Instagram has returned invalid data.

Królicze kapcie, Warszawa i jajecznica

Wspominałam kiedyś, że lubię tworzyć cykl “tygodnik”? Uświadamia mi jak wiele w moim życiu się dzieje, bo to świetny pretekst do przejrzenie kalendarza kilka stron wstecz, rzucenie okiem na zdjęcia zapisane na karcie aparatu, wyciągnięcie wniosków. Fajna sprawa!

W tym tygodniu jadłam ciągle jabłka. Ze wszystkich sił staram się szukać pozytywnych stron jesieni. Jabłka są chyba jednym z jej atutów.
No właśnie, atuty jesieni – serdecznie dziękuję za ciepłe przyjęcie tekstu :

10 pomysłów na to, co warto zrobić jesienią 

Inne, które ukazały się na blogu to:
To list czytelniczki i Wasze rady oraz punkt widzenia. To pierwszy tego typu eksperyment na blogu i… nie wiem co myśleć. Okazuje się, że na jedną sprawę można patrzeć w przeróżny sposób. Dla mnie osobiście – bardzo pouczające doświadczenie – mam skłonność do wiary w ludzi i interpretowania zdarzeń na korzyść ich uczestników, wierzę zawsze w dobre intencje, że ktoś nie jest złym człowiekiem, tylko źle postąpił i tak dalej. 😀

Jak szybko zapuścić włosy? Jak ograniczyć ich wypadanie? 

tekst Moniki, który zmotywował mnie do rozpoczęcia tej walki na nowo. Kiedyś chciałam zapuścić włosy i systematyczne aktualizacje na blogu bardzo mi w tym pomogły. Nie wiedziałam jednak, że wkrótce  przejdę prawdziwą rewolucję i krwawą walkę o swoje zdrowie, która musiała się wiązać z chwilowym ogromnym spadkiem. Dlatego ponieważ i tak było mi to obojętne, zaryzykowałam z czarnymi włosami, a potem z samodzielnie rozjaśnionym blondem…który spalił mi włosy całkowicie 😀 Teraz mam krótsze włosy, kolor w 95% swój, bo kilka pasm tworzących dwa lata temu grzywkę, wciąż pamięta rozjaśnianie. Myślę, że nadchodzi dobry moment, by zacząć o te włosy jakoś mocniej dbać 😉
Przykład na to, że warto słuchać czytelników – liczba serduszek na bloglovin była dla mnie sporym zaskoczeniem, przy stosunkowo małej liczbie komentarzy. Ten tekst powstał z powodu pytania jednej z czytelniczek. Przyznam, że sama kiedyś byłam sfrustrowana papkowatą konsystencją pieczonych frytek z batatów – dotkliwie poczułam, że rzeczywiście wiele blogów to…ściema. Ale żeby nawet kulinarne? Bardzo przykra sprawa! Nie zrozumcie mnie źle – lubię smak gumiastych frytek z batatów, ale gdy ktoś mi obiecuje, że będą chrupiące, a takie nie wychodzą – czuję się oszukana. Mam nadzieję, ze sposób zdradzony mi przez koleżankę i u was się sprawdzi ;-).
Urocze króliczki (podlinkowane w tekście), zapraszają do przeczytania posta :
Tekst jest dla mnie dość ważny osobiście, bo nie chcę, żeby ten blog wprawiał kogoś w gorsze samopoczucie. Okej, czasem trzeba kimś potrząsnąć i powiedzieć coś dosadnie (bo wyuczona bezradność ssie, a postawa sierotki nie prowadzi do niczego dobrego), ale generalnie chodzi mi tylko o to, żeby było fajniej. Chciałabym skupiać się na rzeczach i treściach, które są dla innych przydatne.
A co w tym tygodniu robiłam?
Szczerze, to sama nie wierzę, że tak dużo.
Obserwowałam zajęcia na drugim roku magisterki. Chciałam spojrzeć na to wszystko pod innym kątem, bo z perspektywy studenta zwraca się uwagę na inne aspekty (czy wykładowca “puści” szybciej, czy połapie się, że nie doczytałam lektury itp.), a ja chciałam spojrzeć jak to ogarnąć, gdy jest się w roli prowadzącego. Cieszę się, że miałam taką możliwość, bo wyłapałam w swoim roboczym planie kilka punktów do dopracowania. Muszę przyznać, że na nowych studiach spotykam na razie samych życzliwych ludzi 

Nie cierpię pozować do zdjęć (ironiczne w kontekście prowadzenia bloga, co? 😀 ) dlatego niemal wszystkie powstają jako zdjęcia seryjne, wyżej jakaś idiotyczna mina przy odpinaniu płaszcza, by pokazać bluzkę :))
Zamiast jechać na bardzo interesującą konferencję, jeździłam po urzędach. Średnio interesująca sprawa ze szczęśliwym finałem, ale to ogromna strata czasu. Wiem, że administracja jest trudnym kierunkiem studiów i że wiele osób przez to straci pracę ale… szczerze jestem za maksymalnym ograniczeniem biurokracji. Na pocieszenie zjadłam przepyszną jajecznicę. Ponieważ zawsze wygląd maksymalnie nieeapetycznie, zrobiłam sobie drzewko ze szczypiorku i pomidorów 😀 
Miałam też okazję odbyć własne zajęcia. Studia doktoranckie są całkowicie inne od magisterskich, sama idea pięciu godzin wykładów na dziewięciu osób sporo na ten temat mówi. Na razie jestem zadowolona i pełna dobrych myśli. Czuję, że to będzie jednak spore wyzwanie 😉
Zdarzyło mi się też całkowicie zmarnować popołudnie z głową nad muszlą klozetową, a potem leżąc w pozycji embrionalnej targana drgawkami. Nie cierpię tego, ale cóż – takie życie. Mimo to postanowiłam się uprzeć i pojechać na konferencję MeetBeauty do Warszawy. To konferencja dla blogerów, głownie blogerek urodowych. Ponieważ nie jestem bezpośrednim targetem wydarzenia, nie rejestrowałam się na nie w pierwszym rzucie. Dopiero gdy pojawiły się dwa dodatkowe bilety do rozlosowania, kliknęłam :). I udało się.
A potem wszystko się na mnie uwzięło 😀 Najpierw fatalne samopoczucie, potem totalny bad hair day, bad face day, pociąg o 5:30 rano… chciałam się pomalować w toalecie – złamała mi się kredka, złamała szminka, a wsuwki okazały się nie być wsuwkami, tylko harnaklami… 😀 Bywa
Omal nie wpadłam do złego tramwaju, przypadkiem spotkałam inną uczestniczkę, która popełniła podobną pomyłkę i dotarłyśmy na miejsce razem.
Uff!
Gdybym miała podsumować konferencję jednym zdaniem, brzmiałoby ono tak:
Nigdy nie widziałam w jednym miejscu tak wiele osób z dobrze zrobionymi brwiami 😀
Nigdy nie wiążcie włosów w pociągu w brzydki prowizoryczny kok, gdy nie macie wsuwek i grzebienia. 😀 Potem nie ma ratunku!
Cieszę się, że miałam okazję spotkać w jednym miejscu sporo znajomych, w końcu poznać inne dziewczyny, zamienić kilka słów z osobami, które na mój blog zaglądają. Nie ze wszystkimi się udało, czasami zakończyło się na wymianie uśmiechów, ale to było fajne doświadczenie 😉
Mogłam też kolejny raz zbadać skórę głowy pod specjalną kamerą i zobaczyć, ze wcale nie jest źle 😉
A dzisiaj siedzę i pracuję, doszlifowuję plan zajęć, które jutro prowadzę, ogarniam papierki… 🙂
Inne:
Czasami uda mi się przyzwoicie pomalować 😀
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania (@aniamaluje) 22 Paź, 2015 o 4:54 PDT

Generalnie, to dużo więcej zdjęć zawsze na instagramie : (klik)

Znaleziska z sieci :

  • Grafika, która rozbawiła mnie do łez (klik)
  • Dwa kończące się konkursy na moim blogu (klik) i (klik)
  • 5 produktów, które muszą się znaleźć w Twojej diecie tej jesieni (klik)
  • Fajna strona z przepisami – cooking panda (klik)
  • Przypominam mój tekst o szybkich pomysłach na sandwiche (klik) – jesienią częściej mam ochotę przekąsić coś na ciepło, a w lidlu właśnie pojawił się sensowny opiekacz (klik) – moim zdaniem must have każdego studenta, któremu zdarza się przepłacać za ciepłe zapiekanki – opiekacz szybko się zwraca 😀
  • Potwornie brak mi w moim mieście biedronki, do której zawsze mogłam skoczyć na szybkie zakupy… na szczęście podobno remont się kończy, ale rzadko trafia się tak dobra oferta, by na jednej stronie były same intrygujące produkty – np. tu (klik). Nie mogę się doczekać, aż remont całkiem się skończy!
  • Agnieszka i jej świetny tekst o tym, czy polska służba zdrowia może być lepsza (klik) – jak mi ktoś wyskoczy z tym, że to nie służba tylko opieka, to wydrapię oczy 😀 Mam na myśli wymiar etyczny, gdzie lekarz służy ludziom. Za to bierze pensję, koniec, kropka.
  • jedna z moich ulubionych blogerek i jej 10 rad dla młodszej siebie (klik)

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Ania, jak Ty to robisz, że jesteś taka zmotywowana i pełna energii do działania?
Królicze kapcie, Warszawa i jajecznica