Instagram has returned invalid data.

Jeden poważny błąd, który czyni cię bardziej złym i agresywnym – czy też go popełniasz?

Gniew, frustracja, stres – to nie są moi ulubieni towarzysze. Ale są w moim życiu obecni, więc muszę sobie z nimi jakoś radzić. Jak większość znanych mi osób – radziłam sobie z tym źle.

Od końca września czuję się trochę gorzej – to u mnie naturalny cykl i jesienią już tak po prostu mam. Gdy ten stan się przedłuża, robię się poirytowana. Pamiętam jak to jest walczyć o każdy oddech i zwyczajnie się tego boję. Obiecałam sobie, że nigdy więcej do tego już nie dopuszczę. 
Niestety zdarza mi się czuć dokładnie jak na obrazku :
W takich chwilach powraca mój wielki żal do niektórych lekarzy za to, że się nie edukują i nie rozwijają swojej wiedzy. Ich beztroskie zapisywanie mi sterydów traktowanych jak panaceum, wepchnęło mnie w objęcia Cushinga. Mam ogromne problemy z poziomem kortyzolu, który ma wielki wpływ na stan emocjonalny. Moje nadnercza zwariowały i jak w kołowrotku – raz  mam kortyzolu za dużo, raz za mało i tak w kółko. Czasami nachodzi mnie wielki gniew i osobiście poodbierałabym im wszystkim prawa do wykonywania zawodu, bo nasze sądy sobie z tym nie radzą – wyrok w postaci roku zawieszenia dla kilku lekarzy, którzy nie rozpoznali u 3,5 letniego chłopca sepsy (maluch zmarł), uważam za kpinę i przyzwolenie na niekompetencję i zaniedbania. Szczególnie mnie to boli, gdy ktoś w wyniku “niedopatrzenia” żegna się z życiem. Nie życzę tym lekarzom źle, ale czuję gniew. i niezgodę. Jestem świadoma, że wyższy poziom kortyzolu bardzo wpływa na poziom agresji, ale daleko mi od stanowiska, że to wódka bije a spódniczka gwałci. Świadoma swoich problemów z kortyzolem czuję się kilka razy bardziej zobowiązana do skutecznej nauki zarządzania swoimi emocjami. Chciałabym aby podobne stanowisko przedstawiali lekarze i czuli się zobowiązani do podnoszenia poziomu swojej wiedzy lub kwalifikacji (lub zmienili zawód, bo do obecnego ich nikt nie zmuszał). Piszę o tym, bo jestem pokojowym człowiekiem i nie lubię awantur, ale to jest moja pięta achillesowa. Gdy moje oskrzela kapryszą a poziom kortyzolu się podnosi, wystarczy jedno doniesienie o dziecku które umarło, a zamieniam się w chodzącą draskę i jestem gotowa zapłonąć gniewem.
Jak w pięknej piosence Rachel Platten :


I might only have one match

but I can make an explosion

Jest mi też przykro, że do zawodu o ogromnej odpowiedzialności społecznej trafią często nadęte, beztroskie i aroganckie bufony, które psują opinię i reputację tym wszystkim zaangażowanym, edukującym się i sumiennym lekarzom, których też przecież u nas nie brakuje.
Jak nietrudno odgadnąć – od jakiegoś czasu czuję się gorzej, a właśnie zapadł ten żenujący wyrok w sprawie chłopca, który umarł w 2008 roku. A to znowu wystawiło moje zszargane nerwy na trudną próbę. Gdy to usłyszałam, to automatycznie zacisnęły mi się pięści i szczęka. Zapewne przybrałam groźny wyraz twarzy i niemal poczułam falę gniewu.
Jak radzić sobie z gniewem?
Na studiach miałam o tym tylko jedne zajęcia na jednym przedmiocie. Na pedagogice, gdzie prace dyplomowe na temat agresji to totalny evergreen. W dodatku usłyszałam, że dziecko powinno poboksować w poduszki albo drzeć gazety. Z punktu widzenia badań – totalna głupota.
Ale fakt, że nie uczono mnie czegoś na studiach, albo nauczono mnie głupot, nie zwalnia mnie z samodzielnych poszukiwań i poszerzania swojej wiedzy. Na tym polegają chyba studia. Bardzo bym sobie życzyła, aby osoby, które nie czują odpowiedzialności za drugiego człowieka, zajęły się  zawodowo hodowlą drobiu, pasaniem kóz albo trzepaniem dywanów, bo niechęć do aktualizacji swojej wiedzy może wyrządzić komuś  poważną krzywdę.
Chciałam się podzielić wnioskami z pewnych fascynujących badań, które całkowicie zmieniły moje podejście do zarządzania negatywnymi emocjami. Ich autorem jest Brad J. Bushman (uwielbiam prace tego profesora, zawsze porusza niesamowicie fascynujące tematy).
Wciąż (sic!) wielu pedagogów i psychologów poleca wyładowywanie swoich emocji w sposób, który nikogo nie krzywdzi, ale przyniesie natychmiastową ulgę – np. skopanie worka treningowego, pobicie poduszki, tupanie, krzyczenie.

jeden z moich sposobów na rozładowanie emocji – spacer i…nowe buty (klik)
Bushman miał wątpliwości, czy takie rozwiązania rzeczywiście mają sens. Zaprojektował w tym celu tak genialne badanie, że z miejsca go polubiłam ;-). Ten wyjątkowy bystry naukowiec najpierw chciał wywołać u badanych gniew. W tym celu poprosił sześciuset studentów o napisanie eseju na temat… aborcji. Temat sam w sobie jest na tyle kontrowersyjny, że łatwo o emocjonalną reakcję. Następne eseje zostały rzekomo poddane ocenie przez osoby o odmiennym stanowisku (zwolennika oceniał przeciwnik i odwrotnie). W rzeczywistości oceny wystawiali naukowcy ;-). Brzmiały one np. “To najgorsze co w życiu czytałem!”.
To wywołało u autorów esejów wściekłość na osobę, która ich “oceniała”. Ale na tym nie koniec eksperymentu 😉 Część studentów otrzymała szansę na rozładowanie emocji – na 15-calowym monitorze pokazano im zdjęcie studenta, który rzekomo ocenił ich pracę. Potem student dostawał rękawice bokserskie i był proszony o uderzanie w worek treningowy i jednoczesne wyobrażanie sobie twarzy studenta, który tak brzydko ocenił jego pracę. Aby mieć jeszcze więcej danych, w pomieszczeniu z workiem treningowym był ukryty mikrofon, który pozwolił potem na ocenę siły i ilości uderzeń.
Druga grupa studentów miała po prostu posiedzieć dwie minutki w cichym pomieszczeniu i się uspokoić. 
Dalsza część eksperymentu polegała na wypełnieniu prostego kwestionariusza, który dostarczył badaczom danych o stanie emocjonalnym badanego (czy i jak bardzo jest zdenerwowany itp).
Kolejny z moich sposobów na stres i gniew – szukanie pozytywów w tym, czego nie lubię – szukałam koloru w ponurej jesieni.


Co było dalej? Połączono studentów w pary. Grali w jakąś prostą grę w której zwycięzca mógł wymierzyć karę przegranemu. Karą był nieprzyjemny dźwięk puszczony prosto w twarz, ale zwycięzca sam decydował o tym jak długo będzie emitowany i jak głośny będzie.
Ciekawi wniosków?
– Studenci, którzy rozładowywali swoje emocje w starciu z workiem bokserskim czuli się bardziej agresywni. Karali też przegranych bardziej surowo (wybierali głośne i długie dźwięki). Bushman uważa, że te agresywne sposoby wyładowywania emocji to tylko dolewanie oliwy do ognia.  A jako że jedna jaskółka wiosny nie czyni to dopowiem, że później podobne badania przeprowadzali inni i wzorzec zachowania się potwierdzał.
Serdecznie zresztą zachęcam do przeczytania artykułu : 

Does Venting Anger Feed or Extinguish the Flame? Catharsis, Rumination, Distraction, Anger, and Aggressive Responding (Pers Soc Psychol Bull June 2002 vol. 28 no. 6 724-731). W razie problemów z dostępem piszcie w komentarzach, to spróbuję go gdzieś wstawić, bo był dostępny za darmo, a czasami źródła wygasają ;-).

Co zatem robić?
Rozwiązań jest bardzo wiele. Nic co ludzkie nie jest mi obce i wiem, że gniew jest częścią życia. Czy tego chcę czy nie. Pierwsze co zawsze sama sobie gorąco polecam, to wyciąganie pozytywów oraz wniosków z dobijających sytuacji.
Czego ta sytuacja mnie nauczyła? Jak nie popełnić takiego błędu w przyszłości? Co mogę zmienić w swoim zachowaniu, by więcej mnie to nie spotkało?

Gorąco polecam też rozwiązania, które budują, a nie rujnują. Zamiast nawalania w worek bokserski może warto chwycić gwoździe i młotek i zbić z europalet regał? 
Jak wspomniałam, kortyzol sprawia, że złe nastroje próbują mnie dopadać bardzo często. Zarówno gniew jak i smutek. Moim najważniejszym spostrzeżeniem jeśli chodzi o rozładowywanie napięcia jest konieczność rotacji stosowanych metod.

Nikt nie ma wątpliwości, że topienie smutków czy gniewu w alkoholu prowadzi do uzależnienia. Ale moim zdaniem każda metoda rozładowywania napięcia może być uzależniająca. Być może też tego doświadczasz i “musisz” emocje wybiegać, wytańczyć, zrobić sobie tatuaż po rozstaniu czy zjeść całą czekoladę. Problem pojawia się wtedy, gdy z naszego wypracowanego sposobu rozładowywania napięcia nie można w danej chwili skorzystać (np. nie możesz pójść pobiegać, bo leżysz w łóżku z zapaleniem płuc), albo wtedy, gdy bez tej czekolady nie można sobie poradzić i zaczyna być jedzona kompulsywnie.
Ja np. mam problem z tym, że w ramach nagrody albo pocieszenia kupuję sobie …buty.
tak wiem, znowu frędzle… 🙂

Nauczyłam się szukać ciągle nowych sposobów. Oprócz tych praktykowanych stale, np. ćwiczenie wdzięczności (klik)  czy moje ukochane pisanie ekspresywne (klik), można robić całe mnóstwo różnych rzeczy nastawionych na tworzenie czegoś lub przynajmniej – nie niszczenie.
Przykłady :
1) Naprawianie różnych rzeczy – możesz przyszyć urwane guziki, dokręcić śrubki, naoliwić zawiasy w skrzypiących drzwiach i podkleić tapetę tam, gdzie odchodzi od ściany
2) Tańczenie (bonus : spalone kalorie, podszkolenie swoich umiejętności tanecznych)
3) Bieganie (bonus: lepsza kondycja)
4) Spacer. Można polować z aparatem na przyrodę, zachwycić się otoczeniem, dokarmić zwierzęta, zabrać ze sobą psa, który zwariuje ze szczęścia :).
5) Szycie – zawsze chciałam się nauczyć, ciągle spada niżej na liście priorytetów, ale przynajmniej mam coś nowego do wypróbowania gdy skończą mi się pomysły 🙂
6) Robienie na drutach i szydełkowanie – ostatnio kupując bułki widziałam spory wybór bardzo porządnych drutów i szydełek za 7 zeta w biedronce. U mnie są przerzucone obok książek 🙂
7) Pomaganie innym. Zawsze gdy jestem zdenerwowana na świat albo na jakąś sytuację, dowiaduję się o kimś, kto ma obiektywnie gorzej. Gdy pomagam, czuję się lżejsza o sto kilo problemów. Serio, idź zrobić zakupy starszej sąsiadce.
8) DIY. Robienie czegoś z niczego jest super, bo możemy się wyżyć artystycznie i jeszcze coś fajnego z tego wynika. Kopalnią pomysłów jest pinterest, moim hitem była kiedyś wiklina papierowa :).
9) Gotowanie!
Żeby nie skończyć dzisiaj klasycznie z tabliczką czekolady albo kilogramem sernika (-.-) czy wielką pizzą hawajską, spróbowałam nowego smaku. Pokroiłam gruszki w plastry, lekko posypałam cukrem (bo były zbyt twarde), spryskałam patelnię mgiełką oliwy i przygotowałam sobie gruszki z gorgonzolą ;-). 
10) Branie udziału w konkursach. Nałogowo robiłam to w gimnazjum – wygrałam mnóstwo dziwnych rzeczy z dmuchanym pokrowcem na banana na czele ;-)). Wymyślanie haseł reklamowych jest świetnym sposobem na twórcze wyżycie się, a jeszcze niesie za sobą czasami dodatkowe profity ;-).
Ja też mam dla was mały konkurs!
Kiedyś pisałam, że każda współpraca na blogu musi nieść jakąś korzyść dla moich czytelników. Więc będzie miała całkiem wymierną: 

Czarny trencz (klik), szal – już niedostępny, golf – jakiś sklep sportowy, to golf termiczny 😛  Spódnica : (klik), rajstopy: 20 den gatta Botki z frędzlami (klik).

O botki padło sporo pytań na instagramie – dla mnie bardzo wygodne i stabilne, ale są problematyczne z powodu zamka z tyłu – łatwo przyciąć frędzle ;-). Odpadają też na deszczowe dni ;-).

KONKURS: dawno rozwiązany

byłabym wdzięczna za pisanie zwykłych komentarzy dotyczących radzenia sobie z gniewem i stresem – jestem bardzo ciekawa Twoich sposobów oraz popełnionych kiedyś błędów. 

W ramach rozwojownika obliguję uczestników do wypróbowania jednego nieznanego wcześniej sposobu na spuszczanie emocji 🙂
Uściski!

dodano 1 listopada: 
W konkursie wygrała osoba o mailu : 
ewela000…

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Rzęsy 1:1 – czy warto? Odpowiedzi na wszystkie pytania +bon na 350 zł do wygrania!
Jeden poważny błąd, który czyni cię bardziej złym i agresywnym – czy też go popełniasz?