą tak samo wtedy, jak wtedy kiedy się pomaluję, ogarnę i tak dalej.
I nagle bach – otwierając załącznik ze zdjęciami z eventu widzę to:
I wybucham gromkim śmiechem. Ta twarz nie opowiada żadnej historii. Nie ma mojej zmarszczki na czole – pamiątki potem jak nabrałam wody po lekach sterydowych i rozciągnęła mi się skóra… a potem opadła, ale zmarszczka została. Nie ma moich piegów, które bardzo lubię. Chociaż nie są mocno widoczne – czuję się bez nich jak biedronka bez kropek. Nie ma moich kurzych łapek koło oczu – tych, które pokazują że często się śmieję. Na szczęście nie ma też zmarszczek palacza, bo papierosów nie palę. Ale chodzi mi o to, że nasze twarze opowiadają pewne historie. Widać na nich, czy raczej jesteśmy ludźmi uśmiechniętymi, czy może wiecznymi smutasami. Czy palimy faje, czy może raczej wolimy spokój i medytację.
U mnie dodatkową historię opowiada zazwyczaj ubranie, bo chyba nie ma dnia w którym nie dorobiłabym się plamy od sosu czy lodów ;-).
To zdjęcie byłoby spoko, gdybym chciała wstawić je do CV i wysłać do jakiegoś korpo. Modelką jestem słabą, pozować nie umiem – trochę jest w tym mojej winy.
Zastanawiam się tylko dlaczego fotograf pomyślał, że zdjęcie należy przerobić.  Czy trochę nie jest tak, że dzisiaj przeróbka stała się normą a fałsz nową prawdą? Uciekamy od rzeczywistości w świat fikcji, który nie jest moim światem.
Nie jestem przeciwniczką retuszu, makijażu, zabiegów medycyny estetycznej czy nawet operacji plastycznych. Każdy robi co uważa. Tylko jeśli zrobisz to wszystko nie kochając siebie i nie osiągając harmonii od wewnątrz…zewnętrzne zabiegi ci nie pomogą. Po operacji biustu zaczniesz rozważać kolejną (zobacz też: małe piersi, wielki problem?) po korekcie ust pomyślisz o botoksie albo czymś innym. Dopóki nie pokochasz siebie bezwarunkowo, dopóty będzie źle.
Nie sztuką jest podobać się sobie gdy jest się “zrobionym”. Gdy wykonturuje się twarz, doczepi rzęsy, założy push-up, wyszczuplające majtki albo te leginsy imitujące krągłe pośladki, czy co tam teraz jest na topie. Tylko czy wtedy podobasz się sobie ty, czy ktoś, kto w rzeczywistości wcale nie istnieje?
Koleżanka po ciąży przytyła. Mąż zamiast być wsparciem – robił jej docinki. Szybka historia – rozwiedli się, potem ona schudła i nagle on chciał do niej wrócić. Wiecie co mi powiedziała? Że teraz, to on się może gonić. Bo nie widział w niej piękna wtedy. Że ona i tak by schudła, ale jeśli on widzi w niej piękno tylko wtedy gdy mieści się w sukienkę “S”, to ona nie chce być z takim kimś.
Druga przemieniła się z kaczątka w łabędzia, pod wpływem mężczyzny z którym z różnych powodów już nie jest. I mówi że teraz gdy podoba się innym mężczyznom, to to jest takie oczywiste i żadna sztuka. Że sztuką było wtedy, gdy ktoś dostrzegł w niej coś,  kiedy sama jeszcze była tym kaczątkiem.
Pytanie czy ty sam dostrzegasz w sobie to coś? Czy może próbujesz stać się idealny, zupełnie zatracając w sobie to, co czyni cię wyjątkowym?
 Jestem bardzo ciekawa czy te wszystkie dziewczyny jak z taśmy produkcyjnej u jednego chirurga czują się naprawdę piękne. Wtedy, gdy stoją same przed lustrem i nie widzą migających lajków pod swoimi zdjęciami prezentującymi idealne życie z instagrama.  Czy czują się piękne, gdy nie mają grama makijażu, ułożonych włosów? Czy widzą w sobie piękno wtedy, gdy leżą chore z grypą, mają podkrążone oczy, czerwony nos i szarą cerę? Czy ich miłość do siebie warunkują czynniki zewnętrzne, takie jak makijaż czy filtr na instagramie, czy może jest bezwarunkowa jak miłość matki do sinego, pomarszczonego i umazanego krwią noworodka? Jeśli tak – nie widzę w tym konturowaniu, makijażu, rzęsach i ustach czy nawet silikonie zupełnie nic złego. Rzecz gustu, preferencji, upodobań, kaprysu. 
Gdy ogarnia mnie jakiekolwiek zwątpienie w życiu, powtarzam jak mantrę słowa podłapane z prastarej hajawaskiej praktyki wybaczania Hoʻoponopono. 
Staję wtedy przed lustrem lub w myślach mówię
– Kocham Ciebie, kocham Siebie.
Wybaczam Sobie, wybaczam Tobie.
I tak aż ogarnie mnie spokój. Czasami trzy razy, czasami trzydzieści. Do skutku.
Wtedy mądrość starożytnych Hunów sprawia, że znowu ogarnia mnie bezwarunkowa miłość i jedność ze światem. 
Wydaje mi się, że nie sztuką jest podobać się innym i przeglądać się w ich oczach. Sztuką jest podobać się sobie. Więc stań dzisiaj przed lustrem i zadaj sobie jedno, zajebiście ważne pytanie i szczerze na nie odpowiedz.
Kochasz siebie? 
Bo naczelne przykazanie kilku religii brzmi kochaj bliźniego jak siebie samego. Jak możesz pokochać kogoś innego, nie kochając wcześniej siebie? 



Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Podziel się

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Iwona
Gość

Świetny post😊 pozdrawiam